
Do Koleżanek i Kolegów Dyrektorów i Nauczycieli polskich szkół
a także ich sojuszników i wszystkich, którym los edukacji jest bliski:
Powitajcie ten Rok Nowy
Jak tradycja każe.
A ja wiązanymi słowy
Życzenia przekaże:
Niechaj Nowy Rok przyniesie
Na Szucha odmianę!
Niechaj Nasza będzie jesień,
Da balsam na ranę!
Niechaj „NOWE” się postara,
Zmiecie wszystkie bzdury!
Wierzcie w to, bo silna wiara
Wszak przenosi góry!
P.s.
Sprawdźcie też „dzisiejszym” okiem
Jak życzyłem Wam przed rokiem:
Tradycyjne życzenia noworoczne dla Czytelników na 2018 rok
O przedpołudniowej porze zamieszczaliśmy zwykle wyłowione z „sieci” teksty „z innych źródeł”, które redakcja OE uznała za warte upowszechnienia wśród naszych czytelników. Stałym bywalcem tych cytatów był Jarosław Pytlak i teksty z jego bloga, będącego ważnym elementem redagowanej przez niego strony „Wokół Szkoły”. Uznaliśmy, że na sylwestrowe przedpołudnie naklepiej nadaje się tekst tego autora, zamieszczony co prawda jeszcze przed Wigilią, ale spełniający wszelkie wymogi podsumowania problemów edukacji, z którymi borykali się dyrektorzy i nauczyciele polskich szkół – nie tylko w kończącym się 2018 roku.
Poniżej zamieszczamy wybrane fragmenty tego bardzo obszernego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Zamieszczony poniżej raport, pod mówiącym wszystko tytułem niniejszego wpisu, nie jest opracowaniem naukowym, ani nawet próbą wyczerpania tematu. Jest natomiast publicystyczną odpowiedzią na samozadowolenie pani minister Anny Zalewskiej, zaprezentowane podczas podsumowania trzylecia jej rządów w ministerstwie. Z tego powodu nie proszę o wpisywanie w komentarzach kolejnych fatalnych skutków obecnej reformy – sam wiem, jak wiele z braku miejsca pominąłem spośród tych, które już mi podpowiedziano. Tego co napisałem jest aż nadto, by protestować przeciwko obecnemu stanowi rzeczy. Nie proszę również o recepty na przyszłość, bo to zupełnie odrębny temat, z którym prędzej czy później ktoś się zmierzy. Po prostu czytajcie, upowszechniajcie jeśli akceptujecie zawartość, a w warstwie konstruktywnej – nie spierajcie się – rodzice i nauczyciele, kto jest lepszy, kto biedniejszy, kto ma trudniej, a kto ma bardziej rację. Wszyscy, wraz z dziećmi, jedziemy na tym samym wózku i także od naszej woli zależy, jak daleko się on dotoczy. A w nadchodzącym Nowym Roku wszystkim życzę… chyba domyślacie się Państwo czego!
Trzy lata w MEN (2015-2018)
destrukcja systemu edukacji w Polsce
Trzy lata pracy MEN pod kierownictwem Anny Zalewskiej (2015-2018), to wieloaspektowa destrukcja polskiego systemu edukacji. Działalność kierownictwa resortu doprowadziła do zrujnowania znaczącej części dorobku szkolnictwa z poprzednich dwudziestu lat, a równocześnie do potężnego wstrząsu, który bezpośrednio lub pośrednio dotknął miliony ludzi: uczniów, ich rodziców i nauczycieli. Ten unikalny proces zyska miejsce w podręcznikach historii myśli pedagogicznej, jako przykład woluntarystycznej zmiany, opartej na złych założeniach i fatalnie wprowadzonej w życie.
Założenia reformy nie zostały oparte na żadnej podstawie naukowej. Jako najważniejsze uzasadnienie wskazano jedynie społeczne oczekiwanie likwidacji gimnazjów oraz bardzo enigmatycznej „zmiany polskiej szkoły”. […]
W takich okolicznościach wytężona praca Ministerstwa Edukacji Narodowej, bez żadnej refleksji wspierana przez posłów rządzącego ugrupowania politycznego oraz Prezydenta RP, doprowadziła do wielu negatywnych zjawisk, dotykających uczniów, ich rodziców i nauczycieli, a w dalszej perspektywie najszerszych kręgów społeczeństwa. Często do zmian nieodwracalnych i nie do powetowania.
* * *
Los tak zrządził, że – dla mnie znaczący, bo 250. – felieton piszę w przedostatnim dniu roku 2018. Dodatkowym zadaniem przed jakim dziś stanąłem jest fakt, że piszę ten tekst na zupełnie nieznanym mi (wypożyczonym od przyjaciół na okres „do zakupu nowego”) sprzęcie, pracującym w obcym mi programie Linux i „rozpoznawanym w boju” edytorze. Jak ten cały splot okoliczności wpłynie na jakość tego „jubileuszowego dzieła” – przekonam się wkrótce. Jeśli uznam, że mieści się to w podstawowych standardach – przekonacie się także i Wy – Czytelnicy.
A teraz – do roboty.
Takie „okrągłe jubileusze” stają się zazwyczaj okazją do podsumowań dotychczasowego „dorobku” – w tym przypadku owych 250. felietonów mojego autorstwa. Przygotowując się do tego zadania szybko uznałem, że pójdę na „łatwiznę” i nie będę powracał do rasumpcji pietrwszych dwustu felietonów, gdyż uczyniłem to już przy okazji fetowania Felietonu nr 200, którego publikacja wypadła także w grudniu, ale ub. roku. Zatytułowałem go „Jubileusz, czyli coś się kończy, coś się zaczyna”. Kto nie czytał, lub już apomniał jego treść – zachęcam do lektury.
Uczciwość nakazuje mi przypomnieć jakie złożyłem tam zobowiązanie: „W nadchodzącym nowym 2018 roku będę w niedzielę zamieszczał prawdziwie felietonowe felietony, nieprzekraczające 5 tys. znaków!”. Sami wiecie, że nie zawsze dotrzymałem tej obietnicy. Jedynym usprawiedliwieniem jest, wygląda na to że wrodzona, moja skłonność do opowiedzenia wszystkiego, co mnie akurat poruszylo, która w połączeniu z trudnością przeprowadzania „twardej” selekcji i oddzielenia tego co naprawdę ważne od tego co mnie się wydaje, że też jest ważne – skutkuje takimi „tasiemcami”.
Zakładając, że przekroczenie obiecanego limitu znaków w felietonie nie deprecjonuje go w ocenie merytorycznej, pozwolę sobie na przypomnienie kilku z tych, które powstały po 17 grudnia 2017 roku, a z których napisania do dziś jestem szczególnie dumny. Będzie to jednocześnie moje podsumowanie tego, co z niezliczonych news’ów mijającego roku uznałem za godne skomentowania, a dzisiaj – przypomnienia:
gru
27
Z powodu awarii sprzętu redagowanie „Obserwatorium Edukacji” zostaje zawieszone – do czasu zakupu nowego, co nastąpi w pierwszych dniach stycznia. PRZEPRASZAMY!
Jak trudno składać dziś życzenia.
Gdy język swą precyzję traci,
Gdy słów znaczenie wciąż się zmienia,
A władza za „poprawność” płaci.
Zaryzykuję, drodzy moi,
Życzenia takie dziś skieruję:
Niech nikt – choć w Święta – się nie boi,
Bezpiecznym się wśród bliskich czuje.
Niech polityka nie przeszkodzi
W składaniu życzeń przy Wieczerzy.
Ci „z lewa”, „z prawa”, starzy, młodzi
Niech w swych życzeniach będą szczerzy!
Niech wszyscy wspólnie zaśpiewają
Że „Bóg się rodzi, moc truchleje...”
Nawet gdy przy tym poudają…
Że tak się stanie – mam nadzieję!
Włodzisław Kuzitowicz
Już w połowie tygodnia miałem świadomość, że najbliższy felieton będzie upubliczniony na dzień przed Wigilią. Postanowiłem więc, że tematem najlepiej współgrającym z atmosferą opłatkowo-„christmasową” będzie kilka moich przemyśleń wokół wiodącego pytania, zadawanego dzieciom przez, chyba wszystkich, Św. Mikołajów, odwiedzających w tym czasie dzieci: „A powiedz no mi ….. (tu imię delikwentki” lub „delikwenta”), czy byłaś(eś) grzeczna(y)?” Bo – oczywiście – prezenty dostają tylko grzeczne dzieci!
Jak bardzo ten bezdyskusyjny atrybut mikołajowych usług wrósł w model Świąt Bożego Narodzenia w chrześcijańskiej i post- chrześcijańskiej kulturze (i popkulturze) uświadomiłem sobie wysłuchując wielokrotnie pewną reklamę, w której dziecko pytało: „Mamo, a ty byłaś grzeczna?” Na co mama, trochę zakłopotana: „No,chyba… taaak.. Ale dlaczego pytasz?” Dziecko na to: „Bo piszę list do Św. Mikołaja i poproszę o prezent także dla ciebie.”
Ta krótka rozmowa dobitnie ilustruje hipokryzję dorosłych w ich działaniach wobec dzieci. Bo to one – dzieci – mają być grzeczna. Nas – dorosłych – tak ortodoksyjnie rozumiana „grzeczność” nie obowiązuje!
No właśnie. Co właściwie oznacza zwrot „grzeczne dziecko„? Słownik języka polskiego tak definiuje pojęcie „grzeczny”: „dobrze wychowany; o dzieciach też: posłuszny i spokojny„. Dwa ostatnie określenia w zasadzie nie wymagają uściśleń ich znaczenia, natomiast – w moim odczuciu – nieostre jest określenie „dobrze wychowany„.
Z kilkunastu kategorii, wymienianych jako synonimy „dobrego wychowania” wybrałem dla moich dalszych rozważań takie:
>jako cecha osoby pokornej
>jako określenie dżentelmena
>w odniesieniu do człowieka obytego towarzysko
>odnośnie człowieka o wysokiej kulturze osobistej
> jako określenie człowieka „dobrze wychowanego”, czyli takiego, który jest: cichy, grzeczny, karny, kulturalny, pokorny, posłuszny, potulny, spokojny, uległy, zdyscyplinowany.
Nie trzeba chyba szerzej uzasadniać, że do dzieci (a więc i młodszych uczniów) odnosi się przede wszystkim pierwsza i ostatnia z wymienionych tu kategorii synonimów określenia „dobrze wychowany”. Wniosek nasuwa się sam: jakby nie patrzeć – dziecko grzeczne, to dziecko spokojne, posłuszne, potulne, uległe, karne, zdyscyplinowane.
Tak pojęte „dobre wychowanie” dziecka zaczyna się już w domu rodzinnym, często kontynuowane jest w przedszkolu, później w szkole. Pozwolę sobie stwierdzić, że – w moim pojęciu – to nie jest wychowywanie, lecz tresura dziecka. Zgodnie z klasyczną zasadą kształtowania odruchów warunkowych (wg Pawłowa): za oczekiwane zachowanie – nagroda (cukierek, zabawka, dla starszych – „premia finansowa”, za zachowanie penalizowane przez dorosłych – kara: zakaz wyjścia do rówieśników, grania w gry komputerowe, pełna blokada komputera i smartfona, pozbawienie dotąd otrzymywanych apanaży, a w wielu jeszcze domach – kara cielesna.
W szkole takim narzędziem kształtowania uległej, łatwo podporządkowującej się każdej władzy osobowości, jest regulamin ucznia, statut szkoły z zapisanym tam indeksem kar i nagród, a ich zwieńczeniem – szkolny system oceniania zachowania ucznia.
W tym miejscu, uprzedzając krytyczne głosy moich czytelników, oświadczam, że nie jestem zwolennikiem zasady „róbta co chceta„. Jak najbardziej popieram wszelkie szkolne regulaminy, nawet (z pewnym wahaniem) kryteria ustalania oceny zachowania ucznie, ale takie, które wynikają z ogólnie przyjętych zasad współżycia społecznego, konieczności zapewnienia bezpieczeństwa i które prowadzą do ukształtowania postaw, określanych w dorosłym życiu jako „grzeczność na co dzień”, „kultura osobista”, lub z francuska – savoir-vivre.
Jest takie przysłowie, że „lepiej późno niż wcale”. Dlatego „Obserwatorium Edukacji”, choć z ośmiodniowym „poślizgiem” czasowym, publikuje ostatni list Marka Michalaka, zamieszczony na oficjalnej stronie Rzecznika Praw Dziecka 14 grudnia – w dniu, w którym jego następca – Mikołaj Paweł Pawlak złożył w Sejmie ślubowanie i tym samym objął urząd Rzecznika Praw Dziecka.
Foto:www.brpd.gov.pl
Marek Michalak z dziećmi. Takiego Rzecznika będziemy pamiętali…
Wielce Szanowni Państwo,
W dniu dzisiejszym Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjmuje ślubowanie od mojego następcy i tym samym dobiegła końca moja ponad dziesięcioletnia misja Rzecznika Praw Dziecka IV i V kadencji.
Z dumą i satysfakcją mogę powiedzieć, że ostatnia dekada to czas, w którym sytuacja polskich dzieci uległa znaczącej pozytywnej zmianie. Ich prawa są przez dorosłych coraz powszechniej znane i przestrzegane, coraz rzadziej kwestionowane, zaś sami najmłodsi dysponują znacznie większą wiedzą i świadomością w tym obszarze. Za szczególny sukces uważam stale malejący poziom akceptacji zjawiska przemocy w wychowaniu, jednak przypominam, że nic nie jest dane raz na zawsze. Walka z przemocą wobec dzieci wymaga stale naszej uważności, determinacji i działania.
Jestem dumny, że miałem w tym swój udział, a podejmowane inicjatywy były wspierane przez szerokie grono osób – naukowców, specjalistów w swoich dziedzinach, społeczników, działających w organizacjach pozarządowych, pracowników i współpracowników Biura Rzecznika Praw Dziecka – zaangażowanych całym sercem w pracę na rzecz młodych ludzi.[…]
Rzecznikowi Praw Dziecka VI kadencji Panu Mikołajowi Pawlakowi życzę wielu dobrych inicjatyw i determinacji w obronie praw najmłodszych obywateli, gdyż oni bardzo potrzebują obrońcy swoich praw człowieka.
Trwa jeszcze Rok Ireny Sendlerowej, która mówiła i swoim życiem udowadniała, że każdemu tonącemu należy zawsze podać rękę. Niech trwa wiecznie, a Jej mądrość determinuje nas wszystkich w działaniu na rzecz praw dziecka, szerzej praw człowieka.
Z wyrazami szacunku
Marek Michalak
Pełna wersja listu – plik PDF – TUTAJ
Komentarz redakcji „Obserwatorium Edukacji”:
Panie Marku! Od teraz jest Pan dla nas, jak ten wzorzec metra w Sèvres, wzorcem Rzecznika Praw Dziecka. Wszystkich, którzy chcieliby mieć z Panem, Markiem Michalakiem bliższy kontakt odsyłamy na Jego fejsbukowy profil – TUTAJ
Za nami ostatni w tym roku tydzień, przeżyty przez uczniów i ich nauczycieli w szkole. Wszyscy wiemy, że po 1990-ym roku upowszechnił się i zakorzenił w szkolnej tradycji zwyczaj organizowania szkolnych jasełek i klasowych wigilii. Świadomie zamieszczamy dzisiaj, post factum, aby nie zostało to odebrane jako prewencyjna agitacja, lecz by tekst Heleny Łygas, opublikowany na portalu „Wirtualna Polska”, pod tytułem „Świeckie jasełka. Rodzice ateiści są za, a nawet przeciw” stał się przyczynkiem do pogłębionej refleksji – z wnioskami na przyszłość.
Oto wybrane fragmenty tego artykułu i linki: do jego pełnej wersji oraz przywołanego tekstu:
Foto:www.psp2paczkow.wodip.opole.pl
Jasełka w Publicznej Szkole Podstawowej nr 2 w Paczkowie
„Zadzwoniłam do wychowawczyni. Zapewniła mnie, że nie mam się czym martwić, bo moją córkę obsadzono w roli aniołka. Wkurzyłam się i powiedziałam, że wobec tego proszę obsadzić ją w roli diabła” – rodzice ubierają z dziećmi choinkę jak zawsze, ale coraz więcej z nich nie godzi się na religijne elementy w szkołachhttps://wolnoscodreligii.pl/wp/list-otwarty-w-sprawie-wigilii-klasowych/. Nawet na wigiliach klasowych.
Prezeska Fundacji Wolność od Religi Dorota Wójcik w liście otwartym nawoływała do okazania zrozumienia i empatii w stosunku do dzieci, które nie uczestniczą w wigiliach klasowych ze względu na ich religijny charakter. Wskazywała na wykluczający charakter imprez, w założeniu mających służyć integracji.
W sieci zawrzało, a pod artykułami opisującymi list Wójcik niepochlebnie wypowiadali się nie tylko zwolennicy religijnych świąt, lecz take rodzice-ateiści. Wielu z nich pisało, że obchodzą Gwiazdkę w wersji świeckiej. Jedni gorąco orędowali za usunięciem jasełek ze szkół, inni podkreślali, że zakazywanie dziecku uczestnictwa w wigiliach klasowych tylko dlatego, że w tle leci „Bóg się rodzi”, to bicie piany. O stosunek do świąt religijnych w instytucjach oświatowych zapytałam dwie matki-ateistki.
„Dziennikowi Łódzkiemu”, a konkretnie jego redaktorowi Maciejowi Kałachowi zawdzięczamy informację o zapewne nieznanej powszechnie aktywności uczennic i uczniów II LO im. G. Narutowicza w Łodzi. Można się o tym dowiedzieć z jego najnowszej publikacji, zatytułowanej „Testowali swój japoński w Osace. Uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi ugoszczeni w szkole w Kwansei Gakuin”. Oto kilka fragmentów i dwa zdjęcia (z zamieszczonej tak galerii), oraz link do źródła:
Foto: www.dzienniklodzki.pl
Wyprawa reprezentacji II LO do Japonii trwała od 26 listopada do 5 grudnia
[…] To, że przed wejściem do domu Japończyka należy zdjąć buty, jest wiedzą raczej powszechną. – Ale dowiedzieliśmy się np. o przesądzie, według którego pojawienie się żółtego pociągu technicznego na peronie przynosi szczęście i trzeba koniecznie zrobić sobie z nim zdjęcie – opowiada Nikodem Złociak, uczeń klasy II A. On i jego 11 koleżanek z „Dwójki” – razem z dwójką opiekunów – to uczestnicy wyprawy do Japonii, która trwała od 26 listopada do 5 grudnia. Grupę z II LO gościła szkoła Senri and Osaka International Schools of Kwansei Gakuin. To kompleks edukacyjny, będący odpowiednikiem ogólniaka z gimnazjum, nastawiony m.in. na przyjmowanie młodzieży, która część edukacji zdobyła poza ojczyzną. Stąd powszechna wśród uczniów i nauczycieli Kwansei Gakuin znajomość języka angielskiego.
Jednak łodzianie przyjechali do Osaki m.in. poprawiać swoją znajomość japońskiego. Nieobowiązkowe lektoraty z tego języka w „Dwójce” to już ponad 20-letnia tradycja – w każdym roku szkolnym prowadzi je inny nauczyciel przybyły z Japonii. Obecnie przebywająca w Łodzi lektorka przed wyjazdem reprezentacji II LO przeszkoliła jej członków z zakresie kulturowych zachowań Japończyków: przypomniała o zwyczaju zdejmowaniu butów, ale także pokazała, w jaki sposób się kłaniać oraz jak spożywać posiłki.[..]
Dziś zaprezentujemy fragmenty jeszcze „ciepłego” (zamieszczonego dziś po północy) postu z bloga <Pedagog>, zatytułowanego „Kto ma problem z dzieckiem w klasie integracyjnej?„. Nie wiadomo jakimi drogami opowiedziana tam historia dotarła do profesora Bogusława Śliwerskiego, ale zakładamy, że jest to tzw. „fakt autentyczny” i jako taki może być potraktowany jako casus do refleksji nauczycielskiej, ale nie tylko…
Oto obiecane fragmenty i link do całego postu. Pogrubienia cytowanego tekstu – redakcja OE.
W przedszkolu oraz w pierwszej klasie szkoły podstawowej chłopiec ze zdiagnozowanymi objawami syndromu Aspergera sprawiał wiele problemów nauczycielom. Jego mama wspomagała zatem pracę nauczycielek przedszkolnych jako „wolontariusz”, studiując zresztą w tym czasie na kierunku pedagogika specjalna. […]
Do zakończenia klasy trzeciej szkoły podstawowej chłopiec uczył się świetnie. Dzięki umiejętnościom nauczyciela wspomagającego w zeszłym roku jego zachowanie uległo znacznej poprawie. Na koniec roku uzyskał z zachowania ocenę wzorową oraz świadectwo z paskiem za średnią 5.4 To sprawiło, że uzyskał także stypendium za wyniki w nauce i za reprezentowanie szkoły w licznych konkursach przedmiotowych oraz sprawnościowych.
W tym roku szkolnym zmienił się nauczyciel wspierający, który nie radzi sobie z emocjami Kuby. Dolewa oliwy do ognia, zamiast wyciszyć dziecko czy przekierować jego uwagę na inne formy aktywności. Wystarczyła iskra zapalna w postaci nagłej porażki z klasówki z jednego z ulubionych przez niego przedmiotów, by doszło do gwałtownego w skutkach wydarzenia.
Foto: www.previews.123rf.com/images/







