Nie po raz pierwszy prezentujemy Wam tekst Danuty Sterny, zaczerpnięty z jej bloga „OK. NAUCZANIE”. Tym razem są to wartościowe wskazówki jak postępować, aby nie ograniczając autonomii uczniów nie doprowadzić do sytuacji, w której będą karani za odmowę wykonywania obowiązków ucznia:

 

Uczeń odmawia, co na to teoria autodeterminacji.

 

Myśląc o samosterowności ucznia dochodzimy do problemu – odmowy pracy z jego strony. Czy jest w szkole miejsce na odmowę ze strony ucznia. Pytając o to nauczycieli, otrzymuję odpowiedź, że jest – przecież uczniowie mogą odmówić pisania sprawdzianu, oddania pracy domowej i uczenia się. Mogą za to ponieść karę w postaci oceny niedostatecznej, co jest w szkole naturalną konsekwencją odmowy. Jedyna odpowiedzią na odmowę jest – kara.

Rys, Danuta Sterna

 

Oprócz jawnej odmowy jest jeszcze cicha odmowa. Uczeń niby pracuje, ale w istocie sabotuje proces. Uczeń spokojnie wysłuchuje polecenia do zadania, ale markuje jego wykonywanie i oddaje pracę niekompletną lub czystą kartkę.

 

Moim zdaniem najczęstszym powodem odmowy wykonania pracy jest brak poczucia sensu jej wykonywania. Dlatego trzeba wyjaśniać uczniom, po co robią jakąś pracę i jak im się to w przyszłości przyda.Badania edukacyjne wskazują również na inne jeszcze przyczyny: pragnienie większej autonomii,

 

-strach przed porażką lub osądem,

 

-brak poczucia więzi ze społecznością klasy.

 

Te trzy powody odkryte przez badaczy są ściśle związane z teorią autodeterminacji, która głosi, że każdy uczący się człowiek ma trzy potrzeby: autonomii, kompetencji i więzi. Bez zaspokojenia tych potrzeb nie jest w stanie uczyć się skutecznie.

 

Pragnienie autonomii

 

Dla poczucia braku autonomii rozwiązaniem jest – danie uczniom jak najwięcej możliwości wyboru – zadania do wykonania spośród proponowanych zadań, sposobu i czasu jego wykonania. Wybór może pomóc powstrzymać odmowę pracy w zarodku.

 

Badania z 2012 roku wykazały, że wśród uczniów drugiej i trzeciej klasy, którzy musieli wypełniać obowiązkowe dzienniki czytania, odnotowano wyraźny spadek zainteresowania czytaniem w porównaniu z uczniami, którzy dobrowolnie rejestrowali swoje postępy w czytaniu. Podobnie uczniowie ósmej klasy rozwinęli lepsze nawyki czytelnicze, gdy program nauczania pozwalał im wybierać, co czytają.

 

Autonomii pomaga również głosowanie przez uczniów nad decyzjami i oraz wybór sposobu prezentacji tego, czego uczeń się nauczyli.

 

Badacz edukacji Robert J. Marzano zaleca, aby nauczyciele pozwolili uczniom przedstawić to, czego się nauczyli w różnych formach, poprzez debaty, raporty wideo, demonstracje lub prezentacje dramatyczne, muzyczne, graficzne itp. Taki wybór daje uczniom informację, że nauczyciel liczy się z ich zdaniem. Można również pozwolić uczniom współtworzyć normy w swojej klasie , zaoferować  wybór miejsca w ławce szkolnej, lub dać uczniom do wyboru lektury, które będą omawiane w szkole.

 

Dobrze jest pytać uczniów, jak chcą być nauczani. Dr Jacek Strzemieczny zaleca zadanie uczniom dwóch pytań:

 

– Co z tego co robię pomaga ci się uczyć?

 

– Co mógłbym robić inaczej?

 

Jeśli uczniowie widzą, że nauczyciel bierze ich opinię pod uwagę, to ich poczucie autonomii wzrasta.

 

Strach przed porażką

 

Uczeń może odmawiać wykonania zadnia, jeśli wydaje mu się one za trudne. Szczególnie dotyczy to uczniów, którzy wcześniej ponieśli wiele porażek.  Uczeń nie chcą się narazić na następną. Badania z 2018 wykazały, że aż 20% niewłaściwych zachowań w klasie było spowodowane deficytami akademickimi i w konsekwencji marnymi wynikami w nauce.

 

Obawy uczniów dotyczące ocen mogą pogorszyć sytuację. Badanie z 2018 r. wykazało, że oceny sumujące wzmacniały niepokój i powodowały unikanie trudnych zadań.Badania też pokazały, że informacja zwrotna w miejsce oceny sumującej motywuje uczniów do nauki, a nawet brak wszelkiej oceny jest leszy niż ocenianie sumujące.

Eksperci zalecają częściej stosować pochwały. Przy czym pochwały powinny być szczere i konkretne, a nie ogólne. Warto ich zdaniem doceniać nawet drobne sprawy wykonane przez uczniów.

 

Istotna jest praca z błędem, uczeń nie powinien być karany za jego popełniania. Nauczyciel może modelować wykorzystanie błędu dla procesu nauczania. Uczeń powinien mieć również możliwość poprawienia swojej pracy.

 

Brak więzi ze społecznością klasy.

 

Przynależność i więź ma wielkie znaczenie dla zaangażowania ucznia w naukę. Poczucie, że uczeń jest częścią większej całości, że jest chciany i widoczny. Według psychologa społecznego Geoffreya Cohena poczucie przynależności ma większy wpływ na ukończenie przez ucznia szkoły średniej, niż osiągane przez ucznia wyniki.

 

Jeśli w takim razie chcemy, aby nasi uczniowie nie odmawiali, to powinniśmy dać im poczucie sensu, autonomii, kompetencji i więzi.

 

 

Inspiracja  artykułem   Daniel Leonard

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl



Foto – źródło: https://psychoterapia.plus/

 

 

Nawiązując do informacji Rzeczniczki Praw Dziecka, ogłoszonej 30 kwietnia – „Wspierajmy szkołę razem! Uczniowie, nauczyciele i RPD ze wspólną inicjatywą” zamieszczamy poniżej fragmenty tekstu Moniki Sewastianowicz, który pojawił się dzisiaj na portalu „Prawo.pl”:

 

Superwizja w oświacie – pomoc z prawdziwego zdarzenia, a nie prowizorka

 

Nauczyciele są zmęczeni i przytłoczeni obowiązkami, co odbija się na ich zdrowiu psychicznym i prowadzi do wypalenia. Stąd pomysł objęcia ich superwizją – w założeniu będą mogli omówić swoje problemy z innym pedagogiem, który pomoże im je rozwiązać. Projekt w tej sprawie powstał w biurze rzeczniczki praw dziecka – jednak, jak zwracają uwagę eksperci, niekoniecznie wywoła oczekiwany efekt.

 

W projekcie zaproponowano dodanie przepisu przyznającego nauczycielowi prawo do korzystania z superwizji swojej pracy, prowadzonej przez wykwalifikowanych superwizorów. Superwizja została zdefiniowana jako ustawiczny rozwój zawodowy nauczyciela, służący utrzymaniu wysokiego poziomu pracy dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej, a także zachowaniu i wzmacnianiu kompetencji zawodowych, udzielaniu wsparcia, poszukiwaniu źródeł trudności w pracy i możliwości ich pokonywania.  […]

 

Superwizja w oświacie – pomoc z prawdziwego zdarzenia, a nie prowizorka

 

Koncepcja wsparcia nauczycieli jest godna poparciauważa Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Mam jednak wątpliwości, co do przyjęcia akurat tego rozwiązania – zastrzeżenia budzi sama „superwizja”. Dotychczas pojęcie to funkcjonowało głównie w obszarze pracy psychologów i terapeutów. Przenoszenie tego języka do oświaty, bez uprzedniego ugruntowania w zawodzie nauczyciela, może budzić niepotrzebne kontrowersje oraz prowadzić do niejasności, także w odbiorze społecznym – podkreśla. […]

 

 Autorzy projektu przyznają, że obowiązujące przepisy prawa oświatowego, w tym nauczycielskiej pragmatyki zawodowej, nie odnoszą się do superwizji pracy nauczycieli. W systemie oświaty działają placówki doskonalenia nauczycieli oraz doradcy metodyczni, jednak nie pełnią oni funkcji, ani nie wykonują zadań takich, jakie przewidziano w niniejszym projekcie dla superwizorów pracy nauczycieli. Nasuwa się jednak pytanie, czy za trudnym szkoleniem i płatnym egzaminem pójdą jakieś zachęty finansowe dla przyszłych superwizorów. Z samego projektu to nie wynika. Bez odpowiedniego finansowania trudno oczekiwać szczególnego zainteresowania szkoleniami i dodatkowymi obowiązkami związanymi z pełnieniem nowej roli w szkole. W projekcie nie ma też powiązania nowego rozwiązania z systemem awansu zawodowego. […]

 

Superwizor musi być neutralny

 

Radosław Potrac, nauczyciel, uhonorowany tytułem Nauczyciel Roku 2023, wskazuje, że sama inicjatywa jest dobra, potrzebna, ale jej realizacja wymaga przygotowania i zaplanowania – choćby strony finansowej. – Autorzy projektu dobrze zdiagnozowali problem. Zawód nauczyciela wiąże się dziś z ogromną odpowiedzialnością oraz coraz większymi oczekiwaniami ze strony rodziców, uczniów i całego systemu edukacji. Oprócz prowadzenia zajęć dydaktycznych, nauczyciele pełnią wiele innych ról – wychowawców, organizatorów wycieczek, opiekunów projektów, tutorów współpracujących z rodzicami, oraz liderów społeczności szkolnej czy lokalnej. Te obowiązki sprawiają, że coraz częściej zmagamy się z przeciążeniem, stresem prowadzącym do wypalenia zawodowego. W tym kontekście wsparcie w postaci superwizji wydaje się bardzo zasadne – podkreśla.

 

Zauważa jednak, że zgodnie z proponowanymi dotąd rozwiązaniami – jest mało prawdopodobne, że nauczyciele będą opowiadać o swoich problemach kolegom czy koleżankom pracującym w tej samej szkole. – W praktyce może to prowadzić do konfliktów interesów, nieporozumień czy nawet osądów, które zamiast pomagać, mogą przysporzyć stresu nauczycielowi korzystającemu z superwizji. Jako nauczyciel, a także jako osoba mająca doświadczenie w pracy terapeutycznej, uważam, że superwizja powinna być prowadzona przez wykwalifikowanych, zewnętrznych specjalistów – osoby, które mają nie tylko odpowiednie przygotowanie merytoryczne, ale również psychologiczne i etyczne. Tylko wtedy można zapewnić uczestnikom poczucie bezpieczeństwa, pełną poufność oraz rzeczywistą wartość rozwojową tego procesupodkreśla. Kolejnym warunkiem jest dobrowolność takiej pomocy. Dodaje, że tak ważne zadanie wymaga nie tylko dobrych chęci, ale również poważnych nakładów finansowych na kształcenie superwizorów oraz odpowiedniego uregulowania roli i zasad prowadzenia superwizji

 

 

 

 

Cały tekst „Superwizja w oświacie – pomoc z prawdziwego zdarzenia, a nie prowizorka”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 

 



Wiele mediów poinformowało, że wczoraj grupa aktywistówOstatniego Pokolenia” wtargnęła do sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego. My wybraliśmy tekst z portalu „Bankier”:

 

 

Ostatnie Pokolenie wtargnęło do sztabu Trzaskowskiego. „Wynegocjowaliśmy spotkanie”

 

Foto: Mikołaj Janeczek

 

[…]

 

W poniedziałek do południa kilkanaście osób z grupy Ostatnie Pokolenie weszło do biura sztabu Rafała Trzaskowskiego przy ul. Wiejskiej w Warszawie, domagając się poparcia swoich postulatów dotyczących wykluczenia transportowego. Aktywiści mieli ze sobą transparenty z napisami takimi jak „Trzaskowski, nie bądź obojętny” oraz „Czeka nas klimatyczne piekło”.

 

W rozmowie z PAP pełnomocnik komitetu wyborczego Trzaskowskiego Grzegorz Wójtowicz potwierdził, że aktywistom udało się umówić na rozmowę z prezydentem Warszawy, która ma odbyć się 16 czerwca.

 

Ze względu na czas kampanii wyborczej spotkanie teraz nie było możliwe. Po spokojnej rozmowie zaproponowałem spotkanie po wyborach. W porozumieniu z szefową sztabu ustaliliśmy termin, na który oni się zgodzili” – powiedział.

 

O planach spotkania z Trzaskowskim w komunikacie dla prasy poinformowało również Ostatnie Pokolenie. „Po trzech godzinach okupacji usiedliśmy do negocjacji ze sztabem. Z tego miejsca chcemy powiedzieć, że osiągnęliśmy sukces. 16 czerwca w południe siadamy do stołu z Rafałem Trzaskowskim” – napisano.

 

Zgodnie z deklaracjami aktywiści chcą rozmawiać przede wszystkim o problemie wykluczenia transportowego, w tym przekazaniu 100 proc. środków z budowy nowych autostrad na rozwój transportu publicznego oraz wspólnym, tanim bilecie na transport regionalny w całym kraju. „Chcemy też rozmawiać o wycofaniu aktów oskarżenia wobec osób pokojowo protestujących” – czytamy w komunikacie.

 

Grupa zobowiązała się również do zawieszenia ulicznych blokad do czasu spotkania. Zastrzegła jednak, że w wypadku niepowodzenia rozmów wznowi protesty następnego dnia. „Nie mamy tego na piśmie, ale liczymy, że tak będzie” – powiedział PAP Wójtowicz, odnosząc się do obietnicy zaprzestania protestów. Poinformował również, że początkowo w sztabie znajdowało się kilkanaście osób, jednak rozmowy w sprawie spotkania toczyły się jedynie z trójką wyznaczonych przedstawicieli grupy.(PAP)

 

 

 

Źródło: www.bankier.pl/

 



Prawie miesięcznej przerwie (poprzedni tekst – Jak podejść do nowej/starej przyrody?” – Jarosław Pytlak zamieścił 19 kwietnia) w minioną sobotę na jego blogu pojawil się nowy – tym razem bardzo obszerny. Z tego powodu, dla posmakowania, zamieszczamy jedynie jego fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji:

 

 

Nowa podstawa programowa WF, czyli przerost formy kosztem treści

 

 Niemal bez echa w edukacyjnej bańce przeszło ogłoszenie projektu nowej podstawy programowej wychowania fizycznego. Może zdecydowała kampania prezydencka, może znużenie środowiska kolejnymi działaniami reformatorów z MEN/IBE, a najpewniej po prostu sam przedmiot, który ani nie jest nowy, ani specjalnie kontrowersyjny.

 

Moje szczególne zainteresowanie tematem wynikło głównie z ciekawości podszytej… złością. Otóż zapamiętałem ministrowi sportu Sławomirowi Nitrasowi słowa, które wypowiedział w obecności ministry Nowackiej podczas prezentacji zespołu przyszłych autorów nowej podstawy. Ogłosił wtedy, że będzie ona „prosta, zrozumiała dla rodziców i uczniów”, wyjaśniając, że „tylko wtedy będziemy w stanie wyegzekwować realizację tego planu od nauczycieli”. Nie wskazał, co prawda, kto konkretnie będzie egzekutorem, urzędnicy MEN, rodzice, czy może sami uczniowie, ale za to niedwuznacznie dał do zrozumienia, czyja nieudolność leży u źródła fatalnej kondycji fizycznej młodych Polaków. Wpisał się w ten sposób w tak modną obecnie narrację antynauczycielską, dając wyraz nie tylko braku kultury, ale także niegodnej swojego stanowiska ignorancji, bo sprawność fizyczna młodych spada systematycznie od długiego czasu, na skutek wielu bardzo różnych okoliczności. Jeśli nawet widzimy kryzys wychowania fizycznego w szkole, to jest on raczej skutkiem niż przyczyną tego stanu rzeczy. Nic dziwnego zatem, że zaraz po opublikowaniu projektu postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście jego zawartość jest prosta, zrozumiała dla rodziców i uczniów.

 

Otóż nie jest.

 

Dla uproszczenia skoncentruję się tutaj na tej części podstawy, która dotyczy starszych klas szkoły podstawowej (4-8). W tym zakresie ogłoszony dokument liczy trzy razy więcej stron niż obowiązujący obecnie. Co prawda, ze względu na inny układ treści, wyrazów jest tylko dwukrotnie więcej, ale to i tak ogromny wzrost objętości. Język – bardzo podobny jak w poprzedniej wersji, na pewno nie prostszy, natomiast rozsiane po całym tekście tabelki tworzą nieznany z wcześniejszych wersji szum informacyjny, nad którym trudno zapanować. Jeśli aktualna podstawa jest nieczytelna dla uczniów i rodziców, to nowa będzie tym bardziej! Rzucone „pod publiczkę” zapowiedzi pana Nitrasa nie znalazły żadnego pokrycia. […]

 

W podstawie programowej WF z roku 2017 jest pięć celów kształcenia. Każdy wyrażony jednym zdaniem, np.:

 

1.Kształtowanie umiejętności rozpoznawania i oceny własnego rozwoju fizycznego oraz sprawności fizycznej.

 

W nowym dokumencie sformułowano ich siedem, a każdy opatrzono dodatkowym opisem, np.:

 

1.Cel – rozwijanie sprawności motorycznej oraz umiejętności świadomej i dokładnej kontroli ruchu podczas wykonywania zadań ruchowych.

 

Właściwe opanowanie i koordynacja ruchu umożliwia efektywne i bezpieczne uczestnictwo w różnorodnych formach aktywności fizycznej. Doskonalenie dokładności ruchów wspomaga także rozwój koncentracji, refleksu i zdolności adaptacyjnych w życiu codziennym.

 

Takie ujęcie, być może, ma stanowić jakieś odniesienie do profilu absolwenta (o którym zresztą w dokumencie w ogóle nie ma mowy i dobrze!), ale podstawa programowa nie powinna być podręcznikiem. Jednozdaniowy zapis celu powinien mówić sam za siebie.

 

W nowym dokumencie pojawia się jeszcze dodatkowy element: umiejętności. Zapisano wprost, że każda z nich „wspiera realizację co najmniej jednego z ogólnych celów kształcenia, tworząc spójny system nauczania i uczenia się”. Pozostaje tajemnicą autorów, gdzie widzą tę spójność, ale jeszcze bardziej uderza, że każda umiejętność przypisana jest dokładnie jednemu celowi. Po co zatem tworzyć tę dychotomię?!

 

Takie „poszufladkowanie” prowadzi do zapisów zgoła absurdalnych. Umiejętność nr 6: „tworzenie pozytywnej atmosfery w grupie, rozwiązywanie konfliktów w duchu dialogu i wspieranie słabszych uczestników, tak aby każdy czuł się akceptowany i zmotywowany do działania” przypisana jest do celu nr 6, czyli „doskonalenia umiejętności współpracy w zespole oraz budowania relacji społecznych przez aktywność fizyczną”. A dlaczego nie do celu nr 3, czyli „rozwijania odpowiedzialności podczas gier rekreacyjnych i zespołowych, w duchu zasad fair play”?! Przecież tutaj niewątpliwie też będzie przydatna. […]

 

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Pamiętasz może, Czytelniku, jak ministra Nowacka roztoczyła wizję przyjaznego WF-u, w którym uczeń niemający ochoty grać w koszykówkę może „odrobić” ćwiczenie „robiąc” na boku kroki? Otóż w projekcie podstawy programowej WF nie ma żadnego zapisu, który by wskazywał taką możliwość. Wymagania w zakresie gry w koszykówkę są konkretne i nie mają charakteru fakultatywnego. Oczywiście nauczyciel może (dzisiaj też) dogadywać się z uczniem i wielu to czyni, ale o systemowym rozwiązaniu, którego wizję wysnuła ministra, mowy nie ma. W świat jednak poszło…

 

 

 

Cały tekst „Nowa podstawa programowa WF, czyli przerost formy kosztem treści”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

 

 

 

 



Mając świeżo w pamięci zamieszczoną dziś informację o tym jak głosowali młodzi wyborcy w wieku 18 – 28 lat, nie mogliśmy nie zwrócić uwagi na tekst, znaleziony na stronie „Gazety Wyborczej”. Oto jego dwa obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Młodzi chcą spotkania z Trzaskowskim i Nawrockim. „Dostali od nas żółtą kartkę”

 

Młode pokolenie zostało w dużej mierze pominięte przez Trzaskowskiego i Nawrockiegomówią działacze z Akcji Uczniowskiej*. I domagają się spotkania z nimi przed II turą.

 

Młodzi w tych wyborach pokazali swoją siłę. Frekwencja w grupie wiekowej 18–29 lat wyniosła 72,8 proc., była najwyższa w historii III RP. – Możemy powiedzieć jedno: młodzi, wygraliśmy – mówiła podczas poniedziałkowej konferencji prasowej Jadwiga Krajewska z Akcji Uczniowskiej, która organizowała kampanię profrekwencyjną „Młodzi GłosujMY”. I zapowiada, że przez kolejne dwa tygodnie przed II turą wyborów prezydenckich nadal będą jeździć po całej Polsce i namawiać do oddania głosu.

 

Foto: Dawid Żuchowicz /Agencja Wyborcza.pl

 

19.05.2025, Warszawa, konferencja prasowa Akcji Uczniowskiej po I turze wyborów prezydenckich.

 

Będziemy na ulicach, w szkołach, internecie. Wszędzie tam, gdzie toczy się prawdziwe życie młodzieży. Chcemy nie tylko powtórzyć ten znakomity wynik frekwencyjny, ale pokazać, że to nasz głos ma znaczeniemówił Igor Grochal z Akcji Uczniowskiej.

 

 Gdyby w pierwszej turze głosowali tylko najmłodsi wyborcy, ani Rafał Trzaskowski ani Karol Nawrocki nie weszliby do II tury. Wygrałby Sławomir Mentzen (36,1 proc. głosów najmłodszego elektoratu). Drugie miejsce zająłby Adrian Zandberg (19,7 proc.). Trzaskowski znalazłby się dopiero na trzecim miejscu (12,2 proc.).

 

Według młodych działaczy to żółta kartka dla obecnego rządu, który „o młodych mówi często, ale rzadko z nimi rozmawia, a jeszcze rzadziej ich słucha”.

 

W trakcie kampanii wyborczej główni kandydaci, tacy jak Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki, praktycznie nie poruszali kwestii młodego pokolenia w sposób, który odzwierciedlałby ich konkretne potrzeby i oczekiwania. Młode pokolenie zostało w dużej mierze pominięteuważa Paweł Mrozek, nastoletni działacz, organizator akcji profrekwencyjnej. […]

 

Dlatego teraz Akcja Uczniowska wysłała pisma do sztabów Nawrockiego i Trzaskowskiego z prośbą o spotkanie. Mrozek przypomina, że kandydaci, którzy weszli do drugiej tury, nie przekroczyli razem 23 proc. poparcia wśród młodych. Dlatego teraz chcą ich namówić, by porozmawiali z młodzieżowymi NGO-sami o postulatach, których zabrakło w kampanii.

 

Jakie to tematy? Mrozek wymienia swoje pytania do kandydatów na prezydenta:

 

-Co z psychiatrią dziecięcą?

 

-Jakie rozwiązania mieszkaniowe dla pokolenia wynajmu?

 

-Czy klimat będzie priorytetem, czy tematem zastępczym?

 

-Czy edukacja przestanie być memem?

 

-Czy partycypacja młodych zostanie prawnie wzmocniona?

 

Stało się jasne, że główni kandydaci muszą zacząć zabiegać o elektorat młodych. Bo to młodzi zdecydują o wyniku. Skończył się czas, kiedy młodych można było lekceważyćpodkreśla Mrozek.

 

 

 

Cały tekst „Młodzi chcą spotkania z Trzaskowskim i Nawrockim. „Dostali od nas żółtą kartkę”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

 

 

 

*”Akcja Uczniowska” –  to organizacja pozarządowa o zasięgu ogólnopolskim

 

 

 

 



Oto jak – według sondażu exit pool – głosowali młodzi, w wieku 18 – 28 lat:

 

 

 

Nie możemy powstrzymać się od przypomnienia, że  – w znakomitej większości – odbierali oni edukację obywatelską w szkołach w latach, kiedy – z nadania szefa partii PiS –  edukacją zarządzali:

 

Barbara Nowacka,

 

Dariusz Piontkowski

 

Przemysław Czarnek.

 

 

Po zsumowaniu wskaźników procentowych głosów „Za”  Mentzenem i Braunem otrzymaliśmy wynik: 41,2% ! ! !



Dzisiaj proponujemy zapoznanie się z wywiadem,  jaki z Januszem Brzozowskim – łódzkim kuratorem oświaty – przeprowadziła Katarzyna Stefańska – dziennikarka pracująca w łódzkiej redakcji „Gazety Wyborczej”, od lat pisząca o edukacji i sprawach społecznych. Zapis tej rozmowy pojawił się na stronie „Gazety Wyborczej” wczoraj – 8 maja 2024 r.

 

Poniżej udostępniamy jedynie jego (subiektywnie) wybrane fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji na stronę GW:

 

 

Uczeń idzie do szkoły z ogromną ciekawością świata. I z każdym rokiem ciekawość gaśnie

 

Foto: Tomasz Stańczak /Agencja Wyborcza.pl

 

Janusz Brzozowski – Łódzki Kurator Oświaty, od 2019 roku do dnia powołania go na to stanowisko był dyrektorem Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 przy ul. Czajkowskiego na osiedlu Widzew-Wschód, w skład którego wchodzą:  Szkoła Podstawowa nr 198 XXXII Liceum Ogólnokształcące

 

[…]

 

Katarzyna Stefańska: Nie wiem, czy będzie miło, skoro mamy rozmawiać o bolączkach polskiej edukacji…

 

Janusz Brzozowski: Problemów jest dużo, ale przecież nie zostały one wygenerowane teraz. Ministerstwo Edukacji Narodowej, przy udziale kuratorów oświaty, próbuje łatać dziury, ale też stworzyć solidny fundament pod nowe rozwiązania. A tych dziur powstało wiele. Najlepiej obrazują to przekrojowe międzynarodowe badania. Co trzy lata PISA sprawdza między innymi umiejętności matematyczne 15-latków. Jeżeli spojrzymy na diagramy i wykresy, to umiejętności uczniów rosły od 2003 do 2018 roku. Już dobiliśmy do czołówki. A w 2022 roku zanotowaliśmy spadek o 27 punktów. To była katastrofa, wróciliśmy do poziomu z 2003 roku.

 

Całkowicie obnażyło to, na jakim poziomie jest jakość polskiego systemu kształcenia po reformie z 2017 roku. A jakość kształcenia to umiejętność uczenia się, pozyskiwania informacji, interpretowania tych informacji i wykorzystania wiedzy w praktyce. I to właśnie badała PISA.

 

Powiem więcej. Jeszcze gorsze są niekognitywne wyniki tych badań. Czyli te, związane z kontrolą emocjonalną, pewnością siebie, czy z chęcią uczenia się. To spadło w jeszcze większym stopniu.

K.S. – Dane OECD mówią o tym, że mamy jedną z najwyższych liczb godzin lekcyjnych w Europie przy jednoczesnym najmniejszym zaangażowaniu i satysfakcji uczniów z poziomu uczenia się. Czego my w zasadzie uczymy?

 

J.B. -To nie jest tak, że dziecko przychodzi do pierwszej klasy szkoły podstawowej i nie chce się uczyć. Ono ma ogromną ciekawość poznawczą, która jednak z każdym rokiem gaśnie. W czwartej klasie jest już na wyraźnie niższym poziomie. To samo z talentem matematycznym, odsetek uczniów uzdolnionych matematycznie zdecydowanie spada w czwartej klasie, a później dramatycznie maleje. Wynika z tego, że talenty dzieci nie są właściwie rozwijane, a ich potencjał nie jest w pełni wykorzystany. Chodzi o to, żeby wiedza nie była przekazywana, jak to często ma miejsce, w sposób podawczy, na tacy. To nie zainspiruje ucznia do rozwoju. Nauczyciel powinien uczyć praktycznie, z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, być mentorem swoich uczniów, a nie przekaźnikiem wiedzy. Pod tym względem jest ciągle jeszcze wiele do zrobienia.  […]

 

K.S. Ale wie pan o czym najczęściej mówią nauczyciele?

 

J.B. – Tak?

 K.S. – Że resort wprowadza reformę na opak, tworząc profil absolwenta. A powinno się zacząć od najbardziej palących kwestii: niskich płac, przepełnionych klas i pauperyzacji zawodu.

 

J.B.Nie zgodzę się z zarzutem, że na opak. Na wszystko przyjdzie czas. Zmiany w oświacie są konieczne i, nie tylko w moim odczuciu, są sensownie wdrażane. Nauczyciele muszą wiedzieć, w jakim kierunku podążać. Muszą mieć dobre, dostosowane do wyzwań współczesnego świata podstawy programowe. Mamy już podstawy do nowych przedmiotów – edukacji zdrowotnej, edukacji obywatelskiej, ale też nowe podstawy do wychowania fizycznego. Są one napisane tak, żeby lekcje nie były nudne, żeby uczniowie mieli przekazywaną wiedzę w sposób praktyczny i żeby wiedzieli, po co się uczą. To ta zmiana podejścia jest najważniejsza. Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób nauczyciele zaangażowali się w przygotowanie nowych rozwiązań.  

 

K.S. – Może dlatego, że zależy im na poprawie warunków pracy?

 

J.B. – Być może dlatego, ale myślę, że również dlatego, że im bardzo zależy na tym, żeby polska oświata funkcjonowała dobrze i żeby mieli satysfakcję z wykonywanego zawodu. W badaniach PISA mowa była o jeszcze jednym wskaźniku – satysfakcji zawodowej nauczycieli. Spadliśmy w nim na ostatnie miejsce.  […]

 

K.S. – Skoro nauczyciele wskazują przede wszystkim na problem zarobków, to jak zachęcić młodych do pracy? Ledwie 5 proc. wykonujących ten zawód jest przed 30-tką.

 

J.B. – Przede wszystkim zachęciłbym tym, że wspólnie staramy się w tej chwili działać na rzecz naprawy systemu edukacji.

 

K.S. – Osoba po studiach może powiedzieć: „Naprawiajcie sobie ten system sami, a ja chcę mieć za co wynająć mieszkanie i nie martwić się, że nie starczy mi do pierwszego”.

 

J.B. – Myślę, że to nie tylko kwestia zarobków, ale też kwestia szacunku do tego zawodu, tego w jaki sposób jest postrzegany przez otoczenie. Od wielu lat nauczyciele są deprecjonowani. Wielu osobom wydaje się, że znają się na edukacji na tyle dobrze, żeby pouczać nauczycieli.

 

Kiedyś musiałem uchronić jednego z młodych nauczycieli przed rodzicem, który mu wmawiał, że źle uczy jego dziecko. Albo znajoma, znakomita zresztą, matematyczka, której rodzic-lekarz wykładał, co zrobiłby na jej miejscu lepiej. Pamiętam, że odpowiedziała mu: „Nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby pana pouczać, w jaki sposób przeprowadzić operację. I oczekiwałabym podobnego zaufania”. Nie wiem, czy wynika to z roszczeniowości, czy z hejtu, który jest obecny w naszym życiu. I to dotyczy nie tylko edukacji. Wiele osób chce pokazać, że są mądrzejsze, że wiedzą lepiej.  […]

 

K.S. – Edukacja nadal jest egalitarna?

 

J.B. – Proszę rozwinąć.

 

K.S. –  Pytam w kontekście szkół prywatnych. Uczy się w nich już około 10 proc. Robert Górniak, twórca Dealerów Wiedzy i anglista w szkole prywatnej, mówi: „Wystarczy zagwarantować, że mamy wszystkich nauczycieli, którzy życzliwie traktują dzieci, nauka odbywa się nie tylko w formie przypisywania treści z podręcznika do zeszytu, a troska o wychowanie dziecka wykracza poza «Syn źle się zachował, proszę coś z tym zrobić»”. Z tego wynika, że nie tylko wyższy poziom kształcenia wiąże się z grubością portfela, ale ten zapewnia edukacyjne minimum.

 

J.B. –  – Szkoły publiczne mierzą się często z większymi wyzwaniami z racji dużej liczby uczniów niż prywatne, a i tak są konkurencyjne, więc dobra bezpłatna edukacja w dalszym ciągu jest dostępna dla uczniów. Oczywiście w dużym stopniu nagrody, które przyznawane są uczniom za różne osiągnięcia, dotyczą uczniów szkół prywatnych. Ale to nie oznacza, że szkoły publiczne są gorsze. Pomimo tego, że mają często większą liczbę uczniów, to osiągają podobne, a nawet lepsze wyniki, osiągają znakomite sukcesy.

 

Szkoły publiczne są bardziej zróżnicowane, a przez to mają bardziej zróżnicowane problemy. W każdej mogą zdarzyć się nauczyciele, którzy nie podchodzą z wystarczającą troską do ucznia, a nauka, jak pani mówi, to przepisywanie treści. Jestem o tym przekonany, że to zdecydowanie mniejszość, nie większość. Wkładanie wszystkich do jednego worka jest krzywdzącym uogólnieniem.  […]

 

K.S. – To co zrobić, by tych krzywdzących uogólnień było jak najmniej? Gdyby mógł pan wskazać na najważniejsze cele edukacyjne, które odczarują polską szkołę, a które resort powinien wprowadzić w życie, co by to było? 

 

J.B. – Nie powiem o celach, ale o oczekiwaniach. Zawód nauczyciela musi być zawodem, który jest konkurencyjny w stosunku do innych. Jeżeli na jeden wakat nauczyciela będzie przypadało kilku albo kilkunastu dobrych kandydatów, to wtedy dyrektor szkoły będzie miał wybór, którego efektem będzie gwarancja zatrudnienia najwyższej klasy specjalisty, a to się przełoży na jakość nauczania. Czyli wracamy do tematu zachęcenia młodych do pracy w zawodzie nauczyciela.

 

Oczekiwałbym także lepszej atmosfery wokół szkoły, wzajemnej życzliwości i dobrych relacji pomiędzy samymi uczniami, ale też uczniami i nauczycielami. Ale to bardziej zadanie dyrektora niż resortu edukacji.

 

Chciałbym też, żeby rodzice mieli większe zaufanie do nauczycieli. Jest duży stopień oczekiwania, że wszystkie problemy, które rodzic ma ze swoim dzieckiem, zostaną rozwiązane przez szkołę. A nie zawsze da się je rozwiązać, tak jak nie zawsze lekarz wyleczy pacjenta, nawet jeśli zastosuje prawidłowe metody leczenia. Brakuje wzajemnego zrozumienia. I mówię tu też o nauczycielach, którym brakuje czasem cierpliwości. Wsłuchujmy się w swoje oczekiwania i problemy, spróbujmy im wspólnie zaradzić, to być może skarg do kuratorium będzie mniej, a klimat współpracy zastąpi atmosferę nieufności.

 

 

 

Cały zapis tego wywiadu, zatytułowanego „Uczeń idzie do szkoły z ogromną ciekawością świata. I z każdym rokiem ciekawość gaśnie”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

 



 

Rozważając o czym powinien być ten felieton, który zamieszczą na OE w niedzielą wyborczą, czyli w okresie, kiedy obowiązuje cisza wyborcza, ale kiedy, chyba wszyscy moi czytelnicy będą aktywnymi wyborcami i kiedy wszyscy będziemy czekali na wieczór wyborczy w telewizji i podanie pierwszych sondażowych wyników exit poll, wpadłem na myśl, aby zapoznać Was z krótką wymianą poglądów, jaka wywiązała się – oczywiście z moim udziałem – pod tekstem, zamieszczonym na Fejsbuku przez pewną – nie tylko moją – znajomą.

 

Najpierw przytoczę dwa – kluczowe – fragmenty tego jej posta:

 

Idźmy do tych wyborów w prawdzie. Pomyślmy, że nasz głos to wybór naszych wartości, zasad i norm dla Polski, a nie ukłon wobec konkretnego X czy Y.”

 

W ramach żartu, lubiąc „gry słów” zamieściłem pod tym postem taki komentarz:

 

 

Okazało się, że autorka posta nie wyczula chyba w moim komentarzu żartobliwej nutki, bowiem odpowiedziała mi „na poważnie” i od tego momentu potoczyła się dalsza, choć krotka, wymiana zdań:

 

 

Zwrócę jeszcze uwagę na komentarz koleżanki Anety i rozwinę go do pełnej wersji słynnego powiedzenia ks. prof. Tischnera: „Istnieją trzy rodzaje prawdy: świento prowda, tyz prowda i gówno prowda”. Ciekawych pogłębienia wiedzy o jego „Filozofii po góralsku” odsyłam do szerszego na ten temat tekstu  –  TUTAJ

 

 

A teraz wracam do przewodniego wątku tego felietonu, czyli poszerzenia mojego oświadczenia, że „mnie moje 81-letnie życie nauczyło, że to nieprawda, że jest tylko jedna prawda…”

 

Ktoś powie – prawda jest tylko jedna – OBIEKTYWNA !

 

Zgadzam się, bo „obiektywnie”  – oznacza bezstronnie, w sposób niezależny od własnych uprzedzeń i emocji, zgodnie z naukowo potwierdzonymi faktami.

 

Ale można postrzegać świat, także siebie, subiektywnie. A to oznacza, że coś jest oceniane lub interpretowane w sposób osobisty, zgodnie z indywidualnymi uczuciami, przekonaniami lub odczuciami. I jest to wtedy jednostkowa, osobista prawda. Można nawet powiedzieć, że ile ludzi – tyle prawd.

 

Znamy także wszyscy stare powiedzenie, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Konkretyzując te „miejsca” można przykładowo powiedzieć, że inną ocenę co jest prawdą w określonym wydarzeniu, sytuacji, np. ustawy o podatkach, ma właściciel wielkiej firmy, a inną owa przysłowiowa fryzjerka – właścicielka małego zakładu. Swoją prawdę ma dyrektor fabryki, a zupełnie inną źle wynagradzany, zatrudniony tam robotnik.

 

A są jeszcze prawdy grupowe, zbiorowe:

– prawda lokalna, naszej wioski, miasteczka, osiedlowa,

– prawda wyznaniowa, „klasowa”, narodowościowa, rasowa…….

– i, oczywiście, są jeszcze „partyjne” prawdy!

 

Nie ma tu miejsca ani czasu na ilustrowanie każdej z powyższych różnic. Poprzestanę na przykładzie z „podwórka” religii. Najbliższą, znaną powszechnie jest historia „rozjeżdżania się” prawd w chrześcijaństwie. Najpierw była „Wielka Schizma” w 1054 roku – na „Kościół Rzymski” – dla którego Papież był jedynym zwierzchnikiem, czego nie akceptowano w Kościołach wschodnich, a także dlatego, że Kościół zachodni dodał do wyznania tzw. nicejskiego klauzulę „Filioque” (i Syn Duch Święty, który idzie od Ojca i Syna), co nie było akceptowane przez Kościół wschodni. I każda ze stron uważała, że prawda jest po jej stronie.

 

Potem nastąpiły kolejne rozłamy: powstały kościoły luterańskie, kalwińskie, anglikańskie i wiele innych.

 

A skoro wyznawcy każdej z tych różnych religii żyli w przekonaniu, że prawda jest tylko w ich wyznaniu, to konsekwencją tego były wojny religijne – w tym tak krwawe, jak krucjaty, wojny husyckie czy wojna trzydziestoletnia…

 

Z współczesnej nam rzeczywistości mamy przykład za naszą wschodnią granicą: Jest prawda Kremla i prawda Kijowa, prawda Putina i prawda Zelenskiego.. Dalej od nas – prawda Izraelczyków i prawda Palestyńczyków…

 

Mając taką wiedzę o historii i współczesnym świecie, a także własne doświadczenia społeczne – jestem przeciwnikiem tezy o jednej, jedynej, NASZEJ (MOJEJ) PRAWDZIE!

 

Pod naszą wymianą zdań pojawił się komentarz pani dr Marty Kucharskiej-Hauk, która zaproponowała taką interpretację słów pani Beaty: „Idźmy do tych wyborów w prawdzie”

 

 

I tą myślą kończę dzisiejszy felieton, bo ja także akceptuję sytuację, w której w dzisiejszych wyborach każdy powinien oddać głos, będąc w zgodzie ze swoją prawdą!!!

 

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

 

 

 

 



Wczoraj (16 maja 2025 r.) na Portalu „Edunews” zamieszczono ciekawy tekst autorstwa dr Witolda Kołodziejczyka – twórcy innowacyjnego modelu szkoły Collegium Futurum oraz koordynatora  miejskiego projektu Edukacja Nowej Generacji w Słupsku. Oto ten tekst:

 

 

Dialog poznawczy jako pogłębiona forma partnerstwa IALE

 

 

 

Inspiracją do napisania tego tekstu była lektura eseju Sama Presslera i Pete’a Davisa „Nowe amerykańskie przebudzenie”[1], w którym autorzy wzywają do odnowy społecznej opartej na wspólnocie, sensie i duchowości działania. Ich refleksja o potrzebie odzyskania głębi relacji i znaczenia w świecie zdominowanym przez technologię pobudziła mnie do postawienia pytania, czy model IALE może być odpowiedzią nie tylko dydaktyczną, ale także kulturową? I czy relacja człowiek–AI może stać się przestrzenią dialogu o sens, a nie tylko optymalizacji poznania? Ten tekst jest próbą odpowiedzi właśnie na te pytania.

 

W modelu Intentionally AI-Linked Education (IALE) partnerstwo poznawcze to pierwszy i fundamentalny filar. Zakłada ono współpracę człowieka i sztucznej inteligencji w procesie uczenia się, opartą na wymianie informacji, pytań i wspólnej analizy. Jednak coraz wyraźniej widać, że samo partnerstwo to za mało. To, co nadaje sens współpracy z AI, to nie tylko wzajemność w dostarczaniu danych czy wspólne rozwiązywanie problemów, ale głęboki dialog poznawczy oparty na intencjonalności i refleksji.

 

Czym jest dialog poznawczy w IALE?

 

Dialog poznawczy to proces, w którym uczeń (lub nauczyciel, badacz) nie tylko zadaje pytania i otrzymuje odpowiedzi, ale pyta siebie i AI o sens, cel i wartość tego, co robi. To forma wspólnego myślenia, w którym AI staje się nie tyle narzędziem, co zwierciadłem poznania.

 

Ten dialog zaczyna się od pytań intencjonalnych:

-Po co to robię?

-Co chcę przez to zrozumieć?

-Dlaczego to ważne?

-Czy to posłuży czemuś dobremu?

-Jakie wartości stoją za tym działaniem poznawczym?

 

Od partnerstwa do wspólnoty sensu

-zadawanie pytań, W tradycyjnym partnerstwie poznawczym AI wspiera uczenie się przez:

-analizę treści,

-porządkowanie informacji,

-symulowanie rozmów i debat.

 

W dialogu poznawczym chodzi jednak o coś więcej:

-o nadanie znaczenia temu, co się dzieje w procesie poznania,

-o zatrzymanie się przy pytaniu, a nie tylko przy odpowiedzi,

-o rozpoznanie ograniczeń poznawczych AI i siebie samego,

-o gotowość do reinterpretacji, w świetle wartości, nie tylko danych.

 

To właśnie te jakości – głębsze niż interakcja funkcjonalna – nadają edukacji w modelu IALE jej pełne znaczenie.

 

W koncepcji IALE kluczowe jest nie tylko to, czego się uczymy, ale jakie znaczenie nadajemy temu, co się wydarza w procesie poznania. Edukacja w dialogu z AI nie kończy się na uzyskaniu odpowiedzi – przeciwnie, zaczyna się tam, gdzie zatrzymujemy się przy pytaniu. To właśnie pytanie staje się przestrzenią refleksji, napięcia, poszukiwania sensu. IALE uczy uważności na granice poznania – zarówno te, które wynikają z ograniczeń modeli sztucznej inteligencji, jak i te, które są wpisane w naszą ludzką percepcję, nawyki i schematy. W tym modelu uczenia się jesteśmy zaproszeni nie tylko do analizy danych, ale także do ich reinterpretacji w świetle wartości, przekonań i kontekstu, który wymaga odpowiedzialności. To nie algorytmiczne przetwarzanie, ale ludzka gotowość do ponownego namysłu sprawia, że edukacja z AI staje się naprawdę głęboka.

 

Tę perspektywę wzmacnia również Natalia Hatalska, badaczka trendów technologicznych i społecznych, która w jednym z wywiadów zauważa, że dialog poznawczy z AI to nie pasywne przyswajanie wiedzy, lecz interakcja wymagająca czujności i ludzkiego osądu[2]. Według niej, istotą świadomego korzystania z AI – zarówno w edukacji, jak i w pracy – jest umiejętność szybkiego pozyskiwania informacji połączona z rygorystyczną weryfikacją i krytyczną oceną danych. To podejście w pełni współbrzmi z koncepcją IALE, gdzie partnerstwo poznawcze opiera się nie na zaufaniu bezwarunkowym, lecz na świadomej współpracy, refleksji i odpowiedzialności człowieka.

 

Znaczenie intencjonalności

 

Dlatego w IALE pytania takie jak:

>Czy to pytanie ma znaczenie dla mnie lub innych?

>Co się stanie, gdy potraktuję odpowiedź AI bezkrytycznie?

>jak mogę potraktować odpowiedzi AI jako inspirację, nie wyrocznię?

– stają się nie tylko praktyką poznawczą, ale i postawą etyczną oraz warunkiem podmiotowości w procesie uczenia się.

 

Intencjonalność w edukacji to nie tylko świadomość celu – ale także zdolność do zatrzymania się i zadania sobie pytania: dlaczego w ogóle warto o to pytać? W modelu IALE intencjonalność staje się jedną z kluczowych kompetencji – przeciwstawioną automatyzmowi, bezrefleksyjności i biernemu przyjmowaniu odpowiedzi generowanych przez AI.

 

Edukacja jako przestrzeń wspólnego rozumienia

 

Jeśli chcemy, by IALE nie było tylko metodologią dydaktyczną, ale kulturą edukacji, musimy traktować AI jako towarzysza w drodze poznawczej, a nie tylko wsparcie w rozwiązywaniu problemów. AI może pomóc myśleć, ale tylko wtedy, gdy my potrafimy myśleć z nią — nie za nią, nie przeciwko niej, ale obok niej.

 

Taki model relacji człowiek–AI czyni z edukacji nie tylko proces zdobywania wiedzy, ale dialog o wartości, odpowiedzialności i sensie. W tym sensie IALE może być nie tylko odpowiedzią na wyzwania technologiczne, lecz także przestrzenią duchowej transformacji edukacji.

 

 

Przypisy:

 

[1] Siam Pressler i Pete Davis, The New American Awakening, Connective Tissue, opublikowano 29 kwietnia 2024 r., dostępny pod adresem: https://www.afterbabel.com/p/new-american-awakening​

 

[2] Natalia Hatalska, Jak zmienia się praca i świat pod wpływem technologii – o trendach, AI i przyszłości, wywiad w kanale „Rafał Ferber: Runaways”, YouTube, 18 lutego 2024, https://youtu.be/r99rA8Pp7Wk (dostęp: 5 maja 2025).

 

 

 

 

Źródło: www.edunews.pl



 

To za tym parkanem już prawie dwa lata, bez pełnoprawnego dyrektora, działa ŁCDNiKP

 

 

 

O ogłoszeniu kolejnego – już czwartego – konkursu na stanowisko dyrektora Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli dowiedzieliśmy się w środę 14 maja. Ale dopiero dzisiaj zmobilizowaliśmy się, aby – wraz ze skrótem  historii tych konkursów i przyczyną ogłoszenia pierwszego – poinformować Czytelniczki i Czytelników OE:

 

x           x           x

 

Z dniem 31 sierpnia 2023 roku na emeryturę przeszedł twórca i wieloletni dyrektor Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego JANUSZ MOOS.

 

Wcześniej – 13 lipca – na fanpage LCDNiKP Janusz Moos zamieścił tekst, sumujący jego 27-letni dorobek. Kilka dni później – 17 lipca  – „Express Ilustrowany” zamieścił artykuł pod znamiennym tytułem: „Janusz Moos – najdłużej pracujący dyrektor i twórca ŁCDNiKP – odchodzi na emeryturę w wieku 84 lat

 

Po takim przypomnieniu kontekstu w którym rozgrywały się kolejne konkursy na stanowisko dyrektora ŁCDNiKP,  możemy już dokonać pełnej inwentaryzacji faktów, czyli – począwszy od czerwca 2023 roku  – czterech konkursów na to stanowisko.

 

Pierwszy konkurs został ogłoszono 29 maja 2023 r. , a na zgłaszanie się kandydatów dano tylko  14 dni. Konkurs ten odbył się 27 czerwca i nie przyniósł rozstrzygnięcia. A startował w nich – zgłoszony przez Radę Pedagogiczną ŁCDNiKP – wieloletni pracownik Centrum – Paweł Krawczak,oraz – zgłoszona przez samą siebie – pani Dorota Nawrat-Wyraz – nikomu w Łodzi nieznana osoba, zatrudniona w Instytucie Badań Edukacyjnych.Konsekwencją tego nierozstrzygniętego konkursu było Zarządzenie Nr 1946/2023 Prezydenta Miasta Łodzi z dn. 31 sierpnia 2023 r. o powierzeniu  Karolinie Południkiewicz pełnienia obowiązków Dyrektora ŁCDNiKP – na okres od dnia 1 września 2023 r. do czasu powierzenia stanowiska dyrektora, jednak nie dłużej niż na okres 10 miesięcy.

 

I to był pierwszy odcinek serialu „ŁCDNiKP pod rządami pełniących obowiązki dyrektorek”. Bo wszak nastąpiły kolejne:

 

Kolejny konkurs na dyrektora LCDNiKP ogłoszono  26 maja 2024 roku, a konkurs odbył się 20 czerwca. Sensacyjną dla środowiska oświatowego była wiadomość, że – mimo iż jedyną kandydatką było dotychczasowa po dyrektora – pani Karolina Poludnikiewicz , zakończył się on ponownie brakiem rozstrzygnięcia [Głosy członków komisji konkursowej rozłożyły się po równo: 5 – za i 5 przeciw].

 

Co było dalej?  Oczywiście decyzja o powołaniu na kolejne 10 miesięcy pełniącej obowiązki dyrektora… Kogo?  Pani Karolinie Południkiewicz!!!

 

Kolejny – już trzeci – konkurs ogłoszono 24 października 2024 roku i wyznaczono termin  składania ofert na dzień do 12 listopada 2024 r. Konkurs odbył się 21 listopada 2024 roku i po raz kolejny – mimo iż i tym razem była tylko jedna kandydatka – pani  Monika Kamieńska zakończył się wynikiem: 5 głosów – za,  5 – przeciw.

 

W tej sytuacji  kolejny ruch Urzędu Miasta był do przewidzenia – powierzenie komuś  na 10 miesięcy pełnienie tego stanowiska.  Tylko komu? Okazało się, że dotychczasowej – od czerwca tego roku – trzeciej wicedyrektorce, pani Agnieszce Ochmańskiej -począwszy od 1 grudnia 2024 roku.

 

No i teraz, po upływie zaledwie 4 i pół miesiąca, 12 maja 2025 roku, Prezydent Łodzi ogłosiła konkurs na dyrektorów czterech placówek oświato wychowawczych – w tym na dyrektora ŁCDNiKP.  

 

O dalszym przebiegu tej procedury, a przede wszystkim o wyniku tego konkursu, będziemy Was informować.