Wczoraj na fejsbukowym profilu Wiesławy Mitulskiej – nauczycielki edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej im. gen. J.H. Dąbrowskiego w Słupi Wielkiej – znaleźliśmy wartą upowszechnienia, ilustrowaną informacje o tym jak można dowiedzieć się co potrafią już uczniowie, nie uciekając się do sprawdzianów.

 

 

 

Wiesława Mitulska

 

 

Mamy nadzieję, że koleżanka Mitulska nie będzie nam miała za złe, że poniżej przytoczymy ten tekst i ilustrujące go fotki:

 

 

Czy nauczyciel koniecznie musi zrobić sprawdzian, żeby wiedzieć, co potrafią jego uczniowie?

 

 

 

Ja nieustannie przekonuję się, że odpowiednio sformułowane zadanie daje mi wiedzę nie tylko na temat, co dzieci już umieją, ale również pozwala zorientować się, jak przebiegają ich procesy myślowe. Chciałam zobaczyć, w jaki sposób dzieci poradzą sobie z rozwiązaniem problemu matematycznego, w jaki sposób skorzystają z zasobów, które posiadają. Wymyśliłam zadanie nieoczywiste, dające możliwość kombinowania i badania różnych rozwiązań. To, co zobaczyłam podczas pracy nad zadaniem przeszło moje oczekiwania. Bez żadnej mojej sugestii, część dzieci zgromadziła się na dywanie i wzajemnie zaczęła sobie wyjaśniać zadanie, obmyślać różne warianty rozwiązania. Niektórzy postanowili zmierzyć się z nim samodzielnie i prosili mnie o wysłuchanie, czy dobrze kombinują ? Jedno dziecko od razu opowiedziało mi, jak można rozwiązać zadanie, ale nie wiedziało, jak to rozwiązanie zapisać. Zauważyłam, że sporo dzieci miało problem z zapisaniem swojego rozwiązania tak, by inni wiedzieli o co chodzi. To był najtrudniejszy moment pracy, ale i wskazówka dla mnie nad czym pracować.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.google.com

 

Dzięki niezawodnemu portalowi Prawo.pl, bo nie znajdziemy ani jednego zdania informacji na ten temat na oficjalnej stronie MEN, wiemy już, że „Jest projekt w sprawie szybszego zakończenia roku szkolnego”. Oto obszerny fragment tego komunikatu:

 

[…] Do konsultacji społecznych trafił właśnie projekt nowelizacji rozporządzenia z 18 kwietnia 2002 r. w sprawie organizacji roku szkolnego. Obecnie zgodnie z §2 rozporządzenia  rok szkolny rozpoczyna  się w pierwszym powszednim dniu września, a kończy w najbliższy piątek po dniu 20 czerwca. Jeżeli pierwszy dzień września wypada w piątek lub sobotę, zajęcia dydaktyczno-wychowawcze rozpoczynają się w najbliższy poniedziałek po dniu 1 września. To drugie zdanie dodano w 2017 roku., gdy pierwszy września wypadł w piątek. Teraz, zgodnie z projektem, dojdzie kolejne zdanie. Projekt przewiduje, że jeżeli dzień bezpośrednio poprzedzający najbliższy piątek po dniu 20 czerwca jest dniem ustawowo wolnym od pracy, zajęcia dydaktyczno-wychowawcze kończą się w środę poprzedzającą ten dzień. Dzięki temu rok szkolny 2018/2019 nie zakończy się w piątek 21 czerwca, tuż po Bożym Ciele, a w środę. Nowela ma obowiązywać od następnego dnia po publikacji w Dzienniku Ustaw.

 

Skierowany do konsultacji projekt to efekt interwencji premiera Mateusza Morawieckiego, który w sobotę 18 maja na spotkaniu wyborczym w Zawierciu dostrzegł potrzebę uwzględnienia w planie pracy szkół długiego weekendu na Boże Ciało. –  Jesteśmy praktyczni, funkcjonalnie bliżej ludzi, troszeczkę więcej wakacji. Jeden dzień, przecież wiadomo, że świadectwa będą już powystawianemówił premier.

 

Tyle, że rodzice już jesienią zgłaszali do Ministerstwa Edukacji Narodowej problem feralnej daty. Część proponowała wydłużenie nauki. Wskazywali, że praktycznie nauka zakończy się w połowie czerwca, bo dzień, w którym zgodnie z prawem rozdaje się świadectwa wypada w środku długiego weekendu. Niektórzy proponowali, by termin zakończenia roku przesunąć na piątek 28 czerwca.

 

Wówczas jednak resort w suchym komunikacie przypomniał, że data 21 czerwca wynika z przepisów i nie zostanie zmieniona. Do tego zaznaczył, że zgodnie z rozporządzeniem  data zakończenia roku szkolnego jest także datą rozdania świadectw uczniom, co oznacza, że dyrektor szkoły nie może ogłosić, że dzień ten jest dniem wolnym od szkoły.[…]

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata

 

 

Polecamy także naszym czytelnikom dwa inne materiały na ten temat, także zamieszczone na portalu „Prawo.pl”:

 

Szybka nowelizacja, bo MEN nie zauważył kiedy jest Boże Ciało”     –     TUTAJ

 

Rodzice i uczniowie jak zakładnicy”     –     TUTAJ

 



Anna i Robert Sowińscy do kolejnego podcastu z cyklu „Od nauczania do uczenia się” zaprosili Katarzynę Sońtę-Sobiesiak, z którą rozmawiają – generalnie – o uzależnieniach, kontynuując problematykę poprzedniej rozmowy z Tomaszem Bilickim „Depresja, samookaleczenia i myśli samobójcze”.

 

Foto: Robert Sowiński

 

Katarzyna Sońta-Sobiesiak z Anną Sowińską

 

 

Oto wprowadzenie do dzisiejszego podcastu:

 

W dzisiejszym odcinku kontynuujemy rozmowy na tematy związane z obciążeniami psychicznymi jakie napotykają dzieci w systemie szkolnym. Zastanawiamy się jak zorientować się, że z naszymi dziećmi dzieje się coś niepokojącego, jak im pomóc. Dotykamy również problemów, z jakimi my dorośli, możemy się spotkać, a które mogą prowadzić do uzależnień. Naszym gościem jest psycholożka o specjalizacji związanej z uzależnieniami Katarzyna Sońta – Sobiesiak.

 

 

Podcast „O uzależnieniach w szkole i nie tylko – rozmowa z psycholożką Katarzyną Sońtą-Sobiesiak”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.plandaltonski.pl

 



Maj od lat jest w szkołach okresem tzw. „ruchu kadrowego”. Nic dziwnego, że waśnie teraz „wyszło szydło z worka”, czyli ujawnił się bolesny problem nauczycieli, zatrudnionych dotychczas w likwidowanych z dniem 31 sierpnia gimnazjach. Właśnie o sytuacji kadrowej, będącej prostym skutkiem pisowskiej deformy systemu szkolnego – w tym także „podwójnego rocznika” – w łódzkich szkołach ponadgimnazjalnych/ponadpodstawowych, jest artykuł Aleksandry Pucułek, który został zamieszczony w dzisiejszym łódzkim dodatku „Gazety Wyborczej”.

 

Foto: Marcin Stępień, Agencja Gazeta [www.lodz.wyborcza.pl]

 

W opustoszałych gimnazjach nauczyciele są już niepotrzebni…

 

 

Oto jego fragmenty:

 

Nauczyciele z gimnazjów dostają wypowiedzenia. I nie chcą dalej pracować w szkole

 

[…] – Przed chwilą rozmawiałam z nauczycielką angielskiego. Od września będzie pracować w szkole, ale w Anglii. Znam tamtejsze realia, zupełnie inny standard i stabilizacja w szkołach. Nie dziwię się jej, w Polsce klepałaby biedę – opowiada Jolanta Chojnacka, dyrektorka gimnazjum nr 33 w Łodzi. Sama od września też już nie będzie uczyła w szkole. Odchodzi na emeryturę. […]

 

-U nas trzeba będzie zwolnić pięć, sześć osób – mówi Anna Rogala, dyrektorka gimnazjum nr 16 w Łodzi. Dałam właśnie wypowiedzenia 16 nauczycielom – dodaje Teresa Zięba, dyrektorka gimnazjum nr 28 w Łodzi.

 

W dalszej części artykułu autorka przybliża czytelnikom skomplikowana sytuację kadrową „ gimnazjalnych ostatnich Mohikanów”, którzy do końca wytrwali w szych likwidowanych szkołach. Okazuje się, że nie maja już szans w liceach i technikach, mimo tego, że będą one zmuszony 1 września przyjąć do swych pierwszych klas podwójny rocznik. Okazuje się, że także etaty w szkołach podstawowych są już zajęte:

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj prezentujemy obszerne fragmenty tekstu, którego pierwsza wersja, pod anglojęzycznym tytułem „I have a dream”, została opublikowana 19 kwietnia 2019 roku na portalu Superbelfrzy.RP, a który, po drobnych korektach Marcina Polaka, już z polskim tytułem „Miałem sen...”, został zamieszczony wczoraj na portalu EDYNEWSW.PL

 

Foto: www.google.pl

 

Maciej Danieluk

 

 

Jego autorem jest Maciej Danieluknauczyciel przedmiotów informatycznych w Zespole Szkół Powszechnych im. Pierwszych Piastów w Damasławku. Nie jest to nasz pierwszy kontakt z tekstem tego autora – zamieściliśmy już jeden 6 czerwca ub. roku„O znaczeniu stosowania TIK w przechodzeniu od nauczania do uczenia się”.

 

Autor zatytułował swój artykuł świadomie nawiązując do sławnej frazy Martina Luthera Kinga:

 

Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie byłych niewolników i synowie byłych właścicieli niewolników usiądą razem przy stole braterstwa.
                                                                                                                                        Martin Luther King

 

Oto obszerne fragmenty tego tekstu:

 

Miałem sen, że pewnego dnia w kraju, który kocham i szanuję, jej synowie i córki staną razem i porozumieją się przy stole braterstwa, że edukacja przyszłych pokoleń powinna wyglądać inaczej, że powinna dawać młodym ludziom szansę na dobre życie, w kraju który tyle przecierpiał i który jest dobrem wspólnym nas wszystkich. Miałem sen, że pomimo tego co nas dzieli, są jeszcze tematy, które nas łączą. Że naszym wspólnym dobrem, inwestycją na przyszłość, są pokolenia które dopiero wchodzą w dorosłość.
                                                                                                                                    anonimowy belfer, 2019.

 

 

Wielu mówi o zmianach w polskiej edukacji, ale co zrobić i jak to zrobić? Likwidować szkoły? Dorzucać do systemu kasę? Podnosić pensum? A gdyby zacząć zmieniać ją z wykorzystaniem przemyśleń i propozycji tych którzy są na samym dole, na pierwszej linii frontu?

 

 

Przyszłe pokolenia pedagogów

 

Szkoła przyszłości. Człowiek, który chce zostać pedagogiem i aplikuje na uczelnię przechodzi badania psychologiczne. Nie spotkanie z psychologiem, które trwa 15 minut, ale kilkukrotne spotkania polegające na rozmowie o sobie i swoim podejściu do życia oraz testy psychologiczne. Dzięki takiemu spotkaniu psycholog ma szansę jeszcze przed rekrutacją na studia pedagogiczne stwierdzić czy dana osoba posiada predyspozycje do bycia nauczycielem, czy potrafi występować publicznie, czy potrafi zachować dystans, czy jest osobą empatyczną. Po prostu kimś, kto może i powinien trafić do tego ciężkiego i trudnego zawodu.

 

Studia. 5 lat w trakcie których, oprócz wiedzy, przyszły pedagog ma szansę zobaczyć jak wygląda szkoła i poznać jej meandry oraz specyfikę zawodu, na który się decyduje. Oprócz zajęć dotyczących merytoryki, każdego roku poświęca miesiąc czasu obserwując innych nauczycieli podczas prowadzenia zajęć w szkole. Nie tylko tych, które go dotyczą bezpośrednio i są związane z jego kierunkiem studiów pedagogicznych, ale wszystkich. 5, 6 godzin lekcyjnych dziennie, z różnymi nauczycielami, na różnych poziomach. Wrzesień – miesiąc praktyk, podczas których przyszły adept będzie miał szansę pod okiem doświadczonych kolegów sprawdzić się podczas prowadzenia różnych lekcji, omówić je, przygotować się do nich. I w ten sposób mijają 4 lata jego studiów. Rok po roku przyszły nauczyciel poznaje metodykę, nowoczesne metody nauczania, specyfikę zawodu i nabywa praktyki. Piąty rok jest jego testem i egzaminem, który zdecyduje o jego przyszłości. Pisząc pracę magisterską i uczęszczając na seminaria podejmuje roczną praktykę w szkole.

 

Czytaj dalej »



Przygotowując się do pisania tego felietonu zrobiłem przegląd zamieszczonych w ubiegłym tygodniu na stronie OE materiałów. I doszedłem do wniosku, że dwa zaprezentowane tam tematy chciałbym skomentować. Pierwszy, to „okrągłostołowy” pomysł „uzdrowienia” polskiego systemu edukacji, mający polegać na włączeniu zawodu „nauczyciel” do korpusu służby cywilnej, a drugi, to postulat RPD zgłoszony do MEN w sprawie powołania w każdym województwie rzeczników praw ucznia.

 

Jednak, nie chcąc znowu wyprodukować „tasiemca” zamiast felietonu, wybrałem na dzisiaj tylko ten pierwszy temat. O tym drugim może innym razem.

 

Niech mi będzie wolno, zanim cokolwiek napiszę, zacytować (za Wikipedią) definicję „służby cywilnej”:

 

Według Konstytucji RP służba cywilna działa w celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa w urzędach administracji rządowej. […] W skład korpusu służby cywilnej wchodzą urzędnicy szczebla centralnego (Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, ministerstwa, urzędy centralne), jak również przedstawiciele rządowej administracji terenowej.”

 

Aby nikt nie miał żadnych wątpliwości przytoczę jeszcze odpowiedni artykuł Konstytucji RP z 1997 roku:

 

Art. 153.
1.W celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa,
w urzędach administracji rządowej działa korpus służby cywilnej

 

2.Prezes Rady Ministrów jest zwierzchnikiem korpusu służby cywilnej.

 

Myślę, że to wystarczy, abym miał podstawę prawną do stwierdzenia, że przy owym „oświatowym okrągłym stole” zasiadali ludzie, którzy albo nie wiedzieli o czym mówią, albo świadomie (nie po raz pierwszy) bezczelnie projektowali łamanie Konstytucji! Z bankierem w roli premiera na czele!!!

 

Wszystkie pozostałe, opisane w artykule „Gazety Prawnej”, szczegółowe konsekwencje takiego zamachu na podmiotowość każdego nauczyciela nie nadają się do poważnego komentowania. Nawet owo zakładane podniesienie wynagrodzenia (do 8,1 tys. zł) – uzyskane za cenę wyższego o 1/3 pensum i utratę większości praw pracowniczych – w tym prawa do członkostwa w organizacjach związków zawodowych – nie jest tego warte!

 

Jednak jeden szczegół publikacji Artura Radwana muszę przypomnieć i go skomentować:

 

O przyjęciu nauczyciela do szkoły decydowałby otwarty i konkurencyjny nabór, co podniosłoby jakość nauczania. Do pracy w szkołach trafiałyby tylko osoby z odpowiednimi kwalifikacjami i wiedzą.”

 

I jeszcze fragment opinii na ten temat jednego z ekspertów:

 

Plusem z pewnością byłyby konkursy na stanowiska w szkołach i przedszkolach, obecnie często w niejasny sposób decyduje o tym dyrektor placówki – wskazuje dr Jakub Szmit z Uniwersytetu Gdańskiego, ekspert ds. administracji publicznej.

 

Pominę fakt, że pan Jakub Szmit, który w 2013 roku został doktorem praw po obronie pracy „Charakter prawny statutu związku zawodowego” jest nie tylko adiunktem w Katedrze Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego, ale także ekspertem NSZZ „Solidarność” w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, i retorycznie zapytam: Skąd u pana eksperta (wszak nie dziedzinie edukacji) taka zdecydowana opinia o tym, że konkursy na etaty nauczycielskie, jako sposób na zapewnienie zatrudniania w szkołach „osób z odpowiednią kwalifikacją i wiedzą” byłby efektywniejszym trybem od dotychczasowego, kiedy, jak stwierdził, „często w niejasny sposób decyduje o tym dyrektor placówki”?

 

Bo ja mam zupełnie inne obserwacje i doświadczenia na ten temat. Wszak ci dyrektorzy szkół, zatrudniający nauczycieli, zdaniem doktora Szmita, „w sposób niejasny”, sami zostali zatrudnieni w formalnie demokratycznym postępowaniu konkursowym. Czy muszę Czytelnikom tego felietonu wykładać „kawę na ławę”, jak często w tych konkursach wygrywa nie ten kandydat, który MERYTORYCZNIE jest najlepszy, a ten, za którym głosować kazała rządząca miastem, powiatem, gminą „opcja polityczna”? Dobrze, jeśli ta „opcja” jest racjonalna, kompetentna i praworządna. Ale wszyscy wiemy, że bywa także i wprost przeciwnie….

 

A wtedy „cuius regio, eius religio”. Tak obsadzony(-a) za dyrektorskim biurkiem dyrektor(-ka), mający(-a) „dług wdzięczności” wobec swoich protektorów, także prowadził(-a) nie merytoryczną, a protekcjonistyczną politykę kadrową…

 

Czy konkursy na etaty szeregowych nauczycieli są w stanie coś w tej chorej sytuacji zmienić? NIE! Po trzykroć NIE! Tyle tylko, że stworzą możliwości aby, przy „sprzyjających” okolicznościach, nadal możliwe było, jedynie za jeszcze wyższymi i jeszcze mniej przejrzystymi parawanami, kumoterstwo, lokalne „układziki”, nepotyzm. A wszystko w majestacie pozorów „demokratycznych” rozwiązań…

 

A nie lepiej, po prostu, uzdrowić procedurę powoływania dyrektorów szkół, dać im prawdziwą autonomię i rozliczać „zadaniowo”? I nie traktować ich jak awatarów władzy lokalnej!

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Foto: Tomasz Pietrzyk [www.wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/]

 

Anna Zalewska podczas wyborczego spotkania w Bierutowie

 

 

Gazeta Prawna” wczoraj poinformowała: „Nowelizacja Karty nauczyciela gotowa”. To tytuł zamieszczonego wczoraj artykułu, z którego czytelnik może dowiedzieć się, że odbyło się już spotkanie Anny Zalewskiej z wiceministrami, posłami i ekspertami, podczas którego analizowano opracowany już projekt nowelizacji „Karty nauczyciela”, czy jest on kompletny, czy właściwie realizuje zapisy zawartego w kwietniu w CDS „Dialog” z NSZZ „Solidarność” porozumienia.

 

Oto fragmenty artykułu, w których redakcja przytoczyła wypowiedzi minister Zalewskiej na temat konkretnych zapisów przygotowanego do złożenia w Sejmie projektu:

 

 

Szefowa MEN poinformowała, że w projekcie zapisano podniesienie wynagrodzeń nauczycieli o 9,6 proc. od września tego roku. Łącznie z wypłaconą w tym roku podwyżką o 5 proc. od stycznia daje to podwyżkę o 15 proc. w tym roku, a łącznie z ubiegłoroczną kwietniową – o 5,3 proc. – daje wzrost wynagrodzeń nauczycieli o 20 proc. „Oznacza to zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli w ciągu dwóch lat o 708 zł dla nauczyciela dyplomowanego, a dla nauczyciela stażysty o 515 zł” – podała Zalewska.

 

W projekcie nowelizacji zapisano także wprowadzenie jednorazowego dodatku „na start” dla nauczyciela rozpoczynającego pracę, wynoszącego 1000 zł, ustalenie kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie nie mniejszym niż 300 zł (obecnie o wysokości tego dodatku decydują samorządy), zmiany w systemie oceniania nauczycieli i skrócenie stażu. „Znalazły się w nim także różne drobniejsze zmiany przepisów, głównie te doprecyzowujące” – dodała minister.

 

Pytana, czy w związku z tym projekt trafi do Sejmu jako projekt rządowy, czy też zostanie złożony przez posłów PiS jako projekt poselski, odpowiedziała: „Będzie to albo projekt w trybie szybkiej ścieżki legislacyjnej, tak jak było z projektem tzw. ustawy maturalnej, albo będzie to projekt poselski. Decyzja zapadnie w tym tygodniu„. […]

 

Z dalszych akapitów artykułu można dowiedzieć się, że zdaniem minister edukacji pośpiech jest uzasadniony tym, iż aby rozporządzenie w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli powinno być podpisane pod koniec lipca, żeby samorządy mogły dostać zwiększone środki na podwyżki dla nauczycieli i uchwalić nowe regulaminy wynagradzania tak, by podwyżki zostały wypłacone we wrześniu.

 

Zwykła ścieżka legislacyjna wymaga dużo czasu […] Mamy w zasadzie tylko półtora miesiąca” – wyjaśniła minister. Dopytywana, czy w związku z tym bardziej prawdopodobne jest to, że projekt zostanie złożony jako poselski, odpowiedziała: „Wszystko na to wskazuje”. […]

 

Cały artykuł „Nowelizacja Karty nauczyciela gotowa”      –      TUTAJ

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl



Właśnie, na Waszych oczach, rodzi się „nowa świecka tradycja”: publikowania na stronie OE sobotniego „wyciągu” z postów Tomasza Tokarza, zamieszczanych w kończącym się tygodniu na jego fejsbukowym profilu. Zdarzyło się to po raz pierwszy przed tygodniem, a dziś postanowiliśmy uczynić tak samo. Tym razem przytoczone poniżej posty łączy „motywacja” – jako nadrzędna siła napędzająca człowieka, ucznia, do autonomicznego działania. I poszukiwanie takich motywacji, a także takich rozwiązań w systemie instytucji edukacyjnych, które sprawią, iż uczniowie będą, bez konieczności stosowania zewnętrznych oddziaływań (systemowego przymusu, tresury narzędziem „kija i marchewki”), z własnej woli, podejmowali trud zdobywania wiedzy i rozwijania kompetencji – niezbędnych do samodzielnego i efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie.

 

Oto wybrane cztery teksty – w kolejności ich zamieszczania:

 

 

 

13 maja

 

On jest słaby”, „Nic z niej nie będzie”, „Ona jest wybitnie uzdolniona”, „Łatwo przychodzi mu nauka” – czy zastanawialiśmy się kiedyś, skąd się biorą nasze przekonania odnośnie uczniów? Na podstawie czego wyrabiamy sobie opinie? Skąd biorą się etykietki, którymi ich obklejamy? Jak duże znaczenie ma stygmat, jakim opatrzony jest młody człowiek? Jak mocno determinuje jego karierę zawodową? Jakie ma przełożenie na jego sukcesy i niepowodzenia?

 

Szukając odpowiedzi na te pytania warto poddać refleksji zjawisko znane jako efekt Pigmaliona. Sama nazwa ma źródła w mitologii greckiej (Pigmalion to imię króla Cypru, który zakochał się w posągu), jednak w edukacyjnym kontekście nawiązuje do tytułu sztuki George’a Bernarda Shawa, opisującej transformację prostej kwiaciarki w damę o manierach arystokratki. Efekt Pigmaliona to rodzaj samorealizującego się proroctwa. Jego istotą jest spełnianie się oczekiwań, jakie wytworzyliśmy sobie o jakiejś osobie. Jeśli wyobrażamy sobie kogoś jako kompetentnego, mądrego refleksyjnego zaczynamy go traktować w taki sposób. W efekcie – rzeczywiście takim się staje. Jeśli wierzymy w drugiego człowieka, z czasem zacznie on postępować zgodnie z przekonaniem, jakie o nim żywimy.

 

Teorię tę zweryfikowały eksperymenty. Jeden z nich przeprowadził harvardzki psycholog Robert Rosenthal w szkole w San Francisco. Poprosił o poinformowanie nowych nauczycieli, że mają w klasie pięciu wybitnie uzdolnionych uczniów, rzekomo szczególnie predestynowanych do uzyskania wysokich osiągnięć w nauce. Pomimo, że w rzeczywistości uczniowie ci nie wyróżniali się niczym spośród pozostałych – pod koniec roku to właśnie oni zrobili największe postępy. W teście na inteligencję uzyskali od 15 do 27 punktów więcej. Co więcej z obserwacji nauczycieli wynikało także, że dzieci te były bardziej szczęśliwe, towarzyskie, autonomiczne, dociekliwe i czułe niż pozostałe.

 

Kolejne liczne badania potwierdzały zauważoną tezę – wzrost kompetencji był znacząco wyższy u tych uczniów, którzy przedstawieni zostali nauczycielom jako wybitnie zdolni (niezależnie od ich rzeczywistego potencjału). Z czego wynika taka prawidłowość? Nie chodzi tu naturalnie o celowe, intencjonalne faworyzowanie części uczniów przy jednoczesnym zaniedbywaniu reszty. Proces ten odbywa na poziomie podświadomym.

 

Po pierwsze: jeśli nauczyciel postrzega ucznia jako zdolnego to poświęca mu więcej uwagi. Częściej kieruje pytania w jego stronę. Częściej także odpowiada na pytania zadane przez niego. Uogólniając – nauczyciele uczą więcej tych, od których oczekują lepszych rezultatów, a mniej tych, wobec których nie mają specjalnych oczekiwań.

 

Po drugie: uczniowi uznanemu za zdolnego więcej się wybacza. Wzrasta poziom tolerancji wobec jego działań. Obdarzany jest większym zaufaniem. Okazywane mu jest więcej wyrozumiałości. Ma możliwość eksperymentowania i popełniania błędów. Jego niepowodzenia częściej tłumaczone są przyczynami niezależnymi.

 

Po trzecie: uczeń taki otrzymuje większą swobodę demonstrowania swoich możliwości. Dysponuje szerszą przestrzenią do niezależnego działania. Często dostaje trudniejsze zadania, które ma rozwiązać bez dodatkowej pomocy. Zmuszony jest niejako do samodzielności. W konsekwencji istotnie zaczyna więcej rozumieć, bardziej ufać sobie, wierzyć w swoje możliwości. Wzrasta jego samoocena, wewnętrzna motywacja, samozadowolenie.

 

Po czwarte: nauczyciele mają skłonność do budowania bardziej przyjaznego klimatu emocjonalnego (za pomocą postawy, słów, tonu głosu, wyrazu twarzy) wobec uczniów, których postrzegają jako bardziej zdolnych. W jednym z eksperymentów polecono studentom nauczenie kilkunastolatków krótkiego tekstu. Jedną podgrupę przedstawiono jako wysoko utalentowanych. Proces uczenia został nagrany. Po jego analizie okazało się, że studenci uczący zdolnych (w ich mniemaniu) uczniów uśmiechali się 3 razy częściej i 2,5 raza częściej kiwali głową niż studenci uczący pozostałych.

 

Wzrost umiejętności ucznia jest zatem w znacznej mierze efektem nastawienia nauczyciela. Skąd ono się bierze? Często jest pochodną tzw. pierwszego wrażenia. Niejednokrotnie wynika z przekazów (opinii), jakie otrzymujemy od innych. Wyobrażenia o uczniach ulegają wzmocnieniu, jeśli kontakt z nimi nie zaprzecza wkodowanemu obrazowi. Nie musi go nawet potwierdzać. Decydujący jest zatem moment początkowy.

 

Działa to oczywiście w dwie strony. Wysokie oczekiwania nauczycieli tworzą przestrzeń służącą osiąganiu lepszych rezultatów. Z kolei niskie oczekiwania prowadzą do zahamowania postępów (nazywamy to efektem Golema). Dzieci uznane za słabsze są spostrzegane jako mniej interesujące, stawia się im mniej wyzwań a ich zachowanie częściej podlega krytyce.

 

Warto pamiętać o tym mechanizmie. Człowiek poniekąd tworzony jest przez wyobrażenie, jakie mają o nim inni ludzie. Posiadamy ogromną moc wpływania na drugą osobę. Możemy sterować jej osiągnięciami za pomocą tego, jak ją traktujemy. Nasze nastawienie dla ucznia może pomóc mu rozwinąć skrzydła albo doprowadzić do ich podcięcia.

 

 

X             X             X

 

 

15 maja

 

Kiedy słyszę, że receptą na brak motywacji uczniów jest zgrywalizowanie/zgamifikowanie szkoły – uśmiecham się pod nosem.

Nie znam bowiem bardziej zgrywalizowanej instytucji niż szkoła. Jest oparta na wszystkich typowych mechanizmach gamifikacji. Mamy tu takie elementy jak:

 

Czytaj dalej »



Foto: Batłomiej Zborowski/PAP [www.wiadomosci.onet.pl]

 

Mikołaj Pawlak – od 14 grudnia 2018 Rzecznik Praw Dziecka

 

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty komunikatu, zamieszczonego wczoraj na oficjalnej stronie Rzecznika Praw Dziecka:

 

Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak zwrócił się do wszystkich kuratorów oświaty o powołanie w każdym województwie Rzecznika Praw Ucznia. – W ten sposób powstanie system wczesnego ostrzegania o zagrożeniach i problemach w szkole. Rzecznicy będą wsparciem dla nauczycieli i rodziców, a przede wszystkim osobami zaufania dla dzieci. Nigdy więcej nie może dojść do takiej tragedii jak w Wawrze – podkreśla Mikołaj Pawlak.

 

Zabójstwo w szkole podstawowej w Wawrze popełnione podczas przerwy lekcyjnej przez ucznia na drugim uczniu jest wstrząsającym przejawem zagrożeń, z jakimi dzieci mogą się spotkać w środowisku szkolnym. Być może nie doszłoby do tej tragedii, gdyby ktoś w porę zareagował. Takimi osobami, wrażliwymi na sygnały od uczniów, jak też działającymi z własnej inicjatywy dla ochrony praw dzieci, na czele z prawem do życia i zdrowia, powinni stać się Rzecznicy Praw Ucznia. Mikołaj Pawlak wystąpił o ich powołanie  we wszystkich kuratoriach oświaty w całej Polsce. Każdy Rzecznik Praw Ucznia obejmowałby swym działaniem jedno województwo.

 

 

Postulat uczniów

 

To postulat samych uczniów, z którym zwrócili się do mnie przedstawiciele Rady Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej przy Ministrze Edukacji Narodowej. Jako przykład młodzi ludzie wskazali Lubelskiego Kuratora Oświaty, który w listopadzie 2018 roku powołał Rzecznika Praw Uczniów województwa lubelskiego. Do jego zadań należy m.in. wspieranie uczniów i ich rodziców w sprawach dotyczących przestrzegania praw uczniów w szkole – wyjaśnia Mikołaj Pawlak. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.warsztatyedukacyjne.com

 

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL, pod zakładką <Szkoły i uczelnie> znaleźliśmy tekst Danuty Sterny, zatytułowany „Spotkanie z rodzicami – dobre doświadczenie”. Mając na uwadze ożywienie debaty publicznej (nie tylko „okrągłostołowej”) wokół tematyki doskonalenia pracy szkoły, a nauczycieli w szczególności, uznaliśmy, że zwrócenie uwagi naszych Czytelników na ten swoisty „poradnik” autorstwa znanej ekspertki prowadzonego przez CEO i PAFW programu „Szkoła Ucząca Się” (SUS) będzie jak najbardziej na czasie.

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty tego teksu i link do pełnej jego wersji. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:

 

 

Wiadomo, że gdy rodzice angażują się w naukę dziecka, osiąga ono lepsze wyniki. Obecnie rodzice starają się aktywniej uczestniczyć w sprawach szkolnych. Dla nauczycieli jest to często wyzwaniem, bo oznacza to więcej trudnych rozmów z rodzicami. Nawet wtedy, gdy wszystkie strony chcą dobrze, i tak w relacji mogą pojawiać się emocje i nieporozumienia.

Przedstawię 10 wskazówek, jak organizować takie spotkanie z rodzicami ucznia, aby było ono efektywniejsze i łatwiejsze dla obu stron.

 

14 maja 2019 roku odbyło się kolejne zdalne spotkanie Refleksyjnych Nauczycieli (RN), podczas którego dyskutowaliśmy nad tymi wskazówkami i wymienialiśmy doświadczenia. Na bieżąco spisałam kilka naszych przemyśleń – kursywą.

 

Szybki i stały kontakt

Najczęściej problemy, którymi nauczyciel chce się podzielić z rodzicami, dotyczą zachowania dziecka w szkole. Zamiast czekać na zbliżające się spotkanie z rodzicami, można napisać do nich e-mail lub zadzwonić. Gdy rodzice przyzwyczają się do takich kontaktów, nie będą one dla nich zaskoczeniem i będą mieli poczucie czuwania nad rozwojem dziecka. Wtedy też sprawy szkolne nie będą „urastać” do wielkich rozmiarów, zanim rodzice i nauczyciel spotkają się w szkole.

 

Ten punkt zdaniem Refleksyjnych Nauczycieli (RN) był jednym z najważniejszych. Jak zorganizować takie kontakty? RN podali co najmniej trzy sposoby: stała korespondencja poprzez dziennik elektroniczny, kontakty telefoniczne oraz stałe dyżury nauczyciela. RN zauważyli, że warto taki szybki kontakt określić w czasie, aby jedna osoba nie zajęła za dużo czasu.

 

Ustalić czas spotkania i jego cel

Obie strony, to znaczy rodzice i nauczyciel, muszą wiedzieć, ile czasu potrwa spotkanie i co będzie jego przedmiotem. Warto zapytać wcześniej, czy rodzice chcą poruszyć w czasie rozmowy jakieś dodatkowe sprawy. Można o to zapytać poprzez dzienniczek ucznia, albo poprosić o maila, czy telefon w tej sprawie. Tak ustalone zasady spotkania są dla obu stron potrzebne i dają rodzicom poczucie bycia „zaopiekowanymi” przez nauczyciela ich dziecka.

 

W tej sprawie RN zauważyli, że warto na początku współpracy z rodzicami określić zasady tej współpracy, czyli kiedy i w jakich sprawach będą rodzice i nauczyciel się ze sobą kontaktować. Szczególnie ważne jest ustalenie czasu przeznaczonego na rozmowę, aby nie tracić go na zbędne tematy. Zaproponowano, aby ustalać wcześniej przed spotkaniem tematykę (cel) spotkania i informować o tym rodziców przed spotkaniem.

 

Czytaj dalej »