Na stronie Związku Nauczycielstwa Polskiego zamieszczono wczoraj informację o kolejnej fazie rozmów Zespołu ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli:

 

 

Grupy robocze w MEN – terminy nowych posiedzeń

 

Po dłuższej przerwie Ministerstwo Edukacji Narodowej zwołało posiedzenia dwóch grup roboczych działających w ramach Zespołu ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli:

 

>posiedzenie grupy roboczej ds. wynagradzania nauczycieli odbędzie się 9 marca 2026 r. o godz. 12:00.

 

>posiedzenie grupy roboczej ds. odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli odbędzie się 11 marca 2026 r. o godz. 11.30  –  w siedzibie Ministerstwa Edukacji Narodowej.

 

Tematem pierwszej grupy mają być godziny nadliczbowe i sposób ich rozliczana szczególnie w kontekście wyroku Sądu Najwyższego. W lutym 2025 roku Sąd Najwyższy orzekł, że praca wykonywana przez nauczyciela ponad normę czasu pracy z Karty nauczyciela jest pracą w godzinach nadliczbowych w rozumieniu Kodeksu pracy.

 

Tematem prac drugiej grupy są „rekomendacje dotyczące zmian przepisów w zakresie odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli na podstawie wniosków z dotychczasowych prac”. Jako ZNP zgłosiliśmy wiele konkretnych propozycji. Przedstawiliśmy szeroki katalog spraw i problemów do rozwiązania dotyczący m.in. długości i przewlekłości postępowań dyscyplinarnych oraz naruszenia praw do obrony czyli rzetelnego procesu, co ma ogromny wpływ na sytuację ekonomiczną, prawną i dobrostan nauczycieli.

 

Zespół ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli został powołany na wniosek ZNP. Jest organem pomocniczym Ministra Edukacji. Zadaniem Zespołu jest przygotowanie propozycji rozwiązań w zakresie:

 

-wynagradzania nauczycieli,

 

-awansu zawodowego i oceny pracy nauczycieli;

 

-odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli;

 

-emerytur nauczycieli oraz nauczycielskich świadczeń kompensacyjnych;

 

-kwalifikacji, kształcenia i doskonalenia zawodowego nauczycieli.

 

 

 

Źródło: www.znp.edu.pl

 



Poseł Marcin Jozefaciuk zamieści na swoim poselskim fb-profilu post, informujący o wywiadzie jakiego udzielił dla „Portalu dla Edukacji”:

 

 

„Kompas Jutra” – ale czy ktoś sprawdził, czy mamy mapę i paliwo?

 

W najnowszym wywiadzie dla Portal Samorządowy mówię wprost: to nie jest realna reforma. To projekt, który wyprzedza przygotowanie szkół, nauczycieli i rynku pracy. Nie chodzi o to, żeby krytykować dla zasady.

 

Chodzi o odpowiedzialność.

 

Jeśli wprowadzamy zmiany w edukacji: – to tempo musi być racjonalne,

 

– szkolenia muszą być realne,

 

– a szkoły muszą wiedzieć, na czym stoją.

 

Dziś zamiast stabilnego kursu widzę pośpiech, niejasności i przerzucanie odpowiedzialności na tych, którzy i tak dźwigają system na swoich barkach.

 

Jako nauczyciel z 20-letnim doświadczeniem i poseł patrzę na to bez politycznych plemion. Patrzę z perspektywy szkoły – tej prawdziwej, codziennej, z uczniami i nauczycielami, a nie prezentacją w PowerPoincie.

 

Jeśli interesuje Cię:

 

– co w tej reformie budzi największe wątpliwości,

 

-dlaczego tempo wdrożenia może zaszkodzić zamiast pomóc,

 

-i co należałoby zrobić, by zmiany miały sens  – przeczytaj cały wywiad. [Patrz poniżej WK]

 

To nie jest spór o hasła. To jest rozmowa o przyszłości polskiej szkoły.

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?

 

x           x           x

 

 

Oto zapis wywiadu z Posłem Marcinem Józefaciukiem, zamieszczony na „Portalu dla Edukacji”:

 

 

„Kompas Jutra nie jest realną reformą”. Poseł krytykuje tempo wdrożenia i plan szkoleń

 

Poseł i nauczyciel Marcin Józefaciuk krytykuje 3-proc. podwyżkę i apeluje o powiązanie pensji ze średnią w gospodarce. Postuluje też rzecznika praw nauczyciela oraz wstrzymanie wdrażania Kompasu Jutra w obecnym kształcie.

 

>Poseł Marcin Józefaciuk ocenia, że 3 proc. podwyżki dla nauczycieli jest niewystarczające i postuluje powiązanie wynagrodzeń ze średnią w gospodarce krajowej.

 

>Przekonuje, że środowisko potrzebuje Rzecznika Praw Nauczyciela i Pracowników Oświaty z narzędziami do mediacji i interwencji.

 

>Kompas Jutra – zdaniem posła – nie jest realną reformą, a MEN nie wyjaśnia oczekiwań wobec nauczycieli. Krytykuje też tempo wdrożenia i plan szkoleń.

 

[…]

 

Reforma powinna zostać wdrożona dopiero wtedy, gdy będzie w pełni przygotowana – co w praktyce może oznaczać, że nastąpi to już za rządów kogoś innego. W obecnym kształcie nie jest to kompas wyznaczający klarowny kierunek, lecz rozwiązanie wprowadzające duże zamieszanie. Ma wejść w życie za kilka miesięcy, a do tego czasu MEN planuje przeszkolić 20 tys. nauczycieli. Pozostali – około 700 tys. – będą musieli poradzić sobie sami.

 

 

Cały tekst „Kompas Jutra nie jest realną reformą”. Poseł krytykuje tempo wdrożenia i plan szkoleń”  –  TUTAJ

 



Na fanpage  grupy „Nie dla chaosu w szkole” znalazłem post, który doprowadził mnie do wartej obejrzenia i  wysłuchania rozmowy małżonków Aleksandry i Marcina Sawickich na temat roli wycieczek szkolnych:

 

 

O pożytkach z wycieczkowania z dziećmi – rozmowa Oli i Marcina Sawickich.

 

 

Warto posłuchać!* Obydwoje opowiadają dlaczego wycieczki, które kultywują od początku swojej kariery, są takie ważne, choć dla opiekunów bywają trudne.

 

Dla dzieci zupełnie nowym doświadczeniem bywa „analogowe” wycieczkowanie – pociągiem i autobusami, z oczekiwaniem na przystanku, samodzielne przygotowywanie kanapek, konieczność dostosowania zachowania do miejsca (w środku komunikacji, w schronisku, w kawiarni), spotkania z innymi ludźmi.

 

Marcin Sawicki**: Nam się pozornie wydaje, że czas spędzony w szkole, w podziale na jednostki lekcyjne jest efektywnie zagospodarowany. A na wycieczce? Ale to pozory. Wycieczki są bardzo efektywne – od strony wychowawczej, merytorycznej, niesienia nowych doświadczeń. I teraz, gdy coraz częściej w każdej klasie jest nauczyciel i nauczyciel wspomagający, o te wyjścia wcale nie jest aż tak bardzo tak trudno. Te wycieczki powinny być niezbędnym elementem funkcjonowania szkół…

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

*Nagraliśmy już dla Was odcinek o tym, jak wymagające i pełne wyzwań potrafią być wycieczki szkolne — zarówno z perspektywy nauczyciela, jak i rodzica. Dziś jednak chcemy spojrzeć na ten temat z innej strony. Na konkretnych, życiowych przykładach pokażemy, dlaczego wycieczki szkolne to jedno z najlepszych doświadczeń, jakie mogą spotkać nasze dzieci. Zapraszamy do wysłuchania kolejnego odcinka u Sawickich.

 

 

 Sposób na wzmacnianie więzi z dziećmi  –  plik wideo na YouTube  –  TUTAJ

 

 

** Marcin Sawicki – współredaktor portalu „e:mi edukacja: można inaczej”  –  TUTAJ

 

 

 

 



Oto zamieszczona wczoraj na oficjalnej stronie MEN informacja o spotkaniu Ministrów Edukacji i Spraw Zagranicznych z Wasylem Bodnarem –  Ambasadorem Ukrainy w RP:

 

Polsko-ukraińskie rozmowy w sprawie sytuacji dzieci ukraińskich w polskich szkołach

 

W poniedziałek, 2 marca 2026 r. w MEN odbyło się spotkanie Minister Edukacji Barbary Nowackiej z Radosławem Sikorskim, Wicepremierem i Ministrem Spraw Zagranicznych oraz Wasylem Bodnarem, Ambasadorem Ukrainy w RP.

 

 

Celem spotkania było omówienie sytuacji dzieci ukraińskich w polskich szkołach. Strony polska i ukraińska podkreśliły znaczenie dobrych relacji w trudnej sytuacji wojennej na Ukrainie oraz możliwości nauki dzieci cudzoziemców, w tym ukraińskich w polskich szkołach. Z dużym uznaniem strona ukraińska odniosła się do realizowanego w szkołach Rządowego programu wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży „Przyjazna szkoła”. W spotkaniu wzięli udział także kuratorzy oświaty, przedstawiciele szkół i organizacji pozarządowych.

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

x           x           x

 

Sprawozdanie roczne z wdrażania Rządowego programu „Przyjazna szkoła”  –  TUTAJ

 

 

 

 



Jako że wczoraj zamieściłem „zaległy” tekst kolegi dyrektora Pytlaka z jego fb’profilu, dopiero dzisiaj udostępniam tekst z bloga „Wokół Szkoly”, zamieszczony przez niego w minioną niedzielę. Bo przeczytać „naprawdę warto”:

 

 

SzOF, czyli Error 500 systemu edukacji

 

Moja koleżanka i współpracownica, Monika Pawluczuk, podzieliła się na fejsbuku wrażeniami ze szkolenia w zakresie oceny funkcjonalnej. Jej post bardzo mnie zaciekawił. W sposób szczególny doceniłem bliską moim poglądom intencję, jaką się kierowała, podchodząc do bliskiego spotkania trzeciego stopnia z koncepcją budzącą wiele wątpliwości wśród nauczycieli:

 

Nowackacka & Lubnauer przyjmuje już wartości ujemne, więc zrobiłam nowe podejście do gniota KSzOF, zanim transformuje on w dobrowolny przymus i odroczony w czasie żart primaaprilisowy A.D. 2026.

 

Osobiście tematem oceny funkcjonalnej żywo zainteresowałem się, gdy w listopadzie ujrzałem w mediach elektryzującą wiadomość: „MEN zapowiada rewolucję w ocenianiu”. Mając świadomość, że wszelkie ministerialne rewolucje koniec końców lądują na głowie dyrektora szkoły, zacząłem skrupulatnie gromadzić informacje. Gwoli ścisłości muszę więc od razu zaznaczyć, że pomysł nie jest autorstwa miłościwie nam dzisiaj panujących. Jego geneza sięga rządów Anny Zalewskiej, a w tle są ogromne fundusze unijne, włożone w przygotowanie i wyposażenie w narzędzia edukacji włączającej, a wśród nich w opracowanie „diagnozy funkcjonalnej”, która w międzyczasie zmieniła nazwę na „ocenę funkcjonalną”.

 

Zebrałem wiele materiałów na ten temat, uważnie wysłuchałem wykładów udostępnionych w internecie przez IBE, przestudiowałem też projekt nowego rozporządzenia w sprawie orzeczeń i opinii, porównując go z obecnie obowiązującym. Uzyskałem obraz dający się porównać do góry lodowej, której niewielki tylko fragment dostrzega opinia publiczna. W tym kontekście relację Moniki przyrównałbym do wrażeń z wyprawy łódką, która pozwoliła jej zerknąć z bliska nieco pod powierzchnię wody. Tyle wystarczyło, by ogłosiła w swoim poście:

 

Mam Error 500.

 

Error 500 w informatycznej nomenklaturze jest komunikatem błędu, który oznacza, że na serwerze, na którym działa dana strona, wystąpił problem. Nie mówi, na czym błąd polega, ale wskazuje, że ten problem leży po stronie serwera, a nie użytkownika.

 

Nie dziwię się, że mojej koleżance przyszło do głowy takie właśnie porównanie. Ja po zgłębieniu tematu oceny funkcjonalnej również mam poczucie, że serwer z alei Szucha generuje błąd, że pomysł będzie działać wadliwie, a ja jako użytkownik pozostanę w poczuciu bezsilności.

 

Refleksje i nauki wyniesione ze szkolenia Monika Pawluczuk zebrała w pięciu punktach:

 

1.Ocena funkcjonowania dziecka ≠ opinia o funkcjonowaniu dziecka ≠ wielospecjalistyczna ocena poziomu funkcjo-nowania ucznia ≠ ocena poziomu funkcjonowania ucznia. Co do tego, że na dobrą sprawę jest to mnożenie bytów, przyznała sama osoba prowadząca, jednak zabawa w „znajdź pięć różnic między obrazkami” trwała przez większą część szkolenia.

 

2.Nauczyciele nic nie rozumieją. Dziennikarze i opozycja dodatkowo to gmatwają (Uwielbiam ten argument!).

 

3.”I tak nauczyciele robią taką ocenę od dawna, więc nie ma co się oburzać na dodatkową pracę. To tylko nowe narzędzie” (Kolejny „argument”!).

 

4.”Aby prawidłowo wypełnić kwestionariusz około 50 pytań, trzeba przejść odrębne szkolenie” :-))). No, ba! Dyrektor wyznaczy osoby odpowiedzialne i najpewniej sfinansuje nabycie nowych kompetencji – wypełniaczy kwestionariusza :-). One zaś gratis i w podskokach będą kierować innymi szkolnymi wypełniaczami ;-))) i na dodatek będą mogły to uwzględnić w swoim planie rozwoju zawodowego!

 

5.”Ocena funkcjonalna dziecka powinna zawierać różne perspektywy i uwzględniać również obserwacje rodziców, gdyż na niektóre pytania nauczyciel nie będzie potrafił dać odpowiedzi nie konsultując się z nimi. Ocena taka powinna być prowadzona zatem przez kilka osób przez okres około 3-4 tygodni.”

 

Pozwolę sobie krótko rozwinąć powyższe myśli.

 

W przesłaniu punktu pierwszego zawarta jest nie tylko głęboka mądrość obecnego etapu, ale również nabyta przez nauczycieli zbiorowa świadomość sposobu działania większości reform szykowanych w zaciszu politycznych i „badawczych” gabinetów. Podobna do tej, która towarzyszy co bardziej krytycznym obserwatorom przygotowań do „Kompasu Jutra”.

 

Punkt drugi. Nauczyciele nie rozumieją? I, co gorsza, nawet szkolenie nie jest w stanie tego zrozumienia wywołać?! Możliwości są tylko dwie. Albo nauczyciele są tępi, co jest założeniem bardzo rozpowszechnionym, jakkolwiek ryzykownym, bo rozciągałoby się także na prowadzących szkolenie – w końcu w większości wywodzących się także ze stanu nauczycielskiego. Albo materia jest wzięta z księżyca i nawet wspólna gimnastyka umysłowa szkolących i szkolonych nie jest w stanie przydać jej sensu praktycznego – nawet jeśli teoretycznie jakoś się ona broni.

 

Punkt trzeci, zarazem tzw. trzecia prawda księdza Tischnera („Prowda. Tyz prowda. G…o prowda”). Nauczyciele od dawna piszą opinie, ale nie muszą trzymać się niewolniczo schematu narzuconego przez narzędzie. Jeśli nawet zdarza się, że tworząc kolejne dokumenty korzystają z opcji „kopiuj-wklej” (niech rzuci kamieniem pracownik poradni psychologiczno-pedagogicznej lub wizytator kuratorium, który nigdy tak nie czynił!), w zamian będą mogli wykazać się klikaniem na „chybił-trafił”. Znalazłem bowiem całkiem sporo pytań w formularzach SzOF, których nawet po szkoleniu nie da się wypełnić z sensem.

 

Punkt czwarty – patrz punkt trzeci. Biznes szkoleniowy lubi to!

 

Punkt piąty. Sporządzenie oceny funkcjonalnej ma wymagać kilkutygodniowej obserwacji dziecka. Super! Tymczasem projekt rozporządzenia daje szkole… tydzień na przygotowanie tego dokumentu, jeśli wystąpi o niego poradnia psychologiczno-pedagogiczne. Ponadto, jeśli SzOF jest tym samym, co nauczyciele czynili do tej pory, to co tutaj robi konieczność konsultowania się z rodzicami – bynajmniej nie dobrowolna, ale wymuszona treścią niektórych pytań?! Pedagodzy z kręgów opozycji wskazują to jako nieuzasadnioną ingerencję w sprawy rodzinne – i mają rację. Co więcej, dla rodziców i dla nauczycieli przegotowano identyczne formularze przesiewowe. A co będzie w przypadku niezgodności?! Już teraz jedno nieostrożne zdanie w opinii ze szkoły może zakończyć się skargą na nauczyciela do komisji dyscyplinarnej. Serio! Co będzie, gdy na jakieś pytanie rodzic wybierze opcję najwyższą, a szkoła najniższą, albo odwrotnie?! Kto będzie to rozsądzał?!

 

To tylko kilka luźnych fotografii z wyprawy łódką wokół góry lodowej, jaką jest problem oceny funkcjonalnej. Ja mam już za sobą nurkowanie do samej podstawy i w niedalekiej przyszłości w osobnym artykule podzielę się zebranymi informacjami. Teraz jeszcze tylko wskażę jeden problem fundamentalny, na który nikt chyba nie zwrócił dotąd uwagi.

 

Otóż, jak słychać, ocena funkcjonalna ma mieć zastosowanie do wszystkich uczniów. Opiera się to na założeniu, że każdy zasługuje na wsparcie – zarówno w pokonywaniu specyficznych trudności, które przeszkadzają mu w rozwoju, jak i w rozwijaniu uzdolnień, które posiada. Zadaniem oceny ma być wskazanie obszarów możliwego wsparcia – i w zakresie słabych, i mocnych stron. To dlatego właśnie nauczyciele intuicyjnie obawiają się, że zostaną obarczeni obowiązkiem sformalizowanego przesiewania wszystkich uczniów.

 

Mnie ta perspektywa przeraża. Rozumiem potrzebę wspierania uczniów, jednak wizja wsparcia totalnego, gdzie każdy młody człowiek jest od najmłodszych lat systemowo analizowany i umieszczany w trybikach machiny wspierającej, jawi mi się niczym z Orwella. Już obecnie otoczyliśmy dzieci taką troską, że obserwujemy gwałtowny zanik poczucia odpowiedzialności za własną naukę i własne funkcjonowanie społeczne. Za tym postępuje ograniczenie aspiracji, bierność, brak wiary w sens zdobywania wykształcenia i podejmowania życiowych wyzwań. Przecież to widać w każdej szkole!!! A teraz machina państwowa chce wcielić w życie, rękami nauczycieli, wizję społeczeństwa, w którym państwo dogląda przemysłowej hodowli rzekomo szczęśliwych ludzi. Tymczasem szczęście nie polega na zaspokojeniu wszystkich potrzeb! Wszystkowidzące oczy systemu stłamszą do końca przejawy jakiegokolwiek samodzielnego życia młodych ludzi. I będziemy dziwili się, że uciekają do internetu.

 

Wychowanie to nie hodowla brojlerów, w której wszystko nastawione jest na maksymalizację dobrostanu! Z wiadomym skutkiem na końcu…

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 



Oto tekst, zamieszczony dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”,  który przytaczam w całości:

 

 

Reforma wchodzi w kolejny etap. Ruszyły prace nad podstawami programowymi dla szkół średnich

 

Kolejna odsłona reformy programowej właśnie wchodzi w fazę roboczą. Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut Badawczy ogłosił rozpoczęcie prac nad propozycjami nowych podstaw programowych dla szkół ponadpodstawowych. Chodzi o licea, technika, szkoły branżowe, artystyczne oraz szkoły specjalne przysposabiające do pracy.[…]

 

W otwartym, ogólnopolskim naborze zgłosiło się 620 osób. Ostatecznie wyłoniono około 280 autorów i autorek, którzy będą pracować w 30 zespołach przedmiotowych. Wśród nich znaleźli się przede wszystkim nauczyciele z doświadczeniem szkolnym, pracownicy naukowi z ośrodków akademickich w całym kraju, metodycy oraz specjaliści zajmujący się dydaktyką i nowoczesnymi rozwiązaniami w edukacji.

 

Pierwszy etap prac ma charakter przygotowawczy. Odbyło się już spotkanie organizacyjne dla koordynatorów i sekretarzy zespołów oraz szkolenie dla autorów nowych podstaw. Kolejne spotkania mają dotyczyć szczegółowych wytycznych, w tym założeń planowanych zmian w systemie oświaty i metodologii opracowywania dokumentów.

 

Po etapie przygotowawczym zespoły przystąpią do opracowywania propozycji dla poszczególnych przedmiotów. Co dwa tygodnie mają się odbywać spotkania wszystkich koordynatorów i sekretarzy zespołów, których zadaniem będzie pilnowanie korelacji i spójności merytorycznej między przedmiotami.

 

Zakres prac obejmuje opracowanie koncepcji podstawy dla danego przedmiotu, przygotowanie pierwszego projektu, wprowadzanie zmian po zewnętrznych recenzjach i uwagach ekspertów IBE, a następnie opracowanie drugiej wersji projektu oraz jego prezentację.

 

Autorzy nowych podstaw mają korzystać z wyników ankiety przeprowadzonej wcześniej przez IBE wśród nauczycieli szkół ponadpodstawowych. Zebrane opinie i uwagi mają posłużyć jako materiał pomocniczy, pozwalający dostosować nowe dokumenty do realiów praktyki szkolnej.

 

Opracowane propozycje zostaną poddane recenzjom oraz konsultacjom społecznym. Zgodnie z zapowiedzią instytutu nowe podstawy programowe dla szkół ponadpodstawowych mają zacząć obowiązywać od 1 września 2027 roku, począwszy od klas pierwszych.

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl/

 



Z kilkudniowym opóźnieniem zamieszczam post Jarosława Pytlaka, który zamieścił go 26 lutego na swoim fb-profiu. Czynię tak, gdyż – jak zwykle – Kolega Dyrektor czujnie podjął temat, który , być może, wielu umknął z „celownika” i inicjuje „oddolny” sondaż oceny funkcjonowania nowej podstawy programowej wychowania fizycznego:

 

 

Od września 2025 roku obowiązuje nowa podstawa programowa wychowania fizycznego. Zapowiadana jako wielka zmiana, miała spowodować, że wysiłek nauczycieli nabierze sensu, a uczniowie będą dużo chętniej niż wcześniej korzystać z lekcji wychowania fizycznego, i polubią te zajęcia.

 

Pamiętam słowa ministra sportu Sławomira Nitrasa, wypowiedziane w obecności ministry Nowackiej podczas prezentacji zespołu przyszłych autorów nowej podstawy. Ogłosił on wtedy, że będzie „prosta, zrozumiała dla rodziców i uczniów”, wyjaśniając, że „tylko wtedy będziemy w stanie wyegzekwować realizację tego planu od nauczycieli”. Wpisał się w ten sposób w modną narrację antynauczycielską, dając wyraz nie tylko braku kultury, ale także niegodnej swojego stanowiska ignorancji, bo sprawność fizyczna młodych spada systematycznie od długiego czasu, na skutek wielu bardzo różnych okoliczności. Jeśli nawet widzimy kryzys wychowania fizycznego w szkole, to jest on raczej skutkiem niż przyczyną tego stanu rzeczy.

 

Niestety, w rozlicznych materiałach publikowanych przez MEN w związku z przygotowaniami do reformy „Kompas Jutra” nie udało mi się znaleźć informacji o skutkach wprowadzonej zmiany. Żadnej rolki w tej kwestii, żadnego raportu. Co się dzieje?!

 

Wiedziony ciekawością, postanowiłem zwrócić się do Czytelników „Wokół szkoły”, żeby uzyskać choćby tylko pobieżny obraz sytuacji. Nie jest to żadne badanie naukowe, po prostu sondaż. Z góry dziękuję za poświęcenie kilku minut na wypełnienie tej całkowicie anonimowej ankiety. Mam nadzieję, że wyniki wyjdą optymistycznie.

 

 

 

Kwestionariusz ankiety „Co zmieniła nowa podstawa programowa WF?”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.facebook.com

 

 

 



 

Moje rozmyślania o szansach dokonania trafnego wyboru swojej przyszłości

 

W Miniony czwartek, 26 lutego, zamieściłem tekst z fanpage  ruchu „Nie dla chaosu w szkole”, który zatytułowałem  „O tym, czy uczeń VIII klasy jest gotowy do wyboru swej drogi życiowej”. Oto kilka cytatów z tego tekstu:

 

„Nasz system edukacji jest źle skonstruowany, 14 lat to za wcześnie, by decydować o kierunku studiów i przyszłym zawodzie. […] Dziś rozwój zainteresowań ucznia poszczególnymi dziedzinami wiedzy jest sztucznie formatowany przez szkoły podstawowe. […] Ten system raczej przekonuje do tego, by trwać przy swoich wyborach, choćby były totalną pomyłką. […] Nauka jest podporządkowana testom, nie zaś temu, by rozwijać wiedzę i umiejętności. Nie szukaniu swojej drogi, odkrywaniu pasji czy trenowaniu umiejętności psychospołecznych.”

 

Pod postem na moim fb-profilu, odsyłającym do tego materiału, pojawił się taki komentarz  Roberta Sowińskiego:

 

Gdy to przeczytałem, postanowiłem – w pewnym sensie jako odpowiedź Robertowi, ale nie tylko – poświęcić temu problemowi mój niedzielny esej – co niniejszym czynię:

 

Zacznę od tego, że – nie tyle w oparciu o własną biografię, co w oparciu o posiadaną wiedzę o drogach życiowo-zawodoweych osób mi znanych – nie tylko z powiązań rodzinnych – jestem stuprocentowo przekonany o słuszności opinii, że „14 lat to za wcześnie, by decydować o kierunku studiów i przyszłym zawodzie.” Z okresu, kiedy byłem dyrektorem zespoły szkół zawodowych (były tam prowadzone kierunki przygotowujące do zawodów budowlanych i drzewnych – w technikum i zasadniczej szkole zawodowej) mam w pamięci wiele przypadków, kiedy po latach spotykałem absolwentów techników, którzy nie tylko nie pracowali w wyuczonym u nas zawodzie, ale także nie ukończyli studiów wyższych w tych branżach. Po wpisaniu do wyszukiwarki: „Absolwenci Zespołu Szkół Budowlanych nr 2 w Łodzi, którzy w życiu nie zostali budowlańcami, ale byli…”  otrzymałem taką informacje, sygnowaną przez AI:

 

„Absolwenci Zespołu Szkół Budowlanych nr 2 w Łodzi […] to szerokie grono specjalistów. Oprócz budowlańców, szkoła wykształciła wykładowców, pedagogów, przedsiębiorców, aktorów, ekonomistów, lekarzy oraz wybitnych sportowców-olimpijczyków, którzy odnieśli sukces w różnych dziedzinach życia społeczno-gospodarczego. 

Wśród wychowanków znajdują się osoby związane ze sztuką i sceną, […] Wielu absolwentów kontynuowało naukę na wyższych uczelniach, zostając pedagogami i wykładowcami. […] Absolwenci z powodzeniem działają w sferze biznesu i gospodarki. […] Kadra medyczna również wywodzi się z tej placówki.”

 

A wszyscy oni podejmowali decyzję o wyborze dalszej nauki w szkole, kształcącej w takich właśnie zawodach, właśnie w VIII klasie, w wieku 14 lat.

 

Ale to było dwadzieścia…,  trzydzieści kilka lat temu. Teraz w szkołach podstawowych są egzaminy ósmoklasisty, rekrutacja do szkół ponadpodstawowych odbywa się nie tylko na podstawie ocen z poszczególnych przedmiotów na świadectwie końcowym, ale przede wszystkim decyduje ilość punktów zdobytych na owych egzaminie.  I to, w kontekście aspiracji rodziców, stwarza sytuację wyboru  najpierw – uchodzącego za najlepsze – liceum, potem, kolejno, ewentualnie parę innych, o najbliżej lokalizacji lub dogodnym dojazdem, a jeżeli system nie zakwalifikuje do żadnego (bo punktów było za mało) – z konieczności – dopiero szkoła zawodowa,, Nie przez przypadek branżówki określane są „szkołami ostatniego wyboru”.

 

Wiem, wiem – licea oferują klasy o kilku profilach, więc  ósmoklasiści zgłaszają chęć uczęszczania do wybranej klasy. Oczywiście – może to być wybór motywowany zainteresowaniami, ale myślę, że przede wszystkim ocenami na świadectwie z przedmiotów, które w klasie o tym profilu będą w wersji „rozszerzonej”.

 

Generalnie zgadzam się z opinią, że nauka szkolna podporządkowana jest testom, nie zaś temu, by rozwijać wiedzę i umiejętności. Nie szukaniu swojej drogi, odkrywaniu pasji czy trenowaniu umiejętności psychospołecznych. Ale „w temacie” świadomego wyboru swej drogi życiowej w ósmej klasie – moim zdaniem – niewiele zmieni na lepsze przeformatowanie systemu szkolnego na „antypruski”, bez ocen cyfrowych, bardziej podobny do młodzieżowego domu kultury, z kolami i zespołami zainteresowań.

 

Bo tak naprawdę o naszej drodze  zawodowej, a często szerzej – życiowej, decyzję podejmujemy nie zawsze „bo tak nam się wydaje, że będzie dobrze”, i na pewno nie w nastoletnim wieku. Często jest to w wyniku „prób i błędów”, czasem pod wpływem sugestii „osoby znaczącej”, a bywa, że zadecydował przypadek, który pchnął nas w kierunku wcześniej nieplanowanym.

 

Tak było „za moich czasów”, tak jest i w XXI wieku, i tak będzie zwłaszcza w nadchodzącej przyszłości, bo jest to przyszłość dzisiaj nieprzewidywalna, w której dzisiejsze nastolatki będą pracowały w zawodach aktualnie nieistniejących, a dzisiejsi uczniowie szkół zawodowych, a nawet studenci szkół wyższych, będą musieli przekwalifikować się, bo ich zdobyte teraz kwalifikacje nie będą już nikomu potrzebne… Tak jak dzisiaj niepotrzebni są zegarmistrze, naprawiacze telewizorów, a nawet księgowe w dawnym wydaniu…

 

A mętlik w głowie – jak to określił Kolega Robert – mają dzieci nie tylko „przez takie podejście nas dorosłych”. Bo ów mętlik w głowie mają także dorośli – patrz decyzje MEN, diagnozy IBE, rozbieżne poglądy rodziców i nauczycieli prezentowane w social mediach.

 

Ot – takich czasów dożyliśmy, w których „nie ma mądrych”, a przyszłość jest nieodgadniona, stanie się to, co będzie mogło, lub musiało, się stać….

 

A dzisiejszym ósmklasistom nie pomogą w trafnym wyborze ich dalszej drogi kształcenia rejonowe targi edukacyjne, ani nawet najnowszy projekt łódzkich władz, czyli trzydniowy festiwal – Future Up!Festw w Hali EXPO…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Danuta Sterna już w tytule swego najnowszego tekstu, zamieszczonego na blogu OK NAUCZANIE,  zadała bardzo dziś aktualne pytanie, i podjęła próbę udzielenia na nie odpowiedzi:

 

Czy AI może oceniać prace uczniów?

 

 

Odpowiedź jest jednoznaczna – może, tylko jaka jest jakość tego oceniania i co daje uczniom?

 

W dobie AI w wielu miejscach zastępuje się pracę ludzi maszyną. Na pewno bywa ona pomocna, wykonuje swoja pracę szybciej i bezstronnie. Jednak nie we wszystkim da się zastąpić człowieka, ocenianie prac uczniów jest właśnie takim miejscem.

 

Aby zbadać jakość oceniania przez sztuczną inteligencję, trzeba zadać sobie pytanie – czemu ma służyć ocenianie? Podstawowa funkcja oceny jest pomoc uczniowi w uczeniu się. Druga zaś polega na możliwości porównywania ocen sumujących, aby móc ocenić wyniki uczniów.

 

W pierwszej moim zdaniem nie da się zastąpić nauczyciela. Informacja zwrotna (ocena kształtująca) musi być przekazana z uwzględnieniem znajomości autora pracy, jego dotychczasowych osiągnieć i trudności. Powinna zwierać indywidulane wskazówki, które uczeń może wykorzystać do poprawy pracy i do swojego rozwoju. Ocena kształtująca ma służyć uczniowi i być do niego dostosowana, powinna mieścić się w strefie najbliższego rozwoju ucznia, wskazówki powinny być możliwe do wykorzystania przez ucznia. Nie można dać użytecznych wskazówek takich samych dla wszystkich autorów prac.

 

Za to ocena testu, polegająca na zliczeniu prawidłowych odpowiedzi, może być wykonana przez maszynę. I od wielu lat prace testowe są w ten sposób sprawdzane, nawet przed wykorzystaniem AI. Testy nie sprawdzają rozumowania, myślenia i umiejętności tylko samą wiedzę. Jeśli celem jest sprawdzenie wiedzy ucznia, to AI faktycznie do tego nadaje się.

 

Z takiej oceny trudno jest skorzystać też nauczycielowi. Dowiaduje się on z niej jedynie ilu uczniów potrafi zaznaczyć prawidłową odpowiedź, ale dlaczego część z uczniów zaznaczyła źle, to już nie wiadomo. Dlatego nie jest to użyteczna wskazówka dla nauczyciela, co ma z uczniami powtórzyć i jak planować dalsze nauczanie.

 

Ocena sumująca jest użyteczna do sporządzania rankingów i selekcji uczniów. Jeśli to uznamy za cel nauczania, to wtedy ocena przy pomocy AI jest możliwa.

 

AI może wyręczyć nauczyciela w dziele oceniania, dlatego może taka ocena być dla niego wygodna, ale patrząc perspektywicznie nie pomaga ona w nauczaniu. Tak jak w małym stopniu pomagają nauczycielowi zestawy wyników uzyskanych przez uczniów na egzaminie zewnętrznym.

 

W USA około dwie trzecie nauczycieli  wykorzystujących sztuczną inteligencję w swojej pracy uważa, że ​​sztuczna inteligencja poprawiła jakość oceniania i zwiększyła informację o osiągnięciach uczniów.

 

Autorki artykułu Masheika Allgood i Mi Aniefuna , który zainspirował mnie do zajęcia się tym tematem zwracają uwagę na problem jawności danych pochodzących z oceny przez AI. Niestety większość aplikacji AI udostępnia dane osobowe uczniów stronom trzecim. Dane mogą być wykorzystane w różny sposób.  I to niebezpieczny sposób. W 2021 roku okręg szkolny na Florydzie udostępniono dane, które oznaczyły uczniów jako „zagrożonych”. Za pośrednictwem funkcjonariuszy szkolnych, departament policji hrabstwa wykorzystał te dane do wytypowania uczniów jako „przyszłych przestępców” i „stworzonych do życia przestępczego”. Niesie to duże niebezpieczeństwo.

 

Ocenianie jest bardzo potrzebną składową nauczania i nie należy oddawać jej w ręce bezdusznej maszyny,

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl

 

 

 



Wczoraj – 26 lutego –  odbyły się ostatnie z tegorocznej serii – Łódzkie Rejonowe Targi Edukacyjne. Oto jaki był ich tegoroczny „rozkład jazdy”:

 

 

17.02.2026 – Szkoła Podstawowa nr 33, ul. Lermontowa 7   Zobacz  TUTAJ

 

18.02.2026 –  Szkoła Podstawowa nr 26, ul. Pogonowskiego 27   Zobacz  TUTAJ

 

19.02.2026 –  Szkoła Podstawo nr 174, ul. Gałczyńskiego 6   Zobacz   TUTAJ

 

24.02.2026 –  Szkoła Podstawowa nr 84, ul. Wici 16   Zobacz   TUTAJ

 

 

24.02.2026 –  Szkoła Podstawowa nr 169, ul. Napoleońska 7/17

 

 

W każdej lokalizacji trwały one „aż” 2 godziny: od 17.00 do 19.00.

 

 

x           x           x

 

Jako że tą ostatnią lokalizacją była Szkoła Podstawowa  im. Marii Dąbrowskiej nr 169 przy ul. Napoleońskiej w Łodzi, nie mogłem nie zajrzeć tam i nie zamieścić, choćby krótkiej, relacji wzbogaconej o kilka – wykonanych przeze mnie – zdjęć. Powód tej decyzji jest jeden – oczywisty: Nowe Złotno to osiedle na którym urodziłem się, gdzie spędzałem nie tylko dzieciństwo, ale mieszkałem tam do 33 roku życia, gdzie ukończyłem szkołę podstawową – choć nie była to SP nr 169, lecz jej poprzedniczka = Szkoła Podstawowa nr 135 przy ul. Garnizonowej. Więc, nie bacząc na liczne problemy zdrowotne i obowiązki wobec moich domowych podopiecznych, zawitałem tam i to co się tam działo „oglądały moje czy, słuchały moje uszy” a przede wszystkim –  zarejestrował to mój smartfon. Oto  owoc mojej tam obecności – wyłącznie relacja o faktach których byłem świadkiem, pozbawiona jakichkolwiek komentarzy:

 

 

 

Ze względu na spóźnienia ekip, zagospodarowujących stoiska swoich szkół, otwarcie Rejonowych Targów Edukacyjnych w Sali gimnastycznej Szkoły Podsyawowej nr 169 rozpoczęło się z 15-o minutowym opóźnieniem. W imieniu organizatorłw obecnych w Sali powitaly cztery panie:

 

 

Stoją – od lewej: Agnieszka Oganiaczyk – wicedyrektorka ŁCDNiKP, Piechna Agata – dyrektorka SP nr 169,

Małgorzata Moskwa–Wodnicka – wiceprezydentka M. Lodzi, Elżbieta Płaszczyk – wicedyrektorka Wydziału Edukacji UMŁ.

 

 

 

Oto widok głównego pomieszczenia tych targów– szkolnej sali gimnastycznej – kilka chwil po zakończeniu ceremonii ich otwarcia

 

 

 

Stoisko Zespołu Szkół Techniczno-Informatycznych – jednego z cieszących się dużym zainteresowaniem absolwentów szkół podstawowych.

 

 

 

Stoisko Zespołu Szkół Budowlano-Technicznych, tuż przy wejściu na sale, przy którym mało kto zatrzymywał się.

 

 

 

Stanowisko doradców zawodowych, pracowników ŁCDNiKP, ulokowane w przejściu ze schodów

na kolejne piętro szkoły. Nie zauważyłem, aby było oblegane.

 

 

Tablica, która w założeniu organizatorów miała pomóc uczniom i ich rodzicom w znalezieniu stoiska

poszukiwanej szkoły, które zostały ulokowane nie tylko w sali gimnastycznej,

ale także w szkolnej świetlicy i kilku salach lekcyjnych.

 

 

 

Oto realia przedsięwzięcia, które w założeniu pomysłodawców miało stworzyć możliwość do pozyskania przez uczennice i uczniów ósmych klas oraz ich rodziców obszernych informacji o ofercie łódzkich szkół ponadpodstawowych.

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

P.s.

 

Oto materiał, zamieszczony dzisiaj na „prezydenckim” fb-profilu Małgorzaty Moskwa-Wodnickiei:

 

 

Link do tego filmiku  –  TUTAJ

 

 

x           x           x

 

 

A oto post (ilustrowany 48 zdjęciami) z fanpage  Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego  –  TUTAJ