
Foto: www.demotywatory.pl
Przed trzema dniami (w piątek 27 sierpnia 2021 r.) „Gazeta Wyborcza” opublikowała wartościowy tekst, który w e-wersji zatytułowano „Nie, nie jesteś kowalem własnego losu. Też mogłeś być biedny, ale miałeś fart”. Po jego lekturze uznaliśmy, że udostępnimy jego fragmenty naszym Czytelniczkom i Czytelnikom:
[…] Właśnie ukazał się obszerny raport na ten temat „Ubóstwo i sposoby myślenia” przygotowany przez Joint Research Centre (JRC), instytut naukowy Komisji Europejskiej. Przytacza setki badań z zakresu ekonomii, socjologii czy neuronauki i pokazuje, jak ubóstwo wpływa na aspiracje, zachowanie oraz podejmowane decyzje – i je ogranicza. […]
Badania dowodzą, że nawet jeśli dziecko z ubogiej rodziny ma takie same możliwości intelektualne i osiągnięcia jak jego rówieśnicy z bogatszych rodzin, zazwyczaj jego aspiracje co do przyszłej kariery są niższe. Wyjaśnienie? „Do pewnego stopnia” – piszą autorzy raportu – można tłumaczyć to niższymi oczekiwaniami ich rodziców i nauczycieli.
Bo podczas gdy dziewczynka z bogatego domu po szkole uczęszcza na jazdę konną, angielski, rodzice dopytują, czy nie chciałaby spróbować także hiszpańskiego, a w swoim otoczeniu obserwuje osoby wykonujące różne wymagające zawody, dzieci z ubogich rodzin nie stykają się z tyloma możliwościami, a nawet jeśli o nich wiedzą, postrzegają je jako niedostępne.
W efekcie mają mniej doświadczeń, mniejszą wiedzę o możliwych opcjach i mniej wzorów do naśladowania. Nauczyciele zaś z góry oceniają, że nie warto inwestować w nie tyle czasu ile w dzieci, które lepiej rokują – m.in. zresztą właśnie dzięki inwestycjom poczynionym już przez rodziców. Tak powstaje pułapka: ubóstwo ogranicza aspiracje, niskie aspiracje utrwalają zaś ubóstwo.[…]
Ale wróćmy jeszcze do nauczycieli, bo tym nierzadko zdarza się uparcie karać dzieci np. za brak przyborów szkolnych, zamiast zainteresować się powodem ich braku – a więc de facto karzą dziecko za brak rodzica, który wspiera ich rozwój.
Rusza kampania „Wolna Szkoła”. Inicjatywa jest odpowiedzią na projekty MEiN. Ponad 40 różnych organizacji społecznych, mając wsparcie Związku Nauczycielstwa Polskiego, Związku Miast Polskich i Unii Metropolii Polskich, zjednoczyło się w kampanii „Wolna Szkoła”. Inicjatywa jest odpowiedzią na przygotowane przez Ministerstwo Edukacji i Nauki, kierowane przez Przemysława Czarnka zmiany w prawie oświatowym. Nauczyciele obawiają się oto, jak może wyglądać edukacja od 1 września.
Oto obszerna informacja o tej inicjatywie społecznej ze strony Fundacji Batorego:
Grupa organizacji działających w Sieci Organizacji Społecznych dla edukacji (SOS dla edukacji) przygotowała kampanię społeczną pokazującą, jak zmieni się polska szkoła, jeśli rząd przeforsuje zmiany w polskiej oświacie, którym sprzeciwiają się środowiska szkolne, samorząd i opinia społeczna.
W kampanii udział biorą organizacje społeczne: Amnesty International Polska, Fundacja Akcja Demokracja, Fundacja Aktywności Lokalnej, Edukacja w Działaniu, Fundacja Centrum Cyfrowe, Fundacja Centrum im. prof. Bronisława Geremka, Fundacja im. Stefana Batorego, Fundacja na rzecz Praw Ucznia, Fundacja Ośrodka KARTA, Fundacja Pole Dialogu, Fundacja Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego, Fundacja Przestrzeń dla edukacji, Fundacja Rodzice mają głos, Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, Fundacja Wolne Sądy, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Instytut Spraw Publicznych, Kampania Przeciw Homofobii, Kogutorium, Komitet Obrony Demokracji, My, nauczyciele, NIE dla chaosu w szkole, Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych, Polska Akcja Humanitarna, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Protest z Wykrzyknikiem, Sieć Obywatelska Watchdog Polska, Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy, Stowarzyszenie Klon/Jawor, Stowarzyszenie Umarłych Statutów, Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, a także: Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty, Związek Nauczycielstwa Polskiego i Niezależny Związek Zawodowy Oświata Polska oraz korporacje samorządowe zrzeszone w Stowarzyszeniu Samorządy dla Polski.
Kampania prowadzona jest pod hasłem Wolna Szkoła przede wszystkim w mediach społecznościowych oraz na stronie https://www.wolnaszkola.org/. Symbolem kampanii jest czerwona szkolna ekierka.
Organizatorzy zachęcają wszystkich do włączenia się do protestu przeciwko planowanym zmianom poprzez:
Dzięki komentarzowi koleżanki dyrektor Zofii Wrześniewskiej pod wczorajszym felietonem „Żeby oni (dyrektorzy) chcieli chcieć – być dyrektorami” trafiliśmy na informację o niedawnej wypowiedzi ministra Czarnka na aktualne tematy.
Tygodnik „WPROST” zamieścił w sobotę (28 sierpnia 2021 r.) informację o wywiadzie, jakiego udzielił „Naszemu Dziennikowi” minister Przemysław Czarnek. Tekst ten ma tytuł „Przemysław Czarnek: Jesteśmy narodem zwycięzców”.
Niestety – nie możemy odesłać do treści rozmowy z ministrem na ogólnodostępną stronę „Naszego Dziennika”, gdyż redakcja nie zamieściła go tam. [Zobacz TUTAJ]
Jesteśmy zmuszeni sięgnąć do fragmentów wypowiedzi ministra ze strony „WPROST”:
Foto: Grzegorz Krzyżewski/Fotonews[www.wprost.pl]
Przemysław Czarnek – Minister Edukacji i Nauki
–Jako Polacy mamy ogromne sukcesy, nie tylko w ostatnich latach, lecz także na przestrzeni wieków. Jesteśmy narodem zwycięzców. Gdyby tak nie było, nie byłoby nas dziś w tym miejscu Europy, między Rosją a Niemcami, i to po prostu trzeba pokazywać – ocenił minister Przemysław Czarnek.
Zdaniem szefa resortu edukacji, nauczyciele mają do odegrania ważną rolę w procesie przekazywania tej postawy uczniom. – Jestem absolutnie przekonany, że zdecydowana większość nauczycieli dokładnie to wie, rozumie i chce tę wiedzę przedkładać uczniom. My jako resort jesteśmy w tym tylko pomocni – dodał. […
–Chcemy odbudować etos nauczyciela, wzmacniając jego autorytet i pozycję w szkole. Stawiam opór pomysłom odejścia od oceniania uczniów, rezygnacji z zadawania prac domowych i coraz większej ewaluacji –wskazał w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Była to odpowiedź na pytanie, czy „dostrzega problem braku poczucia bezpieczeństwa nauczycieli, którzy próbują dziś w polskiej szkole oprzeć się na wartościach”.
Źródło: www.wprost.pl
Poprzedni felieton zakończyłem słowami:„Nie poruszyłem dziś w ogóle problemu aktualnych nastrojów wśród dyrektorskiego środowiska. Ilu z nich ma jeszcze motywacje by myśleć o szkolnej rewolucji, a ilu zastanawia się kiedy odejść ze stanowiska. Ten problem spróbuje podjąć za tydzień…”
Jak to mówią – „słowo się rzekło…” Co prawda nie chodzi tu o darowanie komukolwiek kobyłki, ale… Ale dziś myślę, że złożyłem ową deklarację zbyt pochopnie. Tak naprawdę mam za mało informacji, aby formułować tu jakąkolwiek diagnozę sytuacji i spuentować ją konkluzją. Ale żeby nie być posądzonym o obiecywanie przysłowiowych gruszek na wierzbie – podzielę się tu moimi spostrzeżeniami i – w oparciu o raczej intuicyjnie odbierane sygnały od znanych mi dyrektorek i dyrektorów łódzkich szkół – nazwijmy je proroctwami w sprawie dalszego rozwoju sytuacji kadrowej na kierowniczych stanowiskach polskich szkół.
Raz jeszcze przypominam, że nie jestem w tak komfortowej sytuacji, jaką mają sondażownie, publikujące diagnozy wybranych elementów środowiska społecznego, formułowane w oparciu o setki, nawet tysiące przebadanych osób. Ja wystąpię tu raczej w roli szamana, szeptuchy, wróża, który zaryzykuje dziś nie tyle diagnozę, co przepowiednię – głównie w oparciu o posiadaną wiedzę o funkcjonowaniu systemów społecznych i doświadczenie życiowe. No i oczywiście o nieformalne rozmowy ze znajomymi dyrektorkami i dyrektorami szkół. Pewnym źródłem informacji były także liczne wywiady z osobami kierującymi szkołami, publikowane przez media.
I jakie formułuję wnioski na podstawie tych tak zróżnicowanych, ale wszak niereprezentatywnych źródeł wiedzy?
Pierwsze co dostrzegłem w docierających do mnie informacjach, to stan wielkiego niepokoju, ale i wyczekiwania na rozwój sytuacji. Nie odnotowałem jakiegoś masowego zjawisko opuszczania stanowisk. Znam nawet kilka przypadków, z ostatnich miesięcy, decyzji o przystąpieniu, po upływie pięcioletniej kadencji, do nowego konkursu i wygrania go. Ale znam także przypadki, gdy osoby, którym pozostał jeszcze rok do kolejnego konkursu, mówią, że bardzo poważnie rozważają rezygnację z niego… Jedna osoba bezdyskusyjnie oświadczyła, że za rok nie będzie się ubiegała o kolejną kadencję.
Docierały także do mnie informacje o konkursach, do których nie przystąpiła osoba aktualnie kierująca szkołą, a które zostały nierozstrzygnięte… Różnie mówi się o przyczynach: że w ogóle nie było kandydatów, albo że była jedna osoba, ale „słaba”. Bo „dobrzy” nie chcieli kandydować!
Najmniej wiem o nastrojach i postawach tych „ze środka kadencji”, którzy mają zagwarantowane jeszcze trzy lub dwa lata pracy na tym stanowisku. Z tego co słyszałem, to większość z nich, podobnie jak w przypadkach opisanych powyżej, przyjęło postawę „pożyjemy, zobaczymy”. Deklarują oni, że jeśli rzeczywistość wdrażania nowego prawa oświatowego faktycznie okaże się tak dla nich tak opresyjna, jak to się dziś przewiduje, to będą woleli odejść ze stanowiska „na własną prośbę” – nie czekając na odwołanie ich przez kuratora.
W specyficznej sytuacji są dyrektorki i dyrektorzy, którym do nabycia uprawnień emerytalnych pozostało bardzo niewiele lat. Myślę, że zrozumiałą winna być ich postawa „zacisnę zęby i wytrzymam”. Nawet za cenę przyjęcia postawy oportunisty…
Odrębną sprawą jest próba antycypacji przyszłości kadrowej kierownictw polskich szkół w dalszej perspektywie. Mam na myśli wizję bardziej długofalową – jak sytuacja kadrowa będzie wyglądała za dwa, trzy i więcej lat. Ale tu nie uciekniemy od polityki. Wszystko będzie zależało od terminu, w który Polacy będą wybierali nowe władze. I oczywiście od ostatecznego tych wyborów wyniku.
Jeżeli dojdzie do zmiany – jeśli wygrają partie prodemokratyczne, proeuropejskie, prorozwojowe – będzie można mówić o szansie na „nowe otwarcie”, na „kadrową zmianę pokoleniową”, na pojawienie się w polskich szkołach dyrektorek i dyrektorów, będących liderami eduzmiany, którzy staną na czele zespołów nauczycielskich, w których ton będą nadawali zwolennicy uczenia się – nie nauczania, motywowania – nie oceniania, nabywania i rozwijania kompetencji przydatnych w przyszłości – a nie rozwiązywania testów…
Ale jeśli…. boję się to napisać (tfu, tfu, tfu przez lewe ramię), jeśli aktualna władza po raz trzeci potwierdzi swój mandat…
Jeśli by tak się stało… Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie konsekwencji tego. I to nie tylko w obszarze polityki kadrowej kategorii „dyrektor szkoły”, ale dla całej branży nauczycielskiej, a przede wszystkim dla losu najmłodszych roczników młodych Polek i Polaków…
Ale nie czas na krakanie. Trwa „Kampus Polska przyszłości”, jest cała sieć ruchów obywatelskich: feministycznych, młodzieżowych, samorządowych…
Niech mi Czytelniczki i Czytelnicy wybaczą ten cytat, ale lepszego nie znalazłem na zakończenie tego felietonu:
„DUCHA NIE GAŚCIE ! ! !”
Włodzisław Kuzitowicz
Osiem lat w akademickim świecie. Od dumy do rozczarowania
O moich pierwszy krokach w pracy naukowej i o jej definitywnym końcu.
Zgodnie ze słowami, którymi kończyłem poprzedni odcinek moich wspomnień – „ O tym, że nie tylko dydaktyką i pracą naukową żyłem”, że „wkrótce przeczytacie opowieść o tym co robił starszy asystent Kuzitowicz w ramach jego pracy naukowej” – zapraszam do tej obiecanej opowieści:
Już podczas pierwszej rozmowy z panią doc. Lepalczyk dowiedziałem się, że będę zatrudniony jako starszy asystent, który jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Co to w praktyce może oznaczać wiedziałem w odniesieniu do dydaktyki. Wszak jako student byłem przez pięć lat „obserwatorem uczestniczącym” tej roli – w wykonaniu moich nauczycieli akademickich. Ale na czym będzie polegała moja praca naukowa – miałem mętne wyobrażenie…
Jej pierwszym, niejako oczywistym obowiązkiem, było uczestniczenie w seminariach pedagogiki społecznej, czyli cyklicznych spotkaniach pracowników Zakładu i zaproszonych gości – także z innych uczelni w Polsce – podczas których wygłaszano referaty i „doniesienia z badań”, a „młodzi pracownicy nauki” referowali fragmenty swoich przygotowywanych prac doktorskich.
Jednak bardzo szybko kierowniczka Zakładu zmobilizowała mnie do kolejnej formy owych naukowych obowiązków, jakim były publikacje naukowe. Na początek poleciła mi napisanie artykułu, który będzie streszczeniem mojej pracy magisterskiej. I tak powstała moja pierwsza publikacja, opatrzona – oczywiście – tytułem „Ośrodek szkolno-wychowawczy”, który wszedł do II części pracy zbiorowej pt. „Pedagogika opiekuńcza”, jaka pod redakcją Ireny Lepalczyk i Brygidy Butrymowicz była wydawana przez Instytut Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych w Łodzi. Część II ukazała się drukiem w 1976 roku.
Drugą publikacją, której z przyczyn formalno-prawnych byłem współautorem, a która weszła do IV części tej samej serii wydawniczej, był artykuł zatytułowany „Profilaktyka wykolejenia dzieci i młodzieży. Na przykładzie działalności Milicji Obywatelskiej w Miasteczku”. Od razu muszę poinformować, że nie był to przejaw mojej nagłej miłości do MO, lecz polecenie służbowe kierowniczki Zakładu, abym zrobił artykuł z pracy magisterskiej pani Kazimiery Kubickiej pt. „Działalność prewencyjna i postpenitencjarna Milicji Obywatelskiej w Ł.” Dodam, że owa pani była funkcjonariuszką tych organów i, podobnie jak ja, terenem zbierania materiału do pracy magisterskiej uczyniła miejsce swojej pracy. A owo „Miasteczko” Ł, to był Łask…
Ale pierwszą publikacją naukową, wydaną przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, w której znalazły się aż trzy moje artykuły, był wydany w 1981 roku tom „Praca opiekuńczo-wychowawcza. Wybór artykułów i opracowań”, także pod wspólną redakcja Ireny Lepalczyk i Brygidy Butrymowicz. Jako pierwszy znalazł się tam artykuł „Ośrodek Szkolno-Wychowawczy” (s. 330 – 370), którego zamieszczenie w tym tomie (po drobnych poprawkach redakcyjnych) było efektem decyzji pani doc. Lepalczyk.
Jednak pierwszym tekstem, będącym owocem mojego studiowania źródeł naukowych, był drugi z zamieszczonych w tym tomie artykułów: „Współpraca domu dziecka ze środowiskiem” (s. 371 – 401).
Zwracam uwagę, że publikacja ta ma datę 1981 rok, czyli już po tym, jak podjąłem decyzję, że nie będę kontynuował pracy nad moim doktoratem, a kiedy miałem już za sobą pracę nad jej pierwszym rozdziałem „Problem w literaturze”. Najkrócej rzecz wyjaśniając, było to lekkie przeformatowanie tamtego materiału, który gromadzony był pod kątem opisu środowiskowego tła, zakładanego hipotetycznie, współdziałania domu dziecka z rodzicami wychowanków. Dzięki temu moja praca nad tym rozdziałem nie poszła całkowicie na marne…
Ale dopiero trzeci z zamieszczonych w tomie artykułów był całkowicie moją inicjatywą i wynikał z moich prawdziwych zainteresowań: „Nauczyciel-wychowawca w placówce opiekuńczej. Próba konstrukcji modelu” (s. 472 – 492). Powstał on jako owoc mojej niezrealizowanej koncepcji, aby tematem doktoratu było poszukiwanie optymalnych elementów wzorca wychowawcy, czyli: wiedzy, cech osobowościowych i kompetencji (wtedy nazywanych umiejętnościami), jakie powinien posiadać dobry wychowawca placówek opiekuńczo-wychowawczych. Artykuł ten napisałem gdy po fiasku tematu o współpracy domu dziecka z rodzicami wychowanków, zaproponowałem kierowniczce mojego Zakładu nowy doktorat – właśnie na taki temat, i kiedy usłyszałem od niej krótkie i stanowcze: „To niech pan sobie poszuka promotora gdzie indziej!”
I właśnie chcąc jej udowodnić, ze jest to temat nie tylko ciekawy i ważny, ale temat, który mam przemyślany i zgłębiony, napisałem ów artykuł. Poniżej zamieszczam fotokopię strony, na której jest diagram, w syntetycznej formie obrazujący owoc moich rozważań:
x x x
Zanim zaprezentuję jeszcze dwie (i ostatnie) moje publikacje naukowe, muszę informację o nich poprzedzić opowieścią o dwu jeszcze innych przejawach mojej aktywności naukowej. Pierwszą z nich było uczestniczenie w konferencjach i seminariach naukowych, poświęconych problematyce pedagogiki opiekuńczej. Pamiętam takie, organizowane w Bydgoszczy, Gdańsku, Kielcach i Warszawie. Z Bydgoszczy pamiętam jedynie, że po raz pierwszy znalazłem się w towarzystwie ludzi zajmujących się naukowo tą samą problematyka jak ja, że poznałem tam profesora Edmunda Trempałę, rektora Wyższej Szkoły Pedagogicznej – organizatora tej konferencji, wtedy pełniącego już obowiązki przewodniczącego Zespołu Pedagogiki Opiekuńczej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN oraz liczne grono koleżanek i kolegów „po fachu”.
Ale dopiero z tego drugiego miasta – z Gdańska – mam do dziś pamiątkowe „materiały źródłowe”:
Uczestnicy konferencji na Uniwersytecie Gdańskim w dniach 8 – 10 listopada 1979 roku. Ja siedzę z prawej strony najlepiej widocznego stołu. (zaznaczony strzałką)
Ale ważniejszą pamiątką jest zachowane zaproszenie na tę konferencję.Oto strony z programem tej konferencji:
Od wtorku 24 sierpnia aż do dzisiaj (27 sierpnia) odbywały się „narady” dla dyrektorów szkół i placówek oświatowych z terenu podlegającego nadzorowi Łódzkiego Kuratora Oświaty. W minionych latach bywaliśmy tam, aby móc Wam „z pierwszej ręki” przekazać kto z kim „naradzał się” tam i jakie wypracowano wnioski. Oczywiście – nigdy nie udało się nam być świadkiem jakiejkolwiek formy naradzania się – zawsze były to odprawy kierownictwa z podległymi pracownikami. [W tej sprawie do Grzegorza Wierzchowskiego apelował o zmianę tego nazewnictwa redaktor OE – TUTAJ]
Myśleliśmy, że po personalnej zmianie na stanowisku „naczelnego nadzorcy” – nowy kurator urealni nazwę tych corocznych spotkań, ale – jak widać – tak się nie stało.
Z przyczyn zdrowotnych nie uczestniczyliśmy w tym roku w owych „naradach”, które dla placówek z Łodzi i powiatów: łęczyckiego, brzezińskiego, zgierskiego, pabianickiego i łódzkiego wschodniego odbywały się w czwartek i dzisiaj w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 6 przy ul. Dziewanny 24 w Łodzi. I właśnie miejsce zorganizowania tych spotkań jest tym co najbardziej różni te „narady”, od tamtych, które organizował odwołany przed rokiem kurator Wierzchowski. Ich stali bywalcy wiedzą, że odbywały się one w sali widowiskowej Politechniki Łódzkiej, na pierwszym piętrze budynku C 15 przy al. Politechniki 3a.
Kurator Wierzchowski miał widocznie dobrą „chemię” z ówczesnym rektorem Politechniki Łódzkiej – profesorem Sławomirem Wiakiem. Widocznie jego następcy – profesorowi Krzysztofowi Jóźwikowi – nie pali się do ułatwiania życia aktualnej władzy kuratoryjnej…
Wracając do tegorocznych spotkań kadry kierowniczej szkół i pozostałych placówek oświatowo-wychowawczych (ich harmonogram – TUTAJ) – jak już wspomnieliśmy – w tym roku odbyły się one dla placówek z Łodzi i okolicznych powiatów w czwartek i piątek.
Oto kilka podstawowych informacji o przebiegu owych spotkań w SOSz-W nr 6 w Łodzi:
Zarówno wczorajsze jak i dzisiejsze spotkania zaczęły się z opóźnieniem, co było spowodowane przedłużeniem się czasu trwania spotkań je poprzedzających. Prezentowane zdjęcia zostały zrobione na początku dzisiejszej „narady” dla szkół ponadpodstawowych i nadesłane przez „osobę zaprzyjaźnioną”..
Prezydium dzisiejszej narady dla dyrektorów łódzkich szkół ponadpodstawowych
Za stołem – od lewej: Dorota Derecka – dyrektorka Wydziału Kształcenia Ogólnego i Zawodowego (WKOiZ), Jarosław Owsiański – wizytator WKOiZ, Waldemar Flajszer – kurator, Paweł Patora – z-ca dyrektora Wydziału Wspierania, Opieki i Kształcenia Specjalnego (WWOiKS), Teresa Lasota – dyrektorka WWOiKS, Romana Cybulska – wizytatorka WWOiKS
Najkrótszą „recenzją” tego spotkania jest stwierdzenie: „Żadnych rewelacji nie było. Największą – przeorganizowanie struktury kuratorium.” Wszyscy nasi rozmówcy informowali, że wystąpienie pana kuratora było za długie (50 minut!), że mówił jak „dobry wujaszek” (inni jeszcze inaczej to określali, ale...), że w jego wystąpieniu słychać było brak doświadczenia w prowadzeniu takich spotkań, niepewność, brak przemyślanego toku wypowiedzi. Bo że nie było tam nic, czego nie można się było wcześniej dowiedzieć w Internecie, to już „stały element gry”, znany z lat poprzednich.
Także stałym elementem tych „narad” było wystąpienie „Sprawozdanie z nadzoru pedagogicznego”. Była także informacja o wynikach rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. Dyrektorzy szkół zgłosili wniosek, aby zmienić termin rekrutacji do tych szkół – tak, aby absolwenci szkół podstawowych znali jej wyniki możliwie najwcześniej i mieli spokojne wakacje. Kurator obiecał, że „wstawi się w tej sprawie u ministra”.
Środowa „narada” zorganizowana dla dyrektorów szkół podstawowych oraz szkół podstawowych specjalnych z Łodzi przebiegała bardzo podobnie – z drobnymi różnicami wynikającymi ze specyfiki tych szkół. Nasi „recenzenci” bardzo podobnie informowali o jej przebiegu – w tym o jakości wystąpienia kuratora Flajszera.
Generalnie – był to przedsmak tego co w nowym roku czeka szkoły, ich dyrektorki i dyrektorów, nauczycielki i nauczycieli, a przede wszystkim uczennice i uczniów: indoktrynacja w pisowskim duchu, centralizacja władzy, kolejna fala pandemii przy indolencji organów państwa odpowiedzialnych za zapobieganie jej oraz braki kadrowe wśród nauczycieli, ale także pracowników administracji (księgowe!).
Opracował, na podstawie „sondażu opinii”
Włodzisław Kuzitowicz
Na 5 dni przed pierwszym dniem prawdziwych zajęć lekcyjnych zamieszczamy, bez skrótów – z nadzieją, że będzie to tylko przypomnienie znanych prawd – najnowszy tekst Danuty Sterny, pierwotnie opublikowany na jej blogu „Moja Oś Świata”:
Czynniki, które motywują uczniów do zaangażowania się
Często mówimy o motywacji uczniów do nauki, ale wcześniej trzeba pomyśleć o motywacji do zaangażowania się. Bez zaangażowania nie ma uczenia się.
Można mieć silną motywację, aby się czegoś nauczyć (na przykład w obawie przed egzaminem), ale nie mieć motywacji do zaangażowania się w naukę. Wtedy można powiedzieć, że uczmy się na siłę i nie jest to efektywna i długotrwała nauka.
Jak wspierać, pielęgnować i podtrzymywać motywację niezbędną do zaangażowania się?
Istnieje wiele pomysłów. Przedstawię kilka z nich, które mogą stanowić dla nauczyciela punkt wyjścia do motywowania uczniów do angażowania się w doświadczenia edukacyjne. Przedstawiając je odniosę się do wyników badań profesora Johna Hattiego, a w szczególności do określonej przez niego wielkości efektu związanej z daną interwencją pedagogiczną. Warto przypomnieć, że profesor Hatti zaleca podjęcie tych działań, których wielkość efektu wynosi powyżej 0,4, gdyż one mają szansę przyspieszyć proces uczenia się. O badaniach Johna Hattiego można przeczytać TUTAJ. Przy każdym prezentowanym w ogromnym skrócie pomyśle, sformułuję pytanie, które warto sobie samemu zadać.
1.Nauczyciel stara się zainteresować uczniów tematem i pokazać im naukę w pozytywnym świetle – wielkość efektu 0,46. Uczniowie są skłonni do zwiększenia swojego wysiłku w pozyskiwanie, konsolidowanie i przechowywanie zdobytej wiedzy, gdy nauka jest dla nich interesująca i jeśli mają do niej pozytywne nastawienie.
Zadajmy sobie zatem pytanie, czy staramy się wykorzystać zainteresowania uczniów i pomagamy im spojrzeć na proces uczenia się w pozytywnym świetle?
A może uważamy, że nauczyciel realizuje program nauczania i nie jest zobowiązany do zainteresowania ucznia tematem, ani do pokazaniu mu sensu tego, czego się uczy?
2.Uczniów motywuje przekonanie, że ich wysiłek wniesiony w uczenie się jest opłacalny i przyniesie im natychmiastowe lub długoterminowe korzyści. Nauczyciel dbający o to, aby uczniowie wierzyli, że przy włożonym wysiłku uda im się osiągnąć sukces osiągają wielkość efektu – 0,71.
Czy dbamy o to, aby uczniowie mieli poczucie własnej skuteczności? A może jesteśmy wewnętrznie przekonani, że część uczniów na pewno nie da sobie rady?
3.Nauczyciel, który dba o to, aby uczniowie potrafili powiązać swoje wysiłki w uczeniu się z konkretnymi efektami, czyli potrafili dokonać rzetelnej samooceny powodują, że uczniowie są bardziej skłonni do wysiłku – wielkość efektu 0,68
Czy wskazujemy uczniom połączenie pomiędzy ich wysiłkiem, a osiągniętym przez nich efektem, czy dbamy o rzetelną samoocenę uczniowską?
A może ograniczamy ocenę pracy ucznia do stopnia z klasówki i uważamy, że wyniki uczniów zależą jedynie od ich zdolności?
4.Nauczyciel dążący do głębokiego zrozumienia przez uczniów materiału i do rozwijania ich kompetencji osiągają wielkość efektu – 0.57. Motywacja uczniów do nauki pojawia się, gdy chcą oni rozwinąć swoje kompetencje oraz dobrze zrozumieć temat.
Czy staramy się, aby nasi uczniowie dogłębnie poznali i zrozumieli temat, czy może presja realizacji programu powoduje, że godzimy się na powierzchowne zrozumienie przez uczniów tematu?
5.Jeśli nauczyciel organizuje proces edukacyjny wykorzystujący pracę uczniów w parach i małych grupach, to osiąga wielkość efektu – 0,4. Praca w zespołach wzmacnia odpowiedzialność uczniów za proces uczenia się i pozwala im uczyć się od siebie wzajemnie.
Czy często decydujemy się na to, aby uczniowie pracowali w grupach, czy może robimy to rzadko w obawie przed „stratą czasu”?
Dzisiaj (26 sierpnia 2021 r. ) na stronie łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej” zamieszczono tekst prof. Jarosława Płuciennika., zatytułowany „Przemysław Czarnek jako minister edukacji to szczyt buty PiS. Teraz ta granica została przekroczona”. Pierwotnym miejscem jego publikacji, ale pod tytułem „Dyktatura ciemniaków” była jego prywatna strona internetowa. Oto ten tekst – bez skrótów:
Za PRL o rządach komunistów mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Za rządów PiS i ministra Przemysława Czarnka mało tak powiedzieć.
Dowiedziałem się właśnie, że podręcznikami w Ministerstwie Edukacji i Nauki – podręcznikami także dla moich synów w wieku 11 i 17 lat – będzie zarządzał niejaki dr Artur Górecki. Nie wiem, gdzie i kiedy zrobił doktorat, bo jego dane są chyba tajne. Podobnie jak jego domyślne związki z Ordo Iuris. Nie znalazłem publicznego Curriculum Vitae. Znalazłem natomiast na Academia.com „aż” trzy teksty, wśród których moją uwagę przykuło coś, co tekstem naukowym nie jest, ale zostało z dumą umieszczone właśnie na tym akademickim z natury portalu.
„Edukacja klasyczna – poszukiwanie przerwanego szlaku” to felieton opublikowany w „Sed Contra. Periodyk Gimnazjum i Liceum im. Świętego Tomasza z Akwinu” [nr 6 (IX-XI 2017)]. Krytyka Oświecenia jest w tym pisemku jawna i bezpardonowa:
„Oświecenie (przynajmniej kontynentalne) przyniosło ideał oświaty jednolitej, państwowej, powszechnej, a także wychowania obywatelskiego, wykształcenia realnego i działalności na rzecz oświecania dorosłych. Etatystyczne państwo ‚rodzi’ etatystyczny model edukacji„.
Powszechna edukacja wyraźnie Góreckiego uwiera, nie daje mu spokoju. Co więcej, jak można wyczytać także z innych fragmentów, edukacja państwowa jest oczywistym złem, jedynie edukacja kościelna Kościoła Rzymskokatolickiego jest dobra (nie jest powiedziane wprost, że chodzi chyba o ten Kościół nie tylko z czasów przedsoborowych, ale chyba ten średniowieczny…).
Ale gdyby tego wszystkiego nie było dość, autor już na wstępie neguje wykształcenie oparte na humanizmie:
„Momentem, w którym rozpoczyna się proces stopniowego odchodzenia od założeń edukacji klasycznej jest początek nowożytności, kiedy to następuje oddzielenie teologii od poznania naturalnego i poznania świata (np. wtedy nawet w szkołach jezuickich zrezygnowano z wykładu kosmologii) oraz dokonuje się zawężenie rozumienia klasycznego wychowania do wymiaru bliższego temu, co dzisiaj rozumie się pod pojęciem humanistyki. Dokonuje się pęknięcie w harmonii wiary i rozumu. Na skutek przecenienia roli wewnętrznego doświadczenia człowieka w odkrywaniu prawd nadprzyrodzonych następuje podważenie roli rozumu. W konsekwencji, choć dużo później, doprowadzi to do fideizmu i naturalizmu”.
Zatem w tych kilku fragmentach widać nastawienie przeciwne nie tylko Oświeceniu, powszechnej edukacji, ale także przeciwne humanizmowi i humanistyce innej niż teologicznie zabarwionej edukacji średniowiecznych tzw. sztuk wyzwolonych, czyli trivium i quadrivium.
Jako rodzic mam spokojnie czekać, aż Artur Górecki zabierze się za edukację podręcznikową moich synów w państwowej szkole, której rację bytu otwarcie podważa?
Za tzw. niegdyś oświecenie publiczne wzięli się panowie od negacji oświecenia? Nawet Komisja Edukacji Narodowej jest wrogiem pana dra Góreckiego! Nie wspominam o chrześcijaństwie z litości…?
Niegdyś o rządach komunistów za PRL mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Tym razem jednak za rządów PiS i ministra Przemysława Czarnka mało tak powiedzieć… Groza.
Czarnek na stanowisku ministra edukacji i nauki był już szczytem bezczelnej buty tej władzy. Jednak w osobie Artura Góreckiego kolejna granica została przekroczona. Jeśli teraz nikt nie zaprotestuje, to… witaj średniowiecze… Jutrzenko swobody…
PS. Na marginesie zaproponuję Ministrowi Czarnkowi, żeby umieścił cytowany przeze mnie szlachetny periodyk, w którym publikował Artur Górecki, na liście czasopism punktowanych Ministerstwa. Przecież to jest tylko trochę gorsze czasopismo od tego biuletynu prawniczego z KUL, który został awansowany przez ministra Czarnka rozporządzeniem, bo on sam w nim publikował. Jeśli powiedziało się raz A, to trzeba powiedzieć B. Śmiało!
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl
Pierwotna wersja tekstu Jarosława Płuciennika pt. „Dyktatura ciemniaków” – na jego prywatnej stronie www
– TUTAJ
MAM MARZENIE
Mam marzenie, że pewnego dnia w tym kraju wszyscy mali ludzie zwani uczniami wstaną rano i z radością oraz uśmiechem na twarzy pójdą do szkoły. Bez konieczności wagarów, bez bólu brzucha i serca, bez niechęci i smutku, po prostu pójdą, aby zdobywać wiedzę o tym fascynującym świecie, i zachwycać się literaturą i przekazywanymi przez nią wartościami, czy matematyką, bez której nie mogłyby istnieć żadne współczesne wynalazki. Że będą pragnąć poznawać mechanizmy działania największego cudu, jakim jest ciało człowieka i eksplorować najdalsze zakamarki ludzkiego umysłu na biologii, wykonywać zadziwiające eksperymenty na chemii, rozumieć codzienne zjawiska dzięki fizyce, z bijącym szybciej sercem odgrywać i rozumieć bitwy i decydujące wydarzenia na historii, podróżować z otwartymi ustami po końcach świata na geografii. Że będą głodni wiedzy, a wieczorem zadowoleni i szczęśliwi położą się spać bez strachu przed kolejnym dniem, bo zamiast sprawdzianów, kartkówek i odpytywania będą czekać na nich nauczyciele-przyjaciele pragnący ich prawdziwego rozwoju i szczęścia, a ich sny pełne będą ekscytujących przygód zamiast koszmarów szkolnych.
Mam marzenie, że ze szkoły zniknie wszelki strach, lęk i niepotrzebny stres, bo nie po to jest dzieciństwo, ten najpiękniejszy okres w życiu, by się bać i lękać. Nie po to ci mali ludzie wędrują co rano do tych budynków, by odczuwać strach i stres. Nie, nie na tym polega przygotowanie do dorosłości. Polega ono na wspieraniu, motywowaniu i dodawaniu skrzydeł, aby w przyszłości uczeń dał sobie radę w życiu i leciał wysoko zamieniając marzenia w rzeczywistość. Że nie będzie powodem depresji i myśli samobójczych.
Mam marzenie, że szkoła będzie ucznia doceniać, zamiast oceniać. I że będzie doceniać każde jego najmniejsze staranie, każdy wysiłek, bo nikt nie wie z jakim bagażem problemów przychodzi on z domu. Nikt nie wie, czy właśnie nie rozważa odebrania sobie życia lub nie daje rady z przemocą w rodzinie.
Mam marzenie, by popołudnia były wolne: by uczeń miał czas na odpoczynek, na kino, na rower, na przyjaźń, na miłość. By miał czas na życie. By tak zwana ‘nauka’ nie niszczyła jego życia rodzinnego i towarzyskiego. By żaden rodzic nigdy już nie musiał usłyszeć, że jego dziecko nie może odwiedzić dziadka, bo ‘ma dużo nauki’. By nie okazało się, że gdy skończył studia i zaczął pracę na to życie nie ma już czasu albo jest za późno, a dziadka już nie ma.
Mam marzenie, że nauczyciele zamiast uwag wpisywać będą tylko pochwały i wysyłać pozytywne wiadomości na temat swoich uczniów rodzicom, chociaż raz na kilka miesięcy, wyliczając mocne strony, wskazując kierunek i drogę do dalszej pracy. Że będą dostrzegać w każdym uczniu dobro. Że będą widzieć w nim człowieka. Że będą pomagać mu odkryć pasję i talent, z którym się urodził, aby mógł po skończeniu szkoły uczynić z niego swój zawód.
Dziś w studiu Telewizji TOYA odbyła się rozmowa redaktora Marka Krzciuka z p.o. dyrektora Wydziału Edukacji UMŁ – Bereniką Bardzką, przewodniczącym Komisji Edukacji UMŁ – Sylwestrem Pawłowskim oraz dyrektorem Zespołu Szkół Rzemiosła – Marcinem Józefaciukiem. Tematem rozmowy był nowy rok szkolny w szkołach zawodowych.
Zapraszamy do obejrzenia pliku z tym programem – TUTAJ













