Screen z relacji filmowej[www.tvn24.pl]

 

Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki na korytarzu sejmowym, dziś rano zapytany o decyzję w sprawie kurator Barbary Nowak: „Niefortunnie się wypowiedziała, ale to nie jest powód do odwołania.

 

 

Nie będzie dymisji małopolskiej kurator Barbary Nowakstwierdził w poniedziałek wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.Pani kurator rzeczywiście tu niefortunnie się wypowiedziała, ale uważamy, że nie jest to powód do dymisji – dodał. Małopolska kurator oświaty w wywiadzie radiowym stwierdziła, że szczepionki to eksperyment medyczny. […]

 

 

 

Cały tekst „Nie będzie dymisji kurator Nowak za wypowiedź o szczepionkach” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 

Komentarz redakcji

 

Nawiązując do tytułu naszej informacji z 7 stycznia Czyja głowa poleci: Małopolskiej Kurator Oświaty, czy . . . Ministra Zdrowia?– jesteśmy ciekawi, czy informację o dymisji Adama Niedzielskiego ze stanowiska Ministra Zdrowia ogłosi także wszechwiedzący wicemarszałek Terlecki – „w przelocie” – na korytarzach Sejmu?



W minioną sobotę (8 stycznia 2022 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu kolejny tekst – co nie powinno być zaskoczeniem – inspirowany zmianą kalendarzy, opatrzony tytułem „Oświatowo-polityczne refleksje na Nowy Rok”. Oto jego fragmenty – pogrubienie czcionek i podkreślenia w tekście – redakcja OE. I – oczywiście – zapraszamy do lektury pełnej wersji – patrz zamieszczony link:

 

 

 

Przeglądając na swoim blogu wpisy z roku minionego stwierdziłem, że wyjątkowo dużo miejsca zajęła w nich polityka. To znak czasów, który wcale mnie nie cieszy, nawet jeśli pisałem głównie o polityce oświatowej.

 

Zakładając z górą siedem lat temu kwartalnik „Wokół szkoły”, a dwa lata później przenosząc się z publicystyką do internetu, chciałem przede wszystkim przybliżać odbiorcom codzienne problemy edukacji, tłumacząc dlaczego pewne sprawy w szkole czy przedszkolu dzieją się tak, jak się dzieją. W intencji, by nauczyciele i rodzice w placówkach oświatowych mogli się lepiej rozumieć, i żeby sprowadzać do racjonalnego poziomu co bardziej radykalne koncepcje zmian.

 

W drugiej kolejności moim zamiarem było wpływanie na rzeczywistość szkolną w sferze bliższej polityki. Za poprzednich rządów zwalczałem więc słowem i piórem pleniącą się testomanię, źle pomyślaną i fatalnie wdrożoną reformę posyłającą sześciolatki do szkół, czy jednakowy dla wszystkich dzieci podręcznik dla klas 1-3 szkoły podstawowej. Wspomnienie tego dzisiaj wywołuje refleksję, że jedynym ponadczasowym zjawiskiem w polskiej edukacji jest poczucie nieomylności każdego kolejnego rozdania polityków. Wprowadzających w życie swoje wizje, zazwyczaj wywracające zastany porządek rzeczy.

 

W tym miejscu uwaga do wszystkich, którzy stawiają znak (przybliżonej nawet tylko) równości pomiędzy obecną ekipą a poprzednimi. Zapewniam, że bardzo się mylą. Za poprzedników miałem poczucie, że moje opinie są słuchane. Na III Kongresie Polskiej Edukacji, zorganizowanym w 2015 roku przez MEN zapewniono mi wręcz możliwość publicznej debaty z szefem CKE, panem Smolikiem, w kwestii egzaminów zewnętrznych. Oczywiście przełożenie mojej ówczesnej aktywności na konkretne zmiany nie było wielkie, bo politycy rzadko słuchają krytyków, choćby życzliwych, ale to i tak było bardzo wiele wobec absolutnej impregnacji obecnych władz na sygnały docierające ze środowiska oświaty i nauki, także ze strony ludzi o autorytecie znacznie większym od mojego. W efekcie przeżywamy dzisiaj w systemie edukacji – bez żadnej amortyzacji zbiorową mądrością – fatalne skutki dwóch wielkich zawieruch dziejowych: reformy Zalewskiej i pandemii.

 

Obecna sytuacja w szkolnictwie bardzo odbiega od niedawnej normalności. Miejsce codziennych problemów sprzed kilku lat zajęły nowe, z którymi nie bardzo potrafimy sobie radzić. Ogromna frustracja nauczycieli, za którą idą coraz większe braki kadrowe, przemęczenie i zniechęcenie uczniów i szerzące się wśród nich problemy psychiczne, konflikty wokół zdalnego nauczania, noszenia maseczek, szczepień przeciw COVID-19. Niekończące się kwarantanny. Ogólnie fatalna atmosfera społeczna, która przekłada się także na coraz większe niezadowolenie z pracy szkół. A do tego ekipa ministerialna otwarcie już deklarująca, że szkolnictwo ma realizować politykę państwa. W wydaniu obecnej władzy oznacza to m.in. specyficzną wersję historii najnowszej, wziętą z kosmosu nową formułę egzaminu maturalnego, i najważniejszy dla ministra edukacji i nauki cel edukacji: „żeby dzieci się zbawiły”. […]

 

Czytaj dalej »



Nie będę udawał, że tematem tygodnie nie stała się dla mnie wypowiedź pani Małopolskiej Kurator Oświaty na temat szczepionek. Ale jednocześnie prawdą jest, że moje komentowanie tego kolejnego przejawu gł.. /światopoglądu owej pani byłoby dodawaniem tej postaci znaczenia – a tego bym nie chciał. Z resztą – niech się z tym fantem barują ci, którzy ją na to stanowisko posadzili.

 

Ja tymczasem podzielę się z Wami moimi myślami na bardziej ogólny temat: Czy w obliczu nadchodzącej piątej fali pandemii, tym razem „w wykonaniu” kolejnego wcielenia kowida – mutacji nazwanej Omicron, która według informacji ekspertów jast 70 razy bardziej zakaźna od Delty – wszystkie szkoły powinny przejść na naukę zdalną, czy też uczniowie, mimo wybuchającej w kolejnych placówkach ognisk zakażeń – generalnie powinni uczyć się w szkołach.

 

Jak wiemy – w przestrzeni publicznej ścierają się dwie wizje tego, jak należy postąpić w najbliższym czasie, kiedy – nieuchronnie – także do naszego kraju dotrze fala masowych zakażeń Omicronem.

 

Jedna wizja – rządowa – głosi, że nie będą wdrażane nowe obostrzenia, bo przyniosłoby to zbyt wielkie szkody gospodarce, a w przypadku szkół – zamknięcie ich i powszechna nauka zdalna nie jest przewidywana, gdyż dotychczasowe doświadczenia jej skutków są bardzo negatywne.

 

Druga wizja – licznych ekspertów w dziedzinie chorób zakaźnych – przewiduje dziesiątki tysięcy ciężko chorych – w tym, jak w żadnej z dotychczasowych fal epidemii – także ludzi młodych, także dzieci. To oni głoszą tezę, że szkoły są ogniskami transmisji zarazków – zwłaszcza w sytuacji niskiego wskaźnika zaszczepionych uczniów. I dlatego postulują, aby uczniowie nie wracali od poniedziałku do szkół, aby dzieci i młodzież na kolejne kilka tygodni pozostali w domach.

 

I tak mamy klasyczny dylemat w stylu Hamleta: Zamknąć albo nie zamknąć szkoły – oto jest pytanie.

 

Tak sobie myślę, że jest to klasyczna sytuacja, w której cokolwiek zostanie zdecydowane – będzie przez wielu krytykowane: jedni będą się oburzali, że minister szkół nie zamknął, inni zaś będą protestowali w przypadku, gdyby zdecydował o powszechnej nauce zdalnej.

 

Na potrzeby tego felietonu wyobraziłem sobie, że to ja jestem ministrem edukacji. Jakie ja podjąłbym decyzje?

 

Na początek bardzo dogłębnie zapoznałbym się z analizami specjalistów w zakresie chorób zakaźnych i z prognozami fachowców od budowania matematycznych modeli wzrostu liczby osób zakażonych. Zapoznawszy się z nimi udałbym się na rozmowę do ministra zdrowia i po uzgodnieniu wspólnego w tej sprawie stanowiska odbyłbym, wraz z nim, rozmowę z premierem, aby przekonać go do naszej wspólnej propozycji. A byłaby ona – tak jak ja dziś to widzę na podstawie dostępnych informacji – następująca:

 

Po pierwsze – należy wydać ustawę, zobowiązującą nauczycieli i wszystkie osoby pracujące na terenie szkoły do zaszczepienia się. Osoby które nie dopełnią tego obowiązku nie powinny być wpuszczane na teren szkoły i przez okres 30 dni powinny pozostawać w sytuacji analogicznej do zwolnienia lekarskiego – pobierać 80% uposażenia. Jeżeli nadal się nie zaszczepią – powinni zostać zwolnieni z pracy – z powodu ciężkiego naruszenia obowiązków służbowych.

 

Po drugie – nie zamykałbym szkół w grudniu, tuż przed świętami, natomiast zmieniłbym terminy ferii zimowych, zarządzając – podobnie jak w roku ubiegłym – jeden wspólny termin dla szkół we wszystkich województwach: od 31 stycznia do 13 lutego.

 

Na podstawie aktualnych informacji o stanie zachorowań w pierwszym tygodniu lutego i prognozy ekspertów na najbliższe tygodnie – jeśli przewidywałaby ona dalszy wzrost fali zachorowań, podjąłbym decyzję o nauce zdalnej na terenie całego kraju – do odwołania, wtedy kiedy epidemia przygaśnie.

 

I nie przejmowałbym się lamentem nad losem biednych dzieci zamkniętych w domach, bo miałbym pewność, że to i tak mniejsza strata, niż dziesiątki tysięcy dzieci w szpitalach, tysiące pod respiratorami, tysiące w trumnach… A u bardzo wielu dzieci które już przechorowały Omicrona – tzw. PIMS (skrót ang. paediatric inflammatory multisystem syndrome temporally associated with SARS-CoV-2) – czyli trwający bardzo długo, wieloukładowy, ostry zespół zapalny różnych narządów organizmu.

 

I nie wydałbym wytycznych w sprawie studniówek, ale wydał zakaz ich organizowania.

 

I to na razie wszystko, co dzisiaj mogę sobie, odpowiedzialnie, wyobrazić o sytuacji typu „co by było gdyby było”….

 

A jak jest i jak będzie pod rządami pana Czarnka – wszyscy wiemy. I jeszcze się dowiemy.

 

 

Włodzisław Kuitowicz



Zgodnie ze złożoną w zakończeniu I części VI rozdziału moich wspomnień Między starymi a nowymi czasy – w WPW-Z” deklaracją, że w nieodległej przyszłości opublikuję następne trzy podrozdziały, przedstawiam rozwinięcie zaprezentowanych tam podtytułów. Jednocześnie przepraszam, że ten „niedługi czas” tak się przdłużył – ale stało się to z przyczyn ode mnie niezależnych. Oto obiecana II część rozdziału VI:

 

Foto: www.polskaniezwykla.pl

 

Budynek, który był siedzibą Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej w Łodzi – widok od strony ul. Zielonej.

 

 

4.Zmiany w państwie – rząd Tadeusza Mazowieckiego i nowy kurator

 

Na początek przypomnę, że na stanowisko dyrektora WPW-Z powołała mnie z dniem 1 września 1988 roku, krótko po tym gdy sama została Kuratorem Oświaty i Wychowania w Łodzi, dotychczasowa instruktorka Wydziału Nauki, Oświaty i Kultury Komitetu Łódzkiego PZPR – Iwona Bartosik. Pamiętacie jak wspominałem, jakim to było wtedy dla mnie zaskoczeniem – wszak jeszcze przed pięcioma laty nie godziła się na to, abym w tej samej poradni pracował jako zwykły pedagog.

 

Po kilku miesiącach, pewna znajoma osoba, bardzo dobrze zorientowana w sytuacji kadrowej ówczesnych łódzkich vipów, powiedziała mi, że Bartosikowa decyzję o moim awansie podjęła w jednym celu: aby „pokazać światu”, jaka to ona jest otwarta na wszelkie zmiany i niepamiętliwa… Bo ona już wtedy wiedziała, że wszystko zmierza ku „sztandar wyprowadzić” i miała nadzieję, że to pomoże jej przetrwać nadchodzące zmiany. Bo że idą nieuchronne zmiany, to dowiedziała się od swojego męża – doktora habilitowanego, pracującego na Politechnice Łódzkiej, który w tym czasie nie tylko był pierwszym sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR na PŁ, ale także członkiem Komitetu Centralnego PZPR i z tego tytułu orientował się w jakim kierunku zmierzać będzie kierownictwo tej partii.

 

Jak wiadomo – w sprawie tych zmian mąż pani kurator miał rację.

 

Jak dziś wiemy – w okresie od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku w Pałacu (wtedy nazywanym) Namiestnikowskim toczyły się prace tzw, „Okrągłego Stołu”. Jego efektem było porozumienie w sprawie przeprowadzenia w czerwcu wolnych wyborów do odtworzonego Senatu i „częściowo wolnych” do Sejmu – według uzgodnionej procedury: 35% miejsc miało być przedmiotem autentycznej rywalizacji wyborczej, pozostałe 65% zastrzeżono dla kandydatów obozu władzy.

 

To otworzyło drogę do bezkrwawej zmiany nie tylko władzy, ale i ustroju w Polsce. W niedzielę 4 czerwca (uzupełniające 18 czerwca) odbyły się wybory, w wyniku których całe 35% miejsc w Sejmie zajęli kandydaci opozycji, prawie cały Senat (99 na 100 mandatów) – także. Po tym, jak namówiono posłów Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego do porzucenia dotychczasowego sojuszu z PZPR – w dniu 24 sierpnia Sejm wybrał premierem pierwszego niekomunistycznego rządu w powojennej Polsce Tadeusza Mazowieckiego.

 

Właśnie tego dnia odbywało się w Poradni powakacyjne posiedzenie Rady Pedagogicznej. Na zawsze utkwiły mi w pamięci tamte chwile. Wiedzieliśmy o posiedzeniu Sejmu, przerwaliśmy nasze obrady i po włączeniu telewizora śledziliśmy to historyczne wydarzenie – z owym tragicznym epizodem zasłabnięcia nowego premiera podczas wygłaszania expose.

 

12 września 1989 r. Sejm RP zatwierdził skład nowego rządu – ministrem Edukacji Narodowej został Henryk Samsonowicz, a podsekretarzem stanu została Anna Radziwiłł. Pełniła tą funkcję w dwu następnych rządach solidarnościowych – aż do 1992 roku.

 

Napisałem o tych faktach z co prawda niezbyt odległej, ale przez wielu już zapomnianej, przeszłości, gdyż nie pozostały one bez (pozytywnego) wpływu na moje funkcjonowanie w roli dyrektora WPW-Z.

 

 

x           x          x

 

 

Tak się złożyło, że w czasie gdy w państwie trwało polityczne trzęsienie ziemi, ja zacząłem (w październiku 1989 r.) kolejne, trzysemestralne studia podyplomowe – tym razem w zakresie „Organizacji i Zarządzania oświatą dla kadry kierowniczej oświaty”, prowadzone przez Centrum Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie, ale którego zajęcia odbywały się w Centrum Szkoleniowym w Sulejówku.

 

Foto: www.ore.edu.pl

 

                                            Centrum Szkoleniowe CDN w Sulejówku. Zdjęcie współczesne

 

 

Nawiasem mówiąc, w tamtym czasie do swoistego symbolu urosła okoliczność, że idąc od stacji kolejowej do Centrum Sulejówka, przechodziło się koło dworku „Milusin” (w latach dwudziestych mieszkał tam Józef Piłsudski), w którym co prawda funkcjonowało jeszcze – umieszczone tam w latach pięćdziesiątych – miejskie przedszkole, ale wszyscy wiedzieli, że jest to miejsce symboliczne.

 

Wspominam o tym, gdyż owe półtora roku, kiedy tam co kilka tygodni przyjeżdżałem, stało się – nie tylko dla mnie – obok czasu na zdobywanie wiedzy o organizowaniu i zarządzaniu placówkami oświaty, także miejscem „pobudzenia historyczno-patriotycznego”. Wieczorami, po zajęciach, gromko śpiewaliśmy przedwojenne pieśni wojskowe – w tym „My Pierwsza Brygada”. Jednak to co było tam niepowtarzalne i najcenniejsze to to, że było to miejsce źródłem najbardziej aktualnych informacji o zmianach intensywnie trwających w ministerstwie edukacji oraz o pracach legislacyjnych, prowadzonych w sejmowej Komisji Edukacji. Było to zasługą kierownictwa tego Centrum, które zadbało, aby przyjeżdżali do nas na wykłady i spotkania nie tylko standardowi wykładowcy z CDN, ale także nowi pracownicy ministerstwa i posłowie z komisji edukacji. To tam, jeszcze na etapie projektu, poznałem treść przygotowywanej nowej Ustawy o systemie oświaty i mogłem dzięki tej wiedzy nie tylko planować moją działalność, ale także dzielić się nią z innymi – w tym z liderami samorządów uczniowskich, podczas wyjazdowych szkoleń.

 

Studia te ukończyłem w lutym 1991 – pochwalę się – z wynikiem bardzo dobrym z wyróżnieniem.

 

 

x           x           x

 

Od utworzenia rządu premiera Mazowieckiego musiało minąć kilka miesięcy, aby fala zmian dotarła do Łodzi – w tym do łódzkiego kuratorium. Dopiero – jak pamiętam – w czerwcu 1990 roku rozstrzygnięto pierwszy (historyczny) konkurs na kuratora oświaty i wychowania. Było wielu kandydatów, wszyscy „z nowych zasobów kadrowych”. Ale ostatecznie nowym kuratorem został… niespełna 31-letni magister psychologii – Wojciech Walczak.

 

Foto: www. lodz.naszemiasto.pl

 

Wojciech Walczak – zdjęcie z 2006 roku.

 

 

Kolejnym krokiem były – oczywiste – zmiany kadrowe na niższych stanowiskach. Z czterech dotychczasowych wicekuratorów pozostał tylko jeden – ten, który odpowiadał za sprawy finansowe. Tym wicekuratorem (przed objęciem tego stanowiska był on przez wiele lat inspektorem oświaty na Widzewie), który pozwolił młodemu, nie mającemu doświadczenia w zarządzaniu finansami żadną placówką oświatową kuratorowi przetrwać bez katastrofy, był Edmund Wawrzyński. Pozostali – w tym mój bezpośredni zwierzchnik, czyli Roch Kopacki oraz zarządzający kształceniem zawodowym Henryk Sobierajski, a także wicekurator ds. obronnych (nie pamiętam jak się nazywał) zostali zwolnieni.

 

Mijały kolejne dni, atmosfera w szkołach i placówkach oświatowych była podminowana – wielu ich dyrektorek i dyrektorów wyczekiwało na decyzję co do swojego dalszego losu: zwolni, czy nie zwolni…

 

Jak pamiętam – jeszcze w lipcu podjąłem decyzję, że nie ma co wyczekiwać – trzeba sytuacji wyjść naprzeciw. Nie będę czekał aż o tym że będę odwołany dowiem się, jak ten przysłowiowy zdradzany mąż, ostatni – od moich pracowników… Umówiłem więc wizytę u nowego kuratora i w wyznaczonym terminie zapukałem do drzwi sekretariatu, przez który jeszcze tak niedawno wchodziło się do pani kurator Bartosik.

 

I aby dalszy przebieg opisanego wydarzenia był zrozumiały, muszę w mej opowieści cofnąć się o 9 lat. Pamiętacie jak w eseju O tym, że nie tylko dydaktyką i pracą naukową żyłem opowiadając o końcowej fazie mojej przynależności do PZPR, wspominałem o strajku studentów z przełomu stycznia i lutego 1981 roku?:

 

Pracami Komitetu Strajkowego kierowały dwie osoby: Marek Perliński – student psychologii i filozofii i Wojciech Walczak – także z psychologii. Ten pierwszy w Stanie Wojennym wyemigrował do Szwecji, zaś Walczak, po tym, jak w noc 13/14 grudnia, razem z kierownictwem łódzkiej „Solidarności”został internowany, i w dalszej konsekwencji tego – skreślony z listy studentów, ale niedługo potem  wrócił na studia i skończył je w 1984 roku, a po 1989… odegrał pewną, ważna rolę, nie tylko w mojej biografii zawodowej. Ale o tym opowiem w jednej z następnych części moich wspomnień.”

 

I jeszcze jeden fragment tamtego eseju – o moich relacjach ze strajkującymi studentami:

 

W ogóle byłem na co dzień blisko strajkujących, bywałem częstym gościem Komitetu Strajkowego, kierującego protestem w siedzibie IPiP. Na jego czele stał student pedagogiki – Paweł Januszkiewicz, który bywał na odprawach w strajkowej „centrali”, która działała w siedzibie Wydziału Filologicznego przy Kościuszki. Pewnego dnia, gdy stamtąd wrócił, przyszedł do mnie – w stanie lekkiego wzburzenia – i powiedział: „Panie magistrze, Walczak (jeden z liderów łódzkiego strajku) powiedział mi przy ludziach, że na pedagogice to strajkiem rządzi sekretarz partii. Czy to prawda?” Na co ja do niego: „Ty mnie nie pytaj, zapytaj siebie, czy czujesz się przeze mnie rządzony”. Chwilę pomyślał i powiedział: „No nie. Ale dlaczego pan z nami siedzi?” Na co ja: „Bo popieram wasze żądania.” I już bez obaw i zahamowań z jego strony towarzyszyłem im aż do końca.

 

I oto teraz ja, co prawda były, ale jednak – pierwszy sekretarz POP w Instytucie Pedagogiki i Psychologii na UŁ, aktualnie dyrektor wojewódzkiej poradni, powołany na to stanowisko przez poprzednią „komunistyczną” kuratorkę, składa wizytę nowemu, z nadania solidarnościowej władzy, kuratorowi wizytę.

 

Powitanie było – takie odniosłem wrażenie – szczerze serdeczne. Nie było co prawda „kawa czy herbata”, ale było poproszenie abym zajął miejsce nie – jak petent – po drugiej stronie kuratorskiego biurka, a jak gość – przy stoliku obok. Na pytanie „Co pana do mnie sprowadza?” wyłożyłem, bez owijania w bawełnę istotę sprawy: „Panie kuratorze. Jestem przekonany że pan wie iż znamy się z dawnych czasów. Ja jestem człowiekiem-realistą; zrozumiem jeśli ma pan zamiar powołać na funkcję dyrektora WPW-Z „nowego” człowieka. I przyszedłem tu po to, aby powiedział mi pan to teraz, abym nie dowiadywał się o tym od pracowników poradni”.

 

Reakcja kuratora Walczaka była – powiedziałbym – spontaniczna (przytaczam to tak jak zapamiętałem, ale zawsze można to skonfrontować z pamięcią Wojciecha Walczaka):

 

Panie dyrektorze! Z posiadanych przeze mnie informacji wiem, że bardzo dobrze kieruje pan działalnością poradni. Nie miałem i nie mam zamiaru odwołania pana z tej funkcji. Proszę dalej, bez obaw pracować.

 

Dodam jeszcze, że Wojciech Walczak, po tym jak umożliwiono mu powrót na studia, które ukończył z tytułem magistra psychologii w 1984 roku, przez cztery lata – do 1988 – był zatrudniony w Rejonowej Poradni Wychowawczo-Zawodowej nr 2 przy ulicy Hipotecznej na Bałutach. Dyrektorką tej poradni była Wiesława Polak – ta sama, która przed laty była dyrektorką domu dziecka im. J. Korczaka i w tej roli była ze swoimi wychowankami na moim obozie harcerskim w 1971 roku w Jasieniu. I to ona najprawdopodobniej była jego źródłem informacji o mojej pracy w roli dyrektora WPW-Z.

 

I od tej pory, już z poczuciem stabilizacji mojego zatrudnienia, mogłem zająć się realizacją moich planów, a nawet podejmować zupełnie nowe zadania.

 

A było to nie tylko opisane już wspieranie samorządności uczniowskiej, ale także inne działania, które dopiero teraz miały dobry klimat do ich podejmowania. Najbardziej spektakularną inicjatywą, której idea mogła zostać zrealizowana tylko w klimacie jaki stworzyła zmiana systemu politycznego, a w jej konsekwencji także sposobu postrzegania spraw społecznych, w tym wychowania, opieki i wspierania rozwoju, było utworzenie – zanim jeszcze zaistniały po temu nowe podstawy prawne – Poradni dla Młodzieży.

 

Czytaj dalej »



Screen z relacji filmowej [www./tvn24.pl]

 

Minister zdrowia Adam Niedzielski podczas dzisiejszej (7 grudnia 2022 r.) konferencji prasowej

 

 

Podczas konferencji prasowej ministra zdrowia padło także pytanie o wypowiedź małopolskiej kurator oświaty, która sprzeciwia się wprowadzeniu obowiązku szczepienia nauczycieli. W rozmowie z Radiem Zet Barbara Nowak — mówiąc o szczepieniach — stwierdziła, że „nie są do końca znane konsekwencje tego eksperymentu”.

 

O takich wybrykach słyszymy systematycznie, że znajduje się osoba „oświecona”, która uważa, że potrafi przeciwstawić się swoim nikłym autorytetem całemu światu nauki. Niestety są to oczywiście kolejne wpadki i niefortunne wypowiedzi. Rzeczywistość jest taka, że to nie jest żaden eksperyment. W tej chwili nie opieramy się wyłącznie na deklaracjach producentów. Opieramy się na rzeczywistych obserwacjach — zaznaczył minister Niedzielski.

 

Potępiam takie oznaki braku rozumu i apeluję, żeby mieć pewnego rodzaju wstrzemięźliwość. Jeżeli ktoś chce się popisać, zaistnieć medialnie, to powinien zdawać sobie sprawę, że bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Każda osoba, która ze względu na taką wypowiedź zrezygnuje ze szczepienia, to osoba, której życie i zdrowie obciąża odpowiedzialność tych tak zwanych autorytetów — powiedział.

 

-Takie osoby nie powinny ponosić odpowiedzialności za edukacje – dodał szef resortu zdrowia. […]

 

 

Cały tekst „Minister zdrowia skrytykował wypowiedź małopolskiej kurator oświaty. ‚Potępiam takie oznaki braku rozumu'” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wiadomosci.onet.pl

 



Dziś rano na antenie „Radia Z” można było wysłuchać wywiad, jaki z Małopolską Kurator Oświaty Barbarą Nowak przeprowadziła redaktorka Barbara Lubecka. Poniżej zamieszczamy zapis fragmentu, dotyczącego stanowiska pani kurator w sprawie szczepienia nauczycieli przeciw COVID-19. Zaznaczenia fragmentów pogrubioną czcionka i podkreśleniami – redakcja OE:


Kurator Nowak nazwała szczepionki na COVID-19 „eksperymentem”. „Jestem przeciwna”

 

[…] – Absolutnie nie zgadzam się z pomysłem, by kogokolwiek do czegokolwiek przymuszać mówi Gość Radia ZET Barbara Nowak, pytana w internetowej części programu o obowiązkowe szczepienia dla nauczycieli. Małopolska kurator oświaty dodaje, że „zwłaszcza, jeśli mówimy o szczepionkach, których konsekwencje – konsekwencje tego eksperymentu – nie są do końca stwierdzone„. – Uważam, że człowiek dorosły i wolny musi sam odpowiedzialnie wybierać i nie wolno go do tego zmuszać – podkreśla w rozmowie z Beatą Lubecką. […]

 

Barbara Nowak popiera powrót dzieci do nauki stacjonarnej, nawet na 5 dni. – Za dużo tego zdalnego było. Każda chwila jest teraz po to, by ją odzyskać. Nawet, jeśli miałoby to być 5 dni na to, by dzieci spotkały się w szkole, zobaczyły nauczyciela, to jest to wielki zysk – komentuje kurator. […]

 

Nie uważam, że szkoła jest pasem transmisyjnym (wirusa – red.) i nie ma na to do tej pory żadnego dowodu. Wręcz raporty, które przeglądałam przez ostatnie 2 lata wskazywały, że nie ma żadnych podstaw do tego, by mówić o szkołach jako o pasie transmisyjnym zachorowań na COVID-19 – ocenia Gość Radia ZET. […]

 

 

 

Cała rozmowa Beaty Lubeckiej z małopolską kurator oświaty Barbarą Nowak jest dostępna na stronie radiozet.pl. – TUTAJ

 

 

Źródło: www.wiadomosci.radiozet.pl

 

 



Wczoraj wieczorem Robert Sowiński zaprosił na swojego „lajwa”, który tak zapowiadał:

 

Początek roku i to jak na nas wszystkich nieszczęsny „ład” wpłynął dał mi kopa w tyłek i pojawiła się nie tylko potrzeba spotkania z tymi, którzy albo nie chcą czekać aż zatoniemy albo z tymi, którzy nie wiedzą jak się odnaleźć. Dzisiaj powiem o swoich decyzjach oraz podzielę sie tym jak chcę zmienić formułę moich spotkań na żywo aby dać Wam nowe pomysły na Wasze aktywności.

 

 

 

Wszyscy, którzy z jakiegoś powodu nie mogli wczoraj po godz. 20-ej obejrzeć wysłuchać tego „terapeutycznego” wystąpienia współtwórcy (wraz z żoną Wiesławą) Fundacji Plandaltoński.pl oferujemy tę możliwość także na naszej stronie – TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/sowinski.robert



Powoli staje się tradycją, że na naszej stronie zachęcamy kolejnego dnia po środowym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu” wszystkich, którzy wówczas nie mogli tych rozmów oglądać i wysłuchać, aby o dowolnej porze zapoznali się z prezentowanymi tam treściami.

 

Dzisiaj proponujemy prawie dwugodzinne spotkanie, którego myślą przewodnią było współczesne odczytanie myśli pedagogicznej Janusza Korczaka. Jest to tym cenniejsze, że na co dzień nie uświadamiamy sobie jak wiele z tego co przed stu laty głosił ten lekarz z wykształcenia, który tak naprawdę urodził się (nie wiadomo czy w 1879 czy 1879 roku) jako Henryk – syn adwokata Józefa Goldszmita i Cecylii z domu Gębickiej, a który swe powołanie odnalazł w organizowaniu i prowadzeniu sierocińca, jest dziś częścią współczesnych treści, propagowanych przez reformatorów – nie tylko polskiego – systemu szkolnego, a szarzej – współczesnej edukacji.

 

Wczoraj o tym rozmawiali z profesorem Leppertem profesor Barbara Smolińska-Theiss i doktor Marek Michalak. Posłuchajcie tej wartościowej wymiany myśli sami:

 

 

 

O Januszu Korczaku dzisiaj z Profesor Barbarą Smolińską-Theiss i Doktorem Markiem Michalakiem” – plik na Yoy Tube – TUTAJ

 



Wszystkim, którym bliskie są idee Janusza Korczaka polecamy dzisiejsze wydarzenie w „Akademickim Zaciszu”.

 

 

Bo dzisiaj (5 grudnia) o 20.00 jego gospodarz – prof. Roman Leppert gościć tam będzie profesor Barbarą Smolińską-Theiss – autorkę książki „Korczakowskie narracje pedagogiczne”, członkinię Zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka oraz doktora Marka Michalaka – byłego Rzecznika Praw Dziecka (w latach 2008–2018), przewodniczącego Międzynarodowego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka.

 

 

 

Tematem spotkania – współczesne odczytanie myśli pedagogicznej Janusza Korczaka.

 

Spotkanie będzie transmitowane na stronie Akademickiego Zacisza oraz na kanale YouTube:

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/

 



Z kilku dostępnych w Internecie relacji o „owocach” wczorajszych obrad połączonych komisji sejmowych: Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Obrony nad projektem nowelizacji prawa oświatowego, zwanego „Lex Czarnek” wybraliśmy materiał zamieszczony na portalu na:Temat. Oto jego fragmenty, zawierające najważniejsze informacje:

 

 

Batalia o „Lex Czarnek” w Sejmie. Komisja przyjęła poprawki zgłoszone przez PiS

 

Na posiedzeniu sejmowych komisji przyjęto kilka poprawek do tzw. Lex Czarnek, zgłoszonych przez posłów Prawa i Sprawiedliwości. Zmiany zgłoszone przez opozycję zostały odrzucone. Kontrowersyjna ustawa dotyczy nowelizacji prawa oświatowego zmierzającego m.in. do zwiększania roli kuratorów oświaty.

 

[…] podczas wtorkowego posiedzenia połączonych sejmowych Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Obrony Narodowej ws. Lex Czarnek poseł Tomasz Zieliński z Prawa i Sprawiedliwości złożył poprawkę w tej sprawie, której zapisy wycofują zmiany w składzie komisji konkursowych na stanowisko dyrektora szkoły.

 

Foto: www.kurierlubelski.pl

 

Tomasz Zieliński – były nauczyciel historii w Zespole Szkół nr 4 w Tomaszowie Lubelskim, poseł klubu PiS – w latach 2006 – 2008 oraz od 2017 r. do 3 lipca 2018 r. kiedy został posłem – dyrektor zamojskiej delegatury Lubelskiego Kuratorium Oświaty.

 

O tym, że rząd zrobi w tej sprawie krok w tył, wiadomo już od jakiegoś czasu. Na początku grudnia zeszłego roku ogłosił to szef resortu edukacji Przemysław Czarnek. W związku z tym w (procesie) wyborze dyrektora szkoły niezmiennie będzie brało udział:

-trzech przedstawicieli kuratorium,

-trzech przedstawicieli organu prowadzącego,

-po jednym przedstawicielu organizacji związkowej działającej w szkole

-oraz po dwóch przedstawicieli rady rodziców i rady pedagogicznej.

 

Połączone komisje edukacji i obrony narodowej przyjęły też inną poprawkę zgłoszoną przez posła Zielińskiego, który wniósł również o wyłączenie organizacji harcerskich ze zwiększonego nadzoru nad zajęciami w szkole prowadzone przez stowarzyszenia i inne organizacje.

 

Chodzi m.in. o to, że nowelizacja dąży do tego, aby dyrektor mógł przed rozpoczęciem wspomnianych zajęć zasięgnąć o nich szczegółowej informacji, a następnie będzie musiał uzyskać pozytywną opinię kuratora oświaty dla działań takiej organizacji w szkole lub w placówce. Udział ucznia wymagałby pisemnej zgody rodziców.

 

Za wyłączeniem organizacji harcerskich z tych regulacji głosowało 71 posłów, 2 było przeciw, 1 poseł wstrzymał się od głosu. Co jeszcze znajduje się w nowelizacji? Zaproponowano zapisy modyfikujące dotychczasowe regulacje działalności oddziałów przygotowania wojskowego, nazywanych wcześniej klasami mundurowymi, i rekrutacji do szkół prowadzonych przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

 

Warto dodać, że propozycje poprawek innych ugrupowań parlamentarnych nie zostały przyjęte. Mowa m.in. o tej zgłoszonej przez byłą minister edukacji Krystynę Szumilas i posłankę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk z Lewicy, która wykreślała zapisy dotyczące odwołania dyrektora szkoły w przypadku niezrealizowania przez niego w określonym terminie zaleceń nadzoru pedagogicznego.

 

 

 

Źródło: www.natemat.pl