
Siadając do pisania tego felietonu miałem świadomość, że to ostatni niedzielny felieton w okresie, gdy trwa jeszcze urzędowy czas zajęć lekcyjnych roku szkolnego 2021/2022. Za tydzień będzie to już pierwsza niedziela wakacji.
W pierwszym odruchu pomyślałem: „To klasyczna okazja do dokonania bilansu wydarzeń tego roku…” Ale po chwili pojawiła się myśl druga: „To banalne podejście. Zapewne pojawi się jeszcze wiele takich tekstów, napisanych z tej okazji przez lepszych od ciebie analityków i komentatorów polskiej edukacji.” I z autopokorą zgodziłem się z tym poglądem. Ale dalej rozmyślałem czym w tym felietonie powinienem spuentować ten kończący się rok szkolny.
I wtedy przypomniałem sobie o materiale, jaki zamieściłem 15 czerwca na „Obserwatorium Edukacji”, zatytułowanym „Za tę, i wszystkie podobne decyzje polskich nauczycieli, odpowiada ten rząd”, którego treścią była informacja, jaką na swoim fejsbukowym profilu zamieścił Dariusz Martynowicz – nauczyciel języka polskiego w Małopolskiej Szkoły Gościnności w Myślenicach, zdobywca tytułu „Nauczyciel Roku 2021”.
Przywołam tu najważniejsze jej fragmenty:
„Dzisiaj pożegnałem się z rodzicami, a przede mną ostatnie dni pracy. […] Z tej szkoły wraz ze mną odchodzi kilku naprawdę sensownych i świetnych nauczycieli. Kolejnych kilku wybiera się na urlopy dla poratowania zdrowia i urlopy bezpłatne. Nie wszyscy wrócą. […]
Odchodzę ze szkoły publicznej po 15 latach pracy.
Nie odchodzę z nauczycielstwa, ponieważ to moja pasja i nie potrafię zostawić zawodu, który kocham. […]
Jeśli obecne trendy się utrzymają, nie będzie realnego dialogu z nauczycielami, jeśli uczący będą dostawać… 4-procentowe podwyżki, a w szkołach zamiast kultury współpracy, dialogu i wsparcia, nasilać się będzie kultura kontroli, strachu i zarządzania, nauczycieli […] po prostu niedługo już nie będzie.”
Bo już wtedy nie miałem wątpliwości, że jest to wiadomość-symbol dobiegającego końca roku szkolnego. Że taki jednostkowy przypadek, ale osoby znanej, więcej mówi, niż pogłębione analizy obszernych artykułów. Wszak już wtedy mogłem posłużyć się publikacją Magdaleny Raduchy, zatytułowaną „Nauczyciele rezygnują z pracy. Fala odejść większa niż w ubiegłych latach”, jaka 12 czerwca została zamieszczona na portalu INTERIA.
Oto – dla przykładu – fragment tego tekstu:
„Jednak, jak wskazuje Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa ZNP, w tym roku jest inaczej.
– Obserwujemy, że w tym roku nauczyciele składali wypowiedzenia częściej, niż w latach ubiegłych. Są szkoły w dużych miastach, w których na 100-osobowe grono od września będzie 25 wakatów. W Warszawie są nawet placówki, gdzie jest aż 40 wakatów
I ocenia: – Niestety możemy mieć ogromny kryzys kadrowy we wrześniu, jeśli nie znajdą się nowi chętni do pracy. Zarobki po majowej podwyżce nie zachęcają. Początkujący nauczyciel dostaje pensję w wysokości 3079 zł brutto, to jest poziom płacy minimalnej. Młode osoby nie chcą nawet przychodzić na rozmowy kwalifikacyjne. Jeśli dyrektorom udaje się kogoś znaleźć, to są to najczęściej emerytowani nauczyciele, którzy zgadzają się przyjść na rok lub dwa lata pracy.
Kaszulanis pytana, jakie powody odejść podają nauczyciele poza tymi płacowymi, odpowiada: – Nie są zadowoleni z polityki prowadzonej przez ministerstwo edukacji. Nauczyciele nie chcą pracować w szkołach Czarnka.”
[Gdybyście chcieli przeczytać cały artykułu, to – TUTAJ]
x x x
Ale wracam do opowieści o decyzji Dariusza Martynowicza. Jakież było moje zdziwienie, gdy na Fejsbuku, pod linkiem na stronę OE, zobaczyłem taki oto komentarz do tego materiału, autorstwa osoby w naszym środowisku także dobrze znanej:
Przyznam się, że długo nie mogłem pojąć o co autorowi tego komentarza chodzi. Po kilkakrotnym przeczytaniu tych dwu zdań dotarło do mnie, że doktor Tomasz Tokarz, historyk, adiunkt w Zakładzie Historii Edukacji Instytutu Pedagogiki Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, ale także promotor innowacyjnej edukacji, trener, coach i kierownik licznych projektów – w tym tak znanych jak „Navigo” czy „Innowacyjna Edukacja”, przeczytał zamieszczony przeze mnie tekst – w tym także jego tytuł – BEZ ZROZUMIENIA!
Bo w inny sposób nie da się wyjaśnić przyczyny braku logicznego związku miedzy zamieszczonym przeze mnie tekstem i jego tytułem, a zarzutem o to, że pozbawiłem kolegę Martynowicza podmiotowości…
x x x
I o jeszcze jednej – niespodziewanej – reakcji na ów, upubliczniony w środę na fejsbuku materiał, postanowiłem w tym felietonie napisać. Tym razem był to post na Mesendżerze, jaki w środę 15 czerwca po godzinie 19-ej tam się pojawił:
„… podajesz przykład Martynowicza jako tego, co to znękany ucieka z zawodu. Przestrzegam. Pracował na pół etatu, żyje ze szkoleń. To nie jest nauczyciel w naszym rozumieniu.”
Jego autorką była znajoma, także polonistka i innowatorka – nieistotne są tu jej personalia. Zdecydowałem się o tym napisać w felietonie, gdyż uważam, że to także jest „signum temporis” tego roku:
Panu ministrowi Czarnkowi, jego mocodawcom i ich „zapleczu politycznemu” UDAŁO SIĘ JESZCZE JEDNO ZŁO: PODZIELIĆ ŚRODOWISKA NAUCZYCIELSKIE – NAWET TO PROGRESYWNE, OBOK INNYCH KRYTERIÓW PODZIAŁÓW – NA TYCH BARDZIEJ I TYCH MNIEJ „NAUCZYCIELSKICH”!
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.uwmfm.pl
Dr.hab. Stanisław Czachorowski, prof UWM – przy swoim „warsztacie pracy”
„Profesorskie Gadanie” to tytuł bloga prowadzonego przez dr.hab. Stanisława Czachorowskiego, prof UWM, pracującego na Wydziale Biologii i Biotechnologii, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurski w Olsztynie. Najczęściej są tam zamieszczane teksty odnoszące się do problematyki jego zainteresowań naukowych. Jednak od czasu do czasu można tam znaleźć także refleksje i pomysły odnoszące się do systemu oświaty, a do metodyki nauczania w szczególności. Najnowszym tego przykładem jest tekst, jaki prof. Czachorowski zamieścił 12 czerwca, zatytułowany „Dziennik refleksji cz. 3. Czyli co zamiast ocen i kartkówek”
Jako że to obszerna propozycja – zamieszczamy jedynie jego fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji „u źródła”:
Dziennik refleksji cz. 3. Czyli co zamiast ocen i kartkówek?
Wakacje to dłuższa przerwa w nauce, ale nie przerwa w pracy dla nauczyciela. Coś się skończyło, niebawem coś nowego się zacznie. Jest okazja odpocząć i na spokojnie przemyśleć oraz zaplanować zmiany od nowego roku. Z rozwagą. Ja także ładuję akumulatory. Przerwa wakacyjna to dobry czas na gruntowniejsze zmiany i ich staranne zaplanowanie. Tak jak oddanie samochodu do warsztatu na dłuższy przegląd – wygodne, gdy wiemy o przerwie w jeżdżeniu.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad szerszym zastosowaniem dziennika refleksji w praktyce szkolnej i akademickiej. Tak, dziennik refleksji dłużej się sprawdza niż oceny z testów. Ale może „sprawdzać” też uczeń a nie tylko nauczyciel. Dziennik refleksji zamiast sprawdzianów i ocen? Tak, przynajmniej w części. Wymusza refleksję i uczenie się różnych form wypowiedzi. Przecież nie musi być to tylko tekst, może być grafika (myślografia), fotografia, krótkie wideo itp. To wartość sama w sobie. Pozwala także uczniowi/studentowi retrospektywnie spojrzeć na swój rozwój. I uczeń może w czasie wakacji także zastanowić się nad sobą, nad tym co umie a co warto kształcić. I zaplanować zmiany w uczeniu się. Wyjść z utartych kolein, niekoniecznie prowadzących w dobrym kierunku. Czas, gdy można zastanowić się nad sensem i głównym celem. Tak jak w podróży pociągiem, nie tylko sprawdzić numer siedzenia ale czy się wsiadło do dobrego pociągu, jadącego w pożądanym kierunku. Jest czas by się przesiąść do tego właściwego.
W moim blogowym „dzienniku refleksji” zapisuję cały czas refleksje, podejmowane działania edukacyjne i zbieram notatki dotyczące dziennika refleksji. Czytam, co inni już na ten temat wiedzą, jakie mają doświadczenia. I zapisuję. Dla siebie i dla innych. W czasie wakacji (i nie tylko) wracam do tych zapisków i jeszcze raz je analizuję (nie tylko poprawiam dostrzeżone błędy literowe czy interpunkcyjne). Publiczna forma dziennika refleksji (blog) wymusza staranniejsze formułowanie myśli, porządkowanie ich itp. Zbieram informacje co do celu, struktury jak i narzędzi, które można wykorzystać do pisania i sprawdzania. Publiczny blog jest jedną z możliwości.
Czym jest dziennik refleksji? (Wynotowane ze słowników i encyklopedii)
„Dziennik refleksji to osobisty zapis doświadczeń ucznia nabytych w procesie uczenia się. Może być rozumiany jako przestrzeń, gdzie uczeń zapisuje i zastanawia się nad swoimi obserwacjami i ustosunkowuje się do sytuacji, które mogą być wykorzystane do poznania i analizy sposobów myślenia. Dziennik może zawierać również obrazy, rysunki i inne typy materiałów źródłowych.”
Dziennik refleksji nie pojawił sie nagle i nie skostniał w jednej formie. To ciąg ewolucyjny ciągłych zmian i optymalizacji. I ogromna różnorodność, bo potrzeby są różne. Dzienniki refleksji we współczesnej formie wykorzystywane są do: zapisu rozwoju pomysłów i spostrzeżeń uczniów w określonym kontekście, jak również koncepcji, idei, etc.. Służą do zastanawiania się nad treścią przedmiotu i osobistymi doświadczeniami jako sposób na zwiększenie zrozumienia uczniów, do analizy procesu uczenia się w kontekście własnego rozwoju.
„Dzienniki refleksji są wykorzystywane do dokładnego poznania swojej sytuacji, ale w ogólnym kontekście doświadczeń uczniów. Dzienniki pomagają w refleksji na temat, podczas i dla działania.
[…]
Do czego one służą (blogi) jako dzienniki refleksji?
„Głównym celem dziennika refleksyjnego uczenia się jest utrwalenie i rozszerzenie procesu uczenia się poprzez refleksję. Często może służyć jako dowód tej nauki, aby wykazać, że uczeń spełnił określone kryteria oceny. W przypadku niektórych kwalifikacji (…) przygotowanie dziennika nauki jest podstawową częścią oceny.”
Uczenie refleksyjności uczy samodzielności w uczeniu się przez całe życie. W szkole i na studiach są stopnie i punkty. Mogą być jakimś punktem odniesienia i miarą postępu. A po uzyskaniu dyplomu co? Długie życie bez ocen. Ale za to z refleksja, której można nauczyć właśnie przez dziennik refleksji. I co najważniejsze, można nauczyć się samemu, w działaniu. Nie potrzebny jest osobisty nauczyciel (choć to znacznie ułatwia im przyspiesza). Można korzystać z „nauczyciela globalnego” i konektywnego czyli z doświadczeń innych ludzi. Trzeba tylko poszukać odpowiednich książek lub poradników w sieci. Być może najważniejszą kompetencją, wynoszoną z edukacji formalnej jest umiejętność uczenia się… przez całe życie. W tym refleksji nad swoim rozwojem.
Jaką formę powinien mieć dziennik? Pytanie o strukturę. Ta zaś wynika z celu lub przyjętego procesu. Może to być pisany chronologicznie (z datami, tak jak typowy dziennik) lub jako tematyczne notatki. Temat nadaje strukturę, niczym zeszyt przedmiotowy. można pisać w papierowym zeszycie lub w chmurze. Jeśli blog to tekst (daty generują się automatycznie), zdjęcia, notatki graficzne lub wideo. Nawet prowadzone na Tik Toku. Struktura ułatwia odejście od pisania chaotycznego tekstu. Chaotyczny tekst tez jest przydatny do zapisywania emocji, myśli, takiego bezkierunkowego wędrowania myślami. Niemniej struktura ułatwia uporządkowanie, koncentrację na wybranych celach a potem lepiej służy refleksji bo łatwiej znaleźć ważne i istotne fragmenty. Ważną rolą nauczyciela jest strukturyzacja wiedzy. Dziennik refleksji też może temu służyć, ale poprzez odpowiednie pytania i strukturyzację łatwiej to osiągnąć.
Dlatego przydatne są jasne wskazówki, kierowane do uczniów na początku lub co jakiś czas. Wtedy uczniowie będą wiedzieli, co jest istotne, przydatne i co należy uwzględnić. We wskazówkach możemy poinformować uczniów o kwestiach dotyczących ujawniania danych osobowych i poufności. Czyli co można a co nie można ujawniać publicznie.
[…]
Jest znacznie więcej metod aktywizujących i pytań, które można wykorzystać we wskazówkach dla uczniów/studentów piszących dziennik refleksji. Sporo materiałów już zebrałem, czyniłem nieśmiałe próby, teraz pora zaplanować wdrożenie w najbliższym roku akademickim. Na sobie już przećwiczyłem, teraz pora podzielić się doświadczeniem ze studentami. Dopisać metody aktywizujące z kursu, przetworzyć.
Jak zachęcać uczniów, którzy nie chcą pisać o swoich doświadczeniach?
„Niektórzy ludzie są naturalnymi pisarzami pamiętników; inni tego nienawidzą. Niektórzy ludzie wolą nagrywać dziennik wideo. Jeśli dziennik refleksyjnego uczenia się nie jest istotną częścią oceny, być może powinieneś zastanowić się, czy nalegać na to dla wszystkich uczniów.
POPROŚ uczniów, aby pisali pełnymi zdaniami, a nie tylko notatkami.
POPROŚ ich, aby sprawdzili pisownię i interpunkcję – lub poproś kogoś innego o korektę dla nich.
NIE proś ich o podanie nazwisk osób lub organizacji . Ważne jest, aby zachować poufność.
PRZYPOMNIJ im, że ich dziennik będzie przeglądany przez moderatorów zewnętrznych, więc wszelkie nieodpowiednie lub osobiste komentarze, którymi nie chcieliby się podzielić z nieznajomymi, należy pominąć.
PAMIĘTAJ im, że ich dziennik będzie przeglądany przez zewnętrznych moderatorów, więc wszelkie nieodpowiednie lub osobiste komentarze, którymi nie chcieliby się podzielić z nieznajomym, powinny zostać pominięte.”
[…]
Źródła:
https://www.enauczanie.com/metody/eportfolio/podrecznik/slownik/blog
https://www.enauczanie.com/metody/eportfolio/podrecznik/slownik/dziennik-refleksji
https://www.ocnlondon.org.uk/news/how-to-produce-a-reflective-learning-diary
Czytaj także:
Dziennik refleksji cz. 1. Opowiadanie, wspominanie, pisanie bloga i pamiętnika
Dziennik refleksji jako metoda edukacyjna (cz. 2)
Cały tekst „Dziennik refleksji cz. 3. Czyli co zamiast ocen i kartkówek? „ – TUTAJ
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Z jednodniowym opóźnieniem niż zwykle, bo wczorajszy czwartek był dniem świątecznym, zamieszczamy dzisiaj informację o środowym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu”. Rozmawiali tam wtedy o nowych podwórkach współczesnego dzieciństwa: gospodarz „Zacisza” – prof. Roman Leppert z doktorem Markiem Siwickim – adiunktem w Katedrze Historii Wychowania Instytutu Pedagogiki Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie.
Rozmówca prof. Lepperta jest nie tylko nauczycielem akademickim, ale także żeglarzem i autorem wielu książek i artykułów.
Foto: www.ur.edu.pl
Inspiracją do powstania jego najnowszej książki – „Nowe podwórka współczesnego dzieciństwa” – która stała się kanwą środowego spotkania, była lektura jej autora – nam także bliskiej – publikacji pod redakcją Ireny Chmieleńskiej z 1963 roku (!) pt. „Pedagogika Podwórkowa”.
Plik filmowy z Yoy Tube „O nowych podwórkach współczesnego dzieciństwa z Doktorem Markiem Siwickim”
– TUTAJ
Foto: www.audiovis.nac.gov.pl
Prymas kard. Stefan Wyszyński wraz z duchownymi podczas modlitwy u stóp ołtarza przed kościołem św. Anny przy ul. Krakowskie Przedmieście – Boże Ciało – 20 czerwca 1957 roku
Kontynuując tradycję wypracowaną w ostatnich latach, która polega na niezamieszczaniu w świąteczny czwartek „Bożego Ciała” żadnych bieżących materiałów o edukacji, ale publikowaniu moich felietonów lub – czasami – okolicznościowych esejów, których tematyka nawiązuje to tego święta, piszę i dzisiaj taki okolicznościowy esejo-felieton.
Mając w pamięci tezy ze środowego posta prof. Śliwerskiego o postępującej sekularyzacji społeczeństwa polskiego (pominę tu diagnozę przyczyn tego zjawiska), postanowiłem dzisiaj przypomnieć kilka, zapewne powszechnie mało albo wcale, nieznanych faktów z historii narodzin tego – wcale nie „odwiecznego” – święta. Posłużę się „gotowcami”, cytowanymi z innych – wiarygodnych – źródeł:
Święto to powstało w XIII w., w pełnym rozkwicie kultury średniowiecznej i wyraźnie nosi jej znamiona. Ludzie tamtych czasów rzadko przystępowali do Komunii św., nawet, jeśli mieli ku temu okazję. Wynikało, to z tego, że zalecenie soboru laterańskiego IV, aby przynajmniej raz do roku Komunię św. Przyjmować.
W 1263 r. wydarzyły się cuda eucharystyczne w Bolsenie i Orvieto. Największe jednak znaczenie przypisuje się widzeniom, jakie otrzymała mniszka św. Julianna z Cornillon. Pan Jezus domagał się od niej ustanowienia specjalnego święta Eucharystii. Brzmi to dość znajomo, kiedy przypomnimy sobie historię s. Faustyny, której Jezus objawił wolę ustanowienia święta Miłosierdzia Bożego.
Jej powiernikiem był Jacques Pantaleon z Troyes, późniejszy papież Urban IV, który bullą „Transiturus de hoc Mundo” z 11 sierpnia 1264 r., ustanowił właśnie Święto Najświętszego Ciała naszego Pana Jezusa Chrystusa. Liturgicznym opracowaniem święta zajęli się dominikanie, przy znaczącym udziale św. Tomasza z Akwinu.
Papieżowi nie udało się ogłosić bulli z powodu śmierci. Dokonał tego w 1334 r. papież Jan XXII, a papież Bonifacy IX polecił w 1391 r. wprowadzić święto Bożego Ciała wszędzie tam, gdzie jeszcze nie było ono obchodzone..
W Polsce pierwszy wprowadził to święto bp Nankier w 1320 r. w diecezji krakowskiej. W Kościele unickim – wprowadził je synod zamojski w 1720 r. Pod koniec XIV w. w Kościele katolickim w Polsce święto Bożego Ciała było obchodzone we wszystkich diecezjach. Od końca XV w. udzielano wówczas błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.
[Źródło: https://dzieje.pl/dziedzictwo-kulturowe/uroczystosc-bozego-ciala-w-kosciele-katolickim]
W Polsce po 1945 roku były różne okresy stosunku władz państwowych do procesji „Bożego Ciała”.
Pierwszych kilka powojennych lat upływało, tak jak w całym kraju, na kultywowaniu wspólnego kościelno-państwowego świętowania Bożego Ciała. Podobnie jak w okresie międzywojennym podczas procesji, kapłana, który niósł monstrancję, prowadzili przedstawiciele miejscowych władz. W 1945 r. podczas uroczystości Bożego Ciała w Katowicach w procesji bpa Stanisława Adamskiego prowadzili m.in. wicewojewoda Jerzy Ziętek, prezydent Katowic oraz starosta katowicki. Jest także dostępne zdjęcie z takiej procesji, w której gen. Piotr Jaroszewicz – ówczesny wiceminister Obrony narodowej prowadzi kardynała Augusta Hlonda z monstrancją. Pierwsze poważne ograniczenia tradycyjnego świętowania Bożego Ciała wystąpiły w 1949 r, kiedy powstała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza..
Od tego czasu władze komunistyczne podejmowali różne próby ograniczenia skali procesji Bożego Ciała, uważanej za najbardziej masową, powszechną i tradycyjną formę „demonstracji ulicznej”. Jedną z metod ograniczania frekwencji na tych uroczystościach było organizowanie tego dnia atrakcyjnych imprez i wycieczek.
Po 1990 roku w Polsce w procesjach Bożego Ciała w Warszawie, obok prymasa Polski kardynała Józefa Glempa, brali udział członkowie najwyższych władz państwowych z ówczesnym prezydentem Lechem Wałęsą. W innych miastach, miasteczkach i wsiach także miejscowi włodarze i politycy.
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: Szymański/PAP[www.tvn24.pl]
Przemysław Czarnek przemawia podczas konferencji dla przyszłych nauczycielek i nauczycieli HiT w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w dawnym areszcie śledczym pry ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Wczoraj (14 czerwca 2022 r.), z udziałem ministra Czarnka, odbyła się konferencja dla osób, które od września będą nauczały nowego przedmiotu „historia i teraźniejszość”. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty informacji o jej przebiegu, zaczerpnięte ze strony TVN24.
Minister Czarnek chwali podręcznik do HiT i przypomina zbrodnie na żołnierzach wyklętych
[…]
We wtorek rano na konferencji zorganizowanej w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek spotkał się z nauczycielami historii oraz wiedzy o społeczeństwie, którzy od września będą uczyć też HiT. Na spotkanie z ministrem kuratoria zapraszały, informując, że minister „wskaże istotę nauczania historii Polski, natomiast twórcy podstawy programowej historia i teraźniejszość – prof. Mieczysław Ryba oraz dr Robert Derewenda – scharakteryzują koncepcję oraz metodykę nauczania nowego przedmiotu„.
Większą część krótkiego wystąpienia przez nauczycielami szef resortu poświęcił profesorowi Wojciechowi Roszkowskiemu, autorowi podręcznika do HiT. Jedynego jak dotąd, który przechodzi ministerialną procedurę dopuszczenia do użytku szkolnego.
– Podręcznik autorstwa profesora Wojciecha Roszkowskiego, który zobaczyłem wczoraj po raz pierwszy w testowej wersji, jest na końcowym etapie procedury dopuszczenia do użytku – przekazał Czarnek. Dodał, iż jest „przekonany, że będzie to znakomity podręcznik, z którego będą się uczyć najnowszej historii nowe, młode pokolenia Polaków„. […]
Nawiązując do miejsca, w którym spotkał się z nauczycielami, minister edukacji powiedział: – Za prawdę zawsze się płaci wielką cenę. Prawda zawsze dużo kosztuje. Żołnierze niezłomni zapłacili za nią najwyższą cenę, najwyższą cenę życia – dodał.
O walczących o niepodległość Polski żołnierzach mówił też, że „byli prześladowani przez kilkadziesiąt lat przez tych wszystkich, którzy mają dziś swoich potomków w różnych stacjach telewizyjnych„.
Jaki ma to związek z profesorem Roszkowskim? – Ale i dziś za prawdę trzeba płacić – powiedział minister. – Pan profesor Roszkowski, wybitny historyk, autor wielu publikacji, podręczników, ceniony przez nas wszystkich. Tylko dlatego, że napisał podręcznik do historii teraźniejszości, najnowszej, jest dziś hejtowany przez niekiedy też jego przyjaciół. Zobaczcie państwo: zawsze za prawdę trzeba płacić. Ale my tutaj jesteśmy po to, żeby przy prawdzie stać i stać przy panu profesorze Roszkowskim – podkreślił, a w namiocie, w którym odbywała się konferencja, rozległy się brawa.
Czarnek kontynuował: – Ci, którzy nazywają się liberałami, mają z wolnością tyle wspólnego, co ci, którzy tutaj mordowali żołnierzy niezłomnych. Nie znoszą prawdy. Nie znoszą samego faktu, że ktoś w ogóle chce o prawdzie mówić. I dlatego i HiT, i autorzy podstaw programowych i podręcznika są dziś hejtowani. Ja jestem przyzwyczajony, mi nie szkodzi – dodał. […]
Cały tekst „Minister Czarnek chwali podręcznik do HiT i przypomina zbrodnie na żołnierzach wyklętych” – TUTAJ
Źródło: www.tvn24.pl
*PROGRAM KONFERENCJI – TUTAJ
x x x
Foto: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
Jedyne zdjęcie obrazujące ogólny widok miejsca tej konferencji
O konferencji poinformowała także oficjalna strona MEiN – „Za prawdę trzeba zapłacić – konferencja dotycząca nowego przedmiotu HiT z udziałem kierownictwa MEiN” – TUTAJ
Plik z Yoy Tube – wystąpienie ministra Przemysława Czarnka na konferencji – TUTAJ
Foto: www.glos.pl
Dariusz Martynowicz – nauczyciel języka polskiego w Małopolskiej Szkole Gościnności im. Tytusa Chałubińskiego w Myślenicach, podczas uroczystej Gali na Zamku Królewskim w Warszawie otrzymał tytuł Nauczyciela Roku 2021
Wczoraj (14 czerwca 2022 r.) Dariusz Martynowicz na swoim fejsbukowym profilu zamieścił taką oto, smutną, informację:
Dzisiaj pożegnałem się z rodzicami, a przede mną ostatnie dni pracy w Zespół Szkół – Małopolska Szkoła Gościnności – szkole prowadzonej przez Witold Kozłowski Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego.
Z tej szkoły wraz ze mną odchodzi kilku naprawdę sensownych i świetnych nauczycieli. Kolejnych kilku wybiera się na urlopy dla poratowania zdrowia i urlopy bezpłatne. Nie wszyscy wrócą.
Spotkało mnie w tej szkole wiele dobra ze strony uczniów, uczennic i rodziców – jesteście wspaniali – i to im chciałbym przede wszystkim serdecznie podziękować.
Dziękuję za wsparcie wielu koleżankom i kolegom z pracy – z niektórymi połączyła mnie przyjaźń – będę tęsknić.
Odchodzę ze szkoły publicznej po 15 latach pracy.
Nie odchodzę z nauczycielstwa, ponieważ to moja pasja i nie potrafię zostawić zawodu, który kocham.
Idę jednak do przestrzeni, w której będę mógł z pasją, ale przede wszystkim ze spokojem i wsparciem, działać dalej i robić coś małego, ale jednak ważnego dla świata. Bo zawód nauczyciela taki jest – mimo różnych trudności, to naprawdę piękny zawód.
Nie mam wątpliwości. Jeśli obecne trendy się utrzymają, nie będzie realnego dialogu z nauczycielami, jeśli uczący będą dostawać… 4-procentowe podwyżki, a w szkołach zamiast kultury współpracy, dialogu i wsparcia, nasilać się będzie kultura kontroli, strachu i zarządzania, nauczycieli (nie mówię nawet o tych dobrych) … po prostu niedługo już nie będzie.
Źródło: www.facebook.com/DarekkM
x x x
Niechaj tłem dla tej – jednostkowej zdawałoby się – decyzji będzie wywiad, jaki „Głosowi Nauczycielskiemu”, z okazji dwudziestolecia przyznawania tytułu „Nauczyciele Roku”, udzielił jego pierwszy posiadacz – Grzegorz Lorek.
Zamieszczamy tylko dwa fragmenty tego tekstu, odsyłając do pełnej wersji na stronę GN:
Foto: www.glos.pl
Grzegorz Lorek – „Nauczyciel Roku 2002”, nauczyciel biologii w I Liceum Ogólnokształcącym w Lesznie
Z Grzegorzem Lorkiem, Nauczycielem Roku 2002, nauczycielem biologii w I Liceum Ogólnokształcącym im. Rodu Leszczyńskich w Lesznie, rozmawia Jarosław Karpiński
Mija 20 lat, od kiedy Głos Nauczycielski zaczął przyznawać tytuł Nauczyciela Roku. Został Pan w 2002 r. pierwszym laureatem naszego Konkursu. Jak Pan wspomina tamten czas, co szczególnie utkwiło Panu w pamięci?
– To było jeszcze przed epoką smartfonów. Nawet w Unii Europejskiej wtedy nie byliśmy, poczta mailowa dopiero raczkowała, na pewno nie było mediów społecznościowych. Przypominam sobie małą, kameralną, „rodzinną” uroczystość. Byłem zdziwiony otrzymanym tytułem i dziennikarze byli zdziwieni, bo pytali mnie, ile zarabiam, a ja nie wiedziałem. Nie dlatego, że byłem taki zamożny, tylko po prostu nie miało to dla mnie jakiegoś specjalnego znaczenia. Przypominam też sobie, że o dostaniu się do grona finalistów Konkursu Nauczyciel Roku 2002 dowiedziałem się będąc z uczniami na Rugii. Zadzwonił do mnie wtedy chyba dyrektor szkoły, a może uczniowie zostali wcześniej zawiadomieni. W każdym razie byliśmy w trakcie realizacji programu turystycznego „Trzy wyspy – Wolin, Uznam, Rugia”. Na Rugii była nawet mała impreza z tego tytułu, że zostałem wyróżniony. […]
Jak z dzisiejszej perspektywy widzi pan rolę Nauczyciela Roku w środowisku, w dyskursie publicznym poświęconym edukacji?
– Odkąd zostałem Nauczycielem Roku, doświadczyłem 12 systemów ministerialnych, ministerstwo edukacji trzy razy zmieniało nazwy, ale ja nie poczułem żadnych istotnych zmian. Nazwisk następujących po sobie ministrów nie jestem w stanie wymienić w kolejności. Ale jestem przekonany, że – wbrew temu, co się mówi – te cztery tryby systemu edukacji, a więc nauczyciele, uczniowie, rodzice oraz organy zarządzające na czele z MEiN nie są kompatybilne, nie współpracują. Brak jest myślenia wspólnotowego, może poza nauczycielami i uczniami, choć nauczyciele też pracują solo. Świat osób, które zarządzają edukacją, kompletnie nie jest zainteresowany pracą nauczycieli.[…]
Cały wywiad „Grzegorz Lorek, Nauczyciel Roku 2002: Nic dwa razy się nie zdarzy, trzeba przeżyć swoje życie po swojemu” – TUTAJ
Źródło: www.glos.pl
Foto: Tomasz Stanczak/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/lodz/]
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski – kierownik Katedry Teorii Wychowania, a w niej – kierownik Zakładu Pedagogiki Porównawczej na Wydziale Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego
Dzisiaj proponujemy lekturę zamieszczonego wczoraj (14 czerwca 2022 r.) przez prof. Bogusława Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog”, któremu dal tytuł „Lekcje religii’ na szóstkę’?”.
Chciałbym, żeby każda lekcja była „na szóstkę”, mając na uwadze jej jakość, atrakcyjność, komunikatywność dla uczniów. Dziś przywołam krytyczną ocenę uczniów, którzy w jednym z liceów ogólnokształcących zdecydowali się na udział w lekcjach religii.
Już po pierwszych tygodniach roku szkolnego okazało się, że nieliczna klasa, która powstała spośród uczniów kilku oddziałów pierwszego rocznika, stała się przestrzenią pozoru, hipokryzji, a więc pseudowychowania i pseudonauczania. Okazało się, że ksiądz przydzielony do prowadzenia lekcji ma jakieś poważne problemy z samym sobą, z własnym poczuciem sensu życia.
Nie było lekcji, żeby nie straszył młodzieży nadchodzącą katastrofą, śmiercią, piekłem. Ustawicznie opowiadał o tym, jak to ma już przygotowaną kwaterę na cmentarzu, a w szafie przygotowane jest ubranie, by rodzina nie miała z tym kłopotu.
Młodzież szybko wyczuła, że nie jest on przygotowany dydaktycznie, kompetencyjnie, by zainteresować ją problematyką religijną. Część uczniów nie ukrywała, że uczęszcza na tę lekcję, bo dzięki otrzymaniu szóstki będzie miała podwyższoną końcową średnią ocen.
Katecheta zawarł bowiem z uczniami niepisany kontrakt. Kto nie będzie miał ani jednej nieobecności, to otrzyma szóstkę. Może w czasie dwóch godzin lekcyjnych robić to, co chce: grać w sieci, rozmawiać, czytać, odrabiać inne lekcje, spożywać posiłki, byle w klasie było względnie cicho, a on miał odnotowaną frekwencję.
„Religia na szóstkę” szybko przekształciła się w antyedukację. Uczniowie już wiedzą, bo zostali do tego wćwiczeni, że można ich skorumpować najwyższą oceną na świadectwie. Ksiądz ma korzyść, bo otrzymuje comiesięczną pensję, a jego przełożeni mogą podziwiać utrzymywanie na froncie wojny ideologicznej klasowej wyspy oporu przeciwko świeckiej ofensywie.
Przypomniał mi się pogląd profesora socjologii Wojciecha Świątkiewicza z Uniwersytetu Śląskiego, którym podzielił się w jednej ze swoich rozpraw:
Zagrożeniem dla polskiej religijności nie jest dzisiaj ateizm, nietolerancja czy fanatyzm, ale indyferentyzm jako globalna postawa życiowa, szukająca legitymizacji w ponowoczesności ubranej w postsocjalistyczny kostium. Sprzyja jej zabieganie o troski życia codziennego, a także to, że wraz z laicyzmem i pragmatyzmem staje się stopniowo nieoficjalną ideologią państwa. Rozdzielenie Kościoła od państwa w sferze politycznej rozszerza się na rozdzielenie religii i społeczeństwa.
Ta diagnoza powinna być poszerzona o jeszcze jeden czynnik, który wpływa na niszczenie polskiej religijności. Na nic zdają się raporty z badań socjologów religii, którzy stwierdzają, że mamy do czynienia z metamorfozą, osłabieniem pozycji Kościoła i religijności we współczesnym świecie na skutek procesów sekularyzacyjnych w pluralistycznych społeczeństwach. W Polsce przyczynia się do tego także pseudodydaktyczna i antywychowawcza aktywność niektórych katechetów-nauczycieli religii w szkołach publicznych.
Jak trafnie pisze ks. prof. Janusz Mariański: O ile sekularyzację należy rozumieć jako proces społeczny, w którym religia w warunkach modernizujących się czy zmodernizowanych społeczeństw traci na znaczeniu, to sekularność oznacza już taki stan społeczeństwa, w którym religia nie ma już znaczenia społecznego. Sekularyzm zaś jest postacią ideologiczną, która domaga się wykluczenia wpływu religii we wszystkich sferach ludzkiego życia.
Otóż lekcje religii na tak rozumianą i konstruowaną szóstkę są faktem antyspołecznym.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Foto: archiwum RZ/Centrum Zdrowia Tuchów[www.rynekzdrowia.pl]
„Portal Samorządowy”, opierając się na publikacji „Dziennika Gazety Prawnej”, zamieścił dzisiaj (14 czerwca 2022 r.) materiał informacyjny, zatytułowany „Psycholog w każdej szkole? Będzie problem ze skompletowaniem kadry”. Oto jego obszerny fragment:
Dyrektorzy placówek wskazują, że nie ma terapeutów, chętnych do pracy. Plany MEiN niewiele mogą zmienić. Szkoły w dużych miastach może i sobie poradzą. Te w mniejszych będą miały problem ze skompletowaniem kadry.
Od września liczba specjalistów w szkołach ogólnodostępnych ma wzrosnąć z obecnych 22 tys. do 38 tys., a od 1 września 2024 r. – do 51 tys.
Przy założeniu, że pensum specjalistów liczy 22 godziny tygodniowo, oznacza to co najmniej 8,25 godzin dla psychologa, 8,25 godzin dla pedagoga specjalnego oraz 16,5 godzin dla pozostałych specjalistów.
Pytanie, który ze specjalistów zdecyduje się na ułamkowy etat. Na dodatek pieniądze dużo niższe niż wolnym rynku.
„Dziennik Gazeta Prawna” wskazuje, że założenia resortu są ambitne – od września liczba specjalistów w szkołach ogólnodostępnych ma wzrosnąć z obecnych 22 tys. do 38 tys., a od 1 września 2024 r. – do 51 tys.
„Co to oznacza w praktyce? Jak tłumaczy MEiN, jeśli np. w szkole uczy się 180 uczniów, a obecnie ma ona 11 godzin dla pedagoga i 11 godzin dla logopedy, to zgodnie z przepisami przejściowymi od najbliższego września powinna mieć co najmniej 1,5 etatu specjalisty” – pisze „DGP”.
Jak tłumaczy, przy założeniu, że pensum specjalistów liczy 22 godziny tygodniowo, oznacza to co najmniej 8,25 godzin dla psychologa, 8,25 godzin dla pedagoga specjalnego oraz 16,5 godzin (łącznie) dla pozostałych specjalistów (pedagoga, logopedy lub terapeuty pedagogicznego).
„A to nic innego, niż zatrudnianie na ułamkowe etatu. Pytanie, który ze specjalistów się na to zdecyduje, skoro praca w szkole może oznaczać bieganie z jednej placówki do drugiej? Zatem ogromny wysiłek w skali miesiąca, by dostać pieniądze za cały etat” – mówi cytowany przez dziennik Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. […]
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Foto: Bartosz Bańka/Agencja Wyborcza.pl[www.wiadomosci.gazeta.pl]
Na portalu eDziecko zamieszczono w piątek 10 czerwca 2022 r. artykuł Anity Skotarczyk, zatytułowany „Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły? Wielu uczniów chciałoby odpuścić”.
Oceny wystawione. Wielu uczniów zastanawia się, czy trzeba chodzić do szkoły, skoro lada moment zaczynają się wakacje, a nauczyciele już oficjalnie wpisali wszystkie stopnie do dziennika. Jednak nadal – do ostatniego dnia przed zakończeniem roku – w szkołach odbywają się lekcje, które co prawda przyjmują charakter nieco luźniejszy. Wystawienie ocen końcowych nie zwalnia uczniów z obecności na zajęciach. […]
Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły?
Oceny wystawione i wpisane do dziennika, średnia policzona, zachowanie również podsumowane. Czy trzeba chodzić do szkoły? Pytają uczniowie, którzy już na horyzoncie widzą wakacje. Obecność na zajęciach, które mają miejsce po fakcie wystawienia ocen, jest wciąż obowiązkowa i każdy nauczyciel ma prawo nadal prowadzić lekcje, robić podsumowania, czy wprowadzać nowe zagadnienia. Cały czas jest sprawdzana także obecność i ten fakt odnotowany w dzienniku. Natomiast jeśli Rada Pedagogiczna już się odbyła, to teoretycznie frekwencja się już nie liczy, ale to od podejścia uczniów i nauczycieli w konkretnych placówkach zależy to, jak te ostatnie dni wyglądają.
Faktem jest, że do zwołania Rady muszą być już wystawione wszystkie oceny – zarówno z przedmiotów, jak i z zachowania, a także powinny zostać rozstrzygnięte wszystkie inne problematyczne kwestie związane z uczniami, a także ich frekwencją.
Prawo oświatowe a nieobecność na zajęciach
Zgodnie z prawem oświatowym na dzieciach oraz młodzieży szkolnej od 7. do 18. roku życia spoczywa obowiązek szkolny. Niedopełnienie tego obowiązku przez ucznia podlega karze. Organ miejscowy administracji publicznej właściwy do spraw edukacji (zazwyczaj referat ds. edukacji w urzędzie miasta bądź gminy) może nałożyć na rodziców karę grzywny w celu przymuszenia dziecka do realizowania tego obowiązku. W skrajnych przypadkach sąd opiekuńczy może nawet pozbawić rodziców władzy rodzicielskiej.
Nieobecności się zdarzają, choroba, przyczyna losowa – jednak musi ona zawsze zostać wytłumaczona i wyjaśniona przez rodzica. W żadnym artykule ustawy czy rozporządzenia, ani też w żadnym statucie szkolnym nie znajdziemy informacji odnośnie możliwości nie uczęszczania na zajęcia po wystawieniu ocen, nawet jeśli są już to lekcje w nieco luźniejszej formie.
Zostało już kilka dni do wakacji – odliczanie ruszyło
Koniec roku szkolnego 2021/2022 zbliża się wielkimi krokami. Widmo późnego wstawania, lenistwa, wakacyjnych wyjazdów i spotkań wyłania się zza horyzontu. Koniec roku szkolnego wyznaczono na 24 czerwca (piątek) bieżącego roku, czyli wakacje potrwają od 25 czerwca do 31 sierpnia. Oznacza to, że uczniowie będą mieli 66 dni odpoczynku od nauki. Jednak dobra informacja jest taka, że już za niespełna tydzień przed uczniami jeszcze jeden długi weekend. Dokładnie za tydzień, 16 czerwca będziemy obchodzić Boże Ciało (wolne od pracy i nauki), a kolejny dzień, czyli piątek – również jest dniem wolnym od zajęć szkolnych. Uczniowie i młodzież szkolna będą mieć długi weekend – na równo tydzień przed oficjalnym zakończeniem roku szkolnego.
Cały tekst „Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły? Wielu uczniów chciałoby odpuścić” – TUTAJ
Źródło: www.edziecko.pl
Zanim podamy skład powołanej dzisiaj (13 czerwca 2022 r.) Rady Programowej Fundacji Orange – przypomnimy kilka podstawowych informacji, które zaczerpnęliśmy z oficjalnej strony Fundacji::
Fundacja Orange działa na rzecz nowoczesnej edukacji. Została założona w 2005 roku przez Orange Polska S. A. do realizacji celów zgodnych ze strategią społecznej odpowiedzialności firmy.
Uczymy, jak korzystać z nowych technologii w sposób odpowiedzialny i wartościowy. Prowadzimy autorskie projekty edukacyjne, w których dbamy o cyfrowe kompetencje dzieci, młodzieży i nauczycieli. Z nami poznają podstawy edukacji medialnej, programowania, sztucznej inteligencji i realizują kreatywne pomysłów z wykorzystaniem ICT.
Programy Fundacji Orange
Nasze programy powstają w oparciu o badania, analizy i konsultacje eksperckie, aby skutecznie odpowiadały na potrzeby społeczne. Są darmowe i ogólnopolskie. Projektujemy je, myśląc w sposób długofalowy, nie akcyjny. Wszystkie podlegają ewaluacji.
W ich realizacji współpracujemy z nauczycielami i nauczycielkami w całej Polsce, z liderami i liderkami z małych miejscowości, z wolontariuszami i wolontariuszkami z Orange, a także z innymi organizacjami pozarządowymi.
Więcej o programach – TUTAJ
Witamy na pokładzie Fundacji Orange Radę Programową, która będzie naszym głosem doradczym, wsparciem merytorycznym i źródłem przyjaznej krytyki. W jej skład wchodzą osoby o uznanym autorytecie w dziedzinie edukacji, rozwoju kompetencji cyfrowych, działań lokalnych i wyrównywania szans społecznych. Cieszymy się, że wszyscy, do których adresowaliśmy zaproszenie do Rady, z entuzjazmem je przyjęli.
To dla nas wielki zaszczyt, że w Radzie Programowej są:
Magdalena Bigaj – medioznawczyni, edukatorka i działaczka społeczna. Specjalizuje się w temacie cyfrowego obywatelstwa, higieny cyfrowej i wpływie technologii na ludzi. Współautorka badań, publikacji naukowych i autorka bloga cyfrowiimigranci.pl
dr Anna Buchner – socjolożka i antropolożka, współtwórczyni grupy badawczo-projektowej „Ciekawość”, członkini Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN, realizatorka projektów badawczych i autorka raportów.
Zyta Czechowska – Nauczyciel Roku 2019. Współautorka książki “Jak nie zgubić dziecka w sieci?”. Dyrektor Niepublicznego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli specjalni.pl, terapeutka i nauczycielka w szkole specjalnej, zaangażowana w wiele inicjatyw edukacji cyfrowej.
dr hab. Grażyna Gajewska – dr hab., prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego, Instytutu Pedagogiki, kierownik Zakładu Pedagogiki Opiekuńczej i Rodziny. Autorka publikacji i projektów badawczych – naukowych i metodycznych.
Oktawia Gorzeńska – autorka książki „Projekt zmiana – od frustracji do satysfakcji z pracy w szkole – warsztatownik”. Absolwentka Leadership Academy for Poland, założycielka dwóch szkół w Gdyni, liderka zmian w polskim szkolnictwie, wspierająca szkoły i ich kadry.
Jan Herbst – socjolog, autor książek i artykułów nt. kapitału społecznego, nierówności społecznych i przestrzennych, współautor raportu o wykluczeniu społeczno-cyfrowym. Ekspert i dyrektor ds. badań w Fundacji “Stocznia”. Laureat nagrody im. F. Znanieckiego.
Anna Mierzyńska – analityczka dezinformacji w sieci oraz funkcjonowania polityki i marketingu sektora publicznego. Specjalistka ds. mediów społecznościowych i komunikacji społecznej, dziennikarka.
Joanna Mikusek-Przystajko – pedagożka i nauczycielka etyki w Społecznym Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Kudowie-Zdroju, animatorka społeczno-kulturalna, psychoterapeutka uzależnień w trakcie certyfikacji. Laureatka tytułu Nauczyciel Jutr@ 2021.
dr hab. Jacek Pyżalski – dr hab., prof. na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu. Specjalista Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Pomysłodawca, kierownik i wykonawca projektów badawczych, w tym prestiżowych projektów międzynarodowych.
Łukasz Szczepańczyk – związany z sektorem pozarządowym, koordynator i trener projektów rozwoju kompetencji społecznych i cyfrowych – skierowanych głównie do młodzieży i seniorów, lider Stowarzyszenia Inkubator Kreatywności Społecznej w Stoczku Łukowskim.
Kamil Śliwowski – trener kompetencji cyfrowych i kompetencji przyszłości, specjalizuje się w wykorzystaniu technologii w edukacji, prawie autorskim, Creative Commons oraz ochronie prywatności, związany z wieloma organizacjami pozarządowymi. Autor na otwartezasoby.pl
WIĘCEJ INFORMACJI O OSOBACH KTÓRE WESZŁY W SKŁAD RADY PROGRAMOWEJ – TUTAJ
Źródło: www.fundacja.orange.pl
















