Z trzydniowym poślizgiem czasowym zamieszczamy na naszym OE fragmenty dawno obiecywanego przez Kolegę Jarosława Pytlaka tekstu

 

 

 

Rodziców doli żałobny rapsod – część 1

 

W polskiej szkole spotykają się dzisiaj zalęknieni rodzice ze zmęczonymi nauczycielami, aby – nie ufając sobie wzajemnie – wykształcić u dzieci odwagę, chęć działania i umiejętność współpracy.

 

Na wstępie muszę przyznać, że nie będzie to jednak rapsod, czyli utwór patetyczny, poemat, czy cokolwiek innego, co kryje się pod tym pojęciem. Tytuł powstał w pierwszym skojarzeniu z planowanym tekstem, na pożywce szkolnej wiedzy o twórczości czwartego wieszcza. Niespodziewanie odkrytej w osnutych pajęczynami zakamarkach mojego mózgu. Są w jego czterech słowach całe trzy ćwierci prawdy, bowiem artykuł będzie w tonie żałobnym i o doli współczesnych rodziców. Jedynie bez poezji, sama proza (życia). […]

 

Kontredans rodziców i nauczycieli

 

Debata publiczna o edukacji ma bardzo wiele wątków. Niektóre budzą szczególnie duże zainteresowanie. Co oczywiste, najczęściej gdy mowa o dzieciach. Emocje jednak sięgają zenitu, jeśli rzecz dotyczy nauczycieli oraz rodziców.

 

Napisałem ongiś, w zamierzchłej, analogowej przeszłości, że gdyby nauczyciel założył czapkę-niewidkę i stanął w grupie rodziców, rozmawiających po klasowym zebraniu na dziedzińcu szkoły, byłby w szoku słysząc krytyczne opinie o swojej pracy. Podobny szok przeżyłby rodzic, jeśli ubrany w tę samą czapkę posłuchałby rozmów toczących się w pokoju nauczycielskim. Dzisiaj, zamiast stawać się niewidzialnym, wystarczy zajrzeć na jakieś forum internetowe, rodzicielskie lub nauczycielskie. W mediach społecznościowych, gdzie obie grupy spotykają się bezpośrednio i najczęściej anonimowo, aż iskrzy od wzajemnych przytyków. Animozji nie łagodzi wspólna troska o dobro dzieci, bo indywidualnych sposobów rozumienia owego dobra jest bardzo, bardzo wiele. […]

 

Trzeba przyznać, że jako nauczyciele wykazujemy dużą gotowość zrozumienia i usprawiedliwiania różnych słabości naszych podopiecznych, ale daleko mniejszą wobec ich rodziców. Poniekąd słusznie, bowiem przygotowano nas i zatrudniono do pracy z dziećmi, a nie z dorosłymi, ale przypominam, że teraz mieści się to w jednym pakiecie. Zrozumienie sytuacji rodziców może być więc bardzo przydatne, zarówno w kontaktach z nimi, jak w codziennej pracy z ich potomstwem. Mnie samemu obserwacje i refleksje w tym zakresie pomagają na co dzień odtwarzać zasoby cierpliwości i empatii – towarów najpierwszej dzisiaj potrzeby w pracy nauczyciela. Dzieląc się tutaj swoimi przemyśleniami, mam nadzieję pomóc także Czytelnikowi, szczególnie jeśli wykonuje ten sam piękny zawód.

 

Rodzicielstwo jako wyzwanie

 

Od niepamiętnych czasów rodzicielstwo było po prostu zwykłą koleją ludzkiego losu. Wygląda na to jednak, że ostatnio, w bardzo krótkim czasie zatraciło swoją naturalność. Stało się wyzwaniem albo, jak czasem mówi się z nutą złośliwości, projektem życiowym „Dziecko”. Przyczyny tej zmiany są wielorakie.

   

Trudniej jest mieć dziecko. O ile w moim pokoleniu problemem były niechciane, przypadkowe ciąże, o tyle dzisiaj bardziej dolegliwy społecznie jest brak możliwości posiadania dzieci, mimo podejmowania prób, a nawet wspomagania medycznego. Częściej niż kiedyś potomstwo jest spełnieniem pragnień, cudownym darem od losu. Rodzice gotowi są przychylić mu nieba, co skutkuje, między innymi, nie zawsze racjonalnymi decyzjami wychowawczymi.

   

Zmniejszyła się przeciętna liczba dzieci w rodzinie. Życie oferuje ludziom wiele atrakcyjnych form spełnienia. Macierzyństwo/ojcostwo są tylko jedną z nich. Pojawia się teraz przeciętnie w starszym wieku. Ważniejszy niż kiedyś stał się aspekt ekonomiczny. Zanikło myślenie, że „Bóg dał dzieci, więc da i na dzieci”, natomiast rozpowszechniło się świadome inwestowanie w potomstwo, dążenie do zapewnienie mu jak najlepszych warunków rozwoju.

   

Całkowicie zmieniły się relacje między pokoleniami. Za czasów mojej młodości świat dzieci i świat dorosłych istniały równolegle. Oczywiście przenikały się, ale tylko w pewnym stopniu. Bywały wspólne zajęcia, obowiązki do wykonania w domu, razem obchodzone święta i uroczystości rodzinne. Szkoła pojawiała się na tym obrazku o tyle tylko, że trzeba było pochwalić się ocenami oraz zaraportować odrobienie pracy domowej. Odkąd sięgam pamięcią nikt nie musiał mnie zabawiać. Czasem bawiłem się sam, czasem zapraszałem dzieci sąsiadów lub szedłem w gości do nich, a jeśli tylko była odpowiednia pogoda – wychodziłem na podwórko.

 

Dzisiaj domowy świat dziecka jest niemal tożsamy ze światem dorosłych. Zniknęły podwórka i grasujące po nich „bandy”. Zamiast wzajemnych, spontanicznych wizyt, są aranżowane przez dorosłych spotkania w nielicznych chwilach wolnych od rozmaitych obowiązków. Bo współczesne dziecko w pocie czoła buduje przyszłą karierę życiową. W domu jest partnerem, którego w wieku trzech lat pyta się, czy podobają mu się buty takie, czy może inne, w wieku lat sześciu, czy ma ochotę chodzić do tej szkoły, czy może do innej. Ze starszymi dziećmi rozmawia się o wszystkim, także o nauczycielach, którzy – dlaczego nie – również mają się podobać. Młody człowiek stał się Wielkim Recenzentem wszystkiego, co go otacza, troskliwie izolowanym od zewnętrznych recenzji jego własnej osoby, które mogłyby spowodować traumę, albo co najmniej zaburzyć poczucie własnej wartości. W takim układzie dorośli też zatracają zdrowy dystans do dziecięcych humorów, zachcianek i opinii. A w obliczu problemów na tym tle – często stają bezradni. […]

 

Obraz sytuacji współczesnych rodziców uzupełnia szybkie tempo życia, brak czasu, powierzchowność kontaktów i zwyczajne zmęczenie. Źródłem tego ostatniego jest nie tylko codzienny wysiłek, ale także koszmarny nadmiar stresujących bodźców z otoczenia, od wiadomości o rozmaitych nieszczęściach po wizje nadchodzącej katastrofy klimatycznej. Do tego należy dodać świeże doświadczenie pandemii, której długofalowych skutków dopiero zaczynamy się domyślać, oraz wojnę w Ukrainie, grożącą wybuchem konfliktu na skalę światową. Nic dziwnego, że poczucie bezpieczeństwa przeciętnego człowieka mocno się dzisiaj chwieje, a w przypadku rodziców, dodatkowo obciążonych troską o swoje potomstwo, zazwyczaj leży w gruzach.

 

W świetle powyższych okoliczności wydaje mi się uzasadnione, by przyznać zbiorowo współczesnym rodzicom orzeczenie o specjalnej potrzebie empatii i zrozumienia w związku z pełnioną przez nich rolą społeczną, szczególnie trudną w dzisiejszych czasach. Wzgląd na te potrzeby może korzystnie wpłynąć na relacje w placówkach oświatowych, z pożytkiem dla wszystkich, nie wyłączając dzieci.

O tym, co wynika z tego orzeczenia, napiszę w drugiej części artykułu.

 

C.D.N.

 

 

 

Cały tekst „Rodziców doli żałobny rapsod – część 1”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

x             x              x

 

 

Przedwczoraj – 15 lutego b.r. nastąpił obiecany dalszy ciąg:

 

 

Ku czemu to może zmierzać?!  –  czytaj  TUTAJ

 

 



Dziś (16 lutego 2023 r.)  proponujemy kolejny tekst z fejsbukowego profilu dr Tomasza Tokarza. Dowiecie się z nigo, że to nie oceny ani egzaminy są istotą „pruskiego” modelu szkoły. Tekst zamieszczamy bez skrótów:

 

Nowi członkowie Rady Dzieci i Młodzieży

 

 

15 lutego br. dyrektor generalny w MEiN Sławomir Adamiec w imieniu ministra Przemysława Czarnka wręczył powołania nowym członkom Rady Dzieci i Młodzieży RP przy Ministrze Edukacji i Nauki. Nominacje otrzymało 6 osób. Rada jest ciałem opiniodawczo-doradczym ministra w kwestiach dzieci i młodzieży.

 

Podczas uroczystości dyrektor generalny podziękował przedstawicielom Rady Dzieci i Młodzieży za dotychczasową pracę. – To jest poświęcony czas, to jest wysiłek intelektualny i to również poczucie, że robicie coś niezwykle ważnego dla Polski. Można powiedzieć wprost, że jest to służba. Tak jak my traktujemy każdą działalność publiczną jako służbę dla dobra państwa, tak traktujemy również Państwa udział w tych wszystkich inicjatywach, które do tej pory zrealizowaliście. I za tę służbę bardzo Państwu dziękujemy.

 

Obecna kadencja Rady Dzieci i Młodzieży – chociaż jest dopiero początkiem – jest bardzo twórcza. I dziękuję Państwu za ten ogromny wkład. Dziękuję również za tę pracę dla Polski. Pracujecie dla siebie każdego dnia ucząc się, podejmując wysiłek intelektualny. Ale wszyscy służymy dobru publicznemu – podkreślił Sławomir Adamiec.   Rada Dzieci i Młodzieży została powołana Zarządzeniem Ministra Edukacji i Nauki z dnia 11 stycznia 2022 r. Jej kadencja upłynie 30 września 2023 r[…]

 

W skład Rady wchodzi obecnie 32 osoby. Jej przewodniczącą jest Aleksandra Horoszko, a wiceprzewodniczącymi Olivia Kucharska i Szymon Nieznański.

 

Wśród nowych członków Rady Dzieci i Młodzieży znaleźli się:

 

-Oskar Frydrych

-Jagoda Kmita

-Martyna Patrycja Łuszczek

-Paulina Moskal

-Dominika Szostak

-Konrad Zacharski

 

[…]

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 

 

 

Komentarz redakcji

 

Bardzo szczątkowa jest ta powyżej przytoczona informacja. Nie można z niej dowiedzieć się o przyczynach tej „uzupełniającej” skład RDiM decyzji. Przypominamy, ze 2 lutego zamieściliśmy materiał zatytułowany „Opowieść o tym, czy Rada Dzieci i Modziezy jest niezależnym ciałem doradczym”. Zwracamy także uwagę iż przywołane w informacji MEiN Zarządzenie Ministra Edukacji i Nauki z dnia 11 stycznia 2022 mówi o powołano 32 członków Rady na okres do dnia 30 września 2023 r.

 

Na fanpage RDoM znaleźliśmy pod datą 11 stycznia 2023 r. taki – ilustrowany – post:

 

To już rok trwania VI Kadencji naszej Rady!

Czas szybko leci… razem przeżyliśmy wiele pięknych momentów, zrealizowaliśmy wiele ambitnych planów, a jeszcze więcej przed nami!

 

Nie wiadomo (nic na ten temat nie ma na owym fanpage RDiM) dlaczego MEiN powołał 6 osób, określonych jako „nowi członkowie rady…”.

 

Przypominamy, że w skład RDiM  wchodzi 16 osób – członków rady i 16 zastępców członków. 

 

Nie podano która z nowo powołanych osób kogo zastąpiła i dlaczego tamte zastąpione osoby przestały być członkami (zastępcami?) rady.

 

Podjęliśmy „działania śledcze” i dotarliśmy do Zarządzenia MEiN z dnia 14 lutego 2023 r. zmieniające zarządzenie w sprawie powołania Rady Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej   przy Ministrze Edukacji i Nauki. I dopiero porównując ten akt prawny z tamtym rozporządzeniem z 22 stycznia 2022 roku ustaliliśmy, że:

 

 

Z województwa kujawsko-pomorskiego

 

Jagoda Kmita   –  zastąpiła Kacpra Gadomskiego

Konrad Zacharski  – zastąpił Aleksandrę Sobiwszczańską

 

Z województwa opolskiego

 

 Paulina Moskal zastąpiła   –   Oskara Siruk-Magierowskiego

 

 

Z  województwa świętokrzyskiego:

Oskar Frydrych  zastąpił   –  Michał Karbowniczek,
Dominika Szostak zastąpiła   –  Wiktorię Mazurczak;

 

 

Z województwa wielkopolskiego

 

Martyna Patrycja Łuszczek zastąpiła  –  Marię Sawczuk

 

 

Ale nadal nie wiemy, czy owi zastąpieni na kilka miesięcy byli członkowie i zastępcy członków zrezygnowali sami, czy zostali – na jakiej podstawie i z jakich powodów – odwołani! [W. K.]

 



W kolejnym lutowym  spotkaniu  w „Akademickim Zaciszu”  – 15 lutego 2023 r. – jego Gospodarz – prof. Roman Leppert  zaproponował, aby  tematem rozmowy była praca pedagoga/pedagożki. Do udziału w rozmowie zaproszenie przyjęły:

 

Michalina Ignaciuk – pedagożka z niepublicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej, doktorantka Uniwersytetu Gdańskiego, która w sieci  znana jest jako  Pedagog Michalina;

 

– Marta Szymczyk – pedagożkę szkolną w Szkole Towarzystwa Oświatowego „Edukacja” w Łodzi, znaną w sieci jako Nieszablonowa pedagożka;

 

Natalia Twardosz – doktorantka Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, znaną w sieci jako WYkształceni.

 

 

Kto wczoraj nie mógł oglądać i wysłuchać tej ciekawej wymiany informacji i poglądów o pracy pedagoga może to zrobić w dogodnym dla siebie czasie klikając link poniżej:

 

 

 

O pracy pedagoga (nie tylko szkolnego)  –  TUTAJ

 

 



Dziś (16 lutego 2023 r.)  proponujemy kolejny tekst z fejsbukowego profilu dr Tomasza Tokarza. Dowiecie się z niego, że to nie oceny ani egzaminy są istotą „pruskiego” modelu szkoły. Tekst zamieszczamy bez skrótów:

 

 

Sednem systemu pruskiego nie są oceny ani egzaminy. To są tylko dodatki, których użycie okazało się konieczne w przyjętym modelu.

 

Sednem modelu pruskiego jest bezrelacyjność. Eliminacja relacji z procesu dydaktycznego. Dlatego wydaje się on tak nieludzki.

 

Paradoksalnie dużo więcej relacji było w szkole tradycyjnej (tej przedoświeceniowej, przedindustrialnej, przedpruskiej).

 

Mistrz mógł być surowy, wymagający, ale wchodził z uczniem w jakąś relację personalną. Był osobą.

 

Tymczasem w erze przemysłowej relacje zostały usunięte w sposób intencjonalny. Z prostego powodu. W dobie kształcenia masowego, przy dużej mobilności i braku nauczycieli ciężko było budować system kształcenia na osobistym autorytecie. Ludzie musieli być łatwo zastępowalni. Jak trybiki w maszynie.

 

Zaczęto wzorować się zatem na pasie transmisyjnym a zamiast mistrzów do szkół wpuszczono urzędników, których głównym zadaniem było realizowanie programu. Dzięki skupieniu na programie można było wymieniać ludzi pod warunkiem, że będą realizować pewne zapisane regułki. Uznano że jeśli specjaliści na górze stworzą idealne programy, to potem nawet maszyna będzie w stanie je realizować. Robot dostanie curriculum, podręcznik, ćwiczenia, pomoce dydaktyczne… I wystarczy,

 

I we wszystkich szkołach w kraju uczniowie będą się uczyć tego samego o tej samej godzinie w oparciu o te same programy.

 

Bez zbędnej indywidualizacji i nadmiernej subiektywności, które mogły zaburzać scentralizowane formowanie.

 

Trwa to do dzisiaj… i dalej nauczycielom się wmawia że najważniejsze jest realizowanie programu. Program nie jest dla uczniów, lecz oni dla programu. Wielokrotnie słyszałem, że to co stanowi istotę człowieczeństwa czyli rozmowa, w szkole jest… stratą czasu. „Panie, nie mam czasu na pogawędki z uczniami, na jakieś projekty zespołowe, bo muszę realizować program„.

 

Tym samym usuwamy ze szkoły to, co może być w długiej perspektywie najwartościowsze dla ucznia (rozmowa z interesującym człowiekiem) i zastępujemy tym co może sobie znaleźć samodzielnie w internecie albo na kursach YouTube.

Dlatego tak ciężko wprowadzić do szkoły więcej relacji, bo ta nasza nowoczesna szkoła została zbudowana w opozycji do nich.

 

Dlatego w szkole czas na sprawdziany zawsze się znajdzie, natomiast brakuje czasu na to, co było sednem edukacji w pierwotnym znaczeniu (educo – wyprowadzanie ku wartościom, schole – czas wolny od pracy). Na to, by siąść w kole i porozmawiać o ważnych sprawach z ludźmi, których lubimy i szanujemy.

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 



Foto: fotolia/Papa[www.nauka.trojmiasto.pl]

 

 

 „Portal Samorządowy” zamieścił 13 lutego 2023 r. tekst, informujący o tym, że uczniowie są dyskryminowani w szkołach nie tylko przez innych uczniów, ale także przez nauczyciel. Oto obszerny fragment tego materiału:

 

 

Tak nauczyciele dyskryminują uczniów

 

Wygląd, orientacja, pochodzenie – to te powody, które jeszcze parę lat temu uczniowie wskazywali jako powody swojej dyskryminacji. Dziś coraz głośniej mówi się o tym, że dyskryminacji doznają ze strony nie kolegów, a nauczycieli, choć w zupełnie innych obszarach.

 

>81 proc. uczniów i uczennic jest zdania, że w szkołach powinna być prowadzona edukacja antydyskryminacyjna.

 

>Jedna czwarta dyrektorów i dyrektorek szkół podstawowych podała, że żadna osoba z kadry nauczycielskiej z kierowanej przez nich szkoły nigdy nie brała udziału w szkoleniu dotyczącym równego traktowania.

 

>- Wiem, że to może być wbicie kija w mrowisko, ale nie widzę żadnego uzasadnienia dla następujących nierówności w szkole: nauczyciel może pić lub jeść na lekcji, a uczeń nie, nauczyciel siedzi na fotelu gabinetowym, a uczeń na twardym, drewnianym krześle – wylicza, Tomasz Bilicki, psychoterapeuta.

 

Źródło: Równe traktowanie w szkole. Raport z badania w szkołach oraz analiza ilościowa programów wychowawczo-profilaktycznych – s. 42

 

Jak wynika z danych opublikowanych na początku 2022 roku przez rzecznika praw obywatelskich, ponad dwie trzecie Polaków jest zdania, że w szkołach powinna być prowadzona edukacja antydyskryminacyjna. Bo choć szkoła powinna zapewniać wolną od dyskryminacji i uprzedzeń przestrzeń dla rozwoju i kształcenia młodych ludzi, bardzo często tak się nie dzieje.

 

Wielu nauczycieli nie bierze udziału w szkoleniach dotyczących równego traktowania wszystkich osób

 

Wynika to między innymi z faktu, że nauczyciele nie biorą udziału w szkoleniach dotyczących równego traktowania wszystkich osób. Jedna czwarta, czyli ponad 25 proc. dyrektorów i dyrektorek szkół podstawowych, poproszona o oszacowanie odsetka nauczycieli z ich szkoły, którzy brali udział w programach szkoleniowych poruszających tematykę, równego traktowania wszystkich osób, podali, że żadna osoba z kadry nauczycielskiej z kierowanej przez nich szkoły nigdy nie brała udziału w tego typu szkoleniu. Oznacza to, iż około 80 proc. nauczycieli i nauczycielek nie szkoli się w tej kwestii wcale. Nie ma się więc co dziwić, że coraz głośniej słychać głosy nauczycieli, którzy przyznają, że źródłem dyskryminacji często są oni sami

 

DYSKRYMINACJA W SZKOLE. Nie, nie chodzi o uczennice i uczniów, ale o nas – nauczycielki i nauczycieli. Wiem, że to może być wbicie kija w mrowisko, ale nie widzę żadnego uzasadnienia dla następujących nierówności w szkole: nauczyciel może pić lub jeść na lekcji, a uczeń nie, nauczyciel siedzi na fotelu gabinetowym, a uczeń na twardym, drewnianym krześle, w przypadku jednokierunkowych korytarzy lub schodów, nauczyciel może chodzić, jak mu wygodnie, a uczeń tylko zgodnie z zasadami, nauczyciel nie musi zmieniać butów, a uczeń ma taki obowiązek, toaleta dla nauczycieli jest lepiej wyposażona, niż dostępna dla uczniów” – zaczyna swój wpis w mediach społecznościowych Tomasz Bilicki, psychoterapeuta. […]

 

 

 

Cały tekst „Tak nauczyciele dyskryminują uczniów”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 



Dziś udostępniamy (bez skrótów) tekst Danuty Sterny, zamieszczony 13 lutego 2023 roku na jej blogu  „Moja oś świata”:

 

 

Rozwojowa informacja zwrotna dla ucznia

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Dajemy uczniom informację zwrotną, aby nasi uczniowie rozwijali się i efektywnie uczyli. Czy jednak nasze informacje zwrotne wpływają na rozwój uczniów, czy są rozwojowe?

 

Podejmuję jeszcze raz temat informacji zwrotnej, gdyż jest to jeden z lepszych sposobów oceniania (w szerszym rozumieniu tego pojęcia), a jednocześnie sprawiający trudność nauczycielom.

 

Oto kilka podstawowych zasady dla rozwojowej informacji zwrotnej:

 

1.Dotyczy wcześniej określonych kryteriów sukcesu. Nie powinno się wykraczać poza kryteria, gdyż wtedy łamiemy umowę z uczniami i podważamy zaufanie do nauczyciela. Wyjątkiem może być sytuacja, gdy uczeń wykonał coś bardzo dobrze, a nie było to ujęte w kryteriach, taki dodatkowy bonus jest wtedy możliwy.

 

2.Dotyczy pracy, a nie osoby. Należy się wystrzegać opinii typu: „Jesteś zdolny, stać cię na więcej” lub „Nie włożyłeś odpowiedniego wysiłku w pracę”. Takie osobiste uwagi mogą przede wszystkim być mylne, a poza tym nie dają uczniowi żadnej konkretnej wskazówki.

 

Informacja zwrotna bardziej przemawia do osoby, do której jest kierowana, i jest łatwiejsza do przyjęcia, gdy nie jest skupiona na osobie, ale na aspektach wykonanej pracy. Ważny jest język, którego nauczyciel używa. Lepiej nie używać formy – „ty”, raczej odnosić się do pracy ucznia, ją oceniać.

 

3.Zawiera konkretne odniesienia do pracy ucznia. Uczeń potrzebuje konkretnych wskazówek, co zrobił dobrze, a co źle, nie potrafi tego odczytać z samych kryteriów sukcesu, bo gdyby umiał, to jego praca byłaby prawdopodobnie bez zarzutu. ​​Im bardziej informacja zwrotna ukierunkowana i zorientowana jest na konkretne umiejętności, tym więcej uczeń z niej się uczy.

 

4.Przekazywana najszybciej, jak się da. Jeśli uczeń otrzyma informację zwrotną z opóźnieniem, to już nie pamięta, czego ona dotyczy i nie potrafi z niej skorzystać. Rozwojowa informacja zwrotna musi być „świeża”.

 

5.Pełna informacja zwrotna. Pełna informacja zwrotna, powinna zwierać – to co uczeń zrobił dobrze, co i jak powinien poprawić i jak może się dalej rozwijać. Nauczyciele są przyzwyczajeni do podkreślania błędów ucznia, dlatego tym się tu nie będziemy zajmować. Ale mało kto podkreśla to, co uczeń zrobił dobrze, wychodząc z założenia, że uczeń sam to widzi, a tak nie jest. Druga sprawa, to nieudzielanie wskazówek – jak trzeba błąd poprawić. Jeśli tego nie ma, to uczeń nie umie poprawić pracy i zostaje z błędem. Końcową sprawą są wskazówki do rozwoju. One są często źle rozumiane – jako wskazówki do poprawy już wykonanej pracy – a powinny być wskazówkami nie do przeszłości, ale do przyszłości, czyli pt.: Co następnym razem?

 

6.Napisana językiem nie skłaniającym do obrony. Informacja zwrotna ma pomagać uczniowi, a nie go atakować. Szczególnie ważne jest to w ocenie koleżeńskiej, uczniów trzeba nauczyć języka pozbawionego krytyki. Najlepiej, gdy informacja zwrotna ma formę przyjaznego listu, którego celem jest pomóc uczniowi.

 

 

Klika uwag prowadzących do rozwojowej informacji zwrotnej:

 

>Zaproponowanie uczniowi skupienie się tylko na pewnych błędach w pracy. Uczniowie nie są w stanie pracować nad wszystkimi błędami (szczególnie, gdy jest ich dużo), dlatego warto, aby wybrali, co będą doskonalić w danym czasie.

 

>Zadawanie uczniom przyjaznych pytań, na które chcieliby udzielić nauczycielowi odpowiedzi. Wtedy informacja zwrotna ma szansę być przyjazną korespondencją.

 

>Od czasu do czasu stosować informację zwrotną „detektywistyczną”, polegającą na wskazaniu rodzaju błędu i akapitu w pracy, gdzie on wystąpił, jednocześnie z polecenie>m odszukania samodzielnie błędu i go poprawienia. Ten sposób zachęcamy uczniów do poszukiwań i samooceny.

>Połączenie oceny koleżeńskiej z informacją zwrotną nauczyciela. Nauczyciel wybiera, kryteria sukcesu, którymi się zajmie i pozostałe wyznacza do oceny koleżeńskiej. Ocena koleżeńska pomaga uczniom w uczeniu się, a nauczycielowi w ocenianiu.

 

>Zapytanie uczniów, do których kryteriów potrzebują informacji zwrotnych i udzielanie ich tylko do wybranych przez ucznia kryteriów. Ten sposób zapewnia udział świadomy ucznia w ocenianiu i zwiększa szansę, że uczeń z informacji zwrotnej skorzysta.

 

>Udzielanie uczniom informacji zwrotnej ołówkiem lub na przylepnych karteczkach, Gdy uczeń poprawi pracę, nauczyciel zmazuje poprzednią informację zwrotna i w zeszycie ucznia zostaje ta korzystniejsza po poprawie pracy.

 

 

Najważniejsze jest to, aby uczniowie skorzystali z informacji zwrotnej. Dlatego trzeba ją dostawać do potrzeb indywidualnych ucznia. Warto zapytać ucznia, czy informacja pomaga mu się uczyć, albo czy wie co zrobił w pracy dobrze, a co źle, i jak może się poprawić. To są bezcenne wskazówki dla nauczyciela do tego, aby z informacją zwrotną dotrzeć do ucznia.

 

 

Inspiracja artykułem  Amandy Adams

 

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 



 Foto:www.niepelnosprawni.pl

 

Nauczycielka prowadzi lekcję dla uczniów niesłyszących, posługując się językiem migowym

 

 

Dzisiaj (14 lutego 2023 r.) na portalu Prawo.pl zamieszczono, wartą zapoznania się z nią,  informację o sytuacji w szkołach specjalnych dla dzieci głuchych i słabo słyszących – w oparciu o raport NIK i reakcje na niego MEiN.  Oto obszerne fragmenty tego tekstu:

 

 

NIK i MEiN różnie oceniają dostosowanie szkół do potrzeb głuchych i niedosłyszących uczniów

 

Większość nauczycieli – również tych pracujących w szkołach specjalnych – nie zna języka migowego, co znacznie utrudnia edukację dzieciom głuchym i niedosłyszącym – alarmowała Najwyższa Izba Kontroli. MEiN takiego problemu nie widzi, w odpowiedzi na poselską interpelację tłumaczy, że system uwzględnia potrzeby dzieci i młodzieży niesłyszących i słabosłyszących na każdym poziomie ich edukacji.

 

O odniesienie się do wyników kontroli NIK poprosili posłowie w jednej z interpelacji. Resort edukacji wskazał, że decyzja o zatrudnieniu w danej jednostce systemu oświaty nauczyciela posiadającego odpowiednie kwalifikacje lub specjalisty niebędącego nauczycielem, np. tłumacza Polskiego Języka Migowego, należy do kompetencji dyrektora tej jednostki systemu oświaty i podejmowana jest odpowiednio do rozpoznanych potrzeb dzieci i uczniów w tym zakresie.

 

Podręczniki niedostosowane do potrzeb

 

Nie potwierdzają tego opublikowane w grudniu wyniki raportu Najwyższej Izby Kontroli. Kontrola NIK wykazała, że blisko 60 proc. nauczycieli i pedagogów w kontrolowanych placówkach specjalnych i ok. 85 proc. w szkołach integracyjnych albo w ogóle nie znało języka migowego, albo posługiwało się nim na takim poziomie, który nie pozwalał na sprawną komunikację. To oznacza, że z dziećmi niesłyszącymi kontaktowali się w obcym dla nich języku. Przepisy wymagają bowiem od kadry pedagogicznej pracującej z osobami głuchymi i niedosłyszącymi znajomości języka migowego jedynie na podstawowym poziomie.

 

Do potrzeb takich uczniów nie dostosowano także podręczników do nauki poszczególnych przedmiotów, a także treści poleceń i pytań w części egzaminów zewnętrznych. Ich słabe wyniki nie świadczą jednak o niskim poziomie edukacji głuchych i słabosłyszących. Zdaniem dyrektorów kontrolowanych placówek, uczeń często zna prawidłową odpowiedź na pytanie egzaminacyjne, jednak nie jest w stanie rozkodować samego pytania. Kontrola przeprowadzona przez NIK pokazała, że do potrzeb osób niesłyszących nie dostosowano nawet ogólnodostępnych stron internetowych większości skontrolowanych szkół, mimo że taki obowiązek nakładają przepisy obowiązujące od września 2019 r. Każda publiczna instytucja powinna umieścić na swojej stronie internetowej nagranie w polskim języku migowym zawierające informacje na temat zakresu działalności. […]

 

W raporcie podkreślono też, że gdy słyszące dziecko zaczyna edukację, potrafi mówić. Uczy się więc czytać i pisać w języku polskim, który już zna i dzięki niemu zdobywa wiedzę. Sytuacja głuchego dziecka jest zupełnie inna – jeśli ma niesłyszących rodziców posługujących się polskim językiem migowym (PJM), wynosi ten język z domu, a język polski, którego nie słyszy, jest dla niego językiem obcym. Mówiący i niemigający w PJM nauczyciel nie ma z takim dzieckiem żadnego kontaktu. Dla uczniów komunikujących się w PJM, niezrozumiały jest również system językowo-migowy, zwany „miganą polszczyzną” (SJM). Posługujący się nim nauczyciel mówi po polsku, a równolegle miga poszczególne słowa. Głuchy uczeń rozumie tylko słowa, nie rozumie sensu wypowiedzi nauczyciela.[…]

 

MEiN: mamy i kształcimy specjalistów

 

Standard kształcenia w zakresie surdopedagogiki odnosi się do znajomości przez absolwentów studiów oraz studiów podyplomowych, zarówno systemu językowo – migowego (SJM), jak i polskiego języka migowego (PJM). Standard ten nie odnosi się do poziomu znajomości SJM oraz PJM (w efektach uczenia, nie wskazuje się oczekiwanego poziomu znajomości SJM i PJM). Kształcenie przyszłych nauczycieli realizowane jest wyłącznie w uczelniach wyższych na podstawie ww. przepisów dotyczących standardów kształcenia nauczycieli. Kształcenie nauczycieli pedagogów specjalnych w zakresie edukacji i rehabilitacji osób z niepełnosprawnością słuchową (surdopedagogika) może mieć miejsce na jednolitych studiach magisterskich na kierunku „pedagogika specjalna”, a także w ramach trzysemestralnych studiów podyplomowych w zakresie surdopedagogiki – ta ostatnia opcja jest przeznaczona dla osób już wykonywujących zawód nauczyciela, które pragną uzyskać dodatkowe kwalifikacje z tego zakresutłumaczy resort w odpowiedzi na interpelację.

 

Dodaje też, że nauka języka migowego może być również zorganizowana w szkole poza obowiązkowymi zajęciami edukacyjnymi, zgodnie z potrzebami uczniów, w szczególności dzieci i młodzieży niesłyszących – organ prowadzący szkołę, na wniosek dyrektora szkoły, może dodatkowo przyznać nie więcej niż trzy godziny tygodniowo dla każdego oddziału (grupy międzyoddziałowej lub grupy międzyklasowej) w danym roku szkolnym, na realizację zajęć języka migowego. Według resortu nie ma również problemu z podręcznikami – dla uczniów niesłyszących uczęszczających do szkoły podstawowej zostały zaadaptowane podręczniki do obowiązkowych zajęć edukacyjnych z zakresu kształcenia ogólnego, określonych w ramowych planach nauczania. Dopuszczone do użytku szkolnego podręczniki dla uczniów niesłyszących zostały dostosowane dla tej niepełnosprawności uczniów, czyli zaadaptowane tekstowo i graficznie, zawierają symbole PCS (Picture Communication Symbols) oraz nagrania wideo w polskim języku migowym (PJM). W ten sposób zaadaptowane podręczniki dają największy wachlarz możliwości odbioru podręcznika przez ucznia niesłyszącego w procesie dydaktycznym.

 

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 



Foto:  www.4lo.kielce.eu/

 

 

Wczoraj, już po zamieszczeniu materiału „Komentarze pod wczorajszym felietonem o ingerencji szkoły w wygląd ucznia”, na moim fejsbukowym profilu pojawiły się nowe komentarze – będące kontynuacją wcześniej zamieszczanych tekstów.

 

Uznałem, ze powinienem i te udostępnić na OE   –    Włodzisław Kuzitowicz:

 

 

 

Grzegorz Szewczyk  –  Łukasz Szeliga

 

Tak, rozumiem, bańka informacyjna. Nie wolno mieć innych poglądów jak grupa. Jak wszyscy to wszyscy i Babcia też. Piękna lekcja wolności słowa. Z Włodkiem znam się prawie od zawsze, ale tak jak kiedyś tak i dziś mamy na niektóre sprawy inne poglądy, ale to nie znaczy, że jak znów przyjadę do Łodzi, to nie pójdziemy na piwo do Manufaktury.

 

W edukacji akademickiej spędziłem w sumie 21 lat (pięć w Polsce, szesnaście w Finlandii), ale przez pozostałe lata kariery pracowałem w zapleczu naukowo-badawczym przemysłu obu krajów. Przede wszystkim jestem inżynierem i znam się na projektowaniu, procesach wytwórczych i przetwórczych i dlatego bardzo dobrze rozumiem rolę i znaczenie czynnika ludzkiego; zdyscyplinowany pracownik w takich procesach to skarb, a rozlazły młodzieniec z kolczykiem w brwiach czy uchu jest zdecydowanie dysonansem. Doświadczenie uczy mnie, że tacy kolesie nie myślą o pracy, a jedynie szukają tego co pracę wynalazł. Tak niestety przygotowuje szkoła, w której uczą sfrustrowane czarnosweterówy. Ma Pan rację; społeczeństwa tzw. zachodu mają w dupie, że będę się trzymał zaproponowanej przez Pana retoryki, czy ktoś ma kolczyk czy nie, czy ma tatuaż czy nie; to się nazywa tolerancja. I ja też zaliczam się do ludzi tolerancyjnych. Ale to nie znaczy, że pracodawcy czy kadra inżynierska ma to w dupie. Jako osoba odpowiedzialna za uruchamianie systemów produkcyjnych odsunąłbym natychmiast pracownika naszpikowanego metalem. Jeżeli dla pokazania własnej wartości dziewczyna czy chłopak musi wyglądać jak recydywista po dwudziestoletniej odsiadce, to jest jej czy jego sprawa mnie nic do tego, ale w moim zespole programistów pracować nie musi i kropka. I taki jest w większości stosunek do sprawy tej części społeczeństwa tzw. Zachodu, która jest odpowiedzialne za jego rozwój.

 

Szkoła powinna przygotowywać przede wszystkim do życia i pracy zawodowej. To o czym dyskutujemy jest bez wątpienia tej działalności elementem. Byłoby też lepiej jakby szkoła zajęła się nauczaniem. Przez kilka lat pracowałem na trzech polskich uczelniach jako profesor odwiedzający. Prowadziłem głównie zajęcia z inżynierii i projektowania oprogramowania. Pierwszym i bardzo istotnym elementem tego procesu jest tzw. inżynieria wymagań i specyfikacja. Polega to na wykonywaniu opisów projektowanego systemu, ich uszczegółowianiu i tworzeniu podsystemów, analizie strukturalnej, semantycznej i składniowej. Na końcu należy z takich opisów wyłuskać definicje obiektów ich własności i operacji, z których powstanie program. To najczulsza część projektu. Nigdy nie miałem kłopotu w prowadzeniu takich zajęć w języku fińskim czy w angielskim z grupami międzynarodowymi. Studenci uczelni polskich nie radzili sobie z tymi zadaniami, bo nie umieli sformułować w języku polskim tekstów opisujących prawidłowo projektowany system; nawet po rozmowie (symulowanej na potrzeby zajęć) z „klientem” nie potrafili zgodnie z przedstawioną na wykładzie metodologią, opisać wymagane zachowania projektowanego systemu. Po prostu nie umieli opisać abstrakcji. U siebie prowadzę takie zajęcia razem z lingwistą. W Polsce nie znalazłem żadnego polonisty, który chciałby uczestniczyć w takich zajęciach.

 

Jaki wniosek. Drodzy koledzy zacznijcie uczyć, bo to jest istotne dla rozwoju, a nie prowadźcie akademickie dyskusje na temat czy uczeń w szkole może czy nie może się tatuować. Klasyczny, schludny wygląd tak nauczyciela jak i ucznia jest elementem wychowania i przygotowania do życia i pracy. Dlatego prowadzone przeze mnie wraz z koleżanką opcjonalne zajęcia z zasad dobrego zachowania i ubioru były bardzo popularne, bo studenci rozumieli, że będzie to im potrzebne jak zaczną pracę.

 

Serdecznie pozdrawiam.

 

 

 

Łukasz Szeliga

 

Panie Grzegorzu,

 

Czytaj dalej »



Foto: www.portalsamorzadowy.pl

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski – autor bloga „Pedagog”

 

 

Wczoraj (13 lutego 2023 r.) prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu post, który już swoim tytułem zwrócił naszą uwagę. Oto  ten tekst – bez skrótów:

 

 

Wychowawca klasy za 300 zł brutto? Nie, dziękuję.

 

W świetle Karty Nauczyciela wychowawca klasy powinien otrzymać odrębny dodatek funkcyjny, którego wysokość nie może niższa niż 300 zł brutto. Jak widać, politycy jako prawodawcy uważają, że rodzicom należy się za wychowawstwo 500 zł brutto, natomiast tylko niektórym nauczycielom należy się o 200 zł mniej, bo w końcu szkoła to nie rodzina, zaś ów specjalny dodatek jest dla nauczyciela a nie dla jego uczniów.

 

W sytuacji żenująco niskich płac w zawodzie nauczyciela powyższe 300 zł jest dodatkiem, o który warto się postarać. Efektów pracy nikt nie zmierzy, odpowiedzialność jest zerowa, zaś te ponad 200 zł co miesiąc przyda się na pokrycie rachunku za energię elektryczną i wodę. Z lekką zazdrością spoglądają niektórzy członkowie rad pedagogicznych na swoje koleżanki czy kolegów w szkole, którzy dostali dodatkową funkcję.

 

To jednak na wychowawców spada ciężar egzekwowania, dyscyplinowania, informowania, prowadzenia zebrań z rodzicami, odbywania konsultacji z nimi i wypełniania różnych dokumentów, które dotyczą uczniów (rzekomo ich wychowanków), jak np. skierowanie do poradni, powiadomienie odpowiednich służb i rodziców w wyniku wypadku, wyliczanie absencji uczniów, karanie i nagradzanie, wystawianie świadectw szkolnych, itp.

 

Nauczyciele-wychowawcy mają zatem licho płacone za dodatkowe obowiązki w zakresie opieki nad przydzielonym im oddziałem klasowym. Niektórzy zatem wykorzystują przydzielony im w organizacji zajęć czas na tzw. godzinę wychowawczą  na to, by wypełniać stosowne dokumenty, a nawet poprowadzą zajęcia ze swojego przedmiotu, żeby nadrobić powstałe zaległości.

 

Być może czują się pokrzywdzeni ci, którzy nie są wychowawcami, bo nimi być nie mogą. W świetle prawa, dodatek z tytułu sprawowania funkcji wychowawcy klasy nie przysługuje nauczycielom, którzy nie sprawują tej funkcji.

 

Ma to ponoć dobrą stronę, gdyż w związku z powyższym nie muszą martwić się o wychowanie uczniów, z którymi prowadzą lekcje. W ramach prowadzonego przedmiotu wchodzą do klasy, „nauczają-odpytują” i wychodzą.

 

A gdyby tak zacząć porządnie płacić nauczycielom za ich pracę, by każdy z nich miał poczucie sensu pracy pedagogicznej, bycia docenianym zarówno za inkulturację uczniów oraz za ich edukowanie? Porządnie wynagradzać, to znaczy, że płaca byłaby na poziomie tuż po rządowej kaście. Może skończyłyby się problemy z zachowaniami uczniów, którzy widzieliby w swoich nauczycielach nie tylko specjalistów w zakresie danej wiedzy, ale także osoby godne naśladowania?

 

Tymczasem taki dotarł dialog:

 

Chcesz być wychowawcą klasy za 300 złotych brutto? 

 

Nie, dziękuję. Wolę nie wychowywać.

 

 

 

Źródło:  www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 



Foto: www.google.com

 

 

Na portalu Prawo.pl zamieszczono wczoraj (12 lutego  2023 r.) tekst, informujący o projekcie poselskim nowelizacji ustawy „O zdrowiu publicznym”, zakazujący sprzedaży napojów z dodatkiem tauryny i kofeiny osobom poniżej 18. roku życia. Zawiera on także zakaz sprzedaży produktów zawierających te substancje na terenie szkół. Oto fragmenty tego tekstu:

 

 

Zakaz sprzedaży energetyków dzieciom i w szkołach – projekt w Sejmie

 

[…]

 

Projekt nowelizacji ustawy o zdrowiu publicznym zakłada wprowadzenie całkowitego zakazu sprzedaży napojów z dodatkiem tauryny i kofeiny osobom poniżej 18. roku życia, na terenie szkół oraz innych jednostek systemu oświaty oraz w automatach. Autorem projektu jest grupa posłów niezrzeszonych oraz PiS-u. Przedstawicielem wnioskodawców projektu nowelizacji jest natomiast poseł klubu PiS, minister sportu Kamil Bortniczuk. Jakie będą ograniczenia

 

W projekcie określono, że za napój z dodatkiem kofeiny lub tauryny uważa się napój będący środkiem spożywczym, ujęty w Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług, w którego „składzie znajduje się kofeina w proporcji przewyższającej 150 mg/l lub tauryna, z wyłączeniem substancji występujących w nich naturalnie„.

 

Ponadto według projektu reklama i promocja napojów z dodatkiem kofeiny lub tauryny nie może być prowadzona m.in.: w telewizji, radiu, kinie i teatrze między godziną 6.00 a 20.00, z wyjątkiem reklamy prowadzonej przez organizatora imprezy sportu wyczynowego lub profesjonalnego w trakcie trwania wydarzenia. Reklama takich napojów nie byłaby też możliwa: w prasie młodzieżowej i dziecięcej; na okładkach dzienników i czasopism; na słupach, tablicach reklamowych i innych stałych oraz ruchomych powierzchniach wykorzystywanych do reklamy; na plakatach, w tym plakatach wielkoformatowy; w środkach usług informatycznych; z udziałem młodzieży lub dzieci.

 

Według projektu zabroniona miałaby być reklama i promocja energetyków m.in. skierowana:

 

>do młodzieży lub dzieci;

 

>łącząca spożywanie napojów z dodatkiem kofeiny lub tauryny z energią i witalnością;

 

>zawierająca stwierdzenia, że napoje z dodatkiem kofeiny lub tauryny mają właściwości lecznicze;

 

>mówiąca, że napoje z dodatkiem kofeiny lub tauryny przywracają prawidłowy poziom płynów w organizmie; wywołującą skojarzenia m.in. z atrakcyjnością seksualną, relaksem lub wypoczynkiem, sukcesem zawodowym lub życiowym, czy tworząca wrażenie, że napoje z dodatkiem kofeiny lub tauryny mogą być stosowane razem z napojami alkoholowymi.

 

Posłowie proponują, żeby za załamanie ograniczeń dotyczących reklamy napojów energetycznych groziła ma grzywna od 10 tys. do 500 tys. zł lub kara ograniczenia wolności bądź obie te karom łącznie. […]

 

 

Cały tekst Zakaz sprzedaży energetyków dzieciom i w szkołach – projekt w Sejmie” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 

Projekt ustawy, zawierającej zmiany w Ustawie o zdrowiu publicznym  –  TUTAJ