
Kto naprawdę wspiera ósmoklasistów w wyborze dalszej nauki: system czy konkretni nauczyciele?
Przeglądając tematykę materiałów jakie w mijającym tygodniu zamieszczałem na na OE, wybrałem ten, w którym udostępniłem fragmenty tekstu opublikowanego na portalu „Strefa Edukacji” gdzie omówiono treść wykładu Pawła Głębockiego„Czy szkoła wie, dokąd idą jej uczniowie?”, wygłoszonego podczas XX Kongresu Zarządzania Oświatą w Zakopanem. Już wtedy jego treść wywołała u mnie potrzebę podjęcia tej problematyki w najbliższym moim refleksyjnym eseju – co niniejszym czynię.
Zacznę od zacytowania fragmentu tamtego tekstu, który zainicjował strumień moich refleksji:
„Szkoła doskonale dokumentuje przeszłość ucznia, niekoniecznie jednak ma wyobrażenia o tym, jak uczeń mógłby czy chciałby kształtować swoją przyszłość. Oceny, dyplomy, aktywności rzadko składają się na całościowy obraz poszczególnego ucznia, uwzględniający jego potencjał.”
No właśnie! Testy, oceny semestralne i końcoworoczne, a na koniec egzamin ósmoklasisty. I od zdobytych punktów tak naprawdę zależy do jakiej szkoły trafi absolwent szkoły podstawowej. A o wszystkim decyduje system rekrutacji elektronicznej – najczęściej jest to „Nabór VULCAN l”. A jedyne co od ucznia zależy, to zapisanie tam swoich propozycji w jakiej szkole chciałby kontynuować naukę: na pierwszym miejscu, na której zależy mu najbardziej (tzw. szkoła pierwszego wyboru), a później te, które traktuje jako rezerwowe..
Algorytm analizuje wniosek ucznia po kolei – zaczynając od pozycji nr 1. Jeśli uczeń ma wystarczająco dużo punktów, by zmieścić się w limicie miejsc danej klasy, system go tam kwalifikuje. Jeśli punktów jest za mało, system automatycznie sprawdza pozycję nr 2, potem nr 3 i kolejne, aż znajdzie klasę, w której uczeń wygrywa konkurencję punktową z innymi.
A gdzie w tym wszystkim uzdolnienia ucznia, jego zainteresowania, często wręcz pasje? Bo one nie muszą iść w parze z szóstkami czy piątkami, rejestrowanymi w e-dzienniku. A zdarza się, że zanim taki ósmoklasista wpadnie w te elektroniczne tryby, sam może nie wiedzieć co chciałby robić w dorosłym życiu. Tak mówił o tym Paweł Głębocki:
„… w takich okolicznościach o wyborze szkoły mogą decydować zupełnie przypadkowe kwestie. Uczeń wybiera placówkę, „bo kolega idzie”, „bo będę miał bliżej” albo dlatego, że słyszał o niej dobre opinie. Niekoniecznie za tym wyborem stoi znajomość własnych możliwości. Trudności z wyborem szkoły mogą się także wiązać z oczekiwaniami rodziców, którzy mają własne wyobrażenia o przyszłości dziecka. Niektórzy oczekują kontynuowania rodzinnych tradycji zawodowych lub wybierają dla dziecka ścieżkę edukacyjną, nie uwzględniając w wystarczającym stopniu jego potrzeb i możliwości.”
I w tym momencie pomyślałem o systemie doradztwa zawodowego – „za moich czasów” (kiedy bylem dyrektorem Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej) nazywanym „orientacją zawodową”. Z tego co wiem, to aktualnie jest „Wewnątrzszkolny system doradztwa Zawodowego”, który (cytuję definicję) „obejmuje ogół działań podejmowanych przez szkołę w celu właściwego, nadążającego za wyzwaniami współczesnego świata. przygotowania uczniów do wyboru dalszego kierunku kształcenia i przemyślanego wyboru przyszłego zawodu. (…) Adresatami projektu są uczniowie, ich rodzice, nauczyciele oraz instytucje wspomagające proces doradczy. Uczeń przygotowany do podjęcia decyzji edukacyjnej i zawodowej to taki, który zna swoje zainteresowania i predyspozycje, potrafi dokonać samooceny i ma plany na przyszłość.”.
Jak wynika z tego dokumentu – doradztwo zawodowe jest realizowane: w oddziałach przedszkolnych, w klasach I–VI na obowiązkowych zajęciach edukacyjnych z zakresu kształcenia ogólnego, w klasach VII i VIII na obowiązkowych zajęciach edukacyjnych z zakresu kształcenia ogólnego, ale w klasach VII i VIII na pdrębnych zajęciach z zakresu doradztwa zawodowego.
Więcej o tym kompleksowym systemie dowiecie się, czytając tekst, będący przykładowym zapisem zaczerpniętym z konkretnej Szkoły Podstawowej Nr 43 im. Simony Kossak w Białymstoku – TUTAJ – wpisz do wyszukiwarki:
file:///C:/Users/Sprzetowo/Downloads/Wewn%C4%85trzszkolny%20System%20Doradztwa%20Zawodowego-2.pdf
Istotą tego systemu jest formuła grupowych pogadanek, których treść zależy przede wszystkim od wiedzy i doświadczenia prowadzącego. Nie ma tam praktycznie miejsca na indywidualne podejście do przypadku każdego ucznia.
Nie mogę się jeszcze powstrzymać przed zwróceniem uwagi na jeszcze jeden element, który występuje „po drodze” do ewentualnego rozpoczęcia nauki w szkole zawodowej (technikum i szkole branżowej). Bo to, w jakim liceum będzie się ósmoklasista uczył, to zależy jedynie od punktowego pułapu przyjęć i posiadanych przez niego punktów. Natomiast kandydat do nauki konkretnego zawodu otrzymuje od szkoły, do której o przyjęcie się ubiega, skierowanie do przychodni medycyny pracy, gdzie zostanie zbadany pod kątem przeciwwskazań zdrowotnych do wykonywania tego konkretnego zawodu. I tu może runąć cały jego plan i marzenie, aby być budowlańcem, bo… bo tam potwierdzą u niego lęk wysokości i zaburzenia zmysłu równowagi….
Kończę ten refleksyjny esej pytaniem: „Czy jest tak dobrze, jak wynika to z systemu doradztwa zawodowego, czy tak źle, jak o tym mówił na XX Kongresie Zarządzania Oświatą Paweł Głębocki?”
A może jest jeszcze inaczej. Po prostu – wszystko w rękach konkretnych nauczycielek i nauczycieli, ich wrażliwości i uważności, rozpoznania przez nich mocnych i słabych stron ich uczennic i uczniów, taktowne rozmowy z rodzicami o ewentualnych rozbieżnościach między rodzicielskimi aspiracjami a potencjałem ich dziecka… Ja wiem, ze takich nauczycielek i nauczycieli nie brakuje.
Włodzisław Kuzitowicz
Zostaw odpowiedź

