Nośny temat, ukryta autopromocja i nieprawdziwe informacje

 

W środę minionego tygodnia na fanpage „Akademickie Zacisze” zobaczyłem informację, zamieszczoną przez prof. Romana Lepperta, o zamieszczonym na YouTube audiopliku z nagraniem rozmowy ks. Jerzego Babiaka (to salezjanin, pedagog, dyrektor Radia Rodzina we Wrocławiu oraz wieloletni dyrektor Zespołu Szkół Salezjańskich Don Bosco we Wrocławiu) z prof. Bogusławem Śliwerskim, zatytułowanego „Czy szkoła może wychowywać serce? Prof. Bogusław Śliwerski o Marii Łopatkowej”. Zainteresowała mnie ta informacja, gdyż kilka dni wcześniej na blogu „Pedagog” odnotowałem tekst pod tym samym tytułem. Jakież było moje zdziwienie, gdy wczoraj stwierdziłem, że post ten został wykasowany.

 

To mnie dodatkowo zmobilizowało do wysłuchania tego wywiadu, Jako że postanowiłem podzielić się kilkoma refleksjami, wywołanymi tą rozmową – proponuję, abyście – zanim przeczytacie mój dzisiejszy esej – także wysłuchali tej rozmowy [54’15”]  –   TUTAJ

 

Prof.Śliwerski, informując o wykształceniu i drodze zawodowej Marii Łopatkowej – w tym Jej pracy w roli nauczycielki j. polskiego w kilku szkołach podstawowych – ostatnio w roli kierowniczki szkoły w Ołtarzewie, powiedział, że „…uczestniczyła w pracach eksperymentalnego warszawskiego Zespołu Ognisk Wychowawczych”.

 

Jest to podanie niepełnej, żeby nie powiedzieć nieprawdziwej informacji o Jej roli, gdyż naprawdę była Ona – w latach 1971–1984 – dyrektorką  Państwowego Zespołu Ognisk Wychowawczych – z siedzibą  przy ul. Starej 4 na Warszawskiej Starówce. Nieznających tej historii informuję, że w tym czasie ów Zespół składał się z 5-u placówek: „Starówka”. „Praga”, „Muranów”, „Świder” i „Gdynia”. Ponadto w do Zespołu należała także „Galeria Sztuki Dzieci i Młodzieży” w budynku Starej Prochowni przy ul. Boleść 2 w Warszawie oraz górski ośrodek w Sopotni Wielkiej..

 

Warto także wiedzieć, że objęła Ona obowiązki kierowania PZOW po przejściu na emeryturę twórcy tych ognisk i wieloletniego ich kierownika –  Kazimierza Lisieckiego, nazywanego powszechnie „Dziadkiem”. Jako dyrektorka w twórczy sposób rozwijała jego idee, co pozwoliło jej na wypracowanie własnego modelu placówki opiekuńczo-wychowawczej i dało podwaliny pod znany nurt pedagogiki, utrwalony w Jej książce p.t. zwany „Pedagogiką serca”

 

A teraz o tym fragmencie wypowiedzi prof. Śliwerskiego, w którym informuje, że „jej praca doktorska dotyczyła tego jak pracować z dzieckiem i rodziną zagrożoną”. Jest to fałszywa informacja. Naprawdę Jej rozprawa, obroniona w 1968 roku na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego miała tytuł „Wychowanie estetyczne dziecka wiejskiego”. W tym okresie, co miało swą genezę w doświadczeniach w roli nauczycielki i dyrektorki szkoły wiejskiej, jej uwaga badawcza mocno koncentrowała się na sytuacji dzieci z terenów wiejskich. Efektem tych zainteresowań była m.in. wydana wcześniej, głośna książka Nauczyciel i dziecko wiejskie (1959),

 

W swej wypowiedzi prof. Śliwerski mija się także z prawdą, gdy mówi „prof. Bogdan Suchodolski opublikował recenzję już wydanej przez Marię Łopatkową rozprawy doktorskiej, nadając jej miano właśnie „Pedagogiki serca”. W rzeczywistości – dopiero w listopadzie 1988 roku, czyli 20 lat po obronie Jej pracy doktorskiej, prof. Bogdan Suchodolski opublikował na łamach „Trybuny Ludu” artykuł zatytułowany „Pedagogika serca”, w którym skrytykował nastawioną wyłącznie na intelekt szkołę i upomniał się o sferę emocjonalną człowieka. Publikacja ta stała się – nie wiemy czy intencjonalne – wsparciem rodzących się wtedy idei Marii Łopatkowej, promujących wychowanie oparte na empatii i wrażliwości.

 

I jeszcze krótka refleksja wywołana odpowiedzią prof. Śliwerskiego na zadane mu przez ks. Babiaka – w końcowej części nagrania – pytanie: – Gdyby dziś przyszedł do pana młody nauczyciel i powiedział „Chcę jutro wejść do pracy trochę bardziej jako pedagog serca – co powinien zrobić inaczej?”. Profesor odpowiedział – cytuję tylko pierwszą część odpowiedzi, bo dalej jest to już tylko prezentacja jego wizji edukacji szkolnej:

 

„Powinien być sobą, Nie musi niczego robić inaczej. Pedagogika serca jest pedagogiką autentyzmu, bycia sobą.”

 

Czy to znaczy, że jeśli ów nauczyciel jest typem autorytarnego człowieka, który wymaga od uczniów bezwzględnego posłuszeństwa, który ma skłonności do agresji – to także nadal powinien być sobą?

 

Aby nie przedłużać tekstu tego eseju, dodam tylko, że mam do tej historii osobisty stosunek, gdyż miałem to szczęście, że poznałem Marię Łopatkową w czasie kiedy pracowałem w Zakładzie Pedagogiki Społecznej UŁ, kiedy bywała tam na seminariach organizowanych przez jego kierowniczkę doc. Irenę Lepalczyk, że znajomość ta zaowocowała zaproszeniem do odwiedzin Ogniska na Starej. Uczestniczyłem także (pojechaliśmy tam razem z doktorem Śliwerskim – jego maluchem) w owym I Ogólnopolskim Zjeździe Pedagogicznym, który odbył się w dniach 10–12 lutego 1993 roku w Rembertowie pod Warszawą. Przy okazji poinformuję, że zjazd zorganizowany był przez Polskie Towarzystwo Pedagogiczne, które powstało w 1981 roku z inicjatywy profesorów, członków Polskiej Akademii Nauk, Wincentego Okonia i Bogdana Suchodolskiego, a którego po latach (2005 lub 2007 – 2011) prof. Śliwerski był wiceprzewodniczącym. Wspomina o nim profesor w owej rozmowie i o wystąpieniu które miała tam Łopatkowa. Ale – przyznam się bez bicia – nie mogę sobie tego wystąpienia przypomnieć, Jakoś nie zapadło mi w pamięć – a to dziwne…

 

Mam jeszcze kilka refleksji związanych z biografią Marii Łopatkowej, które doprowadziły mnie do pewnej hipotezy o wpływie Jej osobistych doświadczeń rodzinnych na Jej  późniejsze poglądy o wychowaniu. Ale o tym napiszę kiedy indziej – n.p. z okazji 10. rocznicy Jej śmierci (26 grudnia), która zakończyła Jej długie i owocne życie na 39 dni przed 90. urodzinami.

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Zostaw odpowiedź