
Oto kolejny, zamieszczony w sobotę 26 września na blogu „Wokół Szkoły”, tekst Jarosława Pytlaka – tym razem nie tylko krytyczne, bo zakończony trzema poradami doświadczonego dyrektora:
Zaproszenie dla nauczycieli poczciwych, a naiwnych – wersja IBE-PIB/26
Nic już chyba nie jest w stanie mnie zaskoczyć ze strony urzędników władających polską oświatą i pozostających na ich usługach uczonych z Instytutu Badań Edukacyjnych (IBE-PIB). Zaskoczyć – nie, ale zdenerwować – jak najbardziej! Oto najświeższy przykład. 22 września otrzymałem z kuratorium pismo adresowane do dyrektorów szkół, zachęcające do „dobrowolnego podzielenia się materiałami wykorzystywanymi w szkołach we wspieraniu uczennic i uczniów zdolnych, w tym materiałami przygotowanymi lub wykorzystywanymi przez dyrekcję, nauczycielki i nauczycieli, specjalistki i specjalistów, a także materiałami kierowanymi do uczennic i uczniów oraz ich rodziców”. Czyli, ujmując rzecz kolokwialnie – jeżeli wypracowaliście coś fajnego, to podzielcie się! Dobrowolnie, ale najwyraźniej bezpłatnie. I jak tu zachować spokój?!
Nie pierwsza to kadencja rządowa, w której Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) i jego akolici traktują rzesze nauczycieli jako amorficzną masę szkoleniową, którą należy ukształtować w myśl arbitralnie przyjętych założeń. Mając jednak świadomość, że w tej masie są także autorzy ciekawych i twórczych rozwiązań, starają się owe swoiste „rodzynki” wyłowić, a ich pomysły skonsumować, najchętniej bezkosztowo, ewentualnie w zamian za hojnie szafowany prestiż. Do wspomnianego pisma dołączone zostało więc zaproszenie do współpracy, sygnowane przez IBE-PIB, który wspólnie z Ośrodkiem Rozwoju Edukacji realizuje na zlecenie MEN projekt „Rozwijanie metod i form wspierania uczennic i uczniów zdolnych”. W ramach tego projektu przewidziano zgromadzenie materiałów z tego zakresu, opracowanych i wykorzystywanych w praktyce szkolnej.
Trzeba przyznać, że badacze wykazali się szerokim gestem. Wskazali aż 11 różnych obszarów tematycznych, w ramach których wyrazili zainteresowanie takimi materiałami, jak scenariusze zajęć, programy pracy, karty pracy, zestawy zadań, materiały dydaktyczne i metodyczne, poradniki, prezentacje, materiały informacyjne i szkoleniowe, narzędzia, procedury, instrukcje, materiały przygotowane na potrzeby kół zainteresowań, projektów, mentoringu lub tutoringu, materiały dla uczennic i uczniów, materiały dla rodziców i opiekunów, a także materiały projektowe oraz wyniki monitoringu lub ewaluacji prowadzonych działań. No, po prostu bagatela!
Zachęcam do zapoznania się z tym zaproszeniem (TUTAJ), jako swoistym kuriozum. Ze swej strony chciałbym zwrócić szczególną uwagę Czytelnika na dwie kwestie. Po pierwsze, krótki termin wyznaczony na przesłanie materiałów – do 15. października, czyli niespełna cztery tygodnie. Być może, atrakcyjny dla osób, które w postępowaniu na stopień nauczyciela dyplomowanego muszą wykazać się popularyzacją własnych pomysłów („Przekazano do IBE” – to zabrzmi dumnie). Albo głodnym prestiżu dyrektorom szkół, stawiającym na współpracę z Instytutem. Bądź też szlachetnym pięknoduchom pośród nauczycieli, którzy pogodzili się już z faktem, że prestiż jest podstawową walutą, jaką płaci się w oświacie, i dostrzegają w niej wartość. Na przykład, atrakcyjny przelicznik na stawki otrzymywane za prowadzone potem szkolenia.
Należy przyznać, że w zaproszeniu IBE starannie podkreślono dobrowolność udziału w przedsięwzięciu. Jak należy rozumieć, materiały gromadzone będą do celów studyjnych, a jeżeli ich wykorzystanie (cyt.) miałoby polegać na publikacji, upowszechnieniu lub wykorzystaniu w innym zakresie, zostanie to odrębnie uzgodnione z podmiotem uprawnionym. Materiały będą wykorzystywane z poszanowaniem praw autorskich oraz zasad ochrony danych osobowych. Zwracam uwagę jednak, że powyższe nie stanowi jednoznacznej deklaracji odkupienia takich materiałów od ich autorów.
W tym miejscu pojawia się druga kwestia: kwota, jaka kryje się za podanym w liście z IBE symbolem projektu FERS.01.04-IP.05-0001/26. 21 767 610,45 złotych, z czego ponad 80% ze środków unijnych. Żadna to hańba, oczywiście, finansowanie badań i wdrożeń, a i cel szlachetny, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że forma, jaką zastosowano, stanowi próbę wykorzystania dorobku nauczycieli z naruszeniem ich interesów. Każdy materiał zgłoszony i dołączony do tworzonego repozytorium będzie służył dalszym badaniom, które – z całą pewnością – mają w projekcie określoną cenę. Oczywiście jakiś ułamek zostanie wykorzystany – na przykład opublikowany – w zamian za konkretne wynagrodzenie autora. Zdecydowana większość jednak będzie stanowić po prostu wypełniacz, który prowadzącym projekt pozwoli wykazać się „twardym” rezultatem działań, w postaci tegoż repozytorium. A skądinąd wiadomo, że właśnie takie „twarde” efekty mają kluczowe znaczenie dla rozliczania unijnych dotacji.
Nie zarzucam uczonym z IBE nieuczciwości, a jedynie próbę sięgnięcia tanim kosztem po dorobek intelektualny wielu nauczycieli, mający konkretną wartość materialną, niezależnie od tego, w jak szlachetnym celu badacze pragną go pozyskać. Ba, nie jest to nawet koncept nowy, bowiem – jak zaraz pokażę, historia właśnie zatoczyła koło, wracając do czasów politycznie minionych.
x x x
Oto na początku czerwca 2020 roku kuratoria oświaty skierowały do szkół zaproszenie do wspólnego tworzenia repozytorium „dobrych praktyk z zakresu działalności szkół i placówek systemu oświaty oraz innych podmiotów w kształceniu na odległość, a także pracy zdalnej”. Już ten wstęp brzmi znajomo, prawda?! W dalszej części czytaliśmy:
Wydział Specjalnych Potrzeb Edukacyjnych Ośrodka Rozwoju Edukacji, na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, przygotowuje się do stworzenia banku dobrych praktyk. Bank będzie repozytorium doświadczeń, zawierającym rozwiązania/propozycje w zakresie pracy na odległość, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej.
(…) Przesłane opisy zostaną przez nas opracowane redakcyjnie i upowszechnione na stronie internetowej ORE/MEN (zastrzegamy sobie prawo wyboru). Jednocześnie informujemy, że nie pobieramy opłat za publikację, a autorom zgłaszanych materiałów nie wypłacamy honorarium.
Muszę przyznać, że w początkowej fazie pandemii i zdalnego nauczania inicjatywa tworzenia wspólnym wysiłkiem takiego repozytorium miała głębszy sens. Tym niemniej, zareagowałem na nią niechętnie, wyjaśniając swoje stanowisko na blogu, w artykule „Ministerstwo zaprasza poczciwych, a naiwnych”:
Powinienem być zadowolony. Wszak nie dalej jak trzy dni wcześniej napisałem na swoim blogu („Zagadka września”), że już teraz MEN powinien zlecić prace badawcze i koncepcyjne, mające przygotować nas na wielce prawdopodobną ewentualność powrotu do nauczania zdalnego od września. „Chcesz? Masz!” – mógłby mi powiedzieć minister Piontkowski, gdyby nie pewien drobiazg. Nie zaznaczyłem mianowicie w moim artykule, że powinny to być prace wykonane przez dobrze opłaconych fachowców. Mea culpa – wydawało mi się to oczywiste. Nie wziąłem pod uwagę, że każdy, nawet najlepszy pomysł może zostać zrealizowany przez nasze Ministerstwo jedynie zgodnie jego naczelną zasadą, jaką w obliczu pandemii okazało „Weźmy się i zróbcie!”. Nie inaczej jest i tym razem.
Oto bowiem szefostwo MEN zaprasza pracowników oświaty do udostępniania własnych, autorskich pomysłów z góry zastrzegając, że nie przewiduje wypłacania honorariów. Nie wiem, czy ma nas za naiwnych, czy także za idiotów. Na to drugie mogłoby wskazywać wielkoduszne zapewnienie, że nie będzie oczekiwało opłaty za publikację.
Czym różni się pismo z roku 2026 od tego sprzed sześciu lat? Przede wszystkim pojawił się Instytut Badań Edukacyjnych – wykreowany przez obecną władzę istny oświatowy demiurg, realizujący wszystkie zlecenia swoich mocodawców, konsumujący środki, hojnie przydzielane przez MEN, zazwyczaj bez rzetelnej procedury przetargowej. Pojawiły się też potężne środki unijne, które doskonale oliwią maszynę badawczo-szkoleniową. I tyle. Cała reszta, włącznie z traktowaniem nauczycieli jako taniego źródła pomysłów, pozostaje ponadczasowa i ponadpolityczna.
Ponadczasowe pozostaje również moje stanowisko, opublikowane w 2020 roku:
Ministerstwo oferuje nam teraz społeczny udział w dziele, które powinno być przygotowane i profesjonalnie przeprowadzone w ramach funduszy posiadanych przez tę instytucję, a przy okazji w ramach statutowych (jak sądzę) obowiązków Ośrodka Rozwoju Edukacji. Trudno wykluczyć, że ktoś da się nabrać na tę inicjatywę, choćby po to, żeby w jakiś sposób wypromować swoje pomysły. Warto jednak, by najpierw zastanowił się, jaką wartość będzie miał – bliżej nieokreślony chwilowo w formie – internetowy bank pomysłów?!”
Dzisiaj mógłbym jeszcze tylko dodać do ostatniego zdania, „w dobie sztucznej inteligencji i w obliczu fatalnej kondycji zawodowej nauczycieli”.
Wspieranie uczennic i uczniów zdolnych jest niewątpliwie kierunkiem słusznym, zgodnym z interesem społecznym. Czy jednak projekt gromadzenia materiałów, narzędzi i dobrych praktyk rokuje poprawę sytuacji w tym zakresie?! Czy wskazywany dość powszechnie brak wystarczającego wsparcia naprawdę wynika z niedostatków wiedzy, na czym ono może polegać i jak powinno wyglądać w praktyce?! Otóż, śmiem twierdzić, absolutnie nie! Know how jest w głowach większości nauczycieli. To, czego brakuje, to odpowiednich warunków do wprowadzania go w życie.
Podpowiadam więc, że aby skutecznie wesprzeć uczennice i uczniów zdolnych należy zastosować proste metody, o których od dawna już wiadomo, że rokują pozytywnie:
1.Stworzyć nauczycielom dobre warunki pracy, w szczególności poprzez:
a.zapewnienie pomocy ze strony pedagogów specjalnych i innych specjalistów, w pracy z uczniami, którzy z różnych przyczyn wymagają wsparcia w edukacji na poziomie wymagań podstawy programowej, oraz w funkcjonowaniu społecznym,
b.ograniczenie liczebności uczniów w klasach, by możliwe stało się skierowanie uwagi także na potrzeby uczniów wyróżniających się swoimi uzdolnieniami,
c.udostępnienie materiałów i środków technicznych w dostatecznej ilości, umożliwiającej na co dzień efektywną pracę.
2.Zapewnić fundusze na organizację i realizację w każdej szkole programu zajęć pozalekcyjnych, służących rozwijaniu rozmaitych uzdolnień dzieci i młodzieży. W obliczu chronicznego niedoboru środków warto rozważyć ograniczenie liczby lekcji obowiązkowych na rzecz zajęć fakultatywnych.
3. Zaufać nauczycielom, którzy, odpowiednio zmotywowani materialnie, mając dobre warunki pracy i czas dla uczniów, będą wykorzystywać własną wiedzę i doświadczenie, sięgając także do dostępnych już teraz w internecie zasobów metod i pomysłów dydaktycznych, oraz posiłkować się możliwościami sztucznej inteligencji, aby wspierać uczennice i uczniów zdolnych
Formułuję te wskazówki pod adresem wszystkich zainteresowanych decydentów. Wartość tej porady wyceniam na pół promila kosztów projektu IBE-PIB i ORE, 10 883,80 zł., które proszę przekazać Krajowemu Funduszowi na rzecz Dzieci. Zaoszczędzoną kwotę proponuję przeznaczyć na pilotażowe wdrożenie moich propozycji. Jestem przekonany, że pożytek z tego będzie dużo bardziej konkretny, niż gromadzenie pomysłów metodycznych, które w obecnych warunkach pracy nauczycieli i tak pozostaną tylko piękną teorią.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
x x x
Kolega Pytlak zamieścił wczoraj kolejny tekst na swoim blogu – także skierowany pod adresem Instytutu Nadań Edukacyjnych, i do tego w formule „per ty”:
Drogi Instytucie Badań Edukacyjnych!
Bardzo dziękuję za zauważenie mojego ostatniego artykułu, w którym krytycznie odniosłem się do listu, jaki skierowałeś za pośrednictwem kuratoriów do dyrektorów szkół i nauczycieli, z prośbą o podzielenie się swoim dorobkiem z dziedziny pracy z uczennicami i uczniami zdolnymi. Doceniam spokojną i rzeczową formę komentarza wpisanego pod moim postem na fejsbuku. Pozwalam sobie przytoczyć go tutaj na użytek Czytelników niezorientowanych w temacie: […]
Czytaj dalej – TUTAJ
Zostaw odpowiedź

