4 września 2013 roku, przedstawiając profil swojego dopiero co utworzonego „Obserwatorium Edukacji” napisałem w pierwszym „Felietonie na dzień dobry”, przedstawiając profil swojego dopiero co utworzonego „Obsrwatorium Edukacji,  taką deklarację:

 

„…wydarzenia i problemy, zwłaszcza te budzące kontrowersje lub mające charakter konfliktu, będą prezentowane z możliwie wielu punktów widzenia.”.

 

I kierując się niezłomnie tą regułą postanowiłem dzisiaj przebić tę bańkę  totalnej krytyki  tego co tworzą w MEN, a zwłaszcza Reformy „Kompas Jutra”, której w ostatnim miesiącu najbardziej druzgocącym przykładem był tekst prof. Śliwerskiego: „Komu jest potrzebny raport Centrum Edukacji Obywatelskiej?”.

 

Tą przeciwwagą postanowiłem uczynić dzisiaj zamieszczony w minioną sobotę w „Gazecie Wyborczej” tekst Karoliny Słowik, z którego dowiecie się  jak na stawiane przez redaktorkę pytania odpowiadali: Danuta Kozakiewicz  –  od 2001 roku dyrektorka warszawskiej  SP nr 103 im. Bohaterów Warszawy 1939 – 1945, która uczestniczyła w przygotowywanie reformy – była członkinią zespołu do spraw zadań domowych oraz Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty – od chwili powstania OSKKO 2 2006 roku: To dogłębnie znający problemy polskiej oświaty rozmówcy i obiektywni w ocenach rozmówcy. Oto fragmenty zapisu tego wywiadu i link do jego pełnej treści:

 

 

Reforma „Kompas jutra” wprowadzona do szkół. Dyrektorzy: Wielu nauczycieli nie rozumie tej zmiany

  

„K ompas Jutra” to olbrzymie wyzwanie. Przygotowano zarys przepisów, ale realizacja należy już do nas, rzucono hasła, a my mamy wypełnić je treścią – mówią dyrektorzy szkół o wprowadzonej reformie edukacji.

 

[…]

 

Dyrektorka warszawskiej SP nr 103 Danuta Kozakiewicz, która uczestniczyła w przygotowywanie reformy (była członkinią zespołu do spraw zadań domowych), mówi wprost, że reforma jest niezbędna. Przypomina, że całe środowisko edukacyjne jej chciało, ale nie ukrywa też, że zmiany są bardzo trudne do wprowadzenia. Bo nie chodzi tylko o nowe podstawy programowe, nowe podręczniki i przedmioty. Przede wszystkim chodzi o zmianę myślenia.

 

Danuta Kozakiewicz – – To najtrudniejsza reforma ze wszystkich, gdyż dotyczy nie tylko nauczycieli, ale i uczniów. Kompletnie musi się zmienić proces nauczania i uczenia się.

 

Red. – Jak to zrobić? Nad tym dyrektorzy szkół zastanawiali się już podczas wakacji.

 

D.K. –  To olbrzymie wyzwanie. Przygotowano nam zarys w postaci przepisów, ale realizacja należy już do nas. W zależności, co konkretna szkoła z tym zrobi, tak „Kompas Jutra” będzie wyglądał. Rzucono hasła, a my mamy wypełnić je treścią. Dyrektorka opowiada, że połowę wakacji poświęciła studiowaniu rozporządzeń, ustaw i podstaw programowych, żeby przekazać to zespołowi. W sierpniu, podczas pierwszej rady pedagogicznej, przedstawiła „Kompas Jutra” wszystkim nauczycielom. – To było szkolenie. Nie teoria, tylko praktyka – zaznacza.

 

Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO), która zrzesza ok. 6 tys. dyrektorów z całej Polski, podkreśla, że właśnie szkolenia są teraz najbardziej potrzebne. – Potrzebujemy jak najwięcej wsparcia w tym, jak przełożyć założenia „Kompasu Jutra” na codzienność. Same podstawy programowe tego nie dają. To wymaga bardzo dużej pracy nauczycieli – przyznaje.

 

Opowiada, że na szkoleniach organizowanych przez OSKKO, dyrektorzy twierdzą, że do wielu nauczycieli nie dotarły informacje o najważniejszych zmianach, o nowej filozofii uczenia. – Oni biorą nową podstawę programową i jadą, uczą dalej. Dzieci chodzą do szkoły, ale nowa filozofia uczenia nie została wdrożona – zauważa. Dodaje, że w tym roku powinno wspierać się nauczycieli, szkolić ich, aby zrozumieli założenia reformy.  Jednocześnie przyznaje, że to ważna zmiana – bo kładzie nacisk na praktykę, na doświadczenie edukacyjne, żeby dzieci dotykały tego, czego się uczą. – Ministerstwo na tym powinno się skupić.

 

Red. – A co w praktyce oznaczają wprowadzane zmiany?

 

Są nowe przedmioty, jak przyroda, która łączy geografię, biologię, wprowadza podstawy chemii i fizyki już od klasy IV. W zajęciach z przyrody ma być więcej praktyki, techniki, doświadczeń i eksperymentów, a także korelacji międzyprzedmiotowej w zakresie m.in. bezpieczeństwa, edukacji medialnej i klimatu. – To piękne hasła, tylko teraz trzeba doprowadzić do tego, żeby osoby od różnych przedmiotów zaczęły ze sobą współpracowaćkomentuje Kozakiewicz. – Wszystko zależy od nas, choćby podczas lekcji wychowawczych. Jedna lekcja w miesiącu ma być poświęcona bezpieczeństwu i to nauczyciel zadecyduje, czy powie krótko na ten temat, czy przygotuje obszerne informacje o bezpieczeństwie, pierwszej pomocy i ewakuacji – dodaje.

 

[…]

 

Zadania domowe też dotyczą wszystkich, ale jak interpretować nowe rozporządzenia? Nauczyciel ma sprawdzać każdą pracę oddzielnie czy nie, jak ostatnio zasugerowała w mediach wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer? Dyrektor Kozakiewicz ma na to sposób. Zauważa, że rozporządzenie jest specyficzne, gdyż nie pozwala oceniać prac domowych, ale pozwala zmienić ocenę. Dlatego trzeba zrobić tak, aby było to logiczne, sprawiedliwe i zachęcało dzieci do odrabiania tych prac.

 

Zapis można odczytać tak, że każdą pracę trzeba wziąć do ręki, ale może to spowodować, że nauczyciel przestanie zadawać, bo nie będzie w stanie sprawdzić każdej pracy osobno. Jednak pracę można sprawdzać innymi metodami, np. rozwiązując zadania z matematyki na tablicy – mówi.

 

O czym jeszcze mówią dyrektorzy w związku z reformą? Co się udało? Marek Pleśniar zaznacza, że nowe podstawy programowe cieszą, ale wciąż są obszerne, w wielu przedmiotach nie są mniejsze. – Natomiast są niezłe, pracowali nad nimi autentyczni nauczyciele, fachowcy. Wciąż jest jednak dużo do uczenia – przyznaje.

 

Jednak uważa, że większym problemem jest coś innego. – Niestety, polska szkoła wcale nie jest podporządkowana podstawom i reformie, tylko systemowi egzaminowania zewnętrznego. Wyścig i walka o dobry wynik nie wyhamowały. Problem nie został rozwiązany, zmieniły się narzędzia, ale presja została – zaznacza.

 

W kontekście reformy Pleśniar przyznaje, że szkoły mają więcej papierkowej roboty, chociaż biurokracji miało być mniej. – Mamy sporo papierologii: arkusze nadzoru dla dyrektora, materiały wspierające, rozmowy z nauczycielami, zmiany w statutach, prezentacje o zmianach, aby przygotować nauczycieli. Musimy też omówić kwestie zadawania prac domowych i zasady korzystania z telefonów – wymienia.

Jednym z największym wyzwań – według niego – jest wewnętrzna komunikacja, gdyż nauczyciele nie preferują pracy zespołowej.

 

[…]

 

Danuta Kozakiewicz wskazuje inny problem polskiego szkolnictwa. Być może kluczowy.  Jeśli nauczyciel ma przygotować zajęcia w ciekawy, przemyślany sposób, musi mieć na to czas. Więc powinien zarabiać tyle, żeby pracował w jednej szkole 40 godzin. Ale jeśli uczy w trzech placówkach, stanie się to niemożliwe, bo nauczyciel ciągle będzie w biegu – analizuje.

 

Minimalna pensja jest na granicy pensji nauczyciela początkującego. Tegoroczna podwyżka dla nauczycieli wyniosła 3 proc., przy inflacji 3,4 proc. – Jak można tak traktować osoby, od których zależy przyszłość społeczeństwa? Czy można oczekiwać, że nauczyciel będzie pracował tylko jednej szkole i przyjąć, że nie będzie zarabiał korepetycjami, aby utrzymać rodzinę? – retorycznie pyta Kozakiewicz.

 

 

 

Cały tekst „Reforma „Kompas jutra” wprowadzona do szkół. Dyrektorzy: Wielu nauczycieli nie rozumie tej zmiany”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.eyborcza.pl

 

 



Zostaw odpowiedź