
Wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole” zamieszczono post, w którym zwrócono uwagę na kolejny problem naszej szkolnej edukacji:
To jest autentyczny problem – w wielu szkołach oferta zajęć rozwijających uczniowskie pasje jest bardzo skromna, choć MEN neguje, że tak jest.
W stosunku do sytuacji sprzed dekady jest poważny regres. Przed reformą min. Zalewskiej właściwie w każdym gimnazjum były koła matematyczne, chemiczne, czy fizyczne – szansa dla uczniów chcących poszerzać wiedzę. Dziś taka oferta to rzadkość.
Wielu nastolatków, którzy przygotowują się do konkursów i olimpiad z konieczności szuka wsparcia poza szkołą publiczną. To ma oczywiste konsekwencje – odmiennie wyglądają szanse dzieci z wspierających edukację i zamożnych domów i tych z innych środowisk.
O te nierówności w naszym systemie edukacji zapytał w interpelacji poseł Marcin Józefaciuk. Odpowiedź MEN brzmi mniej więcej tak: Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej…:
Wg odpowiedzi udzielonej posłowi Józefaciukowi statystyki pokazują, że szkoły prowadzą wiele bezpłatnych zajęć z wieloma uczestnikami.
Ponadto w r. 2026/2027 nastąpiła zmiana na korzyść w przepisach – każda SP ma teraz do dyspozycji 9 godz. tygodniowo na zajęcia popołudniowe (w tym 6 godz. dla klas IV–VIII). „Resort wskazuje, że dzięki temu uczniowie będą mogli korzystać z szerszego niż dotychczas wachlarza zajęć rozwijających pasje i zainteresowania.”
MEN przypomina też, że przepisy pozwalają dyrektorowi na zwiększenie wymiaru wybranych obowiązkowych zajęć edukacyjnych (za porozumieniem z organem prowadzącym, który płaci). To jest max. 3 godz. tygodniowo na szkołę. [Praktyka wygląda tak, ze dyrektorzy zwiększają w VIII klasach liczbę godzin z przedmiotów egzaminacyjnych, najczęściej są to matematyka lub j. polski.]
Wątkiem, który nie pojawia się w tych objaśnieniach MEN jest podaż nauczycieli w szkołach. To jest – poza pieniędzmi na wynagrodzenia – prawdziwe „wąskie gardło”. Niestety nauczycieli, którzy mają swobodę dysponowania swoim czasem i są pasjonatami własnego przedmiotu zdolnymi pociągnąć za sobą uczniów mamy niewielu.
Efekty widać w zestawieniach laureatów konkursów i olimpiad. W skali kraju „szkoły-rodzynki” z powtarzalnymi sukcesami, bo uczy w nich nauczyciel, który poświęca wiele czasu na dodatkowe zajęcia, pilotuje uczniów, organizuje dla nich przedkonkursowe warsztaty i letnie obozy naukowe. Gdzie indziej punktowo pojawiają się laureaci, ale są oni najczęściej wychowankami płatnych zajęć, których oferta rozwija się w bardzo szybkim tempie.
Główne pytanie jest więc wciąż to samo – jak sprawić, by nauczyciele w szkołach mieli czas dla swoich uczniów i siły, by dodatkowe zajęcia przygotowywać i prowadzić…
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
Zostaw odpowiedź

