Archiwum kategorii 'Felietony'

Niech mi dzisiaj Szanowni Czytelnicy wybaczą skrótową formę niniejszego felietonu. Przy okazji usprawiedliwię się także przed wszystkimi, którzy szukali wczorajszego wieczora obiecanej relacji z „Obywatelskiego Hyde Parku”. Przed północą zdołałem jedynie zamieścić zdjęcia. Teksty pod nimi pojawiły się dopiero dzisiaj przed południem. A wszystkiemu winne są Mistrzostwa Świata w Piłkę Siatkową (Volleyball Men’s World Championship Poland 2014), które dzięki dostawcy mojego szybkiego Internetu bezprzewodowego mogę (na ekranie komputera jedynie) „za darmo” oglądać. Wczoraj nie przewidziałem, ze Polacy będą z Iranem grali pięć setów, co oczywiście trwało o wiele dłużej, niż gdyby grali trzy. A dzisiaj, jak wiadomo, ostatnie mecze w grupach, decydujące o układzie tabel. Więc znowu czas mam wypełniony.

 

Ale o jednym, mimo tych pokus, napiszę. Są to refleksje, jakie wywołała moja wczorajsza wizyta na wspomnianym „Obywatelskim Hyde Parku”.

 

Czytaj dalej »



Zasiadając do pisania tego felietonu miałem już w głowie dwa tematy, które w minionym tygodniu pobudziły mnie do refleksji. Pierwszy z nich – do refleksji z cyklu „prawo Marfiego”: „Jeśli jest więcej niż jeden sposób wykonania pracy, i jeden z nich skutkuje katastrofą, to ktoś to w ten sposób zrobi”. Bo po raz kolejny okazało się, że są w naszej ojczyźnie ludzie, którzy potrafią popsuć nawet najlepsze inicjatywy. Mam na myśli przypadki, jakie w czwartek opisała „Gazeta Wyborcza” w artykule Justyny Sucheckiej „Szkoły chowają elementarze przed pierwszakami. MEN: Tak nie można!” Jeśli go nie czytaliście, to dla zachęty przytoczę jego mały fragment:

 

„…w jednej szkole dyrektor zdecydował, że aby książki się nie niszczyły, to będą leżeć w bibliotece. A z czego dzieci będą korzystać? Z kartek wydrukowanych wcześniej przez rodziców.

 

Jedna ze szkół w Warszawie zdecydowała, że dzieci nie będą zabierać elementarza do domów – jeśli będą chciały do niego zajrzeć po lekcjach, mogą skorzystać z elektronicznej wersji opublikowanej w internecie.

 

W innej podstawówce dyrektor bezprawnie próbował wymóc na nauczycielach podpisanie dokumentu, w którym biorą odpowiedzialność za ewentualne zniszczenie podręczników.” [www.m.wyborcza.pl]

 

Czytaj dalej »



Witam Szanownych Czytelników „Obserwatorium Edukacji” w ostatnim dniu wakacji. Już jutro we wszystkich szkołach odbędą się uroczyste rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Tak ułożyła się moja biografia, ze przez 12 lat przeżywałem ten dzień jako uczeń i 12 lat jako dyrektor szkoły. Dziś, z perspektywy lat, nie jestem pewien w której z tych ról czułem bardziej ową niepewność, jaką niesie ze sobą każda inauguracja, każdy początek czegoś, co – choć w zasadzie precyzyjnie zaplanowane – to nigdy nie wiadomo co przyniesie. Jako uczeń dowiadywałem się tego dnia nie tylko kto będzie uczył jakiego przedmiotu, czasem także kto „nowy” pojawił się w klasie”, a także jak ułożono dla mojej klasy plan lekcji. Wszystko inne, co miało w nadchodzącej przyszłości wypełnić szkolną czasoprzestrzeń było nadal niewiadomą.

 

Dyrektorzy szkół, ale i nauczyciele, także w zasadzie wiedzą – z arkusza organizacyjnego – kto, kiedy, czego i kogo będzie uczył, zostali też zapoznani jakie na ten rok obowiązują reguły i zasady pracy. Jednak i oni nie są w stanie przewidzieć co przyniesie każdy następny dzień, z jakimi trudnościami i przeciwnościami będą musieli się zmierzyć, jakie czekają ich sukcesy, ale i kłopoty.

 

Czytaj dalej »



Najwyższa chyba pora przerwać wakacyjne lenistwo i podjąć tradycję pisania niedzielnych felietonów. Od poprzedniego minęło już 8 tygodni. Napisałem wtedy, że „w okresie wakacji OE będzie także funkcjonowało wakacyjnie. Będą się pojawiały – nie codziennie, a jedynie wtedy, gdy wydarzy się coś naprawdę ważnego – jedynie aktualności. Felietony tylko w sytuacji, gdy piszący te sowa ich autor nie będzie już w stanie powstrzymać się od podzielenia się z czytelnikami swoimi przemyśleniami, lub odczuje przemożną potrzebą skomentowania wydarzeń lub poglądów i stanowisk, wyrażanych przez innych autorów.”

 

I tak się stało. Jak widać, nie uznałem w tym okresie żadnego wydarzenia czy tematu z obszaru edukacji, o których donosiły media, za na tyle ważne, aby mogły zmobilizować mnie do wystukania tekstu komentarza lub refleksji. Bo przecież nie mogły mnie poruszyć tematy kategorii news’a o potworze z Loch Ness, czy grasującej w lasach Opolszczyzny panterze. A za takiego kalibru tematy uznałem informację o złożeniu w Sejmie obywatelskiego projektu ustawy, zawierającego postulat wpisaniu do kodeksu karnego kary do dwu lat więzienia za prowadzenie w szkołach i przedszkolach edukacji seksualnej, jak też wiadomość, iż pewien blogujący Janusz ogłosił projekt „DEKLARACJ i WIARY Nauczycieli katolickich i studentów PEDAGOGIKI”. Choć o tej inicjatywie wypowiedziało się kilka Ważnych Osób, postanowiłem nie dodawać wagi temu pomysłowi, angażując uwagę Czytelników tego felietonu faktem jego komentowania.

 

Czytaj dalej »



Przed tygodniem zakończyłem mój felieton słowami: „Za tydzień spotkamy się w „końcoworocznym” felietonie, w którym podejmę próbę dokonania bilansu sukcesów i niepowodzeń rocznego prowadzenia „Obserwatorium Edukacji”. Oczywiście miałem na myśli nie rok kalendarzowy (bo ten minie dopiero 4 września), a szkolny. Skoro złożyłem taką deklarację, nie wypada teraz się wycofywać.

 

Czytaj dalej »



Nie będę udawał, że nie wiem co najprawdopodobniej przykuwało uwagę moich rodaków, tuszę że także czytelników OE, w zakończonym właśnie tygodniu. Nie mam wątpliwości, że w kraju tym ogniskującym uwagę sporej ich liczby wydarzeniem był serial „taśmowy”, iluminowany jeszcze relacjami z nieproszonej wizyty prokuratorów i funkcjonariuszy ABW w redakcji tygodnika „WPROST”, a ze świata – bezsprzecznie – pierwsze mecze na brazylijskim Mundialu. Zapyta ktoś, co to ma wspólnego z deklarowaną przeze mnie wielokrotnie linią redakcyjną skupiania się na edukacji?  Nie mam wątpliwości, że w obu przypadkach związki takie są, i to – niestety – z negatywnymi dla procesów wychowawczych skutkami.

 

Nie trzeba chyba przekonywać, jak bardzo rujnującym dla spójnej wizji świata ludzi dorosłych jest ten, nie mam wątpliwości że wywołany jedynie dla osiągnięcia doraźnych celów  politycznych, serial podsłuchowy. Jednak nie zamierzam włączać się w nurt dyskusji o tym co jest większym złem: treści podsłuchanych rozmów czy sam fakt nielegalnych podsłuchów, kto i po co to nagrywał, kto i dlaczego upublicznił te nagrania w tym a nie innym momencie, gdyż niezależnie od możliwych odpowiedzi „mleko już się wylało”! Przegramy na tym wszyscy, bo tak czy siak pogłębi się ogólny brak zaufania do polityki i polityków, a nasi wychowankowie, uczniowie, w jeszcze mniejszym niż to było dotąd procencie będą zainteresowani udziałem w mechanizmach demokratycznego państwa.

 

A co z meczami w Brazylii? Stamtąd także nie zawsze płynie pokrzepiający przekaz. Co prawda młodzi ludzie mogą na własne oczy zobaczyć, że w sporcie możliwe jest wszystko – nawet wyeliminowanie wielkich i zamożnych faworytów przez lekceważone wcześniej reprezentacje małych i niebogatych krajów, to jednak zdarzają się tam sytuacje, gdy mecz wygrywał sędzia, a nie skutecznie walczący na boisku piłkarze. Dlatego skupię się na tym, co dzieje się aktualnie na naszych szkolnych „boiskach”.

 

Czytaj dalej »



Miniony tydzień obfitował w warte uwagi wydarzenia, i to zarówno mające wpływ na lokalne, szkolne społeczności, jak i na szersze systemy edukacyjne. Jednak nie tym, już zauważonym i opisanym w „Obserwatorium Edukacji” imprezom i problemom zamierzam poświęcić dzisiejszy felieton. Jego tematem będzie sposób, w jaki społeczność I Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Łodzi uczciła pamięć swego, zmarłego przed kilkoma miesiącami nauczyciela Zdzisława Sędzickiego. Także remanentom ubiegłotygodniowego felietonu. Ale zacznijmy od „Kopra”.

 

Dotąd szkoła ta kojarzyła mi się z miejscem, gdzie uczą się ambitni i zdolni uczniowie, u których nauczyciele potrafią rozbudzić potrzebę zdobywania wiedzy, wykraczającej poza podstawy programowe, z miejscem określanym często mianem „kuźni olimpijczyków”.

 

Jednak teraz, od wydarzeń opisanych w łódzkich mediach, będę o niej myślał także jak o szkole, w której więź między uczniami i nauczycielami przekracza ramy formalne, gdzie relacja Mistrz – Uczeń rodzi autentyczne więzy emocjonalne, jak się okazało – trwające „poza grób”.

 

Czytaj dalej »



Gdy pisałem tydzień temu mój felieton oświadczyłem, że nie będę zajmował się obradami XX Sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży. Rzecz w tym, że pisząc te słowa nie wiedziałem, co tam się wydarzyło, a co dało pożywkę do satysfakcji wszystkim łowcom sensacji. Cóż, takich nigdy i nigdzie nie brakuje. Ale dopiero w czwartek, 5 czerwca, dotarło do mnie, że będę jednak musiał podjąć temat radości, jaką sprawili swymi wystąpieniami – nie byle komu, bo przewodniczącemu Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN – trzej młodzieżowi posłowie. Pierwszym z nich był Dominik Feliks – jeden z dwu posłów, którzy przyjechali na te obrady Sejmu Dzieci i Młodzieży z Liceum Ogólnokształcącego im. J. Matejki w Wieliczce. Ten zajmujący tak eksponowane stanowisko w środowisku polskich nauczycieli akademickich zajmujących się pedagogiką profesor tak skomentował tamtego czwartku na swym blogu wystąpienie owego młodzieńca :

 

Warto zobaczyć tego chłopca i posłuchać także salwy braw, jakie otrzymał od pozostałych uczestników politycznego „kiczu polskiej demokracji”. Swoje wystąpienie rozpoczął od jakże trafnej konstatacji: „Pragnę Wam powiedzieć, że cały ten projekt – Sejm Dzieci i Młodzieży, jak i ta uchwała, nad którą dziś debatujemy – to zwykła szopka zorganizowana przez rządzących” Brawa należą się jego rodzicom, nauczycielom i jemu samemu. Nie bał się wystąpić publicznie, by przekazać swoim rówieśnikom, swojemu pokoleniu, by nie napawało się udziałem w iwencie politycznym – jak to się dzisiaj określa.

 

Jestem rozczarowany łatwością, z jaka pan profesor, było nie było pedagogiki, poparł to wystąpienie, nie analizując zarówno zawartych w nim zagrożeń dla postaw obywatelskich (deprecjonowanie urzędu Prezydenta RP, stawiania znaku równości między państwem opiekuńczym a państwem opresyjnym), ani przede wszystkim tego, że jeszcze większą szopką było to, co Dominikowi „udało się nawrzucać” organizatorom tego przedsięwzięcia. A z tymi brawami, to gdy się lepiej przysłuchać i popatrzeć na salę, to też tak żywiołowo nie było!

 

Czytaj dalej »



Pisząc felieton w dniu 1 czerwca do „Obserwatorium Edukacji” nie mam wyboru: do podjęcia jest tylko jeden temat – „Dzień Dziecka”.  Co prawda jest precedens: pewien pedagog właśnie tego dnia zajął się na swym blogu aferą wokół rektora, którego działania nie przynoszą chluby nie tylko partii, z ramienia której jest senatorem, ale i środowisku akademickiemu jako takiemu. Wszak rektorem uczynili go reprezentanci społeczności tej uczelni.

 

Ja jednak nie będę udawał, że o tym dniu nie pamiętam, albo że wszystko co się tego dnia w sferze publicznej w tym temacie dzieje nie jest warte mojej uwagi. Co prawda nie zamierzam relacjonować przebiegi XX Sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży, a wyrazić przy tej okazji mój prywatny stosunek nie tylko do tych obchodów, ale w ogóle do takiego okazjonalnego zajmowania opinii publicznej ważnymi problemami, dla których pretekstem są owe „Dni”: Dziecka, Matki, Ojca, Kobiet, ale także Dzień Książki, Dzień Astmy, Dzień Życia i wiele, wiele innych…

 

Tak sobie myślę, że nauczyciele powinni każdego dnia przekraczać progi szkoły ze świadomością, że to jest Dzień Dziecka. Ale nie tylko nauczyciele. Także pracownicy pomocy społecznej, sądów rodzinnych, policji, lekarze pediatrzy i pewnie jeszcze wielu innych, wykonujących zawody, od których zależy jakość życia dzieci. I nie byłoby źle, gdyby każdy dzień był Dniem Dziecka we wszystkich rodzinach, gdzie żyją dzieci. I w mieszkaniach ich sąsiadów…

 

Czytaj dalej »



Pisanie felietonów w niedziele ma swoje dobre i złe strony. Dobrą stroną jest możliwość  refleksyjnego podsumowana wydarzeń minionego tygodnia, zaś złą – dobrowolne pozbawienie się prawa do weekendowego czasu wolnego. Nie pora jednak na narzekanie, zwłaszcza, że pisanie felietonu, w moim przypadku, jest zajęciem, które profesor Aleksander Kamiński – autor klasycznej książki „Czas wolny i jego problematyka społeczno-wychowawcza – zaliczał do stworzonej przez siebie kategorii „czasu na wpół wolnego”.

 

Wszak nikt, w znaczeniu „przełożony”, nie nakazuje mi tego, a robię to w poczucie dobrowolnie przyjętej na siebie powinności. I stąd wypływa ten swoisty obowiązek, którego wypełnianie rodzi poczucie satysfakcji, płynącej z faktu robienia czegoś pożytecznego, co samo w sobie jest źródłem, jak czekolada, wydzielania endorfin.

 

Zostawmy te dywagacje, czas przejść do bilansu tygodnia. Po przejrzeniu wydarzeń, które znalazły swe odbicie w OE, a także tych, które nie zostały tu odnotowane, postanowiłem skupić się dziś na „Odysei Umysłu”.

 

Czytaj dalej »