
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dzisiaj (12 kwietnia 2023 r.) proponujemy lekturę zamieszczonego wczoraj na przez Danutę Sternę na jej blogu tekstu o pozytywnym wykorzystaniu błędów popełnianych przez uczniów. Tekst publikujemy w całości:
Rysunek: Danuta Sterna
Piękny błąd
Powszechnie akceptowane jest, że uczniowie, a nawet dorośli, mówią: „Nie jestem dobry z matematyki”. Część odpowiedzialności za to spada na szkolny zwyczaj podkreślania błędów. Wiele osób czuje się wtedy poniżonych i zaprzestaje podejmowania wyzwań, aby nie narazić się na popełnienie błędów. Innym zwyczajem, szczególnie lekcji matematyki, jest docenianie tych uczniów, którzy podają odpowiedź właściwą i najlepiej szybko. To również nie sprzyja ryzykowaniu.
Zapominamy, że mózg rozwija się bardziej, gdy popełniamy błędy, niż gdy po prostu rozwiązujemy problem. Warto wziąć to pod uwagę i przekonać do tego uczniów.
Uczniowie potrzebują nastawienia na rozwój, czyli przekonania, że pracą i wysiłkiem mogą rozwijać swoją inteligencję. Wtedy mają szanse widzieć dobro w popełnianiu błędów. Nauczyciele mogą zaprojektować lekcje wspierające przekonanie, że błędy są piękne i należy je celebrować. Dobrą strategia jest – analiza błędów. Ten wpis oparty powołuje się na nauczanie matematyki, ale może być z powodzeniem wykorzystany na innych lekcjach.
Analizy błędów wymaga od uczniów pracy wstecz. Zamiast rozwiązywać problem matematyczny, uczniowie otrzymują już rozwiązany problem, który zawiera błędy. Uczniowie identyfikują popełnione błędy, uzasadniają swoje rozumowanie i poprawiają rozwiązanie problemu. Popełnione w rozumowaniu błędy mogą być zarówno koncepcyjne, jak i obliczeniowe. Uczniowie bardzo lubią wskazywać i poprawiać czyjeś błędy, warto to wykorzystać.
Kilka sposobów na wykorzystanie analizy błędu w klasie szkolnej.
1.Dyskusja
Analiza błędów to świetny sposób na wywołanie dyskusji wśród uczniów. Przy tradycyjnym rozwiązywaniu problemu trudno jest od razu przeprowadzić dyskusję w parach lub grupach, ponieważ uczniowie muszą najpierw rozwiązać problem samodzielnie.
Dzięki analizie błędów uczniowie otrzymują już rozwiązany problem i natychmiast mogą przystąpić do dyskusji na temat tego, co zauważyli. Tego typu dyskusje w matematyce pozwalają uczniom lepiej zrozumieć, w jaki sposób rozwiązuje się problemy, i promują myślenie strategiczne.
2.Indywidualnie i w grupie
Na ten poświąteczny dzień proponujemy obejrzenie i wysłuchanie nagrania wypowiedzi Borysa Bińkowskiego, zamieszczonego na jego fb profilu 7 kwietna br.:
TRZY FILARY SZKOŁY PRZYSZŁOŚCI – TUTAJ
Mój subiektywny wybór, choć porządnie uzasadniony.
Jestem ciekaw waszych komentarzy. Zgadzacie się? Coś byście dodali? Coś byście ujęli?
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9
Wczoraj (5 marca 2023 r.) w „Akademickim Zaciszu” rozmawiano o tanatopedagogice – subdyscyplinie pedagogicznej zajmującej się edukacją w aspekcie chorowania i umierania.
Do udziału w tej rozmowie prof. Roman Leeppert zaprosił:
– Doktor Aleksandrę Kurowską-Susdorf – badaczkę pracującą na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.. W swych badaniach skupiła się na praktyce społecznej Kaszubów w obszarze religijno-rytualnym z aspektami związanymi z tradycjami pogrzebowymi. Jest autorką książki „Oswoić śmierć – Edukacyjny potencjał kaszubskich rytuałów pogrzebowych”;
– Doktor Martę Annę Sałapatę – pedagożkę, filolożkę, psychotraumatolożkę i certyfikowaną biblioterapeutkę. Jest ona zawodowo związana z Instytutem Pedagogiki Akademii Pomorskiej w Słupsku. Zajmuje się tanatopedagogiką, zjawiskiem sytuacji trudnych i rozwojem tożsamości w cyklu życia.. Swoją pracę doktorską poświęciła analizowaniu postaw nauczycieli edukacji wczesnej wobec śmierci;
– Doktor Edytę Sielicką – nauczycielkę dyplomowaną, socjolożkę, socjoterapeutkę, adiunktkę w Katedrze Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Szczecińskiego, członkinię Zespołu ds. Wsparcia Psychologicznego przy Głównej Kwaterze Związku Harcerstwa Polskiego. Jej zainteresowania badawcze koncentruje wokół tematyki edukacji tanatologicznej i jej jakości oraz znaczenia dla prawidłowego rozwoju człowieka, a także sytuacji kryzysowych w życiu dzieci i młodzieży. Jest autorką książek i artykułów, których zagadnienia dotyczą sytuacji edukacyjnej dzieci i młodzieży w kryzysie, budowania sieci wsparcia społecznego przez instytucje państwowe oraz organizacje pozarządowe.
Zapraszam do obejrzenia i wysłuchania w dogodnej dla siebie porze:
Czy potrzebujemy edukacji tanatologicznej? – TUTAJ
Wczoraj (4 kwietnia 2023 r.) Robert Raczyński zamieścił na swoim blogu kolejny tekst – tym razem przedmiotem jego rozważań stały się nowe technologie i stosunek do nich większości nauczycielek i nauczycieli. Poniżej zamieszczamy wa fragmenty – początkowy i kończący – odsyłając zainteresowanych linkiem do pełnej wersji teko posta:
Przełomu naszego powszedniego…
Nowe technologie wywołują zwykle spore poruszenie i całą gamę mniej lub bardziej adekwatnych reakcji społecznych. Naturalnym jest, że techniki informatyczne, a zwłaszcza szersze zaistnienie w ogólnej świadomości potencjału sztucznej inteligencji, pobudza wyobraźnię i skłania do refleksji nad ich wykorzystaniem w oświacie. Taką refleksję miała z pewnością stanowić konferencja “Edukacja dla przyszłości”, zorganizowana przez Stowarzyszenie Cyfrowy Dialog.
Sądząc z jej krótkiego podsumowania na łamach Edunews.pl, na konferencji pominięto bardzo istotny element zagadnienia – kwestię komu tak naprawdę zależy, by nowoczesne technologie znalazły właściwe (to znaczy jakie?) miejsce w edukacji. To pytanie tylko z pozoru jest retoryczne, gdyż odpowiedź, że zależy wszystkim, najwyraźniej uznana przez uczestników za oczywistą, nie wytrzymuje konfrontacji z realiami. Jest to dość typowe dla wszystkich inicjatyw tego rodzaju – organizatorzy i uczestnicy z reguły zakładają, że sama teoretyczna słuszność propagowanej idei i potencjalne zyski z jej upowszechnienia stanowią wystarczający powód, by dziwić się, że nie zdominowała ona jeszcze interesującej ich dziedziny. W tym wypadku również optymistycznie założono, że wykorzystanie technologii w edukacji jest jakimś ogólnie pożądanym dobrem społecznym, zasobem, z którego pragną i powinni czerpać wszyscy, ku wspólnej korzyści.
Niezależnie od obiektywnej wartości tego założenia, jest to wyraz, jeśli nie naiwności, to błędnie rozumianego optymizmu. Optymizmu, który bardzo utrudnia efektywne zmierzenie się z problemem. Kiedy dokładnie przyjrzymy się ewentualnym zainteresowanym, szybko zorientujemy się, że taki optymizm jest jedynie jeszcze jednym rodzajem korporacyjnej mantry. Potencjalnie największy beneficjent przesłania płynącego z konferencji, a więc podmiot oświaty publicznej, jest jak najbardziej zainteresowany nowoczesnymi technologiami, ale nie w stopniu, ani nie w zakresie pożądanym przez tych, którzy owe technologie widzą kluczowymi dla nowoczesnej oświaty. Uczniowie rzeczywiście zainteresowani takim przesłaniem odzwierciedlają, jak się zdaje odsetek tych, którzy w przyszłości będą dążyć do wykorzystania swojej wiedzy profesjonalnie. Reszta skupi się na biernym korzystaniu z dobrodziejstw techniki i informatyki, nie zaprzątając sobie głowy ich „właściwym”, efektywnym i prorozwojowym użyciem, tak jak czyniły to wszystkie wcześniejsze pokolenia.
Czy jest to aż tak zaskakujące? Bądźmy realistami, czy ktokolwiek nauczył się korzystać z telefonu w szkole? Czy ktokolwiek w pełni wykorzystuje potencjał nawet słabszych jego modeli, dostępnych na rynku? A może ktoś z Państwa miał w szkole zajęcia z obsługi magnetofonu, który mógł przecież w swoim czasie wydatnie pomóc w rozmaitych sytuacjach? Serdecznie wątpię. Większość z całą pewnością samodzielnie nauczyła się utrwalać muzykę, która im się podobała i tylko nieliczni pomyśleli, że kaseta magnetofonowa usprawni im pracę reportera. Zanim polemiści wytkną mi, że obecnie szeroko rozumiana technika IT daleko bardziej ingeruje w nasze życie niż przykład, który podałem, zauważę, że jest to jedynie kwestia skali, a nie perspektywy – nowinki technologiczne są zawsze najpierw absorbowane przez armie i rozrywkę, a dopiero później uwzględniane jako wyznacznik technicznej dojrzałości społeczeństwa. Płynie stąd oczywisty wniosek, że szkoła, która chciałaby zainteresować młodych ludzi technologią musiałaby stać się liderem przemysłu rozrywkowego. Niech wszyscy zdziwieni jej znikomym udziałem w propagacji nowoczesnych technologii odpowiedzą sobie na dwa pytania: Czy jakikolwiek podmiot, instytucja bądź system edukacyjny stały się kiedykolwiek trendsetterami, zdolnymi dyktować zainteresowania szerokim masom społeczeństwa? Czy jakiekolwiek państwo stać na inwestycje w przemianę niemal całkowicie analogowych szkół w centra, mogące konkurować z nielicznymi ośrodkami taką rozrywkę oferującymi? Nie? A to niespodzianka…
[…]
Oto zamieszczony wczoraj (4 kwietnia 2023 r.) na fb profilu dr Tomasza Tokarza tekst:
Zdumiewające jest to, że w prawie jest jasno napisane czym jest ocenianie, czym jest ocena a jednak pozostaje to totalnie nierozumiane.
Zacytujmy:
„Ocenianie bieżące z zajęć edukacyjnych ma na celu monitorowanie pracy ucznia oraz przekazywanie uczniowi informacji o jego osiągnięciach edukacyjnych pomagających w uczeniu się, poprzez wskazanie, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć„
Monitorowanie to systematyczna obserwacja wg pewnych kryteriów a jej celem POMOC uczniowi W UCZENIU SIĘ przez przekazanie mu informacji zwrotnej.
Przykład:
„Adam, porozmawiajmy o Twoim projekcie. Muszę przyznać, że zrobiłeś postępy, idzie Ci coraz lepiej. Dobrze się idzie Ci formułowanie i weryfikowanie hipotez. Znacznie lepiej niż na początku. Pojawiało się natomiast trochę błędów w analizie danych. Powinieneś nad tym popracować – choć pokażę Ci kilka ćwiczeń, które mogą Ci w tym pomóc„
Tak, TO JEST OCENA BIEŻĄCA wg kryteriów zawartych w prawie.
Tymczasem librusy są zapełnione jakimiś cyferkami.
Czyżbyśmy nie rozumieli podstawowych definicji?
Co o tym myślicie?
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
W niedzielę 2 kwietnia 2023 r. Danuta Sterna zamieściła tekst, który postanowiliśmy udostępnić naszym Czytelniczkom i Czytelnikom bez skrótów:
Sztuka pochwał
Rysunek: Danuta Sterna
O sile i potrzebie doceniania, o barierach w sztuce doceniania i wskazówki, jak je pokonywać.
Chwalenie, docenianie, świętowanie to nie jest łatwa sprawa też w szkole. Struktura nauczania w szkole jest taka: nauczyciel jest ekspertem, wie i przekazuje najlepiej jak umie wiedzę; uczniowie korzystają z wiedzy nauczyciela i uczą się tego, czego szkoła wymaga. Nie widać miejsca na chwalenie.
Warto wykonać pewne ćwiczenie mentalne. Wyobraź sobie osoby z twojej klasy, zastanów się, za co mógłbyś każdej z nich podziękować. Pewnie napotykasz w myślach co najmniej jednego ucznia, z którym masz kłopot – nie może usiedzieć w miejscu, nie może przestać mówić, spóźnia się, nie oddają prac domowych itp. Nie masz ochoty na chwalenie takiej osoby, ale to ona właśnie potrzebuje najbardziej twojego docenienia.
Na studiach psychologicznych mówi się o tym, że powinniśmy sześć razy częściej zauważać pozytywne zachowania niż negatywne. Dlaczego to jest takie trudne w praktyce?
Za co go chwalić, jak tylko wykonuje swoje obowiązki?
To nie jest nic nadzwyczajnego, aby to świętować!
On jest tak przemądrzały, że moje docenienie jeszcze bardziej go „zepsuje”.
W tym wieku powinien już dawano to umieć!
Przeanalizujmy bariery w docenianiu.
Foto: www.krotoszyn.naszemiasto.pl
Jarosław Pytlak w swoim najnowszym poście zamieszczonym w sobotę 1 kwietnia – ale nie jako prima aprilis owy żart – na blogu „Wokół Szkoły” podjął, zupełnie na poważnie, problem narastającej agresji w szkołach. Postanowiliśmy udostępnić ten tekst, bez skrótów, na OE. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Agresja w szkołach niejedno ma imię
Minister Edukacji i Nauki w wywiadzie dla PAP stwierdził ostatnio, że do jego urzędu nie docierają informacje o wzroście poziomu agresji w szkołach:
„Nie mamy sygnałów, żeby w szkolnych klasach czy na korytarzach wzrastała agresja. Zdarzają się incydenty, zawsze się zdarzały, ale nic więcej.”
Odnosząc się w tym kontekście do niedawnego dramatu, jakim było zamordowanie nastolatka w Zamościu przez jego rówieśników, wskazał, że odbyło się to poza szkołą, czyli w miejscu, gdzie za dzieci odpowiedzialni są rodzice; rzecz jest zatem w gestii Ministerstwa Rodziny…
Minister Czarnek oświadcza w ogóle bardzo często i bardzo wiele, czym wywołuje zmęczenie materiału – trudno komentować wszystkie wypowiedzi, nawet jeśli istnieje taka pokusa w obliczu jego braku roztropności i świadomości realiów polskiej oświaty. Uznałem jednak, że w tym przypadku milczeć nie należy, bowiem nieświadomość najwyższej władzy oświatowej może być brzemienna w skutki. Pozwalam sobie zatem zasygnalizować panu ministrowi, że poziom agresji w placówkach oświatowych jednak rośnie, a paleta odcieni tego zjawiska jest coraz szersza.
Być może ktoś zlicza incydenty w szkołach i je raportuje. Jeśli nawet, dotyczy to zapewne tylko zdarzeń drastycznych, które znalazły się w orbicie zainteresowań policji, albo przynajmniej kuratoriów. Nie mogę wykluczyć, że takie statystyki nie pokazują wzrostu. Jestem jednak przekonany, że cały czas wzrasta poziom agresji, nazwijmy to, codziennej, powszedniej. Emocje, nerwowość, brak zaufania, wszystko to w coraz większym stopniu odciska piętno na szkolnej rzeczywistości, powodując, że atmosfera, w której funkcjonują uczniowie, ich rodzice i nauczyciele, „siada” coraz bardziej.
Jeśli chodzi o dzieci i młodzież, zamknięcie gimnazjów niczego nie poprawiło. Jeszcze przed tą fatalną decyzją badania społeczne wykazywały, że najwięcej przemocy rówieśniczej było klasach 5-6 szkoły podstawowej. Sądzę, że tak jest nadal. Zestresowani, przeciążeni nauką uczniowie klas najstarszych nie łagodzą swoją obecnością sytuacji w szkołach podstawowych, bo sami przeżywają kłopoty i frustracje. Nauczyciele, wciąż w pogoni za nieosiągalnym sukcesem „zrealizowania” podstawy programowej, nie mają czasu, a czasem i chęci, by posłużyć młodym ludziom głosem wsparcia i rozsądku.
Dzisiaj przypominamy tekst, który został opublikowany na blogu < beathing >, prowadzonym przez bardzo liczny zespół, 7 lipca 2021 roku. Przyjęliśmy wersję, że jest to źródło nie cieszące się wielką popularnością i dlatego dziś udostępniamy na OE jego fragmenty, odsyłając do źródła w celu zapoznania się z całym tekstem. A jeśli Wam czas pozwoli – z innymi tekstami tam zamieszczonymi:
„Siadaj, jeden!”, czyli o błędach w systemie oceniania
Do najpopularniejszych wątków dzisiejszych dyskusji o edukacji zdecydowanie należy kwestia ocen oraz zdolności dziecka. Toczą się one zarówno w mediach społecznościowych, jak i na forach nauczycielskich. Ścierają się dwa fronty – mamy do czynienia z grupą zwolenników tradycyjnej szkoły, która staje w obronie aktualnego sposobu oceniania oraz z grupą postępowców daleką od szkolnego konserwatyzmu, optującą za szkołą bez ocen, które ich zdaniem hamują motywację do nauki i ograniczają potencjał uczniów. Jak zatem dokonać rewolucji w edukacji i pożegnać się ze sztywnym systemem oceniania?
System oceniania – zmiany są konieczne
W tak ważnym aspekcie edukacji nie sposób nie zacząć od Kena Robinsona i jego doskonałego manifestu edukacyjnego „Zmiana paradygmatu edukacji”, w którym Robinson celuje palcem wskazującym w dorosłych niekoniecznie w pozytywnym tonie. Ken Robinson dopuszcza się śmiałej krytyki systemu oceniania uczniów oraz szeregu wymagań, z którymi uczniowie spotykają się we współczesnej szkole. Stanowczo nie godzi się na to, by dorośli z pomocą sztywnych systemów odbierali młodym samodzielność myślenia i kreatywność w działaniu. To przez ocenianie uczniowie odczuwają niechęć do szkoły oraz tracą radość z procesu zdobywania wiedzy. Pierwszoroczniacy z ciekawością idą do szkoły, czekają na poznanie nieznanego, natomiast starsze roczniki charakteryzuje już nierzadko niska frekwencja, brak motywacji do nauki, głośno wyrażana niechęć uczestnictwa w zajęciach nawet wśród tych najzdolniejszych uczniów. Trudno jest się temu dziwić, skoro na co dzień w szkołach odbywa się festiwal zbyt częstego stawiania ocen, stosowania ocen jako kar, wykorzystywania ocen do porównywania uczniów, a kryteria całego systemu oceniania są zwyczajnie zawiłe. Z drugiej strony kadra nauczycielska rozkłada ręce, ponieważ często uczniowie nie wykonują zadań bez obietnicy wystawienia im oceny. […]
Wypracowanie systemu oceniania przez szkoły jest niemałym wyzwaniem, a zespoły oddelegowane do realizacji tego zadania muszą zastanawiać się m.in. nad takimi aspektami, jak: co i jak oceniać? Oceniać absolutnie wszystko czy wybiórcze zadania/prace? W jaki sposób budować motywację uczniów do nauki? W jaki sposób wskazywać oceną, że uczeń wykonuje swoją pracę dobrze i jak udzielać feedbacku? Należy pamiętać, że przedmiot podlegający ocenie jest niezwykle złożony i ma ogromny związek z indywidualnymi cechami człowieka.[…]
Ocenianie – zastygłe koncepcje
Niestety zdecydowana większość reguł oceniania stoi na bardzo sztywnych fundamentach. Nierzadko system i formalny, i nieformalny, jest również niewłaściwie rozumiany. Robinson podkreślał, że: „Niestety uważamy, że testy i egzaminy są odpowiednią formą oceniania. W ocenianiu muszą być zrównoważone elementy opisowe (co uczeń potrafi, umie) i porównawcze (jak wypada na tle). Problem jeśli te drugie przeważają. Akademickie podejście do oceniania w szkole nie jest dobre. To potworny błąd” – więcej o jego koncepcji przeczytasz w artykule, który publikowaliśmy wcześniej.
We współczesnej szkole podczas oceniania uczniów nauczyciele często nie biorą pod uwagę kwestii indywidualizacji całego procesu kształcenia.[…]
System oceniania – co dalej?
Pytania w obszarze potencjalnych zmian w systemie oceniania się mnożą. Kto powinien oceniać uczniów – rodzice czy nauczyciele? Kto ma do tego prawo i zrobi to lepiej? Czy to są właściwe pytania? Czy to dobry czas, aby szukać na nie odpowiedzi? Czy to, czego uczniowie potrzebują teraz najbardziej, to kontrola i oceny?
Ken Robinson sięga w „Kreatywnych szkołach” po odważne porównania i metafory. I dobrze. Twierdzi, że oceny są dla nas jak narkotyk, w którego szponach wszyscy się znajdujemy. Mocno podkreśla, że: „Pierwotnie oceny były narzędziem w rękach nauczycieli, ale dziś to nauczyciele są narzędziem w rękach ocen”.
Pamiętaj: szkoła nie jest wyłącznie miejscem, w którym naucza się dzieci. To miejsce, w którym się z nimi współpracuje. Nauczyciel nie jest maszyną do przekazywania wiedzy, a człowiekiem, do którego uczeń może mieć zaufanie, szacunek czy traktować jak przyjaciela i działa to w dwie strony! Co więcej, szkoła jest także miejscem, w którym swoją przestrzeń mogą znaleźć rodzice.
Czym może być edukacja? Wielką i fascynującą przygodą z brakiem stosu podręczników, sztywnego planu lekcji i ocen, a to tylko wyimek z rewolucyjnej wizji zmian. Nawet jeśli zrezygnujemy z tych aspektów edukacji, powinniśmy dobrze się zastanowić, czy i kiedy zastąpić je innymi rozwiązaniami. Ostatecznie całkowity brak ocen też ma swoje konsekwencje.
A Ty? Co o tym myślisz?
Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek
Źródło: www.bethink.space
Od lat prowadzę ze studentami rozpoczynającymi studia pedagogiczne zajęcia z „wprowadzenia do pedagogiki”. To przedmiot służący m.in. alfabetyzacji pedagogicznej, czyli nabyciu języka studiowanej dyscypliny oraz umiejętności samodzielnego definiowania używanych pojęć. Te ostatnie można charakteryzować m.in. za pomocą treści (czyli przypisywanego im znaczenia) oraz zakresu (czyli odpowiadających im desygnatów). Nie miejsce tu na akademicki wykład z tego zakresu. Przywołuję to osobiste dydaktyczne doświadczenie z jednego powodu. W dyskursie publicznym toczonym m.in. w mediach społecznościowych, którego przedmiotem jest edukacja, bardzo często pojawia się termin „szkoła pruska”. Termin ten bywa używany w dziesiątkach znaczeń, najczęściej przypisuje mu się znaczenie negatywne, służy on do określania tego, z czym należy walczyć, co należy zlikwidować.
Akademicki pedagog zanim zabierze w takim dyskursie głos, zadaje sobie pytanie: szkoła pruska, czyli jaka? Co oznacza ten termin? Jakie znaczenie mu przypisujemy?
W ostatnim czasie pojawiły się dwa ważne posty, które podejmują próbę sprecyzowania znaczenia tego określenia. Pierwszą z prób podjął Tomasz Tokarz w poście z 11 marca br. (niestety nie jest możliwe udostępnienie dwóch postów jednocześnie, polecam jednak post Tomasza uwadze). Drugą próbę podjął w ubiegłym tygodniu Łukasz Szeliga (to ten post udostępniam).
Tak sobie myślę, że jeżeli nie chcemy, żeby używane przez nas terminy były „pustymi znaczącymi” (czyli – mówiąc językiem Ernesto Laclau – formami reprezentacji bez zawartości znaczeniowej) to warto zadbać o sprecyzowanie ich znaczenia. Tomasz Tokarz i Łukasz Szeliga takie próby podjęli, za co im bardzo dziękuję!
Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/
I poniżej swojego tekstu prof. Leppert zamieścił post z fb profilu Łukasza Szeligi z 22 marca 2023 r. o „pruskiej szkole”:
„PRUSKA SZKOŁA”
To pojęcia, które z impetem weszło trzy- cztery lata temu do polskiego dyskursu o edukacji, pełniąc – jak uważam – funkcję promocyjną i marketingową dla tego, co pruskie nie jest.
Termin ten pada na konferencjach, szkoleniach i w publikacjach, lecz rzadko bywa wyjaśniony. Raz oznacza szkołę systemową, raz szkołę opresyjną, a innym razem wszystko, co wymaga jakiegokolwiek obowiązku od nauczycieli, uczniów czy dyrektorów.
Czym zatem jest „pruska szkoła”?
Podczas wczorajszegoego spotkania w „Akademickim Zaciszu” wiodącym tematem rozmowy był problem potrzeb lekturowych dziecięcych czytelników kształtowanych przez „kulturę skrótu myślowego”.
Do udziału w rozmowie prof. Roman Leppert zaprosił:
– Dr hab. Annę Józefowicz, prof. UwB – autorkę książki „Obrazy dzieciństwa w polskiej prozie dziecięcej XXI wieku. W poszukiwaniu kontekstów edukacyjnych”
– Doktor Annę Warzochę, autorkę książki „Wychowanie do lektury 2.0”
Jak to stało się już naszą tradycją – informując o tym wydarzeniu, zapraszamy wszystkich, których ten temat zainteresował, a wczoraj nie mogli tej rozmowy obejrzeć i wysłuchać, aby o dowolnej porze „kliknęli” poniższy link:
Dziecięce czytanie świata w kulturze skrótu myślowego – TUTAJ












