
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Wczoraj – w Święto Trzech Króli” – Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu obszerny tekst, w którym dokonał analizy rocznej działalności MEN pod kierunkiem ministry Barbary Nowackiej. Poniżej prezentujemy jego wybrane (subiektywnie) fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji. Wyróżnienie zdań pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Mało co dobrego w oświacie na otwarcie roku 2025
Nie zamierzam ukrywać zawodu, jaki sprawiły mi działania Ministerstwa Edukacji Narodowej w ciągu pierwszego roku po wyborach. Miało być zupełnie inaczej, po nowemu, tymczasem mam wrażenie deja vu – politycy powtarzają stare błędy i propagandowe chwyty, obiecując jak zwykle, że już zaraz, za chwilę, ich genialny plan odmieni oblicze polskich szkół i przedszkoli. Niestety, z mojego punktu widzenia ostatnia zmiana na lepsze miała miejsce ćwierć wieku temu i nic nie rokuje powtórki. Poważnie obawiam się, że tradycyjna wiara decydentów politycznych we własną mądrość i sprawczość przyniesie równie tradycyjny efekt, czyli kolejne lata borykania się środowiska oświatowego z nowymi problemami, które tylko uzupełnią długą listę dotychczasowych. Przeżyłem to już dwa razy i nie mam ochoty uczestniczyć w następnej pięknej katastrofie, wina za którą, jak zwykle, zostanie przypisana nauczycielom. Przyjmuję więc w tym miejscu modną ostatnio funkcję sygnalisty, by zwrócić uwagę wszystkich zainteresowanych, z jakim bagażem wchodzimy w rok 2025.
Oświatowe fajerwerki
[…] Każde rozdanie polityczne to nowy zestaw oświatowych fajerwerków, czyli odpowiednio nagłośnionych pomysłów, mających zachwycić publiczność, a przy okazji uczynić edukację lepszą, nowocześniejszą, efektywniejszą. Niestety, doświadczenie pokazuje, że nauczycielom i dyrektorom placówek oświatowych, za sprawą dodatkowych, odgórnie narzuconych wyzwań, przynoszą one głównie stres, a dla uczniów są w najlepszym razie neutralne, a czasem wręcz szkodliwe, jak to miało miejsce z tzw. kumulacją licealną po reformie Zalewskiej. Witając u władzy nową koalicję oczekiwaliśmy więc przede wszystkim pragmatycznej korekty absurdów dziedzictwa pisowskich poprzedników, a jeśli głębokiej zmiany, to dobrze przemyślanej i rozpisanej na długie lata. Tymczasem, obok kilku udanych korekt, uszczęśliwiono nas zapowiedzią ekspresowej reformy programowej, czyli perspektywą nowych problemów, z jakimi już wkrótce trzeba będzie zmierzyć się w pracy z młodymi ludźmi. Ponieważ władze niezmiennie hołdują przekonaniu, że w oświacie wszystko się w końcu jakoś układa, i że nigdy nie było tak, żeby jakoś nie było, uważam, że przyszedł czas, by upomnieć się głośno o miliony uczniów i nauczycieli, w których uderzą odpalane obecnie oświatowe fajerwerki.[…]
Chciałbym z tym przesłaniem dotrzeć nie tylko do polityków, ale także do szerokich kręgów społeczeństwa. Do rodziców, którzy za kilka lat przeżyją zdziwienie, że mimo radosnego optymizmu ministry Nowackiej polska szkoła ma ich dzieciom niewiele do zaoferowania. Do nauczycieli, tak nawykłych do autorytaryzmu władz, że nastawionych dzisiaj głównie na przetrwanie, choć strategia taka nie rokuje żadnego pożytku ani satysfakcji z pracy, i na pewno nie musi być jedyną możliwą.
Rozumiem, ale też proszę o zrozumienie!
Rozumiem polityków, że pragną sukcesu; oświata wydaje im się wdzięcznym polem do działania, a chęć odciśnięcia swojego śladu w historii jest silniejsza niż świadomość różnych ograniczeń. Rozumiem ludzi ambitnych, mających swoje wizje edukacji i chcących wprowadzić ją w życie. Rozumiem nauczycieli, którzy pozytywnie odpowiadają na zaproszenie do współpracy, nawet to, że wbrew przeszłym doświadczeniom instrumentalnego traktowania przez polityków, wciąż wierzą w sprawczość swojego głosu w debacie o zmianach. Równocześnie jednak proszę o zrozumienie, dlaczego z takim uporem punktuję działania władz oświatowych, które uważam za błędne. Mam wrażenie, jakbym po raz kolejny siedział na widowni teatru i oglądał tę samą sztukę w nowej obsadzie aktorskiej. Przeżyłem już kilka reform oświatowych w naszym pięknym kraju i przekonałem się, że każda przynosiła skutki gorsze od poprzedniej. Słyszałem idee niczym kamienie filozoficzne, mające według kolejnych urzędowych reformatorów umożliwić przekształcenie szarej rzeczywistości w złoto edukacyjnego sukcesu, które nie sprawdziły się w realiach życia. Widziałem pozorowane konsultacje, które miały uwiarygodnić wprowadzane zmiany. To wszystko już było i najwyraźniej jawi się po raz kolejny. […]
Czy zdrowy rozsądek nie podpowiada, że edukacja zdrowotna z budzącymi wiele emocji w społeczeństwie elementami wiedzy o zdrowiu seksualnym, wrzucona z marszu jako przedmiot obowiązkowy dla bodaj ośmiu roczników uczniów, w sam środek wojny polsko-polskiej toczącej się w szkołach, w dodatku bez przygotowanej kadry nauczycieli, to wręcz sabotaż tego dobrego i potrzebnego pomysłu?! […]
Przyjrzyjmy się teraz bagażowi, z jakim polska edukacja ruszyła w 2025 rok.
Saszetka z pożytecznymi decyzjami
Ministra Nowacka dokonała trzech istotnych korekt absurdów odziedziczonych po rządach Anny Zalewskiej i jej następców. Znacząco podniosła wynagrodzenia nauczycieli. Powołała nowych kuratorów oświaty. Doprowadziła do powszechnie postulowanej redukcji treści szczegółowych zapisanych w podstawach programowych. Ta ostatnia zmiana, choć nie zadowoliła wszystkich, na pewno w znacznym stopniu uspokoiła buntujących się nauczycieli, uczniów i… rodziców. Wchodzimy z nią w rok 2025 bez poczucia, że coś w tej kwestii trzeba gwałtownie poprawić. […]
Stara obdrapana walizka z pragmatyką zawodu nauczyciela
Radykalne podniesienie zarobków nauczycieli przez nowy rząd było działaniem niezbędnym, doraźnie bardzo docenionym, ale… o krótkim terminie ważności. Po roku znajdujemy się niedaleko punktu wyjścia – płaca minimalna znowu zbliżyła się do wynagrodzenia nauczyciela początkującego. Zapisane w budżecie państwa 5% podwyżki stanowi w istocie wyrównanie inflacyjne. […]
Wśród nauczycieli panuje ogromny żal, że władze utrzymują tzw. godzinę dostępności, będącą dyżurem nauczyciela w placówce na potrzeby kontaktu z rodzicami lub uczniami. Powszechnie wskazuje się na niemożność dopasowania owego dyżuru do potrzeb potencjalnych interesantów, jak również częstą konieczność załatwiania bieżących spraw wychowawczych i dydaktycznych w innym czasie, kiedy tylko pojawia się taka potrzeba. Trudno oprzeć się wrażeniu, że póki co, ministerstwo po prostu nie chce pozbywać się potencjalnej karty przetargowej. A że perspektywa znaczących zmian w pragmatyce jest bardzo odległa, godziny dostępności mają przed sobą przyszłość. Szkoda nawet czasu na poszukiwanie w tym sensu, to tylko polityka.
Worek braku zaufania do nauczycieli
Ostatnie lata przyniosły radykalne obniżenie autorytetu nauczycieli. Krytyka ich pracy dobiega zewsząd, tworząc w mediach wykrzywiony obraz opresyjnych i bezdusznych belfrów. Na daleki plan zeszło oczywiste wcześniej zadanie szkoły, jakim jest wykształcenie młodego człowieka. Wiedza została zdeprecjonowana ogólnie, jako wartość, i w szczegółach, jako zestaw informacji zapisanych w podstawach programowych. Zanegowano sens codziennego trudu ucznia jako niezbędnego elementu zdobywania wykształcenia. Władze potraktowały obojętnie te zjawiska, a nawet podjęły działania, które je pogłębiły. Do klasyki urzędniczej ingerencji w nauczycielską autonomię przejdzie podpisane przez Barbarę Nowacką rozporządzenie ograniczające możliwość zadawania prac domowych i oceniania ich efektów w szkołach podstawowych. Weszło ono w życie mimo jednoznacznie negatywnych opinii zgłoszonych w ramach opiniowania projektu aktu prawnego, jak się powszechni uważa, tylko dlatego, że stanowiło realizację obietnicy rzuconej przez Donalda Tuska podczas wyborczego wiecu jego młodemu uczestnikowi.[…]
Dwadzieścia sakwojaży z reformami
Napisałem już wyżej o zapowiadanej reformie, że z powodu pośpiechu w przygotowaniach nie może się ona udać. To nie jedyny problem. Profil absolwenta, który stanowić ma założenie projektowe wszystkich przygotowywanych zmian, powstał przy całkowitym braku wpływu środowiska oświatowego, w tym także akademickiej pedagogiki, na to, co i w jakim celu należy w ogóle zaprojektować. Nauczyciele potraktowali z pełną obojętnością tzw. konsultacje społeczne, w których można było dyskutować szczegóły owego założenia, ale już nie jego istotę.
Podobnie rzecz ma się z zapowiadaną, ponoć rewolucyjną, formą podstawy programowej. Jako wzorzec zaprezentowano ją na przykładzie nowego przedmiotu, edukacji obywatelskiej. Najkrócej mówiąc, dokument okazał się przegadanym w formie i treści programem nauczania, na dokładkę zakładającym całkowity brak autonomii realizujących go nauczycieli. Obszernie napisałem o tym w październiku, w ramach konsultacji projektu rozporządzenia („Trzeba włożyć dużo pracy, żeby nic się nie zmieniło”), w najbliższym czasie napiszę raz jeszcze, w kontekście innych przedmiotów nauczania. Tutaj zwrócę uwagę jedynie na ten element reformy, który w największym stopniu godzi w sens pracy nauczycieli.
Założenie jest proste: wszystko, co zapisano w profilu absolwenta musi znaleźć odzwierciedlenie w podstawach programowych poszczególnych przedmiotów – przełożyć się na cele ogólne oraz umiejętności realizowane/kształtowane poprzez realizację celów szczegółowych, czyli dawnych treści kształcenia. Jeśli uczeń ma nabyć kompetencję X – musi być jasno zapisane w podstawie kiedy, przy jakiej okazji i, uwaga(!), w jaki sposób. Po raz pierwszy w historii polskiej edukacji postanowiono opisać explicite w podstawie programowej metody pracy nauczycieli oraz zasady oceniania – a wszystko po to, by szeregowi realizatorzy w swojej nieświadomości lub ignorancji nie naruszyli precyzyjnej konstrukcji myśli programowej. Taki sposób rozumowania i działania porównałbym do produkcji liny holowniczej dla ciężarówki z koronki, tkanej szydełkiem w myśl szczegółowej instrukcji koronczarki z Koniakowa. Spełni swoją funkcję lub nie, ale na pewno będzie się pięknie prezentować. […]
Niestety, wygląda na to, że w środowisko twórców reformy ma niezwykle niskie wyobrażenie o jakości kadry nauczycielskiej. Oto Instytut Badań Pedagogicznych opublikował właśnie broszurę pt. „Kilka słów o metodyce pracy nauczyciela”. Rzecz napisana jest przystępnym językiem, opatrzona ładnymi rysunkami; w założeniu stanowi kompendium absolutnie bazowej wiedzy metodycznej. W praktyce – świetny materiał dla ucznia pierwszej klasy studium pedagogicznego z lat osiemdziesiątych XX wieku. Jak trafnie zauważył prof. Lech Mankiewicz, autorzy najwyraźniej nie wzięli pod uwagę, że nauczyciele znają te metody, a jeśli ich nie stosują, to niekoniecznie z ignorancji, ale często ze świadomego wyboru, dostosowując się do potrzeb i możliwości konkretnych uczniów, z którymi mają do czynienia, oraz warunków swojej pracy. […]
Apteczka z ładunkiem zdrowia
Już od września 2025 roku ma zostać wprowadzona edukacja zdrowotna, nowy przedmiot szkolny, obowiązkowy od klasy czwartej szkoły podstawowej do trzeciej licealnej. Niezwykle ważny i potrzebny, ale z tak fatalnie zaplanowanym wdrożeniem, że przynajmniej początkowo przyniesie dużo więcej szkody niż pożytku. Na tle ogólnych wyrazów zachwytu dysonansem odbiło się stanowisko Rzeczniczki Praw Dziecka, która, wskazując niektóre okoliczności zaplanowanych działań, zwróciła się do MEN o odłożenie tej zmiany o rok. Ze swej strony mam jeszcze więcej argumentów niż Pani Rzecznik. Zamierzam opublikować je w osobnym artykule, pod tytułem, za który biorę pełną odpowiedzialność: „Piękny przepis na katastrofę”.
Złota szkatułka z IBE w środku
Również osobny artykuł poświęcę wykreowaniu Instytutu Badań Edukacyjnych na główny ośrodek prac nad koncepcją reformy. Trzeba przyznać, że uczyniono to bardzo sprawnie i w efekcie niemal wszystkie karty w grze znajdują się obecnie w rękach nominowanego przez Barbarę Nowacką kierownictwa tej instytucji, w osobach dr. hab. Macieja Jakubowskiego i dr. Tomasza Gajderowicza. Nie mam żadnych zastrzeżeń personalnych, natomiast bardzo wiele uwag dotyczących trybu pracy nad reformą oraz umiejętnie budowanych pozorów partycypacji społecznej w tym dziele. Wisienką na torcie będzie świeżo powołana zarządzeniem dyrektora Jakubowskiego Rada ds. Monitorowania wdrażania reformy oświaty im. Komisji Edukacji Narodowej.[…]
Tekturowe pudło na szpargały
W koszu na szpargały, budzące niewielkie zainteresowanie, znajduje się, między innymi, Centralna Komisja Egzaminacyjna, która po dokonaniu zmiany na stanowisku dyrektora przygotowuje się moralnie do zmodyfikowania zasad egzaminowania, a praktycznie do usprawnienia sprawdzania prac za pomocą elektronicznych narzędzi. Z jednej strony należy chyba docenić spokój nowego kierownictwa, najwyraźniej kierującego się zasadą, „Po pierwsze, nie szkodzić”. Z drugiej kolejny rok będziemy funkcjonować z regułami, w których jeden błąd zwany kardynalnym może przekreślić całą maturę z języka polskiego, choćby abiturient naprawdę sprawnie posługiwał się mową ojczystą. Na zmianę jednak przyjdzie chyba poczekać.
W tym samy koszu znajdują się nowe zasady finansowania oświaty, w postaci tzw. potrzeb oświatowych, których zastosowanie w praktyce przyniesie trudne jeszcze do przewidzenia skutki. Na razie jedno jest pewne – najbardziej stratne będą szkoły prowadzące edukację włączającą dzieci z orzeczeniami spektrum autyzmu i niepełnosprawnościami sprzężonymi w oddziałach ogólnodostępnych, ponieważ w najlepszym razie utrzymają dotychczasowy poziom finansowania, a w części przypadków dostaną mniej pieniędzy. Wiadomo było, że państwo musi coś zrobić z finansowaniem rosnącej lawinowo liczby dzieci z tymi orzeczeniami, no i zrobiło. Trochę szkoda, że zmiana następuje w środku roku szkolnego, i że nie przewiduje sytuacji, w której nakład na pojedyncze dziecko jest znacznie większy, niż przewidziane dla niego finansowanie. No ale są to sprawy mało interesujące dla opinii publicznej, więc leżą w koszu na szpargały.
Kontener na gruz spraw zapomnianych
Można tu znaleźć choćby ideę Izb Nauczycielskich, które mogłyby stać się merytorycznym partnerem władz w pracach choćby nad reformą programową, a także działać w roli rzecznika całej grupy zawodowej. Ale Izb nie ma i nie będzie, bo po co rządzący (z dowolnego rozdania politycznego) mieliby brać sobie na głowę kolejny problem, jeśli nie muszą. W koszu znajdują się też rozmaite sprawy zbyt błahe, by ktoś pochylił się nad nimi, a przecież dolegliwe w codziennej pracy. Jeden przykład, który wpisuję tutaj na życzenie kolegi, to kwestia RODO i rozbieżności przepisów oświatowych, które dają prawo rodzicom do informacji i praw ich dzieci, które kończąc 18 lat mają na mocy tych przepisów możliwość zastrzegania informowania rodziców. Jesteśmy w szkole między młotem i kowadłem – z jednej strony prawa rodzica, z drugiej dorosłego dziecka – bo… ministerstwa się nie dogadały. I tak lawirujemy, negocjując z młodymi dorosłymi w sytuacjach trudnych, bo informacja, to nie tylko kwestia uzyskanych ocen, ale np. kontynuacji nauki w ogóle, co ma znaczenie w sprawach alimentów. Oczywiście w przypadku konfliktu wybieramy pretensje rodzica, a nie karę związaną ze złamaniem przepisów RODO, ale czy ktoś nie mógłby się pochylić nad takimi pozornie tylko mało ważnymi problemami, z jakimi borykamy się w szkołach?!
Pewnie mógłby, ale to wymagałoby działań żmudnych i mało medialnych, czyli absolutnie nieopłacalnych politycznie…
Cały tekst „Mało co dobrego w oświacie na otwarcie roku 2025” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Wczoraj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst Bogdana Bugdalskiego, który bez owijania w bawełnę opisał dzisiejszy status nauczyciela i to co powinno zostać w tym obszarze dokonane. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Traktujemy nauczycieli jak wykonawców usług. Prestiż zawodu jest skutecznie niszczony
Właściwie nikt już chyba nie wie, czym jest prestiż zawodu nauczyciela. Można nawet śmiało powiedzieć, że to jakaś idea fiks, której nikt z obecnie żyjących nie doświadczył. Owszem, od czasu do czasu wspomina się z rozrzewnieniem, jak to było w czasach przedwojennych, jakim prestiżem otoczony był nauczyciel, i jak wiele pieniądze, które zarabiał znaczyły w ówczesnym świecie. […]
Dzisiaj oświata to przedsiębiorstwo świadczące usługi edukacyjne i częściowo wychowawczo-opiekuńcze, a nauczyciel to ich wykonawca, którego zadaniem jest wyposażenie młodego człowieka w wiedzę i umiejętności pozwalające mu skutecznie funkcjonować na konkurencyjnym rynku pracy.
Gdzie tu miejsce na prestiż zawodu? Gdzie miejsce na pracę intelektualną? Wychowanie? Jest zadanie, usługa, które nauczyciel ma wykonać, a jak mu się nie podoba, to może zmienić zawód. Jest wykonawcą, nie przewodnikiem, mentorem. Więc tym bardziej nie zasługuje na specjalne traktowanie – w tym uznanie finansowe. […]
Jak tak mocniej się zastanowić, to już niedługo AI przystrojona w sympatyczną postać pani nauczycielki czy też pana nauczyciela lub postać z jakiejś bajki lub gry będzie mogła szkolić młodych ludzi. I będzie uzyskiwała w tym te same a może i lepsze efekty. Co więcej – będzie ściśle realizowała podstawę programową, szkoliła ludzi do pracy, a co najważniejsze – nie będzie miała żadnych oczekiwań płacowych.
Więc po co nam ci nauczyciele? Ano właśnie dla tej przygody intelektualnej, jaką może być nauka na każdym etapie edukacji. Szkoła a potem studia wyższe, gdzie można się spierać, dyskutować, szukać rozwiązań, które tylko z pozoru zdają się fanaberiami.[…]
Do tego jednak potrzebni są ludzie otwarci, empatyczni, chcący nie tylko wyszkolić nowego pracownika, ale człowieka renesansu, otwartego na świat, potrafiącego kojarzyć fakty, a przede wszystkim myśleć abstrakcyjnie. Intelektualiści. Dla których proces kształcenia nie sprowadza się wyłącznie do przekazywania wiedzy, a życie do konsumpcji. Ale którzy nie będą musieli się martwić o to, jak zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe – jak zapłacić za mieszkanie, media, jak wyżywić rodzinę i czy stać ich na kolejny spektakl w teatrze, obejrzenie wystawy czy kupienie kolejnej książki lub kolejnego pisma naukowego. Dziś życie ideami nie jest możliwe.
Więc jeśli jako społeczeństwo od edukacji chcemy czegoś więcej niż przygotowania ludzi do pracy, zadbajmy o prestiż nauczycieli. Nie mówmy, że są nam niezbędni, tylko pokażmy, że naprawdę są.
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/t
Dzisiaj, w ostatnim dniu 2024 roku, postanowiliśmy zamieścić informację o ważnym dla łódzkie oświaty wydarzeniu, które miało miejsce 12 listopada, a które uszło naszej uwadze. Bo też nie otrzymaliśmy od jego organizatorów zaproszenia, a w mediach lokalnych także nie było o nim wzmianki. I dopiero przed kilkoma dniami, podczas wymiany życzeń świąteczno-noworocznych, dowiedzieliśmy się o tym od dr Grażyny Tadeusiewicz , wieloletniej przyjaciółki redaktora OE, która – jako jedyny świadek narodzin „Przeglądu Edukacyjnego”, którego 30 rocznicę powstania wówczas świętowano – w tym wydarzeniu uczestniczyła.
A że redaktor Kuzitowicz miał także w pierwszym okresie działalności owego czasopisma swój drobny wkład w zamieszczane tam publikacje (były to trzy teksty: „Między nami wychowawcami”, „Co stanowi o klęsce, a co o sukcesie wychowawcy”, oraz „Wychowawca kapitanem w rejsie ku dorosłości”) – jubileusz ten jest nam bliski, i – choć z takim opóźnieniem – musimy zamieścić o nim informację. Oto ona:
Screen z nagrania filmowego [https://www.facebook.com]
Zbiorowe zdjęcie zasłużonych w wydawanie „Przeglądu Edukacyjnego” osób, wyróżnionych pamiątkowym medalem podczas jubileuszu 30-lecia
W dniu 12 listopada, w siedzibie Centrum Rozwoju Edukacji Województwa Łódzkiego przy ul. Wielkopolskiej w Łodzi odbyło się spotkanie, poświęcone upamiętnieniu 30 rocznicy powstania „Przeglądu Edukacyjnego”. Oto co o tym tytule napisano na stronie CRE WŁ:
„Pierwsze po wojnie pismo nauczycieli łódzkich. Wychodzi nieprzerwanie od 1994 roku w Wojewódzkim Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Łodzi. Przegląd Edukacyjny nawiązuje do chlubnych tradycji czasopism pedagogicznych wychodzących w Łodzi w latach międzywojennych takich, jak: Szkoła i Nauczyciel, Głos Nauczycielstwa Łódzkiego, jest pozytywnie oceniany ze względu na podejmowane w nim aktualne problemy teorii i praktyki pedagogicznej, i niewątpliwie autorytet piszących w nim autorów. Przegląd Edukacyjny zyskuje na swojej popularności i jest znany w innych rejonach Polski, także dzięki zainteresowaniu bibliotek wyższych uczelni i bibliotek pedagogicznych (ma swój międzynarodowy numer: ISSN 1231-322X). Integruje nauczycieli, oświatowców i teoretyków nauk o wychowaniu, będąc ambasadorem łódzkiej oświaty i pedagogiki.”
Informując o tym wydarzeniu nie możemy nie wspomnieć, że ów dwumiesięcznik powstał w łódzkim Wojewódzkim Ośrodku Metodycznym, kiedy kierowała nim dr Grażyna Tadeusiewicz. I aż do sierpnia 2021 roku, także po zmianie nazwy na Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli, powstawał on nieprzerwanie w owej – samodzielnej – placówce, działającej przy ul. Wólczańskiej 202. I dopiero od tej daty, kiedy WODN stał się – uchwałą Sejmiku Województwa Łódzkiego – częścią konglomeratu o nazwie Centrum Rozwoju Edukacji Województwa Łódzkiego w Łodzi, jego oficjalnym wydawcą jest owo CRE WŁ z siedzibą przy ul. Wielkopolskiej.
Nadzór nad całością Centrum, od jego powstania 1 września 2021 roku, sprawuje dyrektorka – Teresa Łęcka, Była ona w latach 2009 – 2021- dyrektorką Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 19 im. Karola Wojtyły, od roku2016 przekształconego w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Łodzi, a jeszcze wcześniej – w latach 2006 – 2008 – dyrektorką Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie .
Mimo zorganizowania owego jubileuszu 30-lecia „Przeglądu Edukacyjnego” nie zmieniło się nasze zaniepokojenie losem owego zasłużonego dla łódzkiej oświaty regionalnego czasopisma. Bo nie można już odnaleźć w Internecie elektronicznej wersji jego kolejnych numerów. A szkoda, bo to dzisiaj najlepsza forma upowszechnienia informacji o osiągnięciach łódzkich nauczycielek i nauczycieli.
A teraz przechodzimy już do udostępnienia zapisu filmowego z tego jubileuszowego spotkania, które prowadziła w roli konferansjera pani dyrektor CRE WŁ – Teresa Łęcka:
30-lecie Przeglądu Edukacyjnego w CRE WŁ w Łodzi – TUTAJ
UWAGA:
Od 21 do37 minuty nagrania można obejrzeć i wysłuchać wspomnień dr Grażyny Tadeusiewicz
Już po zamieszczeniu poprzedniego materiału ze strony „SOS dla Edukacji” zobaczyliśmy najnowszy post na fb profilu Tomasza Tokarza. Uznaliśmy, ze MUSIMY udostępnić go także na naszej stronie dzisiaj, bo w poniedziałek będą już inne klimaty….
Ostatnio mocno ograniczyłem swoją aktywność dyskusyjną w necie i poza nim bo czuję, że doszliśmy trochę do ściany. Dyskusja o edukacji stała się mało naukowa i w dużej mierze ideologiczno-życzeniowa. Przyznaję, że sam takie działania uprawiałem, ale już nawet mnie samego zaczęło to męczyć.
Mam wrażenie, że obecnie dyskusja o edukacji to głównie przerzucanie się sloganami, typu „x powoduje y” albo „brak x powoduje z” opartymi na swoistym „botakmisięwydaje”. Brakuje odwołania do rzetelnych dowodów naukowych. Nawet jeśli wywody opatrzone są wstępem „badania dowodzą”. Z drugiej strony wykazując się odpowiednią determinacją można w sieci znaleźć badania potwierdzające dowolną tezę i jak ktoś chce coś uzasadnić coś tam zawsze wynajdzie. Confirmation bias i cherry picking to zabójcze kombo.
Jako przykład – znalazłem ostatnio w sieci obrazek opisujący, co daje szkoła bez ocen. Odnosząc się do zawartych w nim tez, napiszę, co mam na myśli. Nie chodzi mi o krytykę autorów, tylko pokazanie pewnego trendu.
„1.Co daje szkoła bez ocen. 1. Brak ocen może zmniejszyć presję i stres związany z nauką”
Komentarz: Może tak a może nie. Ostatecznie, jasno podane kryteria wraz z podaniem odpowiednika ocenowego u części uczniów mogą redukować stres bardziej niż brak kryteriów i brak ocen. Mogę sobie także wyobrazić bardzo stresującą szkołę, w której nie ma ocen, a klasyfikacja zależy np. od humoru nauczyciela.
Ale nawet nie o to chodzi. Trawestując powyższe zdanie mógłbym też napisać, że brak szkoły może zmniejszyć presję i stres związany z nauką. Albo nawet brak nauki może zmniejszyć stres… Tak, brak bodzców zmniejsza stres. Tylko, czy ostatecznie chodzi, by zlikwidować wszelkie bodźce powodujące stres?
Ale ogólnie do tego argumentu mogę się najmniej przyczepić
„2. Uczniowie są bardziej skłonni do nauki z własnej woli a nie z przymusu”
Niektórzy tak, niektórzy nie. Jeśli mówimy o nauce szkolnej to ilu procentowo uczniów realnie tak ma? Ilu uczyłoby się z własnej woli historii jeśli od razu dostałoby zaliczenie? Ja mam kilku takich uczniów… no to przyjmuję, że 10%. Mniejszość.
Ale do sedna… to nie jest argument dotyczący roli ocen. Może być przymus bez ocen i mogą być oceny bez przymusu. To nie jest zestawienie łączne. Mam nawet uczniów, którzy po prostu lubią być oceniani (robimy to na zajęciach dla chętnych!) i chęć poprawy wyniku jest dla nich motywatorem. Zresztą tak jak na zawodach sportowych.
Oczywiście to tylko część, ale wystarczająca by uniknąć generalizacji.
„3. Nauczyciele bez ocen mogą lepiej dostosować swoje metody nauczania do potrzeb i możliwości każdego ucznia”
Nie spina mi się ta argumentacja. Non sequitur. Mogą lepiej dostosować z ocenami. A mogą w ogóle nie dostosowywać wówczas, gdy nie ma ocen. Czemu akurat to oceny miałyby przeszkadzać w dopasowaniu nauczania do potrzeb i możliwości ucznia? Mogą być bardzo różne ścieżki uzyskiwania ocen.
Czy np. punkty w grze z zasady utrudniają podążanie w niej własną ścieżką? Punkty można zdobywać na różne sposoby i rozwijać unikalne specjalizacje.
„4. Szkoła bez ocen często kłądzie nacisk na rozwijanie umiejętności miękkich…”
Znowu mi coś nie wynika. Może kładzie, ale może nie kładzie. Oceny nie wykluczają przecież położenia nacisku na rozwijanie umiejętności miękkich.
„5. Brak ocen poprawia relacje między uczniami a nauczycielami”.
Ale jaka tu jest zależność? Nie ma tu przecież automatycznego przełożenia brak ocen = lepsze relacje. Można być tyranem bez ocen. Można zachowywać sie jak robot też bez ocen. A można mieć świetne relacje stosując równocześnie oceny. Nie zauważyłem takiego prostego wynikania.
„6. Bez ocen uczniowie uczą się, że ważniejszy jest proces nauki i zdobywanie wiedzy, a nie tylko końcowy wynik”
Ale czy to się wyklucza? Oceny i świadomość? Czy chęć uzyskania wysokiego wyniku np. na maturze czy egzaminie na aplikację sędziowską redukuje świadomoścć procesu nauki i zdobywania wiedzy? To przecież zależy od konkretnego człowieka.
Nie jestem fanem ocen. Nie upieram się przy ich stosowaniu. Chodzi mi jednak o to, by dyskutować w oparciu o fakty, o realną obserwację postaw młodzieży… I nie zakładać, że wszyscy uczniowie mają dokładnie tak samo i że zastosowanie jednego prostego rozwiązania (likwidacja ocen) przy zachowaniu rozwiązań systemowych – rozwiąże problemy szkolne.
x x x
Postanowiliśmy także przytoczyć 3 komentarze, z 42, które pojawiły się pod powyższym tekstem:
Mirka Dziemianowicz
Problem ocen jest dobrze ugruntowany naukowo Na przykład w teorii motywacji. Jeśli spojrzymy z perspektywy tej teorii to zobaczymy co dzieje sie wtedy, kiedy jesteśmy do działania ( np uczenia się) motywowani wewnętrznie (J. Bruner wymienia tu motyw doskonałości, ciekawości, przyjemności, „ skutecznego zdziwienia”), a co wtedy, jesli do uczenia się skłania nas motywacja zewnętrzna ( np system kar i nagrod czyli tez ocen)
Z perspektywy teorii dyskursu natomiast można spojrzeć na problem ocen poprzez pytanie o władzę Komu i czemu służy ocena i ocenianie, jakie sa jej funkcje rzeczywiste a jakie deklarowane, gdzie tu jest konflikt i napięcie i do jakich konsekwencji prowadzi
Mogłabym podać wiele różnych teorii, z perspektywy których można analizować w sposób naukowy a nie potoczny ten problem Niestety nauczyciele w Polsce są fatalnie kształceni i zwyczajnie: 1- nie znają zbyt wielu teorii, 2- uważają, że teorie są jakimś balastem, są po nic i przeciwstawiają je praktyce To jest chyba największy problem i uproszczenie w polskiej edukacji i szkole.
x x x
Jacek Suliga
Teorie naukowe teoriami. A ile osób pracowało realnie w szkołach z i bez ocen. I nie małych, albo ED. Tylko takich zwykłych. Gdzie dzieciaki i rodzice są bardzo zróżnicowani. Ja pracowałem w takich i takich. Problemem nie jest ocena wyrażona cyfrą tylko podejście rodzica do niej. Tam gdzie nie ma ocen – dzieciaki ich chcą bo ciężko im się odnaleźć w opisowych. A wprowadzenie opisowych we wszystkich masowych jest utopią. Czy ktoś ma świadomość, że np fizyk musiałby wystawić takich ocen 400-500? Przecież to będzie kopiuj – wklej. A ta motywacja zewnętrzna – wewnętrzna. Przyjdźcie i popracujcie z nastolatkami w SP.
Ja to tłumaczę tak – ciekawe czy dorosłym chciałoby się pracować jakby nie dostawali wypłaty tylko informację zwrotną. Oczywiście są jednostki, które uczą się różnych rzeczy same dla siebie. Ale to jest zdecydowana mniejszość. To znowu jest tak, że większość ma się dostosowywać do mniejszości. Jeżeli oceny cyfrowe powodują stres , to opisowe tu mi wisizm ( szczególnie w klasach 7-8). Chyba, że zmieniamy generalnie funkcję szkoły. Nikt nic nie wymaga. Dzieci i rodzice biorą odpowiedzialność za naukę na siebie. A nauczyciel jest trochę jak tutor/wykładowca akademicki czyli jest do dyspozycji. Kto chce zgłębia wiedzę, a kto nie to może nawet nie umieć czytać i pisać.
x x x
Katarzyna Opoczka
Bardzo celne uwagi. A jeżeli chodzi o obserwacje, to trzy sprawy, które u mnie umacniają przekonanie, że w szkole podstawowej nie powinno być ocen cyfrowych.
1.Nauczyciele używają ocen jako bata i straszaka i mówią o tym otwarcie (to są lenie, bez bata się nie wezmą do roboty). Tacy nauczyciele musieliby jednak coś zmienić w swoim warsztacie pracy i myślę, że to wyszłoby szkole na korzyść.
2.Rodzice płacą dzieciom za „6”, a zabierają komputer za „1”. Praktyka powszechna. W dodatku, gdy jedynek jest kilka (najczęściej z matematyki) sięgają po korepetycje (już w piątej klasie). Brak ocen by to zastopował.
3.Dzieci nie są zainteresowane informacją zwrotną. Wyrzucają z pamięci nawet nazwy słowne ocen. Nie wiedzą, że „3” to dostateczny, a „4” dobry. Gdy im się wytłumaczy – szybko zapominają. Wiedzą, że „4” jest lepsze od „3” i że rodzic nie da za to kasy, ale też nie zrobi afery. Uff…
Z tym wszystkim próbowałam walczyć, ale bez skutku. Niestety.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
W czwartek 19 grudnia, na fanpage „SOS dla Edukacji” znaleźliśmy taką notatkę, odsyłającą czytelników pod inny adres:
SOS dla Edukacji przygotowało rekomendacje do międzyprzedmiotowych podstaw programowych. Jedną z nich jest edukacja globalna. Jakie treści mogłyby być nauczane w ramach jej realizowania?
Przeczytaj wywiad z ekspertką SOS dla Edukacji Elżbietą Olczak z Grupa Zagranica
Oto fragmenty tego tekstu i link do pełne wersji:
Edukacja globalna to lekcja, na której powinno być głośno [wywiad]
„Edukacja globalna zachęca do czegoś, co nazwałabym globalnym patriotyzmem – do myślenia o świecie jako o jednym organizmie, za który odpowiadamy”. O edukacji globalnej w Polsce oraz rekomendacjach SOS dla Edukacji w zakresie edukacji globalnej opowiada Elżbieta Olczak z Grupy Zagranica.
Małgorzata Łojkowska: – Zarówno Grupa Zagranica – w której pracujesz, jak i SOS dla Edukacji – który współtworzysz, od bardzo dawna walczą o to, żeby edukacja globalna miała swoje miejsce w polskiej szkole. Dlaczego to jest takie ważne?
Elżbieta Olczak, Grupa Zagranica: – Dlatego, że bez edukacji globalnej bardzo trudno jest zrozumieć świat. Celem edukacji globalnej jest pokazywanie, uświadamianie uczniom, uczennicom, że świat jest współzależny. Że jest pewną całością i poszczególne elementy tej całości wpływają na siebie nawzajem.
To bardzo ważne szczególnie teraz, kiedy wszystko jest w zasięgu ręki. Te czasy, kiedy nie docierały do nas informacje z innych części globu dawno się skończyły. Kiedyś mieliśmy je tylko w Wiadomościach o 19.30, teraz mamy je w telefonie, który jest w kieszeni. Kontakt z problemami i wyzwaniami z różnych miejsc na ziemi mamy w zasadzie co krok – nawet wtedy, kiedy kupujemy produkty w hipermarkecie.
„Edukacja globalna tworzy przestrzeń do krytycznej refleksji nad tym, jak ten świat wygląda, nad naszym funkcjonowaniem w tym świecie, nad naszymi wyborami – zwykłymi, codziennymi, które na ten świat wpływają. Zachęca do czegoś, co nazwałabym globalnym patriotyzmem – do myślenia o świecie jako o jednym organizmie, za który odpowiadamy.”
-Jakie są najważniejsze tematy, którymi edukacja globalna się zajmuje?
– To są tematy, z którymi mierzymy się jako ludzkość: zmiany klimatu, brak pokoju, migracje, zanik bioróżnorodności, nierówności społeczno-ekonomiczne, w tym nierówności płci – to są tematy obecnie niezwykle ważne w edukacji globalnej.
One też – co jest ważne, się przenikają. Na przykład temat nierówności związanych z płcią może być powiązany z tematem dotyczącym nierówności społecznoekonomicznych i tematem dotyczącym zmian klimatu. Ponieważ osobami, których najbardziej dotyka kryzys klimatyczny, są kobiety. Edukacja globalna uwzględnia te różne perspektywy.
„W edukacji globalnej bardzo ważna jest praca na wartościach i postawach – takich, jak solidarność, odpowiedzialność, widzenie innych, rozumienie różnych perspektyw, otwartość, szacunek, krytyczna analizy tego, co się wokół mnie dzieje.
W edukacji globalnej uczymy też społecznego zaangażowania – w sprawy społeczne, obywatelskie. Pokazujemy, że można się sprzeciwić, o coś wnioskować, czegoś się domagać.[…]
-Czy edukacja globalna zmieniła się w ciągu tych ostatnich kilkunastu lat? Czy treści edukacji globalnej zmieniają się równolegle z tym, jak zmienia się świat?
– Tak, zdecydowanie. Na przykład, kiedy zaczynałam zajmować się tym tematem, jeszcze tak wiele nie mówiliśmy o klimacie. Teraz ta perspektywa edukacji klimatycznej wychodzi nawet na niezależność, bo to jest temat, który naprawdę nas wszystkich dotyczy i przygotowanie do działania jest bardzo potrzebne.
W 2015 roku bardzo ważnym tematem w edukacji globalnej stał się temat migracji. Miało to związek z wojną w Syrii. Zauważaliśmy także pewien kryzys postaw związanych z otwartością i dzieleniem się. Dlatego w 2015 i 2016 roku realizowanych było wiele projektów w tym obszarze. W 2022 roku zaczęliśmy dużo mówić o kwestiach związanych z pokojem na świecie – a raczej brakiem pokoju.[…]
-Zwracacie także uwagę na metody pracy, jakimi mogą się posługiwać nauczyciele w trakcie lekcji.
– Tak, przydają się tutaj metody znane z metodologii edukacji pozaformalnej. Podczas lekcji edukacji globalnej uczymy się przez doświadczenie, każdy bierze odpowiedzialność za swój proces uczenia się, cała grupa uczy się od siebie nawzajem. Nauczyciel nie jest osobą przedstawiającą prawdę objawioną, tylko proponuje, falicytuje, zaprasza do doświadczania i też uczy się od uczniów. Edukacja globalna to ma być ta lekcja, na której jest głośno.
-W jakim stopniu te wszystkie założenia, o których do tej pory wspomniałaś, realizuje przygotowany niedawno przez rząd projekt podstawy programowej nowego przedmiotu „edukacja obywatelska”?
– Uważam, że to, co jest przełomem, to to, że w tej podstawie znalazł się wątek globalnego obywatelstwa. Materiał w tym przedmiocie został podzielony na działy tematyczne, które odzwierciedlają różne wspólnoty, w których funkcjonuje uczeń i jedną z nich jest wspólnota światowa.
Natomiast diabeł tkwi w szczegółach. Czyli na przykład w tym, że sama nazwa perspektywy edukacyjnej edukacji globalnej nie pojawia się w tej podstawie. A szkoda.
Bardzo ważne jest też wprowadzenie edukacji globalnej do systemu do edukacji i doskonalenia nauczycieli i nauczycielek. Bo nauczycielki i nauczyciele nie będą umieli prowadzić lekcji z ujęciem spraw globalnych, jeżeli nie zostaną do tego przygotowani na studiach, albo w trakcie swojego obowiązkowego doskonalenia. To jest jeden najważniejszych filarów naszego – jako Grupy Zagranica, działania rzeczniczego.
Elżbieta Olczak – trenerka, edukatorka w obszarze edukacji antydyskryminacyjnej i globalnej. Ekspertka Grupy Zagranica i SOS dla Edukacji.
Cały tekst „Edukacja globalna to lekcja, na której powinno być głośno [wywiad]” – TUTAJ
Źródło: www.publicystyka.ngo.pl
Poniżej zamieszczamy tekst Danuty Sterny z jej bloga „OK. NAUCZANIE”:
Konsultacje w sprawie doskonalenie nauczycieli, cześć pierwsza
Temat bardzo ważny, bo jak wiemy nauczycielem uczymy się być przez cale życie. Uczestniczyłam 13 grudnia 2024 roku w świetnym spotkaniu konsultacyjnym w Ośrodku Rozwoju Edukacji właśnie na temat doskonalenia. Jak uczynić je bardziej efektywnym?
Wzięli w nim udział kuratorzy, dyrektorzy szkół i przedszkoli, przedstawiciele ośrodków doskonalenia i stowarzyszenia OSKKO. W pierwszej części spotkania zastanawialiśmy się, co to znaczy dobre szkolenia, jak poznać, że ono było dobre.
Pewien czas temu na stronie www.oknaucznanie.pl zamieściłam wpis na ten temat, inspirowany artykułem z mojego ulubionego portalu edukacyjnego Edutopia: https://oknauczanie.pl/efektywne-doskonalenie-nauczycieli . Zawarłam w nim moje przemyślenia, ale rozmowa w ORE dała mi znacznie szersza perspektywę i to z różnych stron.
Przedstawię wskazówki uczestników spotkania dotyczące efektywnego dobrego szkolenia nauczycieli. Może one pomogą przy wyborze szkoleń dla Waszej szkoły.
Szkolenie ma ciąg dalszy – „zostaje w szkole”
-Szkolenie przenosi się na poziom ucznia, czyli zmienia się praca nauczyciela.
-„Przemeblowuje się” głowa nauczyciela, zmienia się jego sposób myślenia o nauczaniu i uczniu. Praca nauczyciela poprawia się. Szkolenie „zostaje w szkole”, nauczyciele wykorzystują zdobytą wiedzę w pracy z uczniami.
-Szkolenie wywołuje u nauczycieli refleksje. Toczą się po szkoleniu na jego temat rozmowy w gronie nauczycielskim.
-Nauczyciel pamięta o czym było.
-Wywołuje potrzebę dzielenia się z innymi tym, co było.
-Wzbudza emocje i zaangażowanie podczas szkolenia.
-Szkolenia upewnia nauczycieli, że dobrze postępują, że to co robią jest właściwe.
-Daje wsparcie i nie zniechęca nauczycieli.
W czasie szkolenia i praca z trenerem
-Po szkoleniu nauczyciele dostają zadanie do wykonania z uczniami w postaci zastosowania zdobytej wiedzy i umiejętności.
-Szkolenie zawiera konkretną wiedzę, którą nauczyciel może wykorzystać. Prezentuje konkretne narzędzia do wykorzystania, jest praktyczne.
-„Odwrócona lekcja” – nauczyciele dostają przed szkoleniem zadanie do wykonania
-Szkolenie ma dobre materiały, które można wykorzystać w szkole.
-Umożliwia wzajemne korzystanie nauczycieli od siebie i dzielenie się doświadczeniami.
-Kontakt z trenerem przed szkoleniem i po nim, szczególnie gdy szkolenie jest w cyklu.
-Prowadzone metodami warsztatowymi, które można potem zastosować w pracy z uczniami.
-Umożliwia w trakcie szkolenia przećwiczenia prezentowanych na szkoleniu propozycji – symulacja
Inne
-Korzystna jest dobrowolność uczestnictwa w szkoleniu.
-Szkolenia w cyklu, na ten sam temat, krótkie z terminami rozciągniętymi w czasie.
-Trener praktyk nauczania.
-Szkolenie interesujące, nienudne, inspirujące. Dobra opinia innych szkól o szkoleniu.
-Uruchomienia myślenia o wartościach stojących za byciem nauczycielem.
-Umożliwia tworzenie sieci współpracy w szkole lub na zewnątrz.
-Dostosowane do poziomu szkoły.
-Bez przesady z częstością szkoleń.
-Uczestnictwo w szkoleniu dyrektora szkoły.
Pomyślałam, że z tych wskazówek można byłoby zrobić listę warunków do sprawdzenia przez dyrektora, czy dane szkolenie warto zamówić. Jeśli mielibyście własne wskazówki, to prześlijcie.
Wskazówki opracowane przez uczestników konsultacji dotyczących doskonalenia nauczycieli, które odbyły się 13 grudnia 2024 roku w ORE: Katarzyna Mitka (Małopolskie Kuratorium Oświaty), Katarzyny Głowik-Jamróz (Przedszkola nr 56 „Niezapominajka” we Wrocławiu), Agnieszka Mitka (Szkoła Podstawowa w Nawojowej Górze), Marta Jasionek (Szkoła Podstawowa nr 2, Małkinia Górna), Ewelina Jankowska (Zespołu Szkół nr 79 w Warszawie), Mariusz Biniewski (Lubuskie Kuratorium Oświaty), Marta Hołub (Szkoła Podstawowa nr 113 we Wrocławiu), Agnieszka Babańca (Publiczna Szkoła Podstawowa w Garbatce-Letnisko), Justyna Orszulak (Szkoła Podstawowa nr 1 w Wodzisławiu Śląskim), Michał Wilniewczyc (Zespół Szkół nr 2 w Aleksandrowie Kujawskim), Anna Abramczyk (Zespół Szkół nr 1 we Wrocławiu), Izabela Leśniewska (OSKKO), Jacek Strzemieczny (Adore) i Danuta Sterna (ADORE).
W następnym wpisie sugestie (pochodzące z tego samego źródła) dotyczące dobrych form doskonalenia wewnętrznego i zewnętrznego dla Rad Pedagogicznych i dla indywidualnych. {…]
Źródło: www.oknauczanie.pl
Oto najnowsza informacja ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej:
Projekt „Wsparcie rówieśnicze w zakresie zdrowia psychicznego młodzieży (peer support)”
Wiceminister Paulina Piechna-Więckiewicz podpisała dzisiaj, w siedzibie FRSE, umowę na realizację projektu, który ma na celu wspieranie nastolatków w kryzysach psychicznych. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji oraz Fundacji „Instytut Edukacji Pozytywnej”.
Celem projektu jest opracowanie i przetestowanie w szkołach ponadpodstawowych metody wsparcia dla uczniów w kryzysach psychicznych, opartej na wsparciu rówieśniczym, tzw. metodzie peer suport, która zakłada udział: koordynatorów (psychologów i pedagogów szkolnych) oraz schoolworkerów (uczniów).
Podstawową rolą tych ostatnich jest identyfikacja rówieśników potrzebujących pomocy, przeprowadzanie z nimi rozmów, a przede wszystkim – zgłaszanie zaobserwowanego problemu osobie koordynującej. Taka aktywność odpowiednio przeszkolonych nastolatków ma prowadzić do stworzenia dobrej atmosfery w szkole – sprzyjającej rozmowom o bolączkach i emocjach, a także zapobiegającej stygmatyzacji i izolacji. Klimat otwartości i empatii budowany przez rówieśników lepiej motywuje do sięgania po pomoc.
Metoda peer suport* będzie testowana w ok. 200 szkołach ponadpodstawowych i pozwoli na ocenę możliwości poszerzenia i uzupełnienia oferty działań na rzecz rozwoju środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży, które doświadczają kryzysu psychicznego, oraz ich rodzin.
Projekt dofinansowany jest ze środków UE i budżetu państwa na łączną kwotę ponad 41 mln zł będzie realizowany przez Fundacje Rozwoju Systemu Edukacji w partnerstwie z Ministerstwem Edukacji Narodowej i Fundacją „Instytut Edukacji Pozytywnej”.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
*Szerzej o tej metodzie – „Dlaczego Peer Support?” – TUTAJ
Oto krótki, ale wartościowy tekst, z fb profilu dr Marzeny Żylińskiej:
Największym wrogiem efektywnej nauki jest stres, lęk i strach.
Szczególnie szkodzą na lekcjach matematyki, gdzie trzeba rozumieć to, czego człowiek się uczy. Wysoki poziom stresu hamuje, a czasami zupełnie blokuje wyższe funkcje poznawcze, w tym również proces uczenia się. Dlatego nauczyciele, którzy mają wiedzę o procesach uczenia, szukają rozwiązań, które pozwolą uczniom pracować w spokojnej i bezpiecznej atmosferze.
Gdy klasy są liczne, często się zdarza, że wiele osób czegoś nie rozumie, a nauczyciel nie jest w stanie pomóc każdemu. Nie ma też takiej potrzeby! Wystarczy odejść od starych metod podawczych i pozwolić uczniom na aktywną naukę i współpracę. Wtedy praca jest dużo efektywniejsza.
Jakie metody są dla uczniów najtrudniejsze i najmniej efektywne?
Gdy nauczyciel w swoim tempie rozwiązuje zadania na tablicy, a uczniowie – niezależnie od tego, czy to rozumieją, czy nie – przepisują wszystko do swoich zeszytów. Jeśli mają w domu regularną pomoc i rodzice tłumaczą im to, co przepisali do zeszytów, nie ma dramatu, ale jeśli jakieś dziecko nie ma w domu kogos, kto tłumaczyłby mu regularnie to, co nauczyciel zrobił na lekcji, to … takie dziecko skazane jest na porażkę.
Dlatego trzeba wciąż głośno powtarzać, że efektywna lekcja matematyki pozwala dzieciom rozumieć, omawiane zagadnienia, a trudno to osiągnąć, gdy aktywność uczniów ogranicza się do przepisywania zadań z tablicy.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Prezentujemy tekst autorstwa Macieja Wojdyny*, zamieszczony dzisiaj (18 grudnia 2024 r.) na portalu „edunews.pl”
Czas na szkołę doceniania
Zajmując się i propagując już niemal 20 lat ocenianie kształtujące w Polsce, Centrum Edukacji Obywatelskiej podjęło próbę uporządkowania myślenia o ocenianiu szkolnym, czego efektem jest nowa publikacja “Czas na szkołę doceniania. Praktycznie o ocenianiu jako uczeniu się uczniów i nauczycieli”. Jej autorzy zachęcają do tego, by lekturę tej publikacji zacząć od pytania: Jakie jest dziś nasze (indywidualne i systemowe) podejście do oceniania: czy oceniamy, by sprawdzić (ang. assessment of learning), czy oceniamy, by wspierać uczenie (assessment for learning) czy może oceniamy, by uczyć uczenia się (ang. assessment as learning).
Książka rozpoczyna się od refleksji dotyczącej wyzwań związanych ze zdefiniowaniem procesu oceniania w polskiej szkole. Autorka rozdziału, Sylwia Żmijewska-Kwiręg, przedstawia definicje uczenia się oraz różne spojrzenia na proces oceniania. Ten teoretyczny wstęp stanowi fundament pod treści zaprezentowane w kolejnych rozdziałach, które są związane z praktycznym zastosowaniem kształtującej funkcji oceniania w polskiej szkole. Autorzy jednogłośnie stwierdzają, że proces oceniania jest ważnym elementem uczenia się, który powinien stanowić przede wszystkim źródło wiedzy na temat osiągnięć ucznia.
Na szczególną uwagę, w moim odczuciu, zasługuje rozdział piąty „Dziecko w centrum, czyli jak włączać uczniów w uczenie się i ocenianie”. Autorki, tej części publikacji, Sylwia Żmijewska-Kwiręg oraz Edyta Wąsik, przedstawiają szereg aktywności edukacyjnych, które pokazują, jak pracować z samooceną uczniów np. poprzez stosowanie kryteriów sukcesu, wykorzystywanie rutyn krytycznego myślenia, czy tworzenie zadań sumujących zawierających refleksje uczniowską. Według autorek powyższe praktyki silnie budują wewnętrzną motywację uczniów.
W siódmym rozdziale znajdziemy wskazówki na temat tego, jak pozyskiwać informację zwrotną do pracy nauczyciela. Autor tego rozdziału, Michał Szczepanik, przedstawia konkretne propozycje technik uruchamiających refleksje dotyczące lekcji, możemy tu znaleźć gotowe rozwiązania stosowane na co dzień przez autora, m.in.: ankiety, model ewaluacji zajęć, propozycje analizy praktyk uczenia się, czy ankietę w postaci ikonografiki.
Publikacja nie pomija ważnego tematu, jakim są wyzwania związane z wystawieniem oceny z zachowania. Autorka tej części, Edyta Wąsik przedstawia sposoby na włączanie uczniów w proces oceny zachowania między innymi poprzez zachęcanie ich do uważnego przyglądania się swojemu postępowaniu i funkcjonowaniu. Autorka przedstawia pytania pomocnicze uruchamiające refleksje w zakresie zachowania. Kolejną prezentowaną praktyką jest spotkanie trójstronne nauczyciela z uczniem i rodzicem/opiekunem. Edyta Wąsik podkreśla, że ocena z zachowania jest wspólną sprawą, do której należy podjeść z zaciekawieniem i zaangażowaniem.
W całej książce znajdziemy dobre praktyki związane z procesem oceniania, które w ujęciu zaprezentowanym w publikacji nabierają nowego, świeżego znaczenia. W publikacji zostały poruszone także takie tematy jak praca z błędem, rola współpracy z rodzicami uczniów w kontekście oceniania, czy możliwe alternatywy, które zastępowałyby oceny wyrażone stopniem.
Niewątpliwie, najmocniejszą stroną publikacji jest fakt, że została napisana przez ekspertów, edukatorów i nauczycieli, którzy na co dzień wykorzystują w swojej pracy opisane przez siebie praktyki. Książka stanowi więc vademecum, które można wykorzystywać każdego dnia z uczniami. Według mnie, treść publikacji powinna być także analizowana z przyszłymi nauczycielami podczas zajęć na studiach. Podsumowując, stosując opisane przez autorów praktyki możemy sprawić, że wszystkim w szkole będzie żyło się lepiej. Czas na szkołę doceniania!
Notka o publikacji:
Czas na szkołę doceniania. Praktycznie o ocenianiu jako uczeniu się
Praca zbiorowa pod red. Sylwii Żmijewskiej-Kwiręg.
Autorzy i autorki:
dr Kinga Białek, Agnieszka Ciesielska, dr hab. Grażyna Czetwertyńska,
Ewelina Gorczyca, Małgorzata Ostrowska, Magdalena Swat-Pawlicka,
Michał Szczepanik, dr Łukasz Tupacz, Edyta Wąsik, Agnieszka Wenda,
Sylwia Żmijewska-Kwiręg.
Wydawnictwo CEO, Warszawa 2024.
Więcej informacji – TUTAJ
*Maciej Wojdyna jest nauczycielem dyplomowany, trenerem, doradcą metodycznym, wykładowcą akademickim. Absolwent pedagogiki, polonistki i dwuletniego studium psychoterapii. W Centrum Edukacji Obywatelskiej jest ekspertem merytorycznym i kierownikiem w kursach internetowych. Propagator edukacji głębi.
Źródło: /www.edunews.pl
Wyjątkowo we wtorek, a nie jak zazwyczaj w środę, odbyło się wczoraj ostatni w tym roku spotkanie w „Akademickim Zaciszu”. Prof. Roman Leppert zaprosił wczoraj Michalinę Ignaciuk – pedagożkę w szkole w Gdańsku, która prowadzi terapię pedagogiczną dla dzieci i młodzieży ze zróżnicowanymi potrzebami w uczeniu się, w tym z dysleksją czy ADHD, a także warsztaty psychoedukacyjne dla rodziców i nauczycieli. Popularyzuje ona na kanale YouTube wiedzę pedagogiczną jako „Pedagog Michalina”.
Podczas rozmowy zastanawiano się nad społecznym postrzeganiem dysleksji z perspektywy systemu szkolnego, a także nad tym, czy rzeczywiście jest „coraz więcej tych osób”? Skąd to wynika? Kim są uczniowie neuroatypowi, skąd wzięło się to określenie „parasolowe”, kogo dotyczy, w jaki sposób pragnie zmienić myślenie o osobach z dysleksją.
Wszystkich, których te tematy interesują, a którzy wczoraj przeoczyli tą zmianę terminów, zapraszamy do obejrzenia i wysłucha nia tej rozmowy w dogodnym dla siebie terminie:
Społeczne konstruowanie dysleksji (i nie tylko) – TUTAJ












