
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.wsiz.edu.pl/
Na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono dzisiaj tekst Katarzyny Mazur, z którego można dowiedzieć się o wynikach badań dr. Dominika Skowrońskiego z Wydziału Zarządzania UŁ, których przedmiotem był stopień korzystania z AI przez przez nauczycieli i uczniów szkół średnich. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:
Nauczyciele mają zaległości. Uczniowie już dawno wyprzedzili ich w korzystaniu z AI
Sztuczna inteligencja jest obecna w polskich szkołach, ale jej wykorzystanie wynika głównie z inicjatywy uczniów. Zdaniem dr. Dominika Skowrońskiego z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego, młodzież posiada znacznie wyższe kompetencje w zakresie korzystania z AI niż nauczyciele. […]
Jak wskazują badania przeprowadzone przez eksperta, uczniowie szkół średnich powszechnie korzystają z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.
– Zapytałem niemal 100 uczniów szkół średnich o to, czy korzystają ze sztucznej inteligencji w szkole. Niemal jednogłośnie stwierdzili, że tak. Zakres wykorzystania przez nich narzędzi jest szeroki. Dotyczy m.in. zgłębiania niezrozumiałych zagadnień poprzez dialog z chatbotem, wyszukiwania źródeł, ale również posługiwania się AI do tworzenia pracy domowej – wyjaśnił dr Skowroński.
Ekspert zwraca uwagę na rosnące zjawisko wykorzystywania AI do ściągania. – Uczeń robi zdjęcie kartki papieru, na której wydrukowane są zadania, wkleja zdjęcie do chataGPT i prosi o podanie rozwiązania. Następnie kopiuje odpowiedź ze smartfona, po czym za kilka dni otrzymuje ocenę, zazwyczaj bardzo dobrą – opisuje badacz.
Nie oznacza to jednak, że wszyscy uczniowie postępują w ten sposób. […]
Nauczyciele muszą sprostać nowym wyzwaniom
Rozwój AI wymusza na nauczycielach zmianę podejścia do edukacji. Ich rola powinna polegać na zarządzaniu procesem nauczania w taki sposób, aby uczniowie postrzegali sztuczną inteligencję jako narzędzie wspierające ich rozwój, a nie zastępujące ich wysiłek. – AI to asystent, który pozwala pokonywać ludzkie ograniczenia, wspiera procesy twórcze i odciąża od rutynowych zadań. Jednocześnie, żeby uczeń mógł dojść do takiego wniosku, nauczyciel powinien być w stanie zaprojektować lekcję z wykorzystaniem sztucznej inteligencji – zauważa ekspert.
Zdaniem dr. Skowrońskiego kompetencje nauczycieli w zakresie AI są na niższym poziomie niż umiejętności uczniów. Dodatkowo problemem jest biurokracja – choć wiele narzędzi AI dostępnych jest za niewielką opłatą, szkoły często nie mogą ich zakupić ze względu na brak kart płatniczych lub skomplikowane procedury rozliczeniowe. […]
Mimo tych trudności coraz więcej szkół inwestuje w szkolenia dla kadry pedagogicznej. Wspierają je również wojewódzkie ośrodki doskonalenia zawodowego. – Jest nadzieja, że sektor edukacji dokona transformacji. Pytanie, w jakim czasie się to wydarzy – podsumowuje ekspert.
Cały tekst „Nauczyciele mają zaległości. Uczniowie już dawno wyprzedzili ich w korzystaniu z AI” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
W miniony poniedziałek (17 lutego 2025 r.) na blogu „Wokół Szkoły”, Jaroslaw Pytlak zamieścił swój najnowszy tekst, w którym jego Autor zgłosił swoją ofertę pomocy w deregulacji oświaty. Uznaliśmy, że warto go upowszechnić także wśród czytających OE, a nie zaglądających systematycznie na blog „Wokół Szkoły”:
A gdyby tak zderegulować oświatę?! Chętnie pomogę…
Premier Donald Tusk powierzył misję przygotowania deregulacji polskiej gospodarki Rafałowi Brzosce, jednemu z najbogatszych Polaków, założycielowi i prezesowi firmy InPost. Już po kilku dniach powołany przez niego zespół zaprezentował pierwsze projekty zmian prawnych, otwierając równocześnie szerokim kręgom społeczeństwa możliwość zgłaszania pomysłów i wskazywania absurdów prawnych, przeszkadzających w działalności gospodarczej.
Jako jednoosobowy minimikroprzedsiębiorca miałbym do wskazania absurd, jakim jest obowiązek płacenia co miesiąc składki zdrowotnej, nawet jeśli firma nie ma żadnych przychodów, co się niestety zdarza, a od mojego wynagrodzenia za pracę etatową odprowadzana jest regularnie znacznie wyższa składka zdrowotna. Dodatkową opłatę, obciążającą firmę, zawdzięczam Polskiemu Ładowi. Czyni ona z małej działalności gospodarczej hobby, chciałoby się napisać, że nieszkodliwe, ale dla domowych finansów szkodliwe jednak bardzo.
Nie wiem, czy deregulacja pana Brzoski obejmie akurat tę działkę. Przyznaję zresztą z pokorą, że brak umiejętności stworzenia jakiegoś własnego InPostu jest tylko moim problemem, więc dłużej żalić się tutaj nie będę. Chciałbym natomiast podsunąć Panu Premierowi pomysł deregulacji polskiej edukacji, jak również zadeklarować gotowość stanięcia na czele stosownego zespołu.
Działalność placówek oświatowych umocowana jest w tysiącach przepisów, często sprzecznych, skutecznie tłumiących inicjatywę, za to generujących ogromną biurokrację. Ucieleśniają one wiecznie żywą zasadę, którą jeszcze za PRL wyłożył mój wujek Piotr: „im więcej przepisów, tym większy bajzel, a im większy bajzel, tym więcej przepisów”.
Nie dysponuję miliardami, ale w prawnych aspektach edukacji legitymuję się blisko 35. latami doświadczenia na stanowisku dyrektora szkoły. Mogę stwierdzić uroczyście, że w 1990 roku dokumenty niezbędne do prowadzenia szkoły wypełniały luźno trzy, może cztery segregatory, tymczasem obecnie zajmują ich kilkadziesiąt, nie licząc obszernych baz danych przechowywanych w chmurze. W zamierzchłych czasach pielęgnowaliśmy w szkole relacje wymieniając się myślami w rozmowach, obecnie nośnikiem relacji stały się dokumenty.
Ogromna nadregulacja prawna nie czyni nikogo szczęśliwszym, ani bardziej skutecznym. Trudna do ogarnięcia materia powoduje, że nader często zarzuca się placówkom oświatowym lekceważenie czy po prostu łamanie prawa. Jeśli nawet to prawda, to widziałbym w tym bardziej bezradność wobec materii niż złą wolę.
Czy moja praktyka, dyrektora szkoły niepublicznej jest wystarczającą przesłanką, by powierzyć mi misję deregulacji oświaty? A czy pan Brzoska z perspektywy InPostu mógł tak dobrze poznać problemy drobnych przedsiębiorców?! W obu przypadkach kluczem jest powołanie odpowiednio reprezentatywnego zespołu. A jeśli chodzi o wskazywanie absurdów i sugerowanie zmian w prawie, środowisko oświatowe z pewnością dorówna przedsiębiorcom. Materiału jest aż nadto.
Chętnie pokieruję zespołem ds. deregulacji także dlatego, że w zapowiedziach reformy programowej czytam o dekretowaniu metodyki nauczania oraz ustalaniu zasad oceniania. Wiem, że nikt tego nie będzie w stanie sprawdzać, natomiast biurokracja uzyska kolejny ogromny impuls rozwojowy. Papier i krzem przyjmą wszystko. Obawiam się, że bez deregulacji będziemy w końcu mieć w placówkach oświatowych relacje wyłącznie papierowe.
A gdyby tak trochę zaufać ludziom?!
x x x
Dla ilustracji absurd jeszcze świeżutki: konieczność od nowego roku szkolnego umieszczenia religii na skraju planu lekcji. Rzecz trudna, a przy większej liczbie klas w szkole niemal niewykonalna, chyba że kosztem uczniów, jeśli poszczególne klasy będą zaczynały zajęcia „w schodki” – od pierwszej, drugiej, trzeciej, czy nawet piątej godziny lekcyjnej. Dyrektor może szukać lepszego rozwiązania, ale w tym celu musi dowiedzieć się, ilu będzie chętnych na religię. Nie w ostatniej chwili, ale przed wakacjami, żeby oszacować potrzeby i możliwości. Nic z tego. Nie wolno zapytać rodziców, bo to podobno narusza prawa, aż do konstytucyjnych włącznie. I nie ma tłumaczenia, że chodzi o sondaż, a nie deklaracje o mocy prawnej, że nikt nikomu nie odmawia prawa zmiany decyzji, nawet w ostatniej chwili, że służy to, koniec końców, samym uczniom. Nie wolno i już!
To typowy przykład sytuacji, w której prawo wprowadzone w oświacie jest bardzo trudne do zrealizowania w praktyce. Podobnie było zresztą np. w szeregiem zarządzeń covidowych podczas pandemii. Co ma więc uczynić dyrektor szkoły? Nieważne, nikogo to nie obchodzi. Ma być dobrze i już! No więc dyrektor klnie w duchu na czym świat stoi i… marzy o deregulacji…
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Wczoraj w „Akademickim Zaciszu” odbyła się ciekawa rozmowa na temat „Jak (nie) piszemy o edukacji?”. Jako rozmówcę, którego rolą będzie udzielanie odpowiedzi na zadawane w tym obszarze tematycznym pytania jego Gospodarz „Zacisza” – prof. Roman Leppert zaprosił Przemysława Wilczyńskiego – dziennikarza Tygodnika Powszechnego. Jest on dziennikarzem działu „Kraj” tego tygodnika, który specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem – nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trzykrotny laureat Nagrody Dziennikarzy Małopolski w kategorii „Publicystyka”. Autor książki „Jan Kaczkowski. Życie pod prąd”, wydanej przez WAM biografii zmarłego w 2016 r. twórcy hospicjum św. o. Pio w Pucku.
Wszyscy, którzy wczoraj nie mogli być widzami i słuchaczami tej poszerzającej naszą wiedzę o relacjach prasy z edukacją rozmowy, mogą to w najbardziej dogodnej dla siebie porze uczynić, klikając załączony poniżej link:
Jak (nie) piszemy o edukacji? – TUTAJ
Dzisiaj proponujemy lekturę kolejnego tekstu Danuty Sterny z jej bloga „Oś świata”:
Bezpiecznie bo – kształtująco
Bardzo trudno jest czegokolwiek się nauczyć, gdy myślimy, że coś nam zagraża i się boimy. Ocenienia może wzbudzać obawy uczniów.
Ocenianie kształtujące stwarza warunki, w których uczniowie mogą się czuć bezpiecznie.
Sprzyjające środowisko jest tworzone poprzez budowanie zaufania i partnerstwa pomiędzy nauczycielem a uczniami.
Ocenianie kształtujące zapewnia, że:
-uczeń jest poinformowany, co go czeka, a często ma też wpływ na określanie celów i kryteriów,
-w czasie procesu uczenia się, zamiast stopni uczeń otrzymuje informację zwrotną, dlatego nie obawia się otrzymania negatywnego stopnia,
-nauczyciel monitoruje pracę uczniów i dostosowuje metody nauczania do potrzeb uczniów, a cele uczenia się stanowią takie wyzwanie, które jest możliwe do zrealizowania dla ucznia,
-uczeń ma możliwość zapytania nauczyciela o wszelkie nasuwające się wątpliwości,
-uczeń jest doceniany (na postawie spełnienia kryteriów sukcesu), za to co zrobił dobrze, w ten sposób uczeń buduje swoje poczucie kompetencji,
-uczeń może poprawić swoją pracę, korzystając z przekazanych mu w informacji zwrotnej wskazówek, wie, co i jak może poprawić.
-uczniowie mogą wykonywać prace zespołowo i uczyć się od siebie wzajemnie,
-proces nauczania oparty jest na samodzielności i odpowiedzialności uczniów za własny proces uczenia się.
Dokąd zmierzam?
Uczeń zna cele lekcji oraz kryteria sukcesu, czyli wie, dokąd zmierza i jak rozpozna, że dotarł na miejsce. Dzięki temu nie musi się domyślać, po co i czego będzie się uczył.
Zadania zadawane przez nauczyciela mają również kryteria sukcesu, aby uczeń sam mógł ocenić, czy dobrze wykonał zadanie.
Przystępując do sprawdzianu uczeń również wie, jakie są kryteria sukcesu, co pozwala mu się, przygotować do sprawdzianu i buduje jego poczucie bezpieczeństwa. Uczeń nie jest zaskakiwany (np. na sprawdzianie) wymaganiami w stosunku do jego pracy.
Moim zdaniem kryteria sukcesu powinny nazywać się – kryteriami wzrostu, gdyż termin – „sukces” kojarzy się z zakończoną już z sukcesem pracą, a ocenianie kształtujące zakłada zaangażowanie w ciągły rozwój. Nauczyciel stawia przed uczniami ambitne wyzwania i wierzy, że są w stanie (wkładając wysiłek) je osiągnąć.
Gdzie jestem teraz?
Podczas procesu uczenia się uczniowie i nauczyciel zbierają dowody na uczenie się uczniów i na osiąganie przez nich kryteriów rozwoju. Uczniowie dowiadują się przy pomocy informacji zwrotnej – „gdzie są” w procesie uczenia się. Informację zwrotną mogą otrzymać: od nauczyciela, od kolegi lub koleżanki lub od samego siebie. Informacja zwrotna jest zawsze ścisłe związana z wcześniej określonymi kryteriami.
Co dalej?
Dzięki otrzymywanej informacji zwrotnej uczniowie wiedzą, jak powinni dalej pracować, otrzymują wskazówki zarówno, jak mają poprawić już wykonaną pracę, jak nie popełnić błędu w przyszłości i też jak mają dalej się uczyć.
Nauczyciel stosujący ocenianie kształtujące w sposób ciągły monitoruje uczenie się uczniów i dostosowuje nauczanie i metody dydaktyczne do potrzeb uczniów.
Nauczyciel „nie idzie dalej”, jeśli uczniowie nie są na to gotowi. Jak twierdzi profesor Carol Dweck, uczniowie nie muszą wstydzić się, ani martwić, jeśli jeszcze nie osiągnęli celów, powinni jedynie kontynuować wysiłek. Uczniowie traktowani kształtująco mogą liczyć na pomoc nauczyciela na każdym etapie nauki.
Uczniowie mogą zarówno poprawiać swoją pracę, aż będzie zadowalająca (zgodna z kryteriami rozwoju), świętować postęp i planować wspólnie następne cele.
Ocenianie kształtujące zapewnia uczniom poczucie bezpieczeństwa i samokontroli procesu uczenia się. […]
Źródło: www.oknauczanie.pl
Takie inicjatywy – i działania – jak to o które opisała na swoim fejsbukowym profilu Ewa Radanowicz zasługują na upowszechnienie. Co niniejszym czynimy – yrożnienie fragmentów tekstu podkreśleniami i pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Cała prawda na stół … muszę, bo się uduszę …
Od kilku miesięcy wędrujemy z Pawłem Palczyńskim – Zachodniopomorskim Kuratorem Oświaty w Szczecinie po województwie zachodniopomorskim i robimy tysiące kilometrów …
Dlaczego?
Dlatego, żeby poznać realne warunki funkcjonowania edukacyjnego świata w naszym województwie i zaplanować kierunki rozwoju, które pozwolą na zmianę, ale po swojemu! Bez presji, ale krok po kroku do przodu!
Jak?
Odbywając spotkania z:
– dyrektorami,
– organami prowadzącymi,
– zainteresowanymi nauczycielami, psychologami, pedagogami, osobami, którym zależy … zależy na sensownym działaniu… cokolwiek by to nie miało oznaczać.
Organizując:
– nadradydyrektorów,
– Hackathony edukacyjne,
– wizyty w szkołach, przedszkolach,
– powiatowe debaty.
Szkoląc się razem z pracownikami KO.
Organizując wsparcie.
Po co? – Po to,
-aby „zobaczyć” jak jest!
-aby usłyszeć jak jest!
-aby podejmować działania, które będą odpowiedzią na realne potrzeby! ZADANIE z gatunku MEGA TRUDNYCH! zadań specjalnych typu „sprawy niemożliwe załatwiamy od ręki! Na CUDA trzeba poczekać”
-aby … chodź to BARDZO TRUDNE … usłyszeć czego ludzie potrzebują od Kuratora, żeby było im lepiej, sensowniej, efektywniej …
A tymczasem … tymczasem ZBIERAMY PRAWDĘ o tym jak funkcjonują przedszkola i szkoły (chyba tak jest w całej Polsce … chyba…)
-Ludzie mówią, a kurator (I ZA TO GO BARDZO PODZIWIAM!!!) uważnie słucha i NIE DAJE ZŁOTYCH RAD … słucha i czasami zabiera głos w tej dyskusji … ze zrozumieniem i empatią … w prawdzie i dużym zaufaniem do ludzi, którzy na codzień ROBIĄ EDUKACJĘ!
-Ludzie mówią … o brakach kadrowych, agresywnych rodzicach i bezsensie prawnego chaosu!
-Ludzie mówią … o potrzebie „WYSPY SPOKOJU” (to teraz będzie moje ulubione i często wypowiadane stwierdzenie!!!!) O potencjale jaki mogliby wykorzystać, ale nie mają kiedy, bo pomysły gonią pomysły … a za rogiem kolejna reforma i dalej zmiany, zmiany, zmiany …
Co z tym wszystkim zrobimy … zrobimy to co się da:
-kurator przekazuje potrzeby w MEN ,
-dyrektorzy wydziałów Wspamagania i Nadzoru Iwona Rydzkowska, Mariusz Dubojski czuwają nad sprawną komunikacją i „ociepleniem” … to ocieplenie nie oznacza kryzysu
-wizytatorzy moderują swoją pracę i nawiązują współpracę, relacje i szeroko rozumiane wsparcie (trudne, trudne, trudne..)
-ekspertki ds. rozwoju Ewa Radanowicz – blog i Anna Walkowiak składają wizyty w szkołach, wspierają w planowaniu rozwoju, uczestniczą w spotkaniach … rozmawiają … „zarażają entuzjazmem”, proponują, pomagają, słuchają …
-zespół ludzi zaproszonych do współpracy POMAGA, DORADZA i jest GOTOWY do wsparcia!
Czy to wszystko wystarczy???????? Pewnie nie, ale jesteśmy w drodze … tymczasem:
-wzmocniło się ZAUFANIE … dyrektorzy mówią: „już się nie boję jak dzwoni telefon z Kuratorium Oświaty”, „Dziękuję, że mi pani pomogła w wytyczaniu kierunków rozwoju… teraz robimy mniej, a efektywniej”, „tak, tak wiem, że mogę spokojniej realizować plan rozwoju, który miałam/miałem na konkursie … kurator mówił, żeby to robić to robię”, itp.
-dyrektorzy zaczęli się sieciować … tak oddolnie!
-można poprosić o pomoc,
-w sprawach trudnych nie szukamy winnych, szukamy rozwiązań!!!!
Za chwilę kończą się powiatowe debaty … jeszcze kilka i zacznie się czas INTENSYWNEGO ROZWOJU … Jak? Po swojemu !!! Bo dyrektorzy i nauczyciele w zachodniopomorskim to profesjonaliści ! Tego się trzymamy! […]
Źródło: www.facebook.com/ewa.radanowicz.1/
Dzisiaj udostępniamy pierwszą część opracowania (zalecając lekturę całości), które pochodzi z bloga Centrum Edukacji Obywatelskiej. Informacje i wskazówki do nauczycielskiej pracy tam zawarte uznaliśmy za bardzo przydatne w okresie budowania modelu szkoły, odpowiadającej na wyzwania przyszłości:
Współczesny świat, dynamicznie zmieniający się pod wpływem globalizacji, technologii, zmian klimatycznych i migracji, wymaga, by w szkole podejmowano nowe wątki. Edukacja globalna – rozumiana jako kształtowanie świadomości wpływu jednostki na globalne procesy i globalnych procesów na jednostkę – jest kluczowym elementem przygotowania uczniów i uczennic do odnalezienia się w świecie teraz i w przyszłości oraz odpowiedzialnego funkcjonowania w nim.
Nowoczesna szkoła powinna zatem:
-kształtować krytyczne myślenie,
-uwzględniać różne sposoby opowiadania o świecie
-oraz uwrażliwiać na wartość płynącą z umiejętności zadbania o swój dobrostan.
W „Europejskiej deklaracji w sprawie edukacji globalnej do 2050 roku” można między innymi przeczytać, że „edukacja globalna to edukacja, która umożliwia ludziom krytyczną refleksję nad światem i miejscem, które w nim zajmują”. Stąd potrzeba, by uważniej edukować w obszarze krytycznego myślenia. Dalej czytamy, że edukacja globalna ma na celu „przygotowanie odbiorców do stawiania czoła wyzwaniom dotyczącym całej ludzkości”. Oznacza to, że niezbędne jest zauważenie głosu grup dotychczas marginalizowanych. Równie istotne jest zadbanie o swoją wewnętrzną równowagę i zbalansowane funkcjonowanie w świecie. Szacunek do świata powinien się zacząć od szacunku do samego i samej siebie.
Edukacja globalna a krytyczne myślenie
Krytyczne myślenie to jedna z fundamentalnych kompetencji XXI wieku. Jest niezbędna do tego, aby odnaleźć się w gąszczu informacji, które docierają do nas każdego dnia. Czym jest krytyczne myślenie? To między innymi umiejętność:
-analizy złożonych zjawisk,
-kwestionowania utartych schematów, w tym własnych założeń,
-oceniania wiarygodności informacji,
-odróżniania faktów od opinii,
-przewidywania konsekwencji.
Edukacja globalna stanowi idealne pole do rozwijania tych umiejętności, ponieważ wymaga od uczniów i uczennic konfrontacji ze złożonością współczesnych problemów, takich jak zmiana klimatu, konflikty zbrojne, nierówności społeczne czy migracje. Ważne jest, aby dawać młodym ludziom przestrzeń do wątpienia i mówienia „nie wiem”. Świat jest na tyle skomplikowany, że mamy prawo nie rozumieć wielu mechanizmów, zależności. Zaakceptowanie własnej niewiedzy i omylności jest podstawą do tego, aby z otwartą głową krytycznie myśleć o świecie. Ten artykuł odnosi się do niektórych z wymienionych aspektów krytycznego myślenia. Skupia się przy tym na znaczeniu zadawania pytań, kwestionowania utartych schematów, świadomości różnych narracji i tworzenia nowych opowieści o świecie.
W grudniu 2019 roku Olga Tokarczuk wygłosiła swoją mowę noblowską. Można w niej znaleźć szereg trafnych spostrzeżeń dotyczących zagubienia współczesnego człowieka wobec natłoku informacji i niesionych przez nich przekazów. Fragmenty tego odczytu ustalą kierunek dalszych rozważań podjętych w tym artykule na temat krytycznego myślenia, wiedzy o różnych narracjach oraz dobrostanie. Tokarczuk w swojej twórczości odznacza się uważnością i wnikliwością w opisywaniu kondycji współczesnego człowieka, również w ujęciu globalnym. Niech na chwilę stanie się naszą przewodniczką (wszystkie zacytowane w artykule wypowiedzi Olgi Tokarczuk pochodzą z przemowy noblowskiej tej pisarki).
„Wiedza może przytłaczać, a jej skomplikowanie i niejednoznaczność, powoduje powstawanie różnego rodzaju mechanizmów obronnych – od zaprzeczenia i wyparcia, aż po ucieczkę w proste zasady myślenia upraszczającego, ideologicznego, partyjnego”
Olga Tokarczuk.
Jeśli nie dajemy sobie zgody na niewiedzę, pędzimy w objęcia teorii spiskowych, które tłumaczą świat w sposób przejrzysty, możliwy do pojęcia przez osoby nieeksperckie. Mało kiedy zgodny z prawdą.
Mobilizujmy uczniów i uczennice do zadawania pytań i krytycznego spoglądania na źródła wiedzy. Na lekcjach warto organizować dyskusje i debaty, w których młodzież będzie argumentować swoje stanowiska w oparciu o fakty i analizy. Przykładem mogą być zajęcia z geografii, podczas których młodzi ludzie analizują skutki wycinki lasów deszczowych, uwzględniając perspektywę ekologów i ekolożek, lokalnych mieszkanek i mieszkańców oraz inwestorów i inwestorek.
Stawianie pytań leży w naturze człowieka
Krytyczne myślenie to umiejętność zadawania pytań. Co zrobić, aby nasi uczniowie i uczennice nie bali się błądzenia, wątpienia, dociekania? Istotne jest dostrzeganie wartości każdej wypowiedzi. Ośmielające młodzież może być zapewnienie ze strony nauczycieli i nauczycielek, że nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi. Ogromne znaczenie ma to, jaka atmosfera panuje w klasie. Upewnijmy się, czy osoby uczestniczące w lekcji słuchają siebie nawzajem z życzliwością i szacunkiem.
Nie bójmy się stymulować myślenia u młodych ludzi poprzez zadawanie pytań trudnych, nieoczywistych. Zaczekajmy na reakcję i pozwólmy wybrzmieć dyskusji, która cudownie kształtuje myślenie. Wspaniale byłoby zachęcić młodzież do zadawania pytań, nieskrępowanego odkrywania swojej niewiedzy. Odczarujmy wizerunek szkoły, w której to nauczyciel lub nauczycielka zadaje pytanie, a uczeń lub uczennica ma znać odpowiedź. Bez dociekliwości nie ma mowy o pogłębionej analizie. Warto ćwiczyć to na lekcjach. Można skorzystać z materiałów opracowanych przez Centrum Edukacji Obywatelskiej:
-Scenariusz lekcji etyki oparty o metodę dociekań filozoficznych „Dlaczego przy wspólnym stole jest miejsce dla Każdego?”.
-Publikacja CEO „Ćwiczenia z myślenia. Jak krytycznie myśleć nie tylko w szkole?” zawiera teksty teoretyczne dotyczące krytycznego myślenia oraz propozycje ćwiczeń do przeprowadzenia na lekcji.
[…]
Następnie omówione są następujące tematy:
> Uwikłani w narrację […]
> Potrzebujemy nowych sposobów myślenia […]
> Zmianę świata zacznijmy od dbania o siebie […]
> Podsumowanie
Edukacja globalna w nowoczesnej szkole to nie tylko nauka o świecie, ale także o tym, jak mądrze w nim żyć. Rozwijanie krytycznego myślenia, uwzględnianie różnych narracji i dbanie o dobrostan uczniów i uczennic to fundamenty, na których można budować tę edukację.
Cały tekst „Edukacja globalna w nowoczesnej szkole” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
Po raz pierwszy o idei powołania Rzecznika Praw Nauczyciela informowaliśmy 27 stycznia, kiedy zamieściliśmy materiał „Dlaczego powinien powstać Rzecznik Praw Nauczyciela”. To w przytoczonym tam tekście zamieszczono wypowiedź Leszka Dowgiałło, który przedstawił się jako społeczny rzecznik nauczycieli. Poniżej zamieszczamy fragmenty zapisu rozmowy z Leszkiem Dowgiałło, zaczerpnięte z „Portalu dla Edukacji”:
20 lat temu kosz na głowie nauczyciela szokował. „Przez te 20 lat nie zrobiliśmy nic”
Leszek Dowgiałło (fot. arch. własne)
– Kiedy ponad 20 lat temu uczniowie założyli kosz na głowę nauczyciela, wstrząsnęło to nami. Przez te ponad 20 lat nic nie zrobiliśmy – mówi w rozmowie z PortalSamorzadowy.pl Leszek Dowgiałło, Społeczny Rzecznik Praw Nauczyciela*.
[…]
– Na swoim profilu w mediach społecznościowych kilka dni temu przytoczył pan taki przykład: ośmiolatka, uczennica małej wiejskiej szkoły koło Rzeszowa, miała bić, gryźć oraz poniżać nauczycieli. W efekcie jej działań rodzice innych uczniów zaczęli strajk, nauczycielka wspomagająca się zwolniła, a wychowawczyni została… zawieszona przez dyrektora po tym, jak zaproponowała diagnozę psychiatryczną dla dziecka. Czy z powodu takich i podobnych sytuacji został pan społecznym Rzecznikiem Praw Nauczyciela?
Leszek Dowgiałło: – Między innymi. Kiedy ponad 20 lat temu uczniowie założyli kosz na głowę nauczyciela, wstrząsnęło to nami. Przez te ponad 20 lat nic nie zrobiliśmy. Nie chcę mówić, że brak narzędzi wzmocni „oprawców’, ale to, że narzędzia ułatwią wiele. Dlatego potrzebny jest rzecznik praw nauczyciela.
Zawód nauczyciela jest jednym z najważniejszych, a zarazem jednym z najbardziej niedocenianych zawodów na świecie. Nauczyciele odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu przyszłych pokoleń, ale niestety często stają przed wieloma wyzwaniami, które utrudniają im wykonywanie ich pracy.
Od ponad 15 lat jeżdżę po szkołach i szukam rozwiązań w różnych konfliktowych sytuacjach, pomagam szkołom w ich funkcjonowaniu. Pracuję zarówno z nauczycielami, rodzicami, jak i uczniami. Widzę nauczycieli pobitych czy pogryzionych przez uczniów. Nie ma systemu wspierającego. […]
– Jednak na razie mówi się o powołaniu Rzecznika Praw Ucznia, a o rzeczniku nauczycieli w ministerstwie nie słychać.
– Kiedy zakładałem instytucję Społecznego Rzecznika Praw Nauczyciela – jest to pierwsza taka inicjatywa w kraju – miałem na celu zwrócenie uwagi na jeden ważny aspekt. Zaczynamy chronić młodych poprzez zwiększanie ich praw. To jest ok, ale nie możemy tworzyć dysonansu w dialogu edukacyjnym. Skoro my za nich odpowiadamy, musimy mieć na to siły i narzędzia. Tymczasem utworzenie instytucji Rzecznika Praw Ucznia może ten dysonans zwiększyć.
Mamy taką tendencję, że narzekamy na szkołę i już widać efekty, że do pracy nie garną się młodzi, odchodzą starzy. Właśnie rzecznik praw tej grupy mógłby stać się ważnym aspektem. Związki zawodowe chyba przestają pełnić swoje funkcje i należy je zmieniać. […]
– Myśli pan o takiej ochronie nauczycieli, z jakiej korzystają inni funkcjonariusze publiczni w czasie wypełniania obowiązków służbowych?
– Tak i poniekąd tak jest, bo jeśli na przykład policjant zna swoje prawa, to nie boi się interweniować dla zapewniania bezpieczeństwa innym. Jeśli mielibyśmy mieć operację, to czulibyśmy się pewnie, mając do czynienia z lekarzem posiadającym sprzęt, wiedzę, wypoczętym itd. Nie pomogłoby to, gdyby do operacji „wzmacniać” znajomych z sali. Nie wiem, czy to dobry przykład, ale zmierzam do tego, że wzmocniony nauczyciel będzie skuteczniej dbał o młodych. Rzecz jasna trafią się nadużycia, jak w każdej grupie, i te też niwelujemy za pomocą mediacji.[…]
– Czym miałby się zajmować rzecznik, prócz rozwiązywania sytuacji konfliktowych?
– Warunki pracy nauczycieli mają bezpośredni wpływ na jakość edukacji. Niskie wynagrodzenia, przepracowanie oraz brak odpowiednich narzędzi i materiałów dydaktycznych to tylko niektóre z problemów, z którymi borykają się nauczyciele. Rzecznik mógłby działać na rzecz poprawy warunków pracy nauczycieli, negocjując lepsze wynagrodzenia, dbając o odpowiednie wyposażenie szkół oraz walcząc o zmniejszenie obciążenia pracą.
Mógłby też chronić prawa nauczycieli, wspierać ich rozwój zawodowy, zapewniać godne warunki pracy oraz dbać o ich zdrowie psychiczne. Być z nimi. Reprezentować i wskazywać, jakie decyzje mogliby w konkretnych sytuacjach podejmować. Szerzyć mediację i w ten sposób często nie doprowadzać do komisji dyscyplinarnych lub też tym komisjom ułatwiać pracę. Należy pamiętać, że tam nie są zatrudnieni detektywi operacyjni, a nauczyciele.
Wszystkie te działania przyczyniłyby się do zwiększenia prestiżu zawodu nauczyciela, poprawy jakości edukacji oraz stworzenia bardziej przyjaznego i efektywnego środowiska edukacyjnego. Wspieranie nauczycieli to inwestycja w przyszłość, która przyniesie korzyści całemu społeczeństwu.
Powołanie Rzecznika Praw Nauczyciela jest koniecznością, która przyniosłaby wiele korzyści zarówno nauczycielom, jak i całemu systemowi edukacji.[…]
*Leszek Dowgiałło, Społeczny Rzecznik Praw Nauczyciela – pedagog, dyrektor ds. profilaktyki Centrum Edukacji i Rozwoju “Progresownia”, członek zarządu Fundacji Korczaka, inicjator i realizator gminnych telefonów wsparcia, doradca osób niepełnosprawnych. Prowadził świetlice socjoterapeutyczne, współpracował z kuratorami i policją, pomagał w ujęciu pedofilów.
Cały tekst „20 lat temu kosz na głowie nauczyciela szokował. ‘Przez te 20 lat nie zrobiliśmy nic’” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
W ramach naszych poszukiwań wartych upowszechnienia materiałów trafiliśmy na zamieszczony dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” tekst autorstwa Katarzyny Mazur, zatytułowany „Kto nie rokuje, musi odejść. Sekrety sukcesów elitarnych liceów”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Rankingi liceów co roku wywołują duże emocje. Szkoły z czołówki chwalą się sukcesami swoich uczniów i przyciągają tłumy kandydatów. Ale czy wysoka pozycja w zestawieniu i złota odznaka jakości rzeczywiście świadczy o jakości nauczania? A może to raczej rezultat indywidualnej pracy uczniów i wsparcia korepetytorów? A może jeszcze innych po cichu rozgrywanych praktyk?
[…]
Elitarne licea przyciągają najlepszych absolwentów szkół podstawowych. Proces rekrutacji sam w sobie tworzy selekcję, dzięki której w szkole uczą się osoby już zmotywowane i zdolne. Nauczyciele mogą więc pracować z grupą uczniów o wysokim potencjale intelektualnym, co bez wątpienia ułatwia osiąganie dobrych wyników. Wysoka konkurencyjność rekrutacji to jedna strona medalu, drugą jest cicha selekcja w trakcie trwania roku szkolnego. Ci, którzy nie wytrzymają tempa i presji odchodzą sami lub są do tego skłaniani.
– Znam przypadki, w których osobom nie spełniającym pewnego pułapu oferowano „ultimatum”. W jednym skrajnym przypadku było to powiedziane wprost: zaliczę ci semestr, jeśli zmienisz szkołę – wspomina absolwentka jednego ze złotych liceów. – Nie umiem tego jednoznacznie ocenić, rozumiem, że w szkole jest się po to, aby się uczyć. Jeśli ktoś nie chce tego robić, to ma setki innych możliwości do wyboru i to jest na swój sposób uczciwe, bo spotykamy się pod szyldem tej szkoły, aby realizować wspólny cel. Z drugiej jednak strony czułam, że łatwiej nauczycielom pozbyć się problemu niż go rozwiązywać. W końcu ktoś tę osobę tam przyjął.
Nagłe obniżenie poziomu lub brak zainteresowania nauką może być wynikiem złożonych problemów lub objawem wypalenia uczniowskiego. To stan, w którym uczniowie tracą motywację do nauki, odczuwają chroniczny stres oraz obniżoną samoocenę. Badania przeprowadzone przez Instytut Edukacji Pozytywnej wśród 9 tysięcy dzieci w wieku 6-17 lat wykazały, że aż 73% uczniów doświadcza objawów wypalenia uczniowskiego.
Niezdrową rywalizację między uczniami napędza system oceniania i społeczne oczekiwania. Psychologowie od lat zwracają uwagę, że takie podejście może prowadzić do przemęczenia, stresu oraz problemów emocjonalnych u dzieci. Problem w tym, że w „wyścigu szczurów” starują także nauczyciele.
– Z przykrością obserwowałam napięcia wśród nauczycieli, którzy prześcigali się w osiągnięciach swoich uczniów – wspomina emerytowana nauczycielka jednego z liceów oznaczonych złotą tarczą perspektyw. – Sukcesy kolegów i koleżanek potrafią pogłębiać poczucie własnej porażki i wzmagać potrzebę osiągnięcia podobnych. Oczywiście do pewnego stopnia jest to zdrowe i motywujące. Robi się jednak problem, gdy sukcesów nie potrafi się uwspólnić. A tak się dzieje w wielu, wielu szkołach. Jak gdyby nauczyciel tego czy innego przedmiotu miał monopol na kształcenie ucznia w danej dziedzinie.
Mało się mówi o rywalizacji nauczycieli, ale jest to problem, który da się zaobserwować. Wstydliwy problem, do którego nie łatwo przyznać się wprost. Ale który widać w mimochodem rzucanych pytaniach o stopień realizacji materiału, o ilość przeprowadzonych sprawdzianów, o zajęcia dodatkowe. Rywalizacji sprzyja też często sama dyrekcja.[…]
Badania i rozmowy z uczniami pokazują, że duża część maturzystów uczęszczających do najlepszych szkół korzysta z korepetycji. Zewnętrzni nauczyciele pomagają w indywidualnym przygotowaniu do egzaminów, nadrabianiu zaległości czy rozwijaniu talentów. Pojawia się więc pytanie: czy to liceum podnosi poziom ucznia, czy też uczniowie sami pracują na swoje wyniki, przy wsparciu pozaszkolnym?
Szacunki wskazują, że rynek korepetycji w Polsce może osiągać wartość nawet 4 miliardów złotych rocznie. I od dawna już nie są to zajęcia zarezerwowane dla uczniów z trudnościami w nauce. […]
Zapytaliśmy o tę kwestię panią Agnieszkę Potocką, dyrektor XIV LO im. Stanisława Staszica w Warszawie, szkoły, która zajęła pierwsze miejsce w Rankingu Liceów i Techników Perspektywy 2024.
– Pewnie wielu naszych uczniów korzysta z korepetycji – zakłada dyrektorka „Staszica”. – Nie wiem tego. Wiem jednak, że tworzymy w szkole takie warunki, by korzystać nie musieli. Prowadzimy koła i warsztaty przygotowujące do wszystkich olimpiad w jakich biorą udział uczniowie. Mamy w tym ogromne doświadczenie. Co roku mamy listę chętnych do udziału w tych zajęciach również z innych warszawskich szkół. Każdy uczeń, który chce się uczyć uzyska w naszej szkole wsparcie i wskazówki do pracy tak, by mógł osiągnąć sukces na miarę swoich możliwości. […]
Nie jest jednak tak, że „złote licea” są jedynie ośrodkami wywierania presji lub że z uwagi na przyciągnięcie najlepszych uczniów są to „samograje”, nie wymagające od nauczycieli specjalnie wytężonej pracy. Byłoby to bardzo uproszczone i krzywdzące podsumowanie.
– To efekt bardzo ciężkiej pracy nie tylko uczniów ale również nauczycieli naszej szkoły – mówi Agnieszka Potocka. – Mamy uczniów wyjątkowo uzdolnionych, ale jednocześnie wymagają oni od nas nauczycieli wyjątkowo dużo. Nauczyciele są mentorami uczniów i ich przewodnikami w przygotowaniu do konkursów i olimpiad.
Praca z uczniem zdolnym też jest dla nauczyciela wymagającym wyzwaniem. I wydaje się krzywdzące umniejszanie ich roli w osiąganych przez uczniów wynikach.[…]
Rankingi pokazują tylko fragment układanki
Ranking nie uwzględnia takich czynników jak atmosfera w szkole, poziom wsparcia psychologicznego czy rozwoju osobistego uczniów. Tymczasem sukces maturalny to tylko fragment edukacyjnej układanki. Ważne są także kompetencje społeczne, umiejętność współpracy czy zdolność radzenia sobie z presją.
Bez wątpienia sukces maturalny jest możliwy w każdym liceum. Droga jaką się do niego dochodzi jest indywidualna dla każdego z uczniów, a szkoła powinna mu na niej towarzyszyć.
Cały tekst „Kto nie rokuje, musi odejść. Sekrety sukcesów elitarnych liceów” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Wczoraj w „Akademickim Zaciszu” można było wysłuchać rozmowy prof. Romana Lepperta z dr Agnieszką Rościszewską z Wydziału Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest tam zatrudniona na Wydziale Studiów Edukacyjnych jako adiunkt w Zakładzie Badań nad Procesem Uczenia się. Z wykształcenia jest ona architektem i pedagogiem.
I to dwutorowe wykształcenie spowodowało, że Rozmówczyni zainteresowała się architekturą placówek oświatowych, a w dalszej konsekwencji – możliwościami zażywania tam ruchu przez uczniów w nich przebywających.
I właśnie związek ruchu z edukacją był wiodącym nurtem tematycznym tego spotkania,
Zainteresowani tą problematyką, jeśli wczoraj im to spotkanie umknęło, mogą o dogodnej porze obejrzeć i wysłuchać, klikając w załączony poniżej link:
Co łączy ruch z edukacją – TUTAJ
Prof. Śliwerski wczoraj obiecał – dzisiaj zamieści na swoim blogu 2. odcinek o A. Kamińskim:
Podejście Aleksandra Kamińskiego do wulgarnych podchorążaków i … uwodzicielskich kobiet (odc. 2)
Publikuję kolejny odcinek maszynopisu Oskara Żawrockiego, nauczyciela Szkoły Rydzyńskiej. […]
„Jeszcze innym wpływem były kobiety. Pruszków, życie w nim w charakterze wychowawców ( a więc trzeba być jakimś zauważalnym i oddziałowującym wzorcem dla wychowanków) a jednocześnie uczniów najstarszych klas licealnych a następnie studentów dawało wiele możności spotykania się na różnych szczeblach z drugą płcią. Olek też nie był obojętny na wdzięki wychowanek schroniska, na zalotny uśmiech hożej harcerki czy powłóczyste spojrzenie studentki. Temat „dziewczyna” bywał i na naszych „konferencjach życia” a często i w rozmowach we dwójkę.
Niesłychanie charakterystycznym jest dla naszego stosunku przyjaźni i to w obrębie całego naszego długiego życia, nie tylko w Pruszkowie, był brak erotyki czy seksu między nami. Obaj byliśmy rzeczywiście mężczyznami i to takimi, którzy nie lubią plugawych dowcipów i rozmów dwuznacznych lub wręcz sprostytuowanych, chociaż niełatwo przeżywaliśmy napięcia zmysłowe i nadażające się okazje czy nawet namowy, albo kpiny t.zw. kolegów.
To Aleksander Kamiński był tym podchorążym w Szkole Podchorążych Rezerwy w Ostrów Wielkopolski, który zdołał w ciągu kilku miesięcy wyplenić z żargonu podchorążaków ów czasownik („opier….ć”), który zastępował w rozmowach między podchorążymi wszystkie inne czasowniki. Przecież nie mówiło się” „pójdę po chleb” – tylko „podpier…ę trochę chleba!” Nie mówiło się „za co zostałeś ukarany?”, lecz „za co ciebie tak opier……?” itd., itd. w nieskończoność.
Olek stanął sam jeden przeciwko wszystkim. W pierwszym okresie to nawet kadra była przeciwko temu „harcerzykowi”, lecz w miarę czasu, perswazji i argumentacji podchorążego Kamińskiego sytuacja uległa całkowitej zmianie: najpierw przeszedł na stronę walczącego Olka dowódca kompanii (nie pamiętam jego nazwiska, chociaż Olek o nim nie mówił), następnie grono awanturników zmalało – gdy nie pozwolono im w w nocy dać t.zw. „koca” śpiącemu podchorążemu Kamińskiemu, by się opamiętał i nie walczył z „męskim” czasownikiem, w końcu moralna postawa Olka – jego istotna prawość i koleżeństwo oraz pełne zdyscyplinowanie i postępy w szkoleniu zrobiły swoje: podchorążowie zaprzestali wszystko pier….. i zaczęli używać normalnych czasowników.
Wydaje mi się, że to był jeden z największych sukcesów postawy Olka. O ile wiem, Olek nigdy nie dotknął prostytutki, choć uważał ją za takiego samego człowieka – jak każdą dziewczynę. Był estetą nie tylko w ubiorze, który nosił zawsze z pewną dozą elegancji i dobrego smaku. Inicjację przeżył na jednym z wieczorków tanecznych w schronisku (obecne Domy Dziecka), prawie zgwałcony przez nowo zaangażowaną wychowawczynię, która zwabiła go o sypialni i zamknęła drzwi na klucz. Odczuł ten fizyczny stosunek jako coś obrzydliwego. Lecz rzetelnej miłości Aleksander szukał zawsze i nieraz był bliski poważnego zakochania się.
W okresie Pruszkowa mocno zachwycił się Ireną H., późniejszą pisarką i mocno przeżywał jej ekscentryczne zachowanie się połączone z bogatą inteligencją i interesującym sposobem bycia: trochę cygańskim, trochę anarchistycznym a zawsze ciepłym kobiecością i swoiście zalotną. Najpierw ja ją „zauważyłem”, lecz po jakimś czasie, gdy opowiedziała mi bez ogródek swój pierwszy pobyt w łóżku prawie nieznanego jej człowieka – odszedłem od niej.
Czy Olek o tym epizodzie wiedział – nie wiem i dlaczego od niej odszedł też nie wiem. Sprawy osobiste zostawały między nami nietykalne – chyba, że o radę zwracał się ktoś celowo, na przykład, gdy poważnie zastanawiał się przed swym ożenkiem, wówczas udzieliliśmy sobie wzajemnie rad, które po wieledziesięciu latach spełnienia wydają mi się słuszne, bo sprawdzone przez nasze niezrównane Żony.
W inny nieco sposób zwalczaliśmy z Olkiem (zdaje się, że ten sposób został wielokrotnie powtórzony przez innych) używanie brzydkich, ordynarnych wyrazów. Słownik ówczesnych instruktorów harcerskich nie szafował wyrazami chamskimi lecz do zwykłych należały tego rodzaju powiedzonka: „do jasnej cholery”, „psia krew”, dureń jesteś, zamknij się, bałwanie itp. A jednak odzwyczailiśmy się, w ciągu chyba tygodnia czy dwóch od używania tych i podobnych przekleństw.
Oto w naszym pokoju była zawieszona kartka a na niej w trzech kolumnach imiona Oskar-Olek-Włodek. Jeśli któryś z nas w zapamiętaniu rzucił jakieś „niepotrzebne słowo” – pierwszy, kto je spostrzegł biegł do tej kartki i pod imieniem delikwenta wpisywał owo niefortunne słowo. Już w pierwszym dniu takiego współzawodnictwa jeden z nas wysunął się na pierwsze miejsce, ale w następnym dniu już był ostrożniejszy a w dalszych coraz to trudniej było złapać takie słówko do wpisania na listę brudnych wyrazów. I tak odzwyczailiśmy się od ordynarnych słów.
Podobnie było z nauką „wygłaszania mów”. Podczas spaceru nagle jeden z nas wyznaczał: „teraz będzie przemawiał Olek, od tego słupa telegraficznego do tamtej latarni, na temat – który poda Włodek, i Włodek momentalnie musiał podać jakiś temat w formie rzeczownika, np. „słońce” lub Janek lub jeszcze inne: „tetraedydryt: – wezwany musiał natychmiast zacząć mówić o tym przedmiocie – który został mu zadany jako temat do krótkiego przemówienia. Powinien był mówić w miarę możności sensownie, w miarę bez zająknięcia i tak prowadzić swój wykład, pogadankę, przemówienie – by zakończyć właśnie przed ową latarnią.
Czy to była dziecinada? Nie. To było samodoskonalenie się, zainspirowane własnym pomysłem. Trzeba przyznać, że po pewnym treningu dawało coraz lepsze rezultaty, co z kolei podnosiło wymagania stawiane „mówcy”. wiele było podobnych ćwiczeń, które towarzyszyły naszemu pruszkowskiemu życiu. Można przypuścić, że każdemu z nas te młodzieńcze zachwyty samodoskonalące przydały się w późniejszym realnym życiu” .
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com










