
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dzisiaj zapraszamy do lektury artykułu, opowiadającego o nie tak często spotykanej inicjatywie, mającej za cel autentyczną aktywizację samorządności uczniowskiej. Tym razem jego autorem nie jest nikt z grona ekspertów, działających pod auspicjami Centrum Edukacji Obywatelskiej, ani nikt ze środowiska osób, popularyzowanych na portalu EDUNEWS.
Przed kilkoma dniami, na adres „Obserwatorium Edukacji” przyszedł e-mail, w którym z prośbą o zamieszczenie tego artykułu zwrócił się Jakub Wołoszański – uczeń II klasy V Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Szczecinie.
Oto ten tekst, wzbogacony o galerię zdjęć, dokumentujących opisane w artykule wydarzenia:
O „Projekcie Xu” – oddolnej inicjatywie samorządności uczniowskiej
Ponad miesiąc temu, 19 kwietnia w Szczecinie, oficjalnie zakończył się Projekt Xu – Interdyscyplinarna Konferencja Samorządów Uczniowskich 2016/2017. Przedsięwzięcie miało na celu aktywizację samorządów uczniowskich w polskich szkołach, co skutkowało zachęceniem młodzieży do podejmowania rozmaitych działań, dzięki którym będą oni mieli wpływ na ich szkolną codzienność.
Dziś organizatorzy z V LO im. A. Asnyka w Szczecinie mogą powiedzieć, że dzięki udziałowi w projekcie ponad 500 uczennic i uczniów bardzo wielu polskich szkół stało się jego beneficjentami, realnie wpływającymi na warunki życia w ich szkołach.
Wszystko zaczęło się jesienią, w dniach 23 – 25 listopada 2016 roku, kiedy to na zaproszenie twórców projektu zjechały do Szczecina ekipy uczniów, wraz ze swymi nauczycielami, aby uczestniczyć w trzydniowej konferencji. Jej bogaty program wypełniły najpierw wykłady o urozmaiconej tematyce: „Nauka przez doświadczenie” (mgr Sławomir Muzioł – absolwent VO LO ), „Sztuka wystąpień publicznych” (dr Piotr Chrobak – US) i „Język współczesnych mediów” (dr Agnieszka Szlachta – US), a także „Wolontariat w mieście i regionie – możliwości” – przedstawiciel Stowarzyszenia „POLITES”.
W celu integracji uczestników zorganizowana została gra miejska i trzy warsztaty: „Marshmallow challenge„, „Czy młodzież ma dzisiaj czas na wolontariat?” oraz „Język współczesnych mediów”. Zajęcia prowadzone były m. in. przez pracowników naukowych Uniwersytetu Szczecińskiego. Prace zorganizowano uczestnikom konferencji tak, że w w jej dwa pierwsze dni, pomiędzy wykładami, uczniowscy samorządowcy, podzieleni na sześć sekcji, opracowywali swoje własne projekty, które trzeciego dnia zaprezentowali na sali obrad Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego. Podczas tej wizyty w miejscu, gdzie pracują samorządowcy szczebla wojewódzkiego, z uczestnikami konferencji spotkał się pan Olgierd Geblewicz – Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego, który przedstawił im zarys zadań i form pracy samorządu wojewódzkiego.
Ostatnimi elementami trzydniowego spotkania była debata oksfordzka, zorganizowana pod patronatem Oxford University Press oraz wręczenie nagród m. in. dla najlepiej opracowanego projektu.
Zajęcia listopadowej konferencji odbywały się w trzech miejscach: u organizatorów konferencji – w V Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Asnyka w Szczecinie, w Bibliotece Międzywydziałowej Uniwersytetu Szczecińskiego oraz we wspomnianej uprzednio Sali Obrad Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego.
19 kwietnia tego roku delegaci spotkali się ponownie, tym razem podczas sympozjum na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego.
Foto:www.facebook.com/diora.von.rat/
Daria Bielenin-Palęcka
Zachęcamy do lektury artykułu Darii Bielenin-Palęckiej, jaki portal EDUNEWS.PL zamieścił wczoraj, opatrując go tytułem „Samorządy przyjazne edukacji (2017). Dzięki niemu dowiadujemy się o bardzo ciekawym rankingu i możemy dowiedzieć się, jakie – według przyjętych w nim kryteriów – miejsce przypadło samorządowej władzy miasta Łodzi. Oto początek tej publikacji:
Czy są takie miejsca w Polsce, w których większą uwagę władze lokalne przywiązują do oświaty? Próbuje to badać Fundacja Evidence Institute, która ogłosiła wyniki rankingu „Miejsca sprzyjające edukacji 2017”. Analiza dostępności przedszkoli oraz wyników egzaminów zewnętrznych pokazuje, że wśród największych miast Rzeszów najlepiej dba o edukację. W rankingu wszystkich samorządów najlepsze okazały się małe gminy: Podkowa Leśna i Michałowice z Mazowsza oraz Świdnica z woj. lubuskiego. Wśród gmin, które borykają się z ponadprzeciętnym bezrobociem i niskimi dochodami najlepsze efekty w oświacie osiągnęła gmina Tczów.[…]
Kim są najlepsi?
W kategorii gmin liczących mniej niż 20 tysięcy mieszkańców w czołówce rankingu, znalazły się dwie podwarszawskie gminy: Podkowa Leśna oraz Michałowice, a także niewielka gmina w województwie lubuskim, Świdnica. Podobnie prezentują się rezultaty rankingu w kategorii gmin od 20-100 tysięcy mieszkańców. Tutaj pierwsza trójka to: podwarszawska Lesznowola, gmina Zielonki z województwa małopolskiego oraz na trzecim miejscu, sąsiadujące z Warszawą, Piaseczno.
Rezultaty samorządów Tczowa, Czarnocina i Beska, laureatów kategorii gmin z ponadprzeciętną stopą bezrobocia oraz dochodami poniżej średniej (wszystkie trzy liczą także mniej niż 20 tysięcy mieszkańców) pokazują, że sukces edukacyjny nie musi być zależny od budżetu.
Wśród gmin o średniej wielkości (20-100 tysięcy mieszkańców) jest także sporo miejscowości, borykających się z bezrobociem oraz niskimi dochodami. Tutaj liderami jakości edukacji są gmina Trzebownisko, Świdnik oraz Andrychów.
W kategorii miast powyżej 100 tysięcy mieszkańców bezsprzecznie wygrywa Rzeszów, który zajął pierwsze miejsce w obu kategoriach. W kategorii ogólnej następne miejsca należą do Opola i Krakowa, natomiast w kategorii gmin z ponadprzeciętną stopą bezrobocia oraz dochodami poniżej średniej kolejne miejsca należą do Lublina i Kielc.[…]
Cały artykuł „Samorządy przyjazne edukacji” – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
Więcej o rankingu na stronie Fundacji Evidence Institute
Wyniki rankingu dla miast pow. 100 tys. mieszkańców – TUTAJ
Dziś nie będę rozpisywał się, jak to mam w zwyczaju, na kilka tematów.Ale i o jednej sprawie wielokrotnie potrafiłem pisać tasiemce. A dzisiejszy temat jest „przebojowy”: „ Gimnazjalistki pobiły koleżankę na oczach całej szkoły”. To cytat tytułu, jakim opatrzył portal TVN24 zamieszczoną tam 13 maja informację o tym wydarzeniu. Nie było chyba telewizji ani stacji radiowej, także gazety, która nie zamieściła o tym news’a. Ja podejmę dwa aspekty tego incydentu, które mnie szczególnie zaintrygowały.
Pierwszy – to ekscytowanie się, w pewnym sensie, genderowym kontekstem tego przejawu agresji w relacjach rówieśniczych. Przypominam, że gender „to płeć kulturowo-społeczna, suma cech osobowości, zachowań, stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury w drodze socjalizacji”. No bo skąd to całe „halo”? Że sprawczyniami owego pobicia były dziewczyny! No, bo że chłopcy są agresywni wszyscy, w pewnym sensie, przyjmują za swoistą normę kulturową. Ale dziewczyny? „Widziała to pani? Koniec świata!!!”
Aż mnie palce świerzbią, żeby wystukać to zdanie: „Drogie feministki – doczekałyście się i na tym polu sukcesu: dziewczyny już niczym nie różnią się chłopaków!” No, może w jednym nadal do płci męskiej im jeszcze daleko: chłopaki nie płaczą, a one płakały. Co prawda dopiero w sądzie, ale zawsze!
Ale nie żartujmy z poważnej sprawy. Dobrze, że choć kilka redakcji poszło w temacie „żeńskiej” agresji w głąb… Bardzo chwalę TVN24 za jeden z programów w cyklu „Czarno na Białym”. W piątek, 19 maja wieczorem, po odcinku prezentującym nagrania incydentu z kamer przed szkołą i z sądu, wyemitowano odcinek, zatytułowany „Dzieci ulicy”. Opowiada on o dziewczynach z poprawczaka w podwarszawskiej Falenicy. Ale nie w kontekście sensacji, a z intencją diagnozy społecznej, a także pokazuje metody pracy z tymi dziewczynami. Warto posłuchać co mówi tam Romuald Sadowski – dyrektor Zakładu Poprawczego w Warszawie-Falenucy. [W Polsce są cztery zakłady poprawcze dla dziewcząt, w Koronowie, Mrozach, Zawierciu i właśnie w Falenicy] Odsyłam do nagrania – TUTAJ
Dziś – nieprzypadkowo – z powodu, który zostanie podany w komentarzu redakcji – przedstawiamy Czytelnikom fragment zamieszczonego wczoraj na prowadzonym przez prof. B. Śliwereskiego blogu <pedagog> tekstu. (Słowo „postu” źle się w polskiej tradycji językowej kojarzy) Pierwotnie zainteresował nas jego tytuł: „O rzekomo złych skutkach nauczycielskich migracji w wyniku reformy szkolnej”. Ale po lekturze całości inny wątek jego treści stał się powodem jego upublicznienia. Oto pierwszy fragment tego tekstu:
Foto: www.wnow.uni.lodz.pl
Pan Profesor Zwyczajny, Doktor Habilitowany Bogusław Śliwerski
Kilka dni temu zadzwoniła do mnie „dziennikarka” łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej” – pani Agata Kupracz z prośbą o udzielenie jej komentarza do sytuacji, jaka ma miejsce w naszym mieście, a być może i w innych, skoro jej nieco skrócony tekst został przedrukowany tego samego dnia do wydania ogólnopolskiego. W wersji łódzkiej jej artykuł nosi tytuł: „Skutki szkolnej reformy: co roku inny wychowawca„, zaś w wersji krajowej „Sieroty po reformie Anny Zalewskiej” . […]
W dalszej części autor tego tekstu prezentuje swój, wyraźnie bardzo wolnorynkowy, pogląd na zawód nauczyciela:
Nauczyciel może pracować w szkole, jeżeli (względnie) odpowiada mu to miejsce pracy, ale nie musi. Może nie akceptować wprowadzanych zmian ustrojowych, programowych, albo szukać dla siebie miejsca właśnie dzięki nim w innym typie szkoły.
Znakomity specjalista z elitarnego gimnazjum, który kształcił w ciągu kilkunastu lat uzdolnioną młodzież, bo przecież tylko taka miała szanse dostać się do tej szkoły, znajdzie miejsce pracy w renomowanym liceum, a może i w szkolnictwie wyższym – na uniwersytecie, w politechnice czy szkole artystycznej. Dlaczego nie? Minister J. Gowin otworzył wrota właśnie takim edukatorom, by mogli generować teraz eksperymenty, włączać się do innowacyjnej przedsiębiorczości, gospodarki a nawet firm zorientowanych na tzw. rynek dziecięco-młodzieżowych zainteresowań uzdolnień. […]
Jednak autor nie poprzestał na nauczycielskim zawodoznawstwie. W dalszej części swych wywodów wtajemnicza nas w „kuchnię” lokalnej polityki:
Dzisiaj proponujemy lektury z portalu „Juniorowo”. Tym razem są to teksty promujące poglądy André Sterna o roli zabawy w procesie uczenia się. Oto początek publikacji z 11 maja:
André Stern, który nigdy nie chodził do szkoły, przekonuje, że zabawa jest najskuteczniejszym narzędziem do uczenia się, a rozwój dziecka leży w jego naturze. Zachęca więc do bezwarunkowego zaufania dziecku. Zamiast standaryzacji i rywalizacji pokazuje niesamowitą siłę swobodnej zabawy, dzięki której dziecko może rozwijać się w indywidualny sposób i we własnym tempie.
Zabawa pozwala dziecku nawiązać kontakt z codziennością, z sobą samym i ze światem. Przez nią przejawiają się jego skłonności, potencjał, a także głębokie wewnętrzne pragnienia. Swobodna zabawa daje dziecku głębokie poczucie spełnienia – przekonuje André Stern. Jego przekaz wypływa z dorobku jego ojca Arno, który od ponad sześćdziesięciu lat nieprzerwanie pracuje z dziećmi, a także z jego osobistego doświadczenia dzieciństwa bez szkoły, które pozwoliło mu opanować umiejętności od czytania, pisania i liczenia przez naukę pięciu języków, programowania i astronomii po profesjonalną grę na instrumencie, komponowanie muzyki i lutnictwo.
Zabawa. O uczeniu się, zaufaniu i życiu pełnym entuzjazmu
W książce „Zabawa. O uczeniu się, zaufaniu i życiu pełnym entuzjazmu” André Stern dowodzi, jak dzięki zabawie dzieci mogą uczyć się naprawdę skutecznie. A my prezentujemy fragment książki, która ukazała się dzięki Wydawnictwu Element.
Nigdy nie byłem w szkole, a to pozwala mi patrzeć na sprawę z innej perspektywy. Wyraźniej dostrzegam, jakie przyzwyczajenia nabyte w szkole kształtują naszą kulturę. Gdy coś wiesz, jesteś ciągle pytany: „Gdzie cię tego nauczyli?”. Pytający wychodzi z założenia, że tylko szkoła, tylko uniwersytet mogą zapewnić wiedzę. Kwalifikacje, których miarą jest szkoła, liczą się bardziej niż faktyczne kompetencje.
Zamiast więc śledzić, ile dziecko codziennie pojmuje nowych, nieoczekiwanych rzeczy, zamiast bojaźliwie obserwować ten niepowstrzymany, spektakularny, imponujący rozwój, dorośli traktują dzieci jak istoty pozbawione zdolności, które trzeba wspierać i motywować. W ten sposób każdy z dorosłych ćwiczy się w roli nauczyciela i zawsze jest gotów udzielać lekcji. Za każdym razem, kiedy dziecko osiąga coś nowego (czy to udało mu się przez sekundę ustać na nóżkach, czy uśmiechnęło się bądź umieściło nakrętkę na butelce), rodzice wołają z rozrzewnieniem i zachwytem: „Brawoooo! Świetnie sobie poradziłeś”.
Każdy jest dumny, mogąc pokazać innym, jak doskonale wspiera własne dziecko. Rodzice się w tym nawet prześcigają. Ale tego rodzaju pochwała pochodzi ze świata dobrych i złych ocen oraz nieustannego porównywania osiągnięć. […]
Cały artykuł „Zabawa, uczenie się, zaufanie, entuzjazm według André Sterna” – TUTAJ
Źródło: www.juniorowo.pl
Polecamy także wcześniejsze lektury na ten temat:
Nie przeszkadzać dzieciom w odkrywaniu świata – rozmowa Juniorowa z André Sternem
André Stern o dzieciństwie bez szkoły
W atmosferze zaniku przejawów oporu społecznego wobec rujnującej polski system tzw. „reformy edukacji”, postawieni przed nieuznającym żadnych racjonalnych argumentów, prącym „po trupach” do wyznaczonych celów obozem władzy, uznaliśmy za uzasadnione, aby zaprezentować naszym Czytelnikom publikację tygodnika „Polityka” z 7 marca 2017 roku. Jest to, napisany przez Joannę Cieśla i Edwina Bendyka artykuł, zatytułowany „Co dalej z edukacją?”. Oto jego pierwsza część i swoisty „spis treści” dalszego ciągu:
Czy kiedy (kiedy?) PiS już odda władzę, należy przywrócić gimnazja, znowu zmienić szkolne programy, odwzorować stan sprzed oświatowej reformy minister Zalewskiej? Czy też pogodzić się ze zmianami i jedynie udoskonalić pozostawiony system? Temu problemowi poświęcamy drugi odcinek naszego publicystycznego cyklu pod hasłem „Co po PiS”.
Rząd nie zamierza ustąpić przed naciskami i wdraża zmiany w systemie oświaty. Na razie nie sposób całościowo ocenić projektu reformy, bo ciągle brakuje kluczowych jej elementów, jak choćby podstaw programowych dla liceów. Fragmenty już ogłoszone (w tym podstawy programowe dla szkół podstawowych) wywołują krytykę gremiów eksperckich. Najbardziej jednak brakuje odpowiedzi na pytanie o inny niż polityczny sens proponowanych zmian. Wiadomo tylko, że polska szkoła wkracza w okres chaosu. Fakt: zapowiedzianego. Likwidacja gimnazjów i obowiązek szkolny od siódmego, a nie od szóstego roku życia należały do głównych obietnic wyborczych PiS. Obietnice te realizuje przyjęte w grudniu 2016 r. nowe prawo oświatowe likwidujące dotychczasowy system edukacyjny.[…]
Oto podtytułu dalszej części artykułu:
Czy jest czego żałować?
[…] Tym, co z perspektywy lat jawi się jako największe osiągnięcie systemu oświaty, jest jego względna stabilność i równowaga. […]
Deforma 2016
[..] Zmiany Anny Zalewskiej nie poprawią (..) sytuacji nauczycieli, nie rozwiążą też problemu społecznej segregacji[…]
Co po PiS
[…] Wśród wizji przyszłości pojawia się i taka, że kolejnym etapem pisowskich zmian może być w ogóle pozbawienie samorządów władzy nad edukacją, centralizacja na wzór węgierski.[…] Strategicznie najważniejszy (problrm) polega na tym, że na wiele lat zablokowana zostanie możliwość debaty o szkole przyszłości, która odpowiadałaby potrzebom nadchodzących czasów i marzeniom o dobrym i dobrze wykształconym społeczeństwie.[…]
Naszym zdaniem
[…] Kluczem do jakości edukacji są nauczyciele – należy dbać o ich prestiż, do czego prowadzić powinna nie tylko poprawa statusu materialnego, lecz także wzmocnienie autonomii.[…]
Cały artykuł „Co dalej z edukacją?” – TUTAJ
Źródło: www.polityka.pl
Komentarz redakcji
Artykuł poprzedzał zapowiadaną na 15 marca (18:00 – 20:00) debatę „Szkoła chaosu. Dyskusja o przyszłości polskiej edukacji”, którą organizowała redakcja „Polityki”. Niestety – nigdzie w sieci nie ma ogólnie dostępnej relacji o tym wydarzeniu, choćby informacji, czy w ogóle taka debata się odbyła. Jedynie na stronie „Polityki” można zapoznać się z artykułem tych samych autorów „Polska szkoła chaosu”, [Polityka – nr 12 (3103) z dnia 2017-03-22], gdy wykupi się za 19.99 zł miesięczny dostęp do tych publikacji. [WK]
Foto: www.google.pl
Uczniowie fińskiej szkoły podstawowej
Portal ” Dzieci są ważne” [DSW] zamieścił artykuł Justyny Urbaniak, zatytułowany „10 różnic pomiędzy polskim a fińskim systemem edukacji”. Oto jego początkowy fragment:
Fiński system edukacji od lat uznawany jest za najlepszy na świecie. Mocno skoncentrowany na samym uczniu, wolnościowy i demokratyczny, wspierający, pozbawiony ocen i wolny od testomanii, która dopadła niemalże całą Europę. I co zaskakujące, uczniowie podążający tym systemem od lat zajmują największe pozycje w testach PISA – ogólnoświatowych testach kompetencji, badających poziom wiedzy uczniów z różnych dziedzin.[…]
Dalej autorka wymienia te różnice, które poniżej streściliśmy:
1.Obowiązkowa edukacja rozpoczyna się w 7. roku życia (najpóźniej w Europie) i kończy, gdy dzieci mają 16 lat.
2.Czas spędzany w szkole jest krótki, uczniowie mają za to długie wakacje.
3.Edukacja jest nastawiona na wspieranie twórczego działania,
4.Współzawodnictwo ograniczone jest do minimum,
5.Brak rankingów szkół.
6.Wszystkie dzieci uczą się razem, nie ma podziału na silniejszych i słabszych uczniów.
7.Udzielanie płatnych korepetycji jest zakazane,
8.Nauczyciel współpracuje z uczniem na zasadach partnerskich,
9.Edukacja pedagogiczna w Finlandii jest traktowana niezwykle poważnie a sam zawód nauczyciela jest jednym z najbardziej pożądanych wśród młodych Finów.
10.Dozór nad pracą wykonywaną w fińskich szkołach jest minimalny, a wszelkie tradycyjne formy kontroli pracy nauczycieli zlikwidowano z początkiem lat 90.
Justyna Urbaniak o sobie:
Piszę zawodowo, prywatnie jestem matką i kurą domową. Z wykształcenia – nauczycielką polonistką, z przekonania – antypedagogiem. Aktualnie, oprócz pisania, dokształcam się w zakresie edukacji alternatywnej, Porozumienia Bez Przemocy, gotowania. Ostatnio również bloguję: http://justynaurbaniak.natemat.pl/.
Cały artykuł – TUTAJ
Źródło: www.dziecisawazne.pl
Wczoraj na stronie ZNP zamieszczono obszerną informację, zatytułowaną „Raport: Szkolne Talenty Europy”. Oto jej obszerny fragment:
Publikujemy raport fundacji Evidence Institute i ZNP: „Szkolne talenty Europy u progu zmian. Polscy uczniowie w najnowszych badaniach międzynarodowych”.
O czym i na podstawie jakich badań jest ten raport?
• Raport podsumowuje wyniki ostatnich badań PISA, TIMSS oraz PIAAC. Badania PISA i TIMSS to największe badania umiejętności uczniów na świecie. Swoim zasięgiem obejmują wszystkie rozwinięte gospodarki świata. Badanie PIAAC to jedyne międzynarodowe badanie umiejętności dorosłych.
• PISA bada, na ile 15-letni uczniowie potrafią zastosować do rozwiązywania problemów wiedzę i umiejętności wyniesione ze szkoły. W PISA 2015 badano przede wszystkim umiejętności rozumowania w naukach przyrodniczych, ale także umiejętności matematyczne i czytania ze zrozumieniem.
• TIMSS bada osiągnięcia szkolne w matematyce i przyrodoznawstwie. W 2015 roku w Polsce badanie objęło 10-letnich uczniów w 4 roku nauki w szkołach podstawowych.
• Badanie PIAAC realizowane było w Polsce w 2011 i 2012 roku i objęło osoby w wieku 16-65 lat. Badano umiejętności rozumienia tekstu, rozumowania matematycznego oraz wykorzystywania technologii informacyjno-komunikacyjnych.
PODSUMOWANIE KLUCZOWYCH WYNIKÓW
Poziom wiedzy i umiejętności młodych Polaków
•Osiągnięcia polskich 15-latków są powyżej średniej OECD i średniej Unii Europejskiej. W naukach przyrodniczych Polacy zajęli 10 miejsce na 26 krajów Unii Europejskiej biorących udział w badaniu. W czytaniu zajęli 5 miejsce, a w matematyce 8 miejsce. W Unii Europejskiej lepsze wyniki w naukach przyrodniczych uzyskali 15-latkowie z Estonii, Finlandii, Słowenii, Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii. W czytaniu lepsze wyniki od nas uzyskały tylko Finlandia, Irlandia i Estonia.
Włodzisław Kuzitowicz
Samorząd jako wsparcie rozwoju ucznia
[…] O samorządzie uczniowskim mówiono i pisano na wiele sposobów. Bardzo często można się spotkać z opiniami krytycznymi: że to pozorna, reglamentowana demokracja, że i tak wszystko zależy od dyrektora szkoły, że jak się bliżej sprawie przyjrzeć, to znakomitej większości uczniów wcale na samorządzie nie zależy. W ostatnich latach coraz częściej spotkać można publikacje, których wspólnym mianownikiem jest ich optymistyczne, ideowe przesłanie. Autor niniejszego artykułu pragnie dołączyć do tego właśnie nurtu, nawiązując i rozwijając myśli i propozycje zawarte w książce Lucyny Bojarskiej Samorząd uczniowski nie bibelot. Ściągawka dyrektora gimnazjum. Niechaj punktem wyjścia tego artykułu będzie ten oto cytat z owej książki:
Zazwyczaj szkoła pokazuje uczniom to, co już wiemy. Opisuje to, co zostało stworzone przez naszych poprzedników (…). Ale cywilizację rozwijają ci, którzy wśród już istniejącego potrafią dostrzec lukę – to, czego nie ma, a powinno tam być, bo byłoby przydatne. Najlepszym sposobem, żeby wyćwiczyć umiejętność takiego patrzenia na świat i wymyślania, „jak zrobić coś, czego nie ma, a powinno być”, jest praca uczniów w samorządzie (Bojarska, 2011, s. 25).
Samorząd a samorządność
W tym miejscu ograniczę się jedynie do zaprezentowania definicji podstawowych pojęć, którymi będę posługiwał się w tej publikacji. Pisząc samorząd uczniowski (SU), należy przede wszystkim pamiętać o drugim, zazwyczaj pojawiającym się wraz z tym określeniem, pojęciu, jakim jest samorządność uczniowska. Najczęściej samorządność definiuje się jako zasadę, właściwość grupy ludzi, która polega na posiadaniu uprawnienia do decydowania o sobie lub tej grupie. Mówiąc jesteśmy samorządni, informujemy, że sami wyznaczamy sobie cele, stawiamy zadania i sami się kontrolujemy.
Natomiast samorząd to formalna struktura, poprzez którą samorządne społeczności mogą realizować swoje aspiracje i potrzeby. Czasami przybiera postać swoistej wydmuszki, będącej jedynie formalnie powołanym tworem, pozorującym uczniowską samorządność, a tak naprawdę stanowi przedłużenie autorytatywnie sprawowanej władzy dyrektora szkoły.
Samorząd uczniowski jako środowisko wspierające rozwój ucznia to dla mnie struktura umożliwiająca realizację idei samorządności przez całą uczniowską społeczność na co dzień. Dzięki niej uczniowie podejmują i realizują wiele autonomicznie określanych zadań, nabywają określone postawy i umiejętności, które będą ważyły o ich przyszłej karierze zawodowej i całym dorosłym życiu. To tzw. kompetencje miękkie, ale nie tylko.
Ważne kompetencje
Tradycyjny model szkoły, ten odziedziczony po jej pruskim wzorcu, który upowszechnił się w drugiej połowie XIX w., wywarł swe piętno także na ziemiach polskich. Doskonale bowiem spełniał oczekiwania ówczesnych właścicieli fabryk, którzy potrzebowali pracowników nie tylko umiejących czytać proste instrukcje i rozumiejących ich miejsce w taśmowym procesie produkcji, ale przede wszystkim przygotowanych – już w szkole – do posłuszeństwa i monotonnej pracy „na taśmie”. Niestety, wiele z tego przechował do dziś polski system szkolny. I nic nie wskazuje, aby najnowsza reforma coś w tym zakresie zmieniła.
System klasowo-lekcyjny, kult nauki pamięciowej i metod podawczych, ideał grzecznego (czytaj: posłusznego i niezadającego kłopotliwych pytań) ucznia oraz wzorzec mającego zawsze rację nauczyciela nadal skutkują u absolwentów naszych szkół deficytem kompetencji, które są dzisiaj najbardziej pożądane.
Jak wynika z analiz Bilansu Kapitału Ludzkiego, pracodawcy oczekują od kandydatów do pracy przede wszystkim kompetencji samoorganizacyjnych (organizacja własnej pracy, przejawianie inicjatywy, terminowość, motywacja do pracy) i interpersonalnych (Turek, 2013). Ważne są także tzw. umiejętności miękkie, czyli utrzymywanie dobrych kontaktów z ludźmi (klientami), komunikatywność, umiejętność autoprezentacji. Coraz częściej wymieniane są również cechy gwarantujące odpowiednią jakość wykonanej pracy, takie jak: odpowiedzialność, samodyscyplina, uczciwość, wiarygodność, pracowitość, staranność, dokładność, dbałość o szczegóły. Wysoko ceniona jest dyspozycyjność i kreatywność (Jelonek i in., 2012, s. 11).
Czy współczesna polska szkoła stwarza warunki, aby jej uczniowie mogli te wszystkie kompetencje ukształtować i rozwijać?
Uczcijmy 1 Maja – Święto Pracy pracą! Pracą nad sobą, bo do tego znakomicie inspirują i motywują poniższe teksty, zaczerpnięte z fecebook’owego profilu (i nie tylko) dr Marzeny Żylińskiej:
26 kwietnia
Jak działają oceny/ nagrody/ słoneczka/ kwiatki/ kamyczki? Pod tekstem „Dzieciom tak łatwo podciąć skrzydła” rozpętała się na moim blogu dyskusja, jakiej jeszcze nie było. Kiedyś zbiorę te wypowiedzi i je opiszę, bo dużo mówią o naszych wizjach „dobrej szkoły”. Teraz chciałabym przytoczyć bardzo ciekawy komentarz jednej z mam.
„Wczoraj moja córka w drugiej klasie, zrobiła dodatkowe zadanie z matematyki. Po lekcjach powiedziała, że nie dostała ”kamyczka”. To taki system motywujący, stosowany przez jej nauczycielkę. Pytam o powód? Przecież rozwiązała zadanie, a ona mówi, że nie napisała odpowiedzi.
Ręce mi opadły, bo w poleceniu nie było napisane, że trzeba napisać odpowiedź. Dostała kolejne dodatkowe zadanie, ale powiedziała, że nie zamierza go robić. Po co skoro i tak nic z tego nie wyniknie. I co to jest za motywacja? Czuję zupełną bezradność. A moja córka nie ma odwagi iść do „pani”.”
Tak właśnie działają oceny! Dziecko zrobiło dobrze zadanie i miało z tego satysfakcję i ochotę na rozwiązanie kolejnego zadania, ale nie dostało 5 i satysfakcji już nie ma, chęci do dalszej pracy też nie. Ten przykład doskonale pokazuje, jak oceny uzależniają chęć dzieci do pracy od zewnętrznej nagrody / oceny. Bez ocen mogłyby się cieszyć dobrze rozwiązanym zadaniem i czuć satysfakcję z tego, że sobie z czymś poradziły, że coś umieją. Rozwiązywane zadań matematycznych mogłoby być dla dziecka atrakcyjnym zajęciem i źródłem satysfakcji. Oceny / zewnętrzne nagrody i kary wszystko zmieniają, bo uzależniają satysfakcję dziecka od ocen innych osób. To uzależnienie od cudzych ocen niesiemy potem przez całe życie i przestajemy słyszeć własne odczucia i emocje. Czy nie na tym polega wychowanie ludzi zależnych od cudzych opinii i od autorytetów?
Myślę, że wychowani w systemie nagród i kar wciąż nie jesteśmy w stanie dostrzec, jak dużo tracimy. Tracimy autonomię, bo najpierw stajemy się zależni od tych, którzy dają 5 lub 1, a później od tych, którzy dadzą nam 500 złotych więcej lub mniej. (mż)
26 kwietnia
Polscy uczniowie nie lubią szkoły! Tak wynika z opublikowanego niedawno raportu Fundacji Evidence Institute, przygotowanego we współpracy z ZNP w oparciu o wyniki badań międzynarodowych PISA 2015 i TIMSS 2015,








