
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Oto obszerne fragmenty tekstu Katarzyny Stefańskiej, zamieszczonego dzisiaj na stronie „Gazety Wyborczej ŁÓDŹ”:
Nauczyciele do MEN: Dość darmowej pracy! Przestańcie gadać, zacznijcie płacić
[…]
Z początkiem czerwca Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje powołać zespół do spraw pragmatyki zawodowej nauczycieli. Ma zająć się tym, czym – jak twierdzą sami zainteresowani – nikt nie powinien się już zajmować, bo wszystko jest jasne. – Godziny nadliczbowe to praca. A za pracę trzeba zapłacić. O tym mówi Sąd Najwyższy. Mówią eksperci. Mówią związkowcy. Tylko resort edukacji mówi: porozmawiajmy – komentują łódzcy nauczyciele.
– Problemem jest kwestia płacenia za godziny nadliczbowe, jeżeli wycieczka trwa kilka dni, a nauczyciel sprawuje opiekę nad uczniami przez cały wyjazd. Dużym problemem i to – moim zdaniem – poważniejszym niż sama treść przepisów, są złe praktyki. Z przepisów wprost wynika, że nauczyciel powinien otrzymać delegację służbową, powinien mieć zachowane normy czasu zarówno dobowego, jak i tygodniowego, tyle tylko, że tego się nie stosuje. I chodzi o to, by wreszcie MEN to wyegzekwował – tłumaczy Urszula Woźniak, wiceprezeska ZNP.
Sąd Najwyższy nie zostawił wątpliwości: jeśli Karta nauczyciela milczy, obowiązuje Kodeks pracy. A ten mówi jasno – za nadgodziny należy się albo czas wolny, albo dodatkowe wynagrodzenie. Tyle że w szkołach od lat obowiązuje inna logika: ideowości.
Resort do tej pory miał inne zdanie w sprawie. Łódzki kurator Janusz Brzozowski w rozmowie z „Wyborczą” mówił ostatnio: – W Karcie nauczyciela nie ma czegoś takiego jak nadgodziny. Są godziny ponadwymiarowe, ponad pensum. Dodatkowe działania, które nauczyciel wykonuje, czyli przygotowywanie się do lekcji, sprawdzanie prac klasowych, udział w zebraniach rad pedagogicznych, spotkaniach z rodzicami czy spotkaniach z uczniami, mają odbywać się w ramach 40-godzinnego tygodnia pracy.
– To bzdura – odpowiadają nauczyciele. – To, co robiłam po lekcjach – wyjazdy, konkursy, projekty – było oczywistością. Nikt nie płacił, nikt nawet nie udawał, że powinien – mówi nauczycielka historii. – Jak ktoś pracuje więcej, powinien dostać więcej. To nie wymaga prac zespołu. Tylko odwagi, by powiedzieć: dość darmowej pracy. […]
Poseł KO i były dyrektor łódzkiej szkoły Marcin Józefaciuk: – W 2019 roku w nauczycielach coś pękło. To był moment, w którym przestali wierzyć, że można pracować „dla idei” i nie zwariować. Bo tu nie chodzi o to, że nie chcemy robić, że jesteśmy leniami i leserami. Widzimy sens naszej pracy. Ale samej idei nie włoży się do garnka.
Nadgodziny nauczycieli to nie tylko kwestia godzin przy tablicy. Problemem są także godziny „niepoliczalne”: kiedy nauczyciel jedzie z uczniami na zieloną szkołę, organizuje akademię, przygotowuje do olimpiady. – Jeśli mam dwie nadgodziny z angielskiego, ale zamiast poprowadzić lekcję, jadę z uczniem na konkurs, nie dostaję zapłaty ani za jedno, ani za drugie. Jestem stratny dwa razy – tłumaczy Józefaciuk.
– Zastanawiam się, po co to wszystko, dyskutowanie mija się z celem – mówi Włodzisław Kuzitowicz, ekspert edukacyjny i nauczyciel z 40-letnim stażem. – Za moich czasów na wycieczkę jechało się za „frajer”. Nawet było powiedzenie „Ze mną grzecznie, ja społecznie” – i nikt nie pomyślał, żeby upominać się za zapłatę. Ale wtedy nie było poczucia krzywdy dotyczącej wynagrodzeń. Czasy się zmieniły. Nauczyciele mają dość, a na tym tracą uczniowie i traci edukacja. […]
– Nie chcemy rewolucji – podkreśla poseł Józefaciuk. – Chcemy ewolucji: ewidencji godzin, szacunków czasu pracy, rzeczywistego rozpoznania zakresu obowiązków. Nauczyciel musi móc pokazać, co robi ponad to, co ma zapisane w pensum.
Średni tydzień pracy nauczyciela to nie 40, ale 47 godzin – tak wynika z badań. Dla wielu osób to bliżej 60. W 2023 roku Rober Górniak przeprowadził ankietę, próbując oszacować godziny pracy nauczycieli. Ekstremalny przypadek wyniósł 72 godziny tygodniowo. […]
– Konsultacje, dokumentacja, zespoły, rady, wywiadówki. W sobotę patrzysz na torbę z kartkówkami i mózg nie odpoczywa. W niedzielę myślisz o uczniu, którego przygotowujesz do olimpiady. Nie mamy gdzie się wyłączyć – mówi historyczka.
Ustawodawcy pozostaje dziś decyzja: albo wprowadzić zmiany, albo czekać na kolejne pozwy. Związkowcy ostrzegają: sądy zrobią to, czego nie zrobi resort.
Prace legislacyjne mają się wkrótce rozpocząć.
Cały tekst „Nauczyciele do MEN: Dość darmowej pracy! Przestańcie gadać, zacznijcie płacić” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
Oto fragmenty tekstu, zamieszczonego dziś wczesnym rankiem na stronie „Gazety Wyborczej”:
Szkoła na marginesie kampanii. Nawrocki chciał grać „seksualizacją dzieci”, ale nie wyszło
Edukacja w kampanii prezydenckiej właściwie nie istnieje. Nawrocki chciał grać rzekomą seksualizacją dzieci i nowym przedmiotem edukacja zdrowotna. Ale Trzaskowski wybił mu ten argument z ręki.
Jeszcze na początku marca, po konwencji wyborczej Karola Nawrockiego w podwarszawskich Szeligach, zdawało się, że PiS będzie chciał uczynić z edukacji jeden z mocniejszych tematów w tej kampanii prezydenckiej.
– O edukacji powinniśmy myśleć długofalowo, a nie tylko kadencją – mówił Nawrocki. Przekonywał, że „najważniejsze są nasze dzieci„. Nawoływał do kompromisu partyjnego w tej sprawie i wymieniał, czego oczekuje od systemu oświaty.
Od razu zaznaczył, że zależy mu na tym, by „uczeń ze szkoły wyszedł Polakiem„, cytując Wincentego Witosa.
Przedstawił też swój siedmiopunktowy plan dla szkół:
1.Nie dla smartfonów w szkołach […]
2.Odbiurokratyzowanie szkoły […]
3.Prace domowe mają wrócić.
4.Wykorzystanie czarnkowych „Laboratoriów przyszłości”. […]
5.Darmowe lekcje prawa jazdy dla pełnoletnich uczniów.
6.”Tak” dla projektu ZNP o powiązaniu nauczycielskich płac ze średnią w gospodarce […]
7.Nawrocki strażnikiem praw rodzica. […]
To ostatni punkt miał być prawdziwym politycznym paliwem dla kandydata PiS-u. Nawrocki na początku grudnia wystąpił na proteście na pl. Zamkowym w Warszawie przeciwko wprowadzaniu nowego przedmiotu edukacji zdrowotnej. Wtedy jeszcze ministra edukacji Barbara Nowacka stała twardo na stanowisku, że będzie on obowiązkowy i zastąpi nieobowiązkowe wychowanie do życia w rodzinie. Środowiska prawicowe i ultrakatolickie – jak Ordo Iuris – mówiły, że to „seksualizacja uczniów” i odnosiły się do jednej z dziesięciu części proponowanej podstawy programowej. […]
Ale sztab jego głównego konkurenta Rafała Trzaskowskiego dość szybko wytrącił Nawrockiemu argumenty z ręki. Kandydat KO na prezydenta opowiedział się za tym, by przedmiot był nieobowiązkowy. Ocenił, że lepiej ostudzić emocje i z czasem przekonać rodziców, że to, co jest w programie, naprawdę się przyda. […]
Od tamtego czasu temat edukacji właściwie nie istnieje w tej kampanii. Od II tury wyborów prezydenckich dzieli nas kilka dni i już jest jasne, że oświata wylądowała na marginesie. […]
Kandydat KO zadeklarował, że jego priorytetem będzie poprawa warunków pracy nauczycieli oraz modernizacja polskiej szkoły. Podkreślał, że „nauczyciele zasługują na szacunek, stabilne warunki pracy i wsparcie„.
Cały tekst „Szkoła na marginesie kampanii. Nawrocki chciał grać „seksualizacją dzieci”, ale nie wyszło” – TUTAJ
Źródło: www.eyborcza.pl
Tym razem tekst Danuty Sterny, jak zwykle z bloga „OK.NAUCZANIE”, który prezentujemy poniżej, składa się z dwu części. Ale całość jest o tym jak zarządzać z troską i jak nauczać z troską.
Troska
Jak zamienić przywództwo oparte na kontroli, na podejście oparte na trosce i łasce? W tym artykule jak zarządzać z troską i jak nauczać z troską.
Obecne trudne czasy takiej zmiany w przywództwie i nauczaniu potrzebują:
Przywództwo z troską
Przywództwo oparte o troskę nie jest ani miękkie ani pobłażliwe. Musi być wyjątkowo silne, aby utrzymać przestrzeń dla ludzi i dobre efekty pracy. Wymaga cierpliwości, zrozumienia i współczucia, przy jednoczesnym zachowaniu jasnych oczekiwań i wymogu odpowiedzialności. Troska nie zastępuje odpowiedzialności, ona ją wzmacnia. Nie chodzi o ignorowanie błędów ani obniżanie oczekiwań. Chodzi o uznanie w obopólnym szacunku – starań pracowników, ich zmagań.
W tej części 6 wskazówek dla dyrektora do uwzględniania troski.
1. Pozytywne założenia
Założenie, że ludzie mają dobre chęci i intencje. Chcę dobrze pracować i mieć sukcesy. Działają w dobrej wierze, nawet gdy czasami popełniają błąd i ich wyniki nie spełniają oczekiwań.
Pytaniem kluczowym jest: Co się stało, że się nie udało? i Co można zrobić w przyszłości?’
2. Zaufanie i autonomia
Dawanie pracownikom autonomii, okazywanie zaufania, żeby mogli podejmować wyzwania. Takie podejście buduje zaufanie i lojalność, które prowadzą do długoterminowych dobrych rezultatów.
Kluczowe zdania: Wierzę, że ci się uda, próbuj i Możesz liczyć na moją pomoc.
3. Spokój
Niereagowanie emocjonalne.
Okazywanie emocji jest zaraźliwe i może podsycić strach, postawę obronną lub wycofanie. W sytuacjach trudnych trzeba wziąć oddech, zatrzymać się i emanować spokojem.
Ten rodzaj przywództwa emocjonalnego nie tylko chroni morale zespołu — modeluje sposób bycia, który zaprasza innych do kierowania sobą z większą uwagą.
Kluczowe zdania: Wszystko da się w spokoju wyjaśnić i Wysłuchajmy się wzajemnie.
4. Nierozstrzyganie konfliktu
W konflikcie jest presja, aby wziąć jedną ze stron. Zdecydować – kto ma rację, a kto się myli. Konflikt często jednak nie wynika ze złych intencji, ale z różnych doświadczeń, perspektyw i interpretacji. Rolą lidera nie jest wzajemne tłumaczenie stronom, kto ma rację, powinien on mieć w sobie miejsce dla wielu prawd. Ważne, aby strony pozostały w stosunku do siebie w szacunku i znajdywały przestrzeń do porozumienia. Strony konfliktu powinny być wysłuchane i czuć, że nieporozumienie nie podważa ich godności.
Kluczowe zdania: Wysłuchajmy się wzajemnie i Opowiedzcie jak to wygląda z waszej strony?
5. Ofiarowanie pomocy
Pracownicy powinni czuć, że mogą liczyć na pomoc i zrozumienie przywódcy. Ważne jest patrzenie w przyszłość, a nie w przeszłość, wyciąganie wniosków na przyszłość.
Kluczowe zdania to: Co zamierzasz zrobić następnym razem? i Jak mogę ci pomóc?
6. Wymaganie kompetencji i odpowiedzialności
Przywódca kierujący się troską nie tylko egzekwuje spełnienia oczekiwań, ale szuka okazji, jak pomóc, aby praca była wykonana dobrze. Praca pracownika jest wspólnym interesem lidera i pracownika i odpowiedzialność za nią jest wspólna. Troska tworzy psychologiczne bezpieczeństwo, które pozwala ludziom podejmować ryzyko, przyznawać się do błędów i w pełni współpracować.
Wprowadzenie większej troski do przywództwa nie wymaga całkowitej zmiany. Nawet niewielkie zmiany w języku mogą zrobić dużą różnicę.
– Pomóż mi zrozumieć…, zamiast Dlaczego, tak zrobiłeś….
– Czego potrzebujesz, żeby wrócić na właściwe tory? lub Jak mogę pomóc? zamiast – Tak nie powinno się postępować
– Miałem podobny problem, zamiast To nie jest do zaakceptowania
Przywództwo oparte na trosce nie polega na byciu pobłażliwym, ale na byciu wystarczająco silnym, aby wspierać innych w chwilach niepokoju i niepewności, jednocześnie wytyczając jasną ścieżkę w przyszłości.
Inspiracja artykułem Julie Winkle Giulioni
Troska w nauczaniu
Troska w nauczaniu jest niezbędna. Uczeń potrzebuje jej, bez niej nie ma uczenia się.
W tej części przyjrzymy się 6 wskazówkom z poprzedniej części i zastanowimy się jak one działają dla nauczycieli.
1. Pozytywne założenia
Nauczyciel zakłada i wierzy w to, że uczniowie mają dobre chęci i intencje. Chcę się dobrze uczyć i mieć sukcesy. Działają w dobrej wierze, nawet gdy czasami popełniają błąd i ich wyniki nie spełniają oczekiwań.
Pytaniem kluczowym jest: Co się stało, że się nie udało? i Co można zrobić w przyszłości?’
2. Zaufanie i autonomia
Dawanie uczniom autonomii, umożliwianie wyboru i podejmowania samodzielnych decyzji. Okazywanie zaufania, żeby mogli podejmować wyzwania. Takie podejście buduje dobre relacje i wzajemne zaufania, które prowadzą do długoterminowych dobrych rezultatów.
Kluczowe zdania: Wierzę, że ci się uda, próbuj i Możesz liczyć na moją pomoc.
3. Spokój
Niereagowanie emocjonalne. Okazywanie emocji jest zaraźliwe i może podsycić strach, postawę obronną lub wycofanie. W sytuacjach trudnych trzeba wziąć oddech, zatrzymać się i emanować spokojem.
Uczniowskie emocje bywają bardzo eksponowane, ale to nauczyciel jest dojrzałą osoba i powinien dawać przykład będąc opanowanym człowiekiem.
Kluczowe zdania: Wszystko da się w spokoju wyjaśnić i Wysłuchajmy się wzajemnie.
4. Nierozstrzyganie konfliktu
Jeśli w klasie jest konflikt, to nauczyciel nie musi od razu go rozstrzygać. Lepiej jest wysłuchać obu stron, dać wszystkim czas na zastanowienie, a dopiero potem podejmować decyzję – kto ma rację, a kto się myli. Ważne, aby strony pozostały w stosunku do siebie w szacunku i znajdywały przestrzeń do porozumienia. Strony konfliktu powinny być wysłuchane i czuć, że nieporozumienie nie podważa ich godności.
Kluczowe zdania: Wysłuchajmy się wzajemnie i Opowiedzcie jak to wygląda z waszej strony?
5. Ofiarowanie pomocy
Uczniowie powinni móc liczyć na pomoc nauczyciela. Ważne jest patrzenie w przyszłość, a nie w przeszłość. Wyciąganie wniosków na przyszłość.
Kluczowe zdania to: Co zamierzasz zrobić następnym razem? i Jak mogę Ci pomóc?
6. Wymaganie kompetencji i odpowiedzialności
Właściwe jest stawianie przed uczniami ambitnych celów. Powinny one być realistyczne, ale wymagające od uczniów włożenia wysiłku. Uczniowie powinni czuć odpowiedzialność za swoją naukę. Ale również muszą mieć poczucie kompetencji, widzieć, że robią postępy.
Troska tworzy psychologiczne bezpieczeństwo, które pozwala uczniom podejmować ryzyko, przyznawać się do błędów i się rozwijać.
W sumie warto się troszczyć w każdych warunkach.
Źródło: https://oknauczanie.pl/7075-2
Dziś zapraszamy do lektury, nieco dłuższego nuż zazwyczaj, tekstu, który nasz znajomy – Tomasz Pintal – zamieścił wczoraj na swoim fejsbukowym profilu. Polecamy przeczytać do końca, bo jest tam nagroda za wytwałość:
Od wielu lat, a nawet kilku dekad, zastanawiam się nad tym czy jest jakaś wiedza ogólna, którą koniecznie człowiek współczesny musi znać. No i tak w każdej dekadzie coraz bardziej zmienia się to czym jest definicja „wiedzy ogólnej”. Niektórzy twierdzą, że jest to taka powiedzmy Wiedza Fundamentalna, więc pytanie czym to tak naprawdę jest?! Tego nie wiem, ale na pewno jest to ciekawe zagadnienie – szczególnie w kontekście tego jak się ono zmienia.
W ostatnich 5-6 latach edukacja zmienia się w naszym kraju tak, że trudno nie tyle nadażyć ile zrozumieć w jakim kierunku zmierza i jakie przyniesie skutki ta zmiana (a raczej stałe zmiany).
Od około 20 lat zastanawiam się w jaki sposób dzieci uczą się myślenia, a w szczególności jak można im pomóc w tym procesie, aby były w stanie myśleć logiczne, krytycznie oraz mieć umiejętność odróżniania prawdy od fałszu. Jak sprawić, żeby dzieci i młodzież były w stanie myśleć niezależnie, ale jednocześnie poprawnie.
W matematyce są 4 filary, które są podstawą tego, aby mieć absolutną pewność, że podążamy we właściwym kierunku, a nie tylko tak nam się wydaje. Tymi filarami są: spójność, logiczność, wynikowość i poprawność.
–Spójność to znaczy, że jedno jest spójne z drugim. Spójne czyli jakie? Takie, które się klei do innych części. Często mówimy, że coś się klei czyli, że widać połączone części ze sobą.
–Logiczność to znaczy za pomocą zasad logiki. Zasady logiki to takie z których coś wynika, czegoś możemy się pozbyć, coś możemy udowodnić, coś na pewno jest prawdą lub fałszem, etc. Od razu mówię, że formalnie zasad logiki uczymy się w nieco późniejszym etapie nauki – częściowo w szkole średniej, a w nieco większym zakresie – w szkole średniej. Tak czy inaczej logika jest czymś na czym budujemy nasz świat, aby stwierdzić czy coś jest prawda czy fałszem… i to nie tylko w matematyce. Tym się zajmowali już dawno temu wielcy uczeni i rozwijali te zasady, tak aby były nieśmiertelne.
–Wynikowość to znaczy, że jedno wynika z drugiego. Mówiąc nieco prościej jeśli coś jest wynikowe, to znaczy, że łączy się w prostej linii z tego co było poprzednio ustalone, udowodnione czy też odpowiednio przekształcone w zgodzie z zasadami logiki i matematyki (np. odejmowanie tej samej wartości od obu stron równania). Jeśli coś nie wynika z poprzednich rozważań, wówczas pojawia się poczucie, że brakuje spójności. Albo jeszcze bardziej, że coś zostało pominięte. To trochę tak jakbyśmy mierzyli krokami odległość małego boiska (powiedzmy 20-30 metrów) i nagle zamiast dostawić kolejny krok, to ktoś przeniósłby nas magicznie kilka metrów dalej. Coś chyba by nam się nie do końca zgadzało w tym procesie, prawda?
–Poprawność to najczęściej kwestia techniczna, czyli tak zwany poprawny zapis (symboliczny i rachunkowy). Przykładowo jeśli brakuje poprawności, wówczas w procesie sprawdzania może się okazać, że gdzieś zgubiliśmy jakąś wartość lub błędnie ją zapisaliśmy czy przepisaliśmy. Gdy uczeń pisze bardzo niewyraźnie oraz niechlujnie, to okazuje się, że nawet jeśli dobrze rozumie zadanie i zapisuje go w zgodzie z powyższymi zasadami, to brak poprawności powoduje najczęściej, że albo nie otrzymuje żadnego punktu za zadanie albo tylko niewielką część ze wszystkich możliwych.
No i jeśli spełnione są wszystkie 4 filary o których wspomniałem, to znaczy, że nasz proces rozumowania i rozwiązywania zadań jest na pewno poprawny jak też najważniejsze – ma świetlaną przyszłość.
Teraz pytanie czy jest jakiś kanon wiedzy z matematyki, który każdy z nas musi znać? Kolejne pytanie: na jakim etapie, w jakim wieku oraz w jakich czasach. Czy jest jakieś minimum z matematyki, którego znajomość jest absolutnie niezbędna. A jeśli tak, to niezbędna do czego, komu i w jakich warunkach?
Pytań jest naprawdę wiele, a odpowiedzi – jak na lekarstwo. Niemniej spróbujmy odrobię przebić kolejne warstwy, żeby przygotować się na końcową część, która zapewne sposoba się Profesorowi Roman Leppert, który uwielbia dobry humor (ja również).
Z matematyki mamy zarówno etapy nauki jak też poszczególne klasy (roczniki). Do tego mamy coś co jest świetością czyli tak zwana podstawa programowa (PP). Niemniej jeśli owa podstawa programowa nie jest aktualizowana co jakiś czas (powiedzmy raz na 5 lat?), to może się okazać, że próbujemy nauczyć czegoś na co nie są gotowi nasi uczniowie. Dlaczego? Bo zmieniły się czasy i obecnie technologia jest na bardzo wysokim poziomie a przy okazji zalew informacji i bodźców jest niespotykany w całej historii ludzkości. Warto w tym miejscu dodać, że gdyby nie fakt, że nasz mózg (umysł) filtruje 99,9% informacji do nas docierających, to nie bylibyśmy w stanie w żaden sposób funkcjonować (coś jak zawieszenie systemu w komputerze).
Szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałem sensu tworzenia podstawy programowej, jeśli każdy nauczyciel sam decyduje, które tematy i w jakim zakresie z niej zrealizuje (teoretycznie wszystkie, bo papier – także ten elektroniczny – wszystko przyjmie) i w jakim zakresie.
I teraz niezbędne wyjaśnienie: oczywiście tak zwana autonomia nauczyciela związana z wyborem środków w procesie dydaktycznym jest czymś czego ABSOLUTNIE nie podważam. Bardziej chodzi mi o to, że jeśli mamy 3 nauczycieli i teraz każdy z nich ma do zrealizowania 5 tematów (działów), to co wtedy, gdy:
1)Nauczyciel A zrealizuje działy: pierwszy w 10%, drugi w 15%, trzeci w 20%, czwarty w 25%, a piąty w 30%
2)Nauczyciel B zrealizuje działy: pierwszy w 20%, drugi w 20%, trzeci w 20%, czwarty w 20%, a piąty w 20%
3)Nauczyciel C zrealizuje działy: pierwszy w 30%, drugi w 25%, trzeci w 20%, czwarty w 15%, a piąty w 10%
No i właśnie zawsze mnie zastanawiało co wtedy, gdy mamy trzech uczniów, każdy ma innego nauczyciela (z tego modelu powyżej A, B i C) i chodzi do innej klasy. Co w sytuacji, gdy każdy uczeń będzie miał inna wiedzę i umiejętności oparte o pozornie identyczną podstawę programową z matematyki? Czy to dobrze, źle czy też tak ma być i jest w porządku? No i co w sytuacji, gdy dodatkowo każdy z uczniów uczy się tego działu, którego nie lubi i nie rozumie zbyt długo a tych działów, które lubi i rozumie zbyt krótko?
Myślę, że tym razem wystarczy tej inspiracji pytaniami, bo nie chcę was kochani zamęczyć. Być może niebawem napiszę coś więcej w tej kwestii, porównując w mikroskali (czy też nanoskali) naukę szkolną matematyki z nauką (indywidualną) w edukacji domowej. To mogą być ciekawe wnioski oraz możliwość stawiania kolejnych pytań. Od razu mówię, że na około 90-95% pytań, które sobie stawiam, nie znam odpowiedzi… a przynajmniej nie w momencie, gdy mam falę takich pytań. Co pewien czas próbuję znajdywać odpowiedzi na moje pytania lub też czytam to co inni pisują na te tematy (najczęściej na grupach edukacyjnych na FB oraz na profilach nauczycieli, edukatorów, etc. i w miarę możliwości w artykułach bazujących na wynikach badań naukowych oraz w różnych raportach).
A teraz niespodzianka czy jak kto woli mała nagroda jak też inspiracja dla tych, którzy po raz kolejny dotarli do końca (dla tych, którzy scrollowali także! Pamiętajcie, że nie ma obowiązku czytania absolutnie wszystkiego czym się dzielę: możecie wybierać to co dla was jest ważne, a resztę ignorować jeśli macie taką potrzebę).
Pierwsza niespodzianka to skecz w którym mamy znakomicie pokazaną sytuację związaną z tym czym jest ówcześnie czy też współcześnie tak zwana wiedza ogólna, zaś druga to zaproszenie do spotkania Aleksandra Jakubczak, która będzie gościem Profesora Roman Leppert w ramach spotkania Akademickiego Zacisza, którego tytuł brzmi bardzo zachęcająco: „Jak uczy się matematyki pokolenie Alfa?”. Nie muszę dodawać, że 2,5 roku temu odbyło się spotkanie „O co chodzi z tą matematyką?” w którym brała udziała nie tylko Aleksandra Jakubczak, ale również Zuzia Jastrzębska-Krajewska (znana jako Pani Zuzia), Ewa Czajka i przy okazji ja!
Dodam, że to spotkanie odbędzie się w najbliższą środę (28 maja br.) o godzinie 20.00, więc jestem bardzo ciekawy jak się ono potoczy. Ja również postaram się na nim pojawić (na czacie jako widz) po około 25-30 minutach od rozpoczęcia, bo wiem, że to jest kolejna okazja do tego, abym mógł wiedzieć więcej oraz mieć dostęp do odpowiedzi na pytania jak też inspirację, która bardzo często towarzyszy na czacie w czasie spotkania.
Tutaj (na samym końcu) link do skeczu o wiedzy ogólnej (nieco na śmieszne, ale uważnie oglądajcie kochani, bo w dobrym skeczu jest tona wartościowych kwestii poruszona), a w pierwszym przypiętym komentarzu – link do ważnego spotkania związanego z matematyką w kontekście tego jak się uczy matematyki pokolenia Alfa, w którym Aleksandra Jakubczak podzieli się swoim doświadczeniem. Przypominam, że już z najbliższą środę o 20:00 (na kanale „Akademickie Zacisze” zarówno na YouTube jak i na FB).
Nie muszę chyba dodawać, że Profesor Roman Leppert serdecznie zaprasza (Roman Leppert robi wspaniałe spotkania, więc jeśli pojawiamy się na nich i aktywnie w nich uczestniczymy, to jest to potwierdzenie, że warto realizować takie inicjatywy) i przy okazji gwarantuje świetną atmosferę i ważne pytania oraz inspirację na czacie. Wielokrotnie bywałem na takich spotkaniach, więc jestem pewien, że także tym razem będzie wiele istotnych kwestii oraz dziesiątki pytań, które warto sobie zadawać. Ja uwielbiam takie spotkania, bo w jednym czasie są dziesiątki a niekiedy nawet i setki osób, które dzielą się swoim doświadczeniem, pomysłami, wnioskami oraz szalenie inspirującymi i ważnymi pytaniami.
PS.
Warto obejrzeć ten skecz kilka razy, bo quiz wiedzy ogólnej obejmuje także wiedzę z matematyki… i częściowo również fizyki. Według mojego gustu to jeden z najlepszych skeczy o charakterze edukacyjnym, dlatego pozwoliłem sobie podzielić się nim na moim profilu z wami kochani. Liczę na to, że da wam dużo inspiracji oraz darmowe okazje poćwiczenia mięśni przepony!
Źródło: www.facebook.com/tomasz.pintal/
Prof. Bogusław Śliwerski zamieścił wczoraj na swoim blogu „Pedagog” tekst, w którym podzielił się swymi poglądami na temat zjawiska szarej strefy kursów przedegzaminacyjnych, proponowanych w social mediach uczniom (lub ich rodzicom), którzy boją się, że mogą nie zdać zbliżającego się egzaminu ósmoklasisty lub matury. Z właściwą sobie przenikliwością, co prawda w formule pytania retorycznego, dopatrzył się także powiązań owych – jaki ich nazywa – „schwarzedukatorów” – z Ministerstwem Edukacji, które – jego zdaniem – swoją decyzją o zakazie zadawania prac domowych, wspiera ten biznes…
Poniżej zamieszczamy ów tekst w całości:
Schwarzedukatorzy generujący potrzeby otoczkowe ósmoklasistów i maturzystów
Są sprawy niezwykle ważne społecznie, ale nie można o nich pisać w sposób otwarty, gdyż zarabiający dziesiątki czy nawet setki tysięcy rocznie cwaniacy spod szyldu „egzamin zewnętrzny” na tyle już się dorobili, że stać ich na adwokatów straszących krytyków – demistyfikatorów czarnego biznesu – wezwaniami przedsądowymi. W nich zaś żądają usunięcia z mediów społecznościowych zastrzeżeń, uwag krytycznych czy wprost formułowanych podejrzeń o nieuczciwość, nierzetelność.
Ci, którzy byli kilka lat temu pierwszymi w biznesie gimnazjalno-maturalnych kursów przedegzaminacyjnych, tak rozwinęli swoje macki, że opanowali rynek usług korepetycyjnych adresując je dość sprytnie poza zarejestrowanymi, w większości niepublicznymi, instytucjami oświaty publicznej z kadrą o wysokich kwalifikacjach dydaktycznych i merytorycznych. Wykorzystali kluczowe dla nastolatków media społecznościowe, by wykreować w nich odpowiednią pokusę, za której pożądanie trzeba płacić
Socjolog Jan Szczepański określał taką strategię wywoływania potrzeb marketingowymi trikami mianem wzbudzania potrzeb otoczkowych. Żyjemy bowiem w czasach niebywale rozbuchanej konsumpcji, a ta już w 1900 roku była przedmiotem prospektywnych analiz dokonanych przez wybitnego ekonomistę francuskiego Charles’a Gide’a.
Pisał on w swojej pracy pt. „Zasady ekonomii społecznej” (1884, ale przekład na język polski -1900): „Konsumpcya jest ostateczną przyczyną całego procesu ekonomicznego, a znaczenie jej jest znacznie większe, niżby się to wydawało wobec skromnego miejsca, które się jej najczęściej w systemie poświęca. Jest to dziedzina mało dotąd zbadana, która posłuży prawdopodobnie kiedyś do odnowienia całej nauki” [Gide, 1900, s. 553].
Masowa, dynamicznie rozwijająca się produkcja przemysłowa została w wyniku globalnej komunikacji i sieci internetowej w XXI wieku wzbogacona o producentów także oświatowych usług. Zapewne częściowo uczciwych, ale też i nieuczciwych.
Ci ostatni wyczuli, że można wykreować wśród części młodych osób tak silne poczucie lęku, stresu przed czekającymi ich egzaminami, że odczują potrzebę otoczkową, by ów niepokój, frustrację stłumić, delegując na kogoś i za odpowiednią opłatą własny problem, jakim są luki w wiedzy, wielomiesięczne, a nawet wieloletnie zaniedbania w uczeniu się.
Potrzeba jest bowiem odczuciem jakiegoś braku, a w tym przypadku w grę wchodzi odczucie niewiedzy („wiem, że nic nie wiem”). Potrzeba uczenia się jest dynamizmem naturalnym każdej istoty ludzkiej, który jest wzmacniany lub tłumiony przez środowisko życia, w tym szkolne, a więc także przez nauczycieli czy rówieśników uczniów. Potrzeba korzystania z czyjejś pomocy w tym procesie jest już potrzebą otoczkową, bo wytworzoną właśnie przez toksyczne osoby. Tak pisze o tym rodzaju potrzeb Jan Szczepański:
„Potrzeby otoczkowe to potrzeby otaczające, towarzyszące, wzbogacające potrzeby rzeczywiste. Przykładowo potrzebą rzeczywistą jest potrzeba pożywienia, czyli zaspokojenia głodu; potrzebę tę można zaspokoić kromką chleba albo też spożyciem wystawnego posiłku w wytwornej restauracji i w odpowiednim towarzystwie. Te dodatkowe warunki i czynności towarzyszące spożywaniu posiłku są właśnie zaspokajaniem potrzeb otoczkowych.
Niektóre potrzeby zarówno rzeczywiste, jak i otoczkowe mogą się rozwinąć w potrzeby pozorne. Ich przejawem jest na przykład obżarstwo, pijaństwo, nikotynizm czy narkomania. Potrzeby pozorne nie są więc potrzebami naturalnymi, lecz sztucznymi, wytworzonymi przez człowieka„
(Szczepański, 1981, s. 146, za: ibidem, s. 17).
Skoro pojawia się w sieci oferta „zapewnienia” takich frustratów o tym, że jak wykupią za kilkaset złotych miesięcznie kurs, którego organizator nie nazwie korepetycją (taka nazwa odstrasza a nawet sprawia, że uczniowie jako potencjalni klienci mogą czuć się kimś gorszym, skoro potrzebują korepetycji), to trzeba jeszcze pozyskać akceptację rodzica/-ów, by dali na to kasę, i … potrzeba jest już zaspokojona. Biznesmen/-ka jest niemalże w ich wieku, nieco starszy/a, więc tym bardziej przekonywujący/-a niż jakiś belfer czy nauczyciel akademicki. W social mediach jest się bardziej ukrytym niż jako uczestnik offline’owych kursów w jakimś ośrodku, uczelni czy placówce oświatowej.
Na tym też bazują przedsiębiorczy „Schwarzbiznesmeni, youtuberzy”, że w gruncie rzeczy są niewidoczni dla rodziców takich niedouczonych a przerażonych egzaminami nastolatków. Trzeba ich zatem jeszcze bardziej postraszyć a zarazem zapewnić ich, że jak skorzystają z pomocy ich wspaniałych lektorów/-ek, edukatorów/-ek, to mogą już w ogóle niczego się nie uczyć. Otrzymają bowiem stosowne wsparcie, materiały, które wystarczy w krótkim czasie przeczytać i co nieco z nich zapamiętać.
Wiarygodność takich „Schwarzedukatorów/-ek” upełnomocnia informacja, że byli lub są egzaminatorami Centralnej/Regionalnej Komisji Egzaminacyjnej, a jeszcze lepiej, jak któryś zapisał się w dziejach oświaty jako „wyróżniony nauczyciel”. Wystarczy zatem wpłacić, połączyć się raz na jakiś czas via internet, posłuchać, obejrzeć i… egzamin (być może) będzie zdany.
Nie zdałeś/-aś? Nikt z Wami nie podpisał umowy gwarancyjnej. To, że obiecywano łatwy sukces w niczym nie czyni tych „przedsiębiorców” winnymi czyjejś porażki, gdyż na nią składa się szereg niemożliwych do wykazania przyczyn. No i nie ma umowy. To, że ktoś wpłacał na czyjeś konto nie jest żadnym dowodem w sprawie o niezapewnie mu/jej powodzenia.
Drodzy rodzice i uczniowie klas przedegzaminacyjnych w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych – wystarczy zadbać o zaspokojenie własnej potrzeby naturalnej, jaką jest potrzeba uczenia się, bycia osobą posiadającą wiedzę i umiejętności. Ministerstwo Edukacji Narodowej wraz z podległymi sobie kuratorami oświaty, centralnymi placówkami badań czy egzaminowania niczego wam nie zapewni, nie zagwarantuje tak samo, jak Schwarzedukatorzy.
Wiarygodność takich „Schwarzedukatorów/-ek” upełnomocnia informacja, że byli lub są egzaminatorami Centralnej/Regionalnej Komisji Egzaminacyjnej, , by waszym dzieciom nie zadawać prac domowych? Komu to służy? Wiadomo.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Zachęcamy do przeczytania zamieszczonego poniżej tekstu, zaczerpniętego z portalu „Edunews” którego autorem jest Witold Kołodziejczyk – redaktor naczelny miesięcznika „Edukacja i Dialog” , a także autor bloga Edukacja Przyszłości.
Nowe przebudzenie szkoły – o odwadze nauczyciela, który wymaga
Szkoła – jeśli ma przetrwać jako instytucja znacząca – nie może być jedynie miejscem przekazywania wiedzy ani narzędziem do przygotowywania uczniów do testów i egzaminów w rywalizacji o miejsca w rankingach. Nadal traktujemy ją jako jedyne miejsce dostępu do informacji i budowania wiedzy. Szkoła musi na nowo stać się szkołą charakteru – miejscem formowania sumienia, woli i odpowiedzialności. Nie chodzi o nową podstawę programową czy nowy system awansu zawodowego. Chodzi o nowy (a może odnowiony) sposób myślenia o wychowaniu – jako o odważnym i odpowiedzialnym prowadzeniu młodego człowieka przez nauczyciela ku dojrzałości.
Inspiracją do tego artykułu stał się esej Nowe przebudzenie Ameryki[1] autorstwa Sama Presslera i Pete’a Davisa, opublikowany w Connective Tissue. Tekst ten zyskał szeroki rezonans, między innymi za sprawą rekomendacji Jonathana Haidta – psychologa i badacza wpływu technologii na zdrowie psychiczne młodzieży, autora głośnej książki Niespokojne pokolenie (ang. The Anxious Generation). W swoim wprowadzeniu do wspomnianego eseju Haidt wraz z Zachem Rauschem przypominają, że poza diagnozą kryzysu potrzebujemy dziś także opowieści o odnowie, o wspólnocie, zaufaniu i wychowaniu rozumu oraz woli – także w szkołach.
Drugą, równie ważną inspiracją są dla mnie pedagogiczne teksty Jacka Woronieckiego OP, publikowane w latach 1916–1939 jako odpowiedź na potrzeby ówczesnego społeczeństwa, które po odzyskaniu niepodległości próbowało na nowo zbudować polską szkołę jako przestrzeń formacji człowieka odpowiedzialnego i moralnie silnego. Wybrane teksty przypomniano w wydanym w roku 2008 zbiorze pod tytułem W szkole wychowania[2] w serii Klasyka Edukacji. Dziś, po ponad stu latach, ich przesłanie wraca ze zdwojoną siłą. Wówczas chodziło o budowę państwa. Dziś chodzi o ocalenie nie tylko młodego pokolenia, ale sensu wychowania.
Współczesna szkoła, w swej liberalnej i często lękliwej formule, przestała być przestrzenią wychowania. Stała się miejscem zarządzania procesem dydaktycznym, gdzie nauczyciel balansuje między empatią a bezradnością, między diagnozowaniem trudności a bezsilnym rozkładaniem rąk. Zatraciliśmy gdzieś władzę rozumu i woli, którą klasyczna pedagogika uznawała za fundament wychowania. Tymczasem wychowanie to przede wszystkim formacja charakteru. A tej nie da się przeprowadzić bez postawienia wymagań, bez jasnego „tak” i równie wyraźnego „nie”, bez odwagi powiedzenia „To jest dobre, to trzeba poprawić, tego nie wolno.”
Dziś nauczyciel ma „towarzyszyć”, „budować relacje”, „przekierowywać uwagę”, „wzmacniać kompetencje społeczne”. Wszystko to ważne – ale jeśli nie jest zakorzenione w jasno zdefiniowanej strukturze wychowawczej, prowadzi do dezorientacji. Nauczyciel przestaje być przewodnikiem, a staje się operatorem emocji uczniów. I szybko płaci za to wypaleniem. Bo uczniowie nie potrzebują kolejnego dorosłego, który ich jedynie „rozumie” – potrzebują dorosłego, który wie, dokąd ich prowadzi.
Aby szkoła mogła się naprawdę przebudzić, potrzebujemy najpierw przywrócić słowa, które mają siłę. Nie musimy się ich bać – nawet jeśli dla niektórych brzmią dziś opresyjnie. Nie zamykając się na nauczycieli wychowanych w języku współczesnej pedagogiki humanistycznej, coachingowej czy kompetencyjnej, spróbujmy odnieść klasyczne pojęcia używane przez Woronieckiego do współczesnych odpowiedników.
Karcenie według niego rozumiane jest jako wychowawcze zatrzymanie błędu z myślą o jego naprawieniu – odpowiada dziś „korekcie wychowawczej” czy „interwencji wspierającej”. Ale karcenie to coś więcej, to działanie formacyjne, a nie jedynie reakcja.
Rozkazywanie natomiast, to stanowcze prowadzenie w sytuacjach, które tego wymagają – współcześnie przybiera formę „jasnego i zdecydowanego wyznaczania granic”. Ale i tu zachodzi różnica, bo rozkazywanie nie jest agresją, lecz aktem decyzyjnej odpowiedzialności.
Cnota jako trwała dyspozycja do dobrego działania, Jest czymś więcej niż popularna dziś „wartość” wypisana na szkolnej tablicy. To wewnętrzna siła moralna, która kształtuje postępowanie.
Wola z kolei to ważna umiejętność wytrwałego dążenia do dobra, nawet wtedy, gdy jest to trudne. Nie sprowadza się jedynie do samodyscypliny. To świadomy wybór dobra wbrew przeszkodom.
Jest jeszcze jedno pojęcie, o którym dziś często zapominamy – dzielność. Współcześnie utożsamiana z odpornością psychiczną czy odwagą działania, dzielność to coś głębszego, to połączenie siły ducha z rozumem. To odwaga moralna, nie tylko psychiczna.
Dopóki nie nazwiemy rzeczy po imieniu, będziemy toczyć jałowe pedagogiczne debaty, zamiast naprawdę prowadzić młodych ludzi. Potrzebujemy również odwagi nauczyciela, by kierować, a nie tylko zarządzać klasą. Zarządzać można procesem. Ale człowiekiem się kieruje. Kierowanie wymaga obecności, rozeznania, gotowości do decyzji, i przede wszystkim – osobistego autorytetu.
Warto, byśmy nauczyli się odróżniać dwa sposoby upominania: „Nie rób tego, bo ci nie wolno” od „Nie rób tego, bo to cię niszczy. I nie pozwolę ci się zniszczyć.”
Wiemy o tym, że szkoła potrzebuje także konkretnych narzędzi do wychowania przez wymaganie. Oczywistym jest dla nas, że trzeba ustalić z uczniami jasne zasady, wprowadzać rytuału porządkowe, reagować od razu i mówić językiem odpowiedzialności, a nie manipulacji i groźby. Pamiętać jednak należy, że to my dorośli wyznaczamy granice, a uczeń musi je znać, komunikując mu je krótko, pewnie, z sensem. Ale nauczyciel nie może być w tym sam. Wychowanie wymaga współdziałania dorosłych, którzy się wspierają. Potrzebujemy spójnych zespołów klasowych. Potrzebujemy porozumienia między nauczycielami, dyrektorem i rodzicami. Potrzebujemy jasnych, sprawiedliwych procedur – takich, które wzmacniają autorytet pedagoga, a nie rozmywają go.
To nie uczniowie są winni chaosowi w szkole. To dorośli stracili pewność, jak wychowywać. Nie można wychować do wolności, jeśli wcześniej nie nauczy się odpowiedzialności. Nie można uczyć samodzielnego myślenia, jeśli nie nauczy się najpierw dyscypliny wewnętrznej. Nie można zbudować dobrego społeczeństwa, jeśli szkoła boi się powiedzieć, że są rzeczy dobre i złe – i że nauczyciel ma prawo to ocenić.
W Polsce – podobnie jak w przypadku wspomnianego wyżej globalnego ruchu idei odnowy obywatelskiej i wychowawczej w Ameryce – od lat dojrzewa potrzeba głębokiej zmiany kultury szkolnej. Na przykład oddolna inicjatywa „Budząca Się Szkoła” odważnie promuje przejście od nauczania do uczenia się, od przekazywania wiedzy do odkrywania potencjału. To ważny głos – zakorzeniony w codziennej pracy nauczycieli, dyrektorów i uczniów. Mój artykuł wyrasta z podobnego niepokoju i tej samej nadziei – ale wskazuje inną ścieżkę: od przebudzenia emocjonalnego i relacyjnego do przebudzenia etycznego i wychowawczego. Od pedagogiki towarzyszenia – do pedagogiki prowadzenia. Nie są to nurty sprzeczne. Być może to właśnie teraz jest moment, by połączyć przebudzenie oparte na relacji z tym, które rodzi się z odwagi wymagań, granic i wychowawczej odpowiedzialności.
Przypisy:
[1] Sam Pressler i Pete Davis, The New American Awakening”, Connective Tissue, opublikowano 29 kwietnia 2024 r.
[2] Jacek Woroniecki OP, W szkole wychowania. Teksty wybrane, Fundacja Servire Veritati – Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2008.
Źródło: www.edunews.pl
Z kilkudniowym opóźnieniem udostępniamy, zamieszczony w niedzielę 18 maja przez Zytę Czechowską na jej fejsbukowym profilu bardzo ważny tekst, w którym podzieliła się swoją wiedzą i doświadczeniem w pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi [SPE]. Oto ten tekst bez żadnych skrótów:
Zyta Czechowska – właścicielka i dyrektorka Niepublicznego Ośrodka Doskonalenia Zawodowego, nauczycielka matematyki w Zespole Szkół Specjalnych w Kowanówku
OCENA ZACHOWANIA UCZNIA ZE SPE
Wielokrotnie podczas szkoleń jestem proszona o swoją perspektywę na ocenę zachowania ucznia ze SPE.
>To nie jest łatwy temat, bo nie ma jednej odpowiedzi,szablonu, ani sztampy. Potrzeba dużej empatii, wiedzy na temat funkcjonowania uczniów ze SPE, ich deficytów, dysfunkcji i specyfiki funkcjonowania.
O tym jak ustalać ocenę zachowania tych uczniów mówią też zapisy w prawie oświatowym.
Kilka refleksji ode mnie…
>Pamiętajmy: żadne dziecko nie chce być „niegrzeczne”, kłopotliwe czy karane.
Dzieci chcą być akceptowane, zauważone, zrozumiane.
Chcą czuć się bezpieczne i mieć relacje.
Nie każde dziecko potrafi to wszystko wyrazić właściwie.
Nie każde umie regulować emocje, prosić o pomoc, działać zgodnie z zasadami.
Ale każde dziecko – nawet to najtrudniejsze – potrzebuje dorosłego, który najpierw zapyta: „Co się stało?”, a nie: „Coś ty znowu zrobił?”
Bo za trudnym zachowaniem zawsze stoi jakaś potrzeba.
Zamiast karać – spróbujmy zrozumieć.
>>W pracy wychowawczej i dydaktycznej nauczyciela często pojawia się trudne pytanie: jak ocenić zachowanie ucznia, u którego występują zaburzenia rozwojowe, trudności emocjonalne lub inne dysfunkcje? Z pomocą przychodzi prawo oświatowe, które w sposób wyraźny wskazuje na konieczność indywidualizacji oceny w takich przypadkach.
Co mówi rozporządzenie?
„Przy ustalaniu oceny klasyfikacyjnej zachowania ucznia, u którego stwierdzono zaburzenia lub inne dysfunkcje rozwojowe, należy uwzględnić wpływ tych zaburzeń lub dysfunkcji na jego zachowanie, na podstawie orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego lub orzeczenia o potrzebie indywidualnego nauczania lub opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej, w tym poradni specjalistycznej.”
Ten zapis zobowiązuje nauczycieli do empatycznego, wnikliwego i zindywidualizowanego podejścia przy ocenianiu zachowania uczniów z diagnozami. Oznacza to, że nie każde zachowanie, które odbiega od norm klasowych, może być ocenione jednoznacznie negatywnie, jeśli wynika ono z potwierdzonych trudności rozwojowych lub zdrowotnych.
>>Co to oznacza w praktyce?
Niektóre zachowania uczniów, które mogą być odbierane jako przejaw braku kultury, lenistwa, nieposłuszeństwa czy braku wychowania, w rzeczywistości są symptomami zaburzeń neurorozwojowych, nadwrażliwości emocjonalnej, zaburzeń integracji sensorycznej czy deficytów uwagi.
>>Przykłady uczniów i sytuacji:
Uczeń w spektrum autyzmu, który często przerywa nauczycielowi, mówi bez kolejki lub nie patrzy w oczy – to nie brak szacunku, a trudność w regulacji emocji i komunikacji społecznej.
Uczeń z ADHD, który nie potrafi usiedzieć w miejscu, wychodzi z klasy lub mówi głośno – to nie prowokacja, lecz objaw nadruchliwości i impulsywności, której nie kontroluje w pełni.
Uczeń z zaburzeniami lękowymi, który nie odzywa się na lekcjach, nie uczestniczy w dyskusjach klasowych lub unika odpowiedzialności – to nie bunt, a przejaw silnego napięcia i lęku przed oceną.
Czego nie oceniamy u uczniów z orzeczeniami kiedy ustalamy ocenę zachowania?
Impulsywnych reakcji wynikających z diagnozy, takich jak krzyk, płacz, gwałtowne ruchy, nagłe wyjścia z klasy – jeśli są objawem trudności emocjonalnych, sensorycznych czy neurorozwojowych, a nie przejawem złej woli.
Braku uczestnictwa w działaniach grupowych, gdy uczeń zmaga się z fobią społeczną, mutyzmem wybiórczym lub innymi zaburzeniami lękowymi – nie każdy wycofany uczeń jest „niewychowany”, często to efekt cierpienia, a nie niechęci.
Sposobu komunikowania się, jeśli uczeń posługuje się komunikacją alternatywną (AAC), ma afazję, trudności artykulacyjne lub opóźniony rozwój mowy – nie oceniamy tego jako „braku kultury” czy „ignorowania nauczyciela”.
Trudności w rozumieniu zasad społecznych, u uczniów z niepełnosprawnością intelektualną, którzy mogą potrzebować wielokrotnego przypominania reguł, nie rozumieją niuansów społecznych (np. żartów, ironii, zasad kolejności) i reagują nieadekwatnie do sytuacji. To nie przejaw buntu, ale ograniczeń poznawczych.
Trudności z wyrażaniem emocji i uczuć, gdy uczeń reaguje płaczem, zamknięciem się w sobie lub agresją w sytuacjach napięcia – zwłaszcza w przypadku uczniów z niedostosowaniem społecznym, dla których przemoc czy wulgaryzmy są często językiem nabytym w środowisku, nie wybranym z premedytacją.
>>Przykłady braku dostosowania się do zasad szkolnych, kiedy wynika to z:
-deficytów funkcji wykonawczych (np. nie umie zorganizować pracy, ciągle zapomina zeszyt),
-niskiego poziomu samokontroli (np. przerywa, wtrąca się, wstaje bez pytania),
-braku zrozumienia konsekwencji (np. nie łączy przyczyny ze skutkiem),
-lub problemów rodzinnych, które wpływają na jego funkcjonowanie w szkole.
>Jak sprawiedliwie i wspierająco ocenić zachowanie?
-Zapoznaj się z dokumentacją ucznia – orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego lub opinia poradni daje konkretne informacje, które powinny być punktem wyjścia do oceny.
-Skonsultuj się ze specjalistami – pedagogiem specjalnym, psychologiem lub wychowawcą, by lepiej zrozumieć zachowanie ucznia i jego tło.
-Obserwuj postęp i wysiłek, nie tylko efekt – czy uczeń stara się przestrzegać zasad? Czy widać poprawę na miarę jego możliwości?
-Nie porównuj ucznia do innych – porównuj go tylko do jego wcześniejszych zachowań. Dla jednego ucznia sukcesem będzie przestrzeganie ciszy na lekcji przez 10 minut, dla innego – przeproszenie kolegi.
-Zapisz w statucie szkoły, że ocena zachowania ucznia z orzeczeniem uwzględnia jego sytuację psychofizyczną – to zgodne z prawem i zabezpiecza przed niesprawiedliwą oceną.
-Rozmawiaj z rodzicami – wspólne ustalenie celów wychowawczych pozwala na spójne działania i większe zrozumienie.
-Poznaj przyczyny i następstwa zachowań trudnych u uczniów. Przeczytasz o nich tutaj
Dobra praktyka – ocena opisowa, która obowiązuje w edukacji wczesnoszkolnej w przypadku uczniów z umiarkowaną i znaczną niepełnosprawnością intelektualną.
W przypadku uczniów ze SPE warto stosować ocenę opisową zachowania na podstawie której wspólnie ustalimy ocenę wyrażoną za pomocą skali np.:
„Uczeń wykazuje trudności w regulacji emocji, jednak stara się przestrzegać ustalonych zasad. Współpracuje z nauczycielami i reaguje na podpowiedzi. Potrzebuje wsparcia w relacjach rówieśniczych, ale w bezpiecznym otoczeniu podejmuje próby współpracy.”
Ocena zachowania ucznia z zaburzeniami to nie miejsce na karanie, lecz na wspieranie. To przestrzeń do zauważenia postępów, docenienia wysiłku i budowania motywacji. Nie chodzi o obniżanie wymagań, lecz dostosowanie ich do realnych możliwości ucznia.
Bo sprawiedliwość w edukacji nie oznacza tego samego dla wszystkich – oznacza to, co jest potrzebne każdemu z osobna.
Więcej o ocenianiu uczniów ze SPE przeczytasz – TUTAJ
Ocenianie uczniów ze SPE – TUTAJ
Promocja uczniów z niepełnosprawnością intelektualną – TUTAJ
Zapraszam też na webinar na temat oceniania uczniów w edukacji wczesnoszkolnej – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/zyta.czechowska/
Trzecie majowe spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było mężczyznom, którzy są nauczycielami edukacji wczesnoszkolnej. Do rozmowy na ten rzadko podejmowany temat prof. Roman Leppert zaprosił dr Milenę Kaczmarczyk z Wydziału Nauk Społecznych UWM w Olsztynie. I nie bez powodu, gdyż jest ona autorką książki, zatytułowanej „Mężczyźni w pracy z dziećmi. Narracje autobiograficzne nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej„, która w 2024 roku ukazała się nakładem Oficyny Wydawniczej IMPULS w Krakowie.
Jak zwykle – zapraszamy zainteresowanych tym tematem, którzy wczoraj nie mogi śledzić tej ciekawej rozmowy, aby w dogodnym dla siebie porze to uczynili, klikąjc na załączony link:
Mężczyźni – nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej – TUTAJ
Nie po raz pierwszy prezentujemy Wam tekst Danuty Sterny, zaczerpnięty z jej bloga „OK. NAUCZANIE”. Tym razem są to wartościowe wskazówki jak postępować, aby nie ograniczając autonomii uczniów nie doprowadzić do sytuacji, w której będą karani za odmowę wykonywania obowiązków ucznia:
Uczeń odmawia, co na to teoria autodeterminacji.
Myśląc o samosterowności ucznia dochodzimy do problemu – odmowy pracy z jego strony. Czy jest w szkole miejsce na odmowę ze strony ucznia. Pytając o to nauczycieli, otrzymuję odpowiedź, że jest – przecież uczniowie mogą odmówić pisania sprawdzianu, oddania pracy domowej i uczenia się. Mogą za to ponieść karę w postaci oceny niedostatecznej, co jest w szkole naturalną konsekwencją odmowy. Jedyna odpowiedzią na odmowę jest – kara.
Rys, Danuta Sterna
Oprócz jawnej odmowy jest jeszcze cicha odmowa. Uczeń niby pracuje, ale w istocie sabotuje proces. Uczeń spokojnie wysłuchuje polecenia do zadania, ale markuje jego wykonywanie i oddaje pracę niekompletną lub czystą kartkę.
Moim zdaniem najczęstszym powodem odmowy wykonania pracy jest brak poczucia sensu jej wykonywania. Dlatego trzeba wyjaśniać uczniom, po co robią jakąś pracę i jak im się to w przyszłości przyda.Badania edukacyjne wskazują również na inne jeszcze przyczyny: pragnienie większej autonomii,
-strach przed porażką lub osądem,
-brak poczucia więzi ze społecznością klasy.
Te trzy powody odkryte przez badaczy są ściśle związane z teorią autodeterminacji, która głosi, że każdy uczący się człowiek ma trzy potrzeby: autonomii, kompetencji i więzi. Bez zaspokojenia tych potrzeb nie jest w stanie uczyć się skutecznie.
Pragnienie autonomii
Dla poczucia braku autonomii rozwiązaniem jest – danie uczniom jak najwięcej możliwości wyboru – zadania do wykonania spośród proponowanych zadań, sposobu i czasu jego wykonania. Wybór może pomóc powstrzymać odmowę pracy w zarodku.
Badania z 2012 roku wykazały, że wśród uczniów drugiej i trzeciej klasy, którzy musieli wypełniać obowiązkowe dzienniki czytania, odnotowano wyraźny spadek zainteresowania czytaniem w porównaniu z uczniami, którzy dobrowolnie rejestrowali swoje postępy w czytaniu. Podobnie uczniowie ósmej klasy rozwinęli lepsze nawyki czytelnicze, gdy program nauczania pozwalał im wybierać, co czytają.
Autonomii pomaga również głosowanie przez uczniów nad decyzjami i oraz wybór sposobu prezentacji tego, czego uczeń się nauczyli.
Badacz edukacji Robert J. Marzano zaleca, aby nauczyciele pozwolili uczniom przedstawić to, czego się nauczyli w różnych formach, poprzez debaty, raporty wideo, demonstracje lub prezentacje dramatyczne, muzyczne, graficzne itp. Taki wybór daje uczniom informację, że nauczyciel liczy się z ich zdaniem. Można również pozwolić uczniom współtworzyć normy w swojej klasie , zaoferować wybór miejsca w ławce szkolnej, lub dać uczniom do wyboru lektury, które będą omawiane w szkole.
Dobrze jest pytać uczniów, jak chcą być nauczani. Dr Jacek Strzemieczny zaleca zadanie uczniom dwóch pytań:
– Co z tego co robię pomaga ci się uczyć?
– Co mógłbym robić inaczej?
Jeśli uczniowie widzą, że nauczyciel bierze ich opinię pod uwagę, to ich poczucie autonomii wzrasta.
Strach przed porażką
Uczeń może odmawiać wykonania zadnia, jeśli wydaje mu się one za trudne. Szczególnie dotyczy to uczniów, którzy wcześniej ponieśli wiele porażek. Uczeń nie chcą się narazić na następną. Badania z 2018 wykazały, że aż 20% niewłaściwych zachowań w klasie było spowodowane deficytami akademickimi i w konsekwencji marnymi wynikami w nauce.
Obawy uczniów dotyczące ocen mogą pogorszyć sytuację. Badanie z 2018 r. wykazało, że oceny sumujące wzmacniały niepokój i powodowały unikanie trudnych zadań.Badania też pokazały, że informacja zwrotna w miejsce oceny sumującej motywuje uczniów do nauki, a nawet brak wszelkiej oceny jest leszy niż ocenianie sumujące.
Eksperci zalecają częściej stosować pochwały. Przy czym pochwały powinny być szczere i konkretne, a nie ogólne. Warto ich zdaniem doceniać nawet drobne sprawy wykonane przez uczniów.
Istotna jest praca z błędem, uczeń nie powinien być karany za jego popełniania. Nauczyciel może modelować wykorzystanie błędu dla procesu nauczania. Uczeń powinien mieć również możliwość poprawienia swojej pracy.
Brak więzi ze społecznością klasy.
Przynależność i więź ma wielkie znaczenie dla zaangażowania ucznia w naukę. Poczucie, że uczeń jest częścią większej całości, że jest chciany i widoczny. Według psychologa społecznego Geoffreya Cohena poczucie przynależności ma większy wpływ na ukończenie przez ucznia szkoły średniej, niż osiągane przez ucznia wyniki.
Jeśli w takim razie chcemy, aby nasi uczniowie nie odmawiali, to powinniśmy dać im poczucie sensu, autonomii, kompetencji i więzi.
Inspiracja artykułem Daniel Leonard
Źródło: www.oknauczanie.pl
Dzisiaj proponujemy zapoznanie się z wywiadem, jaki z Januszem Brzozowskim – łódzkim kuratorem oświaty – przeprowadziła Katarzyna Stefańska – dziennikarka pracująca w łódzkiej redakcji „Gazety Wyborczej”, od lat pisząca o edukacji i sprawach społecznych. Zapis tej rozmowy pojawił się na stronie „Gazety Wyborczej” wczoraj – 8 maja 2024 r.
Poniżej udostępniamy jedynie jego (subiektywnie) wybrane fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji na stronę GW:
Uczeń idzie do szkoły z ogromną ciekawością świata. I z każdym rokiem ciekawość gaśnie
Foto: Tomasz Stańczak /Agencja Wyborcza.pl
Janusz Brzozowski – Łódzki Kurator Oświaty, od 2019 roku do dnia powołania go na to stanowisko był dyrektorem Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 przy ul. Czajkowskiego na osiedlu Widzew-Wschód, w skład którego wchodzą: Szkoła Podstawowa nr 198 i XXXII Liceum Ogólnokształcące
[…]
Katarzyna Stefańska: Nie wiem, czy będzie miło, skoro mamy rozmawiać o bolączkach polskiej edukacji…
Janusz Brzozowski: Problemów jest dużo, ale przecież nie zostały one wygenerowane teraz. Ministerstwo Edukacji Narodowej, przy udziale kuratorów oświaty, próbuje łatać dziury, ale też stworzyć solidny fundament pod nowe rozwiązania. A tych dziur powstało wiele. Najlepiej obrazują to przekrojowe międzynarodowe badania. Co trzy lata PISA sprawdza między innymi umiejętności matematyczne 15-latków. Jeżeli spojrzymy na diagramy i wykresy, to umiejętności uczniów rosły od 2003 do 2018 roku. Już dobiliśmy do czołówki. A w 2022 roku zanotowaliśmy spadek o 27 punktów. To była katastrofa, wróciliśmy do poziomu z 2003 roku.
Całkowicie obnażyło to, na jakim poziomie jest jakość polskiego systemu kształcenia po reformie z 2017 roku. A jakość kształcenia to umiejętność uczenia się, pozyskiwania informacji, interpretowania tych informacji i wykorzystania wiedzy w praktyce. I to właśnie badała PISA.
Powiem więcej. Jeszcze gorsze są niekognitywne wyniki tych badań. Czyli te, związane z kontrolą emocjonalną, pewnością siebie, czy z chęcią uczenia się. To spadło w jeszcze większym stopniu.
K.S. – Dane OECD mówią o tym, że mamy jedną z najwyższych liczb godzin lekcyjnych w Europie przy jednoczesnym najmniejszym zaangażowaniu i satysfakcji uczniów z poziomu uczenia się. Czego my w zasadzie uczymy?
J.B. -To nie jest tak, że dziecko przychodzi do pierwszej klasy szkoły podstawowej i nie chce się uczyć. Ono ma ogromną ciekawość poznawczą, która jednak z każdym rokiem gaśnie. W czwartej klasie jest już na wyraźnie niższym poziomie. To samo z talentem matematycznym, odsetek uczniów uzdolnionych matematycznie zdecydowanie spada w czwartej klasie, a później dramatycznie maleje. Wynika z tego, że talenty dzieci nie są właściwie rozwijane, a ich potencjał nie jest w pełni wykorzystany. Chodzi o to, żeby wiedza nie była przekazywana, jak to często ma miejsce, w sposób podawczy, na tacy. To nie zainspiruje ucznia do rozwoju. Nauczyciel powinien uczyć praktycznie, z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, być mentorem swoich uczniów, a nie przekaźnikiem wiedzy. Pod tym względem jest ciągle jeszcze wiele do zrobienia. […]
K.S. Ale wie pan o czym najczęściej mówią nauczyciele?
J.B. – Tak?
K.S. – Że resort wprowadza reformę na opak, tworząc profil absolwenta. A powinno się zacząć od najbardziej palących kwestii: niskich płac, przepełnionych klas i pauperyzacji zawodu.
J.B. – Nie zgodzę się z zarzutem, że na opak. Na wszystko przyjdzie czas. Zmiany w oświacie są konieczne i, nie tylko w moim odczuciu, są sensownie wdrażane. Nauczyciele muszą wiedzieć, w jakim kierunku podążać. Muszą mieć dobre, dostosowane do wyzwań współczesnego świata podstawy programowe. Mamy już podstawy do nowych przedmiotów – edukacji zdrowotnej, edukacji obywatelskiej, ale też nowe podstawy do wychowania fizycznego. Są one napisane tak, żeby lekcje nie były nudne, żeby uczniowie mieli przekazywaną wiedzę w sposób praktyczny i żeby wiedzieli, po co się uczą. To ta zmiana podejścia jest najważniejsza. Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób nauczyciele zaangażowali się w przygotowanie nowych rozwiązań.
K.S. – Może dlatego, że zależy im na poprawie warunków pracy?
J.B. – Być może dlatego, ale myślę, że również dlatego, że im bardzo zależy na tym, żeby polska oświata funkcjonowała dobrze i żeby mieli satysfakcję z wykonywanego zawodu. W badaniach PISA mowa była o jeszcze jednym wskaźniku – satysfakcji zawodowej nauczycieli. Spadliśmy w nim na ostatnie miejsce. […]
K.S. – Skoro nauczyciele wskazują przede wszystkim na problem zarobków, to jak zachęcić młodych do pracy? Ledwie 5 proc. wykonujących ten zawód jest przed 30-tką.
J.B. – Przede wszystkim zachęciłbym tym, że wspólnie staramy się w tej chwili działać na rzecz naprawy systemu edukacji.
K.S. – Osoba po studiach może powiedzieć: „Naprawiajcie sobie ten system sami, a ja chcę mieć za co wynająć mieszkanie i nie martwić się, że nie starczy mi do pierwszego”.
J.B. – Myślę, że to nie tylko kwestia zarobków, ale też kwestia szacunku do tego zawodu, tego w jaki sposób jest postrzegany przez otoczenie. Od wielu lat nauczyciele są deprecjonowani. Wielu osobom wydaje się, że znają się na edukacji na tyle dobrze, żeby pouczać nauczycieli.
Kiedyś musiałem uchronić jednego z młodych nauczycieli przed rodzicem, który mu wmawiał, że źle uczy jego dziecko. Albo znajoma, znakomita zresztą, matematyczka, której rodzic-lekarz wykładał, co zrobiłby na jej miejscu lepiej. Pamiętam, że odpowiedziała mu: „Nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby pana pouczać, w jaki sposób przeprowadzić operację. I oczekiwałabym podobnego zaufania”. Nie wiem, czy wynika to z roszczeniowości, czy z hejtu, który jest obecny w naszym życiu. I to dotyczy nie tylko edukacji. Wiele osób chce pokazać, że są mądrzejsze, że wiedzą lepiej. […]
K.S. – Edukacja nadal jest egalitarna?
J.B. – Proszę rozwinąć.
K.S. – Pytam w kontekście szkół prywatnych. Uczy się w nich już około 10 proc. Robert Górniak, twórca Dealerów Wiedzy i anglista w szkole prywatnej, mówi: „Wystarczy zagwarantować, że mamy wszystkich nauczycieli, którzy życzliwie traktują dzieci, nauka odbywa się nie tylko w formie przypisywania treści z podręcznika do zeszytu, a troska o wychowanie dziecka wykracza poza «Syn źle się zachował, proszę coś z tym zrobić»”. Z tego wynika, że nie tylko wyższy poziom kształcenia wiąże się z grubością portfela, ale ten zapewnia edukacyjne minimum.
J.B. – – Szkoły publiczne mierzą się często z większymi wyzwaniami z racji dużej liczby uczniów niż prywatne, a i tak są konkurencyjne, więc dobra bezpłatna edukacja w dalszym ciągu jest dostępna dla uczniów. Oczywiście w dużym stopniu nagrody, które przyznawane są uczniom za różne osiągnięcia, dotyczą uczniów szkół prywatnych. Ale to nie oznacza, że szkoły publiczne są gorsze. Pomimo tego, że mają często większą liczbę uczniów, to osiągają podobne, a nawet lepsze wyniki, osiągają znakomite sukcesy.
Szkoły publiczne są bardziej zróżnicowane, a przez to mają bardziej zróżnicowane problemy. W każdej mogą zdarzyć się nauczyciele, którzy nie podchodzą z wystarczającą troską do ucznia, a nauka, jak pani mówi, to przepisywanie treści. Jestem o tym przekonany, że to zdecydowanie mniejszość, nie większość. Wkładanie wszystkich do jednego worka jest krzywdzącym uogólnieniem. […]
K.S. – To co zrobić, by tych krzywdzących uogólnień było jak najmniej? Gdyby mógł pan wskazać na najważniejsze cele edukacyjne, które odczarują polską szkołę, a które resort powinien wprowadzić w życie, co by to było?
J.B. – Nie powiem o celach, ale o oczekiwaniach. Zawód nauczyciela musi być zawodem, który jest konkurencyjny w stosunku do innych. Jeżeli na jeden wakat nauczyciela będzie przypadało kilku albo kilkunastu dobrych kandydatów, to wtedy dyrektor szkoły będzie miał wybór, którego efektem będzie gwarancja zatrudnienia najwyższej klasy specjalisty, a to się przełoży na jakość nauczania. Czyli wracamy do tematu zachęcenia młodych do pracy w zawodzie nauczyciela.
Oczekiwałbym także lepszej atmosfery wokół szkoły, wzajemnej życzliwości i dobrych relacji pomiędzy samymi uczniami, ale też uczniami i nauczycielami. Ale to bardziej zadanie dyrektora niż resortu edukacji.
Chciałbym też, żeby rodzice mieli większe zaufanie do nauczycieli. Jest duży stopień oczekiwania, że wszystkie problemy, które rodzic ma ze swoim dzieckiem, zostaną rozwiązane przez szkołę. A nie zawsze da się je rozwiązać, tak jak nie zawsze lekarz wyleczy pacjenta, nawet jeśli zastosuje prawidłowe metody leczenia. Brakuje wzajemnego zrozumienia. I mówię tu też o nauczycielach, którym brakuje czasem cierpliwości. Wsłuchujmy się w swoje oczekiwania i problemy, spróbujmy im wspólnie zaradzić, to być może skarg do kuratorium będzie mniej, a klimat współpracy zastąpi atmosferę nieufności.
Cały zapis tego wywiadu, zatytułowanego „Uczeń idzie do szkoły z ogromną ciekawością świata. I z każdym rokiem ciekawość gaśnie” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/










