
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Wczoraj, na stronie EDUNEWS.PL, pojawił się tekst Jarosława Pytlaka o tajemniczym tytule „#NIEOGLUPIAM”. Aby rozszyfrować kogo to nie zamierza ogłupiać nasz stary znajomy – zapraszamy do lektury: najpierw fragmentów, a później całego tekstu:
Bez większego rozgłosu – a szkoda! – przeszło opublikowanie przez Centralną Komisję Egzaminacyjną (CKE) „Informatora o egzaminie ósmoklasisty” wraz z całą kolekcją szczegółowych informatorów poświęconych przedmiotom egzaminacyjnym, a więc językowi polskiemu, matematyce oraz siedmiu językom obcym do wyboru. Szkoda, bo to niezwykle ważne dokumenty, stanowiące dopełnienie reformy systemu oświaty wprowadzonej przez rząd PiS.
Jako przeciwnik wszelakiego testowania, a już szczególnie zewnętrznego, z zadowoleniem powitałem wprowadzone przez obecne władze ograniczenie liczby przedmiotów na egzaminie kończącym szkołę podstawową. Jednak już lektura informatora poświęconego językowi polskiemu uświadomiła mi, że cieszyć się nie ma z czego. Zaprezentowane pytania zawierają wiele niedoskonałości i wręcz błędów, widocznych gołym okiem nawet dla takiego laika, jak ja. Wydawać by się mogło, że zadania przykładowe, opublikowane przez CKE w informatorze, powinny być szczególnie dobrze wypracowane, wycyzelowane w formie i treści. A wcale tak nie jest i trudno się spodziewać, że w przypadku przyszłych arkuszy egzaminacyjnych Komisja sprawi się lepiej. Doświadczenia minionych 15. lat także nie nastrajają optymistycznie.
Aby nie być gołosłownym przytoczę dwa przykłady, choć mogłoby ich być znacznie więcej.
Zadanie 5
Przeczytaj poniższy fragment.
– Może się nie dowiedzą… Może nie zauważą… – wyjąkał pobladły Klapaucjusz, patrząc z niewiarą w pustkę czarnego nieba, […] i wrócił chyłkiem do domu.
Na podstawie podanego fragmentu uzupełnij poniższe zdanie.
Klapaucjusz odczuwał …………………….., ponieważ czuł się odpowiedzialny za zniknięcie części świata, w którym żył. (…)
Przykładowe rozwiązania: wstyd, lęk, wyrzuty sumienia
Wśród zaproponowanych rozwiązań przykładowych nie ma strachu, choć jest on emocją bardziej związaną z konkretnym niebezpieczeństwem niż lęk, i to on może spowodować zblednięcie („blady ze strachu”; nie mówi się „blady z lęku”). Dla odmiany ze wstydu można raczej zaczerwienić się, a nie zblednąć. Dyskusyjne jest też umieszczenie wśród możliwych odpowiedzi wyrzutów sumienia. Oczywiście przykładowe rozwiązania nie wykluczają możliwości zaliczenia innych uczniowskich pomysłów, ale tu już będzie element uznaniowości egzaminatora sprawdzającego pracę, z czym zawsze jest problem przy porównywaniu odpowiedzi na pytania otwarte z kluczem. […]
Oba przykłady stanowią ilustrację zjawiska, które powstało znacznie wcześniej niż obecna reforma oświaty, a mianowicie ułomności testów produkowanych przez CKE. Natomiast nowy i naprawdę moim zdaniem dramatyczny problem kryje się w zadaniu 12, które może umknąć uwadze pośród wielu innych.
Dzisiaj doczekaliśmy się kolejnego podkastu na stronie Plandaltoński.pl. To kolejne spotkanie Anny i Roberta Sowińskich z osobowością, której siła i determinacja działania zaowocowała niekwestionowanym sukcesem: stworzeniem szkoły wspierającej rozwój ucznia.
Foto: www.plandaltonski.pl
Ewa Radanowicz
Oto jakimi słowami Robert Sowiński ”zapowiada” treść tego nagrania:
Dzisiejsza rozmowa pokazuje, że niezależnie od tego co się dzieje wokół edukacji, można nie tylko realizować swoją wizję szkoły, ale i mieć na tym polu ogromne sukcesy. Dotyczą one w równej mierze dyrekcji, rady pedagogicznej jak i uczniów. Historia Szkoły Podstawowej w Radowie Małym udowadnia, że to czy szkoła może być dobra zależy przede wszystkim od ludzi, a nie od uwarunkowań zewnętrznych. Życie zawodowe naszego dzisiejszego gościa podcastu, Ewy Radanowicz, dyrektorki szkoły o której dzisiaj rozmawiamy, jest potwierdzeniem powiedzenia, że jeśli ktoś naprawdę chce coś zmienić na lepsze, to znajdzie ku temu sposoby. To nie jest odcinek dla tych, którzy szukają uzasadnienia na swoje „nic nie robienie”. To jest odcinek dla tych, którzy niezależnie od tego jak mocno wieje wiatr i jak bardzo jest wyboista droga, podążają nadal w kierunku wyznaczonego sobie celu, nie ustając w działaniach, które zmieniają nasze najbliższe otoczenie na lepsze
Wizja szkoły według Ewy Radanowicz – wysłuchaj – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
Są takie teksty, do których można stosować zasadę winiarstwa: im starsze (wino) – tym nabiera więcej walorów… Naszym zdaniem takim właśnie tekstem jest, spisana przez Elżbietę Manthey i zamieszczona 26 stycznia 2017 roku na portalu „Juniorowo” opowieść założycieli gdańskiego Gimnazjum Thinking Zone – Joanna Roszkowska i Maciej Winiarek. Tytuł tej publikacji także nic nie stracił na aktualności: „Szkoła powinna uczyć myślenia – ale jak?” Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do całości
Foto: www.juniorowo.pl
Joanna Roszkowska i Maciej Winiarek
Szkoła powinna uczyć myślenia. Wydaje się to oczywiste, a okazuje trudne, a w systemowej szkole nawet bardzo trudne. Dzieci uczy się przede wszystkim odtwarzania podręcznikowej wiedzy i zdawania testów. Czy można inaczej? Można. Można uczyć myślenia, rozumienia, realizując przy tym podstawę programową. W dodatku robić to w sposób, który jest fascynujący i dla uczniów, i dla nauczycieli. Tak działa Gimnazjum Thinking Zone w Gdańsku. O tym, jak wygląda tam nauka, co jest najważniejsze w szkole i jak to wszystko zrobić opowiadają założyciele gimnazjum: Joanna Roszkowska i Maciej Winiarek.
Thinking Zone – strefa myślenia
Filary edukacji w naszym gimnazjum to myślenie krytyczne i relacje międzyludzkie. Myślenie krytyczne to – w skrócie – przetwarzanie dostępnych informacji i krytyczne do nich podejście, weryfikowanie źródeł, oddzielanie faktów od opinii. Do rozwijania myślenia krytycznego wykorzystujemy narzędzia TOC. Jest to metoda stosowana na całym świecie. Staramy się każdego dnia tak prowadzić dyskusje, lekcje, żeby zawsze element krytycznego myślenia się pojawił. Nie tylko z wykorzystaniem narzędzi TOC, czasami poprzez chociażby kwestionowanie, zadawanie pytań, dyskusję na argumenty, odróżnianie faktów od opinii, szukanie źródeł informacji. […]
Relacje międzyludzkie
Drugi filar naszego gimnazjum to relacje międzyludzkie. Ale nie chodzi tylko o relacje uczniów z nauczycielami, lecz o całą szkolną społeczność. Przede wszystkim bezpieczeństwo i zaufanie. Próbujemy realizować w naszym gimnazjum model turkusowej organizacji – nie ma hierarchiczności, nie ma dyrektorów, jest zespół ludzi mających wspólne cele, wspólne wartości. Ten zespół – złożony z nauczycieli, uczniów i dyrekcji – jest takim organizmem samozarządzającym się. My jako właściciele szkoły musimy pełnić role dyrektorskie, bo to jest wymagane przez środowisko zewnętrzne, ale tu wewnątrz jesteśmy członkami zespołu. To jest tym bardziej ważne, że nasza postawa – partnerska względem nauczycieli i uczniów – jest wzorem dla pozostałych. […]
Nauczyciel jest dla ucznia
Partnerska postawa nie oznacza, że nauczyciel jest dla ucznia kumplem. Jest partnerem, który wspiera, źródłem informacji, tutorem, ale na pewno nie osobą, której należy się bać. Nie jest też egzekutorem procesu nauczania. To uczniowie – o czym wciąż im mówimy – są odpowiedzialni za swoją naukę, nie nauczyciel. Nauczyciel jest tylko „zasobem”, z którego mogą korzystać. Nauka nie polega więc na tym, że uczniowie mają otworzyć swoje mózgi, a nauczyciele będą wlewać tam wiedzę, jaką uznają za właściwą. To uczniowie są podmiotami i siłą sprawczą swojej edukacji.[…]
Foto: www.facebook.com/justyna.bober
Justyna Bober
Nowy tydzień proponujemy rozpocząć od lektury tekstu Justyny Bober* „Inspiracje edukacji”, który zamieszczono na stronie portalu SUPERBELFRZY. Oto jego fragmenty i link do całego artykułu:
[…] 8 grudnia, w Sejnach z inicjatywy grupy SETI (Sejny English Teacher Initiative), odbyło się interesujące spotkanie z nauczycielami LO. Spotkanie zorganizowała anglistka Monika Kowalska, która przygotowała prezentację na temat edukacji w Finlandii. Gościliśmy dr Dorotę Campfield, pracującą obecnie w IBE i w Uniwersyteckim Kolegium Kształcenia Nauczycieli Języka Angielskiego, która przez kilka lat pracowała na Uniwersytecie w Oulu.
Dyskutowaliśmy nad fenomenem fińskiego sukcesu, który naszym zdaniem Finowie zawdzięczają oddzieleniu edukacji od polityki, uczynieniu edukacji sprawą całego społeczeństwa, prestiżowi nauczyciela, którym trudniej zostać niż lekarzem czy prawnikiem, edukowaniu nauczycieli w szkołach przypisanych do uniwersytetów, gdzie mają oni wiele godzin praktycznych zajęć po opieką nauczycieli, będących równocześnie pracownikami naukowymi uniwersytetów.
Jednak to, co ma na największy wpływ na edukację w Finlandii to cecha narodowa Finów, coś, co określa się słowem „sisu” – to pojęcie fińskie, którego nie da się bezpośrednio przetłumaczyć. Oznacza zespół cech takich, jak wytrzymałość, upór i siłę woli, ale również odwagę, dumę i determinację w dążeniu do określonego celu wbrew przeciwnościom. To, co jeszcze uderza przy analizowaniu edukacji fińskiej, to kwestia zaufania i autonomii oraz samodzielności. Zaufania społeczeństwa do nauczycieli, pewność, że są to profesjonaliści, którzy wiedzą, co robią. Zaufanie do dzieci, wiara w to, że one są w stanie podążać właściwą drogą, gdy im się na to pozwoli. Zaufanie to podstawa relacji, które z kolei są kluczowe w całym procesie nauczania i uczenia się w szkole. Zaufanie instytucji nadzoru pedagogicznego do szkół i nauczycieli, brak presji, postawienie na autonomię i samodzielność szkół, które mogą w ramach bardzo ogólnego dokumentu, odpowiadającego naszej podstawie programowej, zdecydować, czego i jak będą uczyć.
Dzisiaj proponujemy„wypisy” z postów dr Marzeny Żylińskiej, zamieszczanych w tym tygodniu na Jej fejsbukowym profilu:
A ja dziś jestem w Zduńskiej Woli w LO nr 1, gdzie uczniowie pracują w grupach i mogą uczyć się od siebie nawzajem. Przed chwila Adam powiedział takie zdanie: „Jeśli problem rozumie jedna osoba w grupie, to wszyscy to rozumiemy. I to bez stresu, na spokojnie”.
Klasa IId – lekcja matematyki, nauczycielka Anna Szulc
Lekcja matematyki w klasie w klasie IIIc w Zduńskiej Woli. Nauczycielka – Anna Szulc
Od konkretu do abstrakcji, czyli o tym, jak wykorzystać groch przygotowując uczniów do matury. Temat lekcji sformułowany przez uczniów : „Kąty w bryłach w praktyce”
W dniu, w którym wszystkie polskie (a pewnie i niektóre zagraniczne) media koncentrują swoją uwagę na spektaklu w pisowskim teatrze marionetek, którego kolejną odsłonę zaserwował wczoraj Główny Animator polskiej sceny politycznej – my, spokojnie, nie poddając się złudnym emocjom mającym swe źródło w spekulacjach „kto w nowym rządzie obejmie tekę ministra…” proponujemy lekturę najnowszego postu z bloga Jarosława Pytlaka, zatytułowanego „Dobro powszechnie pożądane”. Oto jego fragmenty i link do źródła:
[…] Zacznijmy od definicji. Tu od razu niespodzianka – niezawodna zazwyczaj Wikipedia milczy! Jest „władza rodzicielska”, „opiekun”, „posłuszeństwo”, a „dobra dziecka” nie ma. Z licznych odnośników wskazanych przez Google’a można dowiedzieć się, że ustawowa definicja tego pojęcia po prostu nie istnieje. Dociekliwi mogą poszukać informacji o charakterze opisowym. Na przykład, blog prawniczy www.kruczekblog.pl spieszy z wyjaśnieniem, którego fragment przytaczam poniżej:
Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia (…) wskazał, że „pojęcie dobra dziecka z jednej strony obejmuje całą sferę najważniejszych jego spraw osobistych, przykładowo takich jak rozwój fizyczny i duchowy, odpowiednie kształcenie i wychowanie oraz przygotowanie do dorosłego życia, z drugiej zaś – ma ono wyraźny wymiar materialny. Polega on na konieczności zapewnienia dziecku środków do życia i realizacji celów o charakterze osobistym, a w wypadku gdy ma ono swój majątek, także na dbałości o jego interes majątkowy” (Legalis, nr 333272).
Zakres wcale niemały, prawda? O ile jeszcze sprawy majątkowe nie budzą specjalnych wątpliwości, o tyle sprawy osobiste dziecka otwierają ogromne pole dla rozmaitych interpretacji. Nawet na zdawałoby się uporządkowanym gruncie prawnym mogą być one przedmiotem kontrowersji, choćby podczas rozprawy rozwodowej rodziców. Tym bardziej w życiu codziennym, kiedy w grę wchodzi, na przykład, różny punkt widzenia matki i ojca oraz nauczycieli na rozmaite sprawy związane z funkcjonowaniem dziecka w szkole, i wynikające z tego emocje. Zarówno rodzice, jak nauczyciel mają obowiązek kierowania się dobrem dziecka. A że często pojmują je odmiennie, jak Polska długa i szeroka stanowi to w szkołach źródło obustronnych frustracji i zarzewie konfliktów. […]
Foto: www.juniorowo.pl
Tamara Kasprzyk
Przed kilkoma dniami Elżbieta Manthey,redagująca portal „Juniorowo”, zamieściła tekst, napisany przez Tamarę Kasprzyk, z wykształcenia psycholożkę i psychoterapeutkę, ale przede wszystkim m mamę dwóch synów.
Choć cały tekst odnosi się do sytuacji wychowawczych w relacji rodzice – dzieci, to mamy przekonanie, że zawarte w nim przemyślenia i wskazówki mogą także dobrze posłużyć doskonaleniu relacji nauczyciel – uczeń. Przekonajcie się sami, czytając najpierw wybrane fragmenty, a później cały artykuł, zatytułowany „Język osobisty – jak wychowywać dziecko do odwagi bycia sobą”:
Jak wychowywać dzieci do odwagi bycia sobą? To proste i trudne jednocześnie. Jest to powrót do czegoś, co Jesper Juul nazwał językiem osobistym, a co bardzo dobrze znamy z własnego doświadczenia. To powrót do języka naszego dzieciństwa, do mówienia o sobie. Mówienia tylko o tym, co rzeczywiście SPOSTRZEGAMY z własnej perspektywy. Mówienia TAK tylko wtedy, gdy myślimy i czujemy „tak” i NIE, gdy właśnie tak czujemy. A później poszukiwania w tym niuansów. Gramatyka jest tu drugorzędna. Kiedy mówimy o sobie, wypowiadamy jakąś opinię, ujawniamy siebie, dzieją się rzeczy bardzo ważne dla naszego rozwoju osobistego. Za każdym razem, kiedy chcę wypowiedzieć się z poziomu języka osobistego, muszę się zatrzymać i sprawdzić, KIM JESTEM w danej chwili.[…]
Przyjrzyjmy się sytuacji, w której dziecko właśnie się ubrudziło. Dorzućmy do tego kontekst: ślub przyjaciół. Wszyscy pięknie wystrojeni, za chwilę wchodzimy do kościoła. Mam ochotę powiedzieć do mojego dziecka: „Ale się upaprałeś!”, „Jak ty wyglądasz?!”. Zaraz… Nie chcę tak mówić! Chcę używać języka osobistego. Ja… Ja… Muszę dać sobie moment, żeby sprawdzić, co się dzieje w tej chwili ze mną. Ja… widzę, że się świetnie bawisz. Ja nie chcę, żebyś bawił się teraz w kałuży. Zależy MI, żebyśmy wyglądali dziś uroczyście. Chcę, żebyś był czysty – to DLA MNIE ważne.
Foto: www.facebook.com/witold.kolodziejczyk
Nasz dobry znajomy, autor licznych tekstów zamieszczanych na stronach portalu EDUNEWS.PL – Witold Kołodziejczyk, napisał ostatnio niezbyt długi artykuł o tytule „Twórczy potencjał zmiany”. Zaiste, odważny człowiek, skoro posłużył się rzeczownikiem „zmiana” w czasach, kiedy nabrał on w powszechnym odbiorze bardzo pejoratywnego znaczenia – skompromitowany, zwłaszcza w środowisku nauczycielskim, sloganem o „Dobrej Zmianie w edukacji”.
Tym bardziej namawiamy do lektury tego tekstu, aby zmiana na nowo zaczęła kojarzyć się z czymś, co jest wartościowe, rozwojowe, pozytywne. Oto fragment tej publikacji:
Jak często w naszym życiu prywatnym i zawodowym zastanawiamy się nad miejscem, w którym jesteśmy i sensem tego, co robimy? Czy mamy momenty, w których twierdzimy, że nie mamy już szansy robienia nowych ekscytujących projektów, uczenia się czegoś nowego i tym samym maleją nasze szanse na dalszy rozwój? Czy w ten sposób nie manifestuje się wypalenie zawodowe, przekształcające się w depresję? To ważny moment i sygnał, który może być impulsem do zmiany, do osobistej głębokiej transformacji.
Trzeba wiedzieć, gdy się kończy jakiś etap w życiu. Gdy chcemy w nim trwać dłużej, niż jest to konieczne, tracimy radość tego, co jest przed nami – twierdzi Paulo Coelho.
Czy można zgodzić się z opinią, że większość z nas ma o wiele większe zdolności, potencjał twórczy, talent, inicjatywę i możliwości niż te, których wykorzystanie umożliwia nam wykonywana praca? Czy nasi przełożeni wykorzystują w pełni nasze twórcze możliwości? Ponad dziesięć lat temu, na jednym z seminariów dla kadry zarządzającej Marshall Goldsmith, autor wielu publikacji na temat przywództwa, w odpowiedzi zobaczył niemal przez wszystkich podniesione ręce. […]
Cały artykuł Witolda Kołodziejczyka „Twórczy potencjał zmiany” – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
Dzisiaj proponujemy lekturę tekstu, którego autor, Kamil Wysocki, jest jeszcze studentem, i to nie pedagogiki ani psychologii, a biologii na UAM w Poznaniu. Jak sam o sobie napisał – jego sercu bliskie są idee wolnościowe i prawdopodobnie dlatego blog, który pisze prowadzi na stronie LIBERTE. Zdecydowaliśmy się przybliżyć naszym Czytelnikom jego najnowszy post po przeczytaniu tytułu: „Daj mi rząd dusz, czyli o państwowej edukacji”.
Poniżej zamieściliśmy fragmenty tego tekstu i link do całości, mając nadzieję, ze jeśli nawet prezentowane tam poglądy nie wzbudzą w czytelniku entuzjazmu, lub choćby aprobaty, to zawsze pobudzą refleksje nad naszą, pod pisowską „Dobrej Zmiany” władzą, oświatową codziennością. (Pogrubienia tekstu – redakcja OE):
Foto: www.wysocki.liberte.pl
Kamil Wysocki
Ustrojem politycznym wszystkich dzisiejszych cywilizowanych państw jest demokracja. Nawet w monarchiach król sprawuje głównie funkcje reprezentacyjne a faktyczna władza leży w rękach demokratycznie wybranego parlamentu oraz rządu. Ustrój ten ma jednak to do siebie, że z racji powszechności prawa wyborczego, istnieje możliwość objęcia władzy przez różnego rodzaju populistów. Twierdzą, że to tylko oni wiedzą czego nam potrzeba i jak nam to dać, że to oni są głosem narodu. Zdążyli przyzwyczaić nas do tego, że państwo kieruje wieloma gałęziami gospodarki, zapewnia różne usługi i jest to jedyne rozsądne rozwiązanie.
Edukacja jest jedną z usług, która w powszechnym mniemaniu powinna być dostarczana przez państwo. Należy jednak pamiętać, że nie zawsze tak było. Dla przykładu, pierwszym stanem w USA, które zdecydowało się wprowadzić publiczną edukację było Massachusetts w 1850 roku. Proces ten trwał około 30 lat. Ostatnim miasteczkiem opierającym się przymusowi było Barnstable. Mieszkańcy poddali się dopiero w 1880 roku po wkroczeniu do miasteczka uzbrojonej policji, która eskortowała dzieci do szkoły, aby powstrzymać rodziców przed próbą odbicia swoich pociech
Ludzie zostali przyzwyczajeni do tego, że edukację dostarcza im państwo. Obecnie doszło do tego, że instytucja państwowa, stara się nie dopuścić do działania publicznej szkoły podstawowej prowadzonej przez podmiot prywatny. Taka sytuacja miała miejsce w Gdańsku, gdzie kuratorium stwierdziło nieważność decyzji prezydenta miasta Gdańska w sprawie zezwolenia na założenie szkoły. […]
Wczoraj, znany bloger – Dariusz Chętkowski – zareagował, naszym zdaniem zbyt impulsywnie, na obszerny tekst Artura Radwana, opublikowany w „Dzienniku Gazecie Prawnej” pod tytułem „Ofiary systemu, czyli jak nauczyciele stali się nierobami bez autorytetu”. Oto początek tego postu
Znowu strzelają do nauczycieli. I ponownie z tej samej broni – jesteśmy nieprzygotowanymi do pracy w szkole nierobami bez autorytetu. I jak zwykle wali do nas z grubej rury Artur Radwan z Dziennika Gazety Prawnej. Redaktor zaprawiony w gnojeniu belfrów. Pisze, że aż miło czytać – oczywiście, miło tym, którzy nie są nauczycielami. […] [Źródło: www.chetkowski.blog.polityka.pl]
I w tym miejscu „Belferbloger” zamieścił link – ale nie na stronę DGP, gdzie można przeczytać cały tekst Radwana, a do skrótu na portalu msn-finanse. A przecież niemożliwe, aby polonista, znawca stylistyki polskiej, nie odczytał owego „nawiasu” w jaki autor krytykowanego przez niego tekstu wziął owo tytułowe stwierdzenie.
Naszym zdaniem nie należy, już po lekturze tytułu, zacietrzewiać się i wszystko co pod nim napisano czytać „po łebkach”, ze z góry założoną, negatywną oceną. Oczywiście – Radwan to „stary” wyjadacz publicystyki i wie, że takim uogólnieniem, iż nauczyciele stali się nierobami bez autorytetu, sprawi, że czytelnik „nie nauczyciel”, z „nienajlepszymi” doświadczeniami w kontaktach z przedstawicielami tego zawodu, na pewno tekst ten przeczyta.
Ale przeczytać go warto, bo jest tam wiele treści, które nie mogą zaskoczyć nikogo, kto w tym zawodzie siedzi od lat, kto pracuje uczciwie i profesjonalnie, kogo także „wkurzają” czarne owce w tej profesji. Ale przekonajcie się sami – zamieszczamy najpierw wybrane fragmenty owego artykułu, a później link do źródła:
Nauczyciele stali się ofiarami systemu kształcenia oraz drogi awansu, który potęguje patologie zawodu. A na ten system składa się przestarzały program studiów, demotywujące przepisy Karty nauczyciela z 1982 r., sposób wynagradzania oraz środowisko, które wymusza podporządkowanie się niepisanym regułom. Taki stan trwa od lat. […]












