
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto:www.dzieje.pl
Marta Florkiewicz-Borkowska odbiera dyplom „Nauczyciel Roku 2017”
Na portalu „Superbelfrzy.pl”, pod zakładką „Edu-refleksje”, 8 września zamieszczono taki właśnie, refleksyjny tekst Marty Florkiewicz-Borkowskiej, zatytułowany „Stary Nowy Rok Szkolny”. Jego autorka – nauczycielka niemieckiego i zajęć technicznych w Szkole Podstawowej im. Karola Miarki w Pielgrzymowicach – to zdobywczyni tytułu „Nauczyciel Roku 2017”.
Oto wybrane fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Minął pierwszy tydzień kolejnego roku szkolnego. Niby nic nowego, rok w rok ten moment przecież następuje. Jednak ten rok jest inny od poprzednich. Po raz pierwszy w mojej szkolnej karierze na moich lekcjach niemieckiego pojawili się uczniowie klas piątych. […]
Do tej pory pracowałam z nastolatkami w wieku 13+. Młodymi ludźmi, których poznawałam w niezrozumiałym dla nich okresie przechodzenia z okresu dzieciństwa w wiek nastoletni. Nauczyłam się ich, nawiązałam z nimi relację opartą na autentyczności, zaufaniu i wierze w ich możliwości. Wspólnie przechodziliśmy ten czas, bogaty w najróżniejsze wzloty i upadki. Nieskromnie stwierdzę, że całkiem nieźle sobie z tym radziłam wypracowując metody i techniki, które dawały mi poczucie dobrze wykonywanej pracy.
Teraz widzę przed sobą uśmiechniętych, energicznych i bardzo rozgadanych piątoklasistów. Całkowicie różniących się od moich poprzednich uczniów, a ich starszych kolegów i koleżanek. I nie chodzi o to, że się boję. Ani o to, że nie dam sobie rady. Bo pewnie dam. Ale po latach doświadczeń w pracy z uczniami 13+ jest to dla mnie, jako nauczyciela nowość. I podejrzewam, że nie jestem z tym sama. Ale nikt o tym nie mówi. Bo przecież MY nauczyciele zawsze damy radę.[…]
Jak więc wyglądały moje pierwsze lekcje z piątoklasistami?
Foto: www.men.gov.pl
28 sierpnia MEN opublikowało na swej stronie „Poradnik Rady Rodziców”
Poniżej zamieszczamy fragmenty artykułu Marcina Polaka, zatytułowanego „Rady rodziców i ich (mizerne) kompetencje”, który jest komentarzem autora do tej publikacji. Najkrótszą recenzją tego „poradnika” jest zdanie z tego artykułu: „W gruncie rzeczy świeżo opublikowany poradnik MEN jest bezwartościowy. Utrzymuje błędną i szkodliwą dla szkoły interpretację przepisów „.
Oto wybrane fragmenty całości, z którą można zapoznać się na stronie portalu EDUNEWS.PL:
Zazwyczaj na pierwszym zebraniu z rodzicami w szkole padają takie pytania: „Kto chce być w trójce klasowej?” i „Kto zgłasza się do rady rodziców?”. Rodzice są teoretycznie ważnym partnerem szkoły w działaniach wychowawczych, choć z przepisów Prawa Oświatowego i z praktyki raczej to nie wynika – jeśli w szkole działa tylko rada rodziców, mogą oni najwyżej uprzejmie składać wnioski i opinie. Współpraca rodziców ze szkołą to obszar dość zaniedbany.
O pozornie ważnej roli rodziców w szkole MEN wydał właśnie broszurkę, szumnie nazywaną przewodnikiem: Rady rodziców. Kompetencje i zasady działania (TUTAJ). Z tej krótkiej publikacji dowiemy się, jak mało tak naprawdę mogą rodzice w szkole. Poczytamy o wyborach do rad rodziców, zasadach działania rady rodziców i jej kompetencjach, a także o środkach finansowych gromadzonych przez rodziców w celu wsparcia działalności statutowej szkoły. W zasadzie to ostatnie było głównym pretekstem wydania tej broszury.
Zastanawiam się, dlaczego pod szyldem „dobrej zmiany” MEN nie zdecydowało się dotąd na głębszą analizę współpracy szkoły z rodzicami i nie przedstawiło nowych rozwiązań i pomysłów, które ożywiłyby relacje i współpracę. Niestety dotychczasowe rozwiązania prawne wskazują, że rodzice nie mają wiele do powiedzenia w szkołach publicznych. Kompetencje rady rodziców nie są zbyt szerokie: […]
Domyślam się, że głównym pretekstem wydania takiego poradnika była sprawa zbierania funduszy przez radę rodziców. Przypomnijmy, że pod koniec czerwca Najwyższa Izba Kontroli informowała o wynikach kontroli odnoszącej się do wydawania środków z funduszy rady rodziców. W połowie skontrolowanych szkół zamiast na działalność dydaktyczno-wychowawczą pieniądze te przeznaczono również na remonty urządzeń i pomieszczeń szkoły oraz zakup wyposażenia. Według NIK w ten sposób rady rodziców wyręczały organ prowadzący szkołę, do którego zadań należy wykonywanie remontów obiektów szkolnych oraz wyposażenie szkoły w pomoce dydaktyczne.
Niestety po lekturze mam wrażenie, że jedne sprawy rozjaśniono, a inne niepotrzebnie zagmatwano. […]
Foto:www.jaroslawbloch.ovh
Jarosław Bloch
5 lipca zamieściliśmy tekst, zatytułowany „Dezercja, zbyt późna diagnoza wyboru zawodu, czy adekwatna do sytuacji decyzja?” w którym znalazły się fragmenty tekstu, zamieszczonego 23 czerwca na blogu „Co z tą edukacją”, prowadzonego przez Jarosława Blocha o tytule, który informował o radykalnej decyzji, podjętej przez jego autora: „Pożegnanie z bronią (kredą)”.
Wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku mamy do czynienia z typowym uzależnieniem, sądząc po tytułach, które ów były już nauczyciel zamieszczał na swym blogu po owym wyznaniu, nie tylko od blogowania, ale także od komentowania naszej edukacji.
Oto przykłady, potwierdzające tę hipotezę:
16 lipca – „Kalendarium” [Wszyscy ci, którzy sądzą że po trzęsieniu ziemi związanym z likwidacją gimnazjów nastanie czas spokoju, mylą się. Wstrząsy wtórne będą nas nękać jeszcze długo...]
12 sierpnia – „Moc nauczania i ciemna strona mocy” [Nauczanie ma wielką moc, która pozwala kształtować rzeczywistość i ludzkie poglądy, wiemy to wszyscy. Jednak zaniechania w tym względzie prowadzą szybko na ciemną stronę mocy...]
4 września – „35 litrów zmartwień” [Ósmoklasista wystartował. Rok szkolny zaczęliśmy od wymiany plecaka. 25 litrów, dobre jeszcze w 6 klasie, zupełnie nie sprawdziło się w 7...]
Dziś postanowiliśmy zamieścić fragmenty najnowszego posta (z wczoraj), zatytułowanego „Odchudzić podstawy programowe!”. Jego treść nie jest „odkryciem Ameryki”, ale autor napisał to wszystko, o czym – chyba wszyscy czynni nauczyciele – myślą, pisząc tzw „rozkład materiału”. I jeszcze jedno: zwróćcie uwagę na wniosek, którym autor zakończył swój post:
Ostatnimi czasy nastąpiło jakby przebudzenie. Nareszcie mówi się głośno o odchudzeniu podstaw programowych i sprawieniu, że powinny być mniej teoretyczne, a bardziej praktyczne. Z podstawą programową jest trochę jak z szafą do której wkłada się coraz to nowe rzeczy, ale starych się nie wyrzuca, bo a nuż się przydadzą. Po pewnym czasie szafa pęka w szwach i nie wiemy nawet do końca co w niej jest. Po kilku latach wyciągamy z niej jakiś ciuch i z rozbawieniem stwierdzamy, że jest już od dawna zbyt mały, a w dodatku niemodny. Na pewno każdy nauczyciel znajdzie w swojej szafie coś, co można pominąć w procesie nauczania.
Foto: www.kopernik.org.pl
C.N. KOPERNIK – kreatywna nauka w „Majsterni”
Wczoraj na stronie Portalu EDUNEWS.PL zamieszczono artykuł autorstwa Arety Wasilewskiej-Gregorowicz, zatytułowany „Konstruowanie wiedzy – CN Kopernik dla szkół”
Oto jego fragmenty (pogrubienia tekstu – redakcja OE):
Najlepiej uczymy się w działaniu. Samodzielne próby rozwiązania konkretnego problemu czy osiągnięcia określonego celu angażują nasze emocje, motywują do wysiłku i pomagają trwale poszerzyć wiedzę oraz rozwijać nasze umiejętności. Ucząc się w ten sposób sami konstruujemy swoją wiedzę, zamiast przyswajać ją w gotowej postaci. Wybór słów jest tu nieprzypadkowy – w nowym roku szkolnym proponujemy nauczycielom korzystanie na lekcjach z idei konstrukcjonizmu. Rozmawialiśmy o niej z edukatorami podczas tegorocznej konferencji Pokazać – Przekazać w Centrum Nauki Kopernik.
Jak powstaje wiedza?
Wiemy, że dzieci nie uczą się przez przyswajanie i odtwarzanie wiedzy, a raczej aktywnie ją konstruują w interakcji ze światem, tworząc własne teorie dotyczące obserwowanych zjawisk (Piaget, 1950). Nurtem rozwijającym tę ideę jest konstrukcjonizm, którego twórca Seymour Papert stwierdził dodatkowo, że ludzie uczą się najlepiej, kiedy konstruują obiekty za pomocą własnych rąk i z emocjonalnym zaangażowaniem w proces tworzenia.
Jak to działa w praktyce?
Foto: www.dziennikzachodni.pl
Wczoraj na profilu dr Żylińskiej znaleźliśmy taki wpis:
Pierwszy dzień w czwartej klasie, smutny dzień
To mail pani Hanny, mamy dziewczynki, która rozpoczęła naukę w klasie IV. Chyba nie umiem tego skomentować …
„Taki dzień, jak dziś, uświadamia jeszcze bardziej, jak taki ruch jak BSS jest potrzebny, jak potrzebne jest to, co robicie. Dziś był pierwszy dzień szkoły, pierwszy taki prawdziwy, bo były już lekcje. Nowi nauczyciele, nowe przedmioty – córka jest w IV klasie więc wszystko dla niej było nowe.
I taki smutek po powrocie. W każdym zeszycie wklejone zasady obowiązujące na danym przedmiocie + system oceniania i obowiązki ucznia. Drobniutkim druczkiem gęsto zadrukowana kartka, co wolno, czego nie wolno, za co piątka, za co jedynka. I to pewnie też jest ważne, by dzieci miały jasność, co je czeka. Ale ŻADEN (naprawdę żaden) nauczyciel nie zapytał nawet dzieci, jak mają na imię!!!!! Do cholery, jak dorosły człowiek idzie do pracy, to może się przedstawić i powiedzieć o sobie kilka słów. Ktoś się nim interesuje, dla kogoś jest ważny, nawet często ma „mentora” który wprowadza go w obowiązki, czasem nawet są jakieś spotkania integracyjne. A to są małe dzieci, które mam wrażenie mało kogo w szkole obchodzą :((( Nie umiem się z tym pogodzić, że ktoś tak traktuje moje dziecko.”
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
Redakcja OE także nie widzi potrzeby szerszego komentowania – nasz tytuł wystarczy..
Foto:www.facebook.com/pkleniewski/
Przemysław Kleniewski
Wczoraj na portalu „Juniorowo” zamieszczono (nomen omen) tekst – naszym zdaniem także jeszcze „juniora” w profesji nauczycielskiej – Przemysława Kleniewskiego. Jak można przeczytać na jedo fejsbukowym profilu – to absolwent X LO w Gdyni (rocznik 2012), aktualnie lektor języka rosyjskiego w dwu firmach: Salonie Językowym Maverickw oraz w gdańskiej szkole językowej o zobowiązującej nazwie „Oxford Language Centre” i – jak podano w notce o autorze – także organizator szkoleń z zakresu tzw. świadomej edukacji dla rodziców oraz nauczycieli.
Oto co ten 25-letni autor, mający jeszcze świeżo w pmięci szkoły których był uczniem, ma na taki oto temat do „napisania”:
Nauczyciel – lider czy dyktator?
[…] Niedziela rano. Choć to bardzo zły nawyk, jeszcze leżąc w łóżku odruchowo sięgam po telefon. Jedno z powiadomień: nowy post w pewnej grupie dla nauczycieli.
„Zawieracie kontrakt z uczniami na pierwszej lekcji w nowym roku szkolnym? Czy po prostu dyktujecie zasady?”
Ponoć kto pyta, nie błądzi. To super, że nauczycielka, nie będąc pewną, w jaki sposób podejść do uczniów na pierwszych zajęciach szuka porad wśród kolegów po fachu. Mniej super jest jednak to, że pośród komentarzy znalazłem na przykład takie:
„zasady na początku. co i jak. ja im w tym roku będę dodatkowo to [podstawowe słówka i zwroty – przyp. autora] dodawał i niech mi po polsku nie gadają że chcą do łazienki. biorę przykład z pani od niemieckiego która stawia za to jedynki:) W sumie to ma rację. no i może dam im kartkę żeby mi podpisali że zapoznali się z zasadami które będą na lekcji. chociaż mój przykład to średnia szkoła – kontynuacja nauki.”
„wstawiasz jedynki, bo ktoś się odezwie po polsku?”
„nie. jeszcze nie. bo wpadłem na to w tym roku. germanistka z mojej szkoły im dała takie zwroty no i jak jej ciągle po polsku gadali ,,do łazienki” to wtedy wstawiała. Jedynek pewnie stawiać nie będę ale jakieś minusy albo coś…” […]
Zamieszczone wczoraj na profilu dr Marzeny Żylińskiej – przytaczamy „w całości” i bez zbędnego komentarza:
Zacząć rok szkolny od intensywnej nauki, bo czasu jest tak mało
Na pierwszej lekcji w nowym roku szkolnym można zorganizować gry i zabawy integracyjne. To czas przeznaczony na tworzenie relacji i wzajemne poznawanie się. Ale jest jeszcze inna możliwość. Na pierwszej lekcji można od razu zaplanować intensywną naukę. Co myślicie o takiej propozycji na pierwszą w nowym roku szkolnym lekcję języka polskiego?
Uczniowie dobierają się w pary i cała klasa idzie na spacer. Można iść do parku, na pobliską łąkę lub za szkolny płot, jeśli tylko rosną tam jakieś drzewa lub krzaki. Nauczyciel musi zadbać o to, by połowa uczniów mogła przewiązać sobie oczy chustką tak, by nic nie widzieć. Uczniowie pracują w parach. Osoba, która ma zawiązane oczy jest prowadzona przez kolegę lub koleżankę, która ma zeszyt i długopis. Jej zadaniem jest opis przyrody w sytuacji, gdy wyłączony został najważniejszy zmysł, czyli zmysł wzroku.
Uczniowie poruszają się po terenie w parach. Osoba, która ma przewiązane oczy opisuje otoczenie wykorzystując wszystkie zmysły oprócz wzroku i dyktuje to, czego doświadcza swojemu przewodnikowi. W ten sposób powstaje opis przyrody inny niż te, które uczniowie zazwyczaj piszą.
Po pewnym czasie następuje zmiana ról. Po powrocie do klasy każdy pracuje nad swoim opisem w oparciu o podyktowane notatki.
Dziś, jak znalazł (a znalzł się on w „sieci” wczoraj} upubliczniamy list Jarosława Pytlaka, którego treść nie musimy zapowiadać. Oto jego pierwszy i ostatni fragment:
Szanowni Państwo, Dyrektorzy szkół, przedszkoli i placówek oświatowych!
Koleżanki i Koledzy!
Pozwólcie, że korzystając z przywileju wieku, doświadczenia i dwudziestu ośmiu lat pełnienia funkcji dyrektora szkoły, a w tym czasie przetrwania osiemnastu ministrów, ze trzech dużych reform i pewnie co najmniej po trzykroć tylu małych, zwrócę się do Was z listem, przygotowanym specjalnie na okoliczność rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego. Nie będę ukrywał, że zainspirowała mnie epistoła, którą 29 sierpnia skierowała do nas wszystkich pani minister Zalewska. Skoro mogła szefowa MEN zamanifestować tą drogą, jak zawsze, niczym nie zmącone samozadowolenie i optymizm, mogę i ja w podobny sposób podzielić się z Wami swoim zatroskaniem. Dla zachowania równowagi w przyrodzie.
Nadchodzący rok szkolny obiecuje nam jeszcze więcej pracy, jeszcze mniej satysfakcji w zmaganiach z oporną materią prawa oświatowego, i jeszcze mniej radości z czasu, który kiedyś mogliśmy poświęcać swoim wychowankom. Mimo szumnych zapowiedzi pani Zalewskiej biurokracja, zamiast ulegać ograniczeniu, będzie plenić się jeszcze bardziej. […]
Koleżanki i Koledzy! W obliczu nadchodzącego roku szkolnego życzę Wam nerwów jak postronki i woli świętego Franciszka z Asyżu. No i wiary, że będąc dyrektorem nie przestaje się być pedagogiem. Niech cokolwiek sobie wymarzycie będzie w Wami!
PS. I trzymajcie się, bo to (był kiedyś) piękny zawód. I może jeszcze kiedyś taki będzie. Tymczasem jednak uprzedzajcie młodych, że dyrektorem szkoły w Polsce AD 2018 może chcieć zostać tylko wariat albo samobójca. Nawet za te 1000 złotych więcej, które w desperacji rzuciło miasto stołeczne Warszawa.
Pełny tekst Listu Jarosława Pytlaka do dyrektorów z okazji rozpoczęcia roku szkolnego 2018/2019 – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Foto: www.facebook.com/FundacjaBatorego/
„Obserwatorium Edukacji” nie monitoruje na co dzień stron Fundacji Batorego i dlatego tylko dzięki portalowi Prawo.PL firmy Wolters Kluwer dowiedzieliśmy się, że został tam opublikowany raport, autorstwa dr Przemysława Sadury, zatytułowany „Polska szkoła reform: czego możemy się nauczyć z nieudanych zmian systemu edukacji?”
Jego lektura, a zwłaszcza wnioski, które zwieńczają ów raport, właśnie dziś – 1. września, kiedy to wszystkie dotychczasowe reformy oświatowe zaczynały obowiązywać, niech uświadomi wszystkim oddolnym reformatorom swoich szkół, że nic się nie uda bez przekonania do tych zmian rodziców naszych uczniów i uczynienia z nich swoich sojuszników.
Oto fragmenty tej publikacji, w której Monika Sewastianowicz streszcza jego zwartość:
W ostatnim ćwierćwieczu żadna z podejmowanych w Polsce reform oświaty nie udała się w całości – uważa autor.Dodaje, że „rozmontowywali” reformę ci, którym mogła zaszkodzić, albo – co gorsza – sabotowali ci, którym miała pomóc.[…]
Tak było choćby w przypadku tworzenia gimnazjów i posyłania sześciolatków do szkoły. Obie reformy zaprojektowano z myślą o środowiskach wiejskich oraz osobach niżej sytuowanych. Dzięki stworzeniu systemu gimnazjów, mieli oni zyskać możliwość poznania środowiska spoza swojego najbliższego sąsiedztwa. Druga ze zmian miała spopularyzować wychowanie przedszkolne.
Obie nie zyskały poparcia – gimnazja na wsi łączono ze szkołami podstawowymi, a w miastach z liceami, przez co cała reforma traciła sens. W przypadku obniżenia wieku rozpoczęcia nauki w szkole buntowała się większość rodziców sześciolatków, ale to, z jakiego powodu, zależało od przynależności klasowej. Rodzice z niższych klas społecznych uważali, że szkoła pozbawia dzieciństwa. Rodzice z wyższych kładli nacisk na brak przygotowania placówek oświatowych do pracy z młodszymi dziećmi.[…]
Cały artykuł „Raport: Uszczęśliwianie na siłę marną podstawą reformy” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl
Oto fragment ostatniej części omawianego powyżej raportu:
Foto: www.nobell.edu.pl
Szkoła No Bell w Konstancinie-Jeziornej. On właśnie „się uczy”, bo nie siedzi karnie w ławkach i nie jest „nauczany”.
We wtorek na stronie portalu „Juniorowo” redakcja zamieściła tekst, zatytułowany „Czy nasze szkoły są nowoczesne czy są dwustuletnim skansenem?” Jego autorką jest nasza dobra znajoma – dr Marzena Żylińska, która tym razem nie skorzystała z prowadzonego przez siebie na stronie „Budzącej się Szkoły” bloga, a wystąpiła gościnnie w „Juniorowie” – portalu adresowanym do rodziców.
Mamy wrażenie, że jest to przejaw „działalności misyjnej” pani dr Żylińskiej, gdyż to obszerne opracowanie jest syntezą filozofii zmian w szkole, od lat promowanych nie tylko przez nią słownie, ale także czynnie przez coraz liczniejsze szkoły skupione w ruchu, który ostatnio woli nazywać się „Szkołami w Drodze”.
Oto wybrane fragmenty, których lektura – na progu kolejnego roku szkolnego – raz jeszcze przypomni jaką to drogę mamy do pokonania, my – wszyscy, nie tylko nauczyciele, ale i rodzice aktualnych i potencjalnych uczniów, a przede wszystkim politycy, odpowiedzialni za decyzje, hamujące lub pobudzające do zmiany:
Gdybyśmy nagle cofnęli się o sto lat i naszym prapradziadkom pokazali smartfon, nie wiedzieliby, że służy on do tego samego, co używany przez nich telefon. Telefony podobnie jak wiele innych urządzeń i – ogólniej rzecz ujmując – dziedzin życia, przez ostatnie dziesiątki lat niezwykle się rozwinęły, czerpiąc z odkryć nauki, z rozwoju naszej wiedzy i z możliwości coraz to nowszych technologii.
Ale jeśli ktoś żyjący przed stu laty wszedłby do dzisiejszej szkolnej klasy, od razu wiedziałby, że jest w szkole. […]
Są tacy, którzy mówią „Przecież mamy nowoczesne szkoły. Popatrzcie, mamy tablice interaktywne, mamy tablety, mamy tyle nowoczesnych urządzeń”. Ale jeśli z przodu klasy wisi nowoczesna tablica interaktywna, a przed nią stoi nauczyciel, który – jak kiedyś – wszystko wyjaśnia, a potem oczekuje od dzieci, że będą to wiernie reprodukować, to zmieniły się didaskalia, ale model został taki sam. Jeśli dzieci na tabletach robią to samo co w zeszytach ćwiczeń, tzn. zaznaczają A, B, C, D, to cóż za różnica, że robią to na tablecie? […]
Spróbujmy przez chwilę uwolnić się od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, od tego, co wydaje się oczywiste. Zobaczmy, co tak naprawdę jest w edukacji herezją, a co jest lub powinno być oczywistością i normą. […]









