Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: www.facebook.com/marzena.zylinska

 

Sala konferencyjna Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku podczas wykładu dr Marzeny Żylińskiej na XXV Konferencji Programowej Społecznego Towarzystwa Oświatowego.

 

 

Jarosław Pytlak zamieścił w sobotę na swym blogu „Wokół Szkoły”, w drugim dniu odbywającej się w Gdańsku trzydniowej XXV Konferencji Programowej Społecznego Towarzystwa Oświatowego, kolejny tekst o prowokacyjnym tytule: „Czy można (i warto) pracować coraz więcej?” . Tradycyjnie – zamieszczamy poniżej fragmenty tego postu i link do pełnej jego wersji. Pogrubienie i podkreślenia w cytowanym tekście – redakcja OE. Przy okazji – poczytajcie komentarze pod tekstem niejakiego Xawera – zaskakujące. Zaskakujące niezrozumieniem istoty sprawy:

 

Doroczne spotkanie dyrektorów szkół i prezesów kół Społecznego Towarzystwa Oświatowego, tym razem w Gdańsku. Bardzo interesujące, bo organizatorzy świetnie dobrali wykładowców (Marzena Żylińska, Jan Wróbel), a zwieńczyli to wisienką na torcie w postaci udziału obojga w panelu dyskusyjnym, w którym dodatkowo mieliśmy okazję posłuchać m.in. profesorów: Marii Mendel i Tomasza Szkudlarka, oraz wieloletniej prezes i wiceprezes Zarządu Głównego STO Anny Okońskiej-Walkowicz. Lejtmotywem całości było pytanie „Oczywistość czy herezja?”, odniesione do obecnej kondycji polskiej szkoły i postulowanych zmian w jej sposobie funkcjonowania. Rzecz cały czas żywa w obliczu gonitwy emocji i myśli dotyczących szkolnictwa, buzujących zarówno w skali całego społeczeństwa, jak najbliższego mojemu sercu środowisku STO.

 

Nie miejsce tutaj i nie moja rola, by relacjonować treść wykładów i wypowiedzi dyskutantów. Pragnę natomiast podzielić się myślami, które przyszły mi w tym czasie do głowy, cały czas bowiem szukam możliwie prostego wyjaśnienia sytuacji, w której tyle jest dobrych pomysłów na zmiany w edukacji, a rzeczywistość skrzeczy, może nawet coraz bardziej. […]

 

W wykładzie inauguracyjnym pani Żylińska postawiła pytanie dlaczego, choć świat się bardzo zmienia, szkoła wciąż pozostaje taka jak przed wielu laty? Osobiście nie bardzo zgadzam się z tą tezą, bowiem uważam, że wiele cech różni dzisiejszą szkołę od tej, do której chodziłem; pod licznymi względami jest (jednak) lepiej, pod niektórymi – jak mi się wydaje – gorzej. Jednak pamiętam oglądane wielokrotnie w internecie sugestywne zestawienie fotografii dwóch izb szkolnych, sprzed lat kilkudziesięciu i współczesnej, ukazujące podobne rzędy ławek stojących karnie przed tablicą. Tak jest faktycznie, a sposób postawienia pytania podczas wykładu zdawał się sugerować, że jest w tym stanie rzeczy czyjaś wina. Możemy uznać, że społeczeństwa jako całości, ale ja jako nauczyciel odbieram je raczej jako zarzut, że sam godzę się na pracę w skostniałej instytucji, która wygląda i działa tak jak sto lat temu.

 

Czytaj dalej »



Wczoraj na portalu JUNIOROWO zamieszczono zapis rozmowy, jaką Elżbieta Manthey przeprowadziła z Agnieszką Stein – psycholożką, ale też mamą nastoletniego syna, który uczy się w edukacji domowej. Rozmowa dotyczy edukacji domowej – jako alternatywy dla sytuacji, w której córka lub syn w tegorocznej rekrutacji do liceów nie odstał(-a) się i jest zmuszona(-y) do pobierania nauki w liceum „piątego wyboru”. Przytaczamy cały ten tekst:

 

 

Foto:www.gazetacodzienna.pl

Agnieszka Stein

 

Przepełnione licea, lekcje od świtu do wieczora na trzy zmiany, zbyt liczne klasy i wielu nastolatków, którzy nie dostali się do tych szkół, do których chcieli. Rekrutacyjny chaos, jaki mieliśmy tego lata to był dopiero początek. Być może w końcu twoje dziecko dostało się do szkoły, w której dobrze się czuje, „nie jest tak źle”, albo okazało się, że jest nawet lepiej niż się spodziewaliście. A jeśli nie? Jeśli ta szkoła to nie jest miejsce, które dobrze służy rozwojowi i edukacji twojego nastoletniego dziecka? Szukacie innych opcji? Jedną z nich jest edukacja domowa. I zanim powiesz „to nie dla mnie”, przeczytaj tę rozmowę. Rodzice, którzy nie mają doświadczenia czy kontaktu z edukacją domową, zwykle na dźwięk tych słów reagują poważnymi wątpliwościami: przecież to niemożliwe jednocześnie uczyć własne dzieci i pracować na etacie, dzieci w edukacji domowej na pewno nie mają wystarczających kontaktów z rówieśnikami i to szkodzi ich rozwojowi społecznemu, może i da się uczyć w domu 7-9-latki, ale jak sobie poradzić z bardziej skomplikowanymi zagadnieniami z zakresu klasy 7. czy 8. szkoły podstawowej, albo tym bardziej szkoły średniej? Rozumiem te obawy. Dlatego aby dowiedzieć się, jak jest naprawdę, a nie teoretyzować i polegać na wyobrażeniach, postanowiłam porozmawiać na ten temat z kimś, kto ma takie doświadczenia i to całkiem spore. Zapytałam Agnieszkę Steinpsycholożkę, ale też mamę nastoletniego syna, który uczy się w edukacji domowej, jak to jest z taką edukacją w przypadku nastolatka.

 

 

Elżbieta Manhey: Co robić, jeśli szkoła średnia, do której ostatecznie dostało się nasze dziecko to nie jest miejsce, które dobrze służy jego rozwojowi i edukacji?

 

Agnieszka Stein: Mam wrażenie, że my przywiązujemy jakąś ogromną wagę do szkoły ponadpodstawowej, a moim zdaniem to, do której szkoły nasze dziecko pójdzie ma minimalne znaczenie. Jeśli ktoś jest wytrwały, bystry, lubi się uczyć i się rozwijać, potrafi budować relacje z ludźmi to szkoła nie jest mu do niczego potrzebna. Musi jedynie spełnić obowiązek edukacyjny, który państwo na niego nakłada. A jeśli ktoś nie ma tych wszystkich właściwości, to nawet najlepsza szkoła mu nie pomoże. Żyjemy w czasach, kiedy edukacja formalna naprawdę niewiele komukolwiek może dać, ale dorośli w swoich przekonaniach tkwią jakieś trzydzieści lat wstecz. 

 

 

Ale żyjemy też w czasach, kiedy rodzice większą część dnia spędzają w pracy. I szkoła dla nich oznacza, że w tym czasie inni dorośli zaopiekują się ich dzieckiem, zadbają o jego potrzeby i o edukację. Dzięki temu mamy poczucie, że nasze dziecko jest bezpieczne – teraz, bo ktoś się nim opiekuje i na przyszłość, bo ktoś dba o jego rozwój i przygotowuje do dorosłego życia.

 

Jeśli mówimy o nastolatkach, to to nie jest prawda, bo po pierwsze, dziecko może wcale nie być w szkole. Dzieci w tym wieku zwykle już same jeżdżą do szkoły i to, czy do niej dotrą, czy nie, zależy właściwie wyłącznie od ich woli. Po drugie – w szkole dzieje się o wiele więcej niebezpiecznych sytuacji niż w domu, a nawet mam wrażenie, że więcej jest tam niebezpieczeństw niż na ulicy. Szkoła to wcale nie jest takie bezpieczne miejsce, jak nam się wydaje. Po trzecie szkoła generuje zagrożenia natury psychicznej – stres, presja na wyniki, rywalizacja. 

 

Nie chodzi mi tutaj o straszenie szkołą i pokazywanie, jaka ona jest zła. Ale nasze przekonania o tym, że dziecko chodzące do szkoły jest bezpieczne, zaopiekowane i na dobrej drodze ku pięknej przyszłości może się mijać z rzeczywistością. Szkoła nie jest żadnym gwarantem bezpieczeństwa dziecka.

 

x           x           x

 

Jeśli szkoła nie daje nam gwarancji ani bezpieczeństwa, ani dobrego rozwoju dziecka to równie dobrze, a czasem może i lepiej, możemy zapewnić dziecku rozwój poza szkołą, w edukacji domowej. Tylko wyobrażenie nastolatka, który uczy się sam, podczas kiedy jego rodzice są w pracy budzi sporo obaw u rodziców – czy on się sam czegoś nauczy, czy sobie poradzi, czy my sobie poradzimy.

 

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl

 

 

 



Foto: www.encyklopedia.pwn.pl

 

Janusz Korczak z wychowankami

 

Dziś uznaliśmy, że najwyższa pora na wypromowanie zapoczątkowanego przed kilkoma tygodniami cyklu „Inspiracje korczakowskie”, którego autorką jest Marta Ciesielska jest badaczką i popularyzatorką spuścizny Janusza Korczaka oraz koordynatorką prac Korczakianum – pracowni Muzeum Warszawy. Jej teksty zamieszczane są na portalu EDUNEWS.PL. Poniżej zamieściliśmy najnowszy tekst, opatrzony tytułem < Twórcze „nie wiem” i „wiem” > – opublikowany dzisiaj:

 

(…)W wychowaniu wszystko jest eksperymentem – próbą. […] programu prób na rzecz despotycznego dogmatu zrzec się nie myślimy. – Próba winna być ostrożna, rozważna, nie narażać na niebezpieczeństwo […] próba to dopiero początek, wstęp – do dalszych”.

 

Jak bronić się przed rutyną, znużeniem, wręcz nudą, ale i jak dawać sobie radę z uciążliwą niepewnością, rozterkami, zwątpieniem…? Gubisz się? – Pamiętaj, że nie jest hańbą błądzić w przeolbrzymim lesie życia. […] Cierpisz? – W bólu rodzi się prawda (Jak kochać dziecko. Internat, 1920, 1929).

 

Podpowiedzi, jak (dobrze) żyć, Janusza Korczaka są może i niełatwe, ale jego nieustająca do (tragicznego) końca aktywność przekonuje, że szedł konsekwentnie wybraną drogą, twórczo, jak chciał. Choć sam wadził się nie raz z własnym, naznaczonym bolesnymi doświadczeniami losem i kryzysowymi czasami (obciążenia i śmierci w rodzinie, traumy wojenne, samotność „wśród ludzi”, egzystencjalna i praktyczna troska o świat i człowieka/dziecko, bezsilność wobec rosnącej przewagi homo rapax nad homo sapiens…).

 

Najważniejsza „recepta” to niewyczerpana, bo nie tylko naturalna, ale i zapewne pielęgnowana – ciekawość, postawa wiecznego badacza, który nie szuka ostatecznej odpowiedzi, tylko stale eksperymentuje. „Badać, by wiedzieć? – Nie. […] Chyba badać, by zadawać coraz dalsze i dalsze pytania. – Pytania stawiam ludziom (niemowlętom, starcom), faktom, zdarzeniom, losom” (Pamiętnik, 1942).

 

Czytaj dalej »



Foto: Instagram.com/stowarzyszenie_tolerado

 

 

Na stronie OKO.press zamieszczono dziś tekst Antona Ambroziaka, zatytułowany „Tęczowy Piątek już jutro: cztery największe przekłamania i manipulacje przeciwników akcji”. Uwzględniając aktualność tego tematu – zamieszczamy jego fragmenty i link do jego pełnej wersji:

 

 

Na dzień przed „Tęczowym Piątkiem” w sabotaż akcji wspierającej młodzież LGBT w szkołach zaangażowali się wszyscy przeciwnicy.

 

MEN wymyślił konkurencyjne święto – „Szkoła Pamięta” – poświęcone zmarłym bohaterom. Zachęca, by tego dnia nauczyciele i uczniowie wybrali się np. na cmentarz. Kuratoria podległe ministerstwu straszą dyrektorów dołączających do akcji złamaniem przepisów oświatowych.

 

Fundacja „Mamy i Taty” prosi rodziców, żeby zostawili dzieci w domach, a „Ordo Iuris” przygotowuje dla nich „gotowce” – oświadczenia o konieczności wydania każdorazowej zgody na prowadzenie zajęć antydyskryminacyjnych czy edukacji seksualnej.

 

Rzecznik Praw Dziecka w krótkim wpisie na twitterze dyscyplinuje dyrektorów, MEN oraz Rzecznika Praw Obywatelskich: „Szkoła musi być wolna od ideologii”.

 

Episkopat w podobnym tonie przypomina oświadczenie Komisji Wychowania Katolickiego z 2018 roku, w którym stwierdza, że „szkoła nie jest miejscem na propagowanie środowisk LGBT.

 

Na posterunku są też prawicowe media. TVP Info w alarmistycznym tonie nadaje:Uwaga, nadciąga tęczowy piątek. Rodzicu, możesz ochronić swoje dziecko”.

 

 

OKO.press chroni przed bzdurami i chaosem informacyjnym. Obalamy cztery największe przekłamania i manipulacje dotyczące „Tęczowego Piątku” w szkołach:

 

Czytaj dalej »



Antykoncepcja i nauka o współżyciu seksualnym nie jest namawianiem do seksu” – uważają Polacy pytani przez IBRiS na zlecenie DGP i RMF FM.

 

 

To lead artykułu Klary Klinger i Patrycji Otto, zamieszczonego wczoraj w „Gazecie Prawnej” pod tytułem „Czy chcemy dzieci uczyć o seksie?”. Powstał on na podstawie badania, przeprowadzonego na zlecenie „Dziennika Gazety Prawnej” i RMF FM przez sondażownię IBRiS. Oto fragmenty tej publikacji:

 

Źródło: www.twitter.com/IBRiS_PL

 

 

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla DGP i RMF FM wynika, że niemal 80 proc. uważa, że zajęcia z edukacji seksualnej powinny być prowadzone w szkole – i to już od podstawówki. Za takim rozwiązaniem optuje niemal 47 proc. badanych. Ale widać wyraźny podział wiekowy oraz ze względu na płeć: aż 94 proc. ankietowanych między 25. a 29. rokiem życia jest za edukacją od podstawówki. Również kobiety częściej niż mężczyźni są za wcześniejszym rozpoczęciem tego rodzaju nauki – różnica wynosi 10 pkt proc. (52 versus 42 pkt proc.).

 

Jednocześnie badani przyznają, że to rodzice nadal powinni pozostawać głównym źródłem informacji o seksie – tak uważa 60 proc. badanych. Dla prawie 30 proc. główną odpowiedzialność ponosić powinna szkoła. Wszyscy są natomiast zgodni, że dzieci nie powinny czerpać wiedzy od rówieśników czy z internetu.

 

Zapytaliśmy również o to, co może stanowić zachętę do seksu. […]

 

Zdaniem ankietowanych przez IBRiS – nauczanie o współżyciu seksualnym czy o antykoncepcji nie stanowi zachęty do seksu. Tak mówiło 68 proc. respondentów. Jednak już jedna piąta (ok. 20 proc.) uważała, że może taką zachętą być. Najbardziej zgodni z taką opinią są zwolennicy PiS i osoby po pięćdziesiątce. […]

 

Cały artykuł „Czy chcemy dzieci uczyć o seksie?”    –    TUTAJ

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl



Foto:www.facebook.com/tomasztokarzIE

 

Dr Tomasz Tokarz

 

 

Dzisiaj nie potrafiliśmy nie przekazać dalej tego, o czym wczoraj przeczytaliśmy na profilu Tomasza Tokarza. Poniżej przytaczamy (w całości) dwa zamieszczone tam teksty – oba na ten sam temat: o motywowaniu uczniów. Podkreślenia i pogrubienia czcionek – redakcja OE:

 

23 października – rano

 

Bardzo często słyszę pytanie: co mam zrobić, by zmotywować ucznia do uczenia się? Tak naprawdę nie ma jednej odpowiedzi, bo trzeba zadać sobie pytanie:

 

-Co rozumiemy przez uczenie się?
-Co chcemy osiągnąć?
-O co właściwie pytamy?

 

Czy mówiąc o motywacji do uczenia się zależy nam na tym, aby uczeń:

a)lepiej rozumiał siebie i świat? Myślał krytycznie i twórczo? By potrafił się dobrze komunikować i współpracować z innymi? By był mądrym i otwartym człowiekiem, zmieniającym świat na lepsze?
 

b)zapamiętał trwale dużo danych i dzięki temu łatwiej zdał egzamin na wysoką ocenę?

 

c)sprawniej wykonywał nasze polecenia i po prostu nie przeszkadzał nam w wykonywaniu naszej pracy?

 

Jeśli zależy nam na punkcie c – to wtedy sprawdzą się najlepiej metody siłowo-manipulacyjne, uczeń zastraszony (kary) i przekupywany (nagrody) będzie posłuszniej wykonywał nasze polecenia. Tutaj zalecam tresurę, kijomarchewkę i wzbudzanie poczucia wstydu. Warto wykorzystać techniki: dobry i zły glina, wilk w owczej skórze, jak będziecie grzeczni to…, niepełne pełnomocnictwa, rosyjski front („albo kartkówka teraz albo sprawdzian z całego działu za tydzień dni”) i takie tam inne z podręczników wywierania wpływu. Powinno pomóc.

 

Jeśli zależy nam przede wszystkim na punkcie b – to podczas obrabiania przydadzą się różnego rodzaju stymulacje mózgu – jak uczy się mózg, to już wielokrotnie pisałem (zaangażowanie, emocje, gry, zabawa). Nie da się uniknąć także typowego podania danych, ale jeśli podawaniu towarzyszy miła atmosfera jest łatwiej zapamiętać je na dłużej. Jednak nie oszukujmy się: nie obędzie się suma summarum bez wkuwania – ale jak wmówimy uczniowi, że to dzięki temu zda egzamin (albo jeszcze lepiej: że to co robi ma znaczenie, nawet jak nie ma), to efektywność jego działań wzrośnie. Przydadzą się także łagodniejsze techniki wywierania wpływu: odzwierciedlanie, autorytet, dopasowanie, pusty portfel (bardzo bym chciała, ale…), nagrodę w raju („jak będziecie się uczyć, to kiedyś…”) , masaż cenowy, wyolbrzymianie ustępstw itd.

 

Jeśli zależy nam na punkcie a – no tak, to tutaj zaczyna się zupełnie inny poziom… Tu Ci nie dam gotowych instrukcji. To Ty masz kontakt z konkretnym dzieckiem. Jeśli miałbym coś wskazać, to… to prostu bądź z drugim człowiekiem, rozmawiaj z nim, pokaż mu rzeczy, które warto zobaczyć, wskaż mu drogi, którymi warto iść, zaproponuj aktywności, które warto realizować, czytaj z nim razem dobre książki i oglądaj mądre filmy, dyskutuj z nim o nich, rób z nim rzeczy, które mają znaczenie, otwórz się na niego, zauważaj go i doceniaj, bądź gotowy/a na uczenie od niego, pozwól mu aktywie działać, zrezygnuj z przemocy i straszenia, odwołuj się do jego doświadczeń i dziel się własnymi, pozwól mu na decydowanie o sobie, pomóż mu rozpoznać jego mocne strony, odwołuj się do jego zainteresowań, buduj z nim dobre relacje…     

 

 Tylko tyle i aż tyle.

 

 

 

23 października – wieczorem

 

Spora część tego, co uczniowie dziś robią w szkole to zwyczajna strata czasu: i uczniów, i nauczycieli.

 

Czytaj dalej »



 

 

Webinarium dostępne będzie   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/fundacjaCEO



Foto: Jakub Szafrański[www.krytykapolityczna.pl]

 

16 października 2019. Protest pod Sejmem przeciw projektowi „Stop pedofilii”.

 

 

W sobotę 19 października, na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczony został artykuł, zatytułowany „Chcemy edukacji seksualnej!”. Postanowiliśmy upowszechnić go wśród naszych Czytelników – z powodów oczywistych: aktualności problemu, powstałego z chwilą podjęcia przez Sejm prac legislacyjnych nad projektem ustawy, przez jednych określanych mianem „Stop pedofilii”, ale przez znakomitą większość – „Stop wychowaniu seksualnemu”, ale także dlatego, że jest to autentyczny głos, nie tylko jednostkowej, opinii przedstawiciela młodych ludzi – potencjalnych poszkodowanych, jeśliby ustawa ta stała się obowiązującym w Polsce prawem. Wybraliśmy te fragmenty, które prezentują stanowisko najbardziej zainteresowanych – młodzieży:

 

Seks, naszą cielesność pokazują ciągle reklamy, książki, filmy, internet. Jeżeli chcecie, szanowni dorośli, żeby młodzież się w tym wszystkim nie pogubiła i umiała normalnie podchodzić do swojej seksualności, bronić swoich granic czy tworzyć zdrowy związek – dajcie im możliwość nauki – pisze licealista Krzysztof Katkowski.

 

Rodzice sprzeciwiają się seksualizacji dzieci w szkołach”, grzmiał niedawno propagujący miłość bliźniego „Gość Niedzielny”. A 16 października projekt „Stop pedofilii” − w praktyce proponujący 3 lata więzienia za przekazywanie wiedzy o seksualności człowieka − przeszedł do dalszych prac sejmowych. Środowiska narodowo-katolickie za nic mają zachętę Franciszka do wprowadzenia edukacji seksualnej, lekceważą też to, co mają na ten temat do powiedzenia młodzi ludzie, których sprawa dotyczy. […]

 

Wudeżety

Zajęcia, w czasie których omawiane są kwestie związane z dorastaniem i seksualnością, od lat mają miejsce w polskich szkołach. […] Uczniowie i uczennice uczyli się nie tylko o płci kulturowej, ale także i o tym, jak zbudować dojrzały związek, jak się komunikować z partnerką czy partnerem. Wielu dorosłym ta wiedza może wydawać się oczywista, niewymagająca nauki – dla nas jednak jest to coś, czego wielu z nas nie potrafi. Sam musiałem się tego uczyć „na sobie”, co jest dosyć trudne – zwłaszcza bez wsparcia, pokierowania. […]

 

Chcemy wiedzieć więcej

Na kilku licealnych grupach na FB przeprowadziłem krótką ankietę, na którą odpowiedziało 460 moich rówieśników z różnych warszawskich szkół. Większość z nich mieści się w przedziale wiekowym 16–18 lat, czyli praktycznie w wieku inicjacji seksualnej.

 

Czytaj dalej »



Jak zapowiedział Prezes ZNP Sławomir Broniarz: „22 października Zarząd Główny ZNP podejmie uchwałę o projekcie obywatelskim. – Pójdziemy do nowo wybranego Sejmu i poprzez tryb procedowania sejmowego będziemy chcieli zwiększyć poziom wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli.”  [Źródło: www.prawo.pl/oswiata/]

 

Problem w tym, że jutro w Sejmie nie będzie nowowybranych posłów i senatorów, że nie będzie ich tam do 12 listopada, że nowego rządu, a więc i nowego ministra edukacji nie będzie jeszcze przez wiele następnych tygodni.

Powstaje pytanie: Jaki sens ma rozpoczynanie właśnie teraz protestu, określanego przez centrale związkowe „strajkiem włoskim”. I co to właściwie jest ten „włoski strajk”?

 

Sporo wyjaśnia tekst „Strajk włoski to nie strajk”, zamieszczony dzisiaj na portalu PRAWO.PL, którego autorem jest Robert Stępień – radca prawny w Kancelarii Raczkowski Paruch. Przytaczamy ten artykuł w całości – pogrubienia czcionek jego fragmentów – także (bo niektóre to redakcja portalu PRAWO.PL) redakcja OE:

 

 

Foto: www.raczkowski.eu

 

Robert Stępień – radca prawny w Kancelarii Raczkowski Paruch

 

 

 

Strajk włoski narusza prawo. Jest sprzeczny z podstawowymi obowiązkami pracownika wynikającymi z istoty stosunku pracy. Stanowi naruszenie w szczególności obowiązku wykonywania pracy rzetelnie, zgodnie z umową o pracę – uważa radca prawny Robert Stępień z Kancelarii Raczkowski Paruch.

 

Strajk włoski jest nielegalny. Nazwa strajk jest w tym przypadku myląca. Nie jest to bowiem typowy strajk, ale de facto inna niż strajk akcja protestacyjna w rozumieniu przepisów o rozwiązywaniu sporów zbiorowych – prowadzenie akcji protestacyjnej w takiej formie jest niezgodne z tymi przepisami.

 

 

Strajk włoski bez podstawy prawnej

 

Czytaj dalej »



Rys. Danuta Sterna [Źródło: www. sus.ceo.org.pl]

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczony został artykuł Danuty Sterny, zatytułowany „O pytaniach zadawanych uczniom – rady dla nauczycieli”. Poniżej przytaczamy jego pierwszą część i wykaz wskazówek, zamieszczonych w jego drugiej części:

 

Każdy z nauczycieli zadaje uczniom wiele pytań. W pierwszej części tego tekstu przytoczę zdanie naukowców na temat pytań zadawanych podczas lekcji. W drugiej podam kilka rad dla nauczycieli i przedstawię efektywną procedurę pracy z pytaniami.

 

Według Johna Hattiego podstawowe powody zadawania przez nauczycieli pytań uczniom to: sprawdzenie wiedzy uczniów oraz inicjowanie dyskusji. (J.Hattie, 2017. Visible learning for teachers: Maximizing impact on learning). Marzano z kolei uważa, że pytania utrzymują koncentrację uczniów na lekcji i na jej temacie. (R. J. Marzano, 2017. The new art and science of teaching). Niestety często pytania wyglądają jak gra w ping ponga pomiędzy nauczycielem i uczniami – pytanie o wiedzę i natychmiastowa odpowiedź ucznia. Szczególnie jest to widoczne, gdy zadawane pytania to pytania o wiedzę, czyli z niższych poziomów taksonomii Blooma (K. Sedova, Z. Salamounova, R. Svaricek, 2014. Troubles with dialogic teaching. Learning, Culture and Social Interaction, 3(4), 274-285).

 

Można udoskonalić rodzaje pytań, które stawiamy uczniom. Warto dokonać korekty pytań, aby pogłębić myślenie i zaangażowanie uczniów.

 

Czytaj dalej »