
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.facebook.com/marzena.zylinska
Sala konferencyjna Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku podczas wykładu dr Marzeny Żylińskiej na XXV Konferencji Programowej Społecznego Towarzystwa Oświatowego.
Jarosław Pytlak zamieścił w sobotę na swym blogu „Wokół Szkoły”, w drugim dniu odbywającej się w Gdańsku trzydniowej XXV Konferencji Programowej Społecznego Towarzystwa Oświatowego, kolejny tekst o prowokacyjnym tytule: „Czy można (i warto) pracować coraz więcej?” . Tradycyjnie – zamieszczamy poniżej fragmenty tego postu i link do pełnej jego wersji. Pogrubienie i podkreślenia w cytowanym tekście – redakcja OE. Przy okazji – poczytajcie komentarze pod tekstem niejakiego Xawera – zaskakujące. Zaskakujące niezrozumieniem istoty sprawy:
Doroczne spotkanie dyrektorów szkół i prezesów kół Społecznego Towarzystwa Oświatowego, tym razem w Gdańsku. Bardzo interesujące, bo organizatorzy świetnie dobrali wykładowców (Marzena Żylińska, Jan Wróbel), a zwieńczyli to wisienką na torcie w postaci udziału obojga w panelu dyskusyjnym, w którym dodatkowo mieliśmy okazję posłuchać m.in. profesorów: Marii Mendel i Tomasza Szkudlarka, oraz wieloletniej prezes i wiceprezes Zarządu Głównego STO Anny Okońskiej-Walkowicz. Lejtmotywem całości było pytanie „Oczywistość czy herezja?”, odniesione do obecnej kondycji polskiej szkoły i postulowanych zmian w jej sposobie funkcjonowania. Rzecz cały czas żywa w obliczu gonitwy emocji i myśli dotyczących szkolnictwa, buzujących zarówno w skali całego społeczeństwa, jak najbliższego mojemu sercu środowisku STO.
Nie miejsce tutaj i nie moja rola, by relacjonować treść wykładów i wypowiedzi dyskutantów. Pragnę natomiast podzielić się myślami, które przyszły mi w tym czasie do głowy, cały czas bowiem szukam możliwie prostego wyjaśnienia sytuacji, w której tyle jest dobrych pomysłów na zmiany w edukacji, a rzeczywistość skrzeczy, może nawet coraz bardziej. […]
W wykładzie inauguracyjnym pani Żylińska postawiła pytanie dlaczego, choć świat się bardzo zmienia, szkoła wciąż pozostaje taka jak przed wielu laty? Osobiście nie bardzo zgadzam się z tą tezą, bowiem uważam, że wiele cech różni dzisiejszą szkołę od tej, do której chodziłem; pod licznymi względami jest (jednak) lepiej, pod niektórymi – jak mi się wydaje – gorzej. Jednak pamiętam oglądane wielokrotnie w internecie sugestywne zestawienie fotografii dwóch izb szkolnych, sprzed lat kilkudziesięciu i współczesnej, ukazujące podobne rzędy ławek stojących karnie przed tablicą. Tak jest faktycznie, a sposób postawienia pytania podczas wykładu zdawał się sugerować, że jest w tym stanie rzeczy czyjaś wina. Możemy uznać, że społeczeństwa jako całości, ale ja jako nauczyciel odbieram je raczej jako zarzut, że sam godzę się na pracę w skostniałej instytucji, która wygląda i działa tak jak sto lat temu.
Wczoraj na portalu JUNIOROWO zamieszczono zapis rozmowy, jaką Elżbieta Manthey przeprowadziła z Agnieszką Stein – psycholożką, ale też mamą nastoletniego syna, który uczy się w edukacji domowej. Rozmowa dotyczy edukacji domowej – jako alternatywy dla sytuacji, w której córka lub syn w tegorocznej rekrutacji do liceów nie odstał(-a) się i jest zmuszona(-y) do pobierania nauki w liceum „piątego wyboru”. Przytaczamy cały ten tekst:
Agnieszka Stein
Przepełnione licea, lekcje od świtu do wieczora na trzy zmiany, zbyt liczne klasy i wielu nastolatków, którzy nie dostali się do tych szkół, do których chcieli. Rekrutacyjny chaos, jaki mieliśmy tego lata to był dopiero początek. Być może w końcu twoje dziecko dostało się do szkoły, w której dobrze się czuje, „nie jest tak źle”, albo okazało się, że jest nawet lepiej niż się spodziewaliście. A jeśli nie? Jeśli ta szkoła to nie jest miejsce, które dobrze służy rozwojowi i edukacji twojego nastoletniego dziecka? Szukacie innych opcji? Jedną z nich jest edukacja domowa. I zanim powiesz „to nie dla mnie”, przeczytaj tę rozmowę. Rodzice, którzy nie mają doświadczenia czy kontaktu z edukacją domową, zwykle na dźwięk tych słów reagują poważnymi wątpliwościami: przecież to niemożliwe jednocześnie uczyć własne dzieci i pracować na etacie, dzieci w edukacji domowej na pewno nie mają wystarczających kontaktów z rówieśnikami i to szkodzi ich rozwojowi społecznemu, może i da się uczyć w domu 7-9-latki, ale jak sobie poradzić z bardziej skomplikowanymi zagadnieniami z zakresu klasy 7. czy 8. szkoły podstawowej, albo tym bardziej szkoły średniej? Rozumiem te obawy. Dlatego aby dowiedzieć się, jak jest naprawdę, a nie teoretyzować i polegać na wyobrażeniach, postanowiłam porozmawiać na ten temat z kimś, kto ma takie doświadczenia i to całkiem spore. Zapytałam Agnieszkę Stein – psycholożkę, ale też mamę nastoletniego syna, który uczy się w edukacji domowej, jak to jest z taką edukacją w przypadku nastolatka.
Elżbieta Manhey: Co robić, jeśli szkoła średnia, do której ostatecznie dostało się nasze dziecko to nie jest miejsce, które dobrze służy jego rozwojowi i edukacji?
Agnieszka Stein: Mam wrażenie, że my przywiązujemy jakąś ogromną wagę do szkoły ponadpodstawowej, a moim zdaniem to, do której szkoły nasze dziecko pójdzie ma minimalne znaczenie. Jeśli ktoś jest wytrwały, bystry, lubi się uczyć i się rozwijać, potrafi budować relacje z ludźmi to szkoła nie jest mu do niczego potrzebna. Musi jedynie spełnić obowiązek edukacyjny, który państwo na niego nakłada. A jeśli ktoś nie ma tych wszystkich właściwości, to nawet najlepsza szkoła mu nie pomoże. Żyjemy w czasach, kiedy edukacja formalna naprawdę niewiele komukolwiek może dać, ale dorośli w swoich przekonaniach tkwią jakieś trzydzieści lat wstecz.
Ale żyjemy też w czasach, kiedy rodzice większą część dnia spędzają w pracy. I szkoła dla nich oznacza, że w tym czasie inni dorośli zaopiekują się ich dzieckiem, zadbają o jego potrzeby i o edukację. Dzięki temu mamy poczucie, że nasze dziecko jest bezpieczne – teraz, bo ktoś się nim opiekuje i na przyszłość, bo ktoś dba o jego rozwój i przygotowuje do dorosłego życia.
Jeśli mówimy o nastolatkach, to to nie jest prawda, bo po pierwsze, dziecko może wcale nie być w szkole. Dzieci w tym wieku zwykle już same jeżdżą do szkoły i to, czy do niej dotrą, czy nie, zależy właściwie wyłącznie od ich woli. Po drugie – w szkole dzieje się o wiele więcej niebezpiecznych sytuacji niż w domu, a nawet mam wrażenie, że więcej jest tam niebezpieczeństw niż na ulicy. Szkoła to wcale nie jest takie bezpieczne miejsce, jak nam się wydaje. Po trzecie szkoła generuje zagrożenia natury psychicznej – stres, presja na wyniki, rywalizacja.
Nie chodzi mi tutaj o straszenie szkołą i pokazywanie, jaka ona jest zła. Ale nasze przekonania o tym, że dziecko chodzące do szkoły jest bezpieczne, zaopiekowane i na dobrej drodze ku pięknej przyszłości może się mijać z rzeczywistością. Szkoła nie jest żadnym gwarantem bezpieczeństwa dziecka.
x x x
Jeśli szkoła nie daje nam gwarancji ani bezpieczeństwa, ani dobrego rozwoju dziecka to równie dobrze, a czasem może i lepiej, możemy zapewnić dziecku rozwój poza szkołą, w edukacji domowej. Tylko wyobrażenie nastolatka, który uczy się sam, podczas kiedy jego rodzice są w pracy budzi sporo obaw u rodziców – czy on się sam czegoś nauczy, czy sobie poradzi, czy my sobie poradzimy.
Źródło: www.juniorowo.pl
Foto: www.encyklopedia.pwn.pl
Janusz Korczak z wychowankami
Dziś uznaliśmy, że najwyższa pora na wypromowanie zapoczątkowanego przed kilkoma tygodniami cyklu „Inspiracje korczakowskie”, którego autorką jest Marta Ciesielska jest badaczką i popularyzatorką spuścizny Janusza Korczaka oraz koordynatorką prac Korczakianum – pracowni Muzeum Warszawy. Jej teksty zamieszczane są na portalu EDUNEWS.PL. Poniżej zamieściliśmy najnowszy tekst, opatrzony tytułem < Twórcze „nie wiem” i „wiem” > – opublikowany dzisiaj:
„(…)W wychowaniu wszystko jest eksperymentem – próbą. […] programu prób na rzecz despotycznego dogmatu zrzec się nie myślimy. – Próba winna być ostrożna, rozważna, nie narażać na niebezpieczeństwo […] próba to dopiero początek, wstęp – do dalszych”.
Jak bronić się przed rutyną, znużeniem, wręcz nudą, ale i jak dawać sobie radę z uciążliwą niepewnością, rozterkami, zwątpieniem…? Gubisz się? – Pamiętaj, że nie jest hańbą błądzić w przeolbrzymim lesie życia. […] Cierpisz? – W bólu rodzi się prawda (Jak kochać dziecko. Internat, 1920, 1929).
Podpowiedzi, jak (dobrze) żyć, Janusza Korczaka są może i niełatwe, ale jego nieustająca do (tragicznego) końca aktywność przekonuje, że szedł konsekwentnie wybraną drogą, twórczo, jak chciał. Choć sam wadził się nie raz z własnym, naznaczonym bolesnymi doświadczeniami losem i kryzysowymi czasami (obciążenia i śmierci w rodzinie, traumy wojenne, samotność „wśród ludzi”, egzystencjalna i praktyczna troska o świat i człowieka/dziecko, bezsilność wobec rosnącej przewagi homo rapax nad homo sapiens…).
Najważniejsza „recepta” to niewyczerpana, bo nie tylko naturalna, ale i zapewne pielęgnowana – ciekawość, postawa wiecznego badacza, który nie szuka ostatecznej odpowiedzi, tylko stale eksperymentuje. „Badać, by wiedzieć? – Nie. […] Chyba badać, by zadawać coraz dalsze i dalsze pytania. – Pytania stawiam ludziom (niemowlętom, starcom), faktom, zdarzeniom, losom” (Pamiętnik, 1942).
Foto: Instagram.com/stowarzyszenie_tolerado
Na stronie OKO.press zamieszczono dziś tekst Antona Ambroziaka, zatytułowany „Tęczowy Piątek już jutro: cztery największe przekłamania i manipulacje przeciwników akcji”. Uwzględniając aktualność tego tematu – zamieszczamy jego fragmenty i link do jego pełnej wersji:
Na dzień przed „Tęczowym Piątkiem” w sabotaż akcji wspierającej młodzież LGBT w szkołach zaangażowali się wszyscy przeciwnicy.
MEN wymyślił konkurencyjne święto – „Szkoła Pamięta” – poświęcone zmarłym bohaterom. Zachęca, by tego dnia nauczyciele i uczniowie wybrali się np. na cmentarz. Kuratoria podległe ministerstwu straszą dyrektorów dołączających do akcji złamaniem przepisów oświatowych.
Fundacja „Mamy i Taty” prosi rodziców, żeby zostawili dzieci w domach, a „Ordo Iuris” przygotowuje dla nich „gotowce” – oświadczenia o konieczności wydania każdorazowej zgody na prowadzenie zajęć antydyskryminacyjnych czy edukacji seksualnej.
Rzecznik Praw Dziecka w krótkim wpisie na twitterze dyscyplinuje dyrektorów, MEN oraz Rzecznika Praw Obywatelskich: „Szkoła musi być wolna od ideologii”.
Episkopat w podobnym tonie przypomina oświadczenie Komisji Wychowania Katolickiego z 2018 roku, w którym stwierdza, że „szkoła nie jest miejscem na propagowanie środowisk LGBT”.
Na posterunku są też prawicowe media. TVP Info w alarmistycznym tonie nadaje: „Uwaga, nadciąga tęczowy piątek. Rodzicu, możesz ochronić swoje dziecko”.
OKO.press chroni przed bzdurami i chaosem informacyjnym. Obalamy cztery największe przekłamania i manipulacje dotyczące „Tęczowego Piątku” w szkołach:
„Antykoncepcja i nauka o współżyciu seksualnym nie jest namawianiem do seksu” – uważają Polacy pytani przez IBRiS na zlecenie DGP i RMF FM.
To lead artykułu Klary Klinger i Patrycji Otto, zamieszczonego wczoraj w „Gazecie Prawnej” pod tytułem „Czy chcemy dzieci uczyć o seksie?”. Powstał on na podstawie badania, przeprowadzonego na zlecenie „Dziennika Gazety Prawnej” i RMF FM przez sondażownię IBRiS. Oto fragmenty tej publikacji:
Źródło: www.twitter.com/IBRiS_PL
Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla DGP i RMF FM wynika, że niemal 80 proc. uważa, że zajęcia z edukacji seksualnej powinny być prowadzone w szkole – i to już od podstawówki. Za takim rozwiązaniem optuje niemal 47 proc. badanych. Ale widać wyraźny podział wiekowy oraz ze względu na płeć: aż 94 proc. ankietowanych między 25. a 29. rokiem życia jest za edukacją od podstawówki. Również kobiety częściej niż mężczyźni są za wcześniejszym rozpoczęciem tego rodzaju nauki – różnica wynosi 10 pkt proc. (52 versus 42 pkt proc.).
Jednocześnie badani przyznają, że to rodzice nadal powinni pozostawać głównym źródłem informacji o seksie – tak uważa 60 proc. badanych. Dla prawie 30 proc. główną odpowiedzialność ponosić powinna szkoła. Wszyscy są natomiast zgodni, że dzieci nie powinny czerpać wiedzy od rówieśników czy z internetu.
Zapytaliśmy również o to, co może stanowić zachętę do seksu. […]
Zdaniem ankietowanych przez IBRiS – nauczanie o współżyciu seksualnym czy o antykoncepcji nie stanowi zachęty do seksu. Tak mówiło 68 proc. respondentów. Jednak już jedna piąta (ok. 20 proc.) uważała, że może taką zachętą być. Najbardziej zgodni z taką opinią są zwolennicy PiS i osoby po pięćdziesiątce. […]
Cały artykuł „Czy chcemy dzieci uczyć o seksie?” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
Foto:www.facebook.com/tomasztokarzIE
Dr Tomasz Tokarz
Dzisiaj nie potrafiliśmy nie przekazać dalej tego, o czym wczoraj przeczytaliśmy na profilu Tomasza Tokarza. Poniżej przytaczamy (w całości) dwa zamieszczone tam teksty – oba na ten sam temat: o motywowaniu uczniów. Podkreślenia i pogrubienia czcionek – redakcja OE:
23 października – rano
Bardzo często słyszę pytanie: co mam zrobić, by zmotywować ucznia do uczenia się? Tak naprawdę nie ma jednej odpowiedzi, bo trzeba zadać sobie pytanie:
a)lepiej rozumiał siebie i świat? Myślał krytycznie i twórczo? By potrafił się dobrze komunikować i współpracować z innymi? By był mądrym i otwartym człowiekiem, zmieniającym świat na lepsze?
b)zapamiętał trwale dużo danych i dzięki temu łatwiej zdał egzamin na wysoką ocenę?
c)sprawniej wykonywał nasze polecenia i po prostu nie przeszkadzał nam w wykonywaniu naszej pracy?
Tylko tyle i aż tyle.
23 października – wieczorem
Spora część tego, co uczniowie dziś robią w szkole to zwyczajna strata czasu: i uczniów, i nauczycieli.
Foto: Jakub Szafrański[www.krytykapolityczna.pl]
16 października 2019. Protest pod Sejmem przeciw projektowi „Stop pedofilii”.
W sobotę 19 października, na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczony został artykuł, zatytułowany „Chcemy edukacji seksualnej!”. Postanowiliśmy upowszechnić go wśród naszych Czytelników – z powodów oczywistych: aktualności problemu, powstałego z chwilą podjęcia przez Sejm prac legislacyjnych nad projektem ustawy, przez jednych określanych mianem „Stop pedofilii”, ale przez znakomitą większość – „Stop wychowaniu seksualnemu”, ale także dlatego, że jest to autentyczny głos, nie tylko jednostkowej, opinii przedstawiciela młodych ludzi – potencjalnych poszkodowanych, jeśliby ustawa ta stała się obowiązującym w Polsce prawem. Wybraliśmy te fragmenty, które prezentują stanowisko najbardziej zainteresowanych – młodzieży:
Seks, naszą cielesność pokazują ciągle reklamy, książki, filmy, internet. Jeżeli chcecie, szanowni dorośli, żeby młodzież się w tym wszystkim nie pogubiła i umiała normalnie podchodzić do swojej seksualności, bronić swoich granic czy tworzyć zdrowy związek – dajcie im możliwość nauki – pisze licealista Krzysztof Katkowski.
„Rodzice sprzeciwiają się seksualizacji dzieci w szkołach”, grzmiał niedawno propagujący miłość bliźniego „Gość Niedzielny”. A 16 października projekt „Stop pedofilii” − w praktyce proponujący 3 lata więzienia za przekazywanie wiedzy o seksualności człowieka − przeszedł do dalszych prac sejmowych. Środowiska narodowo-katolickie za nic mają zachętę Franciszka do wprowadzenia edukacji seksualnej, lekceważą też to, co mają na ten temat do powiedzenia młodzi ludzie, których sprawa dotyczy. […]
Wudeżety
Zajęcia, w czasie których omawiane są kwestie związane z dorastaniem i seksualnością, od lat mają miejsce w polskich szkołach. […] Uczniowie i uczennice uczyli się nie tylko o płci kulturowej, ale także i o tym, jak zbudować dojrzały związek, jak się komunikować z partnerką czy partnerem. Wielu dorosłym ta wiedza może wydawać się oczywista, niewymagająca nauki – dla nas jednak jest to coś, czego wielu z nas nie potrafi. Sam musiałem się tego uczyć „na sobie”, co jest dosyć trudne – zwłaszcza bez wsparcia, pokierowania. […]
Chcemy wiedzieć więcej
Na kilku licealnych grupach na FB przeprowadziłem krótką ankietę, na którą odpowiedziało 460 moich rówieśników z różnych warszawskich szkół. Większość z nich mieści się w przedziale wiekowym 16–18 lat, czyli praktycznie w wieku inicjacji seksualnej.
Jak zapowiedział Prezes ZNP Sławomir Broniarz: „22 października Zarząd Główny ZNP podejmie uchwałę o projekcie obywatelskim. – Pójdziemy do nowo wybranego Sejmu i poprzez tryb procedowania sejmowego będziemy chcieli zwiększyć poziom wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli.” [Źródło: www.prawo.pl/oswiata/]
Problem w tym, że jutro w Sejmie nie będzie nowowybranych posłów i senatorów, że nie będzie ich tam do 12 listopada, że nowego rządu, a więc i nowego ministra edukacji nie będzie jeszcze przez wiele następnych tygodni.
Powstaje pytanie: Jaki sens ma rozpoczynanie właśnie teraz protestu, określanego przez centrale związkowe „strajkiem włoskim”. I co to właściwie jest ten „włoski strajk”?
Sporo wyjaśnia tekst „Strajk włoski to nie strajk”, zamieszczony dzisiaj na portalu PRAWO.PL, którego autorem jest Robert Stępień – radca prawny w Kancelarii Raczkowski Paruch. Przytaczamy ten artykuł w całości – pogrubienia czcionek jego fragmentów – także (bo niektóre to redakcja portalu PRAWO.PL) redakcja OE:
Foto: www.raczkowski.eu
Robert Stępień – radca prawny w Kancelarii Raczkowski Paruch
Strajk włoski narusza prawo. Jest sprzeczny z podstawowymi obowiązkami pracownika wynikającymi z istoty stosunku pracy. Stanowi naruszenie w szczególności obowiązku wykonywania pracy rzetelnie, zgodnie z umową o pracę – uważa radca prawny Robert Stępień z Kancelarii Raczkowski Paruch.
Strajk włoski jest nielegalny. Nazwa strajk jest w tym przypadku myląca. Nie jest to bowiem typowy strajk, ale de facto inna niż strajk akcja protestacyjna w rozumieniu przepisów o rozwiązywaniu sporów zbiorowych – prowadzenie akcji protestacyjnej w takiej formie jest niezgodne z tymi przepisami.
Strajk włoski bez podstawy prawnej
Rys. Danuta Sterna [Źródło: www. sus.ceo.org.pl]
Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczony został artykuł Danuty Sterny, zatytułowany „O pytaniach zadawanych uczniom – rady dla nauczycieli”. Poniżej przytaczamy jego pierwszą część i wykaz wskazówek, zamieszczonych w jego drugiej części:
Każdy z nauczycieli zadaje uczniom wiele pytań. W pierwszej części tego tekstu przytoczę zdanie naukowców na temat pytań zadawanych podczas lekcji. W drugiej podam kilka rad dla nauczycieli i przedstawię efektywną procedurę pracy z pytaniami.
Według Johna Hattiego podstawowe powody zadawania przez nauczycieli pytań uczniom to: sprawdzenie wiedzy uczniów oraz inicjowanie dyskusji. (J.Hattie, 2017. Visible learning for teachers: Maximizing impact on learning). Marzano z kolei uważa, że pytania utrzymują koncentrację uczniów na lekcji i na jej temacie. (R. J. Marzano, 2017. The new art and science of teaching). Niestety często pytania wyglądają jak gra w ping ponga pomiędzy nauczycielem i uczniami – pytanie o wiedzę i natychmiastowa odpowiedź ucznia. Szczególnie jest to widoczne, gdy zadawane pytania to pytania o wiedzę, czyli z niższych poziomów taksonomii Blooma (K. Sedova, Z. Salamounova, R. Svaricek, 2014. Troubles with dialogic teaching. Learning, Culture and Social Interaction, 3(4), 274-285).
Można udoskonalić rodzaje pytań, które stawiamy uczniom. Warto dokonać korekty pytań, aby pogłębić myślenie i zaangażowanie uczniów.











