
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto:www.facebook.com/81sp.lodz/
Szkoła Podstawowa nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi w Łodzi.
Tak klasa 4b spędza godziny wychowawcze. Dbamy o zdrowie, przygotowując pyszne koktajle, gramy w „Kto tak jak ja” oraz piszemy listy do siebie z przyszłości. Bawimy się i rozwijamy…
Dopiero wczoraj wieczorem odkryliśmy, że Witold Kołodziejczyk zamieścił na swym blogu „Wokół Szkoły” kolejny tekst: „Oczywistość czy herezja?”. Nie musimy chyba uzasadniać dlaczego zamieszczamy jego obszerne fragmenty i link do źródła:
Racjonalność dzisiejszej szkoły charakteryzują masowość, obowiązek szkolny i zunifikowane programy. Szkołę konstytuuje dziś działanie „wszyscy to samo, tak samo i w tym samym czasie”. Jeżeli chcemy w prostu sposób zakwestionować racjonalność dzisiejszej szkoły, to co w zamian? Jak powinien być zorganizowany jej inny model? Czy jest możliwe nowe jej zdefiniowanie? Jak brzmi racjonalność edukacji nowego wymiaru i proces jej transformacji? […]
Co w naszych szkołach traktowane jest jako oczywistość, a co uznawane za odważny pomysł – wręcz herezję, z którą trudno się wielu zgodzić, by nie narazić się na krytykę, śmieszność czy naiwność. Czy możliwe jest rozwijanie kluczowych kompetencji w dotychczasowym modelu edukacji? Czego brakuje, aby uczenie się odbywało się w personalizowanych modelach, odwołujących się do autonomii ucznia? Co przeszkadza, aby tworzyć warunki do współpracy? Co utrudnia rozwój umiejętności skutecznej komunikacji? Czy powtarzane na wielu konferencjach marzenie o „fińskiej edukacji” w Polsce jest możliwe? Szkoła w dotychczasowym formacie może nadal spełniać wiele swoich ważnych funkcji. Od wyznawanego przez szkolną społeczność systemu wartości zależy, czy będzie środowiskiem stymulującym prawidłowy rozwój ucznia, rozbudzać jego aspiracje do lepszego życia i pozwoli w przyszłości prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. To wokół wybranych i podzielanych przez szkolną wspólnotę wartości powinna być zorganizowana sieć działań dydaktycznych i wychowawczych. Wielu pedagogów, dydaktyków, praktyków i wreszcie liczne przykłady nie tylko „budzących się szkół” dowodzą, że w szkole masowej, obowiązkowej i z jednolitym programem, może być rozwijana edukacja odwołująca się do osobistego potencjału ucznia, jego siły i talentów. Problem nie w tym, że przeszkadza nam jej racjonalność, ale nasze osobiste przekonania, wartości i wyobraźnia.
„Magazyn Kaszuby” zamieścił przed dziesięcioma dniami (29 października) zapis fragmentów wystąpienia profesora Obrachta-Prondzyńskiego, które miało miejsce 11 października podczas VIII Forum Pomorskiej Edukacji w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Uznaliśmy, że powinniśmy upublicznić treść tego wykładu, gdyż zawarte tam tezy tego socjologa, antropologa i historyka – rodowitego Kaszuba, warte są tego. Poniżej wybrane fragmenty tej publikacji:
Źródło: www.youtube.com (screen z nagrania)
Prof.dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński – kierownik Zakładu Antropologii Społecznej w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego
Polska szkoła – diagnoza ruiny. Mocne słowa prof. Obrachta-Prondzyńskiego
Jestem ze środowiska szkólnych (szkólny – kasz. nauczyciel) i wszystko to, co Państwu powiem, jest efektem moich codziennych rozmów, permanentnej rady pedagogicznej w domu, w gronie przyjaciół, znajomych, właściwie rozmawiamy o tym cały czas. Mam też świadomość, że to, co powiem, w wielu momentach nie będzie sympatyczne, ale jeśli rozmowa i refleksja ma mieć jakiś sens, to powinna być szczera, otwarta i publicznie trzeba artykułować wszystkie dylematy i problemy, z którymi borykamy się na co dzień, bo one rozstrzygają o tym, co będzie w przyszłości. […]
Wśród nas – w kręgach osób opiniotwórczych, decyzyjnych, w tych “paskudnych elitach”, a tym bardziej w szerokich rzeszach społecznych zdecydowanie nie ma silnego przeświadczenia, że nasza przyszłość zależy od edukacji. A jeśli już ono się pojawia to wszystko się zatrzymuje na pewnych niszowych, jednostkowych problemach a nie myśleniu o charakterze systemowym, strukturalnym. To powoduje że mamy bardzo dużo działań punktowych, ratunkowych.
Jeśli edukacja w Polsce dzisiaj, brzydko mówiąc, trzyma się kupy, to trzyma się dzięki determinacji, ogromnej determinacji nauczycieli, samorządów, organizacji pozarządowych – tych, którym jest ona bliska.
Obserwujemy, niestety, jak rozchodzą się drogi systemu edukacji w Polsce i w krajach najwyżej rozwiniętych. W tych krajach, na których bardzo często chcielibyśmy się wzorować, myślenie o systemie edukacji skupione jest na przyszłości. Tam w myśleniu o systemie edukacji mierzymy się z wyzwaniami, które nam niesie przyszłość. Przede wszystkim wyzwaniami o charakterze technologicznym, i chodzi tu nie tylko o to, jak używać technologii w edukacji, ale także jakie wyzwania tworzy nowa technologia w życiu społecznym. Kim my będziemy w przyszłości? Automatyzacja, robotyzacja, sztuczna inteligencja i wiele innych rzeczy… To są podstawowe wyzwania, z którymi mierzy się system edukacji, bo przyszłość młodzieży będzie w takim właśnie świecie. W związku z tym to są wyzwania o charakterze metodycznym, dydaktycznym, ale również mentalnym, osobowościowym, ponieważ często przeżywamy szoki technologiczne. I edukacja, przyszłościowa edukacja w wysoko rozwiniętych krajach z tymi wyzwaniami się mierzy i prowadzi do bardzo poważnych dyskusji na temat: po co w ogóle jest edukacja i dla kogo, gdzie się dzieje edukacja… W szkole? Czy tylko w szkole i jaka ta szkoła powinna być?
U nas – używając pojęcia Zygmunta Baumana – następuje „retrotopia”, czyli zwrot ku „wyobrażeniu o lepszej przeszłości”.
Kilku facetów wymyśliło sobie, że jeśli kiedyś chodzili do szkoły podstawowej, gdzie było osiem klas i do szkoły średniej, gdzie były cztery klasy, to było świetnie, i dlaczego nie miałoby być tak znowu… To będziemy teraz ćwiczyli, jak jest „świetnie”… Tak jak byśmy nie zauważyli, że minęło całe pokolenie, że zmienił się kontekst, otoczenie, mentalność, wrażliwość… Wszystko się zmieniło.
Nie ma powrotu do szczęśliwej przeszłości, a i ona taką nie była. […]
Trzeba to powiedzieć wprost – my, jako ludzie związani z systemem edukacji, doświadczyliśmy w ostatnich miesiącach i latach niezwykle destrukcyjnego procesu, i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Niezwykle destrukcyjnego procesu, którego skutki będą się ciągnęły za nami przez lata. Cóż to jednak obchodzi tych, którzy są przeświadczeni że mają misję ratowania prawdziwej Polski.
W tym co robimy i z tym, co się dzieje z edukacją mamy do czynienia z czterema NIE.
Foto: www.slo5.edu.pl
Leszek Janasik
.
Leszek Janasik – dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego Nr 5 STO w Milanówku zamieścił wczoraj na swym fejsbukowym profilu ilustrowaną 18-oma zdjęciami refleksyjną relację z jego studyjnego pobytu w Finlandii. Polecamy zapoznanie się z nią – zamieszczamy tekst w całości, i tylko jedno zdjęcie – ale warto obejrzeć wszystkie:
Smutne refleksje, czyli wyjazd studyjny do szkół w Finlandii
Przez ostatnie dwa dni miałem przyjemność odwiedzić fińskie szkoły i uniwersytet w okolicach Lahti. W poniedziałek byłem zachwycony, wręcz zauroczony… Dziś wracając do domu w sumie mam ponury nastrój… Dlaczego? Uświadomiłem sobie, że dzieli nas przepaść. To nie jest kwestia tego, że jesteśmy “opóźnieni” o 10, czy 15 lat…
Foto: www.facebook.com/geo.graf.902?
Ot taka zwykła salka – gigantyczny monitor multimedialny zamykany w „białej” tablicy.
Pracuje w szkolnictwie od 20 lat, obie córki przeszły przez system szkolnictwa (jeszcze przechodzą).
Różni nas wszystko, w każdym aspekcie. To jest inne myślenie o edukacji…
Kilka przykładów z obserwacji i rozmów, które utkwiły mi w pamięci:
1.Dzieci będąc nawet na początku szkoły podstawowej same wracają ze szkoły. Pytanie czy rodzice się nie martwią spotykało się ze zdziwieniem i niezrozumieniem – jak to się martwią? Przecież dzieci muszą być samodzielne
2Dyrektor cieszy się jak dzieci biegają na przerwach po korytarzu (!)
Foto:www.facebook.com/tomasztokarzIE
Tomasz Tokarz
Wczoraj (5 listopada) Tomasz Tokarz zamieścił na swym profilu tekst, w którym wyjaśnia co to takiego „wiedza”, a co jedynie „dane”. Uznaliśmy, ze upowszechnimy ten wywód wśród naszych Czytelników:
Zarysował się ostatnio w dyskusjach ciekawy wątek dotyczący wiedzy. Oczywiście wiedza jest potrzebna. Pojawia się natomiast pytanie: czy to, co uczniowie przyswajają na kartkówkach, to jest wiedza.
Pokażę to na przykładzie.
Zdanie „w 1989 roku miał miejsce okrągły stół” to nie jest wiedza, to jest dana. Zbiór danych też nie jest wiedzą. Jest po prostu zbiorem danych. „W 1989 roku miał miejsce okrągły stół”, „matka Bolesława Chrobrego to Dobrawa”,„W 1917 wybuchła rewolucja bolszewicka„.
Dana, którą rozumiemy, która wiemy co znaczy, którą umiemy przełożyć na jakiś wniosek staje się informacją. „W 1989 roku miał miejsce okrągły stół czyli spotkanie przedstawicieli obozu rządzącego, opozycji i Kościoła Katolickiego, na którym zawarto porozumienie o przeprowadzeniu wyborów kontraktowych. Stało się to podstawą do zmiany systemu. Według mnie była to zmiana konieczna…„. Informacja to coś, co ma dla nas znaczenie.
I teraz dopiero zaczynamy mówić o wiedzy. Wiedza jest to układ informacji przetworzonych przez ich posiadacza, wzajemnie ze sobą powiązanych, tworzących jakąś spójną całość, umieszczonych w kontekście. „Okrągły stół to spotkanie będące konsekwencją…,którego skutkiem było.. co ostatecznie doprowadziło… itd. Było to konsekwencją długiego procesu rozwoju Polski zapoczątkowanego…. Po raz pierwszy od czasów rewolucji bolszewickiej…„.
Na jeszcze wyższym poziomie mamy do czynienia z tak zwaną mądrością czyli umiejętnością wykorzystania posiadanej wiedzy, wyciągnięcia z niej wniosków, przełożenia na działanie. Tu przydaje się myślenie krytyczne.
I teraz:
„Właśnie pozwałem system edukacji” – mówi Prince Ea w inscenizowanej rozprawie sądowej, w ramach której wygłosił mowę oskarżycielską przeciw systemowi tradycyjnego szkolnictwa.
Proponujemy obejrzenie tego filmu na You Tube – TUTAJ
Źródło: www.youtube.com
Foto www.se.pl
Dziś proponujemy lekturę kolejnego tekstu Tomasza Tokarza – tym razem nie z jego fejsbukowego profilu, a z portalu EDUNEWS.PL. Artykuł zatytułowany „Młodzież a Internet a smartfony” został tam zamieszczony wczoraj. Dziś prezentujemy jego pierwszą część i link do całości. Pogrubienia i podkreślenia fragmentów tekstu – redakcja OE:
Temat ten wraca jak bumerang. Kiedy rozmawiam z dorosłymi na ten temat, dostrzegam dużo lęku. Czy jest uzasadniony? Czy w Polsce nie ma problemu z uzależnieniem młodzieży od Internetu czy smartfona?. Jest… ale dotyczy dużo mniejszego odsetka niż to się wydaje. I nie jest to takie uzależnienie, jakie się nam kojarzy z substancjami. W badaniach używa się raczej problematyczne używanie Internetu (PUI).
Ostatnio pojawiło się kilka badań na ten temat. Uśredniając – tzw. uzależnionych (czyli osób u których występują pełne symptomy PUI) jest ok. 2%, zagrożonych – ok. 10-12%. Reszta generalnie sobie z tą siecią radzi… I ze smartfonami także. Przykładowo z badań Jacka Pyżalskiego (EU Kids Online) wynika, że 82% młodzieży nie ma ani jednego syndromu PUI w stopniu najwyższym. Z innych analiz można wyciągnąć wnioski, że u 71% młodzieży – brak jakichkolwiek symptomów PIU lub występują w stopniu minimalnym. Pełne PUI pojawia się jedynie u 1,6% młodzieży (Tomczyk, Solecki 2019).
Czuwajmy, obserwujmy, rozmawiajmy z młodzieżą. Ale nie wpadajmy w panikę. Być może trudno nam to zrozumieć, ale Internet jest dla młodych tym czym kiedyś dla nas było podwórko: miejscem spotkań, budowania relacji, wymiany informacji, przestrzenią wspólnej zabawy…
Foto:www.facebook.com/borys.binkowski.
Borys Binkowski
Portal „Juniorowo” zamieścił w minioną środę artykuł Borysa Binkowskiego, zatytułowany „Motywacja wewnętrzna czy zewnętrzna – to nie takie oczywiste, jak się zdaje”. Uznaliśmy, że jego treść powinna zainteresować wszystkich nauczycieli, a szczególnie tych, którzy zaangażowali się w zmienianie tradycyjnej szkoły i postanowili zrezygnować z wystawiania uczniom ocen – wiedzeni wizją szkoły, zaludnionej młodymi ludźmi, żądnymi wiedzy – dla samej ciekawości jej poznawania. Oto obszerne fragmenty tego tekstu, podkreślenia i pogrubienia – redakcja OE:
Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej publikacji krytycznych wobec współczesnej szkoły. Słusznie zauważają ich autorzy, że najważniejszy szkolny mechanizm motywacyjny – oceny – przynosi więcej złego niż dobrego, często powodując upadek poczucia własnej wartości u uczniów. Niestety, równolegle do tego spostrzeżenia, dokonywane jest pewne zbyt daleko posunięte uproszczenie. Mianowicie oceny opisuje się jako „motywację zewnętrzną”, a następnie dzieli się motywację na „zewnętrzną” i „wewnętrzną”, tą pierwszą opisując jako niepożądaną i szkodliwą w odróżnieniu od tej drugiej. W rzeczywistości sprawa nie jest taka prosta. […]
Popularyzatorzy wychowania bez nagród i kar, czy zwolennicy rodzicielstwa bliskości nierzadko przekonują, że tak – że motywacja zewnętrzna jest zła. Uważają (sam tak do niedawna uważałem), że każda motywacja zewnętrzna prowadzi do rywalizacji, obniżenia poczucia własnej wartości, niesamodzielności i uzależniania mniemania o sobie od zewnętrznej oceny. Jestem gorącym zwolennikiem rodzicielstwa bliskości oraz wychowania bez kar i nagród. Warto jednak zauważyć, że te nowe trendy nie są pozbawione wad. Uważam, że jedną z nich jest odrzucanie motywacji zewnętrznej. Jednak zanim przejdziemy dalej, to zastanówmy się przez chwilę czym jest motywacja zewnętrzna i wewnętrzna, oraz czy każda z nich może istnieć w separacji od tej drugiej. […]
O motywacji wewnętrznej mówimy wtedy, gdy podejmujemy się działań w wyniku potrzeb naszego ciała i umysłu. Klasycznym przykładem jest tu motywacja wynikająca z potrzeb fizycznych (potrzeby snu, głodu, parcia pęcherza moczowego). Z kolei o motywacji zewnętrznej mówimy wtedy, gdy nasze działania wynikają z narzuconych zewnętrznie zasad – np. ruchu drogowego czy kontroli szkolnej egzekwowanej ocenami i egzaminami.
Dużo trudniej jest określić źródło zachowań bardziej złożonych.
Foto: Max Zieliński / Greenpeace Polska [www.krytykapolityczna.pl]
Na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono dziś tekst, zatytułowany „Młodzież wyraża swój wspólny interes: chce przeżyć”. Jest to zapis rozmowy Magdy Majewskiej – redaktorki „Krytyki Politycznej” z Edwinem Bendykiem – publicystą działu naukowego tygodnika „Polityka”. Poniżej zamieszczamy fragmenty tego wywiadu i link do pełnej wersji:
[…]
Magda Majewska: Tuż przed wyborami PiS podpisał się pod trzema z pięciu postulatów Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Wśród nich znalazł się ten o prowadzeniu polityki „zgodnie ze stanowiskiem naukowców”. Czy sprawa kryzysu klimatycznego stała się tak istotna, że nawet tak mało postępowa partia nie mogła się do niego nie odnieść? A może to tylko pusty przedwyborczy gest?
Edwin Bendyk: Ewidentnie politycy liczą się już z faktem, że ruch klimatyczny nie wygasa. Po pierwszym spektakularnym wzmożeniu 15 marca, kiedy protesty odbyły się w kilkudziesięciu miastach w całej Polsce, mogło się jeszcze wydawać, że to jedynie flash mob, że zaraz przyjdą matury, wakacje i te dzieciaki się rozejdą.
Ale wróciły.
Tak, po wakacjach pojawiły się znowu, z jeszcze większą siłą. Przez ten czas ci młodzi ludzie rozwijali kompetencje w zakresie koordynacji i pracy z mediami. Dzięki temu przygotowanie do protestów 20 września było już bardzo profesjonalne. To była lekcja odrobiona wzorowo przez ludzi, którzy wiedzą, jak się buduje poparcie. Przecież zanim poszli do polityków z postulatami, wysłali do nich list otwarty, który nagłośnili, korzystając z poparcia mediów.
A potem był 20 września, protesty klimatyczne w 70 miastach w Polsce i 6 milionów ludzi na całym świecie.
To wszystko pokazuje, że z tym ruchem trzeba się liczyć – z tego prostego względu, że powód jego powstania nie wygaśnie. Tu nie da się przyjąć odpowiedniej ustawy i zamknąć tematu. Mierzymy się z wyzwaniem, które wymaga zupełnie innego podejścia, a z tym mają problem wszyscy, poczynając od skrajnej prawicy, która reaguje w sposób aberracyjny. Nie potrafi się do problemu odnieść, więc odpowiada hejtem i szuka wyjaśnień w teoriach spiskowych.
Kto na przykład?
Tygodnik „Do Rzeczy”, który pisze o tym, „jak ekolodzy grają dziećmi”, czy nieżyjący profesor Szyszko, który mówił, że taka akcja jest podejrzana i że powinny się nią zająć MEN i organy ścigania. Widać jakiś lęk przed tym ruchem, bo politycy nie rozumieją, skąd się wziął. Przecież w Polsce młodzież w wieku 16–17 lat nie powinna umieć się w ten sposób zachowywać, bo gdzie się miała tego nauczyć?
Ale jest też inny powód, który nie pozwolił zbagatelizować postulatów MSK: te dzieci mają rodziców i dziadków, nauczycieli – a to są wyborcy, i to już się liczy politycznie.
W niedziele, 27 października, portal EDUNEWS.PL zamieścił obszerną relację redaktora naczelnego tego portalu – Marcina Polaka z zakończonej właśnie, dwudniowej Konferencji Kreatywnej Edukacji. Tekst ten, zatytułowany „Edukacja? Wszystko w naszych rękach!”, postanowiliśmy upowszechnić także na naszej stronie, gdyż może on wszystkim, którzy nie uczestniczyli w tym wydarzeniu – choć w takiej formie – przekazać idee, których promowanie było celem owej konferencji.
Poniżej zamieściliśmy obszerne, ale jednak fragmenty tej relacji, odsyłając linkiem do pełnej jej wersji:
W szkołach różnego typu, w całej Polsce, dzieją się autonomiczne i oddolne działania, które prowadzą do zmian sposobów uczenia się / nauczania. O tym, jak (powoli) zmieniają się szkoły, rozmawialiśmy w Warszawie podczas Konferencji Kreatywnej Edukacji. Byłoby świetnie, żeby coraz więcej dyrektorów i nauczycieli (o ministrach i uczestnikach nie wspominając) korzystało z tych doświadczeń i próbowało powielać, „podkradać” dobre pomysły i rzeczywiście zmieniać szkolnictwo. Dla dobra naszych dzieci. […]
Chciejmy zmieniać edukację
„Mamy jako ludzie ukryte talenty i naszą rolą jest stworzenie warunków do ich ujawnienia i rozkwitu” – mówił Ken Robinson, zwracając uwagę na to, że w sztywnym systemie edukacyjnym nie ma sensu szczegółowo planować i organizować wszystkiego uczniom. „Jeśli spojrzymy na swoje życie – czy faktycznie planowaliśmy dojść do tego miejsca, w którym się znajdujemy? Trudno przewidzieć co się wydarzy. Podążamy często w niespodziewanych kierunkach. Trafiamy w inne miejsca. (…) Ludzie są niepowtarzalni. Nasze dzieci są inne od nas. Każde z żyć to odrębny proces i to powinno wpływać na nasze myślenie o edukacji.” […]
Ken Robinson skrytykował dość powszechne na świecie podejście rządów i polityków do systemów edukacji. „Edukacja jest procesem społecznym. Dużym błędem polityków i urzędników jest próba odpersonalizowania tego procesu. Poprzez testy, struktury i próby sprowadzenia edukacji do pomiarów. To wbrew istocie i logice edukacji. Ale możemy to zmienić.” – mówił. „Standaryzacja nie jest drogą do rozwoju systemu edukacji. Wśród polityków jest potworne niezrozumienie jak funkcjonuje edukacja i jak powinno na nią wpływać państwo.” [..
Współczesny świat zmienił się zbyt mocno, abyśmy pozostali przy starym systemie edukacji. Musimy wymyśleć na nowo szkoły – apelował Ken Robinson. Mamy do czynienia z czterema wyzwaniami:
1.Podstawa programowa – musimy ją dopasować do realiów. Mamy takie przypadki na świecie, że podstawa programowa rzeczywiście wspiera, a nie na papierze, wielowymiarowy rozwój talentów dzieci. Powinniśmy korzystać z dobrych pomysłów z innych krajów.
2.Pedagogika – w sercu edukacji jest relacja pomiędzy nauczycielem i uczniem. Trzeba czasem przyznać: „nie wiem, zastanówmy się razem nad tym”. „Nauczyciel nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania, nie jest alfą i omegą. Wiemy tak naprawdę bardzo niewiele! Trzeba umieć to przyznać. Wielcy nauczyciele są także uczniami i odwrotnie wielcy uczniowie są także nauczycielami” – mówił Robinson.
3.Ocenianie – większość zasad oceniania opiera się na bardzo sztywnych koncepcjach. Często jest też źle rozumiane, zarówno formalne, jak i nieformalne. „Niestety uważamy, że testy i egzaminy są odpowiednią formą oceniania. W ocenianiu muszą być zrównoważone elementy opisowe (co uczeń potrafi, umie) i porównawcze (jak wypada na tle). Problem jeśli te drugie przeważają. Akademickie podejście do oceniania w szkole nie jest dobre. To potworny błąd” –podkreślał Robinson.
4.Kultura szkoły. Musimy budować społeczność uczniów, nauczycieli i rodziców. Opierać edukację na wartościach.
„Potrzebujemy naprawdę wielkiej zmiany – musimy w końcu przejść od industrialnego modelu edukacji do modelu opartego na rozwoju talentów i kultury osobistej.” – mówił Robinson. Mamy trzy opcje:
1.zmienić system taki jaki jest teraz – poprzez zmiany oddolne. Jeśli nauczyciel zmieni coś, zmienia się system. Tak samo dyrektor – małe zmiany mogą mieć wielkie konsekwencje
2.można wyjść z systemu – tworzyć własne szkoły łącząc się z ludźmi, którzy myślą podobnie. Tu dobrym przykładem są szkoły demokratyczne, alternatywne, kreatywne.
3.Możemy wymyśleć system od nowa – na przykład założyć swoją szkołę.
To od nas zależy, jaka będzie szkoła
„Zmiana w szkole zależy od nas. Jestem dowodem na to, że w każdej szkole możemy robić zmiany. Warto jest marzyć i zmieniać świat. Warto mówić o swoich marzeniach.” – mówiła Ewa Radanowicz, dyrektor Szkoły Podstawowej w Radowie Małym.
Wczoraj na portalu „Superbelfrzy RP” zamieszczono artykuł „Zmiana w szkole”, autorstwa Ewy Przybysz-Gardyzy – nauczycielki języka angielskiego i edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Stojadłach k. Mińska Mazowieckiego, pasjonatki nowych technologii, autorki bloga „Dla nauczycieli”. Oto jego obszerne fragmenty:
Foto: www.etwinning.pl
Ewa Przybysz-Gardyza
Często spotykam się z pasjonatami nauczania, czy to na konferencjach, czy na spotkaniach grup mastermind. Są to ludzie, “którym się chce”. Zdecydowana większość z nich jednak narzeka na brak współpracy i zrozumienia w swoich szkołach.
W większości szkół w Polsce jest kilkoro nauczycieli aktywnych, ciągle się uczących, sięgających po nowe metody pracy, nowoczesne technologie, realizujących ciekawe projekty. Narzekają oni jednak na resztę grona pedagogicznego, która nie dość, że pracuje przestarzałymi metodami, to jeszcze często patrzy na tych aktywnych z niechęcią, czasami z zawiścią. Niejednokrotnie to dyrektor blokuje aktywność, samemu bojąc się zmian.
Co nam pozostaje w takiej sytuacji? Czy nic nie da się zrobić, bo, cytując wypowiedzi nauczycieli, “system edukacji jest sztywny”, bo “szkoły są niedofinansowane, a dyrektorom brak możliwości motywowania pracowników”? Zawsze jest jakiś wybór. W tym przypadku możemy zostawić wszystko, jak jest i dalej narzekać. Ale możemy też próbować małymi krokami zmieniać sytuację nawet, jeśli nie sprzyja nam dyrekcja.
Co może zrobić nauczyciel, aby zachęcić swoich kolegów i koleżanki
do zmiany metod pracy?
Poniżej kilka przykładów działań oddolnych.











