Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: www.sus.ceo.org.pl

 

Na portalu EDUNEWS.PL znaleźliśmy dziś tekst Danuty Sterny, zatytułowany „Jak nauczyciel może badać swój wpływ na uczniów?” Oto jego obszerne fragmenty:

 

[…] Jak pozyskiwać informacje o tym, jak uczniowie się uczą?

 

Najczęściej stosowany sposób, to analiza wyników sprawdzianów. Jeśli uczeń nie otrzymał pozytywnej oceny, to może to oznaczać, że metody nauczyciela do niego nie trafiły. Ale może to również być wynikiem innych czynników, niezależnych od nauczyciela.

 

Drugi sposób, to pytanie uczniów. Prośba o samoocenę i o opinię, na temat metod nauczania stosowanych przez nauczyciela. Bardzo dobry sposób, ale obciążony tym, że uczniowie często nie potrafią dokonać rzetelnej samooceny.

 

Obserwowanie samego siebie. Można też pokusić się, o własną obserwację siebie jako nauczyciela. Jest to bardzo trudne, a czasami wręcz niemożliwe – prowadzić lekcję i jednocześnie obserwować siebie i uczniów.

 

Jak widać, te trzy proponowane metody badania wpływu są mocno obciążone przeszkodami. Najbardziej efektywny sposób, to zaproszenie do współpracy innego nauczyciela i rozpoczęcie tak zwanej OK obserwacji.

 

Krąży wiele mitów na temat obserwacji koleżeńskiej, że wymaga dużo dodatkowego czasu, że obserwacje mogą wyjść poza współpracującą parę nauczycieli, że dyrektor może używać jej podczas wizytacji i wiele innych. Powstały opracowania – jak przeprowadzać taką obserwację. Podano procedury, które moim zdaniem „zabijają” sam pomysł. […]

 

OK obserwację można opisać w kilku krokach:

 

Czytaj dalej »



Foto:Aleksander Krol [www.dziennikzachodni.pl]

 

W poniedziałek 9 marca z powodu zagrożenia koronawirusem zamknięto dwie szkoły w Rybniku

 

 

Nie ministerstwo edukacji, nie kuratoria oświaty, nie Ośrodek Rozwoju Edukacji, a ”Gazeta Wyborcza” proponuje szkołom  i pracującym w nich nauczycielom sposoby kontynuowania edukacji uczniów na wypadek konieczności długotrwałego zamknięcia szkół z powodu epidemii koronawirusa. Uczyniła to czisiaj artykułem Olgi Woźniak*, zatytułowanym „Nauka w czasach zarazy. Jak się uczyć, kiedy zamkną szkoły? Podpowiadamy”. Oto jego fragmenty i link do pełnej jego wersji:

 

Co będzie, kiedy epidemia koronawirusa doprowadzi do czasowego zamknięcia szkół (jak to się wlaśnie stało np. w Chinach czy we Włoszech)? Dać uczniom ferie, czy jednak jakoś zorganizować uczenie zdalnie? Jak się za to zabrać? […]

 

Na szczęście wciąż jeszcze nie żyjemy w kraju, w którym wszystkie szkoły są centralnie sterowane, i mamy spory wybór narzędzi, które mogą nam się przydać w czasach zarazy. Co więcej – może to być świetny impuls, by sięgnąć po tzw. narzędzia TIK (technologie informacyjno-komunikacyjne), do używania których zobowiązuje nas nawet podstawa programowa. Warto skorzystać, bo wiele firm tworzących edukacyjne apki udostępnia je w wersji premium na czas epidemii koronawirusa. Zrobił tak np. Kahoot czy Google Hangout.

 

 

Matematycy i fizycy na koronawirusa mają Khana

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj na stronie „Obserwatorium Edukacji”, z prawie dwutygodniowym opóźnieniem, zamieszczamy informację o inicjatywie Krystiana Ostrowskiego, której celem jest powołanie do życia ogólnopolskiego ruchu/stowarzyszenia, którego celem byłaby walka o obalenie obecnego systemu edukacji.

 

Foto: Roman Bosiacki /Agencja Gazeta[www.bydgoszcz.wyborcza.pl]

 

Krystian Ostrowski, nauczyciel angielskiego w prywatnej szkole w Tczewie (HelloEnglish Private Lessons), autor książki School sucks. Czy szkoła musi być do du..y?, autor bloga School suks”

 

 

 

Oto apel który 22 lutego Krystian Ostrowski zamieścił na swym fejsbukowym profilu:

 

 

Do wszystkich ludzi, dla których ważny jest los UCZNIA i dzisiejszej szkoły i którzy uważają obecny pruski system za szkodliwy:

 

[…] Wczoraj kilku moich uczniów ze smutkiem stwierdziło, że szkoła to zło. Że ich niszczy i odbiera radość życia. Zresztą, słyszę to codziennie. Nie pozwolę dalej, by szkoła niszczyła moje ukochane dzieci i uczniów. By niszczyła dobrych nauczycieli, którzy chcą, ale nie mogą. By niszczyła moją rodzinę i tysiące rodzin w tym kraju. Nie po to jest szkoła. Młody człowiek powinien biec do niej z radością: na spotkanie z ulubionymi nauczycielami, którzy pomagają mu poznawać ten niezwykły świat i stawać się dorosłym, a nie tylko wymagają wykucia informacji i odtworzenia ich na teście, który zostanie oceniony. Nie po to jest szkoła, by podcinać skrzydła, lecz by je rozwijać i pomagać wznosić się coraz wyżej. Nie po to by zamykać drzwi, ale by je otwierać. Nie po to by dołować, lecz motywować.

 

Przechodząc do meritum: razem z wieloma nauczycielami, rodzicami, ‘bojownikami’, eduzmieniaczami, ekspertami, pedagogami, psychologami, psychiatrami, profesorami, terapeutami i wszelkiego rodzaju działaczami, chcemy stworzyć ogólnopolski ruch/organizację/stowarzyszenie:

 

SILNY TEAM WALCZĄCY O OBALENIE OBECNEGO SYSTEMU EDUKACJI, KTÓRY JEST OPRESYJNY, NISZCZY UCZNIA, DOBRYCH NAUCZYCIELI, RODZICÓW I RODZINY, NIE TRAKTUJE UCZNIA JAKO CZŁOWIEKA, IGNORUJE WIEDZĘ NA TEMAT RÓŻNYCH SPOSOBÓW UCZENIA SIĘ, I CZYNI ZE SZKOŁY MIEJSCE NIEPRZYJAZNE UCZNIOWI

 

Trzeba wymyślić dobrą nazwę: mocną, ciekawą i medialną [proponujcie w komentarzach], zorganizować publiczny event [najlepiej w Warszawie], zainteresować media, opracować plan działania i ‘manifest’, który skierujemy do Ministerstwa Edukacji Narodowej, rządu i do kogo tylko się da.

 

Bardzo liczę na Twoją współpracę i pomoc.

 

Czytaj dalej »



 

Nie trzeba było długo czekać na komentarz jednego z czterech wymienionych przez Jarosława Pytlaka „mężów w sile wieku, choć jeszcze niestarych” Tomasza Tokarza. Oto dwa fragmenty tekstu, zamieszczonego dzisiaj na jego fejsbukowym profilu:

 

 

W niedawnym poście Jarosław Pytlak Wokół szkoły odniósł się do działań czterech wizjonerów edukacyjnych zaznaczając, że łączy ich „przekonanie, że nie ma złych uczniów, są tylko źli nauczyciele”


Mogę wypowiadać się jedynie we własnym imieniu.
Po pierwsze, nie dziele ludzi na dobrych i złych.
Po drugie, nie przypisuję dobra czy zła określonej grupom.

 

W rzeczywistości szkolnej mamy do czynienia z ludźmi próbującymi przetrwać i realizować swoje potrzeby (bezpieczeństwa, przynależności, autentyczności, spełnienia itd.) w realiach sztucznych i narzuconych.

Szkoła obecna to przestrzeń pracy przymusowej, gdzie jedna grupa ludzi (strażnicy) pilnuje drugiej (dozorowani), by ta realizowała przez kilkanaście lat szereg działań, których sensu nie pojmuje, po to, by firma mogła pochwalić się wynikami w ujednoliconych testach jakości produktu.[…]

 

Szkoła ma być dla ucznia, ma go realnie wspierać w rozwoju w poszukiwaniu siebie wykorzystywaniu swoich mocnych stron dla osiągania satysfakcji życiowej i działanie na rzecz społeczeństwa. Jeśli tego nie robi to wszystkie nowe narzędzia technologiczne czy komunikacyjne służą jedynie wzmacnianiu niefunkcjonalnego systemu.

 

Jeśli mam o coś pretensje do nauczycieli, to o to, że zaakceptowali rolę strażników i nie próbują jej obchodzić, choć system zostawia mnóstwo furtek. O to, że serio uwierzyli, że ich najważniejszym zadaniem jest przekazywanie danych, sprawdzanie i ewaluowanie a uczniów należy wartościować w zależności od tego, czy ci im pomagają czy przeszkadzają w realizacji celów oderwanych od ich realnego dobra.

 

I w tym pełna zgoda z autorem wpisu: „nie mogą zrozumieć, dlaczego ogół nauczycieli daje się wtłoczyć w ogłupiający kierat absurdalnych wymagań, które w dodatku przenoszą na uczniów”.

 

Bo sporo blokad ma źródło w naszych głowach.

 

Cały tekst Tomasza Tokarza    –     TUTAJ

 

 



Dawno nie zamieszczaliśmy tekstów Jarosława Pytlaka. Jednak dziś nie mogliśmy nie zarejestrować jego wczorajszego postu na blogu Wokół Szkoły, zatytułowanego „Śmiały krok w kierunku zmiany?” Autor – jak sam to określił – wystąpił tam w roli adwokata diabła w sprawie pomysłu tzw. „szkoły minimalnej”, lansowanej na fejsbukowej grupie „Szkoła Minimalna” przez Marcina Stiburskiego.

 

 

Oto fragmenty tego tekstu – podkreślenia i większość pogrubień w nich – redakcja OE

 

Śmiały krok w kierunku zmiany?

 

Na rodzimym rynku oświatowych idei moją uwagę zwracają poglądy głoszone przez czterech mężów w sile wieku, choć jeszcze niestarych: Wojtka Gawlika, Tomasza Tokarza, Christiana Ostrowskiego i Marcina Stiburskiego. Co najmniej trzech spośród nich posiada dzieci w wieku szkolnym i to właśnie traumatyczne rodzicielskie przejścia z instytucjami edukacyjnymi leżą u źródła ich radykalnych postulatów zmiany. Oraz – jak deklarują – również zdrowy rozsądek. Najogólniej biorąc, marzą o zlikwidowaniu wszystkich ograniczeń tradycyjnej, „pruskiej” szkoły i zbudowaniu nowej edukacji, podążającej za dziećmi, przyjaznej i pozwalającej młodym ludziom odkrywać ich potencjał. To oczywiście (z mojej strony) daleko idące uproszczenie, ale też nie analiza ich koncepcji jest moim celem w tym artykule, ale zwrócenie uwagi na kilka zjawisk, umykających w dyskursie o edukacji.

 

Wszystkich panów łączy między innymi przekonanie, że nie ma złych uczniów, są tylko źli nauczyciele, którzy nie potrafią dotrzeć do każdego z potrzebnym mu przekazem, wsparciem etc. Wszyscy uważają, że nawet w obecnych warunkach prawnych jest to możliwe, potrzeba tylko dobrej woli po stronie nauczycieli. Zupełnie słusznie nie mogą zrozumieć, dlaczego ogół nauczycieli daje się wtłoczyć w ogłupiający kierat absurdalnych wymagań, które w dodatku przenoszą na uczniów, zamieniając najpiękniejsze lata ich młodości w piekło.

 

Pan Marcin, jako jedyny chyba w tym gronie, ma aktualne doświadczenie z „liniowej” pracy nauczyciela w publicznej szkole. Na tej podstawie wymyślił ideę Szkoły Minimalnej, czyli takiej, które wymagane przez państwo atrybuty posiada w najmniejszym możliwym stopniu. Na przykład, prawo oświatowe każe ocenić ucznia co najmniej raz w każdym roku szkolnym; dlaczego zatem nauczyciele rozbudowują, często poza granice absurdu, systemy ocenienia, które radość ze zdobywania wiedzy zmieniają z bezsensowną gonitwę za wynikiem?!

Czytaj dalej »



Foto:www.superbelfrzy.edu.pl

 

                             Oktawia Gorzeńska podczas wykładu „Po co nam innowacje w edukacji”

 

 

2 marca na portalu SUPERBELFRZY zamieszczono tekst Justyny Bober, zatytułowany „Po co nam innowacje w edukacji? – od Wiosny Edukacji do Szkoły dla innowatora”. Jest to tekst, z którego promieniuje przekonanie autorki o konieczności podejmowania oddolnych działań innowacyjnych, które nawet w ramach obowiązującego systemu prawnego oświaty są w stanie zmieniać na lepsze nasze szkoły. Dowodem na realność tej idei są przywołane w tekście działania Ewy Radanowicz i Oktawii Gorzeńskiej.

 

Oto obszerne fragmenty tej publikacji – pogrubienia i podkreślenia w cytowanym tekście – redakcja OE:

 

Czym są innowacje? Czym są postawy proinnowacyjne? Co jest, a co nie jest innowacją? Czego powinniśmy się uczyć w szkołach? Jakie kompetencje potrzebne są młodym ludziom? Czego brakuje naszym szkołom, nauczycielom? Co charakteryzuje innowacyjnych nauczycieli i innowacyjne szkoły? Na te pytania poszukuję odpowiedzi już od dłuższego czasu. […]

 

Takimi nowatorskimi projektami oddolnej zmiany są inicjatywy Wiosna Edukacji i Szkoła dla Innowatora, firmowane dwoma nazwiskami liderek zmiany: Ewy Radanowicz i Oktawii Gorzeńskiej. Wiosna Edukacji zgromadziła wokół siebie już ponad 100 ambasadorów i  około 50 szkół, kilka tysięcy sojuszników, a  program Szkoła dla innowatora, pod patronatem Ministerstwa Rozwoju i MEN, prowadzony przez CEO, zainteresował co najmniej 400 szkół w Polsce, bo tyle szkół zgłosiło swój akces. Ostatecznie zostało wybranych 20 szkół, ale są szanse na to, by w przyszłości szkół tych było więcej.

 

Inicjatywą Ewy Radanowicz interesuje się też świat nauki. W Bydgoszczy brałam udział w bardzo ciekawej konferencji naukowej o Kulturze innowacji w edukacji, obok profesora Śliwierskiego czy Dylaka, występowała na niej również Ewa Radanowicz, opowiadając o swojej innowacyjnej szkole. Wcześniej Ewa Radanowicz wystąpiła na konferencji Edukacji Kreatywnej w Warszawie, gdzie mogliśmy wysłuchać  też Kena Robinsona online. Wspominam o tym, ponieważ wszystkie te wykłady łączy słowo innowacja, a właściwie dość specyficzne rozumienie tego, co określamy jako innowacja.

 

Temat ten powrócił przy okazji wizyty Oktawii Gorzeńskiej w Sejnach i Suwałkach. Głównym zagadnieniem jej wystąpienia była rola innowacji w edukacji. Również w grupie Facebookowej Superbelfrów RP pojawiły się niedawno pytania o innowacje: czy jako nauczyciele je wprowadzamy, czy w sposób formalny czy nieformalny i czego te nasze innowacje dotyczą. Okazuje się, że najczęściej są one wymogiem formalnym awansu lub ewaluacji szkoły, natomiast prawdziwie nowatorskie działania wcale nie muszą być sformalizowane. Co więcej innowacje wcale nie muszą być nowatorskim działaniem na miarę XXI wieku. […]

 

Czytaj dalej »



                                                                     U W A G A

                                        Przeczytaj ANEKS dołączony do tego tekstu 4 marca!

 

Foto: Karolina Sikorska (Agencja Gazeta) [www.trojmiasto.wyborcza.pl]

 

Dzisiaj na blogu „PEDAGOG” pojawił się post, zatytułowany Zerowanie uczniów”. Jako że prof. Śliwerski podjął w nim interesujący nas problem oceniania uczniów postanowiliśmy zapoznać z nim naszych Czytelników. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Rodzic dowiaduje się, że jego dziecko ma wstawione do dziennika ZERO (0) za … nienapisanie sprawdzianu z określonego przedmiotu. Zapytana o powody takiej oceny nauczycielka odesłała go do Wewnątrzszkolnego Systemu Oceniania w Zespole Szkół […] w Łodzi. Jak się jednak okazuje, nie tylko w tej szkole ponadpodstawowej ma miejsce ZEROWANIE UCZNIÓW, gdyż w wielu polskich szkołach publicznych zapanowała na to moda.


Zajrzałem do dokumentu tej szkoły i rzeczywiście w rozdziale p.t. „ZASADY OCENIANIA” zapisano:


(…) 2. Przyjmuje się następującą skalę ocen zgodnie z Rozporządzeniem MEN z dnia 30 kwietnia 2007 r. w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów w szkołach publicznych:

niedostateczny – 1
dopuszczający – 2
dostateczny – 3
dobry – 4
bardzo dobry – 5
celujący – 6

3.Dopuszcza się stosowanie znaku „0”, „nb”, „np.” i „bz”. […]

 

Rodzic skierował pisemny protest do nauczycielki za wstawienie jego dziecku zera. Stwierdził, że symbol/nota/ ocena 0 (zero) stoi w sprzeczności z przepisami ogólnymi, ma charakter piętnujący i niewychowawczy. Zapytał, z jakiego to powodu w polskim systemie ocen szkolnych dopuszcza się stosowanie zera?


Nauczycielka w odpowiedzi na prośbę rodzica o wytłumaczenie tego zapisu pisze, że „Ocena „0” oznacza, iż dana praca pisemna nie została napisana w terminie”. Jest to w szkole umocowane przepisami wynikającymi z WSO (wewnątrzszkolny system oceniania. Uczeń, który napisze w terminie pracę pisemną (tydzień od oddania pracy) ma w miejsce zera wpisaną adekwatną ocenę”.

 

Czytaj dalej »



 

Dopiero dziś zajrzeliśmy na blog Jarosława Blocha „CO Z TĄ EDUKACJA”, gdzie stwierdziliśmy, że od minionej soboty (15 lutego) można tam przeczytać obszerny tekst pt. Strategie przetrwania”. Tym razem nie jest to o sposobach uczniów na przetrwanie w systemie szkolnym, lecz o strategiach, jakie w konsekwencji długotrwałego niżu demograficznego zmuszone są stosować dotknięte brakiem uczniów szkoły. Tekst ten ma cechę wyróżniającą go od innych, także podejmujących próbę analizy przyczyn kryzysu w naszych szkołach ponadpodstawowych, gdyż jego autor, jako „wolny strzelec” nie musi przestrzegać „poprawności politycznej” i wskazuje na określone mechanizmy zachowań nauczycieli w tych szkołach bez „owijania w bawełnę”.

 

Przytaczamy tu ów tekst nieomal w całości całości – pogrubienia podkreślenia jego fragmentów – redakcja OE:

 

Strategie przetrwania

 

Dziś o strategiach przetrwania – czyli o tym jak do spółki z niżem demograficznym zdemolowaliśmy nasze szkoły. Na początku od razu zaznaczę, żeby było jasne – za obecny stan polskiej oświaty odpowiada wiele czynników, pamiętajmy o tym czytając poniższy tekst. I chociaż w ostatnich latach szkoła cierpi głównie przez złe decyzje polityczne, to nie zapominajmy, że to nie wszystko, bo są jeszcze inne czynniki. Dlatego dziś skupiam się na jednym z nich, ale ważnym, czyli niżu demograficznym. Pamiętam przepełnione szkoły, przez które przechodziły roczniki wyżowe. Pamiętam tłok na korytarzach i klasy pełne dzieci. 38 osób – w takiej klasie miałem okazję pracować, 33-35 to był standard. Był taki rok w którym klas było więcej niż sal, kto się zagapił, lądował z młodzieżą na korytarzu. Może zabrzmi to dziś jak bluźnierstwo, ale czekaliśmy wtedy na niż demograficzny, bo widzieliśmy że jakość pracy w takim tłoku nie jest najwyższa. O komforcie nie wspominając. Jednak nikt nie spodziewał się, że za kilka lat wpadniemy w prawdziwą demograficzną zapaść.

 

Najpierw kilka faktów. Przez nasze szkoły przechodzi demograficzne tsunami. Życie pokazało, że nie będzie kolejnego boomu rozrodczego. Do szkół średnich wkroczył właśnie rocznik 2004. To pierwszy rocznik, w którym po wielu latach spadków zanotowano wzrost liczby urodzeń. Wszyscy odetchnęli. Będzie więcej dzieci – myśleli. Niestety wyż ten okazał się marną górką, bardziej wyhamowaniem spadku aniżeli odwróceniem trendu. W dodatku ten skromny wyż zakończył się w okolicy 2012 roku. Od tego czasu mamy stagnację. Weszliśmy w nowe czasy, w których rytm powojennych wyżów i niżów nie decyduje już w głównym stopniu o naszej demografii. Został zakłócony przez zmiany cywilizacyjne, które zachód przechodził już dawno, ale my jak zwykle nie nauczyliśmy się na jego doświadczeniach. Dla młodych posiadanie dziecka nie jest już priorytetem, opóźnia się wiek zawierania małżeństw, wzrasta liczba rozwodów, rośnie wiek, w którym kobiety rodzą pierwsze dziecko. Wskaźniki są jednoznaczne. Lepiej nie będzie. Nie pomógł nawet największy transfer „socjalnych” pieniędzy w ramach programu 500+. Niestety to szkoła musi się dostosować do nowych warunków, bo światełka w tunelu nie widać. Jak szkoły radziły sobie gdy spadała liczba uczniów? Jakie strategie przyjęły szkoły, a jakie uczniowie? Czy wykorzystaliśmy niż do poprawy jakości? Raczej nie.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj, na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono obszerny zapis rozmowy, jaką z Igą Kazimierczyk – prezeską Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, aktywistką ruchu Obywatele dla Edukacji, nauczycielką, przeprowadziła Katarzyna Przyborska – redaktorka strony „KrytykaPolityczna.pl”. Warto w tym miejscu dodać, że badania o których opowiada rozmówczyni prowadziła ona, zbierając materiały do swej pracy doktorskiejNuda szkolna i jej uwarunkowania”. Oto wybrane fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji. Podkreślenia i pogrubienia w przytoczonym tekście – redakcjaa OE:

 

Źródło: www.krytykapolityczna.pl

 

Jeden z rysunków, powstałych w ramach badań, w których wzięły udział dzieci ze szkół podstawowych państwowych i społecznych.

 

 

[…]

 

Katarzyna Przyborska: – Chciałaś dowiedzieć się, jak czują się dzieci w szkole. Jak jej doświadczają. Przeprowadziłaś badania*. Ponad setka dzieciaków, dwadzieścioro pięcioro nauczycielek i nauczycieli, ponad sześćset rysunków. Co z nich wynika?

 

Iga Kazimierczyk: – Dzieci się nudzą. Tak można określić to, czego doświadczają w czasie lekcji. Potwierdzają to zresztą badania anglojęzyczne, w zależności od przyjętej metodologii od dwudziestu do pięćdziesięciu ośmiu, a nawet siedemdziesięciu procent dzieci w czasie lekcji się nudzi. Polski badacz Józef Kozielecki już parę lat temu zwracał uwagę, że szkoła jest ufundowana na nudzie i lęku. W moich badaniach ten lęk też wyszedł. I to właśnie powiązany z nudą.

 

 

-Czego boją się dzieci w szkołach?

 

Boją się mówić o swoim doświadczeniu nudy, obawiają się skrytykować nauczyciela, boją się jego agresji, konsekwencji swojego niedostosowania do sposobu pracy. Ten wątek był dla mnie zaskakujący. Zlepienie tych dwu doświadczeń: nudy i lęku, w badaniach anglojęzycznych, które analizowałam, nie wystąpiło. Lęk owszem − pojawiał się wszędzie, ale osobno. To powiązanie pojawiło się wyraźnie w moim badaniu. A jeśli uczniowie boją się mówić o doświadczeniu nudy, o ilu jeszcze innych rzeczach, których doświadczają w szkole, boją się mówić?

 

 

-Co uczniowie powiedzieli o nudzie?

 

-Najpierw nauczyciele. Według nich nuda to taka sytuacja, w której uczniowie nie są zajęci. Nauczyciele od razu dodają: moi uczniowie są zajęci, u mnie ten problem nie istnieje. I ja nie zakładam, że nauczyciele zaklinają rzeczywistość, tylko rzeczywiście często się starają. Mają pomoce dydaktyczne, rzutniki, wskaźniki, robią wiele, żeby uczniowie byli zajęci. Ich odczucie jest zbieżne z takim najprostszym rozumieniem zjawiska nudy.

 

 

-A dzieci?

 

Uczniowie idą w analizie, w rozumieniu tego stanu dużo dalej, głębiej nawet niż badania, które przeprowadzano. Mówią, że nuda wiąże się z niskim stanem emocjonalnym, że to obniżona motywacja, lekka nerwowość. Współistnieje z obniżonym nastrojem. Dzieci mają poczucie braku decyzyjności i odłączenia.

 

 

 

-Jest 2018 rok. Czego uczy polska szkoła?

 

– I to jest szalenie ciekawe dla pedagogów, że dzieci postrzegają nudę jako brak decyzyjności i odłączenie, pustkę. Przebywają w otoczeniu innych osób, które w sumie lubią, ale nic razem z nimi nie mogą zrobić. To nie jest wyalienowanie takie, jak wtedy, gdy człowiek sam wychodzi poza nawias, poza innych. Dla mnie jest to przerażające. Bo wszyscy doświadczamy w życiu różnych durnych i nudnych rzeczy…

 

 

– …tylko że dzieci mają tego nieporównanie więcej.

 

Mogą być zajęte, a jednocześnie, będąc zajętymi, doświadczają odcięcia, odizolowania i pustki. Są zamknięte w sytuacji, w której jednocześnie są w grupie, ale nie mogą z tą grupą swobodnie pracować.[…]

 

 

-Bardzo to jest ciekawe. Może należałoby zmienić to równanie, w którym po jednej stronie stoją uczniowie, a po drugiej nauczyciel, na równanie z niewiadomą: po jednej stronie będą uczniowie i nauczyciel, a po drugiej owa niewiadoma – temat lekcji, zadanie. W takim układzie nauczyciel będzie liderem…

 

Czytaj dalej »



Foto: www.google.com/

 

Na portalu „Edunews” zamieszczono w minioną sobotę tekst Tomasza Tokarza, zatytułowany „Do czego mi się to przyda?”. Uznaliśmy, że jest to znakomity poradnik dla nauczyciela, który ma kłopoty w uzasadnianiu swoim uczniom sensowności tego, do uczenie ich czego („wkuwania”) został on zmuszony obowiązującą go podstawą programową. Oto ten tekst bez skrótów – pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE:

 

 

Nastolatkowie są dzisiaj maksymalnie pragmatyczni, dużo bardziej pragmatyczni niż starsi.. Ich mózgi bardzo oszczędzają energię. Jeśli ją zużywają to głównie po to by zaspokajać swoje potrzeby: uznania, akceptacji, poczucia sensu i zabawy.

 

Jeśli uczniowie mają wykonać jakąś pracę to potrzebują uzasadnienia. Nie chcą pracować „za miskę ryżu”. Stąd częste pytanie: „do czego mi się przyda?” – zupełnie zrozumiałe, będące przejawem krytycznego myślenia, objawem racjonalizmu. Po cóż bowiem mieliby marnować tyle energii na uczenie się rzeczy, które nie mają na nic przełożenia? Skoro świat wokół jest taki ciekawy?

 

Ponieważ dorośli nie mają pojęcia, do czego uczniom mogą im się przydać szkolne informacje próbują stosować różne strategie:

 

a) maturalna„bo to będzie na maturze”. Czasem to działa nawet, bo uczniowie wiedzą, że jeśli chcą iść na studia to muszą tę maturę zaliczyć. Czasem perspektywa matury to jedyny motywator, by przyswajać szkolne dane. Dlatego uczniowie ryją, byle móc już się od szkoły uwolnić. Ale na dłuższą metę to strategia zawodna, bo przecież nie zdają wszystkich przedmiotów na maturze. I „wciskanie kitów” ma swoje granice.

 

Czytaj dalej »