
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.mojaswidnica.pl
29 czerwca na portalu OKO.press zamieszczono artykuł Jakuba Szymczaka, zatytułowany „Mową nienawiści polską młodzież zryto”, czyli przebudzenie młodych (rekord frekwencji i więcej). Jako że są tam informacje o zachoweaniach wyborczych ludzi w wieku 18 – 29 lat w ostatnich latach – postanowiliśmy udostępnić fragmenty tego tekstu naszym czytelnikom, jeszcze niedawno – w znaczącym stopniu – będących nauczycielkami lub nauczycielami tychże wyborców.
Oto te „wypisy” (pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE) oraz link do pełnej wersji artykułu:
Maj 2019 – do wyborów europejskich idzie 27 proc. osób poniżej trzydziestki. Czerwiec 2020 – głosuje 65 proc. najmłodszych obywateli. Co ich ruszyło? Strajki klimatyczne? Zmęczenie duopolem Phttps://mojaswidnica.pl/wybory-prezydenckie-rozpoczete/O-PiS? Co obudziło bunt? Szukamy odpowiedzi także w popularnym rapie:
„Ej, to mój protest song, mam już tego dość, co podpisał polski président
Oddał dwa miliardy dla tej propagandy, co nazywa ziom telewizją
Zastanawiam się, co obywatele widzą
Chociaż nie powinno to obchodzić mnie, no bo jestem celebrytą
Ale boli mnie, że ziomal żeby przeżyć to musiał zostać bandytą
Ale boli mnie, że mową nienawiści całą polską młodzież zryto”
Tak rapuje Żabson, a właściwie Mateusz Zawistowski (rocznik 1994) w teledysku do „Młodego Bossa”. I ten cytat może nam pomóc zrozumieć poniższy wykres bardziej niż niejedna analiza. […]
Wszystkich komentatorów zaskoczyła frekwencja wśród młodych w niedzielnych wyborach prezydenckich. Według late poll Ipsos osiągnęła aż 64,5 proc. Więcej niż wśród wszystkich uprawnionych do głosowania!
Dotychczas dominował obraz młodych może i politycznie radykalnych, ale niezainteresowanych wyborami. W wyborach samorządowych 2018 i europejskich 2019 frekwencja wśród młodych była o około 20 punktów procentowych niższa od ogólnej. W wyborach parlamentarnych różnica spadła do 15 punktów. A wczoraj zniknęła. […]
Foto: www.docplayer.pl
Dr Małgorzata (Margaret) P. Bonikowska
Wczoraj na portalu „Juniorowo” zamieszczono artykuł dr Małgorzaty (Margaret) P. Bonikowskiej – redaktorki naczelnej Our Kids Polska, którego tytuł „Edukacja alternatywna w Polsce” sygnalizuje tekst informacyjno-przegladowy, poświęcony temu zróżnicowanemu nurtowi myśli i praktyki edukacyjnej.
Poniżej zamieszczamy jedynie fragmenty tej obszernej publikacji, odsyłając zainteresowanych do jego pełnej wersji:
W Polsce i w wielu innych krajach powstaje coraz więcej nowatorskich placówek edukacyjnych, odmiennych od tych powszechnie znanych. Tworzą je pasjonaci, których koncepcje i pomysły na edukację różnią się od idei leżących u podstaw tradycyjnej szkoły. Najczęściej mieli oni do czynienia z klasyczną “szkołą systemową” i te doświadczenia wywołały w nich frustrację i potrzebę stworzenia czegoś innego, nowego. […]
Co budzi krytykę w szkolnictwie systemowym
Oczywiście, nie każda szkoła systemowa jest taka sama i nie w każdej znajdziemy te właśnie krytykowane cechy wymienione poniżej:
– Nadmierne nastawienie na egzaminy, testy, rankingi.
– Brak indywidualizacji nauczania i traktowanie wszystkich uczniów jakby byli tacy sami.
– Model trzech “z” – zakuć, zdać i zapomnieć.
– Główny nacisk na rozwój intelektualny ucznia, z pominięciem sfery emocjonalno-społecznej.
– Tradycyjny model nauki, w którym nauczyciel przekazuje informacje (wykładowca), a uczniowie mają przyswoić wiedzę.
– Stres, presja, narzucone metody i treści.
– Zewnętrzna motywacja do nauki – dziecko uczy się dla ocen, rodziców, nauczyciela albo by uniknąć kary (złej oceny, uwagi, niezadowolenia dorosłych).
– Nauczanie przedmiotowe, oderwane od myślenia problemowego i nie ukazujące połączeń między przedmiotami i perspektywy interdyscyplinarnej.
– Sztywny plan zajęć.
– Jednolity program i metody, niezależnie od predyspozycji, uzdolnień, zainteresowań uczniów. […]
Próby zmiany systemu nauczania – placówki alternatywne
Foto: www.cialopedagogiczne.pl
W dniu wyborów Jarosław Pytlak nie pauzował i zamieścił na swoim blogu kolejny tekst, zatytułowany – jak zwykle intrygująco – „Nie strzelać do (biało-)czerwonych pasków!”. Oto jego pierwsza część i link co pełnej wersji:
Na internetowej strzelnicy, w dziale „Szkoła”, stoi kilka łatwych i bardzo popularnych celów. Wśród nich, na przykład: oceny szkolne, czerwony pasek, nieodkryte pasje, prace domowe, nieżyciowy program, dyktatura testów. Ostrzał trwa praktycznie bez przerwy, może tylko w zależności od fazy roku szkolnego na niektórych odcinkach słychać istną kanonadę, na innych zaś tylko pojedyncze wystrzały. I tak oto pod koniec roku szkolnego ucichło (chwilowo) wokół prac domowych, za to szczególnie popularnymi celami są oceny oraz tzw. czerwone paski na świadectwie (w istocie biało-czerwone, więc bardzo patriotyczne, co wcale jednak nie łagodzi krytyki).
Krytyka ocen jest łatwa, bo wokół nich koncentruje się cała dydaktyka i niemal całe życie społeczne szkoły, prowadząc nieledwie do segregacji rasowej intelektualnej, na tych, którzy ku satysfakcji nauczycieli zdobywają wysokie noty, oraz całą resztę. Ja zresztą zgadzam się z krytykami i gdybym tylko wiedział, jak wykorzenić z nauczycielskiej i rodzicielskiej świadomości przekonanie, że oceny być muszą, uczyniłbym to bez namysłu. Na razie jednak mam z tyłu głowy fiasko, jakie poniosła próba prawnego zakazania w najmłodszych klasach podstawówki wystawiania ocen innych niż opisowe, co wyzwoliło ogromną kreatywność nauczycieli w wymyślaniu buziek, słoneczek, kwiatów o różnej liczbie płatków, napędzaną potężnym zapotrzebowaniem ze strony rodziców. Obserwuję również, jak wiele inwencji wkłada się cały czas w doskonalenie elektronicznych systemów przeliczania wyników, nadawania wag, wyliczania średnich itd., i rozumiem, że nagła rezygnacja z tego mogłaby zaburzyć równowagę wszechświata w świadomości większości aktorów życia szkolnego. Dlatego sam od ćwierć wieku unikam rewolucji, starając się jedynie z jakim takim sukcesem uczynić z oceniania narzędzie, a nie cel w edukacji. Co wychodzi całkiem nieźle na poziomie klas 4-6, a marnie powyżej, gdzie byt, czyli perspektywa egzaminu, określa świadomość, czyli oczekiwanie zrozumiałego dla rodziców i prowadzonego na bieżąco pomiaru.
Gorzej z krytyką czerwonego paska, któremu można zarzucić jedynie to, że opiera się na skądinąd potępianym ocenianiu, oraz że premiuje tych uczniów, którzy uczą się z powodzeniem wszystkiego, zamiast wybiórczo rozwijać swoje potencjalne pasje. To jednak zupełnie wystarczy, by poddać istnienie świadectw z wyróżnieniem pryncypialnej krytyce, szczególnie, że każdy strzelec ma swoje doświadczenia, które służą jako dodatkowe źródło amunicji. Co pokażę na przykładzie postu zaczerpniętego z fejsbuka.
Miałam zawsze czerwone paski. Byłam zwolniona z ustnej matury za oceny z pisemnej. Magisterka bdb… Po skończeniu podstawówki płakałam, że to świadectwo nic nie znaczy, że wolałabym zostać w tej szkole, z tymi ludźmi… W liceum miałam lepszy kontakt z nauczycielami niż z 90% klasy… Teraz mam zbyt dużo lat i ciągle nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem zawodowym… Bo jakaś tam bystrość daje mi możliwość bycia dobrą w tym, co robię i łatwość uczenia się nowych rzeczy, ale one nie dają mi spełnienia… W szkole nikt mi nie pomógł odkryć jakiejś pasji… Nikt mną nie pokierował w dobrą stronę, kiedy był na to czObserwuję również, jak wiele inwencji wkłada się cały czas w doskonalenie elektronicznych systemów przeliczania wyników, nadawania wag, wyliczania średnich itd., i rozumiem, że nagła rezygnacja z tego mogłaby zaburzyć równowagę wszechświata w świadomości większości aktorów życia szkolnego. Dlatego sam od ćwierć wieku unikam rewolucji, starając się jedynie z jakim takim sukcesem uczynić z oceniania narzędzie, a nie cel w edukacji. Co wychodzi całkiem nieźle na poziomie klas 4-6, a marnie powyżej, gdzie byt, czyli perspektywa egzaminu, określa świadomość, czyli oczekiwanie zrozumiałego dla rodziców i prowadzonego na bieżąco pomiaru. as… Dobra we wszystkim, więc po co się nią zajmować… Nie tego oczekiwałam od szkoły… Powiecie: roszczeniowa? Raczej marzycielka, że szkoła będzie „produkować” szczęśliwe, świadome siebie istoty, a nie istoty „wycenione średnią”…
Mamy w tej wypowiedzi obraz niespełnionego życia, mimo czerwonych pasków na świadectwach i wszelkich innych możliwych sukcesów edukacyjnych. Przedstawiony w pakiecie z reklamacją pod adresem szkoły, że nie pomogła odkryć pasji i nie wyprodukowała w osobie autorki szczęśliwej, świadomej istoty.
To teraz ja:
Miałem zawsze czerwone paski. Z matury same piątki (szóstek jeszcze nie było). Świetne świadectwo ukończenia podstawówki otworzyło mi drogę do wybranego liceum (był wtedy konkurs świadectw), zaś maturalne pozwoliło dostać się bez egzaminu na wybrany kierunek studiów… […]
Cały post „Nie strzelać do (biało-)czerwonych pasków!” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
We wtorek 23 czerwca prof. Boguslaw Śliwerski zamieścił na swym blogu post, zatytułowany „Jak była, jest i będzie badana edukacja w okresie pandemii COVID-19?”. Jest to jego relacja z wystąpienia dr hab. Jacka Pyżalskiego, prof., UAM w Poznaniu, wygłoszonego na Ogólnopolskiej Konferencji „Edukacja zdalna przed, w czasie i po pandemii COVID-19„, która odbyła się przed tygodniem, 20 czerwca.
Zanim jednak zaprezentujemy fragmenty tego tekstu, przedstawimy pokrótce jak dowiedzieliśmy się o tym wydarzeniu:
Oczywiście – także z bloga PEDAGOG, bo wszak nie mamy stałego „nasłuchu” na inicjatywy szkół wyższych. Stało się to 19 czerwca, na dzień przed konferencją, z posta „Pedagodzy o edukacji w „koronie” – przed, podczas i po pandemii”. Przeczytaliśmy tam:
[…] Zapowiadam sobotnią (20.06.2020) debatę naukową na Uniwersytecie Szczecińskim, której uczestnicy podejmą problem doświadczany przez nas na co dzień od połowy marca br. […] Udział w konferencji jest bezpłatny, ale wymaga zarejestrowania się, żeby możliwe było przesłanie na wskazany przez daną osobę adres poczty elektronicznej informacji o platformie ZOOM, na której odbędzie się konferencja wraz z linkiem i innymi danymi niezbędnymi do logowania.[…]
Kłopot polegał na tym, że na stronie gospodarza konferencji – Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego 2 czerwca zamieszczono taki komunikat:
Źródło:www.ped.usz.edu.pl
Pierwszą relację z niedostępnej dla osób wcześniej niewtajemniczonych konferencji prof. Śliwerski zamieścił na swym blogu już w poniedziałek 22 czerwca: „Wyniki międzynarodowych badań – edukacja w okresie COVID-19” – TUTAJ
My zdecydowaliśmy się udostępnić na naszej stronie relację z wystąpienia dr hab. Jacka Pyżalskiego, zamieszczonej kolejnego dnia – 23 czerwca. Oto fragmenty posta z bloga PEDAGOG:
Jak była, jest i będzie badana edukacja w okresie pandemii COVID-19?
Notatkografika pani Teresy Ulanowskiej z referatu dr hab.Jacka Pyżalskiego
Dziś na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono tekst dr Grzegorza Stunży – adiunkta w Pracowni Edukacji Medialnej Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej i wiceprzewodniczącego Gdańskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, członka zespołu.ktory zrealizował relacjonowane w artykule zatytułowanym „Samopoczucie po zdalnej edukacji” badanie. Oto jego fragmenty i link do pliku z raportem:
[…] Badaniem objęci zostali nauczyciele, uczniowie i rodzice z wybranych szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całej Polsce. Dzięki wiedzy na temat każdej z trzech grup się otrzymać pełen obraz tego, jak z edukacją zdalną poradzili sobie wszyscy jego uczestnicy.
Już z pierwszych wyników wyłania się obraz niejednorodny i nie do końca negatywny – mówi dr hab. Grzegorz Ptaszek, prof. AGH, prezes Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej i kierownik badania. – Przykładowo, z jednej strony większość nauczycieli deklaruje, że zna więcej narzędzi i zasobów online umożliwiających realizację edukacji zdalnej oraz lepiej ocenia swoje przygotowanie do prowadzenia lekcji online, z drugiej zaś znaczna część z nich twierdzi, że ich samopoczucie psychiczne jest gorsze niż przed pandemią. W przypadku uczniów z kolei połowa z nich ocenia lekcje prowadzone przez nauczycieli jako mniej atrakcyjne niż przed pandemią, natomiast relację z wychowawcą nieco ponad 60% ocenia tak samo przed i po pandemią. Takie wyniki nas jako badaczy nie do końca zaskakują, ponieważ od początku widać było dużą determinację szkół i nauczycieli do szybkiego nadrabiania zaległości w przygotowaniu do nowej rzeczywistości szkolnej. […]
Poniżej zamieszczamy skrót najważniejszych, z opracowanych do tej pory, wyników tego badania:
Foto: www.facebook.com/RzecznikPrawRodzicow
Dorota Dziamska – na fanpage Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, w ramach reklamy jej książki „Ratuj Maluchy. Rodzicielska rewolucja
Dziś oferujemy podcast, w którym Anna i Robert Sowińscy rozmawiają z Dorotą Dziamską. Oto jak zapowiadają ten wywiad:
Dorota Dziamska jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób związanych z edukacją w Polsce. Pochodzi z Poznania, w którym ukończyła pedagogikę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Oprócz pracy jako metodyk nauczania, jest także dyrektorem Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego – ośrodka kształcenia nauczycieli oraz prezesem Polskiego Centrum Origami. Ta część jej życia zawodowego zaowocowała powstaniem wielu publikacji dla dzieci, jak m.in. „Papierowa wioska smerfów, czyli origami płaskie z kwadratu”, „Kaczuszka Omi na wycieczce. Origami z wierszykami”, „Magiczne kółeczka, czyli origami płaskie z koła” i „Papierowe składanki”.
Sztuka origami odgrywa w nauczaniu Doroty Dziamskiej bardzo ważną rolę, jako narzędzie całościowego rozwoju dziecka, a popularyzuje tę metodę pracy ( sama sztuka nie jest metodą ) nie tylko w Polsce, ale także za granicą – m.in. w Nowej Zelandii. Dorota Dziamska jest jednym z najbardziej znanych i doświadczonych metodyków nauczania w Polsce oraz twórczynią licznych pomocy pedagogicznych dla nauczycieli i książek z materiałami lekcyjnymi dla dzieci.
Opracowała także system edukacyjny zwany „Edukacja przez ruch”, na podstawie którego powstała seria publikacji oraz pomoce multimedialne dla nauczycieli: „Kropki, kreski, owale, wiązki” oraz „Edukacja przez ruch. Fale, spirale, jodełki, zygzaki”. Jest ekspertem Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, ekspertem ruchu społecznego Nasze Dzieci – Razem Przeciw Alienacji w Rodzinie oraz członkiem Komisji Etyki Słowa Rady Języka Polskiego.
Z Dorotą Dziamską rozmawiamy przede wszystkim o podstawie programowej obowiązującej w edukacji wczesnoszkolnej już od kilku lat. Postaramy się zwrócić uwagę na jej najistotniejsze szczegóły, bo od znajomości tego dokumentu osadzonego w prawie powinni zacząć nie tylko nauczyciele i dyrektorzy ale i cały nadzór pedagogiczny.
Nasz gość mówi zarówno o celach do osiągania przez uczniów jak i o zadaniach jakie nakłada na nauczycieli, zastanawiamy się gdzie w pp jest mowa o Prawach Dziecka a gdzie o Prawach Rodziców. Po tym spotkaniu dużo lepiej będziemy się poruszali po podstawie programowej.
Źródło: www.plandaltonski.pl
Podcast „Podstawa programowa bez tajemnic – rozmowa z Dorotą Dziamską” (86’10”) – TUTAJ
Krystian Ostrowski pochwalił się na swoim profilu, że 19 czerwca zamieścił na fanpage <school sucks> taki oto tekst – zamieszczamy bez skrótów:
DAM CI 3+, ALE WIEM, ŻE UMIESZ NA WIĘCEJ
Dostałem wczoraj taki cytat od jednego z moich uczniów i tak sobie myślę, co takie zdanie oznacza? Bo jeśli ocenianiu podlega faktyczny stan wiedzy ucznia i nauczyciel jest przekonany, przewyższa on wystawioną ocenę, to albo ten nauczyciel wspiera oszustwo (wystawia ocenę nieadekwatną do wiedzy), albo ocenia ślepe posłuszeństwo polegające na regularnym wkuwaniu wymaganych informacji nazywane potocznie systematyczną pracą (w celu usprawiedliwienia idiotycznego systemu oceniania), albo ma coś z psychiką i potrzebuje pomocy specjalisty. Opcji może być więcej, na taka, że ten nauczyciel korzysta z niewłaściwych narzędzi testowania (a prawie każde takie są), skoro nie są one w stanie zweryfikować obiektywnie wiedzy (informacji), której on jest przekaźnikiem.
To tak, jakby mówił: ‘Osobiście oceniam stan twej wiedzy na 5, ale narzędzia i metody, które są powszechnie używane w systemie edukacji, nie pozwalają mi na wystawienie ci takiej oceny.’ Ustami germanisty brzmiałoby to tak: ‘świetnie mówisz po niemiecku (czyli osiągnąłeś cel lekcji), ale nie mogę dać ci szóstki, bo nie zaliczyłeś wszystkich kartkówek, na których musiałeś w wyznaczonym przeze mnie czasie udowodnić, że twój mózg zapamiętał 30 konkretnych słówek totalnie niepotrzebnych w życiu.’ Czy ktoś widzi tu jakąkolwiek logikę?
I teraz albo oficjalnie przyznaję, że zjawisko to jest idiotyczne, ale muszę jakoś je akceptować, bo taki jest system, albo wyraźnie się jemu przeciwstawiam i oceniam adekwatnie do wiedzy (informacji tymczasowo zgromadzonych na dysku zwanym mózgiem), albo też wyraźnie odcinam się od tego cyrku i stawiam wszystkim szóstki lub oceniam to, co ważniejsze w procesie edukacji niż zapamiętywanie danych. Czy jakakolwiek ustawa zabrania nauczycielowi wystawić ocenę za starania, wysiłek lub zaangażowanie?
Czy macie świadomość, że tak wystawiona bezsensownie ocena może mieć wpływ na dostanie się do szkoły, na promocję ucznia do kolejnej klasy, na otrzymanie stypendium, na otrzymanie wyróżnienia, na opinię, jaką o tym młodym człowieku będą mieć jego rodzice, ciocia, babcia, koledzy?
Czy jakakolwiek inteligentna, rozumna i myśląca istota na tej planecie może bronić systemu oceniania?
A może na świadectwie przy ocenie dodać: ‘ale umie na więcej’?
Z serdecznym uśmiechem,
Krystian Ostrowski
Źródło: www.www.facebook.com/christian.ostrowski.9
Foto:Adam Guz/KRRM[www.premier.gov.pl]
Premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w firmie <11 bit studios>, gdzie 18 czerwca zgłosił inicjatywę wprowadzenia do kanonu lektur szkolnych gry komputerowej „This War of Mine”.
Dzień po wydarzeniu, podczas którego wykonano prezentowane powyżej zdjęcie, Paweł Łęcki na swym fejsbukowym profilu zamieścił taki oto „list otwarty” do Premiera Mateusza Morawieckiego. Przytaczamy go bez skrótów i jakiejkolwiek obróbki redakcyjnej – z wyjątkiem zastosowania hipertekstu, pozwalającego czytelnikom lepiej zorientować się w faktach, o których pisze Autor listu:
Szanowny Panie Premierze. Ja w sprawie ideologii.
Przepraszam, że tak późno, bo sprawdzałem matury. Sam Pan widzi, nie mogę sobie pozwolić na wywiady, odwiedziny w studiach produkujących gry komputerowe, wizyty w różnych miastach, bo muszę zajmować się przyziemnymi sprawami.
Muszę jednak przyznać, że za grę komputerową w kanonie lektur ma Pan u mnie wielki szacun. Taki autentyczny, bez cienia ironii. Najbardziej mnie cieszy, że tym samym udowodnił Pan, że Minister Edukacji jest do niczego niepotrzebny, bo to Pan w firmie 11 bit studios wpadł na ten świetny pomysł i go zrealizował. Minister Edukacji nie wpadł na żaden pomysł i nic nie zrealizował. Mam nadzieję, że docenia Pan tę ironię losu.
Wrócimy jednak do ideologii. Powiedział Pan, że rodzice muszą mieć wgląd w program nauczania w szkołach i muszą mieć większy udział w podstawach programowych i zwłaszcza w dodatkowych przedmiotach proponowanych w szkole, bo rodzina musi być wolna od ideologii.
To bardzo miło z Pana strony, tylko ja trochę się martwię, czy jak już nie będę mógł choćby wspomnieć o homoseksualistach i ideologii LGBT, cokolwiek to oznacza, to nie wiem, czy będę mógł mówić o synekdochach?
A jeśli jakiś rodzić uzna, że synekdochy są bez sensu i nie powinienem o nich uczyć? I wykreśli mi je z podstawy programowej? Obawiam się, że wiedza sporej części społeczeństwa o synekdochach jest mniej więcej taka, jak o homoseksualistach, więc łatwo o narodowy lęk przed synekdochami.
Generalnie, Panie Premierze, to ja martwię się o cały język polski w szkole, bo nie wiem, czy Pan wie, ale literatura to jedna wielka ideologia. Jak mi rodzice zaczną wykreślać wszystko, co im się nie podoba, to skończy się tak, że będę uczył interpretacji tekstu z instrukcji przeciwpożarowej.
Wesele Wyspiańskiego. Polacy są beznadziejni. Czy mogę o czymś takim uczyć? Dżuma Camusa. Większość pozytywnych bohaterów to ateiści. Czy to wypada nauczycielowi o czymś takim mówić? A jak rodzic nie lubi Szymborskiej, to też wywalić? Tokarczuk to chyba powinienem od razu, a przecież jest na liście lektur. A mam wrażenie, że Tokarczuk Pana nie lubi z powodów ideologicznych.
Foto: archiwum prywatne [www.kobieta.onet.pl/dziecko/]
Marianna Kłosińska – od 2007 roku prowadzi Fundację Bullerbyn, a w jej ramach projekt Wioska Bullerbyn
W sobotę 20 czerwca Marianna Kłosińskana swoim profilu Fb zamieściła post, który jest jej komentarzem do pogladów Marzeny Żylińskiej i Tomasza Tokarza, jakie wypowiadali 17 czerwwca podczas prezentowanej na stronie Edukatorium rozmowy wokół książki Tomasza Tokarza „Szkoła ma być dla ucznia” – [TUTAJ]
Oto co Marianna Kłosińska napisała (zamieszczamy post bez skrótów):
Końcówka spotkania to rozbieżność pomiędzy Marzeną Źylińską a Tomaszem Tokarzem w postrzeganiu oceniania/stopni w szkole. Ciekawie. Dorzucę i swoje 3 grosze.
Z mojej perspektywy teraz to temat oceniania jako zjawiska kulturowego i psychologicznego.
Nie wystarczy zrezygnować ze stopni w szkole, żeby temat przestał istnieć. Doskonale pokazały to lata, w których w edukacji wczesnoszkolnej możliwa była tylko… opisowa – ocena. Tomek chciałby, aby to narzędzie było formą informacji zwrotnej określającej „level” osiągnięty przez gracza, którym jest uczeń realizujący cel.
Git. Kupuję to. Sama znam ten mechanizm z codziennego funkcjonowania. Wiem jakie kroki prowadzą do celu i odhaczam sobie to, co załatwiłam. Lubię to. Problemem nie jest narzędzie. Problemem są postawy. Rację przyznaję Marzenie, która chciałaby ocenę całkowicie wyeliminować ze szkoły. Sama to zrobiłam w koncepcji Wolna Szkoła Demokratyczna Bullerbyn
Ale…
Dzisiaj na blogu „Wokół Szkoły” Jarosław Pytlak zamieścił tekst „Módlmy się o wrzesień bez pandemii!” Jako że jest to bardzo trafna replika do tez, prezentowanych w artykule z „Gazety Prawnej” – udostępniamy niezwłocznie jego obserne fragmenty i link do pełnej wersji:
W „Dzienniku. Gazecie Prawnej” artykuł Artura Radwana: „Koniec ze zdalną nauką na niby. MEN szykuje zmiany po skargach rodziców”. „Przeczytasz w 3 minuty” – widnieje pod nagłówkiem tego tekstu w internecie. Czytam regularnie „Dziennik” i cenię tę gazetę za częste podejmowanie tematów związanych z edukacją. Poświęciłem zatem 3 minuty, żeby dowiedzieć się, co ciekawego ma do zaproponowania nasza oświatowa władza. Ba, wchłonąłem tekst chyba nawet szybciej, bo perspektywa września, to temat pasjonujący dla każdego dyrektora szkoły i dobrze, że wreszcie zaistniał w informacyjnym mainstreamie.
Opis sytuacji mamy w tytule. Zdalna nauka w obecnej wersji jest „na niby”. Rozumiem przez to, że wszyscy udają – jedni, że nauczają, inni, że uczą się. Oczywiście owe „niby” można uznać za ocenę realnej wartości nauczania na odległość, ale słowa „po skargach rodziców” sugerują raczej winę systemu szkolnego i pracujących w nim ludzi.
Odebrałem to jako przykre i nie do końca sprawiedliwe podsumowanie wysiłku nauczycieli, wśród których znalazło się jednak, moim zdaniem, niemało takich, którzy wypełnili sensowną treścią swoją zdalną współpracę z uczniami. A także wielu uczniów, którzy w mniejszym lub większym stopniu poradzili sobie z wymuszoną przez sytuację samodzielnością w nauce. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale generalizacja z określeniem „na niby” wydaje mi się jednak przesadą. Choć muszę przyznać, że to świetny chwyt retoryczny na użytek legionów niezadowolo- nych rodziców, którym zresztą osobiście współczuję wiedząc, że nie zapisywali się na ochotnika do uczenia w domach własnych dzieci. Jednak dla nakreślenia pełnego i sprawiedliwego obrazu sytuacji warto byłoby uwzględnić także punkt widzenia nauczycieli. Niestety, atmosfera wokół tego zawodu jest cały czas fatalna – i mało kto (a już na pewno nie minister edukacji ) interesuje się opiniami i odczuciami – proszę wybaczyć sarkazm – obiboków, którzy zdaniem wielu, korzystając z zamknięcia szkół, umościli się jeszcze wygodniej niż zazwyczaj. […]
W artykule pojawia się adwokat, ekspert ds. oświaty, pani mecenas Beata Patoleta, która informuje, że jeśli MEN wprowadzi obowiązek prowadzenia lekcji przez internet, „w dużej mierze odciąży rodziców, którzy przejęli obowiązki nauczycieli i tłumaczą dzieciom zadania wysłane przez nich”, podpierając to słuszne ministerstwa działanie argumentem, że „przy tak ograniczonej formie kształcenia rodzice mają prawo zarzucać resortowi edukacji, że łamie art. 70 konstytucji, czyli ogranicza dzieciom prawo do nauki”. Chciałoby się powiedzieć – trafiony, zatopiony, choć ja osobiście nie potrafię z rzeczonego artykułu ustawy zasadniczej wysnuć jakiegoś standardu nauczania, który byłby obecnie łamany.











