Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Dzisiaj na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono artykuł Klary Klinger i Jakuba Kapiszewskiego zatytułowany „Liczby nie kłamią, na szkoły jest za wcześnie. Może być nawet kilka tysięcy zachorowań dziennie”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

Foto: www.tvn24.pl/biznes/

 

 

Dr Franciszek Rakowski – fizyk, kognitywista, specjalista w dziedzinie sztucznej inteligencji, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego oraz specjalista w Instytucie Sztucznej Inteligencji w centrum badawczo-rozwojowym Samsung Electronics

 

 

 

Naukowcy zajmujący się prognozowaniem epidemii w Polsce rekomendują opóźnienie powrotu dzieci do szkół.*

 

Wnioski płynące z modeli prognozujących rozwój pandemii są dość jednoznaczne: szkoły mogą stanowić poważne zagrożenie epidemiczne. Z analizy wykonanej przez zespół dr Franciszka Rakowskiego z Interdyscyplinar- nego Centrum Modelowania Uniwersytetu Warszawskiego (ICM) wynika, że jeżeli otworzymy wszystkie placówki jednocześnie, to liczba dziennych zachorowań może wzrosnąć nawet do kilku tysięcy przypadków dziennie.* W efekcie nawet kilkadziesiąt powiatów znajdzie się na czerwonej liście z najbardziej dotkliwymi obostrzeniami. […]

 

Problem z powrotem do szkół bierze się nie tylko stąd, że bez wprowadzenia środków ostrożności, jak np. bańki (grupy mniejsze niż klasa, które razem się uczą i spędzają wolny czas, nie mieszając się z dziećmi z innych baniek), dzieci w szkołach praktycznie cały czas są w kontakcie z innymi. Problematyczne jest również to, że wiele z nich dopiero co wróci z wakacji. Czasem zagranicznych. Niewykluczone, że z infekcją.

 

Jednym z sugerowanych rozwiązań byłoby wstrzymanie edukacji przez pierwsze dwa tygodnie szkoły. ‒ To moment, kiedy dzieci przywożą z wakacji choroby. Warto byłoby opóźnić otwarcie o dwa tygodnie ‒ tłumaczy dr Jakub Zieliński z ICM. […]

 

Naukowcy badają również, jak na kształt pandemii wpływają różne środki ostrożności, w tym oznaczanie powiatów kolorem żółtym czy czerwonym. I są zdania, że powinno się to odbywać według ostrzejszych kryteriów.

 

Bardzo dobrze, że wprowadzono lokalne lockdowny – od dawna sugerowaliśmy takie rozwiązania. To bardziej sensowne niż zam knięcie kraju na miesiąc. Jednak powinno się rozważyć, jakie kryteria przyjąć przy „zamykaniu” powiatów. Co więcej, regionalne lockdowny powinny automatycznie przekładać się na działanie szkół. Nasz model pokazał bardzo pesymistyczny scenariusz – nawet jeżeli szkoły będą zamknięte w czerwonych powiatach, bo to uwzględniliśmy w naszych wyliczeniach ‒ i tak wzrost liczby chorych będzie bardzo duży ‒ wyjaśnia jeden z naukowców. […]

 

W Polsce są cztery zespoły zajmujące się prognozowaniem przebiegu pandemii. Jeden działa na wspomnianym już ICM. Drugi na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Trzeci funkcjonuje przy Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego ‒ Państwowym Zakładzie Higieny, a czwarty na Politechnice Wrocławskiej. To z ich rekomendacji teoretycznie mają korzystać urzędnicy. Jednym z wniosków, który regularnie trafiał do KPRM i resortu zdrowia, była sugestia zwiększenia testów. Należało testować jak najwięcej – dzięki temu można wykryć szybko jak największą liczbę chorych i ich izolować. A więc i wyhamować rozprzestrzenianie się chorobymówi dr Daniel Rabczenko z Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. […]

 

 

Cały artykuł „Liczby nie kłamią, na szkoły jest za wcześnie. Może być nawet kilka tysięcy zachorowań dziennie”      –     TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 



Dzisiejszej nocy, ale już po północy, profesor Śliwerski zamieścił na swoim blogu post, zatytułowany „Maturonienormatywni”. Zaczyna go, pochodzący ze strony strony school sucks, obrazek:

 

 

Źródło:www.facebook.com/schoolsuckks

 

 

Akapitem, który zainteresował nas w tym poscie szczególnie jest ten oto:

 

[…] Nie matura lecz chęć szczera zrobi z każdego sukcesu „oficera”. Nawet sprzątaczka w szkole – z całym szacunkiem i podziwem, że w ogóle jeszcze utrzymuje się takie etaty, bo przecież uczniowie z nauczycielami mogliby sami sprzątać po sobie, jak w domu – zarabia więcej od nauczyciela i dyrektora szkoły. Wybierzcie sobie z załączonej galerii, kim chcielibyście zostać, bez matury. […]

 

Pozostawiamy ten tekst bez komentarza – wszak mamy inteligentnych czytelników.

 

Natomiast, zakładając że nie wszyscy czytający tę informację będą mieli czas aby wypatrzyć podpisy pod owymi portrecikami, postanowiliśmy zamieścić listę osób, których podobizny ilustrują tezę tego materiału: BEZ MATURY MOŻNA WIELE OSIĄGNĄĆ.

 

Czytaj dalej »



Foto:Marek Kudelski/SUPER EXPRESS [www.superbiz.se.pl]

 

Dr Patryk Jaki – doktorat obronił na Wydziale Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Sztuki Wojennej na podstawie pracy „Służba więzienna w systemie bezpieczeństwa RP”. Był także nauczycielem akademickim w Wyższej Szkole Kryminologi i Penitencjarystyki w Warszawie oraz w Uniwersytecie Opolskim – z przedmiotu „Bezpieczeństwo państwa”.

 

[Zdjęcie zaczerpnięte z publikacji Nowa WILLA Patryka Jakiego. Milioner z Brukseli?]

 

 

Ostatnio dr Patryk Jaki napisał artykuł, któremu dał tytuł „Quo Vadis Zjednoczona Prawico? Musimy podjąć walkę o odzyskanie ducha i polskich wartości dla naszej młodzieży”. Tekst ten został wczoraj zamieszczony na portalu wPolityce.pl. Ale to autorowi to nie wystarczyło – aby go upowszechnić, także wczoraj,zamieścił to dzieło na swoim fejsbukowym profilu.

 

Naszym czytelnikom proponujemy lekturę kilku wybranych fragmentów tego tekstu i odsyłamy do jego pełnej wersji na stronę portalu wPolityce:

 

 

[…] Najważniejsze pytanie dotyczy tego, dlaczego młodzież i wielkie miasta w większości wybrały Rafała Trzaskowskiego?* Moim zdaniem, nie dzieje się tak ze względu na język czy nawet najważniejsze akcenty programowe (ZP, jako pierwsza po 89 r. zwolniła z podatku osoby do 26 roku życia, a miała wśród tej grupy gorszy wynik niż 2015 roku). Źródłem problemu jest wroga socjalizacja społeczeństwa polskiego, której rosnące wpływy są właśnie najbardziej ekspansywne w miastach. Opiera się ona na 7 fortecach, zabiegach związanych z rozmontowaniem naszego starego ładu moralnego, opartego o system aksjologiczny cywilizacji zachodniej z jej najważniejszym filarem etyką chrześcijańską i starym kształtem państw narodowych oraz wstawieniem, w jej miejsce nowej ideologii lewicowej z etyką permisywną. Państwa narodowe w starym kształcie wypiera społeczność międzynarodowa o wyraźnych profilach ideowych, której „wartości” są nachalniejsze od tych kształtowanych wewnątrz kraju. To jest najważniejszy element, z którego biorą się wszystkie pochodne w postaci decyzji wyborczych. I nie jest to żadne wielkie odkrycie, gdyż już Arystoteles mówił, że jeśli jakiś rząd ma trwać, musi posiadać etos czyli wyznawać całokształt zwyczajów moralnych i wierzeń rządzonych. Rodzi się więc pytanie, gdzie znajdują się kluczowe wektory tej socjalizacji? * […]

 

 

Trzonem tej publikacji jest omówienie siedmiu tych wektorów – narzędzi owej, szkodliwej zdaniem autora, socjalizacji: za pomocą „szantażu ambicjonalnego”, socjalizacja  medialna, z uczelni wyższych, korporacyjna, instytucjonalna, a także które źródłami są NGO oraz kultura. Poniżej przytoczymy tylko kilka przykładów rozwinięcia niektórych wektorów tej socjalizacji:

 

 

Po pierwsze – socjalizacja za pomocą „szantażu ambicjonalnego”

 

Rynek medialny, opanowany przez III RP czyli obóz lewicowo-liberalny, stosuje już od dawna sprytny zabieg socjotechniczny, polegający na przypominaniu przy każdej okazji, że jeśli jesteś mądry, dobrze wykształcony, pochodzisz z miasta i czujesz się generalnie lepszy – to popierasz PO czyli Tuska, Komorowskiego czy Trzaskowskiego. Problem polega na tym, że wiele osób, szczególnie tych, nieinteresujących się na co dzień zbytnio polityką, wpada w tę pułapkę. […]

 

Jak skuteczna jest to pułapka, najlepiej pokazują argumenty ludzi, którzy obiektywnie odnieśli sukcesy w swoich dziedzinach. Znana pisarka mówi, że najbardziej to przeszkadzają jej „pisowskie mordy”, „elitarny” warszawski reżyser filmowy i teatralny pisze, że trzeba głosować na RT, bo jest … ładniejszy. Jedna z wybitnych aktorek mówi, że jak PiS rządzi, to tak jakby ktoś na nią (przepraszam)…srał. Siła argumentów „elit” jest, jak widać na tych kilku przykładach porażająca. Jednak oni nie muszą się zastanawiać. Muszą głosować na kandydata PO, bo w ich zawodzie nie można stracić dyplomu „elitarności”. […]

 

 

Po drugie – socjalizacja medialna

 

Czytaj dalej »



  Foto: www.facebook.com/ryszardterlecki/

 

Ryszard Terlecki – Marszałek Sejmu, przewodniczącego klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości

 

 

24 lipca wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, w programie „Jeden na jeden” w TVN24, podczas rozmowy z redaktor Agatą Adamek podzielił się przemyśleniami na temat, jaki – jego zdaniem – związek zachodzi między wynikami wyborów prezydenckich w najmłodszych kategoriach wiekowych a niedokończoną – wg niego – reformą edukacji. Oto fragmenty na ten temat, zaczerpnięte z portalu TVN24:

 

Źródło:www.tvn24.pl

 

Andrzej Duda nie był faworytem młodych w wyborach prezydenckich – to wiadomo nie od dziś. Od czwartku natomiast znana jest diagnoza Ryszarda Terleckiego z Prawa i Sprawiedliwości. –Mądrzejsi ludzie, bardziej zorientowani w rzeczywistości politycznej, historycznej, bardziej przywiązani do pewnych tradycji i bardziej utożsamiający się z tą tradycją, z pewnością będą głosować na nas – uważa wicemarszałek Sejmu. […]

 

Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS, mówiąc o powyborczych analizach kładł duży nacisk na wątek edukacji. – Przeprowadziliśmy bardzo ciężką, trudną, skomplikowaną reformę organizacyjną szkolnictwa, edukacji, ale zatrzymaliśmy się w pół kroku, nie przeprowadziliśmy reformy programowej. To jest jeden z tych elementów, które będą się na nas mściły – stwierdził w rozmowie z Agatą Adamek.

 

– Wiemy, że szkoła zmienia myślenie. W szkole się uczymy i jesteśmy wychowywani, dlatego nasze myślenie się zmienia. Ale jeśli słyszmy, że to myślenie będzie zmieniane w jakimś określonym kierunku i to w takim kierunku, który jest zgodny z jakąś określoną partią polityczną, to budzi niepokój. I obawiam się, że taka wypowiedź będzie podgrzewała negatywne nastroje obawia się prof. Sylwia Jaskulska z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM.

 

Ze strony Ryszarda Terleckiego padają jednak zapewnienia, że szkoła nie będzie zmierzać w kierunku namawiania do głosowania na konkretną partię. – Wystarczy, że będzie dobrze uczyć – uważa.

 

Szkole potrzebna jest wiedza oparta na badaniach, a nie oparta na jakiś dziwacznych, niezrozumiałych przesłankach podkreśla Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. […]

 

 

Cały artykuł „Terlecki mówi o reformie programowej w szkołach. „To może oznaczać zmiany, które indoktrynują młodzież”TUTAJ

 

 

Źródło: www.tvn24.pl

 

 

 

W miejsce komentarza redakcji:

 

Jarosław Bloch, Bez maski

 

Czytaj dalej »



 

W uzupełnieniu i rozwinięciu tematu, zasygnalizowanego wczoraj materiałem o prowokacyjnym tytule Minister Piontkowski zwolennikiem upodmiotowienia dyrektorów szkół?” proponujemy dziś lekturę najnowszego posta z bloga „Wokół Szkoły”, zatytułowanego Wiódł ślepy kulawego… A gdyby jednak nie?!”.

 

Odsyłając do pełnej wersji, zamieszczamy kilka fragmentów tego tekstu, którego autor, Jarosław Pytlak, po raz kolejny udowadnia, że „szeregowy” dyrektor szkoły jest bardziej kompetentny i przygotowany do podejmowania rozsądnych i odpowiedzialnych decyzji, niż cały trust mózgów, zatrudnionych za publiczne pieniądze w MEN. Podkreślenia i pogrubienia zaznaczone gwiazdką – redakcja OE:

 

Jak wieść niesie, Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowuje się na przyjście drugiej fali pandemii, spodziewanej jesienią. Bardzo prawdopodobne bowiem, że koronawirusy nie okażą należnego posłuchu premierowi Morawieckiemu, który już na początku lipca zapowiedział bezwarunkowy powrót we wrześniu do normalnej, stacjonarnej nauki w szkołach. W tej sytuacji funkcjonariusze zatrudnieni na kierowniczych stanowiskach w MEN wykonują działania ubezpieczające, „na ewentualność potrzeby powrotu do zdalnego nauczania”. Co do zasady – bardzo dobrze, bo opinie na temat skali zagrożenia epidemicznego są w społeczeństwie równie głęboko podzielone, jak sympatie polityczne, i wszystko zdarzyć się może. Co do szczegółów…

 

Niewiele jeszcze wiadomo, bo czterdzieści dni dzielących nas od pierwszego września, to przy sprawności decyzyjnej MEN cała wieczność i żaden nowy akt prawny dotykający COVID-19 nie ujrzał dotąd światła dziennego. Jednak za sprawą niezawodnego redaktora Artura Radwana z „Dziennika. Gazety prawnej”, mamy przeciek. Otóż planuje się podobno, że decyzję o zamknięciu szkoły i przejściu na zdalne nauczanie ma podejmować dyrektor, po zasięgnięciu opinii kuratorium.

 

Prasa niezrepolonizowana zdążyła już zadać mi pytanie, co ja na to. Sens mojej odpowiedzi jest zgodny z początkiem tytułu tego postu. Ani ja jako dyrektor, ani (tym bardziej!) urzędnicy kuratorium nie mamy żadnych kwalifikacji do podejmowania decyzji z zakresu epidemiologii: wiedzy ogólnej o sposobach rozprzestrzeniania się wirusa, i szczegółowej, o sytuacji epidemicznej w najbliższej okolicy.* Dyrektor ma szansę, co najwyżej, wiedzieć coś o zakażeniach w swojej placówce, ale jeśli do takich dojdzie, to zadziałają procedury sanitarne, które SANEPID-y mają już całkiem dobrze przećwiczone, czyli przede wszystkim izolowanie osób zagrożonych na kwarantannie. Za czym zazwyczaj pójdzie, niejako z automatu, zamknięcie placówki. W całości lub części. Kuratorium nie jest tu potrzebne.

 

Czytaj dalej »



Foto:Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta [www.polityka.pl]

 

Profesor dr hab. Bogusław Śliwerski – kierownik Katedry Teorii Wychowania na Wydziale Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego

 

 

Wczoraj prof. Bogusław Śliwerski na swoim blogu „PEDAGOG” ponownie podjął problem jednego z większych paradoksów systemu prawnego naszego szkolnictwa: Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22”. Postanowiliśmy upowszechnić ten tekst wśród Czytelniczek i Czytelników naszego informatora, gdyż temat zasługuję na to. Oto fragmenty tego tekstu i link do źródła, z jego pełną wersją:

 

 

Przyznam szczerze, że nie mam już sił, by reagować na kolejne listy nauczycieli,  którzy kierują do mnie pytanie, czy mają kwalifikacje pedagogiczne, by mogli pracować w szkole.

 

Co ciekawe, wielu z nich od wielu lat pracuje już szkołach na stanowisku nauczyciela w świetlicy czy  jako pedagodzy szkolni, logopedzi, nauczyciele wspierający itp., bo dyrekcja potrzebowała osób do pracy za nędzną płacę. Kto chce pracować w szkole za ok. 2 tys. złotych miesięcznie?

 

Ukończyli studia na kierunku pedagogika, ale o innej specjalności niż ściśle nauczycielska. W szkolnej świetlicy potrzebny jest jednak opiekun-wychowawca, animator, kreator aktywności wolnoczasowej, korepetytor, nauczyciel wspomagający każe dziecko, które potrzebuje chociażby przytulić się, opowiedzieć o swoich problemach, troskach, zmartwieniach, niepowodzeniach czy radościach …

 

Nie. Nie można uznać prawa do pracy z dziećmi w szkole absolwentów pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej, pedagogiki resocjalizacyjnej, pedagogiki edukacji artystycznej, pedagogiki kultury, pedagogiki X, Y, Z … .

 

Co z tego, że w toku studiów mieli psychologię, bo mieć musieli; teorię wychowania, bo mieć musieli; pedagogikę ogólną, bo mieć musieli; pedagogikę społeczną, bo … itd., itd., skoro w świetle polskiego odpowiednika paragrafu 22, czyli rozporządzenia ministra edukacji w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli nie mają przygotowania pedagogicznego. 

 

Studiowali PEDAGOGIKĘ przez trzy, a niektórzy nawet przez pięć lat, ale nie mają przygotowania pedagogicznego!

 

Czym są owe kwalifikacje?

 

[…] Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o:

2) przygotowaniu pedagogicznym – należy przez to rozumieć nabycie wiedzy i umiejętności z zakresu psychologii, pedagogiki i dydaktyki szczegółowej, nauczanych w wymiarze nie mniejszym niż 270 godzin w powiązaniu z kierunkiem (specjalnością) kształcenia oraz pozytywnie ocenioną praktyką pedagogiczną – w wymiarze nie mniejszym niż 150 godzin; w przypadku nauczycieli praktycznej nauki zawodu niezbędny wymiar zajęć z zakresu przygotowania pedagogicznego wynosi nie mniej niż 150 godzin; o posiadaniu przygotowania pedagogicznego świadczy dyplom ukończenia studiów lub inny dokument wydany przez uczelnię, dyplom ukończenia zakładu kształcenia nauczycieli lub świadectwo ukończenia kursu kwalifikacyjnego; […]

 


Powracam do tego paradoksu, gdyż ustawicznie nauczyciele odnajdują mój wpis z 2017 r. [Przygotowanie (nie-)pedagogiczne” – TUTAJ ]

[…]

 

 

 

Cały post „Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



Foto: www.dziennikbaltycki.pl

 

 

Anna Konarzewska – nauczycielka języka polskiego w XIV LO w Gdańsku, autorka bloga „Być nauczycielem”, zdobywczyni tytułu <Nauczyciel na medal> roku 2017 w plebiscycie „Dziennika Bałtyckiego”

 

 

W nawiązaniu do komentarza redakcji pod zamieszczonym wczoraj materiałem, proponujemy dziś lekturę tekstu Anny Konarzewskiej, zatytułowanego „Lekcja wychowawcza o Somalii, tolerancji i stereotypach” Jest to najnowszy post z jej bloga „Być nauczycielem. Pogrubienia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE:

 

„Nikt nie rodzi się nienawidząc drugiego człowieka z powodu koloru jego skóry, pochodzenia lub wyznania. Ludzie muszą nauczyć się nienawidzić, a skoro są w stanie to zrobić, to są również w stanie nauczyć się kochać, ponieważ miłość jest bliższa ludzkiemu sercu niż jej przeciwność.”

Nelson Mandela

 

Jak rozmawiać z młodzieżą o innej kulturze, obyczajach i przede wszystkim o tolerancji? To tematy, które powinny być poruszane w szkole! Nie można obok nich przechodzić obojętnie. Przypomnijcie sobie przemówienie Mariana Turskiego, które miało miejsce w rocznicę wyzwolenia Auschwitz, w  styczniu 2020 roku. Pomyślcie o wypowiedzianych głośno wtedy słowach byłego więźnia tegoż obozu. Współczesny świat powinien kierować się 11.przykazaniem, które brzmi „Nie bądź obojętny”. Obojętność to przyzwolenie na zło. Nasz naród, dotknięty nazizmem powinien wiedzieć, co czuje osoba wykluczona. Historia Polski wyraźnie przestrzega Nas przed obojętnością, przed zgodą na nienawiść rasową, religijną, etniczną… Człowieka nie powinno się oceniać po kolorze skóry, płci, tożsamości płciowej, orientacji seksualnej,  wyznaniu czy pochodzeniu, ale po jego czynach. Tolerancja ma też swoje granice – Nie można tolerować zła i nienawiści. Jeśli ktoś twierdzi, że na świecie nie ma nienawiści, to nie żyje na tej planecie!

 

Jesteśmy obywatelami świata, wszyscy ludzie są sobie równi. Każdy człowiek kieruje się w życiu swoimi wartościami, tak samo mocno kocha i walczy o to, co szanuje. Tak samo tęskni i odczuwa smutek. W końcu – tak samo chce lepszego świata dla swoich dzieci.

 

Tematu tolerancji i stereotypów nie można traktować jak niepotrzebnych światu! Popatrzmy nie tylko na nasz kraj, ale na cały świat. Ludziom potrzebna jest zgoda i poszanowanie godności osobistej. Nie można być obojętnym na to, co obserwujemy, co słyszymy, co widzimy.

 

Zaprosiłam na lekcję wychowawczą niesamowitego gościa, prowadzącego w Polsce „Fundację dla Somalii”.

 

Czytaj dalej »



Foto: Adam Stępień, Agencja Gazeta [www.warszawa.wyborcza.pl]

 

Dyrektor Jarosław Pytlak „na swoich śmieciach

 

 

Z zamieszczeniem fragmentów najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka, zamieszczonego na jego blogu „Wokół Szkoły” 11 lipca czekaliśmy do dzisiaj, ponieważ kończy się on takim akapitem:

 

Na szczęście 12 lipca zostanie wybrany Prezydent RP i wszystkie zmartwienia spadną nam z głowy, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mam nadzieję, że także koronawirusy pozytywnie zareagują na to radosne wydarzenie. Na polityków raczej nie liczę.”

 

Dziś wiemy już kto przez kolejnych 5 lat będzie Prezydentem RP – proponujemy więc wybrane fragmenty posta z 11 lipca, zatytułowanego „Czy dyrektorzy (szkół) potrafią się ze sobą dogadać?Tradycyjnie – podkreślania i pogrubienia – redakcja OE:

 

 

[…] Tytułowe pytanie, zaczerpnięte z zakończenia wpisu Dariusza Chętkowskiego w BelferBlogu pt. „Od września chaos w szkołach”, skłoniło mnie do ponownego zastanowienia się nad perspektywą rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego. Pomimo pełni wakacji, bo te, niestety, szybko się skończą.

 

W swoim artykule kolega po blogu zakomunikował m.in., że MEN szykuje przepisy, które pozwolą od września prowadzić lekcje w budynku szkolnym w warunkach zagrożenia epidemicznego” i zasugerował, że „o wszystkim w ostateczności będzie decydował dyrektor szkoły”. Nie wiem, czy to wiadomości z pewnego źródła, czy spekulacje, ale oba stwierdzenia wydają mi się bardzo prawdopodobne. […]

 

Przyjmijmy więc, że każdy dyrektor będzie musiał wziąć ciężar odpowiedzialności na siebie. Nawet jeśli przekonsultuje decyzję ze wszystkimi świętymi, to odpowiadać będzie sam. A przecież znaków zapytania jest całe mnóstwo! Oto ich wybór, z konieczności bardzo niepełny, bo wyciągnięty ad hoc z głowy jednego tylko dyrektora, Jarosława Pytlaka. […]

 

Czytaj dalej »



26 czerwca Robert Raczyński na swoim blogu „Eduopticum” zamieścił obszerny tekst, zatytułowany „Kij wam w kanon”. Udostępniamy go naszym Czytelniczkom i Czytelnikom pod koniec pierwszego tygodnia wakacji, gdyż naszym zdaniem nie jest to tekst z kategorii „interwencyjnych”, choć zapewne taki cel stał u podłoża decyzji jego Autora, aby go napisać. Jak się Państwo po jego lekturze przekonacie – temat, który jest myślą przewodnia tego posta, jest ponadczasowy.

 

Prezentujemy obszerne fragmenty, zachęcając do lektury pełnej wersji tekstu – na stronie bloga:

 

 

 

Zwlekałem z publikacją tego tekstu. W świecie, w którym odniesienie się do porannej informacji wieczorem jest w zasadzie odgrzewaniem kotleta, nie przysparza to z pewnością czytelników. Wahałem się długo, bo to artykuł o charakterze „interwencyjnym” i, niestety, personalnym, a tego staram się unikać. W końcu, przeważyło poczucie, że poruszana kwestia jest wyjątkowo ważna, dotyczy bowiem tych „świętszych od papieża”, którzy w bitwie o ideały, dostarczają jedynie amunicji przeciwnikom. Dzięki ich wynurzeniom, możliwy jest niebezpieczny symetryzm – sytuacja, w której opinia publiczna obojętnieje na ignorancję i niesprawiedliwość, bo łatwo może dojść do wniosku, że każdy prawicowy oszołom ma swoje alter ego po lewej stronie światopoglądu; że skoro jeden idiota kwestionuje antropogenne zmiany klimatyczne i ewolucję, poddaje w wątpliwość sens szczepień, wycina rezerwat przyrody i poluje dla frajdy, „czyniąc sobie Ziemię poddaną”, homoseksualistów wysyła na „terapie konwersyjne” i traktuje kobiety jako dodatek do garnituru, a drugi będzie bronił praw człowieka, ale pod warunkiem, że nie jest on białym, wierzącym, zamożnym, żonatym mężczyzną, zamieszkałym w Europie lub Ameryce Północnej, to może cały ten zgiełk wokół ekologii i równouprawnień wszelakich nie jest wart uwagi. Niestety, casus opisany poniżej jest, moim zdaniem, przykładem ”politycznie poprawnego zidiocenia”, a na dodatek, nie pierwszy raz, firmowanym przez nauczyciela. Niepokojący to fakt, ale jednocześnie uświadamiający, że żadne środowisko nie jest impregnowane na „miękki” totalitaryzm. A przecież każdy twardy tak się zaczyna, jeśli tylko trafi na podatny grunt i sprzyjający moment historyczny…

 

Zaczyna się od dobrych chęci. A może raczej od ignorancji (żeby nie nazwać tego głupotą), która zwykle maluje świat w czerniach i bielach, w sposób prosty i uładzony, pasujący do każdego populizmu. Kończy, na cenzurowaniu i paleniu książek, jeśli nie ich autorów. […].

 

Polonistka (sic!) z Sochaczewa, w trosce o prawomyślność niewinnych dziatek, postanowiła „włożyć kij w mrowisko, tzn. pozwać za rasizm i postawić przed sądem w Sienkiewicza. Kto, jak kto, ale nauczyciel powinien sobie zdawać sprawę z kwestii oczywistych i niepodlegających dyskusji, a taką jest nieunikniona anachroniczność, która czeka w końcu każdą twórczość. Komu, jak komu, ale nauczycielowi nie wypada nie wiedzieć, że gdyby w kanonie literackim pozostawić jedynie autorów piszących w zgodzie ze współczesnym wyobrażeniem o prawach człowieka w ogóle, a o prawach mniejszości narodowych i seksualnych oraz równouprawnieniu płci w szczególe, to należałoby z niego wyłączyć lekko licząc 90% pisarzy i poetów. Czy, jeśli przyjąć, że co najmniej do lat siedemdziesiątych XX w. ludzie żyli w nieświadomości wiodących idei humanizmu, nadszedł czas lustracji literatury? A przecież, poza nią, są jeszcze inne dziedziny sztuki… Zadanie na długie lata, dla rzeszy lustratorów…

Czytaj dalej »



Foto:www.edunews.pl

 

Jarosław Pytlak

 

 

W poniedziałek 27 czerwca Jarosław Pytlak zaprezentował na swoim blogu „Wokół Szkoły” kolejny tekst o prowokacyjno-intrygującym tytule Rozważania homofila”.

 

Bez zbędnych komentarzy proponujemy lekturę fragmentów tego – optymistycznego w swym wydźwięku – posta:

 

 

Ciekawi mnie, czy tytuł tego artykułu wywołał w głowie Czytelnika skojarzenia z pojęciami tak żywo obecnymi dzisiaj w debacie publicznej, jak pedofilia albo homofobia? Może nasunął pytanie, czy autor „Wokół szkoły” poczuł, aby potrzebę zabrania głosu w sprawie któregoś z tych zjawisk? Wszak mieszczą się one w materii, z którą ma do czynienia pedagog, i wobec której nie powinien pozostać obojętny. Otóż jednak nie. Nie potrafiłbym napisać niczego ponad to, co już padło we wielu pełnych oburzenia komentarzach po premierze filmu „Zabawa w chowanego”, oraz po ostatnich wypowiedziach patologicznie wzmożonych moralnie polityków na temat LGBT.

 

Będzie o czymś innym, a poza tym bardziej osobiście niż zazwyczaj.

 

Pojęcie homofilii (gr. hómoios – podobny, jednakowy, równy; łac. fileo – lubię, mam skłonność) jest w istocie przeciwstawne do homofobii, ale bardzo rzadko używane. Trudno znaleźć je w internecie; nie występuje w Słowniku Języka Polskiego PWN (www.sjp.pwn.pl) ani w Wikipedii. Na użytek tego artykułu synapsy w moim mózgu wywiodły je z częściowo odmiennego źródłosłowu – a mianowicie od łacińskiego wyrazu homo, czyli człowiek. Zyskało przez to inne znaczenie. Określając siebie mianem homofila stwierdzam po prostu, że lubię ludzi.

 

Lubię ludzi. Po prostu.

 

Czytaj dalej »