Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: www.facebook.com

 

Jarosław Durszewicz – były dyrektor I LO w Bydgoszczy a także podstawówki w Dusocinie. Razem z Justyną Cholewińską prowadzi Fundację „Szkoła Bez Ocen”.

 

 

„Gazeta Wyborcza” zamieściła w piątek ub. tygodnia zapis rozmowy z Jarosławem Durszewiczem – b. dyrektorem pierwszej w Kujawsko-Pomorskiem szkoły publicznej, która zrezygnowała z tradycyjnego oceniania. Tekst ten zatytułowano Weź mnie doceń, a nie oceń. „Szkoła bez ocen? Jak najbardziej. Nauka zdalna i lekcje z uchodźcami pokazały ich absurdalność”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Aleksandra Lewińska: – Ile szkół w Polsce nie ocenia?

Jarosław Durszewicz: – Sporo niepublicznych, np. Akademia Prymusa w Sochaczewie czy Spark Academy w Poznaniu. Listy publicznych nie ma, ale wkrótce ją stworzymy. Bo jest ich coraz więcej. Wiele podstawówek, jak np. ta w Słupi Dolnej, nie stawia ocen cyfrowych w klasach 1-3. Są licea, np. w Sierpcu, które oceny zamieniły na procenty. To już coś. We wrześniu ruszyła w Gowidlinie szkoła bez ocen, a Szkoła Podstawowa nr 9 w Kołobrzegu – z początkiem tego roku zrezygnowała z oceniania.

-Bez oporów?

-Z niewielkimi. Nauczyciele pytali: ale co w zamian? Jak sprawdzić ucznia? Jak go zdyscyplinować? Bo przecież oceny w szkołach służą nie tylko ocenianiu, ale też dyscyplinują. Są narzędziem, budzącym strach wśród uczniów, a dającym władzę nauczycielom. A z niego przecież nic dobrego nie wynika. Z kolei braku ocen często boi się i dyrektor, i nauczyciel, i rodzic. […]

-Polskie przepisy pozwalają na niestawianie ocen?

-Moim zdaniem wręcz do tego zachęcają. Rozporządzenie o systemie oceniania i klasyfikacji uczniów tak definiuje ocenę bieżącą: celem jej jest bieżące monitorowanie postępów ucznia i udzielenie informacji o tym, gdzie jest, przez określenie tego, co robi dobrze, nad czym powinien jeszcze popracować i wskazanie kierunku dalszego rozwoju.

-Niewiele ma to wspólnego z dwójką czy piątką.

-To klasyczna definicja informacji zwrotnej. A przecież trójka nie mówi uczniowi nic. Nauczyciele twierdzą: trójka z komentarzem – mówi wszystko. Nieprawda. Komentarza uczniowie nie czytają. Po drugie – emocje wywołuje ocena, komentarz nie. Klucz do zmiany polskiej edukacji leży w zastosowaniu definicji oceniania wynikającej z naszych przepisów dosłownie.

-Ale postawić dwójkę łatwiej, niż udzielić informacji zwrotnej.

-Mamy wykształconych przedmiotowców, świetnych fizyków znających się na fizyce, matematyków znających się na matematyce, ale na komunikacji, udzielaniu informacji zwrotnej, zarządzaniu, procesach grupowych – już nie. Gdy mówimy: zmieńcie to, podnieście kompetencje, uwolnijcie uczniów i siebie od ocen – mówią: rodzice nie chcą, dyrektor nie chce, koledzy nie chcą. I koło się zamyka. Na szczęście w ostatnich dwóch latach sporo się zmieniło. Pandemia, nauka online, a teraz uchodźcy dołączający do klas, wielu środowiskom unaoczniły bezsensowność szkolnego systemu oceniania. […]

 

 

x          x          x

 

 

Debaty o ocenianiu

 

Pierwsza z 16 debat o szkole bez ocen odbędzie się w przyszłym tygodniu, 7 kwietnia, w Olsztynie. Kujawsko-pomorska – rozpocznie się 28 kwietnia w SP nr 14 w Toruniu o godz. 10. Otworzy ją wykład prof. Romana Lepperta z UKW „Oceny, stopnie… I co z tego wynika?”. O dobrych praktykach opowiedzą m.in. przedstawiciele SP nr 9 w Kołobrzegu i SP nr 4 w Chełmnie.

 

 

 

Cały tekst Weź mnie doceń, a nie oceń. „Szkoła bez ocen? Jak najbardziej. Nauka zdalna i lekcje z uchodźcami pokazały ich absurdalność” TUTAJ

 

 

 

Źródło: www bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/

 

 

 

 

 



Foto: Jacek Turczyk/PAP[www.edukacja.dziennik.pl]

 

Marcin Smolik – dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej

 

 

W poniedziałek 3 kwietnia prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu „Pedagog” tekst, który wpisuje się w prezentowany na OE wątek egzaminów dla uczniów z Ukrainy.Oto ten post z niewielkimi „wycięciami” jego fragmentów

 

Kompromitacja dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Marcina Smolika

 

Po zapoznaniu się z informacją Centralnej Komisji Egzaminacyjnej na temat tego, jak będą konstruowane arkusze maturalne dla uczniów-obywateli Ukrainy, doszedłem do wniosku, że poziom dostosowania ich treści do potrzeb zdających jest w 2/3 sensowny, natomiast w 1/3 – najzwyczajniej w świecie – absurdalny!  Jak mają być przygotowane arkusze z rzekomym dostosowaniem do potrzeb zdających?

 

Nie budzą zastrzeżeń zasady opracowania arkuszy dla dwóch przedmiotów maturalnych:

2) arkusz z matematyki na poziomie podstawowym […]

3) arkusz z języka obcego nowożytnego na poziomie podstawowym […]

 

Natomiast kuriozum, nieporozumieniem jest arkusz 1 z języka polskiego:

1) arkusz z języka polskiego na poziomie podstawowym – arkusz treściowo tożsamy z arkuszem w formie standardowej („100”), z dostosowaniami, tj. instrukcje oraz polecenia tłumaczone na język ukraiński, ale: teksty i zadania w języku polskimzapisywanie rozwiązań zadań – w języku polskim

 

Dyrektor CKE – Marcin Smolik uważa, że wystarczy przedłużenie czasu na napisanie pracy z języka polskiego (do 255 minut na poziomie podstawowym oraz do 270 min. na poziomie rozszerzonym), gdyż jest możliwość korzystania ze słownika dwujęzycznego w wersji papierowej lub elektronicznej (język polski – język ukraiński i język ukraiński – język polski) na egzaminie z języka polskiego. Słownik musi zapewnić szkoła lub uczeń (?). 

 

To „gratuluję” dobrego samopoczucia p. dyrektorowi, dla którego uczeń polskiego pochodzenia powracający do kraju z innego państwa (np. Wielka Brytania, Niemcy, USA, itp.) jest na takim samym poziomie, jak nastolatek z Ukrainy, który nie ma pochodzenia polskiego. Dla M. Smolika ofiara wojny to po prostu cudzoziemiec, któremu nie należą się inne rozwiązania.    

 

Proponuję, by dyrektor CKE dr M. Smolik zdał po 2 miesiącach pobytu na Ukrainie egzamin z języka ukraińskiego, gdzie polecenia będzie miał przetłumaczone na język polski, natomiast teksty i zadania oraz zapisywanie ich rozwiązań będzie musiał wykonać w języku ukraińskim. Może wraz z ministrem edukacji zdadzą taki egzamin? Polecam!   Już w sieci krążą memy!

 

Absolutnie skandaliczną jest wypowiedź dyrektora CKE w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej:

 

Kiedy prowadzące z nim wywiad Klara Klinger i Anna Wittenberg wskazują M. Smolikowi na kuriozalność wymagań z języka polskiego na egzaminach państwowych dla ósmoklasisty i dla maturzysty, ten odsłania w swojej odpowiedzi nie tylko nieczułość, brak empatii i zrozumienia sytuacji, w jakiej znalazły się dzieci uchodźców wojennych, ale zarazem dowodzi braku przyzwoitości pedagogicznej mówiąc:

 

Wymagałoby to zmiany ustawy. Na dodatek obok systemu powstałby podsystem dla kilku tysięcy dzieci. Proszę mi wierzyć, moja pierwsza reakcja też była taka, żeby zwolnić z egzaminu dzieci uchodźcze. Ale zaczęliśmy patrzeć bardziej długofalowo i doszliśmy do wniosku, że to mogłoby się obrócić przeciwko nim. Bo zacząłby się hejt, że zabrały miejsca polskim dzieciom, że miały preferencyjne warunki (DGP, 1-3.04.2022, s. A24). 

 

Ta władza nie potrafi przyznać się do poważnych błędów, nie cofnie absurdalnych rozwiązań. Dyrektor wypowiada się jako pluralis majestatis, czyli członek jakiegoś ukrytego gremium politycznego! To niech poda się do dymisji, jak nie może zrozumieć, że w trzy miesiące żaden obcokrajowiec nie nauczy się języka polskiego i nie zrozumie obcych mu tekstów literackich!

 

Jan Paweł II określał nieczułych narratorów istotami odczłowieczającymi, zdehumanizowanymi. No, ale w tle pobrzękują wrogowie nauki społecznej KK, którzy współtworzą tę władzę.

 

 

 

Cały post „Kompromitacja dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Marcina Smolika” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 



Wczoraj od godz. 20:00 na fanpage „Plan Daltońdski”  można było obejrzeć i wysłuchać rozmowy Anny i Roberta Sowińskich z Zofią Przystup – nie tylko o krytycznym myśleniu. Wszystkim którzy wczoraj to wydarzenie przeoczyli lub byli zajęci czymś innym proponujemy zapoznanie się z tym o czym tam mówiono klikając w podany poniżej link.

 

Ale przedtem – jeśli komuś osoba koleżanki Zofii Przystup jest nieznana polecamy fragment tekstu, zaczerpnięty ze strony „Plan Daltoński”:

 

[…] Zofia Przystup – liderka oceniania kształtującego w szkole. Od dziesięciu lat wdraża OK do praktyki szkolnej, a od trzech lat pracuje bez ocen wyrażonych cyfrą i bez nagród. Wspierając ucznia w procesie uczenia się, wykorzystuje informację zwrotną. Fascynatka OK zeszytu. Certyfikowana trenerka myślenia krytycznego I i II poziomu, szkoły kompetencji oraz certyfikowana trenerka liderów edukacji. Ambasadorka Wiosny Edukacji.

 

Współautorka innowacji pedagogicznych: „Od czytania i pisania do wychowania” oraz „OK zeszyt”. Uczestniczyła w wielu ogólnopolskich akcjach i programach, z których szczególnie jej bliskie są „Zaproś mnie na swoją lekcję”, „Empatyczna klasa”, Ogólnopolskie czytanie Jeżycjady”, „Powstańcy’44”.

Dyplomowana nauczycielka języka polskiego, historii, wos, terapeutka pedagogiczna z ponadtrzydziestoletnim stażem. Ukończyła kilka studiów podyplomowych, w tym kwalifikacyjne z zakresu zarządzania oświatą. Od wielu lat uczy w klasach integracyjnych, obecnie jest wychowawczynią piątej klasy integracyjnej. Na lekcjach uczy się z dziećmi bez ocen i podręczników, opierając się na tekstach lekturowych lub własnych. Opisuje to na blogu „OKiem i piórem belferki, oraz w postach na Facebooku i Instagramie pod tą samą nazwą.

 

Według badania FRIS jest wizjonerką indywidualistką, ale nie poprzestaje na wizji. Działa i wciela w życie ideały szkoły opartej na wzajemnym szacunku, kształceniu kompetencji i ucieczki od nudy, czyli obchodzi system jak i kiedy może. Spośród kompetencji na pierwszym miejscu stawia kompetencje osobiste, społeczne i w zakresie umiejętności uczenia się oraz świadomości w tym obszarze. Uważa, że David Kolb jest absolutnym geniuszem, a jego model powinien być must havew miejscach, gdzie uczą się dzieci, bo w życiu już jest naturalnie.

 

 

 

 

KRYTYCZNE MYŚLENIE W DZIAŁANIU – rozmowa z Zofią Przystup  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/PlanDaltonski

 

 

 



Foto: Adam Jankowski/archiwum Polska Press[www.kurierlubelski.pl]

 

Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek na stanowisku…  pracy

 

 

Oto fragmenty zapisu rozmowy z ministrem Przemysławem Czarnkiem, który został dzisiaj zamieszczony na stronie „Kuriera Lubelskiego” i opatrzony takim tytułem:”

 

 

Przemysław Czarnek: niech związki nie twierdzą, że zależy im na przyszłości zawodu nauczyciela

 

 

Z Ministrem Edukacji i Nauki Przemysławem Czarnkiem rozmawiał redaktor naczelny „Kuriera Lubelskiego”, Wojciech Pokora.

 

[…]

 

Mówił Pan, że nie zostaną wprowadzone preferencje dla uczniów z Ukrainy, które miałyby im pomóc w dostaniu się do szkół średnich i na studia. Żeby uczniowie mieli równe szanse. Czy mamy już szacunkowe dane, jak dużo dzieci i młodzieży na stałe wejdzie do naszego systemu edukacji, a ile dzieci jest tu na chwilę lub korzysta zdalnie z systemu na Ukrainie?

 

To jest niestety nie do oszacowania. Nikt z nas nie ma dzisiaj pojęcia kiedy i ilu Ukraińców wróci na Ukrainę. Myślę, że uda się takie wstępne dane zebrać w perspektywie kilku miesięcy. Natomiast przywilejów nie ma, ponieważ w pierwszej kolejności musimy troszczyć się o to, żeby polskie dzieci w polskim systemie oświaty mogły normalnie kontynuować swoją edukację i normalnie rekrutować się do szkół średnich czy na studia. Traktujemy Ukraińców dokładnie tak samo jak Polaków, i nie lepiej. […]

 

Jak będzie działać system edukacji, do którego wchodzi nagle, lekko licząc 700 tys. obcokrajowców? Słyszymy zapowiedzi o tworzeniu oddziałów przygotowawczych…

 

Tak, tworzone są one na potrzeby szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Szacujemy, że w ten sposób będzie to wyglądać do końca roku szkolnego. To przede wszystkim okres, gdy uczniowie intensywnie uczyć się będą języka polskiego i ewentualnie tych przedmiotów, które mogą być w danej szkole dodatkowo nauczane, zgodnie z uwarunkowaniami poszczególnych szkół. To jest minimum sześć godzin języka polskiego i pozostałe godziny do dyspozycji nauczycieli. To może być równie dobrze dwadzieścia godzin języka polskiego, bo chodzi o to, by przygotować dzieci do wejścia do polskiego systemu na stałe, jeśli oczywiście tu zostaną. […]

 

Czy będzie „Lex Czarnek” 2? Do Sejmu ma trafić projekt poselski PiS, który ma wprowadzić rozwiązania znane z ustawy zwanej „Lex Czarnek”, czyli wzmocnienie uprawnień kuratorów w zakresie odwoływania dyrektorów szkół i współpracy z tymi placówkami organów pozarządowych. Wracamy do tych założeń?

 

Tak, będzie i pracują nad tym posłowie z Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. W tej zawetowanej przez Prezydenta ustawie mnóstwo przepisów to były przepisy autorstwa tych właśnie posłów i to oni byli głównie zawiedzeni, oczywiście obok nas, tym wetem. I dlatego po tym, gdy usłyszeli, że tu nie o przepisy chodzi, tylko o moment uchwalenia tej ustawy, bo przepisy są bardzo dobre, przystąpili natychmiast do pracy. Teraz prace nad ustawą przebiegają w ścisłym kontakcie z urzędnikami z kancelarii prezydenta, więc mam nadzieję, że jeszcze przed wakacjami ta ustawa zostanie uchwalona i podpisana przez Prezydenta.*

 

Średnie wynagrodzenie nauczycieli wzrośnie od 1 maja o 4,4 proc. Związki zawodowe występowały o to, by zachować wskaźniki inflacyjne przy regulacjach płac.

 

Gdyby związki zawodowe rzeczywiście chciały chronić interesy nauczycieli, to już dawno mielibyśmy uchwaloną ustawę, która zmieniałaby status zawodowy nauczyciela, zdecydowanie go polepszając. Pamiętajmy, że proponowałem 36 proc. podwyżki wynagrodzeń zasadniczych, ale związki zawodowe dzisiaj, niestety wszystkie, nie są od tego, żeby chronić nauczycieli, tylko garstki tych, których reprezentują i ich interesów. Akurat tym jest bardzo dobrze, bo to są nauczyciele z nadgodzinami, z dużym stażem, którzy zarabiają 7-8 tys. zł. To są grupy, które chronią związki zawodowe. Więc niech nie twierdzą, że zależy im na przyszłości zawodu nauczyciela. Bo gdyby tak było, to przystałyby na nasze propozycje, które były bardzo szerokie. I mówię to o wszystkich związkach – od ZNP po Solidarność. […]

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj (1 kwietnia 2022r – i to nie jest Prima Aprilis!), o 16.00 rozpocznie się w Goleniowie spotkanie edukacyjne       „W tym szaleństwie jest metoda”.

 

 

 

Pierwszym merytorycznym punktem programu tego wyjątkowego wydarzenia będzie specjalne wydanie „Akademickiego Zacisza” , które odbędzie się tam, w Goleniowie – początek o 16:40.

 

         W spotkaniu  udział wezmą:

 

– Profesor Ryszard Maciej Łukaszewicz

– Profesor Mirosława Nowak-Dziemianowicz

– Doktor Tomasz Szwed

– Małgorzata Taraszkiewicz

– Ewa Radanowicz

– Oktawia Gorzeńska

– Agata Baj

– Anna Sowińska

– Przemek Staroń

 

Przebieg spotkania można będzie śledzić na YouTube  – TUTAJ

 

 

Harmonogram całego wydarzenia, którego organizatorem jest Gmina Goleniów,   „W tym szaleństwie jest metoda”  –  TUTAJ

 



Wczorajsza debata w „Akademickim Zaciszu” toczyła się wokół pytania o sens edukacji w czasie pokoju i w czasie wojny. Punktem wyjścia  były książki  gości prof. Lepperta:

 

Dr hab. Małgorzaty Przanowskiej z Uniwersytetu Warszawskiego „Listening and Acouological Education” (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2019);

 

 

Dra Konrada Rejmana z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu Etyka radykalna jako emancypacja. O wojnie i pokoju z perspektywy pedagogicznej” (Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2021).

 

 

Kto wczoraj nie mógł tej rozmowy obejrzeć i wysłuchać może to zrobić o dogodnej dla siebie porze:

 

 

 

O sensie edukacji w czasie pokoju i wojny z dr hab. Małgorzatą Przanowską i dr. Konradem Rejmanem  –  plik You Tube  –  TUTAJ

 



Oto tekst zamieszczony wczoraj (30 marca 2022r.) przez dr Marzenę Żylińską na jej fejsbukowym profilu:

 

 

 

To, jak wyglądają sale lekcyjne dużo mówi o stosowanych metodach pracy. Szukając nowego, lepszego modelu szkoły, powinniśmy myśleć również o odszkolnieniu szkolnych przestrzeni, o tworzeniu przestrzeni, która będzie nie tylko przyjazna, ale będzie umożliwiać efektywną naukę.

 

Szkoła transmisyjna wymaga zupełnie innej aranżacji przestrzeni klasowej niż metody oparte na aktywności uczniów.

 

Od stuleci ławki ustawione są tak, żeby uczniowie mogli dobrze widzieć i słyszeć nauczyciela, ale … patrząc na swoje plecy nie można się z sobą komunikować. Metody aktywizujące – też postulowane od stuleci – wymagają innej organizacji przestrzeni klasowej. Stosowanie metody projektowej, czyli nauki przez własną aktywność, wymaga innej aranżacji przestrzeni klasowej, możliwości pracy w grupie i dostępu do różnych materiałów.

 

W szkołach, w których dominują metody podawcze (transmisja wiedzy od nauczyciela do uczniów), sale lekcyjne wyglądają inaczej niż wtedy, gdy uczniowie uczą się poprzez swoją własną aktywność. W kulturze nauczania wystarczą podręczniki, zeszyty ćwiczeń i nauczyciel, który przekazuje wiedzę.

 

Aranżacja przestrzeni klasowej dużo mówi o stosowanych w danej klasie metodach.

 

Dobra edukacja nie jest tania i wymaga dużych nakładów finansowych. Czy kiedyś wybierzemy ludzi, którzy będą rozumieć, że warto inwestować w dzieci?

 

To największe dobro, jakie mamy. Ale to wymaga wizji i patrzenia w przyszłość

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska

 

 

x          x          x

 

Foto: www.wes.expert/wiedza/

 

 

Zobacz także na stronie firmy WES bogato ilustrowaną publikację „Aktywne przestrzenie nauczania, czyli nowoczesny model edukacji”  –  TUTAJ

 

 

 

 



Wczoraj (29 marca 2022r.) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu kolejny tekst, tradycyjnie inspirowany artykułem Lenore Skenazy – amerykańskiej aktywistki ruchu promującego niezależność i odporność dzieciństwa. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

                                                              Rys. Danuta Sterna

 

 

                                                                             Samodzielność ucznia

 

Uczniowie są coraz bardziej gotowi na samodzielność, powinniśmy im w tym pomóc.

 

Często nauczyciel nie ma wsparcia w opiekunach dziecka. Rodzice boją się, że samodzielność grozi wypadkiem. Wolą, gdy ich dziecko nie ryzykuje i wykonuje polecenia nauczyciela pod jego nadzorem.

 

Umożliwienie uczniom podejmowania ryzyka

 

Pokonanie samodzielne wyzwania, daje uczniom poczucie mocy i sprawczości. Wielu z uczniów nigdy samo nie przygotowywało jedzenia, nie robiło zakupów ani prania, ktoś ich wręczał. Nauczyciele, którzy zwiększają autonomię swoich uczniów, pozwalają im doświadczyć samodzielności i płynącej z niej satysfakcji. Warto polecać  uczniom do wykonania zadania, które będą wymagały od nich samodzielności i podejmowania ryzyka.

 

Zadania praktyczne

 

Warto usamodzielniać uczniów dając im do wykonania zadania wymagające użycia wiertarki, młotka, piły ręcznej, nożyczek itp. Może się to wydawać ryzykowne, ale można poprosić rodziców o asystowanie dzieciom. Wtedy wzrasta jest szansa, że nauczą się pożytecznych czynności. Uczniowie mają wtedy poczucie kompetencji. A zaufanie daje im wiatr w skrzydła do niezależności.

 

Takie zadania wzmagają chęć uczniów do uczenia się i wykonywania trudnych zadań w przyszłości.

 

Wybór

 

Dawanie wyboru, pomaga w samodzielności. Można dawać polecenia typu: „Wybierz zadanie, na które jesteś gotowy”. Wybrane przez ucznia zadanie jest lepiej wykonane, a uczeń ma poczucie sprawczości i  odpowiedzialności za siebie.

 

Wiara, że dzieci są gotowe na samodzielność

 

Nam dorosłym trudno jest uwierzyć, że dzieci są gotowe. Wolimy je wyręczać, aby nie stało się nieszczęście. Szczególnie takie obawy są obecne w rodzinach dobrze sytuowanych. A przecież dawniej starsze rodzeństwo opiekowało się młodszym i pomagało dorosłym w wielu obowiązkach. O gotowości do samodzielności świadczy też uczestnictwo dzieci w harcerstwie, gdzie wiele spraw wykonują samodzielnie i przy pomocy „niebezpiecznych” narzędzi.

 

Popełnienie błędu

 

Przy samodzielnym wykonywaniu zadań uczniowie mogą popełniać błędy. Co jest naturalną częścią procesu uczenia się. Ważne jest, aby nie uznawać błędu za coś negatywnego i pozwalać uczniom na wiele prób.

 

Świętowanie

 

Świętowanie to ważny etap w zdobywaniu samodzielności. Jednocześnie jest to świetna forma docenienia. A doceniać można wszystko, nie tylko sukcesy, ale też wysiłek włożony w wykonanie zadania.

 

 

Inspiracja artykułem Lenore Skenazy

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 

 



 

 

Dzisiaj postanowiliśmy zainteresować Was dwoma tekstami Roberta Raczyńskiego, które w odstępie kilku dni zamieścił na swoim blogu. Oba mają ten sam tytuł: „Normalni, wolni i wykształceni”. Jest to dwuczęściowa, obszerna wypowiedź ich autora, którą on sam zapowiedział jako dyskusję o szkole, mitach edukacyjnych, roli nauczyciela, zmianie paradygmatu w oświacie, zmianie w edukacji.

 

Zamieszczamy jedynie po kilka – naszym zdaniem – najbardziej „smakowitych kawałków” z każdej części, namawiając do przeczytania pełnych wersji każdej z dwu części:

 

 

24 marca 2022 r.  Normalni, wolni i wykształceni (cz. 1)

 

Czytam „wkurzone” teksty mojej koleżanki z łamów JaNauczyciel’ka, Beaty Wermińskiej, dobrze oddające stan emocjonalny sporej części przedstawicieli naszej profesji, podzielam tę jej frustrację, współodczuwam złość, gniew, zniechęcenie, ale już nie podtekstowe zdziwienie opisywaną sytuacją. Mam wrażenie, że to w dużej mierze owo wieczne, niemal zupełnie retoryczne wkurzenie jest znaczącą częścią odpowiedzi na stawiane przez nią pytania. Pytania w rodzaju „Dlaczego z mistrza staliśmy się dziadami? Dlaczego zamiast być przewodnikiem, z którym podążają inni, staliśmy się kwilącym kundlem z podwiniętym ogonem, którego wszyscy przeganiają, lżą i kpią, a my i tak merdając ogonem czekamy na ochłap z pańskiego stołu?” Pytania, na które wszyscy znają jakieś swoje własne odpowiedzi, ale ani myślą składać ich w całość. Nie chcemy znać prawdy albo przynajmniej jej wiarygodnego przybliżenia? Chyba właśnie tak jest, bo mam wrażenie, że wnioski, które Autorka wysnuwa w swoim ostatnim wpisie przejdą zupełnie bez echa, albo zostaną skwitowane wzruszeniem ramion. Co jeszcze bardziej prawdopodobne, zostaną przykryte afektowaną paplaniną o „nowym paradygmacie” i wyższości miękkich kompetencji nad jakąś tam nauką. Nie sądzę, by akurat moje wsparcie tę sytuację miało zmienić, ale być może potrzebne jest mocniejsze wyartykułowanie przyczyn mizernej kondycji naszego zawodu. […]

 

Nie mam daru syntezy, będącego udziałem Autorki wpisów, które mnie poruszyły i pewnie znudzę wielu czytelników, ale wydaje mi się, że temat wymaga głębszej analizy, a przede wszystkim jasnego postawienia spraw niewygodnych. Niewygodnych dla samego środowiska i wiodącej ideologii, z którą się ono mniej lub bardziej identyfikuje. Drodzy Państwo, czas dorosnąć, bo choć nieustanna interakcja z młodzieżą zdecydowanie odmładza nas mentalnie, nie powinniśmy przekraczać normy infantylizmu, która i tak jest obecnie bardzo wysoka. Na dzień dobry, powinniśmy wyzbyć się zupełnie nieuprawnionego myślenia o naszej grupie zawodowej jako jednolitym organizmie, wiedzionym tymi samymi potrzebami i jednakowo postrzegającym swoje cele i przyszłość. Ten z gruntu nieprawdziwy mit „inteligencji pracującej” jako zwartej klasy społecznej, wywiedziony z czasów realnego socjalizmu dawno utracił rację bytu, jeśli w ogóle kiedyś ją miał. Oczekiwanie solidarnych, zespołowo uzgodnionych i umotywowanych celów, i decyzji od blisko siedemset-tysięcznej grupy zawodowej jest nie tylko naiwne, ale przede wszystkim szkodliwe, bo prowadzi do banalizacji problemów jej dotyczących i powszechnego wrażenia, że problemy te sprowadzają się do uposażenia pani lub pana od polskiego. Można oczywiście zadumać się nad, delikatnie mówiąc, naiwnością dorosłych ludzi, którzy nie dostrzegają, że są manipulowani i rozgrywani jak wczoraj urodzeni, ale różnice zdań i postaw są tu nieuniknione, bo występują wszędzie tam, gdzie liczba zainteresowanych przekracza 1. […]

 

Koleżanki i koledzy, spójrzmy prawdzie w oczy – praca, do której się przygotowywaliście, i pewnie nadal przygotowujecie, jest w sporej części zbędna. Zdecydowana większość waszych uczniów, a wraz z nimi gros społeczeństwa, nie postrzega jej jako „przygotowującej ich do przyszłego życia”, ponieważ owo przyszłe życie jest dziś przeważnie albo zupełnie nieprzewidywalne, albo za takie uważane, co w sumie na jedno wychodzi. Nie ma w tym waszej winy, ale nie spodziewajcie się z tego powodu ani uznania, ani empatii – obecnie nie macie do zaproponowania nic konkretnego, za co skłonne byłoby zapłacić 80% uczących się, którzy, niezależnie od stale rosnących wymogów formalnych, do wykonywania swojej przyszłej pracy nie potrzebują kwalifikacji wyższych od oferowanych przez szkołę podstawową i miesiąc obserwacji bardziej doświadczonych. Oni oczekują od was zrozumienia dla swojej kondycji i akceptacji aspiracji tym większych, im mniejszą mają chęć rozwoju oraz szacunku dla swojej błogiej ignorancji. Nie ma się czemu dziwić – szkoła obsługuje przecież to samo społeczeństwo, które wyraźnie opowiedziało się za tym samym w skali państwa (niejednego). Założenia, które oświata bezkrytycznie hołubi od wielu już dekad doskonale wpisują się w te ogólnoświatowe trendy. Zadbano nawet dla nich o intrygującą i kuszącą etykietę – nowy paradygmat. Jest mniej więcej tak spójny, przemyślany i owocny jak polski ład. […]

 

Czego by nie powiedzieć o suwerenie, nie jest on życiowo głupi – doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że do utrzymania powszechnej świetlicy, wcale nie potrzebuje drogiej, kształcącej się latami i bez końca, a w sumie niewydajnej kadry przeinwestowanych intelektualnie malkontentów, ale mogącej zastąpić 80 % z nich, mobilnej i dyspozycyjnej armii lubiących dzieci, naładowanych kompetencjami społecznymi opiekunów. W przeciwieństwie do edukacyjnie lepiej lub gorzej obsługiwanego społeczeństwa, pewna mająca pretensje do nazywania się inteligencją grupa zawodowa, nie zauważa, lub udaje, że nie zauważa, że realny popyt na jej usługi jest relatywnie niewielki i na dodatek sztucznie podtrzymywany. Czyżbyśmy byli na tyle niegramotni, że nie dostrzegamy, że, z tej właśnie przyczyny, zawód, który wykonujemy nie oferuje perspektyw, których się nieudolnie domagamy, polegając na nigdy niesygnowanej umowie społecznej i nieaktualnym archetypie?  Co musi się wydarzyć, by dotarło do nas, że wachlarz opcji przed nami rozpostarty jest bardzo wąski i sprowadza się do niezbyt kuszących wyborów? No, bo jak duży wybór mają dziś myślące nauczycielki i myślący nauczyciele, dziwnym trafem niebędący hobbystami na utrzymaniu swoich partnerów i rodzin? […]

 

 

 

Cały tekst Normalni, wolni i wykształceni (cz. 1)   –   TUTAJ

 

Czytaj dalej »



Foto: www.zdalne.uniwersytetdzieci.pl

 

 

Proponujemy lekturę zapisu rozmowy z dr hab. Małgorzatą Żytko, prof. UW, kierowniczką Zakładu Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, jaki pod tytułem Ukraińcy w szkołach. Prof. Żytko: „Trzeba integrować, nie asymilować” zamieściła dzisiaj (28 marca 2022f.) „Gazeta Wyborcza”. Oto kilka wybranych fragmentów tego wywiadu i link do jego pełnej wersji::

 

 

Karolina Słowik: – Polski system edukacji ma wchłonąć dwa dodatkowe roczniki, czyli ok. 700 tys. dzieci z Ukrainy. Nie wystarczy znaleźć dla nich miejsce i dostawić ławki. Trzeba je też mądrze przyjąć.

 

Prof. Małgorzata Żytko: – Potrzebne są elastyczne rozwiązania, bo nie wiemy, ile tych dzieci docelowo będzie ani jak długo będą chciały tu zostać. Najważniejszą kwestią nie jest jednak – jak proponuje ministerstwo – jak najszybsze wdrożenie ukraińskich dzieci do polskiego systemu i realizacja naszej podstawy programowej. Sprawą podstawową jest wsparcie udzielane w sferze psychicznej, słuchanie i wzajemne poznawanie się, uważność i empatia. Te dzieci zostały wyrwane nagle ze swojego środowiska, ze szkoły, z grona kolegów, przeżyły traumatyczne doświadczenia, trzeba przede wszystkich pomóc w stopniowej adaptacji do nowych warunków.

 

Druga rzecz to zapewnienie im bezpieczeństwa, i to w szerokim zakresie. Nie chodzi tylko o zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale też o bezpieczeństwo emocjonalne i nawiązanie pozytywnych, pełnych akceptacji, ciepła relacji z dorosłymi i dziećmi w polskiej szkole. […]

 

-Jak można wspierać ukraińskich uczniów?

 

Już teraz dużym wsparciem są dla nich polscy uczniowie, mamy wiele takich przykładów. Dużo zależy od dyrekcji, kultury szkoły, nastawienia na integrację, nie asymilację.

 

-Dlaczego integrować, nie asymilować?

 

Asymilacja to próba wprowadzenia danej grupy narodowej w naszą kulturę bez respektowania tego, co dla niej ważne i charakterystyczne. Bez dostrzegania jej potencjału, który nas wzbogaca. Natomiast integracja to wzajemne poznawanie się. Budowanie relacji i traktowanie tych dzieci jako potencjału różnorodności.

Ukraińskim dzieciom jest potrzebne poczucie sprawstwa. Działanie, uczestniczenie we wspólnocie pomoże im stopniowo rozładować emocje. Polscy uczniowie powinni zapraszać ukraińskich kolegów i koleżanki do wspólnego działania, zachęcać do podejmowania inicjatyw także przez nich.[…]

 

-…Czy klasy przygotowawcze, do których namawia rząd, to dobre rozwiązanie?

 

– Powinniśmy przede wszystkim zorientować się w potrzebach Ukraińców. Klasy adaptacyjne, które szkoły próbują organizować, są dobrym pomysłem. Pomagają dzieciom powoli wdrażać się w atmosferę naszej szkoły, poznawać język, rozładować emocje, poczuć się bezpieczniej. Dzieci ukraińskie nie mogą jednak być izolowane od polskich uczniów, polscy uczniowie powinni w tym procesie uczestniczyć, opiekując się gośćmi i pomagając im zaadaptować się w nowej sytuacji i otoczeniu. W jednym z warszawskich liceów wprowadzono takie rozwiązanie, że polski uczeń ma pod opieką kolegę czy koleżankę z Ukrainy. […]

-Ministerstwo mówi, że nie będziemy tworzyć ukraińskiego systemu w Polsce.

 

To nie jest dobry sposób myślenia, bo sytuacja wymaga elastyczności. Nie wiemy, jak długo te dzieci pozostaną w Polsce. A szczególnie maturzyści czy dziewiątoklasiści – bo na tej klasie Ukraińcy kończą swoją podstawówkę – mają potrzebę skończenia edukacji w swoim systemie. Być może ze swoim dyplomem powinni później startować do naszych szkół średnich.

 

Myślenie, że musimy na siłę wcisnąć wszystkie dzieci w nasz system, jest po prostu błędne. Jedną z możliwości gwarantowanych przez konwencję genewską jest tworzenie szkół dla uchodźców wojennych. Takie praktyki są znane w świecie. Istnieje oczywiście zagrożenie, że może to się skończyć gettoizacją, ale są różne przypadki, motywacje i potrzeby dzieci. Powinniśmy je rozpoznać i na nie odpowiadać, przewidzieć pewną formę hybrydowej edukacji łączącej polską podstawę programową i elementy podstawy ukraińskiej.

-Ministerstwo sugeruje, że strategią na wrzesień będzie zachęcanie uchodźców do przenoszenia się z większych miast do mniejszych, gdzie będzie więcej miejsca w szkołach.

 

Moim zdaniem to nie jest strategia, to doraźny sposób działania. Trzeba pilnie zwołać gremium specjalistów, ekspertów polskich, ukraińskich, międzynarodowych, samorządowców, przedstawicieli organizacji pozarządowych, którzy od strony akademickiej i praktycznej opracują rzeczywistą strategię pracy z uchodźcami, korzystając przy tym z rozwiązań już istniejących w innych państwach oraz własnych doświadczeń.

 

Strategia nie może polegać jedynie na relokacji, konieczna jest profesjonalizacja takich działań. W krajach, które mają doświadczenia z przyjmowaniem dużych grup uchodźców, państwo przeznacza specjalne granty dla organizacji pozarządowych, aby ułatwić im efektywne działanie i skorzystać z ich wsparcia. Takie rozwiązania są konieczne w Polsce.

 

 

 

Cały wywiadUkraińcy w szkołach. Prof. Żytko: ‘Trzeba integrować, nie asymilować’” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl