
Jak wiecie wszystkie zamieszczane przeze mnie na „Obserwatorium Edukacji” materiały „reklamuję” – odsyłając do nich linkiem na moim prywatnym profilu Fb. Tak też było w minioną niedziele, kiedy poinformowałem tam o zamieszczeniu „Mojego refleksyjnego eseju nr 21”. Nie trzeba było długo czekać – jeszcze tego samego dnia pojawił się tam pierwszy komentarz – i to nie od nieznanego autora, lecz który został tam zamieszczony przez Roberta Sowińskiego – tego który wraz z żoną Anną propaguje w Polsce plan daltoński, prowadząc m. in. „Edukosmos”. Oto co napisał:
Szanowny Redaktorze, po przeczytaniu nie dostrzegłem odpowiedzi na postawione w poście pytanie . Zostawiając politykę z boku, czy któryś z punktów poza pierwszym wzbudza niechęć, niepokój czy jakieś inne … obawy? Pytam serio, bo może wtedy okazać się czym tak naprawdę takie kierunki przy okazji ich publikowania są. Chętnie poznam opinie na temat tych kierunków. Bo – pomijając punkt pierwszy – w internetach widzę jedną linie ….
Jako że niedziela nie była najlepszą porą na przemyślaną odpowiedź – zamieściłem jedynie taką reakcję na ten komentarz:
Nie lekceważę nie odpowiadając. Ale „co nagle to po diable”
Niedługo po tym pojawiły się nowe komentarze – oba innego autora – ale także powszechnie znanego i cenionego:
„Kierunki” są takim rytuałem o minimalnym przełożeniu na rzeczywistość szkolną. Nie są zapisem planów państwa, ale narzuconą odgórnie szkołom listą priorytetów, za którą nie idzie dosłownie nic, a już na pewno wsparcie materialne. Pomiędzy kolejnymi latami „kierunki” zmieniają się kosmetycznie, a ich cechą wspólną dla wszystkich rządów jest brak jakiejkolwiek formy ewaluacji uzyskanych efektów. Skłaniam się zatem do zdania Redaktora, że mają charakter propagandowy, choć bardziej trafne wydaje mi się słowo „rytualny”. Nie przeszkadzają mi – są po prostu kompletnie bez znaczenia.
Nadmienię jeszcze, że bardzo mi się podoba zawarte w eseju wyjaśnienie, dlaczego Redaktor nie skomentował ustawy o prawach i obowiązkach ucznia. Napisać elegancko, że mamy do czynienia z burdelem organizacyjnym, merytorycznym i pedagogicznym, który ciężko opisać, to wielka sztuka, przed którą uchylam kapelusza !
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?
Dzisiaj, na spokojnie, odpowiadam Robertowi:
Wątek pierwszy: „…nie dostrzegłem odpowiedzi na postawione w poście pytanie.”
Wygląda na to, że nie spodziewałeś się po mnie, iż redagując moje refleksyjne eseje mogę tam zastosować figurę stylistyczną, która nazywa się „pytaniem retorycznym”. A właśnie tym jest tytuł tego eseju: „Co wspólnego ma polityka oświatowa państwa z rzeczywistością polskich szkół”.
Wątek drugi: „Zostawiając politykę z boku, czy któryś z punktów poza pierwszym wzbudza niechęć, niepokój czy jakieś inne … obawy?”
Pewnie przeczytałeś mój tekst szybko i umknął Ci fragment, w który WYRAŹNIE napisałem z jakiego punktu widzenia będę prezentował owe „Podstawowe kierunki realizacji polityki oświatowej państwa”. (Bo w tytule musiałem wyciąć z nazwy „podstawowe kierunki”):
„… zestawię je z punktu widzenia linii politycznych partii, które w owych latach decydowały w Polsce o polityce oświatowej.”
I od samego początku nie miałem zamiaru przeprowadzać merytorycznych analiz poszczególnych kierunków tychże polityk oświatowych państwa.
A poza tym – z wyjaśniania pozostałych wątpliwości zostałem zwolniony – wyręczył mnie treścią swego pierwszego komentarza Kolega Jarosław Pytlak.
Włodzisław Kuzitowicz
Zostaw odpowiedź

