Czy szkoła bez ocen przygotuje do świata opartego na konkurencji?

 

Po dokonaniu przeglądu materiałów zamieszczanych w minionym tygodniu na OE, postanowiłem, że punktem wyjścia do dzisiejszego 22 refleksyjnego eseju będzie ten, zamieszczony we wtorek 2 czerwca: „O tym że system szkolny udaje, że wszyscy uczniowie chcą się uczyć”. Udostępniłem tam tekst z fb-prifilu „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”, prowadzonego przez Artura Szymanka. A to dlatego, że wyraził on tam swą opinię o zafałszowanym obrazie polskiej szkoły – zwłaszcza średniej, i o nieadekwatnej w odniesieniu do rzeczywistości sytuacji w polskim systemie nauczania. Oto wybrane fragmenty z tego tekstu, które uznałem za kluczowe i które stały się owym bodźcem moich refleksji:

 

 „[…] W przeciętnej szkole średniej znaczna część uczniów nie funkcjonuje w trybie „chcę się uczyć”, tylko w trybie minimalnego przetrwania systemu. Ich celem nie jest zdobywanie wiedzy, tylko spełnienie formalnych warunków: obecność, zaliczenie. Nauka jako proces poznawczy często nie jest celem. Jest obowiązkiem do „odhaczenia”, zadaniem do wykonania możliwie najmniejszym kosztem.

 

To nie jest kwestia „mniejszego zainteresowania”. W wielu przypadkach zainteresowanie edukacją po prostu nie istnieje. Uczeń nie myśli w kategoriach „co dziś zrozumiem”, tylko „czy to będzie na ocenę” albo „czy da się tego uniknąć”. Szkoła często stawia na rywalizację i zapamiętywanie, co zabija naturalną potrzebę zadawania pytań i niszczy motywację wewnętrzną.[…]

 

I niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy wierzyć w szkołę opartą na naturalnej ciekawości, rzeczywistość jest bardziej prosta i mniej wygodna: duża część uczniów nie jest zainteresowana nauką, a system edukacji wciąż projektuje się tak, jakby było inaczej. ,[….]”

 

Zacznę od rozwinięcia tezy: „Nauka jest obowiązkiem do odhaczenia”.

 

Nie jest to nic nowego, wszak „obowiązek szkolny”, a odniesieniu do szkoły średniej – „obowiązek nauki”, jest ustawowo określony i kończy się na 18. roku życia. I to jest punkt wyjścia całego problemu. Dlatego od niepamiętnych czasów utarło się mówić, że „do szkoły się chodzi”. Nie tylko w potocznej rozmowie najczęściej słyszy się pytanie: „Do której szkoły chodzisz?”, a nie „W której szkole się uczysz?

 

Za nierealizowanie przez małoletnią/małoletniego tego obowiązku rodzice narażają się na karę grzywny w wysokości do 10 000 zł (jednorazowo), a  maksymalnie do 50 000 zł. I to pod presją rodziców, a nie tylko z potrzeby zdobywania wiedzy, wielu młodych ludzi „chodzi bo musi”!  Krotko mówiąc: jeśli nikt z rodziców nie potrafił rozbudzić u młodego człowieka ciekawości świata, potrzeby zdobywania wiedzy, jeśli nauczyciele w szkołach „realizują podstawę programową”, a nie dbają u motywowanie uczniów przez rozbudzanie ich zainteresowania wiedzą, to zawsze, w każdej szkole, będą uczniowie, którzy „chodzą tam z obowiązku”, a nie dla zdobywania wiedzy.

 

Bo – jak to w tym poście napisano – „w wielu przypadkach zainteresowanie edukacją po prostu nie istnieje”. Różne tego mogą być powody. Od zaburzeń psychorozwojowych, przez ubóstwo wzorców osobowych w najbliższym środowisku, do stanów depresyjnych, a w ostatnich latach także przbodźcowania z strony socialmediów. Ale jest jeszcze jedno – systemowe – źródło: szkoła bardzo często stawia na rywalizację w źle pojętym celu – nauki pojęciowej, co zabija naturalną potrzebę zadawania pytań i niszczy motywację wewnętrzną.

 

Uczciwie trzeba powiedzieć, że tacy uczniowie, którzy działali według zasady  „trzech Z:  „Zakuć – Zdać – Zapomnieć” byli w szkołach od bardzo dawna. Ale współcześnie ich liczba ciągle się powiększa, gdyż w tym kierunku prowadzi ich system oceniania uczniów, i państwowy system egzaminacyjny. Jak trafnie napisano w cytowanym tekście „celem nie jest zdobywanie wiedzy, tylko spełnienie formalnych warunków: obecność, zaliczenie. Nauka jako proces poznawczy często nie jest celem”. W ostatnich latach do tej patologii doszedł system rankingu szkół, który pozycjonuje szkoły średnie przede wszystkim w według zdawalności przez ich absolwentów egzaminów maturalnych, co dodatkowo wzmocniło presję nauczycieli na „osiągi” egzaminacyjne ich uczniów. A nie na rozbudzanie ich ciekawości poznawczej i samodzielne dochodzenie do wiedzy…

 

I w tym miejscu Was zaskoczę:

 

Otóż zgadzając się co do istoty problemu, na który zwrócił uwagę autor – Artur Szymanek, wcale nie uważam, ze należy zlikwidować obowiązek szkolny i obowiązek nauki do 18. roku życia, jak również nie uważam, ze należy zrezygnować z systemu oceniania efektów edukacyjnych uczniów – jako sprawiedliwego pomiaru stopnia rozwoju ich kompetencji.

 

Bo zasada „róbta co chceta i kiedy chceta”, jak to jest w Sudbury Valley School we Framigham w stanie Massachusetts, czy w działających także w Polsce szkołach Montessori  albo w  szkołach prowadzonych wg. Rudolfa Steinera, a także w szkołach waldorfskich, lub pracujących na wzór  Planu Daltońskiego zdaje egzamin jedynie w zastosowaniu do tych, u których wcześniej rozbudzono ciekawość świata, którzy chcą, a nie muszą się uczyć.

 

Warto przypomnieć, że obowiązek szkolny wprowadzono w celu wyrównania szans startu w życie uczniom wszystkich środowisk, klas i warstw społecznych. I nie jestem przekonany, czy gdyby dzisiaj został zniesiony, to wszyscy rodzice byliby tak samo zainteresowani, aby ich dzieci zdobywały wiedzę.

 

Tak jak nie uważam, że całkowite zlikwidowanie oceniania uczniów w szkołach ogólnodostępnych (samorządowo-państwowych – bezpłatnych) miałoby pozytywny wpływ na motywację uczniów do zdobywania wiedzy. Problem jest tylko w tym, jakie wskaźniki ich rozwoju byłyby tam brane pod uwagę. Bo na pewno nie rozliczające ucznia z pamięciowej wiedzy.

 

I zmierzając ku końcowi tego felietonu nie mogę nie podzielić się z Wami także taką opiną:

 

Otóż jestem przekonany, że pozbawienie szkół wszelakich form oceny i rywalizacji sprawiłoby, że byłaby to „hodowla miękiszonów”, czyli ludzi kompletnie nieprzygotowanych do przyszłego życia w świecie, który jest oparty na konkurencji i rywalizacji. Bo czymże innym jest praca w tzw. korporacjach, gdzie obowiązuje tzw. „wyścig szczurów”, w ogóle –  cała gospodarka –  krajowa i światowa –  to nieustanna konkurencja o rynki zbytu. A nie jest wszak niczym zaskakującym, gdy przywołam tu jeszcze świat kultury (konkursy, festiwale), sportu (ligi, zawody, mistrzostwa, olimpiady),  a nawet świat nauki, gdzie uczeni ubiegają się u publikowanie w najwyżej notowanych wydawnictwach (tzw. „punktoza”).

 

Bo wszak homo sapiens to istota stadna, a w każdym stadzie jest hierarchia, z przywódcą stada na czele – którą to pozycję trzeba sobie wywalczyć. A każde stado walczy o przestrzeń do polowania i życia….

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Zostaw odpowiedź