
Foto: www.plus.nto.pl
Poniżej przytaczamy fragment porannego news’a ze strony portalu ONET:
[…] Zalewska przypomniała dziś rano w radiowej Jedynce, że „szanując wolę strajkujących do tego, by strajkować”, rząd zmienił rozporządzenia w sprawie organizacji egzaminów zewnętrznych (egzaminu ósmoklasisty, egzaminu gimnazjalnego i matur). Dają one możliwość powołania do zespołu nadzorującego przebieg egzaminów nauczyciela z innej szkoły, a także osoby mające kwalifikacje pedagogiczne.
Zapytana o to, ile osób zgłosiło się w tym momencie do pomocy przy egzaminie gimnazjalnym, Zalewska odpowiedziała, że jest to „kilka tysięcy osób”. Dodała przy tym, że wciąż można zgłaszać gotowość do pomocy przy przeprowadzaniu egzaminów. – Zapraszamy dzisiaj do godz. 24 wszystkich nauczycieli z przygotowaniem pedagogicznym do tego, by na wszelki wypadek zgłosili się do kuratorium – powiedziała.
Minister edukacji dodała, że „wierzy głęboko” w to, że egzaminy uda się przeprowadzić. – Mamy sygnały dobre, tzn. że dyrektorzy nawet w szkołach, w których odbywa się strajk, jednak organizują się w taki sposób, żeby egzaminy się odbyły – poinformowała. […]
Cała informacja „Anna Zalewska: kilka tysięcy osób zgłosiło się do pomocy przy egzaminach” – TUTAJ
Źródło: www./wiadomosci.onet.pl
Foto: www.google.com
Na portalu money.pl znaleźliśmy bardzo interesującą informację: „Strajk nauczycieli to strata dla gospodarki. Od 15 do 156 mln zł każdego dnia”. Oto fragment tego tekstu:
Problem dla miliona rodziców i w skrajnym wariancie nawet 156 mln zł straty dla polskiej gospodarki. Każdego dnia. Jak wynika z szacunków money.pl, takie mogą być efekty protestu nauczycieli.
Skala strajku nauczycieli musi wymiernie wpływać na gospodarkę. Jak bardzo? Od 15 mln zł do nawet 156 mln zł dziennie – jak wynika z szacunków money.pl, tyle może kosztować strajk w przedszkolach i szkołach. To ewentualne utracone PKB Polski. Co warto podkreślić, wersja minimalna to nawet nie jest promil tego, ile polska gospodarka jest warta w ciągu roku. Wielomiesięczne strajki byłyby już jednak odczuwalnym ciosem.
W wariancie optymistycznym tydzień strajku to „tylko” 90 mln zł straty w PKB i 100 tys. osób uziemionych w domu. W wariancie pesymistycznym tydzień trwania strajku to strata dla gospodarki blisko 936 mln zł i ponad milion osób na urlopach. […]
Cały tekst „Strajk nauczycieli to strata dla gospodarki. Od 15 do 156 mln zł każdego dnia” – TUTAJ
Źródło: www.money.pl
Foto: L.Szymański/PAP [www.http://lodz.tvp.pl]
Oto kilka informacji zaczerpniętych z internetowej strony TV ŁÓDŹ
Według danych Związku Nauczycielstwa Polskiego do strajku przystąpiło 1219 placówek oświatowych. W Łodzi strajkuje 316 miejskich placówek, w tym 115 przedszkoli.
Liczba ta jest nieco mniejsza niż liczba szkół, które opowiedziały się za protestem w referendum, wówczas było ich 1253.
– Niewykluczone, że do strajku we wtorek przystąpią kolejne szkoły i przedszkola, w zależności od tego, kiedy lokalne organizacje związkowe zgłosiły wejście w spór zbiorowy – mówi Krzysztof Burdyka z łódzkiego oddziału ZNP. […]
Cały tekst „ZNP: 84 procent szkół w regionie łódzkim przystąpiło do strajku” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.tvp.pl
Zobacz także w TV TOYA:
Strajk ZNP – dzień pierwszy – TUTAJ
ZNP podsumowuje protest – TUTAJ
O podsumowanie pierwszego dnia akcji strajkowej poprosiliśmy Związek Nauczycielstwa Polskiego. Z prezesem okręgu łódzkiego, Markiem Ćwiekiem rozmawiała nasza reporterka Sylwia Królikiewicz.
Na stronie Radia RMF24 znaleźliśmy wypowiedź prezesa ZNP Sławomira Broniarza, będącą odpowiedzią na opinie o nim, wygłoszone przez wicepremier Beatę Szydło podczas jej dzisiejszej koferencji prasowej. Oto fragment tego materiału:
Foto: Paweł Supernak /PAP [www.rmf24.pl]
Wicepremier Szydło podczas poniedziałkowej konferencji prasowej stwierdziła, że rządowa propozycja przygotowana dla nauczycieli „rozwiązuje problem podwyżek”. Jak mówiła, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz „podjął decyzję o odrzuceniu podwyżek dla nauczycieli. Zrezygnował z tego i rozpoczął strajk”. Bierze odpowiedzialność przede wszystkim za uczniów, za egzamin, który będzie się odbywał za kilka dni– powiedziała Szydło.
Jeżeli premier uważa, że ja jestem problemem, to gotów jestem odsunąć się na bok. Natomiast nauczyciele nie akceptują tego, co pani premier nam zaproponowała – odpowiedział na zarzuty premier szef ZNP.
Propozycje podwyżek odrzucili przede wszystkim strajkujący nauczyciele, a nie ja – podkreślił szef ZNP.
Broniarz zapewnił też, że wbrew słowom wicepremier, protest nie jest polityczny. Takie twierdzenia, to – według Broniarza – policzek w twarz setek tysięcy nauczycieli, którzy strajkują, a są nie tylko z ZNP, Forum Związków Zawodowych, ale także z Solidarności, której szefowie podpisali wczoraj porozumienie z rządem. […]
Cały tekst „Broniarz: Jeżeli pani premier uważa, że ja jestem problemem, to mogę się odsunąć na bok” – TUTAJ
Źródło: www.rmf24.pl
Beata Szydło i Ryszard Proksa podczas podpisywania porozumienia
Porozumienie pomiędzy stroną rządową, reprezentowaną przez:
Panią Beatę Szydło – Wiceprezesa Rady Ministrów
Panią Elżbietę Rafalską – Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
Panią Annę Zalewską – Minister Edukacji Narodowej
Pana Michała Dworczyka – Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów
Pana Tomasza Robaczyńskiego – Podsekretarza Stanu w MF
i stroną związkową, reprezentowaną przez:
Pana Ryszarda Proksę – Przewodniczącego Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania – NSZZ „Solidarność”
Pana Zbigniewa Świerczka – NSZZ „Solidarność”
Pana Przemysława Święsa – NSZZ „Solidarność”
Panią Agatę Łyko – NSZZ „Solidarność”
Panią Jolantę Zawistowicz – NSZZ „Solidarność”
jako obserwator ze strony pracodawców: Wojciech Warski – Wiceprezes ZP-BCC.
W wyniku rozmów, które odbyły się w dniach 1-3 kwietnia 2019 r. w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w Warszawie, moderowanych przez Panią Dorotę Gardias – Przewodniczącą Rady Dialogu Społecznego, Przewodniczącą FZZ, w odniesieniu do zaprezentowanych podczas negocjacji propozycji strony rządowej dotyczących działań na rzecz poprawy warunków pracy nauczycieli, w odpowiedzi na postulaty związków zawodowych, przyjęto, co następuje:
Strony wspólnie uzgodniły, że:…
Więcej – TUTAJ
Źródło: www.premier.gov.pl
„Obserwatorium Edukacji” solidaryzuje się z nauczycielami, protestującymi w formule strajku nie tylko walcząc o swoje pensje, ale o naprawę „Edukacyjnej Rzeczypospolitej”!
Będziemy sukcesywnie zamieszczali informacje o przebiegu protestu.
Redakcja „Obserwatorium Edukacji”
Postanowiłem nie podejmować, wszak niezwykle ryzykownej, próby komentowania serii negocjacyjnych spotkań reprezentantów nauczycielskich związków zawodowych z rządem w sprawie podwyżek nauczycielskich wynagrodzeń, zwłaszcza w aspekcie prognozowania skutków przyjętej przez stronę rządową strategii. Wszystkie możliwe media informowały na bieżąco co kto tam zaprezentował, nie ma więc sensu, aby tutaj ponownie to przypominać. A na temat „czy strajk rozpocznie się jutro czy nie” – na 100% nie zna odpowiedzi nawet sam prezes Broniarz.
W to miejsce proponuję inny temat.
Muszę go podjąć, bo nie może pozostać bez sprostowania taka informacja, jaka „poszła do druku” we fragmencie wypowiedzi prof. Śliwerskiego w wywiadzie, jaki opublikowała przed tygodniem GW w dodatku „Katastrofa w Edukacji”. Oto co można tam przeczytać we fragmencie, w którym profesor mówi o wynagradzaniu nauczycieli:
„Ale od 1990 r. byli podle traktowani. Tylko w pierwszym okresie transformacji zawód miał prestiż. Sam uczyłem wówczas w podstawówce, prowadząc eksperyment dydaktyczny. Zarabiałem na tyle dobrze, że stać mnie było na prenumerowanie pism, kupowanie pomocy dydaktycznych.”
Drodzy młodsi Czytelnicy tego felietonu! Macie prawo nie wiedzieć, że czasy, które z taką nostalgią wspomina prof. Śliwerski, to lata galopującej inflacji, to czas pensji wypłacanych w milionach. Przykładowe średnie płace (ogólnie – wg GUS) z trzech lat, to: 1991 r. – 1 770 000 zł., 1992 r – 2 935 000 zł., 1993 r. – 3 995 000 zł. W tym czasie płace nauczycieli mieściły się w widełkach od 1,5 do 2,5 miliona zł. (dane z roku 1993).
Byłem wówczas dyrektorem Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej i doskonale pamiętam, że kilka razy w roku (cztery?) podpisywałem decyzje o przyznaniu moim pracownikom nowej, zwaloryzowanej na skutek owej inflacji, liczonej w milionach, kwoty wynagrodzeń.
Ale nie tylko to mnie rozśmieszyło.









