
…Nieoceniony Googl poinformował mnie, że 18. kwietnia to Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków, Dzień Pacjenta w Śpiączce, oraz Dzień Krótkofalowca. Ponadto dowiedziałem się, że to dzień imienin Bogumiły, Bogusławy i Ryszarda, oraz: Alicji, Amedeusza, Apoloniusza, Bogusława, Marii i Sabiny. Jednak najbardziej zaintrygowały mnie trzy imiona „starożytne”: Eleuteriusz, Eleutery, Flawiusz, i – co dla kogoś kto sam nosi imię Włodzisław jest bliskie – osoby o imionach: Gosław, Gosława i Gościsław.
Dlaczego o tym piszę? Bo jakoś wypada felieton zacząć, a moje psychiczne mechanizmy immunologiczne jak mogą tak nie dopuszczają do mojej świadomości tematów minionego tygodnia. Bo ile można o ministrze Czarnku, jego homiliach o edukacji i nauce, a zwłaszcza o naszej polskiej naszości, i jej od tej zgniłej europejskiej – wyższości.
Z resztą i tak nic lepszego od Wiktorii Korzeckiej nie napiszę. Także nie mam nic do dodania na temat robienia przez magistrat łódzki oszczędności budżetowych poprzez wycinanie etatów sprzątaczek, woźnych i konserwatorów. Tak nawiasem mówiąc to taki nieoczekiwany efekt pandemii. W takich hotelach czy restauracjach są „tarcze”, które mają ochronić ich pracowników przed zwolnieniami. Ale pracowników niepedagogicznych? Wszak szkoły to nie wyciągi narciarskie.A już na pewno nie kasyna…
Pozostaje mi napisanie kilku zdań, w których ujawnię moje refleksje wokół – już ogólnopolskiej – „sprawy dyrektora Jakóbka”.
Nie będę wypowiadał się o tym co myślę na temat decyzji nadzorującej łódzką oświatę pani wiceprezydent Moskwa-Wodnickiej, ani stanowiska, jakie w tej sprawie zajął minister Czarnek. Obie reakcje były do przewidzenia i nie były dla mnie zaskoczeniem. Natomiast napiszę co sobie pomyślałem, gdy poznałem „kuchnię” tej sytuacji – jako były dyrektor szkoły, także z uczniami w wieku, w którym mieli już swoje przekonania.
Jak ja zachowałbym się w analogicznej sytuacji?
Co prawda „za moich czasów” nie było jeszcze zdalnego nauczania, a z łączności internetowej były tylko e-maile, ale i wówczas obowiązywało prawo oświatowe, mówiące o tym, że szkoła ma być wolna od polityki.
Ale to nie polityka różnicowała na co dzień postawy uczniów „mojej Budowlanki”. Przede wszystkim (a byli to w ogromnej większości chłopcy) były to różnice w ich kibicowskich sympatiach klubowych. A ŁKS i RTS Widzew były wówczas w tej samej klasie rozgrywek i dwa razy w roku rozgrywane były derby Łodzi! Trochę starsze od dzisiejszych dwudziestolatków osoby pamiętają co się wtedy działo, gdy spotkali się jedni z drugimi…
Pierwsze co aż się prosiło aby wpisać do szkolnego regulaminu, to było zapisanie tam zakazu przychodzenia do szkoły z klubowymi szalikami, czy innymi insygiami swoich ulubieńców. Przy okazji afery w łódzkim XXXIV LO przypomniałem sobie jak ja wtedy postąpiłem.
Spotkałem się z Zarządem Samorządu Szkolnego i opowiedziałem im o tym, jak to jest w oazach na afrykańskich pustyniach i na sawannie, gdzie są źródła wody – jedyne wodopoje dla okolicznych dzikich zwierząt. Że przychodzą tam napić się zarówno zwierzęta drapieżne, jaki i te, które w normalnych warunkach są łupem tamtych. Przy wodopoju obowiązuje „zawieszenie broni” – lwy nie polują na gazele… „A wy przychodzicie do szkoły, aby tutaj, wszyscy na jednych prawach, poić się wiedzą z tego źródła. Więc proponuję, aby i w naszej szkole było jak przy afrykańskich wodopojach – nikt na nikogo nie poluje!”
I zaproponowałem, aby do regulaminu wpisać zakaz manifestowania swej przynależności do kibiców tej czy tamtej drużyny. I metafora ta na tyle przemówiła do ich wyobraźni, że zaakceptowali ten projekt i od tej pory nigdy w szkole do konfliktów na tym tle nie doszło.
Nie wiem jak to jest w szkole kierowanej przez pana Jakóbka z symbolami religijnymi, ale w ZSB nr 2 przy Kopcińskiego krzyż wisiał na ścianie jedynie w salce, gdzie prowadzone były lekcje religii. I mimo, że szkoła sąsiadowała z kościołem oo. Salezjanów, a jednym z katechetów był ksiądz z owej parafii – nigdy nie miałem z tamtej strony żadnej próby wymuszenia zmiany tej zasady.
Bo tak się „ułożyłem” z księdzem proboszczem. Za to prowadzony tam oddział SALOS-u (Salezjańskiej Organizacji Sportowej) po bardzo preferencyjnej stawce wynajmował na swoje zajęcia szkolną salę gimnstyczną, a po godzinach lekcyjnych młodzież SALOS-u mogła korzystać ze szkolnego boiska.
Tak rozumiałem rozdział kościoła od państwa w naszej mikro-skali
Zastanawiam się jak zachowałbym się teraz, gdybym nadal był dyrektorem szkoły i gdyby to jej uczennice i/lub uczniowie w swoich awatarach na Teamsach zamieszczali kontrowersyjne postacie lub symbole. Po zapoznaniu się z tekstem „Joker czy Deadpool – dyrektor rozstrzyga, jaki bohater to stosowny awatar” nie mam wątpliwości: postąpiłbym według tej samej procedury, którą zastosowałem przy wprowadzeniu zakazu przychodzenia do szkoły w klubowych szalikach. Wypracowalibyśmy – wraz z samorządem uczniowskim – takie zasady, które zapobiegałyby obrażaniu uczuć i przekonań innych, a które byłyby zaakceptowane przez wszystkich.
I do takiego sposobu zarządzania szkołą pana dyrektora Jakóbka namawiam na przyszłość – bo zakładam, że po okresie zawieszenia – nadal będzie kierował XXXIV LO.
Włodzisław Kuzitowicz
Tegoroczna maturzystka Wiktoria Korzecka mocnym wpisem zareagowała na poranną wypowiedź ministra Czarnka o konieczności nadrabiania zaległości po zdalnym nauczaniu.
Panie ministrze edukacji! (już nie piszę, że szanowny)
Tak, jesteśmy w Polsce. W kraju, w którym w ciągu roku życie odebrało sobie 107 młodych osób, a 44% dzieci i młodzieży ma objawy depresji.
Tak, mówimy po polsku. W języku, w którym słówko „suicide” rzeczywiście brzmi nieco inaczej, ale oznacza dokładnie to samo i ma ten sam, nieodwracalny skutek.
Tak, myślimy po polsku. Szkoda tylko, że w tym naszym myśleniu brakuje trzeźwej oceny sytuacji i priorytetów czy chociażby zwykłej, ludzkiej empatii. Pana priorytetem jest myślenie i mówienie o płodach, ale zapomina Pan, że jest Pan ministrem edukacji tych narodzonych, żyjących. I tym, do cholery, powinieneś się – Czarnek – zająć.
Powinieneś się zająć tym, że uczniowie Twoich szkół jadą na antydepresantach, a ich najczęstszym zajęciem pozalekcyjny jest terapia. Że uczniowie Twoich szkół podcinają sobie żyły, skaczą do rzek i wieszają. I wreszcie tym, że większość z nich nawet nie otrzymuje pomocy, bo leczenie jest za drogie albo w ogóle go nie ma, a luksus dostępu do psychologa w szkole ma jedynie połowa.
Jako uczennica ostatniej już klasy liceum powiem Ci, że mieć uczniów w dupie to w Twoim wypadku za mało powiedziane.
No chyba, że walczysz o to niechlubne pierwsze miejsce w rankingu samobójstw nieletnich. Jeśli tak, to jesteś na dobrej drodze.
Nie pozdrawiam,
Ja i tysiące uczniów, rodziców i nauczycieli.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
We wczorajszym (16 kwietnia 2021r.) dodatku „Gazety Wyborczej” – „Tygodnik Łódź”, a dzisiaj na stronie <www.lodz.wyborcza.pl> zamieszczono zapis rozmowy, jaką Aleksandra Pucułek przeprowadziła z Tomaszem Bilickim – prezesem Zarządu Fundacji INNOPOLIS, koordynatorem Punktu Interwencji Kryzysowej dla Młodzieży RE-START.
W wersji drukowanej wywiad ma tytuł „Pokolenie płatków śniegu”*, zaś w cyfrowej – „Pomagam dzieciom, które nie chcą żyć”. Samobójstwo to druga najczęstsza przyczyna zgonów wśród polskich nastolatków”.
Oto fragmenty tego wywiadu i link do pełnej wersji „u źródła”:
Foto: Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta [www.lodz.wyborcza.pl]
Tomasz Bilicki
Aleksandra Pucułek: – Jest pan interwentem kryzysowym, czyli?
Tomasz Bilicki – Pomagam dzieciom, które nie chcą żyć, tną się, mają objawy depresji albo bardzo się czegoś boją.
-Kiedy dochodzi do samobójstwa ucznia, jedzie pan do szkoły.
-Często tak, ale to nie musi być zamach samobójczy zakończony śmiercią, to może być nieudana próba samobójcza, albo teraz – w okresie COVID-u – śmierć nauczyciela. Prowadzę spotkania z uczniami, nauczycielami albo ze wszystkim, w zależności od potrzeby. To nie jest tak, że jestem jedyny w kosmosie. Moim zadaniem jest też zaktywizowanie specjalistów na miejscu.
-Co pan zastaje na miejscu?
–Na początku jest szok. Niektórzy obwiniają się, bo np. robili krzywdę tej osobie.
-Naprawdę robili krzywdę?
–Koleżanki, koledzy z klasy często wyolbrzymiają, ale to jest naturalne. Obwiniają się np., że nie pożyczyli długopisu temu uczniowi, że go przezywali albo że wiedzieli o tym, że planuje śmierć. Nauczyciele z kolei są obwiniani przez wszystkich, więc są w fatalnym stanie.
W najgorszej sytuacji psychicznej są z reguły dyrektor, psycholog i pedagog szkolny. Panuje powszechne przekonanie, że to oni powinni zauważyć i pomóc uporać się dziecku z problemem, ale łatwo jest oceniać.
Martwią się też rodzice. Zastanawiają się, czy ich dziecko nie popełni samobójstwa. Często stają się paranoiczni, wyolbrzymiają wiele lęków i przelewają je na dzieci. Nie potrafią sobie poradzić z kryzysem, szukają nieraz rozwiązania problemu w alkoholu.
Zamach samobójczy to nagła sytuacja, żadne szkolenie nie jest w stanie przygotować na to uczniów, rodziców, nauczycieli. W jednej szkole miałem spotkanie szkoleniowe o samobójstwie. Dwa tygodnie później doszło tam do zamachu samobójczego. Najbardziej wsparcia potrzebowali rodzice, bo nie wiedzieli, jak rozmawiać z dziećmi o tym, co się stało. Najpierw telefonicznie pomagałem, potem pojechałem na miejsce. Jedynym wolnym terminem była niedziela, ale wszyscy przyszli.[…]
Przasnyski Portal Społecznościowo-Informacyjny <infoprzasnysz.com> zamieścił 7 kwietnia 2021r. tekst, zatytułowany „Zdalne lekcje w ZSP w Przasnyszu to atrapa nauki? Uczniowie i nauczyciele przesyłają do siebie maile”. Postanowiliśmy udostępnić go na stronie OE, jako przykład realiów zdalnego nauczania w środowisku małego miasta.
Przasnysz to miasto powiatowe, położone w województwie mazowieckim, na północny wschód od Ciechanowa, nad rzeką Węgierką, zamieszkałe przez ok. 17 tys. mieszkańców. Działają tam 3 szkoły podstawowe, dwa licea, zespół szkół (ze szkołami zawodowymi), szkoła muzyczna i zespół policealnych szkół medycznych.
Jeden z budynków w którym działa Zespół Szkół Powiatowych w Przasnyszu
Tytułowe ZSP, to skrót Zespołu Szkół Powiatowych im. mjra Henryka Sucharskiego, w sklad którego wchodzą: technikum, szkoła branżowa, oraz liceum ogólnokształcące dla młodzieży i dla dorosłych.
Oto ta publikacja:
Zdalne lekcje w ZSP w Przasnyszu to atrapa nauki? Uczniowie i nauczyciele przesyłają do siebie maile
Do naszej redakcji zgłosili się rodzice uczniów Zespołu Szkół Powiatowych w Przasnyszu, którzy – jak wszystkie dzieci i młodzież w naszym kraju – korzystają z „dobrodziejstw” zdalnych lekcji. Jak relacjonują rodzice, w tym w przypadku nauka ze zdobywaniem wiedzy ma tyle wspólnego, co słonica z baletem. Często w ramach „zajęć” uczniowie otrzymują materiał do przeczytania lub filmy do obejrzenia, a brak kontaktu z nauczycielem sprawia, że nauka jest fikcją. Co na to dyrekcja?
Zdalne lekcje klas w liceach i technikach trwają już ponad rok, z krótką przerwą we wrześniu. To długi czas, który powinien zapewnić usprawnienie przebiegu domowych zajęć i zapewnić efektywną naukę. Tak stało się w większości szkół, ale jak relacjonują rodzice – „nowa normalność” nie dotarła do ZSP, gdzie część zajęć stanowi kaleką atrapę. W przypadku dużej liczby lekcji, uczniowie ZSP nie mają możliwości łączenia się z nauczycielami za pośrednictwem komputera, ale przesyłają sobie wiadomości. Jak nietrudno się domyślić uniemożliwia to choćby częściowe wytłumaczenie materiału.
–Na kilkanaście przedmiotów, zdecydowana większość lekcji odbywa się bez kontaktu z nauczycielem, co zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Edukacji nie powinno mieć miejsca. Zajęcia odbywają się na zasadzie wysyłania maili i oglądania filmików. To nie jest nauka, bo jak w takiej sytuacji przekazać uczniowi wiedzę? Gdyby to dotyczyło przedmiotów mniejszej wagi, można byłoby przymknąć na to oko, ale chodzi o przedmioty obowiązkowe na egzaminie maturalnym – język polski, matematykę, angielski i przedmioty zawodowe, które uczeń musi mieć opanowane – wymienia mama ucznia.
Jak zauważa kobieta, jej druga pociecha ucząca się w szkole podstawowej ma normalne, regularne lekcje przed komputerem. Choć nie jest to rozwiązanie idealne, nauczyciele dwoją się i troją, aby wytłumaczyć materiał i wtłoczyć wiedzę do młodych głów, a nauka przynosi efekty. Podobnie jest w przypadku zajęć w LO KEN, gdzie lekcje online są maksymalnie zbliżone do tradycyjnych i odbywają się w normalnym wymiarze czasu.
11 marca 2021r. poseł Marek Biernacki (były poseł z ramienia PO, od lipca 2019 w klubie PSL-Koalicja Polska) wystosował do Ministra Edukacji i Nauki interpelację poselską. Oto pierwsza i końcowa jej część:
Źródło: [plik z interpelacją] www.sejm.gov.pl
13 kwietnia 2021r wpłynęła odpowiedź na to wystąpienie, którą z upoważnienia Ministra sygnowała sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki – Marzena Machałek. Oto treść tego pisma – TUTAJ
Dzisiaj, jako „temat dnia”, portal <Prawo.pl> zamieścił obszerny tekst Moniki Sewastianowicz „MEN: Za bezpieczeństwo uczniów po powrocie do szkół odpowiada dyrektor”, który jest osnuty wokół problemów, poruszonych w interpelacji, a przede wszystkim – w odpowiedzi ministerstwa.
Poniżej przytaczamy jedynie ten fragment, który zawiera kwintesencję tej korespondencji:
[…]
MEN: za bezpieczeństwo odpowiada dyrektor
Według autorów interpelacji opracowanie zasad zarządzania sytuacjami kryzysowymi w takiej instytucji jak szkolnictwo to bez wątpienia domena ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania wspomaganego przez kuratorów oświaty i wychowania. Do nich należy też nadzór nad wykonywaniem owych zasad przez dyrektorów szkół i innych placówek oświatowych. Pytają, co właściwie resort zamierza w tym kierunku zrobić.
Z odpowiedzi wynika, że koncepcja rozwiązania nie jest jakoś specjalnie wykrystalizowana. – Minister Edukacji i Nauki przywiązuje szczególne znaczenie do upowszechniania wśród dzieci i młodzieży wiedzy o bezpieczeństwie oraz kształtowania właściwych postaw wobec zagrożeń, w tym związanych z korzystaniem z technologii informacyjno-komunikacyjnych i sytuacji nadzwyczajnych – wyjaśnia wiceminister edukacji Marzena Machałek. – Dyrektor, który odpowiada za bezpieczeństwo uczniów powinien stworzyć skuteczne mechanizmy eliminowania zagrożeń na terenie szkoły oraz obecnie także w trakcie pracy zdalnej. Należy podkreślić, że zapisy statutu szkoły nie mogą być sprzeczne z prawami zawartymi w przepisach powszechnie obowiązujących, w tym w Konwencji o prawach dziecka – tłumaczy. Dodaje też, że resort dodał do rozporządzenia o szkolnym BHP obowiązkowe kursy pierwsze pomocy oraz zaktualizował poradnik dotyczący bezpieczeństwa.[…]
Cały artykuł „MEN: Za bezpieczeństwo uczniów po powrocie do szkół odpowiada dyrektor” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
„Dziennik Łódzki” opublikował dziś artykuł Macieja Kałacha, zatytułowany „Przemysław Czarnek, minister edukacji, chce uhonorować dyrektora z Łodzi za „zakaz błyskawic” w regulaminie jego szkoły” Oto jego obszerne fragmenty:
Foto: Krzysztof Szymczak [www.dzienniklodzki.pl]
Dariusz Jakóbek, dyrektor XXXIV LO, podczas środowej kontroli miejskich radnych w jego szkole.
Przemysław Czarnek, minister edukacji, zapowiedział, że będzie chciał uhonorować dyrektora szkoły z Łodzi „za walkę z ideologizacją dzieci”*. Chodzi o sprawę XXXIV Liceum Ogólnokształcącego, którego wewnętrzny regulamin zakazał uczniom umieszczania w tzw. awatarach m.in. błyskawic podczas nauki zdalnej. […]
„To doskonałe zachowanie dyrektora, którego będę chciał uhonorować za walkę z ideologizacją dzieci” – powiedział w piątek (16 kwietnia) Przemysław Czarnek jako gość programu „Jeden na jeden” w telewizji TVN24. […]
W środę (14 kwietnia) zareagowała Małgorzata Moskwa-Wodnicka, wiceprezydent Łodzi odpowiedzialna w mieście za edukację.
„Skierowałam dzisiaj do Komisji Dyscyplinarnej Nauczycieli przy Wojewodzie Łódzkim wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego w związku z uchybieniem godności zawodu nauczyciela przez dyrektora XXXIV LO” – poinformowała w środę wiceprezydent.
Jednocześnie Małgorzata Moskwa-Wodnicka, w związku ze swoim wnioskiem, jako przedstawicielka samorządu prowadzącego szkołę, zawiesiła Dariusza Jakóbka w pełnieniu obowiązków dyrektora XXXIV LO.
„Fatalne zachowanie organu prowadzącego, kierujemy zawiadomienie do prokuratury o przekroczeniu uprawnień przez wiceprezydenta miasta. To skandal, odpowiemy na to stanowczo” – skomentował Przemysław Czarnek w piątek jako gość TVN 24.
Już w 9 kwietnia swoje stanowisko przesłał naszej redakcji Dariusz Jakóbek, dyrektor XXXIV LO. Stwierdził w nim, że regulamin to efekt pojawiania się w awatarach różnych symboli: nie tylko politycznych, ale i np. kibicowskich czy związanych z używkami. […]
W piątkowe przedpołudnie na poranną wypowiedź Przemysława Czarnka zareagowała Małgorzata Moskwa-Wodnicka.
„Panie Ministrze, proszę mnie nie straszyć! Szkoła powinna być apolityczna, a Pan próbuje legitymizować proces zastraszania i karania uczniów naganą czy wydalenia ze szkoły” – napisała wiceprezydent Łodzi w swoim profilu w serwisie społecznościowym Facebook.
Cały artykuł „ Przemysław Czarnek, minister edukacji, chce uhonorować dyrektora z Łodzi…” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Zobacz także:
TVN24: „Minister Czarnek zapowiada doniesienie do prokuratury. Wiceprezydent Łodzi: proszę mnie nie straszyć – TUTAJ
Dla niedoinformowanych o sytuacji w XXXIV LO w Łodzi:
„Dziennik Łódzki” – „Liceum w Łodzi zakazuje błyskawic w awatarach uczniów podczas nauki zdalnej. Dyrektor XXXIV LO w Łodzi chce apolityczności szkoły 10.04.2021” – TUTAJ
Fot. Adam Stępień /Agencja Gazeta [www.wyborcza.pl]
Sala plenarna Sejmu podczas czytania projektu ustawy ograniczającej niezależność sądownictwa (18 lipca 2017r.)
Dzisiaj proponujemy dwugłos o atrofii sztuki prowadzenia rzeczywistej dyskusji o naszej rzeczywistości – w tym o edukacji. Jako pierwszy o tym groźnym zjawisku napisał profesor Stanisław Czachorowski w tekście „Dlaczego nie dyskutujemy? I kiedy?”, opublikowanym w ubiegłym tygodniu (7 kwietnia 2021r.) przez portal EDUNEWS:
Od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie, dlaczego nie dyskutujemy*. Pytanie rodzi się w odniesieniu do edukacji i środowiska akademickiego. Obie sfery teoretycznie rzecz biorąc powinny być wypełnione dialogami, dysputami, dyskusją. Mam na myśli także edukację zdalną. A gdy zalega cisza, to rodzi się powyższe pytanie. Zadawałem je wielokrotnie.
Niedawno dostałem taką (moim zdaniem trafną) odpowiedź: „dyskusje się dzieją, ale rzeczywiście w kontakcie 1-1, albo w mniejszych grupach, gdzie można sobie ponarzekać – upuścić ciśnienie, które się generuje wskutek zmian i chyba tego, o czym Pan Profesor wspomniał – braku wpływu na otaczającą rzeczywistość. Zapewne wracamy do punktu wyjścia: jeśli mamy poczucie braku wpływu to nie dyskutujemy – bo po co? A z drugiej strony brak dyskusji sprawia, że ten wpływ, który mógłby być oddala się. Moja akademicka historia jest relatywnie krótka stąd nie wiem, czy tak nie było, a jest obecnie, czy też wskazany przez Pana Profesora brak dyskusji jest „chroniczny”…”
Brak poczucia wpływu oraz strach, obawa przed restrykcjami, złą oceną, skrytykowaniem. Nie mówimy, bo nikt nas nie słucha. I w konsekwencji nie mamy poczucia wpływu na rzeczywistość, nie mamy poczucia sprawstwa. Nie odzywamy się, bo boimy się konsekwencji (bo nie tylko nie oczekują naszego zdania, ale jeśli jest inne niż oczekiwane, to spotkamy się z restrykcjami). Nie traktują nas podmiotowo, lecz przedmiotowo, mamy być tylko potakiwaczami z dużym zapasem wazeliny. I w końcu milczymy… bo nie mamy nic sensownego, wartościowego do powiedzenia.
Przyczyn jest wiele: sprawstwo, bezpieczeństwo, kompetencja. A pewnie i jeszcze więcej.
*Owszem, trochę dyskutujemy. Ale za mało według mojego, subiektywnego odczucia.
Źródło:www.edunews.pl
x x x
W następnym tygodniu (13 kwietnia 2021r.) dołączył na blogu EDUOPTICUM swoje na ten temat przemyślenia Robert Raczyński. Ten obszerny tekst zatytułował po łacinie: „Non est disputandum?”. Poniżej zamieszczamy jedynie fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji tej wypowiedzi:
Prof. Stanisław Czachorowski poruszył ostatnio na edunews.pl kwestię istotną, która mnie również zastanawia i do której kilkukrotnie już się odnosiłem. Pomyślałem jednak, że warto potraktować ją jako temat wiodący. Mowa o dyskusji. W edukacji i środowisku akademickim, o ile dobrze profesora zrozumiałem. Tezą postawioną w jego krótkim wpisie jest rzeczonej dyskusji brak, a przynajmniej jej niedosyt.
Nie posądzam profesora o naiwność – pytanie, które postawił, jest najprawdopodobniej wynikiem wkurzenia merytoryczną nijakością tzw. dialogu, a nie jedynie jego założoną, statystycznie nikłą reprezentacją, mierzoną w stosunku do innych przejawów życia intelektualnego w tym kraju. Zresztą, ledwo teza wybrzmiała, autor sam udzielił sobie całkiem trafnej odpowiedzi na tytułowe pytanie: Dyskusji nie ma, bo potencjalni dyskutanci nie mają poczucia sprawczości, boją się o swoją pozycję, a czasami brakuje im kompetencji.
Wczoraj (14 kwietnia 2021r.) na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich zamieszczona została informacja, zatytułowana „Prawo decyzji o nieuczestniczeniu w lekcjach religii – także dla niepełnoletnich uczniów. Postulat RPO wobec MEiN”. Oto jej początkowy fragment:
[…] Zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuk zwraca się o stanowisko w sprawie do sekretarza stanu w MEiN Dariusza Piontkowskiego. Pyta też, czy resort dostaje wnioski obywateli dotyczące art. 12 ustawy.
Do RPO wpłynął wniosek obywatela w tej sprawie. Wskazał on, że zgodnie z art. 12 ustawy publiczne przedszkola i szkoły podstawowe organizują naukę religii na życzenie rodziców, publiczne szkoły ponadpodstawowe na życzenie bądź rodziców, bądź samych uczniów; po osiągnięciu pełnoletności o pobieraniu nauki religii decydują uczniowie.
W związku szkół ponadpodstawowych w C. uczniom klasy pierwszej rozdano oświadczenia dotyczące woli nauki religii. Wyłączną osobą uprawnioną do jego wypełnienia był rodzic bądź opiekun prawny. Nauczycielka poinformowała, że do ukończenia 18. roku życia uczniowie powinni całkowicie podporządkować się woli rodzica w kwestiach religijnych.
Według wnioskodawcy nieletni może być zatem zmuszony uczestniczyć w zajęciach religii nawet, jeśli nie jest do niej przekonany. Wielu uczniów czuje się ateistami, a wiara jest indywidualną kwestią każdego człowieka – pisał wnioskodawca. Wskazał na sprzeczność przepisów z Konwencją o prawach dziecka. […]
Pismo Zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuka do Dariusza Piontkowskiegp – Sekretarza Stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki z dn. 14.04.2021 r – TUTAJ
Źródło: www.rpo.gov.pl/
Na „Portalu Samorządowym” znaleźliśmy dzisiaj (15 kwietnia 2021r.) taki oto tytuł zamieszczonej poniżej informacji: „Dyrektorzy mogą zorganizować stacjonarne zajęcia dla uczniów przygotowujących się do egzaminu zawodowego”. Oto jego obszerne fragmenty:
[…] W Rządowym Centrum Legislacji opublikowany został projekt nowelizacji rozporządzenia Ministra Edukacji i Nauki w sprawie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. […]
19 kwietnia do stacjonarnej nauki wracają nie tylko przedszkolaki*. Od poniedziałku w zakresie części szkół podstawowych (tj. sportowych, mistrzostwa sportowego, z oddziałami sportowymi i oddziałami mistrzostwa sportowego) oraz szkół ponadpodstawowych sportowych, szkół ponadpodstawowych mistrzostwa sportowego, oddziałów sportowych w szkołach ponadpodstawowych ogólnodostępnych, a także oddziałów mistrzostwa sportowego w szkołach ponadpodstawowych ogólnodostępnych umożliwiono „prowadzenie zajęć sportowych realizowanych na podstawie programów szkolenia sportowego w miejscu ich prowadzenia”. […]
Równocześnie, jak stwierdza resort, istnieje potrzeba przywrócenia możliwości stacjonarnej nauki z zakresu praktycznej nauki zawodu dla uczniów i słuchaczy przygotowujących się do egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie lub egzaminu zawodowego w sesji czerwiec-lipiec 2021 r. lub do egzaminu czeladniczego.* […]
Zgodnie z nowelizacją uczniowie klas III branżowych szkół I stopnia będący młodocianymi pracownikami od 19 kwietnia będą realizowali zajęcia praktyczne u pracodawców. Zastrzeżono jednak, że zajęcia z praktycznej nauki zawodu będą mogły być prowadzone u pracodawców lub w indywidualnych gospodarstwach rolnych pod warunkiem, że w podmiotach tych nie występują zdarzenia, które ze względu na aktualną sytuację epidemiologiczną mogą zagrozić zdrowiu uczniów lub słuchaczy.
Cały tekst „Dyrektorzy mogą zorganizować stacjonarne zajęcia dla uczniów przygotowujących się do egzaminu zawodowego” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
*Pogrubienia liter i podkreślenia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE’
We wtorek (13 kwietnia 2021r.) portal EDUNEWS zamieścił tekst Katarzyny Szajewskiej, którego tytuł: „Usługi publiczne w kryzysie – edukacja do zmiany” jest jednocześnie tytułem raportu, który na zlecenie Fundacji „Przyjazny Kraj” przygotowała platforma „Polityka Insight”.
Oto fragmenty tego, informującego o zawartości owego raportu, tekstu:
[…] Raport analizuje dwanaście miesięcy epidemii w Polsce, podejmowane w tym czasie działania władz publicznych i innych uczestników systemu edukacji, wyzwania, które ujawniły się w trakcie pandemii, a także ich systemowe przyczyny. Autorki, Monika Helak i Hanna Cichy, stawiają diagnozę problemów i proponują możliwe rozwiązania w perspektywie krótko- i długoterminowej w pięciu aspektach polskiego systemu edukacji, które są obecnie kluczowymi obszarami wyzwań zarządczych: znaczenia procesu cyfryzacji szkół dla dostępności i jakości edukacji, zmiany podstawy programowej, aby odpowiadała na potrzeby współczesnych uczniów i społeczeństwa, podniesienia jakości przygotowania zawodowego kadry szkolnej i uzupełniania kwalifikacji, efektywnego zarządzania szkołami na różnych poziomach edukacji oraz niwelowania nierówności edukacyjnych.
Raport łączy wnioski płynące z obecnej sytuacji i działania podejmowane z myślą o przyszłości po pandemii. Rekomendacje sformułowane są w horyzoncie kolejnych: 12 i 36 miesięcy.
W wyniku pandemii COVID-19 dzieci i młodzież w Polsce już rok spędziły na przeważnie zdalnej nauce. Proces nauczania w nowych okolicznościach uruchomiono dysponując ograniczonymi zasobami materialnymi i nikłym doświadczeniem. Odbywało się to zbiorowym, często oddolnym wysiłkiem szkolnych społeczności, a także przy wsparciu materialnym i organizacyjnym ze strony władz centralnych. Pomimo tych starań zdalna edukacja pod wieloma względami jest rozwiązaniem mniej efektywnym niż nauka w trybie stacjonarnym. Rodziny, zwłaszcza młodszych uczniów, przejęły część obowiązków wychowawczych, opiekuńczych i edukacyjnych, które dotąd pełniła szkoła. W efekcie pogłębiają się nierówności edukacyjne. Ograniczone kontakty z rówieśnikami, izolacja w domu i długie godziny przed komputerem narażają młodych na problemy zdrowotne, zwłaszcza zagrożenia dla zdrowia psychicznego i większe natężenie cyberprzemocy – piszą autorki raportu. […]
Źródło: www.edunews.pl
X X X
Poniżej zamieszczamy podstawowe informacje o treści raportu i zawartych w nim wnioskach oraz link do pliku PDF z jego pełną treścią – ze strony <Polityka Insight>












