
Foto: Sebastian Szwajkowski[www.radiolodz.pl]
Nauczycielki z dokumentami potwierdzającymi wykonanie szczepienia przeciw koronawirusowi
„Serwis Samorządowy PAP” zamieścił w środę (24 marca 2021r.) informację zatytułowaną „Minister Czarnek: zaszczepiono ponad 500 tys. nauczycieli, trwa szczepienie ostatnich kilkudziesięciu tysięcy”. Oto jej najważniejszy fragment. Pogrubienia w przytoczonym tekście – redakcja OE:
[…] Szef MEiN pytany był w środę w Programie Pierwszym Polskiego Radia o to, ilu nauczycieli udało się zaszczepić przeciw COVID-19.
„Ponad 500 tys.” – odpowiedział minister. „W tej chwili szczepienie nauczycieli, ostatnich kilkudziesięciu tysięcy, następuje” – dodał. Jak mówił, „są to nauczyciele, którzy przekładali swoje terminy z uwagi na stan zdrowia, bądź inne niesprzyjające okoliczności, bądź też nauczyciele, którzy zdecydowali się w ostatniej chwili, w tej ostatniej grupie trzydziestu paru tysięcy osób do rejestrować się na szczepienia„.
Czarnek przypomniał, że łącznie na szczepienia zarejestrowało się 590 tys. osób. „To stanowi od 60 do 70 proc., czy nawet niekiedy 80 proc. – to zależy id regionu – nauczycieli. Bardzo za to dziękuję całemu środowisku nauczycielskiemu, za tę odpowiedzialność, którą wykazują” – powiedział. […]
Cały artykuł „„Minister Czarnek: zaszczepiono ponad 500 tys. nauczycieli, trwa szczepienie ostatnich kilkudziesięciu tysięcy” – TUTAJ
Źródło: www.samorzad.pap.pl
Jarosław Pytlak, po 10-u dniach od posta, zatytułowanego „W oczekiwaniu natchnienia” – przełamał niemoc twórczą i zamieścił nowy tekst (12 720 znaków!), zatytułowany „Uczniowie powinni wrócić do szkół, ale.. to nie takie proste!”. Prezentujemy jego dwie części: początkową i końcową, odsyłając linkiem do pełnej wersji:
Na naszych oczach rozegrała się właśnie kolejna odsłona pandemicznego teatru absurdów w kraju nad Wisłą. Oto główny doradca władz ds. COVID, Andrzej Horban, przestrzegł, że z powodu gwałtownego wzrostu liczby zachorowań rząd jest o krok od „zamknięcia kraju”. Niemal równocześnie członek tegoż rządu, minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, zadeklarował przywrócenie nauki w szkołach od 12 kwietnia, „jeśli będzie to możliwe”.
O ile kogoś zaszokowała sprzeczność tych wypowiedzi, to powinien zwrócić uwagę, że jest ona pozorna. Decyduje o tym maleńkie słowo „jeśli”, które daje szefowi MEiN niepodważalne alibi – w końcu jeśli kraj będzie zamknięty, to otwarcie szkół nie będzie możliwe. Choć on, Drodzy Rodzice, Nauczyciele i Uczniowie, tak bardzo tego pragnie…
Owe dwie deklaracje doskonale symbolizują polaryzację nastrojów i oczekiwań w odniesieniu do obecnego funkcjonowania systemu edukacji. Po jednej stronie sceny lokują się zwolennicy ograniczenia działalności lub zamknięcia placówek oświatowych. To rzesza ludzi autentycznie pełnych obaw o zdrowie dzieci i swoje własne, mających świadomość, że w przypadku zakażenia zawsze można wyciągnąć od losu krótszą zapałkę i znaleźć się w gronie kilkuset ofiar śmiertelnych, jakie każdego dnia pochłania Covid-19. Ich obawę budzą również możliwe powikłania po przebytej infekcji, o których niewiele jeszcze wiadomo.
Po drugiej stronie towarzystwo jest bardziej zróżnicowane. Zrazu dominowali tutaj zwolennicy poglądu, że dla rozmaitych mrocznych sił pandemia stanowi okazję do przejęcia kontroli nad społeczeństwem. Że koncerny farmaceutyczne rozdmuchują ją przy udziale Światowej Organizacji Zdrowia. Albo, że pandemii po prostu nie ma. Ostatnio jednak liczebność tego stronnictwa gwałtownie rośnie za sprawą osób nie wyznających teorii spiskowych, za to dostrzegających, że szkody, jakie młodemu pokoleniu przynosi zamknięcie w domach i odcięcie od normalnych kontaktów społecznych, rysują się jeszcze bardziej dramatycznie niż samo zagrożenie zdrowotne. Coraz częściej więc i głośniej padają z tej strony żądania przywrócenia normalnych zajęć dla uczniów.
Swoistą imprezą towarzyszącą łódzkim e-targom edukacyjnym jest okolicznościowa wystawa, na którą dziś zaprosił Zespół Szkół Gastronomicznych w Łodzi, popularnie nazywany „Gastronomikiem”, na swej oficjalnej stronie w Internecie oraz na swoim fanpage’u zaprosił do obejrzenia pliku filmowego, pokazującego tradycyjną Wystawę Stołów Okolicznościowych:
Wystawa Stołów Okolicznościowych to wieloletnia tradycja naszej szkoły. W tym roku zorganizowaliśmy ją po raz 47! Niestety pandemia nie pozwala nam zaprosić Was do szkoły, dlatego przygotowaliśmy krótki film prezentujący prace naszych uczniów.
W tym roku szkolnym ze względu na sytuację epidemiczną zwiedzanie Wystawy Stołów Okolicznościowych będzie możliwe w formie online w dniach 24 – 30.03 br. na kanale You Tube.
Zapraszamy do obejrzenia relacji z wystawy – TUTAJ
Źródło: http://gastronomik.edu.pl/
Źródło: www.isap.sejm.gov.pl
Aktualnie obowiązujące rozporządzenie, regulujące procedurę wyłaniania dyrektorów szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowo-wychowawczych.
„Gazeta Prawna” zamieściła dziś artykuł Artura Radwana, zatytułowany „Kurator z decydującym głosem przy wyborze dyrektora szkoły”. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji. Pogrubienia i podkreślenia w przytoczonym tekście – redakcja OE:
[…] DGP dotarł do informacji, z których wynika, że Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, chciałby, aby dyrektorami zostawały osoby, które zyskują akceptację organu nadzoru pedagogicznego. Dzięki takiemu rozwiązaniu rządzącym łatwiej byłoby wyeliminować ze szkół to, co im się nie podoba. […]
O takich planach wiedzą też kuratorzy. I je popierają. – Samorządy są silne i może być problem z przekonaniem ich o słuszności tego rozwiązania. Z kolei rodzice nie chcą, aby w szkołach szerzyła się różnego rodzaju ideologia, jak to jest w przypadku np. Warszawy. Strażnikiem neutralności światopoglądowej i ideowej mogą być tylko ci kandydaci, których popiera organ nadzoru pedagogicznego – mówi jeden z kuratorów, który prosi o anonimowość.
Obecnie, jeśli lokalny włodarz sympatyzuje z obozem rządzącym, to kurator zwykle zgadza się na wskazanego przez samorząd kandydata. W efekcie jest już osiem głosów na „tak” w stosunku do siedmiu pozostałych (dotyczy to wyboru ze związkami zawodowymi, reprezentacją rodziców i rady pedagogicznej). Ale już w takim mieście jak np. Warszawa, jeśli kurator jest przeciwny kandydatowi, na którego stawia ratusz, to wynik konkursu jest niepewny. Wystarczy, że samorząd przekona do swojej kandydatury rodziców, nauczycieli i związkowców zasiadających w komisji.
–Dyrektorzy nawet wolą, aby tak było, bo wyobraźmy sobie, że na to stanowisko trafia osoba, której nie akceptuje wójt lub prezydent miasta. Wtedy dyrektor cały czas będzie miał pod górkę, co oznacza choćby trudności z uzyskaniem jakichkolwiek dodatkowych środków – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Jego zdaniem, jeśli kurator za każdym razem miałby decydujący głos, to za każdym razem do konkursu obok przedstawiciela samorządowca, który np. ma za sobą jedną lub więcej kadencji, stawałby kandydat namaszczony przez organ nadzoru pedagogicznego. I zawsze by wygrywał.
Takie rozwiązanie nie podoba się też związkom zawodowym. – W sytuacji kiedy kurator będzie miał tzw. głos pluralny podczas głosowania, będzie tak jak w niektórych spółkach, gdzie jest zapisane, że wszyscy członkowie zarządu mają tyle samo udziałów, ale jeden z nich ma głos, który jest decydujący – mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnych Związków Zawodowych „Forum-Oświata”. I przekonuje, że jeśli projektowane zmiany wejdą w życie, to można sobie odpuścić organizowanie konkursów. – Obecnie można powiedzieć, że jest jakaś równowaga, a po tych zmianach zawsze będzie obsadzany człowiek związany z władzą centralną, niezależnie od tego, kto rządzi w regionie – ocenia.
–Na miejscu samorządów powiedziałbym, że skoro kuratorzy chcą zarządzać szkołami i przedszkolami za pomocą swoich ludzi, to powinni też wziąć pełną odpowiedzialność za finansowanie i zarządzanie tymi placówkami – dodaje.
Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, również uważa, że takie rozwiązanie jest niedorzeczne, a brak współpracy dyrektora z organem prowadzącym może mieć negatywne skutki dla uczniów, rodziców i nauczycieli.
Zaś Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich ocenia, że to zamach na samorządność i centralizacja zadań oświatowych, w tym zarządzania placówkami. […]
Cały artykuł „Kurator z decydującym głosem przy wyborze dyrektora szkoły” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
Po dłuższej przerwie zajrzeliśmy na fejsbukowy profil Tomasza Tokarza. Oto jeden z najnowszych tekstów, który zwrócił naszą uwagę – mamy nadzieję, że jego zamieszczenie (bez skrótów) na stronie OE spotka się także z zainteresowaniem naszych Czytelniczek i Czytelników. Fragmenty tekstu wyróżnione pogrubioną czcionką lub podkreślone – redakcja OE:
Słowo tresura – odniesione do praktyki szkolnej – budzi spore emocje. Dlaczego? Być może wynika to z faktu, że przywykliśmy słowo tresura utożsamiać z oddziaływaniem na zwierzęta. To jednak kwestia jedynie przyzwyczajenia, bo zakres znaczeniowy jest szerszy.
Pomijając już nawet fakt, że człowiek jest także gatunkiem należącym do królestwa zwierząt, musimy pamiętać, że etymologicznie słowo tresura nie zawiera w sobie nic, co odnosiłoby się bezpośrednio do zwierząt.
Pochodzi od francuskiego „dresser” (układać), a to od łacińskiego „directaire” czyli ustawiać, naprostowywać, stawiać do pionu. Stąd też dyrektywy. Tresura pierwotnie znaczyła po prostu kształtowanie/formowanie według narzuconych instrukcji, przycinanie do ustalonej formy, oddziaływanie na dany obiekt mające na celu dopasowanie go do matrycy.
W słowniku języka polskiego słowo tresura ma dwa znaczenia:
1.«uczenie zwierząt rozumienia i wykonywania poleceń»
2.«uczenie kogoś za pomocą nakazów, zakazów i surowych kar»
Nietrudno uznać, że właściwie chodzi o to samo i spokojnie można tę definicję połączyć w jedno: uczenie istot żywych rozumienia i wykonywania poleceń za pomocą nakazów, zakazów i kar.
Tresura odbywa się najczęściej poprzez skłanianie innych istot do wielokrotnego powtarzania określonych czynności w jednakowych okolicznościach, co ma wykształcić w nich pożądane przez tresującego odruchy (zadanie — rozwiązywanie, ćwiczenie — siedzenie po nocach, sprawdzian — kucie). Mamy tu do czynienia ze stymulacją poprzez bodźce wywołujące określone reakcje.
Ważnym elementem tresury jest przemoc mająca na celu złamanie woli tresowanego oraz techniki manipulacyjne oparte na warunkowaniu karami i nagrodami.
Istota wytresowana wykonuje określone działania na znak tresującego. Rzucamy patyk – pies biegnie. Mówimy siad – pies siada. Mówimy zrób zadanie – uczeń robi. Wyznaczamy test – uczeń rozwiązuje. Nie jest tu potrzebne tłumaczenie jaki jest sens tych działań, reakcja musi być automatyczna.
Istotę dobrze wytresowaną poznaje się po tym, że bezkrytycznie wykonuje polecenia. Gorliwie robi to, czego się od niej wymaga. Słucha się. Nie zadaje zbędnych, trudnych pytań (typu: „Po co mam to robić?” czy „Do czego mi się to przyda?”). Pomaga treserowi w wykonywaniu jego obowiązków. Cieszy się, kiedy treser jest zadowolony.
Tresowany realizuje zadania, których nie rozumie, do celów, których nie ustalił, a wszystko polega na posłuchu — rozliczany jest głównie z tego, jak skrupulatnie wykona zachcianki tresera. „Hop, hop, skacz przez obręcz, bądź w tym najlepszy, mama będzie dumna”.
Tresura odbywa się najczęściej w specjalnie do tego przeznaczonych budynkach, odizolowanych od pozostałej przestrzeni siatką lub murem. Tresowani muszą przebywać tam kilka godzin dziennie, aby działania zakończyły się powodzeniem.
Tresur przebiega zgodnie ze szczegółowym programem. Efektywność mierzona jest zgodnością ze starannie zaplanowanymi procedurami.
24 marca o godz. 8 rozpoczynają się e-Targi Edukacyjne 2021. Organizatorem jest Urząd Miasta Łodzi i Wydział Edukacji a współorganizatorem – Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego. Ofertę prezentuje – z konieczności wirtualnie – 46 szkół średnich prowadzonych przez samorząd oraz placówki niepubliczne.
Obok klasycznych prezentacji poszczególnych szkół będą wirtualne spacery po szkołach, prezentacje poszczególnych zawodów, spotkania w sieci z nauczycielami oraz uczniami, pokazy barberskie i wiele innych atrakcji.
Specjalną ofertę ma dla uczniów oraz nauczycieli Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego.
e-Targi Edukacyjne to odpowiedź miasta na obostrzenia związane z pandemią koronawirusa. Ze względów bezpieczeństwa niemożliwa jest organizacja Targów Edukacyjnych jakie uczniowie znają z lat poprzednich dlatego spotkają się w sieci.
Prezentacje szkół średnich są dedykowane uczniom klas 8, którzy niebawem będą wybierać dalszy kierunek nauki, ale zachęcamy do odwiedzania e-Targów także młodsze roczniki ze szkół podstawowych, rodziców oraz nauczycieli.
e-Targi Edukacyjne będą dostępne od jutra (śr, 24.03.21) od godz. 8:00 oraz w czwartek 25 marca na stronie: www.targi.wckp.lodz.pl
Źródło: www.uml.lodz.pl
Na stronie lokalnego portalu <halo Ursynów> zamieszczono w sobotę (20 marca 2021r.) informację, zatytułowaną „W tym roku bez egzaminów i matur? Petycja rodziców z największej warszawskiej podstawówki”. Oto jej najistotniejsze fragmenty. Pogrubienia i podkreślania cytowanego tekstu – redakcja OE:
Foto: www.sp340.pl
Gmach Szkoły Podstawowej nr 340 im. Profesora Bogusława Molskiego w Warszawie
Rada Rodziców Szkoły Podstawowej nr 340 na Ursynowie wystosowała petycję, w której domaga się odwołania tegorocznych egzaminów ósmoklasisty i maturalnych. Jej autorzy proponują, by uczniów punktować według ocen. Pomysł nie wszystkim się podoba.
Adresatem petycji jest minister edukacji Przemysław Czarnek. Propozycja, jaką złożyła Rada Rodziców SP 340 z ul. Lokajskiego, podyktowana jest przeciągającą się pandemią koronawirusa. Zdaniem rodziców uczniowie, ucząc się zdalnie przez niemal już rok, nie są przygotowani, by podejść do egzaminów, które mogą zaważyć na ich przyszłości.
-Młodzież nie ma możliwości udziału w zajęciach wyrównujących ich wiedzę. Bezpośredni dostęp do nauczyciela jest także ograniczony w porównaniu do tego, jak miało to miejsce w edukacji stacjonarnej. Dodatkowo powyższe potęguje w uczniach poczucie stresu i napięcia psychicznego, a także lęku przed egzaminami – czytamy w uzasadnieniu petycji.
Poparcie dla petycji cały czas rośnie. W sobotę rano licznik podpisów przekroczył 200 osób. Zaczynają się podpisywać pod nią rodzice nie tylko ze stolicy, ale z całej Polski. […]
Wczoraj (22 marca 2021r.) Robert Raczyński – anglista, tutor, nauczyciel chyba nie tylko angielskiego, ale z dystansem do misji, metodyki i nauczania masowego, dydaktyczny oportunista, jak przedstawiono go na portalu EDUNEWS, po trzech tygodniach pauzowania, zamieścił na swoim blogu „Eduopticon” nowy tekst, zatytułowany „(Nie)oczywistości”.
Jako że post ten ma 13 127 znaków – zaprezentujemy tylko, jako „rozbiegówkę”, czyli jego początkowe fragmenty, gdyż nie chcemy być posądzeni, że prezentowane „kawałki” zostały, stronniczo, wyrwane z kontekstu. Ale gorąco namawiamy każdego, kto po przeczytaniu tego co zamieściliśmy poniżej zainteresował się/zdenerwował/oburzył (odpowiednie wybrać), aby kliknął w link jaki na dole tego materiału zamieściliśmy i dał prawo autorowi zaprezentowania całości jego poglądów.
Pogrubienia i podkreślenia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE. Zapraszamy:
Muszę przyznać, że gdyby nie było to niestosowne, a temat poważny, ryczałbym ze śmiechu, czytając doniesienia o klęsce zdalnej edukacji. Najzabawniejsze wydaje mi się ogólne zdziwienie i zaskoczenie obserwowaną rzeczywistością. Do znudzenia powtarzam wszystkim zdumionym, że to, co wreszcie widzą, nie zaistniało rok temu i nie jest konsekwencją spożywania mięsa nietoperzy. Zamiast się irytować i ciskać gromy na Microsoft i lekcje on-line, powinni raczej być wdzięczni wirusowi, że pozwolił im na wgląd w coś, co działało, jak widać, poza ich świadomością. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego nie rozumieją, że niezależnie od swej niedoskonałości, kształcenie zdalne ma tę zaletę, że skupia jak w soczewce całą prawdę o szkole, która na co dzień w ogóle nikomu nie przeszkadza. Wszystkie detale, które raptem ich bulwersują, są emanacją bardziej podstawowych i przyjętych za ogólną (bierną) zgodą zasad funkcjonowania całej oświaty.
Niestety, jestem głęboko przeświadczony, że, jak zwykle, na olśnieniu i oburzeniu się skończy, bo do naprawy sytuacji potrzebne jest rozumienie przyczyn problemu, a na dodatek pogodzenie się z ich pochodzeniem. Z doświadczenia wiem, że akceptacja prawd z różnych przyczyn niewygodnych przychodzi większości bardzo ciężko i z reguły łatwiej jej jest znaleźć kozła ofiarnego, niż jakiś problem rozwiązywać.* Gwałtowne olśnienie, bez zrozumienia stało się znakiem firmowym współczesności, więc wiem, że to, co piszę i tak spłynie po owej większości, jak po przysłowiowej kaczce, a mniejszość i tak nic nie może z tym fantem zrobić, poza wołaniem na puszczy. Właśnie takie wołanie usłyszałem ostatnio od redaktora naczelnego edunews.pl, którego wpis wywołał wśród czytelników portalu spore poruszenie.
Zacznę od zacytowania jego apelu, który, po przeczytaniu tego bardzo potrzebnego tekstu, wszystkim czytelnikom jeszcze dźwięczy w uszach:
„Ten tekst powstał też z tego powodu, że takich nauczycieli [dających radę nauczaniu on-line] jest ciągle za mało. A może być ich więcej!”
Bardzo mi przykro, ale nie może i nie będzie. Przynajmniej tak wielu i tak szybko, aby zaradzić problemom, trapiącym obecnie edukację zdalną. Podkreślę tu także z całą mocą, że to nie medium jest złe, a jedynie ich użytkownicy niedojrzali i mam tu na myśli ludzi po obydwu stronach łącza. Zgodnie z diagnozą red. Polaka, obydwu stronom brakuje kompetencji. Diagnozę należy jednak rozszerzyć o etiologię. Uczniom (całym ich pokoleniom) brakuje kompetencji, bo ktoś im od lat wmawia, że niewiele muszą, żadna wiedza nie jest dość praktyczna, by się nią kalać, a nauczyciel ma im zastąpić grę komputerową, której jak na złość na lekcji nie wolno im odpalić (na marginesie, warto zastanowić się, czy nie czas już wreszcie zagospodarować to medium). Nauczycielom, bo… Tu lista przyczyn jest długa, ale przytoczę tylko te najbardziej (nie)oczywiste:
Po pierwsze, nikt nie wie, a jak wie, to nie określił (w postaci oficjalnych i, co jasne, stale uaktualnianych wymagań), jakie to mają być kompetencje. Nie, że miękkie, albo lekko pół-twarde, ale konkretnie jakie. Wszystkie rozwodnione zapisy z KN i innych przewodników dla niewidomych dzieci we mgle nadają się do chrzanu tarcia i sprawozdawczych tabelek „nadzoru pedagogicznego”, bo mają więcej wspólnego z chciejstwem i ad hoc przyjętymi założeniami ideologicznymi, niż z rzeczywistością. Nie wystarczy napisać, że „nauczyciel posiada umiejętność posługiwania się komputerem”, bo ukończył szkolenie z umieszczania folderu na pulpicie. Tam ma stać, jak wół, że ktoś chcący uczyć w szkole musi w tym konkretnym roku szkolnym umieć posługiwać się takimi, a takimi programami i takim, a nie innym sprzętem. A jeśli powinien znać język obcy, to w mowie i w piśmie, na poziomie określonym ogólnie przyjętym certyfikatem, a nie świadectwem szkółki niedzielnej. Itd., itp.
Po drugie, precyzyjnie już określone kwalifikacje, przyszły nauczyciel powinien w większości wynosić ze studiów, a nie z przygodnych dokształtów, za które płaci odciskami na tyłku, wysiedzianymi po fajrancie. Z oczywistości uczenia się przez całe życie, uczyniono w tym kraju parodię zdobywania kompetencji, uwiarygodnianą dyplomami niewartymi na ogół papieru, na którym je wydrukowano. Jest oczywiste, że nauczyciel zawsze będzie miał się czego uczyć, bo kiedyś studia skończyć musi – problem w tym, że szkolenia później mu oferowane muszą mieć realną, wymierną i weryfikowalną wartość merytoryczną, odróżnialną od papki na poziomie śp. gimnazjum, którą wszyscy doskonale znamy z wypełniaczy czasu pracy (bo przecież wszyscy wiedzą, że nauczyciel pracuje za mało). Poza tym, owo zdobywanie kwalifikacji musi kończyć się egzekwowaniem ich w praktyce, a nie wpisem w sprawozdaniu z realizacji planu rozwoju zawodowego. […]
Cały tekst „(Nie)oczywistości” – TUTAJ
Źródło: www.eduopticum.wordpress.com
Foto:Łukasz Kaczanowski/Polska Press[www.dzienniklodzki.pl]
Przemysław Czarnek – Minister Edukacji i Nauki
Dzisiaj (22 marca 22021r.) portal ONET zamieścił zapis wywiadu, jaki z ministrem Przemysławem Czarnkiem przeprowadził Stanisław Białach. Materiał ten został zatytułowany „Przemysław Czarnek: W szkołach jest bezpiecznie. Nie ma tam wysokiej transmisji wirusa”. Oto jego fragmenty:
[…]
Sebastian Białach, Onet: – Rozmawiamy dzień po ogłoszeniu przez ministra zdrowia kolejnego lockdownu. Zamknięte będą obiekty sportowe, teatry, kina oraz szkoły. Klasy I–III szkoły podstawowej ponownie wracają do nauki zdalnej.
Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki: – To była bardzo trudna i odpowiedzialna dyskusja na rządowym zespole zarządzania kryzysowego. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że dzieci, zwłaszcza z klas I–III, muszą chodzić do szkoły. Przecież nauka zdalna jest najmniej efektywna w najmłodszych rocznikach. Z drugiej strony wszyscy wiemy, że ta trzecia fala, wywołana głównie wariantem brytyjskim, wyrządza ogromne straty i trzeba było podjąć stanowcze kroki.
Wyłączenie nauczania stacjonarnego dotyczy ogromnej liczby osób. Mówimy o 1,2 mln dzieci, a do tego trzeba dodać przemieszczających się rodziców i opiekunów, przewoźników oraz przedsiębiorców, którzy dostarczają posiłki. To codziennie kilka milionów osób w ruchu. Kiedy się wyłączy ten ruch na trzy tygodnie z uwzględnieniem, po drodze, przerwy świątecznej, to powinniśmy zauważyć radykalną zmianę w statystykach zakażeń.
-Wierzy pan, że po świętach wielkanocnych dzieci wrócą do szkół?
-Po to właśnie to robimy, aby dzieci mogły jak najszybciej wrócić do szkół. Chociaż pan Sławomir Broniarz mówi, że nauka zdalna powinna trwać do końca roku, moim zdaniem nauka zdalna jest przykrą koniecznością. Jeśli tylko pojawi się taka możliwość, to choćby na kilka czy kilkanaście tygodni, dzieci powinny wrócić do szkoły. Po to właśnie było włączenie nauczycieli do szczepień w grupie priorytetowej, by wrócić do nauczania stacjonarnego najszybciej, jak to będzie możliwe, także na uczelniach wyższych.
-Skoro jesteśmy przy szczepionkach to proszę mi coś wyjaśnić. Jak podaje MEiN, we wszystkich trzech turach do szczepień łącznie zarejestrowało się 590 tys. osób z szeroko pojętej oświaty. W poniedziałek poinformował pan, że zaszczepionych zostało około 500 tys. nauczycieli.
-Dokładnie tak.
-Wcześniej słyszeliśmy, że nauczyciele muszą być szybko zaszczepieni, by dzieci mogły wrócić do szkół. Tymczasem kiedy mamy zaszczepionych niemal pół miliona nauczycieli, to pierwsze co słyszymy przy kolejnym lockdownie – zamykamy szkoły.
-Powtarzam. Nie chodzi tylko o środowisko nauczycielskie, ale o tzw. ruch okołooświatowy i powstrzymanie trzeciej fali koronawirusa. W szkołach jest bezpiecznie. Nie ma tam szczególnie wiele ognisk zakaźnych i wysokiej transmisji wirusa. Statystyki pokazują, że problem pojawia się w niewielkiej liczbie placówek. Od 18 stycznia br. ponad 90 proc. szkół w całym kraju (od 99 do około 95 proc. z nich) pracowało w trybie stacjonarnym z uwzględnieniem zasad reżimu sanitarnego.[…]
-Wszyscy zastanawiają się, jakie zmiany w podręcznikach wprowadzi Przemysław Czarnek.
Screen z pliku na You Tube „Lekcja:Enter – Świat nowej edukacji”
W ubiegłym tygodniu, na portalu „Wirtualna Polska” zamieszczono tekst Agnieszki Jarosz zatytułowany „Lekcja: Enter, czyli o nauczycielach, którzy zmieniają lekcje w ciekawą przygodę”. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
[…] Ubiegłoroczny lockdown zaskoczył wszystkich – w tym uczniów, rodziców i nauczycieli. Tych ostatnich postawił wręcz pod ścianą. No bo jak w ciągu kilku dni zamienić czarną tablicę, kredę i zwykły zeszyt – w wirtualne zajęcia prowadzone za pośrednictwem komputera? Był więc i strach, i setki dylematów. Skutek był taki, że lekcje ograniczały się do wysyłania przez nauczycieli zadań i tematów do przeczytania. Robiło tak aż 70 proc. z nich. Ci bardziej obeznani z technologiami, spotykali się z uczniami za pośrednictwem komunikatorów lub programów do wideokonferencji. Wychodziło to różnie, bo i uczniowie niespecjalnie spieszyli się do takich lekcji.
Szkoła nie była przygotowana na zmiany nauczania. Przyspieszyła to w ekspresowym tempie zupełnie nieoczekiwana pandemia. I nie chodzi tylko o samą technologię, ale zmiany systemowe w edukacji. Okazało się, że lekcje od wielu lat prowadzone były i są w ten sam sposób. Brakuje wciąż nowoczesności, za dużo jest teorii, za mało doświadczeń. A i uczeń nie stoi w samym centrum nauczania, bo najważniejsza staje się podstawa programowa. Istotą nie jest to, że nauczyciel potrafi przeprowadzić lekcję onliNudne lekcje? Trzeba to zmienić. Istotne jest to, żeby nauczyciel potrafił przeprowadzić w taki sposób lekcję ciekawą. Pandemia uwypukliła i spotęgowała te problemy. Bo choć z wykorzystaniem nowoczesnych technologii lekcje wciąż mogą pozostać nudne.
Nudne lekcje? Trzeba to zmienić
Pomogą w tym zajęcia z wykorzystaniem cyfrowych narzędzi i e-zasobów. Celem „Lekcji:Enter” jest dostosowanie lekcji do potrzeb młodych ludzi i tego, jak uczą się w czasach, kiedy dostęp do informacji jest tak szybki. Bez umiejętności korzystania z technologii, wykorzystywania ich w procesie nauczania nic się nie zmieni. Ba! Będzie jeszcze gorzej. A przecież, bez względu na to czy pandemia trwać będzie krótko, czy długo – nie uciekniemy przez cyfrową rewolucją*.










