Realizując wiodącą funkcję „Obserwatorium Edukacji” – rejestrowanie zaobserwowanych „w sieci” najważniejszych dla sfery edukacji wydarzeń, odnotowuję  zamieszczenie w dniu dzisiejszym na  stronie MEN materiału, ale jedynie we fragmencie:

 

Reforma26. Kompas Jutra: Kierownictwo MEN w trasie przez całą Polskę – podsumowanie tygodnia

 

 

 

Wiceministra Katarzyna Lubnauer w tym tygodniu odbyła aż trzy wizyty promujące „Kompas Jutra”

 

[…]

 

Tydzień konsultacji otworzyła w poniedziałek, 2 lutego, wizyta Sekretarz Stanu Katarzyny Lubnauer w Kaliszu. W Szkole Podstawowej nr 10 im. Marii Konopnickiej wiceminister spotkała się z lokalnym środowiskiem oświatowym, by omówić harmonogram wdrażania zmian. Podczas briefingu prasowego podkreśliła, że reforma ma charakter ewolucyjny i od września 2026 r. obejmie przedszkola oraz klasy I i IV szkół podstawowych.

 

We wtorek, 3 lutego, trasa „Kompas Jutra” dotarła do województwa lubelskiego. Wiceminister Paulina Piechna-Więckiewicz gościła w Szkole Podstawowej nr 1 im. Adama Mickiewicza w Krasnymstawie. Podczas rozmów z lokalnym środowiskiem oświatowym wiceminister akcentowała znaczenie dobrostanu i sprawczości ucznia w nowym systemie. Podkreślała, że Reforma26. Kompas Jutra stawia na budowanie bezpiecznego środowiska szkolnego oraz relacji, które są fundamentem efektywnej nauki.

 

W środę, 4 lutego, Sekretarz Stanu Katarzyna Lubnauer kontynuowała wizytę w Wielkopolsce, odwiedzając Szkołę Podstawową w Grzymiszewie (gm. Tuliszków). Rozmowy z lokalnym środowiskiem oświatowym koncentrowały się na autonomii nauczyciela i sprawczości szkoły.

 

Kolejny etap trasy miał miejsce w czwartek, 5 lutego, w Ostródzie. Wiceminister Izabela Ziętka spotkała się w Szkole Podstawowej nr 1 im. Armii Krajowej z lokalnym środowiskiem oświatowym z regionu warmińsko-mazurskiego. Wiceminister Ziętka akcentowała, że dobrostan całej społeczności szkolnej jest priorytetem resortu w procesie projektowania nowej szkoły.

 

Tydzień zakończyła wizyta wiceminister Katarzyny Lubnauer w województwie świętokrzyskim. W piątek, 6 lutego, Sekretarz Stanu odwiedziła Wielgusice w gminie Kazimierza Wielka, gdzie podczas spotkania z lokalnym środowiskiem oświatowym podsumowała dotychczasowe głosy płynące z regionów.

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 



W minioną środę na fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej pojawił się post, którego pierwsza część jest autorstwa Doroty Rusim – nauczycielki ze Szkoły Podstawowej nr 11 w Przemyślu. Oto cały ten post:

 

 

Dzieci nie potrzebują stopni.

 

Cztery lata temu zrezygnowałam z ocen cyfrowych. Chciałabym opowiedzieć, dlaczego podjęłam taką decyzję, co dzięki niej zyskały dzieci, a co zyskałam ja jako nauczycielka.

 

W poprzednich latach prowadziłam klasę, w której zrezygnowałam z oceniania z pomocą stopni. Moi uczniowie chętnie przychodzili do szkoły, angażowali się w to, co robiliśmy na lekcjach, aktywnie uczestniczyli w projektach, które zaplanowałam i … nigdy nie pytali o stopnie. Naprawdę nie były im do niczego potrzebne. Dzięki temu proces nauki był dla nich naturalny, był źródłem satysfakcji, a nie stresu.

 

Dzieci nie porównywały się z sobą, nie stresowały się ocenami, a jednocześnie nie trzeba ich było „gonić” do nauki, ani stosować metody kija i marchewki. Każdy nauczyciel, który stosuje podobne metody wie, że dzieci nie trzeba do nauki zmuszać, ONE NAPRAWDĘ CHCĄ SIĘ UCZYĆ. Co więcej, okazało się, że nie osiągały gorszych wyników niż ich rówieśnicy uczący się w systemie tradycyjnego oceniania. Dziś to dla mnie oczywiste, że dzieci nie potrzebują cyferek, ale informacji, które pomagają im w nauce. Potrzebują informacji, co robią dobrze, a nad czym trzeba jeszcze popracować, co poprawić. Po tych trzech latach wiem również, że stopnie odwracają uwagę od tego, czego dzieci się uczą, to one stają się celem. A to dla nikogo nie jest dobre.

 

Tradycyjne ocenianie zabiera też bardzo dużo czasu, który lepiej przeznaczyć w szkole na naukę.

 

Obecnie znów prowadzę klasę pierwszą. Dzieci przyszły do szkoły z przedszkola, więc nie znały ocen cyfrowych. Od samego początku chciałam im pokazać, że celem szkoły nie są stopnie, ale ich rozwój, to czego się nauczą, co zostanie im głowie. Zależało mi też na tym, żeby nauka dobrze im się kojarzyła, żeby odbywała się w dobrej, bezpiecznej i przyjaznej atmosferze. Model oceniania bez stopni jest dla uczniów klasy pierwszej naturalny i zgodny z ich dotychczasowymi doświadczeniami edukacyjnymi, ponieważ wspiera ciekawość, daje poczucie bezpieczeństwa i opiera się na motywacji wewnętrznej.

 

Warto podkreślić, że ocenianie opisowe często budzi wśród nauczycieli negatywne skojarzenia, ponieważ wielu osobom kojarzy się z dodatkową pracą. Dlatego w naszej praktyce wolimy nazywać je ocenianiem wspierającym rozwój albo po prostu ocenianiem bez cyferek. Takie podejście bardzo zmienia nastawienie uczniów do nauki i nie stanowi dla nauczyciela większego obciążenia. Chciałabym jeszcze dodać, że bez stopni dużo łatwiej o dobre relacje między nauczycielem a uczniami i ich rodzicami. Gdy znikają cyferki, niejako automatycznie znika wiele problemów, które wszystkim – również nauczycielom – utrudniają życie.

 

Stosowane przeze mnie podejście jest zgodne z pedagogiką Celestina Freineta, który podkreślał, że uczeń powinien być aktywnym uczestnikiem procesu edukacyjnego, rozwijać się poprzez doświadczanie świata, jego wielozmysłowe poznawanie, samodzielne odkrywanie i pracę twórczą. Freinet często mówił, że nauka powinna przebiegać w atmosferze współpracy i bezpieczeństwa, a nie presji i rywalizacji. Podobnie jak w moim podejściu, w pedagogice Freineta ważne jest wspieranie dziecięcej ciekawości, samodzielności i motywacji wewnętrznej oraz wykorzystanie pracy projektowej i realnych doświadczeń edukacyjnych do rozwijania różnych kompetencji. Dzieci potrzebują ciekawych lekcji i inspirujących wyzwań. Gdy ten warunek jest spełniony każde rozwija się na miarę swoich możliwości i stopnie nie są do niczego potrzebne.”

 

 

Dorota Rusin, edukacja wczesnoszkolna

SP nr 11 w Przemyślu

 

 

 

To tekst Doroty Rusin, ja od siebie dodam, że stopnie nie są do niczego potrzebne dzieciom / uczniom, ale … są potrzebne wielu dorosłym (Rodzic: A skąd mam wiedzieć, jak moje dziecko wypada na tle klasy? Skąd mam wiedzieć, czy dziecko zasługuje na nagrodę, czy na karę?) Wielu dorosłych jest od stopni uzależnionych. Bo stopnie są jak cukier, tak samo jak cukier niepotrzebne, ale… uzależniają. Dlatego chciałabym mieć czarodziejską różdżkę. Wtedy mogłabym przenieść dorosłych, którzy nie wyobrażają sobie szkoły bez stopni do klas, w których ich nie ma, żeby zobaczyli, jak wygląda nauka, gdy celem jest rozwój, a nie stopnie. Bo stopnie uczą chodzenia na skróty, choć to może ich najmniejsza wada i odwracają uwagę od prawdziwego celu szkoły.

 

Bardzo trudno zrozumieć to dorosłym, którym nie dane było doświadczyć radości, jaką daje rozwój i którzy uczyli się tylko po to, żeby dostać nagrodę w postaci najlepszych stopni lub uniknąć kary w postaci jedynek. Kto zna tylko taką motywację do nauki, ten nie umie uwierzyć w to, że dzieci naprawdę chcą się uczyć, o ile tylko szkoła nie stanie się dla nich nieprzyjaznym miejscem, w którym są ciągle kontrolowane, oceniane i porówywane z innymi. Bo gdy tak się dzieje, to… już nie chcą.

 

 

P.S.

 

Jeśli chcielibyście zobaczyć na własne oczy, jak funkcjonuje Budząca Się Szkoła, może zainteresuje was nasze spotkanie inspirujące w Strzyżowicach na Śląsku?

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/



Oto najważniejsze fragmenty tekstu, zamieszczonego na stronie Radia RMF:

 

 

Wybrano najlepszych nauczycieli świata. Polka w czołówce!

 

 Foto:. Barbara Nowacka

 

Dziesiątka finalistów konkursu na najlepszego nauczyciela na świecie (po prawej Ewa Drobek); fot. Barbara Nowacka

 

[…]

 

Źródło: www.dailyexcelsior.com

 

Roubne Nagi – zdobywczyni tytułu „Global Teacher Prize 2026”

 

Roubne Nagi, indyjska artystka i pedagożka, zdobyła w czwartek w Dubaju nagrodę dla najlepszego nauczyciela na świecie (Global Teacher Prize) w wysokości miliona dolarów.

 

Obywatelka Indii została uhonorowana za działalność edukacyjną w slumsach i wsiach Indii, gdzie opracowała program „Misaal India”, który zapewnia ponad milionowi dzieci tanią edukację opartą na sztuce.

 

Stworzone przez nią inicjatywy, „Misaal India” i Rouble Nagi Art Foundation, wykorzystują sztukę jako narzędzie dostępu do nauki. Przez ostatnie 20 lat jej ruch stworzył ponad 800 ośrodków edukacyjnych, zaangażował 600 wolontariuszy i nauczycieli oraz wypracował model docierania do dzieci wykluczonych z systemu edukacji formalnej – podał dziennik „Hindustan Times”.

 

Emirackie media podkreślają, że metoda indyjskiej pedagożki łączy naukę czytania i liczenia, umiejętności życiowe oraz kształcenie zawodowe z projektami artystycznymi angażującymi dzieci i lokalną społeczność. „Jej klasy rzadko mają cztery ściany. Malowane przez nią ‚żywe ściany edukacji’ zmieniają podwórka i zaułki w podręczniki widoczne dla całej społeczności” – opisuje dziennik „Gulf News”.

 

Wielki sukces odniosła również Ewa Drobek, nauczycielka języka angielskiego i niemieckiego z XV Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, która znalazła się w finałowej dziesiątce konkursu.[…]

 

 

Cały tekst „Wybrano najlepszych nauczycieli świata. Polka w czołówce!”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.rmf24.pl/fakty/

 

 



Na wypadek, gdybyście regularnie nie śledzili fanpage grupy „Nie dla chaosu w szkole” zamieszczam post, który pojawił się tam wczoraj i jest niezależną od MEN informacją, będącą syntezą obszernego artykułu Karoliny Słowik „Nowacka jeździ po Polsce i tłumaczy reformę. „Wyraz szacunku i odwagi. Ale co z tego wyniknie?”, zamieszczonego na stronie „Gazety Wyborczej”  2 lutego 2026 r.

 

 

Szefowa MEN plan ma ambitny: chce, by do końca czerwca kierownictwo resortu odbyło co najmniej 70 spotkań z nauczycielami i dyrektorami we wszystkich województwach. Szacuje, że uczestników tych spotkań ma być nawet 20 tys. – pisze Karolina Słowik. (W Gazecie Wyborczej – WK)

 

Nowacka podkreślała, że mają to być „konsultacje dobrej, potrzebnej zmiany„. Problem jednak w tym, że w przypadku szkół podstawowych nowe treści dla wszystkich przedmiotów są już ustalone, a konsultacje społeczne podstaw programowych zakończone.

 

Skoro więc podstawy programowe są już gotowe i skonsultowane, to o jakie konsultacje podczas ogólnopolskiej trasy MEN chodzi?

 

O sens ich organizowania na pół roku przed rozpoczęciem reformy, określanej podczas inauguracji kampanii mianem „jednej z najbardziej skonsultowanych reform w naszym państwie” pytał również na swoim blogu Jarosław Pytlak.

 

Chcemy szeroko informować nauczycieli o reformie. Zależy nam, aby dowiadywali się na czym naprawdę polega bezpośrednio od kierownictwa MEN. Te spotkania to przede wszystkim rozwiewanie wątpliwości, rzetelna informacja i realna przestrzeń do dialoguwyjaśnia rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca.

 

Głosy praktyków są dla nas ważne i bierzemy je pod uwagę, choć nie wpłyną już bezpośrednio na zmiany w podstawach programowych, bo te konsultowane były społecznie. Resort jednak reaguje na potrzeby zgłaszane przez szkoły. – zapewnia rzeczniczka.

 

O co pytają nauczyciele na spotkaniach z MEN? Rzeczniczka wymienia:

 

Czy będzie więcej biurokracji? – MEN zapewnia, że nie dokłada żadnych nowych obowiązków.

 

Czy nauczyciel zmieni się w psychologa?Chodzi o nowe narzędzie – ocenę funkcjonalną ucznia. Rzeczniczka MEN podkreśla, że nie będzie to rozwiązanie obowiązkowe. A pozwoli w bardziej uporządkowany i wystandaryzowany sposób formułować opinie o dziecku.

 

Czy tydzień projektowy będzie obowiązkowy?Nie od razu. MEN daje rok na przygotowanie i próby. – Obowiązek wejdzie dopiero w 2027 rokumówi rzeczniczka i podkreśla, że po kilkunastu ambasadorów reformy – nauczycielek i nauczycieli, w każdym województwie – służy radą i swoim doświadczeniem przy tworzeniu projektów.

Czy szkoły specjalne będą likwidowane?Stanowczo dementujemy te informacje. Na tym nie polega edukacja włączająca – zaznacza rzeczniczka.

 

Czy pracownie przyrodnicze będą doposażone? – MEN podkreśla, że za infrastrukturę odpowiadają samorządy, ale MEN będzie je wspierać. – Powstanie program ministerialny skierowany przede wszystkim do najmniej zamożnych placówekmówi Ewelina Gorczyca.

 

Czy klasy będą mniej liczne? – MEN tego nie planuje. Tłumaczy to postępującym niżem demograficznym. W tych warunkach oznaczałoby to konieczność budowy nowych placówek, co byłoby bardzo kosztowne.

 

Kiedy płace nauczycieli wzrosną?MEN chce powiązać wynagrodzenia nauczycieli ze wskaźnikiem gospodarczym do końca kadencji. To deklaracja rządu, w tym premiera Tuska i ministra finansówpodkreśla Gorczyca.

 

Eksperci doceniają, że ministra Nowacka chce osobiście rozmawiać ze środowiskiem. Ale wątpią, czy przełoży się to na konkretne rozwiązania.

 

To raczej akcja promocyjna – ocenia dr Iga Kazimierczyk, prezeska fundacji Przestrzeń dla Edukacji. Ale również docenia tę akcję. – Bardzo miły gest, ludzkie oblicze urzędu. Łatają wcześniejsze niedostatki komunikacyjne. To nowość: aktywna postawa wchodzenia w środowisko. Ministra Nowacka robi to bezpośrednio, tak jak obiecała. Zdecydowanie od tego powinna zacząć reformowanie. A nie od zakazu zadań domowych. Teraz jest za późno, żeby zmienić kierunek.

 

Dr Kazimierczyk uważa, że MEN powinien przyjść do nauczycieli z gotową propozycją, na którą czekają od lat: z powiązaniem pensji ze wskaźnikiem gospodarczym. – Jeśli MEN z takim prezentem wyruszy do środowiska, to cel, czyli reforma, może być realizowany. Bo na razie jest tak, że nauczyciele mają wypełniać nowe założenia bez dodatkowych środków – zauważa. – Oni liczą nie tylko na pensje, ale na dodatkowe wsparcie, pracę w mniejszych klasach, wydolną formę pracy, na wsparcia w konfliktach – dodaje.

 

Dr Karol Dudek-Różycki, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych: – Spotkania z nauczycielami to wyraz szacunku względem środowiska. I akt odwagi. Nie każdy ją ma, skoro są obawy, że nie zawsze będzie miło. Na przykład, że na Podkarpaciu ktoś nie poda ręki za obcięcie godzin religii w szkole. A mimo to ministra Nowacka taką odwagę w sobie ma. Miło więc, że ktoś jeździ i się spotyka. Czy coś konkretnego z tego wyniknie? Zobaczymy.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/



Dzisiaj postanowiłem wreszcie poinformować Czytelniczki i Czytelników OE o najnowszej, istotnej zmianie personalnej,  jaka w ostatnich dniach zaszła w kierownictwie Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego. A jest nią powołanie przez panią dyrektor Agnieszkę Ochmańską pani Agnieszki Oganiaczyk na stanowisko wicedyrektora taj placówki. Stalo się to po dopełnieniu przewidzianych w prawie oświatowym procedur poprzedzających taką decyzję, w tym – po zasięgnięciu opinii rady pedagogicznej, którą tworzą nie wszyscy pracownicy Centrum, a jedynie pracujący tam na stanowiskach nauczycielskich, kształcąc (praktycznie) uczniów szkół zawodowych i techników – ostatnio głównie w obszarze obsługi i programowania obrabiarek CNC.

 

Owo posiedzenie , z tego co słyszałem,  odbyło się – zdalnie – w pierwszy poniedziałek po feriach świątecznych  -12 stycznia. Uczestniczyło w nim 11 osób. Wyniki glosowania w sprawie wniosku o powołanie pani Oganiaczyk na stanowisko wicedyrektora były – niestety – niekorzystne dla wnioskodawczyni:

 

9 głosów przeciw,  1 – za, 1 – wstrzymujący się

 

Ale – jak wiadomo – opinia rady pedagogicznej w sprawie powołania wicedyrektora ma charakter doradczy. Nawet jeśli rada pedagogiczna wyda opinię negatywną, dyrektor może powierzyć stanowisko wskazanemu kandydatowi [Ustawa z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe,  art. 64 ust. 1}

 

Jak można to zobaczyć na oficjalnej stronie ŁCDNiKP pani Agnieszka Oganiaczyk pelni już obowiązki wicedyrektora ŁCDNiK

 

x           x           x 

 

Zapewne nie tylko dla mnie osoba pani Agnieszki Oganiaczyk była do tej pory nieznana, przeto postanowiłem zebrać wszystkie dostępne informacje o jej drodze zawodowej i nabytych kwalifikacjach i upublicznić je na OE.

 

Zacznę od tego, że zanim została zaprezentowana jej kandydatura na funkcję zastępcy  dyrektora, została ona zatrudniona  w ŁCDNiKP od nowgeo roku –  na stanowisku konsultanta.

 

O jej wcześniejszej drodze zawodowej i posiadanym wykształceniu (uczelnie i kierunki studiów) posiadłem informację u samego źródła, czyli z jej fb-profilu, gdzie  25 września 2025 roku zamieściła (aktualnie już wykasowane) ogłoszenie, iż chciałaby podjąć pracę w gabinecie/przychodni w Łodzi – w godzinach popołudniowych i w weekendy. Oto screen tego ogłoszenia:

 

 

W tym miejscu muszę poinformować (co można  wyczytać także powyżej), że w tym czasie była ona zatrudniona – jako pedagog specjalny – na pełen etat (22 godz.) w III LO im. T. Kościuszki w w Lodzi oraz w wymiarze ½ etatu w Zespole Szkół Gastronomicznych w Łodzi.

 

A teraz, jako że na zamieszczonym zrzucie z ekranu trudno jest doczytać się podanych tam informacji, wymienię , chronologicznie, uczelnie na których pani Oganiaczyk zdobywała swoje kwalifikacje:

 

 

1996 – 1999  – Wyższa Szkoła Marketingu i Biznesu w Łodzi – kier. Zarządzanie i marketing – marketing

 

1999 – 2001  –  Wojskowa Akademia Medyczna w Lodzi  –  kier. Zdrowie publiczne, zarządzanie i marketing w służbie zdrowia.

 

2003 – 2004  Akademia Ekonomiczna w Katowicach, Wydział Zarządzania, (studia podyplomowe) kier.  Zarządzanie w oświacie i Dydaktyka przedsiębiorczości.

 

2007 – 2008   Uniwersytet Łódzki, Wydział Filozoficzno-Historyczny (studia podyplomowe), kier. Wiedza o społeczeństwie.

 

2020 – 2021  Collegium Balticum  ANS w Szczecinie kier.   Edukacja, wspomaganie i terapia osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

 

2024 – 2025   Uczelnia Korczaka, Wydział Nauk Stosowanych w Warszawie (studia podyplomowe)  kier. Psychotraumatologia.

 

 

Ponadto ukończyła jeszcze dwa, wąsko specjalistyczne szkolenia:

 

 

W Centrum Wspomagania Osobowości w Warszawie (marzec 2024) gdzie zdobyła      Certyfikat Wspomagania Rozwoju Osobowości

 

Pracownia Rozwoju Osobistego poMOC – Krzysztof Durnaś  w Lodzi – szkolenie „Interwencja kryzysowa”.

 

x           x           x

 

Zwieńczeniem tych informacji postanowiłem uczynić link do wywiadu, jaki pewnej uczennicy udzieliła pani Agnieszka Oganiaczyk w styczniu tego roku: :

 

 

Post na Instagramie  –  TUTAJ

 

 

 

P.s.

 

Mając w pamięci, że przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania ŁCDNiKP jego dyrektor/ka miał/a dwie osoby na funkcji wicedyrwktora/ki, byłoby ciekawe poznać zakres obowiązków owej nowej – jedynej – wicedyrektorki….



Dzisiaj zamieszczam tekst Danuty Sterny bez skrótów – jest stosunkowo niedługi i nie ma sensu go przycinać. A jest on  ciekawy z jednego powodu: teza autorki „idzie pod prąd” głównemu nurtowi, nie tylko w przekazach resortu edukacji:

 

 

Klasa wolna od AI

 

Nauczycielka Chanei Bond* w  Southwest High School okręgu szkolnym Fort Worth postanowiła wyeliminować sztuczną inteligencję z nauki w klasie szkolnej. Nie stało się tak z braku dostępu do Internetu, czy do laptopów, była to przemyślana decyzja, aby poprawić proces uczenia się.

 

Rys.Danuta Sterna

 

Podczas każdych zajęć prowadzonych przez Bond uczniowie zapisują notatki i refleksje ręcznie na papierze długopisem lub ołówkiem. Nauczycielka twierdzi, że przejście niemal całkowicie na technologię analogową to najlepszy sposób, jaki znalazła, aby wyeliminować sztuczną inteligencję z zajęć z literatury amerykańskiej i kompozycji.

 

Badania nad zjawiskiem wykorzystywania w szkołach sztucznej inteligencji pokazują, że ryzyko przewyższa korzyści. Według sondażu przeprowadzonego w lipcu 2025 roku przez EdWeek Research Center, około 60% ankietowanych nauczycieli stwierdziło, że korzysta z AI w swoich klasach tylko w niewielkim stopniu.

 

Wiele osób ma obawy, że nauczani bez dostępu do AI uczniowie zostaną w tyle, ale Bond uważa, że jej uczniowie są uczeni myślenia, więc zyskują.  Zdaniem Bond uczniowie, którzy mogą korzystać z AI nie angażują się w uczenie się. Jeśli mają przeanalizować tekst, to często nawet się z nim nie zapoznają, tylko zlecają AI wyciąganie wniosków. Uczniowie nie zawsze potrafią ocenić, czy to, co generuje sztuczna inteligencja, jest wartościowe, czy nie, i nie zdaja sobie sprawy z tego, że muszą ćwiczyć podstawowe umiejętności, takie jak pisanie tezy i konstruowanie argumentacji.

 

Bond zaleca uczniom prowadzenie ręcznych notatek na każdej lekcji, co pozwala uczniom ćwiczyć pisanie i buduje ich pewność siebie w pisaniu dłuższych tekstów. Uczniowie dzięki temu uczą się własnego stylu pisania.

 

Na lekcjach Bond uczniowie mogą korzystać ze słowników, dzięki czemu nie polegają tylko na technologiach, które automatycznie poprawiają im błędy.

 

Zamiast oceniać wyłącznie ostateczną wersję eseju lub prezentacji, Bond ocenia różne części procesu, w tym osobno tezę, konspekt, bibliografię i wersję roboczą. Dzięki temu istnieje kontrola nad procesem powstawania całości.

 

Jedyny moment, gdy uczniowie mogą korzystać z technologii na jej lekcjach, to polecenie przepisania wypracowania do komputera.

 

Uczniowie na początku nie rozumieli zamysłu nauczycielki. Ale w miarę upływu czasu doszli do wniosku, że ten sposób naprawdę pobudza ich mozgi do myślenia. Na zajęciach nauczycielki można dowiedzieć się, co myślą uczniowie, a nie co myśli AI.

 

Jeden z uczniów Bond apeluje do uczniów wykonujących pracę domową: „Zastanów się chwilę. Czy wolałbyś naprawdę rozwijać się dzięki doświadczeniu wykonywania jakiejś pracy i krytycznego myślenia o tym, o czym piszesz lub mówisz, czy po prostu wolisz korzystać z robota?”.

 

Nie wszyscy nauczyciele w szkole Bond postępują tak samo. Niektórzy starają się jedynie ograniczyć korzystanie ze sztucznej inteligencji, poprzez pokazanie uczniom, jak odpowiedzialnie z niej korzystać, pokazują uczniom różnicę między wykorzystywaniem technologii w celu oszukiwania, a wykorzystywaniem jej w celu wspierania własnej nauki.Inni zezwalają na wykorzystanie sztucznej inteligencji w niektórych zadaniach — pod warunkiem, że uczeń jasno wyjaśni, w jaki sposób z niej skorzystał.

 

Choć Bond i wielu jej uczniów dostrzegają wartość klas wolnych od sztucznej inteligencji, rząd federalny i niektóre stany oraz okręgi szkolne chętnie korzystają z technologii. W Polsce jest też dość silna tendencja do wyposażenia każdego ucznia w laptop z dostępem do Internetu i możliwością korzystania z AI. Warto przed podjęciem decyzji wziąć po uwagę badania edukacyjne na temat korzyści z używania AI w procesie uczenia się.

 

Inspiracja artykułem Lee V. Gaines

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl/klasa-wolna-od-ai

 

 

* Nauczycielka języka angielskiego i literatury amerykańskiej w Southwest High School w Fort Worth w Teksasie (USA)



Taka sytuacja jeszcze nigdy od czasu funkcjonowania „Obserwatorium Edukacji” nie zaistniała, aby dzień po dniu były tu zamieszczane teksty tego samego autora, pochodzące z tego samego źródła. Ale mam  bardzo przekonujące uzasadnienie: oba teksty na to zasługują, bo oba traktują o ważnych sprawach.

 

Tym autorem jest  prof. Bogusław Śliwerski, tym dzisiejszym jego wpisem zamieszczonym na blogu „Pedagog” jest tekst, którego „dwa fragmenty dla zachęty” zamieszczam poniżej – wierząc, że temat uznacie nie tylko za aktualny, ale sposób jego przedstawienia przez Profesora jest na tyle intrygujący, że skłoni to Was do zapoznania się – po kliknięciu w zamieszczony link – z jego pełną wersją

 

 

„Reforma26 – Kompas Jutra” to ukryta adaptacja w polityce oświatowej „strategii OECD Learning Compass 2030”

 

Rys.  www.oecd.org/en/data/tools/oecd-learning-compass-2030.html

 

 

Jeśli ktoś twierdzi, że IBE-PIB wraz z MEN realizują polską reformę edukacji, to jest w głębokim błędzie. Nie jest ani oryginalna, ani nie wynika z ogólnopolskich badań naukowych stanu polskiego szkolnictwa, nie uwzględnia też polskiej kultury, tradycji, nędzy kapitału ludzkiego i ekonomicznego. Mamy tu do czynienia z ukrytą przez władze IBE-PIB polityką adaptacji w kraju strategii OECD Learning Compass 2030.

 

Nie przypominam sobie, by w polskim Sejmie, w Komisji Edukacji analizowano ten dokument i uznano, że ma być fundamentem rzekomo polskiej reformy szkolnej. A szkoda, bo przynajmniej mielibyśmy do czynienia z rzeczywistą konsultacją, a nie ukrytą formą indukcji programu globalnej korporacji, która znakomicie zarabia na międzynarodowych badaniach oświatowych.

 

Nie mam nic przeciwko temu dokumentowi, ale fakt ukrywania tego podejścia przez władze IBE-PIB świadczy o tym, że wykorzystuje się środki unijne do wdrażania rozwiązań, które mają charakter globalny, naruszający częściowo autonomię państwa członkowskiego UE w sferze oświaty i wychowania. Zobaczmy zatem, czego nie ujawniło IBE-PIB:

 

OECD Learning Compass 2030 to globalna wizja edukacji przyszłości opracowana w ramach projektu Future of Education and Skills 2030 przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Określa ona kompetencje, jakie uczniowie powinni rozwijać, by radzić sobie w niepewnym świecie (agency, well-being, kompetencje poznawcze, społeczne, etc.). Ramy są globalne i ogólne, toteż mają być „lokalnie kontekstualizowane” przez poszczególne systemy edukacji.

 

OECD tytułuje swój program metaforą kompasu po to, by przesunąć myślenie o edukacji z „realizacji instrukcji” na nawigowanie w niepewności; punktem dojścia jest tu dobrostan indywidualny i zbiorowy.

 

 […]

 

„Reforma26-Kompas Jutra” jest funkcjonalną kopią Learning Compass 2030. IBE-PIB nie opracowało własnego projektu reformy, tylko przetłumaczono i zaadoptowano strategię OECD Learning Compass 2030 jako podstawę krajowej reformy, a uczyniono to w sensie paradygmatycznym, dydaktycznym, architektonicznym i implementacyjnym. 

Dyrekcja IBE od lat współpracuje z OECD, toteż traktuje język tej globalnej organizacji jako rzekomo neutralny język profesjonalny, a to jest klasyczny objaw hegemonii prywatnego konsorcjum i jego krajowych beneficjentów. Mamy zatem deformę wdrażaną technokratycznie w ramach globalnego paradygmatu.

 

Rzekome konsultacje pełnią tu funkcję jedynie amortyzacji społecznego oporu. IBE niczego nie stworzyło, tylko zarządza narracją tak, aby nie otworzyć sporu paradygmatycznego, nie ujawnić zewnętrznego źródła rdzenia modelu i utrzymać wrażenie krajowej suwerenności projektu.

 

Kompas Jutra jest krajową repliką paradygmatu Learning Compass 2030, z lokalną aksjologią i lokalnym opakowaniem normatywnym, ale bez zmiany rdzenia teoretyczno-  dydaktycznego. Ważny jest zatem spór o to, „czy jest to kopia?”, bowiem kluczowe pytanie brzmi:

 

Czy kadra IBE-PIB świadomie przyjęła paradygmat kompetencyjno-agencyjny OECD jako swój paradygmat dydaktyczny? 

 

I na to pytanie – patrząc na dokonania głównie translatorskie pracowników IBE-PIB – odpowiedź brzmi: TAK. Szkoda, że nie poinformowała o tym posłów, społeczeństwa i tych, którzy to legitymizują a ponoć reprezentują naukę.

 

Zmiana w szkolnictwie powinna być oparta na jawnych przesłankach, poddana naukowej debacie oraz osadzona w pluralizmie tradycji pedagogicznych i dydaktycznych. Społeczeństwo, nauczyciele i środowisko akademickie mają prawo wiedzieć, jaki model edukacji jest przyjmowany jako fundament polskiej szkoły i z jakich źródeł on pochodzi.

 

 

 

Cały tekst „Reforma26 – Kompas Jutra” to ukryta adaptacja w polityce oświatowej „strategii OECD Learning Compass 2030”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

x            x           x

 

Także dzisiaj na fanpage grupy „Nie dla chaosu w szkole” odnotowano tekst prof. Śliwerskiego, a także zamieszczono korespondujący z nim tekst Jaroslawa Pytlaka  –  TUTAJ

 

 

 

 



Zgodnie z przyjętą wczoraj zasadą –  dzisiaj prezentuję obszerne fragmenty(i link do pełnej wersji) tekstu prof. Boguslawa Śliwerskiego, zamieszczonego wczoraj na blogu „Pedagog”.  Jest to swoistą recenzją książki Karola Pietrzyka.

 

  Foto:www.facebook.com/photo/

 

Karol Pietrzyk – nauczyciel j. angielskiego w IV Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Prusa w Szczecinie

 

 

 

Szkoła, która żyje wbrew sobie, czyli jak niektórzy nauczyciele ratują sens edukacji mimo ministerialnych deform

 

 

Szkoła widziana oczami nauczyciela, który nie przestał być uczniem, wyrasta z podwójnego doświadczenia i podwójnej wrażliwości. Jest efektem dwoistej autorefleksji – tej zawodowej i tej rodzicielskiej. Karol Pietrzyk pisze bowiem o szkole zarówno jako pedagog z wieloletnim stażem, jak i jako ojciec dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, zanurzonego w tej samej rzeczywistości, którą on sam współtworzy.

 

 

Już we wstępie autor uczciwie uprzedza czytelnika, że jego książka nie rości sobie prawa do obiektywizmu. Jest zapisem osobistego oglądu świata, w którym funkcjonuje od ponad ćwierćwiecza:

 

Moja książka to naturalnie bardzo subiektywne spostrzeżenie człowieka działającego wewnątrz szkolnego systemu, przyglądającego się szkole od ponad ćwierćwiecza i próbującego wyciągać samodzielne wnioski

                                                                                                                                                                                 (s. 7).

Ta deklaracja szczerości budzi zaufanie. Tym bardziej że Pietrzyk nie próbuje swoich obserwacji absolutyzować ani zamieniać w program ideologiczny. Raczej zaprasza do rozmowy – do „merytorycznej dyskusji o kluczowych dla polskiej szkoły sprawach” (s. 8). W jego pisaniu czuć potrzebę podzielenia się doświadczeniem, ale i świadomość ograniczeń własnej perspektywy.

 

Autor nie ukrywa ambiwalencji. Szkołę jako środowisko społeczne lubi – za ludzi, relacje, drobne sukcesy i sens, jaki potrafi się w niej wydarzyć. Szkoły jako elementu państwowego systemu często nie znosi – za biurokrację, pozorność zmian i marnowanie energii. Dostrzega istnienie szkół niepublicznych, edukacji domowej, oddolnych innowacji w placówkach samorządowych czy pracy progresywnych dyrektorów, lecz mimo to formułuje gorzką diagnozę:

 

A jednak cały czas jest to przede wszystkim szkoła straconych szans, szkoła zmarnowanego potencjału, szkoła bez głowy, szkoła będąca polem walki. (…) ta szkoła ‘po polsku’ po prostu nie może być inna, bo jest odbiciem kolektywnych wad i zalet naszego narodu oraz dziejowej spuścizny” (s. 8).

 

[…]

 

Paradoksalnie najsłabszym fragmentem książki pozostaje właśnie wstęp. Zasadnicza część to już żywa, publicystyczna narracja, spleciona z autoobserwacją i opisem codziennej praktyki. I tu autor wypada najciekawiej. Jawi się jako nauczyciel zorientowany na ucznia – na jego potrzeby, emocje, możliwości i ograniczenia – bardziej niż na tabele wyników czy mechaniczną realizację podstawy programowej. Można tylko pozazdrościć uczniom, którzy trafili na jego lekcje języka angielskiego i godziny wychowawcze.

 

Nie wszystkie jego stanowiska są wolne od uproszczeń. Ulega na przykład popularnej narracji o szkodliwości smartfonów w szkole, powołując się na autorów, którzy nie prowadzili badań w realnych warunkach szkolnych. Jednocześnie stawia pytanie kluczowe: czy młodzi ludzie potrafią korzystać z telefonów świadomie i odpowiedzialnie – a jeśli nie, czy szkoła posiada narzędzia, by ich tego uczyć? Odpowiedzią staje się opis jednego dnia pracy i jednej lekcji.

[…]

 

Szczególnie cenne są fragmenty, w których autor pokazuje, że mobilna elektronika może stać się narzędziem uczenia się, a nie wyłącznie przeszkodą. Uczciwie jednak dodaje, że taka praca wymaga ogromnego zaangażowania i przygotowania, a „po czterech takich lekcjach nauczyciel jest zupełnie wypompowany” (s. 23).

 

W gruncie rzeczy Pietrzyk intuicyjnie dotyka granic systemu klasowo-lekcyjnego, choć nie nazywa ich wprost. Próbuje uprawiać pedagogikę sensu w przestrzeni, która często przypomina „więzienną celę”. Uszlachetnia to, co da się uszlachetnić. Pozostaje pytanie: jak długo można w takich warunkach być sobą – refleksyjnym, profesjonalnym, uważnym, ludzkim?

 

Być może odpowiedzią jest zdanie, które brzmi jak osobiste credo autora: „Bycie nauczycielem to jedna z najważniejszych prac na świecie – i nie dopuść, żeby ktoś lub coś odebrało ci to przekonanie” (s. 53).

 

Warto tę książkę przeczytać właśnie jako akt samoobrony zawodu. I jako cichy, uparty głos kogoś, kto mimo wszystko nadal wierzy, że szkoła może być miejscem sensu.

 

 

 

Cały tekst „Szkoła, która żyje wbrew sobie, czyli jak niektórzy nauczyciele ratują sens edukacji mimo ministerialnych deform”  –TUTAJ

 

 

 

Źródło:www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 

 

 

 

 



*Źródło: https://oswiata-solidarnosc.pl/wp-content/uploads/2026/01/S_7_2026-D.Tusk-Skarga.pdf

 

Dawno nie zaglądałem na strony dwu głównych nauczycielskich związków zawodowych. Gdy dziś to uczyniłem, to nie mogłem powstrzymać się od zarejestrowania tych obserwacji na OE.

 

 

Związek Nauczycielstwa Polskiego

 

  

Nie spodziewałem się takiego widoku:

 

 

Od obchodów 120-lecia jego istnienia, sądząc po zamieszczanych tu informacji, ów związek żyje własnymi sprawami.  Poza zasygnalizowaniem, że 17 grudnia ub. roku przedstawiciele ZNP będą uczestniczyli w spotkaniu w Pałacu Prezydenckim nt. „planowanych przez rząd zmian w edukacji” (nie znalazłem relacji z tego spotkania), nie stwierdziłem aktywności w reagowaniu na inicjatywy MEN.

 

Zobaczcie sami  –  TUTAJ

 

 

 x           x           x

 

 

 

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”

 

 

 

Oto . w kolejności chronologicznej, ostatnie zamieszczone tam informacje:

 

11 stycznia

Stanowisko Ogólnopolskiego Forum Oświatowego   –  TUTAJ

 

16 stycznia

Edukacja 2040: między emergencją a fabryką posłuszeństwa  –  TUTAJ

 

 

27 stycznia

*SKARGA na zaniedbanie lub nienależyte wykonywanie zadań przez Ministra Edukacji Narodowej  –  TUTAJ

 

29 stycznia

Opinia dot. projektu rozporządzenia MEN ws. ramowych planów nauczania dla publicznych szkół   –  TUTAJ

 

Opinia do projektu rozporządzenia MEN ws. podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: https://oswiata-solidarnosc.pl/



Podjąłem decyzję, że dłuższe teksty, pochodzące z innych źródeł, nie będą już prezentowane na stronie OE w całości, a jedynie we fragmentach. Jeżeli czytających one zainteresują, będą mogli zapoznać się z ich pełną wersją klikając w zamieszczany link.

 

Dzisiaj pierwszym w tej formie odnotowanym na OE, jest najnowszy post Jarosława Pytlaka, zamieszczony wczoraj  na blogu „Wokół Szkoły”  

 

 

Autonomia w teorii i w praktyce oświatowej

 

[…]

 

Przedmiotem tej analizy będzie autonomia nauczyciela. Bardzo dużo mówi się o niej przy okazji reformy „Kompas Jutra”. Słuchając przedstawicieli instytucji zarządzających przygotowaniami do planowanej zmiany (MEN oraz IBE), zapowiadających zwiększenie autonomii nauczycieli, i zestawiając to z proponowanymi rozwiązaniami, mam wrażenie wielkiego nieporozumienia, tudzież pomieszania pojęć. A że autonomię uważam za warunek sine qua non skutecznej pracy pedagogicznej, czuję potrzebę zaprezentowania tutaj swoich wątpliwości i przemyśleń.

 

Dlaczego autonomia nauczyciela jest ważna?

 

Autonomia w każdym zawodzie polega mniej więcej na tym samym – samodzielnym podejmowaniu decyzji. Nie oznacza totalnej samowoli, bowiem w praktyce każdy człowiek uwikłany jest w jakieś ograniczenia. Może największą autonomię ma artysta, który sam decyduje o swoim dziele, ale nawet on musi brać pod uwagę oczekiwania klientów, jeśli chce sprzedać to, co stworzy.

 

Autonomia w każdym zawodzie polega mniej więcej na tym samym, ale poszczególne zawody różnią się stopniem złożoności podejmowanych działań i decyzji. Nauczanie wiąże się z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi i oddziaływaniem na nich. Każdy jest unikalną mieszanką zdolności, pracowitości, motywacji, umiejętności komunikacyjnych. Każdy może mieć dobry lub zły humor, dobre lub złe samopoczucie. Przed nauczycielem stają rozmaite cele, zarówno dydaktyczne, jak i – bardzo często w pracy z dziećmi i młodzieżą – wychowawcze. Większość nauczycieli pracuje w placówkach oświatowych, więc muszą też brać pod uwagę ograniczenia związane z przepisami, uwzględniać organizację pracy oraz ustalenia – choćby tylko te zapisane w statucie, które obowiązują cały zespół pedagogiczny. To tylko niektóre okoliczności sprawiające, że praca nauczyciela należy do najbardziej złożonych. Podejmowanie na co dzień bardzo wielu decyzji jest jej częścią. Nie sposób całości ubrać w instrukcje i procedury. Autonomia nauczyciela jest więc bardzo ważna. Jest po prostu koniecznością podyktowaną przez życie.

 

Dwa poziomy autonomii

 

W debacie publicznej często pojawia się twierdzenie, że w momencie, gdy nauczyciel staje przed klasą, „może wszystko” – w domyśle sam decyduje o tym, jaką drogą podąży, jak rozwinie się sytuacja. To spore uproszczenie, bo na pewno wielu rzeczy nie może, jednak istotnie, w bezpośredniej relacji z uczniami, rzeczywiście ma dużą swobodę postępowania.

 

Osobista autonomia nauczyciela w niektórych sprawach ustępuje autonomii zespołu pedagogicznego. Są pewne uzgodnienia, zapisywane w statucie, na przykład w zakresie oceniania, które po uchwaleniu obowiązują wszystkich. Wpływ na zapisy statutowe mogą mieć również rodzice, za pośrednictwem Rady Rodziców i uczniowie poprzez przedstawicielstwo Samorządu Uczniowskiego.

 

Oba poziomy nauczycielskiej autonomii mają umocowanie w przepisach prawa. Artykuł 12 ust. 2 Karty Nauczyciela głosi wprost, że „w realizacji programu nauczania ma prawo do swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne”. W prawie oświatowym jest też szereg delegacji dla społeczności szkolnych do uregulowania różnych kwestii w statutach placówek. Niestety, jedno i drugie bywa często źródłem nieporozumień. […]

 

 

Oto podtytuły kolejnych fragmentów:

 

 

Przykłady nieporozumień z życia wzięte

 

Autonomia kontra przepisy

 

Zanikająca przestrzeń zaufania

 

Przywracanie przez ograniczanie

 

 

A to ostatni fragment tego tekstu:

 

 

No i mamy pat

 

Bez poczucia autonomii, w atmosferze lęku przed odpowiedzialnością za decyzje podejmowane w codziennej pracy, szkoły stają się toksycznym środowiskiem pracy dla nauczycieli, a przez to też gorszym miejscem dla uczniów. Z drugiej strony brak zaufania społecznego nie jest jedynie wynikiem działań MEN, ale po prostu jednym z przejawów kryzysu życia społecznego, z jakim borykamy się na wielu polach. Najbardziej prawdopodobny scenariusz, to dalszy uwiąd instytucji szkoły. Sytuacji nie poprawi kreowanie przez władze nowych oczekiwań i nadziei, jak choćby na sukces edukacji włączającej. Tego sukcesu nie będzie, bo wymagałoby to nie tylko pomysłu – przyjmijmy nawet, że jest, ale także potężnych środków finansowych na wdrożenie – a tego nie ma na pewno. Działamy cały czas „po taniości”, co tylko potwierdza starą mądrość, że słowa są najtańsze.

 

Nie wiem, jak można wybrnąć z obecnej sytuacji, i czy w ogóle można, ale jestem pewny, że reforma „Kompas Jutra” nie wychodzi naprzeciw żadnej istotnej przyczynie panującego kryzysu.

 

 

Z całym tekstem „Autonomia w teorii i w praktyce oświatowej”  można zapoznać się  – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/