Foto: www.portalprzedszkolny.pl

 

 

Artykuł, którego obszerne fragmenty zamieszczamy poniżej, ukazał się w „Gazecie Wyborczej. Katowice” w poniedziałek  3 czerwca. Przez ten czas „biliśmy się” z myślami, czy wypada upowszechniać go na naszej stronie. Jednak po głębszym namyśle podjęliśmy decyzję, że nie powinniśmy unikać trudnych tematów. Oto owoc tej decyzji:

 

 

Rozkręcają się wojenki o prezenty dla nauczycieli. Jedni chcą dawać coraz droższe, inni mówią: to łapówka

 

Prezenty dla nauczycieli na zakończenie roku to zwyczaj stary niemal jak sama szkoła. Im droższe się stają, tym więcej mają jednak przeciwników. W tym samych nauczycieli.

Pani Martyna z Katowic wspomina, że dawniej prezenty dla nauczycieli były symboliczne. – Kupowaliśmy kwiatki, czekoladki, czasem kawę i to już była rozpusta, bo w czasach PRL-u kawa była dobrem luksusowym – mówi pani Martyna.

 

W tym tygodniu rodzice z klasy jej syna zaskoczyli ją pomysłem kupienia nauczycielce karty podarunkowej do salonu jubilerskiego.

 

Syn kończy trzecią klasę, żegnamy wychowawczynię i mamy uparły się, by kupić kartę podarunkową za 700 zł. Składka na osobę nie wyszłaby wysoka, jakieś 30 zł, bo mamy chcą jeszcze dokupić po kwiatku dla pani od angielskiego i od religii. Ale nie o pieniądze mi chodzi, tylko o to, że taki prezent jest, moim zdaniem, po prostu niestosowny. Gdyby mój klient przyszedł do mnie na zakończenie współpracy z tej wartości prezentem i szef się dowiedział, że go przyjęłam, wyciągnąłby wobec mnie konsekwencje dyscyplinarne. Nauczyciele są urzędnikami państwowymi. Za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie. Ostatnio dostali nawet podwyżki. To nie uchodzi, żeby rodzice uczniów tak ich obdarowywalimówi pani Martyna.

 

Nie wypada dać mniej niż da klasa równoległa

 

Większość rodziców dzieci z klasy jej syna nie podziela jednak tej opinii. Gdy pani Martyna przedstawiła swoje argumenty na klasowej grupie na WhatsAppie, inni rodzice zaczęli zarzucać jej skąpstwo. Pisali, że nie wypada żegnać nauczycielkę z pustymi rękami, a na propozycję, że prezent może być przecież symboliczny, jak kwiatek doniczkowy czy fotoksiążka ze zdjęciami ze wspólnych wycieczek z uczniami, odpowiedzieli, że to wstyd, by od 25 dzieci wychowawczyni dostała prezent wart zaledwie kilkadziesiąt złotych.

 

Zresztą, w szkole są trzy klasy trzecie i przewodnicząca trójki klasowej dowiedziała się, że rodzice z równoległych klas kupują wychowawczyniom prezenty podobnej wartości. Jeśli jedna z trzech wychowawczyń zostanie potraktowana gorzej, to będzie, zdaniem przewodniczącej, krzywdzące. Rodzice zaczęli też odwoływać się do emocji. Pisali, że wychowawczyni przez trzy lata zajmowała się nie tylko edukacją, ale i troskliwą opieką nad ich dziećmi, była jak druga mama.

 

Bez przesady. Robiła to, co leży w zakresie jej obowiązków. To chyba oczywiste, że ktoś, kto zostaje nauczycielem, powinien mieć w sobie troskę i empatię. Powiedziałam, że nie zapłacę, a mój syn przyniesie pani symboliczną różę i własnoręcznie namalowaną laurkę, bo na Dzień Matki też nie liczyłam na biżuterię od niego tylko na życzenia i laurkę. Rodzice zaczęli się wówczas wzajemnie namawiać, że w takim razie trzeba dołączyć do karty podarunkowej bilecik z podpisami tych, którzy się na nią złożyli, bo inaczej pani sobie pomyśli, że karta jest od wszystkich, a mój syn przyniósł jej jeszcze dodatkowy kwiatek – kręci głową z niedowierzaniem pani Martyna.

 

[…]

 

Weekend w hotelu dla nauczycielki i jej narzeczonego

 

Pani Marta uważa jednak, że nic nie przebije pomysłu mam z przedszkola jej syna, które wymyśliły, aby na zakończenie zerówki sprezentować wychowawczyni weekend w hotelu z narzeczonym

 

Mając świadomość dobrych intencji, czułabym się niekomfortowo, gdyby to mnie rodzice czymś takim obdarowali. To zbyt osobisty prezent, zbyt dwuznaczny. W dodatku mamy postanowiły mieć rozmach: proponowały nie najbliższy hotel w okolicy, ale rozważały, czy wybrać góry, morze czy Mazury. Aby skorzystać z takiego prezentu, nauczycielka musiałaby sama zainwestować w dojazd, a przecież nie wiadomo, czy ma ochotę wydawać pieniądze na podróż przez pół Polski, żeby przenocować w hotelu. Nie wiadomo też, jak zareagowałby na to jej narzeczony. Przecież nie znamy ich planów, upodobań, nie wiemy nawet, czy nie przechodzą kryzysu w związku. I co najistotniejsze, wcale nie powinniśmy tego wiedziećmówi pani Marta.

 

Ostatecznie wraz z jedną z mam, która podzielała jej zdanie, postanowiła nie składać się na prezent. – Mam w piwnicy ładne ramy do Passe-partout, syn zrobi pracę pod tytułem „Ja i pani Kasia”mówi pani Marta. […]

 

Do Aliny Czyżewskiej, aktywistki, monitorującej, czy instytucje publiczne przestrzegają prawa, zgłaszają się rodzice, którzy czują się przymuszani przez innych rodziców do płacenia składek na prezenty dla nauczycieli. Jedna z mam przysłała jej kopię wiadomości, którą na czacie klasowym zamieściła skarbniczka. Wspomniana skarbniczka wymieniła z nazwiska osoby, które jeszcze nie wpłaciły składki na prezent dla wychowawczyni, ponaglając, by zrobiły to, czym prędzej. I to, pomimo że nauczycielka prosiła, by nic jej nie kupować.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.edunews.pl

 

Ilustracja do tekstu „Nauczyciel wspomagający, czyli kto?”

 

 

Oto tekst ze strony „Gazety Wyborczej”, który „wpadł nam w oko” podczas dzisiejszych (5 czerwca 2024 r.) poszukiwań materiału do OE. Poniżej zamieszczamy jego obszerne fragmenty oraz link do pełnej wersji na stronie GW:

 

 

MEN wreszcie sankcjonuje nowy-stary zawód szkolny. Jest radość. Będzie chaos

 

Zawód asystenta/asystentki międzykulturowej istnieje od 13 lat. MEN dopiero wprowadza tę nazwę do Prawa oświatowego. Ale środowisko oczekuje czegoś więcej: mocnego umocowania w systemie szkolnym osób, które pomagają dzieciom niemówiącym po polsku. […]Tymczasem aż dotąd w Prawie oświatowym nawet nie pojawiała się nazwa „asystent międzykulturowy”.

 

Zmiana Prawa oświatowego odbywa się tylnymi drzwiami. A konkretnie przy okazji nowelizacji tzw. specustawy ukraińskiej, czyli dotyczącej pomocy obywatelom Ukrainy w związku z wojną. Nowela przeszła ścieżkę legislacyjną w Sejmie i Senacie, a teraz czeka na podpis prezydenta. Gdy wejdzie w życie, zacznie też obowiązywać zapis o możliwości zatrudnienia w szkole asystenta międzykulturowego (w praktyce to znacznie częściej asystentka), czyli osoby, która pomaga dziecku niemówiącemu po polsku „w kontaktach ze środowiskiem szkolnym”, a także „współdziała z rodzicami oraz ze szkołą”.[…]

 

To nie znaczy, że do tej pory asystentek międzykulturowych nie było w szkołach. Wręcz przeciwnie. Jak wygląda praca w tym zawodzie, który praktycznie w całości wykształcił się oddolnie, opisywaliśmy w tekście pt. „Pomoc nauczyciela” ukrywa zawód, bez którego szkoły już sobie nie radzą”. Skąd ten tytuł? Bo formalną furtką do zatrudnienia osoby wspierającej uczniów i uczennice niemówiących po polsku do tej pory była funkcja właśnie pomocy nauczyciela. […]

 

Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że obecna zmiana Prawa oświatowego ma znaczenie jedynie symboliczne. Już na etapie prac legislacyjnych Koalicja na rzecz wzmacniania roli asystentek i asystentów międzykulturowych i romskich wysłała do Ministerstwa Edukacji Narodowej list z pytaniami. Bardzo konkretnymi, np. o wynagrodzenie asystentów, o wymagane kwalifikacje, o zaszeregowanie nowego stanowiska, o zachowanie umowy z asystentem na czas wakacji (bez tego nie ma bezpiecznej ciągłości pracy), o kształcenie do zawodu pod auspicjami MEN, itd.

 

I najważniejsze: po co zachowano w przepisach dwie ścieżki: pomoc nauczyciela i asystenta międzykulturowego.

 

Różnica nie jest mała. „Istnieją obawy, że takie sformułowanie jest zbyt miękkie i nie będzie stymulować adekwatnego do potrzeb zatrudnienia asystentów międzykulturowych w szkołach, zwłaszcza zważywszy na wieloletnie trudności szkół w egzekwowaniu od organów prowadzących środków na zatrudnienie pomocy nauczyciela” – czytam w liście Koalicji do MEN.

 

Jest i druga różnica: ze wsparcia pomocy nauczyciela dziecko może korzystać nie dłużej niż 12 miesięcy. W przypadku asystenta międzykulturowego – bezterminowo. Jak będzie w praktyce z tymi dwoma stanowiskami? – Dobre pytanie, liczymy, że ministerstwo doprecyzuje czym te dwie funkcje się różnią – mówi Agnieszka Kozakoszczak. […]

 

Tegoroczny raport Polskiego Forum Migracyjnego z badania dotyczącego sytuacji asystentek międzykulturowych ich rolę podsumowuje tak:

 

Asystentka w szkole jest dla dzieci z doświadczeniem migracji jednocześnie tłumaczką, nauczycielką wspomagającą, pedagogiem, psychologiem, powierniczką i… mamą. W kontaktach z rodzicami natomiast występuje zazwyczaj jako pracowniczka szkoły i osoba wspomagająca adaptację dzieci, a niekiedy – szczególnie z biegiem czasu i powstawaniem zażyłości – jako przyjaciółka rodziny„.

 

Koalicja na rzecz wzmacniania roli asystentek i asystentów międzykulturowych opracowała projekt opisu zawodu asystenta międzykulturowego, który mógłby się znaleźć w Klasyfikacji Zawodów i Specjalności (też wysłano go do MEN). W części „sposoby wykonywania pracy” jest aż 20 zadań. A właściwie przykładów zadań, bo katalog nie jest zamknięty.  […]

 

 

 

Cały tekst MEN wreszcie sankcjonuje nowy-stary zawód szkolny. Jest radość. Będzie chaos”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło:www wyborcza.biz

 



To już kolejny raz, kiedy prof. Roman Leppert zaprosił swoją gościnię do „Akademickiego Zacisza” nie jak to  bywało poprzednio w środę, a we wtorek. Jak poinformował on we wcześniejszej zapowiedzi – nieprzypadkowo wybrał 4 czerwca (mimo, że to wtorek) jako datę rozmowy o partycypacji publicznej dzieci i młodzieży z dr Hanną Achremowicz, pedagożką, edukatorską i badaczką, związaną ze Stowarzyszeniem Edukacji Krytycznej oraz Uniwersytetem Wrocławskim.

 

Jak mamy to w zwyczaju – zamieszczamy następnego dnia po premierze tego wydarzenia informację  o nim, oraz link  do jego filmowego zapisu, aby wszyscy, których temat rozmowy zainteresował, a wczoraj nie mogli uczestniczyć „na bieżąco” do uczynienia tego w dogodnym dla siebie czasie:

 

 

Partycypacja publiczna dzieci i młodzieży  –  TUTAJ

 

 



Tym razem wypatrzyliśmy tekst, który na swoim blogu OK. NAUCZANIE zamieściła Danuta Sterna. Zamieszczamy go bez skrótów::

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Pielęgnowanie tolerancji na błędy w klasie

 

Nauczyciele mogą pomóc uczniom pokonać strach przed popełnieniem błędu, pokazując im, że błędy są tylko częścią procesu uczenia się. W tym wpisie sześć propozycji, jak pracować z błędem.

 

Nikt nie lubi popełniać błędów. Unikamy ich. Jeśli je popełniamy, to sami czujemy się niekompetentni i inni też tak nas postrzegają.

 

Dużo się teraz mówi o edukacyjnej roli błędu i wykorzystywania go w uczeniu się. Oskarża się szkołę, że napiętnuje błędy. Jednak zauważmy, że nie tylko szkoła tak czyni. W dzieciństwie, w dorosłym życiu, w pracy nikt nie jest zadowolony z błędów.

 

Problem tkwi w każdym z nas. Za wszelka cenę chcemy uniknąć błędów, aby inni oceniali nas wysoko. Jeśli młody człowiek nie nauczy się wykorzystywać błędów i przekuwać ich w sukces, to obawa przed błędem zostanie mu na całe życie. Dlatego tak ważne jest, aby w szkole błąd był traktowany, jako pomoc w uczeniu się. Uczniowie powinni uznać popełnianie błędów za naturalną część procesu uczenia się i wykorzystywać go do głębokiego uczenia się.

 

Co może zrobić nauczyciel?

 

Czytaj dalej »



Na stronie MEN zamieszczono informację o wartej odnotowania inicjatywie Wojewody Lubuskiego oraz Lubuskiego Kuratora Oświaty:

 

Foto 1: www.radiogorzow.pl/

 

 

„Okrągły stół o prawach dziecka i prawach ucznia” z udziałem wiceminister Okrągły stół uczniów i nauczycieli o prawach dziecka i ucznia

 

Izabela Ziętka podsekretarz stanu w MEN wzięła udział w obradach Okrągłego stołu o prawach dziecka i prawach ucznia, które odbyły się w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim.

 

 

W Ministerstwie Edukacji Narodowej bierzemy pod uwagę głos nauczycieli, głos uczniów i głos specjalistów mówiła wiceminister Ziętka. Jak dodała, od 2026 roku planowane są duże zmiany w edukacji. – Planujemy przeorganizować polską szkołę tak, żeby była ona zdecydowanie bardziej przyjazna dla ucznia.

 

Organizatorami spotkania byli: Wojewoda Lubuski Marek Cebula oraz Lubuski Kurator Oświaty Mariusz Biniewski. W obradach wzięli udział uczniowie VII i VIII klas szkół podstawowych oraz I i II klas szkół ponadpodstawowych z województwa lubuskiego.

 

Podczas spotkania uczestnicy mieli okazję wysłuchać ekspertów w tematach praw dziecka oraz praw i obowiązków uczniów, a także wziąć udział w dyskusji, zadawać pytania i dzielić się swoimi opiniami. Była to okazja do zdobycia wiedzy i lepszego zrozumienia praw przysługujących dzieciom i uczniom.
Źródło: https://www.gov.pl/web/edukacja/okragly-stol-o-prawach-dziecka-i-prawach-ucznia-z-udzialem-wiceminister-izabeli-zietki

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 

 

Zobacz także:

 

Radio Gorzów – „Okrągły stół uczniów i nauczycieli o prawach dziecka i ucznia”  –  TUTAJ

 

 

 



I tym razem dr Tomasz Tokarz nas nie zawiódł. Oto tekst, który zamieścił na swoim fejsbukowym profilu w minioną niedzielę wieczorem:

 

 

Dziękuję Gabriela Olszowska za doprecyzowanie, że w polskim prawie odnoszącym się do SP i szkół średnich nie ma w ogóle niczego takiego jak półrocza czy semestry. Jest co najwyżej klasyfikacja śródroczna, która nie dzieli roku ani na semestry ani na półrocza, ale jest tylko czymś w rodzaju stopklatki informującej na jakim poziomie w określonym momencie jest uczeń.

 

To nie studia, gdzie po pół roku jest sesja.

 

W szkole (SP i średniej) rok jest ciągły. Nie oceniamy osobno okresu wrzesień-luty i osobno okresu marzec-czerwiec. Oceniamy całościowo.

 

Ale to też oznacza, że jeśli zrealizuję podstawę w 3 miesiące (a tak robię i nie jest to trudne) to mogę na podstawie pracy ucznia w tym czasie wystawić mu od razu ocenę roczną. Jeśli zrobię tym czasie np. kartkówki sprawdzające osiągnięcia z zakresu całej pp… i uczeń zaliczy je na 3 to oznacza, że opanował podstawę na 3.

 

Uczniów informuje na pierwszej lekcji o takiej możliwości. Daję jasne kryteria i wymagania.

 

Jeśli uczeń weźmie się solidnie do roboty, przystąpi do sprawdzianów i osiągnie pozytywną ocenę zaliczającą – na podstawie wymagań, które przedstawiłem – to świetnie.

 

Jeśli ta ocena mu wystarcza to nie mam powodów go dalej męczyć przedmiotem. Zrobił co należało.  Natomiast jeśli uważa, że umie na więcej może pracować dalej i osiągać lepsze wyniki.

 

Czy to znaczy, że uczeń który opanował podstawę na 3 w ciągu pierwszych trzech miesięcy nie musi już chodzić na przedmiot?

 

Podejdźmy do tego logicznie. Ucznia obowiązuje obowiązek nauki – ale nie obowiązek frekwencyjny.

 

Gdyby nie realizował obowiązku nauki i nie uzyskał podstawy do klasyfikacji z powodu frekwencji to mogę go gdzieś zgłosić, ale skoro zrealizował już podstawę czyli spełnił obowiązek nauki w zakresie danego przedmiotu.. to jaka mam do tego podstawę?

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/



Na stronie RPO zamieszczono informację odpowiedzi MEN na zapytanie RPO z dnia 3 kwietnia b.r. w sprawie skarg uczniów pełnoletnich na prawo rodziców do informacji o ich o cenach szkolnych. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i linki do pełnej wersji oraz pism „w sprawie”:

 

 

 

Wątpliwości dotyczące dostępu rodziców do ocen pełnoletnich uczniów. Odpowiedź ME

 

[…]

 

Do Biura RPO wpływają wnioski dotyczące dostępu rodziców do ocen uczniów i uczennic pełnoletnich. Zgodnie z przepisami ustawy o systemie oświaty oceny są jawne dla ucznia i jego rodziców. Rodzice ucznia mają także prawo wglądu do jego sprawdzonych i ocenionych prac oraz dokumentacji dotyczącej egzaminów. Regulacje dotyczące szkół dla dorosłych, branżowych szkół II stopnia i szkół policealnych są bardziej precyzyjne – tu oceny są jawne dla słuchacza, a w przypadku niepełnoletniego słuchacza, również dla jego rodziców.

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej stało dotychczas na stanowisku, że dostęp do informacji o funkcjonowaniu czy trudnościach w szkole ucznia pełnoletniego mieści się w ciążącym na rodzicach obowiązku osobistego starania się o jego wychowanie.

 

MEN tłumaczyło, że możliwość wglądu rodziców uczniów do informacji o postępach w nauce dzieci – uczniów pełnoletnich ma uzasadnienie, ponieważ osoby te nie są jeszcze w stanie samodzielnie się utrzymać i uczą się w szkołach dla młodzieży. Szkoła, do której uczęszcza młodzież, nie jest zobowiązania do pozyskania zgody od pełnoletniego ucznia, aby przekazać jego rodzicom informację o ocenach. Jednocześnie podkreślono, że Minister Edukacji Narodowej stworzył regulacje prawne, zapewniające uczniom pełnoletnim możliwość decydowania o swoim statusie podczas pobierania nauki w szkole dla młodzieży.

 

Znacząca część uczniów i uczennic zapewne akceptuje fakt, że ich rodzice lub opiekunowie, chcąc zapewnić im wsparcie, zasięgają informacji o ich postępach w szkole. Zaangażowanie rodziców w sprawy szkolne ich dzieci stanowi normę społeczną, która nie ustaje w momencie osiągnięcia przez nie pełnoletności. Wyraźne są jednak głosy domagające się możliwości złożenia przez dorosłych uczniów oświadczenia o tym, iż nie wyrażają oni zgody na przekazywanie rodzicom informacji o ich sytuacji związanej z edukacją. Brak zgody może mieć związek z konfliktem z rodzicami, ograniczeniem ich praw rodzicielskich, zerwanymi relacjami lub decyzją ucznia o samodzielnym życiu.

 

Odpowiedzi udzielane RPO świadczą o tym, że w świadomości społecznej nastąpiła pewna zmiana i część dyrektorów szkół, dostrzegając granicę czasową istnienia władzy rodzicielskiej, respektuje treść takich zastrzeżeń. […]

 

RPO Marcin Wiącek zwrócił się do minister edukacji Barbary Nowackiej o informację, czy do MEN wpływają skargi w opisanej sprawie. Prosi także o opinię co do potrzeby wprowadzenia zmian w prawie, które zapewniłyby lepszą ochronę danych pełnoletnich uczniów i uczennic wszystkich szkół ponadpodstawowych. […]

 

Odpowiedź Katarzyny Lubnauer, sekretarz stanu w MEN

 

W odpowiedzi na pismo z 3 kwietnia 2024 r. o sygnaturze VII.7031.38.2023.AT uprzejmie informuję, że do Ministerstwa Edukacji Narodowej od 2013 r. wpłynęły następujące skargi w zakresie informowania rodziców uczniów pełnoletnich o postępach w nauce oraz uzyskanych przez nich ocenach:

 

> pismo pełnoletniego ucznia technikum na dyrektora szkoły w związku z udostępnieniem rodzicowi wglądu do ocen z powołaniem się na artykuł 44e ust. 2 ustawy o systemie oświaty, pomimo złożonego przez ucznia oświadczenia woli o nieudostępnianie rodzicom jakichkolwiek informacji o jego sytuacji w szkole;

 

> skarga na odmowę udzielenia rodzicowi informacji o wynikach w nauce oraz zachowaniu pełnoletniego ucznia branżowej szkoły I stopnia.

 

Obie wyżej wymienione sprawy, zgodnie z właściwością, zostały przekazane do Kuratorów Oświaty.

 

Zapytania były również zgłaszane drogą mailową i telefoniczną w tej kwestii.

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej dostrzega potrzebę weryfikacji przepisów oświatowych dot. uczniów pełnoletnich. Przedmiotowa sprawa jest obecnie analizowana przez Zespół Praw i Obowiązków Ucznia przy Ministrze Edukacji, który to zespół zarekomenduje Ministrowi Edukacji propozycje zmian legislacyjnych dot. praw ucznia, z uwzględnieniem praw uczniów pełnoletnich.

 

Pismo RPO do MEIN  z dn. 3 kwietnia 202 r.  –  TUTAJ

 

Odpowiedź MEN z dn. 1 maja 2024 r.  –  TUTAJ

 

 

 

 

Cały tekst „Wątpliwości dotyczące dostępu rodziców do ocen pełnoletnich uczniów. Odpowiedź ME”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.bip.brpo.gov.pl

 

 



Na 33 dni przed upływem terminu wykonywania funkcji p.o, dyrektora ŁCDNiKP przez panią Karolinę Południkiewicz, 28 maja ogłoszono konkurs na to, nieobsadzone na stałe od 1 września ub. roku,  stanowisko.

 

Źródło (i pełna treść ogłoszenia): www.kuratorium.lodz.pl

 

 

Jak widzicie, nie licząc długiego weekendu na składanie ofert  ewentualni kandydujący dostali 6 dni roboczych. Fama głosi, że konkurs odbędzie się 20 czerwca – w przedostatnim dniu zajęć  tego roku szkolnego. Przyjmujemy zakłady o to ile/ilu rywalek/i będzie miała pani Karolina…

 



I dzisiaj także zaczynamy nowy tydzień od propozycji lektury tekstu Jarosława Pytlaka, zamieszczonego na jego blogu w sobotę, 1 czerwca 2024 r. Zamieszczamy ten tekst bez skrótów; wyróżnienie jego fragmentów podkreśleniem lub pogrubioną czcionką – redakcja OE:

 

 

Screen z relacji filmowej spotkania Donalda Tuska z wyborcami w Krakowie,

gdzie do premiera zwrócił się uczeń Alex

 

 

Kto kreuje politykę edukacyjną?!

 

Wciąż jeszcze wielu nauczycieli śledzi z nadzieją poczynania ministry Barbary Nowackiej oraz spija zapewnienia i zapowiedzi z ust jej wice-, Katarzyny Lubnauer. Co i raz władze MEN spotykają się z różnymi przedstawicielami środowiska, którzy prezentują swoje oczekiwania i zgłaszają propozycje, niezawodnie słysząc o pełnym zrozumieniu i poparciu. Najbardziej spektakularnym plonem tych wydarzeń są komunikaty ministerstwa oraz wpisy jego gości w mediach społecznościowych, obowiązkowo ilustrowane grupową fotografią radosnych uczestników.

 

Są też inicjatywy oddolne. Powstają kolejne petycje kierowane do MEN. Koalicja organizacji społecznych „SOS dla Edukacji” zorganizowała szczyt edukacyjny poświęcony tworzeniu nowej podstawy programowej, na której ma się opierać reforma zapowiadana na 2026 rok. W środowisku cały czas tli się nadzieja na zwiększenie poszanowania pracy nauczycieli oraz docenienie ich, materialne i moralne. Daje się też odczuć oczekiwanie jakiegoś cudownego posunięcia władz, które poprawiłoby fatalne dzisiaj relacje społeczne w placówkach oświatowych. Wszystko to stanowi materię polityki, jaką w powszechnej opinii prowadzi ministra ze swoimi współpracownikami. Czy jednak rzeczywiście za wszystkie sznurki pociąga się w gmachu MEN?! Otóż chyba jednak nie.

 

Realnymi kreatorami polityki edukacyjnej są w ostatnim czasie Maciej, Aleks, Paweł i Donald. Ten ostatni to premier, a miejscem, w którym wykuwa przyszłość polskiej edukacji, są jego wiece wyborcze. Pozostali, to małoletni uczestnicy takich spotkań. Zgłaszają problem, a premier obiecuje nadać mu bieg. I nadaje. Inicjatywie Macieja polscy uczniowie zawdzięczają wyzwolenie z opresji prac domowych. Częściowe tylko, ale jednak. Dzięki Aleksowi cała Polska dowiedziała się, że źli dyrektorzy szkół zamiatają niezwykle ważne problemy pod dywan, a powołane do kontroli instytucje również pozostają bierne. Donald obiecał, że sprawą zainteresuje Prokuratora Generalnego, Rzecznika Praw Dziecka i ministrę Nowacką, bo krzywda musi być naprawiona. Niestety, dla dobra dziecka nie dowiedzieliśmy się, i pewnie nigdy nie dowiemy, czy rzeczywiście kilka instytucji zlekceważyło wydarzenie, czy może jednak nie. W opinii publicznej pozostanie jedynie świadomość, że w szkołach powszechnie tuszuje się niewygodne problemy. Wreszcie Paweł, licealista z klasy pierwszej, zdołał dotrzeć do Donalda z przesłaniem, że najlepiej zapytać samych uczniów o to, co chcieliby zmienić w szkołach. Inicjatywa została podchwycona, a jej autor doraźnie mianowany „autorem pilotażu”, który w najbliższych dniach ma uruchomić ministra Nowacka. Czekamy więc na okrągły stół dotyczący edukacji, przy którym ze wszystkich stron zasiądą uczniowie.

 

Ani trochę nie wierzę w szczerość zainteresowania premiera Tuska sprawami edukacji. Przyznaję jednak, że niezwykle sprawnie korzysta z pojawiających się okazji. W opisanych tutaj sytuacjach wykorzystał, że opinia publiczna bardzo żywo i pozytywnie reaguje na życzliwość i partnerstwo manifestowane przez polityków wobec młodych ludzi. Wykazał się także świadomością, że na krytyce szkoły w ogóle, a nauczycieli w szczególności, można dzisiaj sporo ugrać w słupkach wyborczego poparcia. Nie sądzę, że opisane wydarzenia były ustawkami. To raczej Maciej podsunął pomysł. Jego sukces w kwestii prac domowych zachęcił następnych. Wywodzące się z zamierzchłych czasów monarchii absolutnej przekonanie, że łaskawy władca może wszystko, w dobie panującego populizmu jest wciąż jak najbardziej aktualne.

 

Uważam, że nie jest w porządku wykorzystywanie młodych ludzi do osiągania politycznych celów. Szczególnie, jeśli dla poklasku opinii publicznej przeciwstawia się ich dorosłym. Skutki tego boleśnie odczuwamy już na co dzień w placówkach oświatowych, gdzie dzieci i młodzież coraz częściej stają się świadkami konfliktów pomiędzy nauczycielami i rodzicami. Zanika solidarność w realizowaniu wspólnej misji wychowawczej, w zamian padają ciężkie słowa i oskarżenia, bez nadziei na porozumienie. Donald Tusk podłączył się do odgórnego ruchu emancypacji młodych ludzi z rzekomo opresyjnego świata organizowanego im przez dorosłych. Uczynił to z zamysłem politycznym. Z kolei „Agora”, wydając i promując książkę „Prawo Marcina”, wykorzystała tę tendencję w zamyśle biznesowym, lekceważąc złe skutki uboczne. Chciałem o tym porozmawiać publicznie z autorem, toczyły się nawet rozmowy w kwestii ustalenia terminu, ale po jego kolejnych unikach przekonałem się, że mu na tym nie zależy. Szkoda tylko, że wydawcy, chlubiącemu się piękną kartą w historii i misją opartą na wierze w wolność, równość i szacunek dla każdej osoby, także nie zależy – tym bardziej, że z szacunkiem wobec nauczycieli z pewnością w tym przedsięwzięciu coś nie wyszło.

 

Rosnąca bezradność rodziców wobec własnych dzieci, połączona z poczuciem obowiązku chronienia ich za wszelką cenę przed jakimkolwiek dyskomfortem, zderza się dzisiaj boleśnie z realiami szkoły, w której nauczyciele zobowiązani są do tego, by stawiać wymagania i je realizować. W nowych realiach wychodzi im to coraz gorzej, a instytucjonalnych źródeł zła wskazuje się bardzo wiele. Prace domowe, oceny, nadmierne przeciążenie nauką, brak należytego wsparcia ze strony nauczycieli, przestarzałe programy nauczania, zaniedbywanie indywidualnych zaleceń, których jest wciąż więcej i więcej. Na tym tle nietrudno o konflikty. Skłóceni dorośli pozostawiają w rezultacie młodych ludzi bez swojego moderującego wpływu. Nauczyciele obrywają bardziej, ale rodzice powinni mieć świadomość, że zanik autorytetu, na który pracują, obróci się także przeciwko nim.

 

Ilekroć zwracam uwagę na niepokojące zjawiska dotyczące wychowania młodego pokolenia, zawsze pojawia się komentarz, że od wieków starzy lamentowali nad zachowaniem młodych. W domyśle – jestem dziadersem, który powinien zrozumieć prawa rozwoju społecznego. Tyle tylko, że ja nie narzekam na zachowanie młodych, ale starych! To my, dorośli, zachłyśnięci nowoczesnością (w tym jakże dogodnymi, acz złudnymi w skutkach środkami kontroli), zalęknieni, zajęci sobą i w ogóle pragnący żyć jak najwygodniej, pozbawiamy dzieci swojego mądrego wpływu. To przez taką postawę Donald Tusk może wciągać młodzież w swoje polityczne działania, a „Agora” zarabiać pieniądze.

 

To prawda, starzy zawsze narzekali na młodych, a świat jakoś toczył się dalej. Nigdy jednak skala dostępnej dla młodych zmiany nie była tak ogromna. A tych wszystkich możliwości dostarczamy im my – dorośli, bez żadnej refleksji, czy są gotowi mentalnie na ich przyjęcie. Czasem myślę, że nawet my nie jesteśmy gotowi, a co dopiero młode pokolenie.

 

Po raz kolejny dzielę się w artykule refleksjami dotyczącymi funkcjonowania świata, w którym jestem zanurzony. Próbuję w ten sposób uporządkować swoje spostrzeżenia i przemyślenia, licząc, że komuś się to przyda. Z powyższego wywodu można jednak wyciągnąć także wniosek praktyczny. Oto Fundacja Wolność od Religii skierowała petycję do MEN. Najkrócej mówiąc chodzi w niej o to, by lekcje religii była organizowane w sposób niezmuszający dzieci, które nie biorą w nich udziału, do bezproduktywnego spędzania czasu w szkole. Niestety, petycje do władz najczęściej trafiają w próżnię. Może jej autorzy powinni rozważyć, by na kolejnym wiecu wyborczym Donalda Tuska jakiś nastoletni Janek, Franciszek albo Ksawery, a może eksperymentalnie Zosia, Marysia albo Łucja, w każdym razie, żeby ktoś małoletni opowiedział premierowi o swoich frustracjach z powodu konieczności czekania godzinę, gdy część klasy jest na religii?! Być może i tym razem uda się tą drogą nadać nowy impuls polityce edukacyjnej. Trzeba się tylko pospieszyć, bo wybory europejskie już niedługo. A jeśli skuteczność tej metody potwierdzi się po raz kolejny, wystarczy przygotować zastępy młodych ludzi, którzy odpowiednio dobranymi pytaniami i prośbami ukierunkują prace nad reformą, korzystając z kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi. Co z wisielczym humorem proponuję, poważnie jednak prosząc, by problemów powszechnej edukacji nie rozwiązywać w trybie wiecowym, oraz – przy całym szacunku dla młodych – zaufać jednak trochę mądrości dorosłych. Jako memento zalecałbym lekturę „Władcy much”; zresztą bliższy polskiemu sercu „Król Maciuś Pierwszy” także niesie odpowiednie przesłanie.

 

x           x            x   

 

Na marginesie tych rozważań chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na popularne ostatnio, podpierane nawet Korczakiem przekonanie, że młodzież jest równie mądra, jak dorośli. To w gruncie rzeczy bardzo pesymistyczny pogląd. Wynika z niego logiczny wniosek, że w miarę dorastania i starzenia się ludzie nie stają się mądrzejsi. Może jednak bezpieczniej byłoby założyć, że wiek i doświadczenie życiowe uzupełniają jednak zasoby intelektu człowieka? I nie wmawiać młodym ludziom, w różnych niecnych intencjach, że sami najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre. W istocie tę wiedzę zdobywać powinni na długiej, mozolnej drodze do dojrzałości. W towarzystwie mądrych dorosłych.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 



 

O tym felietonie zacząłem myśleć już wczoraj, czyli 1 czerwca, czyli w Dniu Dziecka. I podczas tych moich rozważań jaki powinien być jego wiodący temat, uświadomiłem sobie, że od 1994 roku tego dnia w Warszawie obradował Sejm Dzieci i Młodzieży. A dziś nie obraduje. Zacząłem gorączkowo poszukiwać  wiadomości na ten temat i tak trafiłem na stronie Sejmu na informację, zatytułowaną „XXX sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży w nowej formule”. Oto jej pierwszy fragment:

 

„W 2024 r. przypada XXX sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży. Aby uczcić ten wyjątkowy jubileusz, organizatorzy zdecydowali o wprowadzeniu nowej, wyjątkowej formuły.” [Więcej  TUTAJ]

 

W skrócie: dowiedziałem się, że w tym roku organizatorzy adresują zaproszenia na SDiM do uczniów szkół podstawowych, że placówki, z których będą pochodzić uczestnicy SDiM, zostaną wylosowane w połowie czerwca ze wszystkich szkół podstawowych w Polsce, oraz że organizatorzy chcą, aby uczestnicy tegorocznej sesji zadali sobie pytanie:Co jest dla nas najważniejsze?. Wypracowany i przegłosowany w Sali Posiedzeń Sejmu temat będzie procedowany na Kongresie Młodych organizowanym w listopadzie przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka.

 

Ale  nigdzie nie znalazłem wyjaśnienia, dlaczego nie zajęto się tym tematem wcześniej, aby owa jubileuszowa sesja, już na takich właśnie, nowych zasadach, mogła odbyć  się – zgodnie z utrwaloną tradycją – w Dniu Dziecka.

 

Bo, że nie będzie to kontynuacja tragifarsy z ostatnich minionych lat, to bez wątpienia dobra informacja. Warto przypomnieć przebieg zeszłorocznej, XXIX sesji SDiM. Oto fragment relacji, zaczerpnięty z „Gazety Wyborczej” sprzed roku:

 

„Młodzi podczas Sejmu Dzieci i Młodzieży nie kryli rozczarowania. Kolejny raz z rzędu rządzący narzucili im historyczny temat. – Gdzie w tych tematach jest miejsce dla nas? – pytali. W przyszłym roku woleliby rozmawiać o kryzysie psychicznym, który dotyka ich pokolenie.

 

Szkoda, że nie ma tu ministra Czarnka – podkreślał z mównicy Bartosz Mizgalski, uczeń i poseł tegorocznego Sejmu Dzieci i Młodzieży. – Wiele osób chciałoby mu zadać pytania o bieżącą sytuację w szkole. Minister chce dofinansować szkoły. Wszystko super, ale dlaczego uczymy się tyle teorii? Ten system źle wygląda – dodał. I podkreślił, że „historia jest ważna, ale skupmy się na współczesnych problemach”.  [Cały tekst  TUTAJ]

 

Poszukiwałem także informacji o początkach  projektu SDiM – zobaczyłem jedynie informację „Strona nie istnieje”. [ Zobacz  –  www.sdim.edu.pl/o-sdim/historia ]

 

Rozumiem, ze nowe Prezydium Sejmu, nowe kierownictwo MEN – jako partner tego wydarzenia, postanowili odciąć się od niechlubnej tradycji minionych ośmiu lat. ale, żeby wyciąć cała historię tych spotkań młodych Polek i Polaków na Sali Sejmu RP przy Wiejskiej?

 

Przeto przypomnę jedynie jak przygotowywano to wydarzenia i jak przebiegały obrady SDiM przed rokiem:

 

Rozpoczęła się rekrutacja do XXIX sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży (SDiM). Do udziału w konkursie zapraszamy dwuosobowe zespoły złożone z uczniów tej samej szkoły lub zespołu szkół.

 

28 lutego 2023 r. został opublikowany temat tegorocznej edycji:

 

Zginąć, ale z honorem (Krystyna Budnicka). Bohaterska walka zbrojna żydowskich organizacji bojowych z Niemcami z perspektywy 80 lat – o ludzki, społeczny i narodowy honor oraz godność, na przykładzie powstania w getcie warszawskim.

[Źródło: www.ipn.gov.pl]

 

x           x           x

 

1 czerwca 2023 r.  –  XXIX Sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży 

(fragmenty relacji)

 

W Międzynarodowym Dniu Dziecka po raz 29. obradował Sejm Dzieci i Młodzieży. Młodzi parlamentarzyści spotkali się w Sali Posiedzeń Sejmu, by zadać pytania ministrowi edukacji oraz podjąć uchwałę. Temat przewodni tegorocznej sesji SDiM brzmiał: „Zginąć, ale z honorem (Krystyna Budnicka). Bohaterska walka zbrojna żydowskich organizacji bojowych z Niemcami z perspektywy 80 lat — o ludzki, społeczny i narodowy honor oraz godność, na przykładzie powstania w getcie warszawskim”.[…]

 

Komisja zwróciła się do ministra edukacji z pytaniem czy dzień 19 kwietnia mógłby być dniem wolnym od zajęć dydaktycznych, poświęconym na zajęcia tematyczne o powstaniu w getcie warszawskim. […] W porządku obrad XXIX sesji znalazły się pytania do Ministra Edukacji i Nauki opracowane podczas wcześniejszych obrad komisji SDiM oraz dyskusja i głosowanie nad przedstawionym przez komisję projektem uchwały. W głosowaniu Sejm Dzieci i Młodzieży podjął uchwałę w sprawie popularyzacji bohaterstwa obywateli polskich pochodzenia żydowskiego w walce z Niemcami. Treść uchwały zaproponowała komisja SDiM, a w trakcie sesji plenarnej jej uczestnicy rozpatrywali poprawki zgłoszone do projektu.

[Źródło:www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/]

 

Skoro nie ma dostępu do archiwalnych materiałów n.t prac Sejmu Dzieci i Młodzieży, pozostało mi odszukanie tekstów, które  ja zamieszczałem na OE. Pierwszym możliwym terminem był 1. czerwca 2014 roku, bo OE powstało we wrześniu 2013 roku. Oto fragment tamtego felietonu:

 

 

Mój wkład w obchody Dnia Dziecka

 

Co prawda nie zamierzam relacjonować przebiegi XX Sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży, a wyrazić przy tej okazji mój prywatny stosunek nie tylko do tych obchodów, ale w ogóle do takiego okazjonalnego zajmowania opinii publicznej ważnymi problemami, dla których pretekstem są owe „Dni”: Dziecka, Matki, Ojca, Kobiet, ale także Dzień Książki, Dzień Astmy, Dzień Życia i wiele, wiele innych…  […]

 

Szkoda, że pani Marszałek Sejmu, lekarz z zawodu*, uznała, że tematem wiodącym dzisiejszego posiedzenia „małoletniego” Sejmu będą wybory parlamentarne. A może warto było te dzieci, właśnie owych 460 młodzieżowych posłów, zaangażować w budowanie systemu „wczesnego ostrzegania” o tym, że moja koleżanka, kolega z klasy jest ofiarą przemocy? Może warto było uwrażliwić ich na przemoc rówieśniczą, także występującą w zakamarkach wielu szkół i podwórek? A może należało popracować nie nad mechanizmami demokracji przedstawicielskiej, a nad umocnieniem poselskich (i ich rówieśników) postaw sprzeciwu wobec  stosowania przemocy jako sposobu załatwiania swoich spraw, zaspokajania potrzeb i aspiracji? Dzisiejsi nastoletni posłowie już za niewiele lat zostaną rodzicami… Oby nie kontynuowali sztafety pokoleń, zgodnie ze starą maksymą: „Mnie bito, to teraz ja bił będę.”

 

*W tym czasie pełniła tę funkcję Ewa Kopacz

 

 

Jednak kilka dni później – 8 czerwca 2014 roku – uznałem, ze muszę zabrać głos w sprawie Sejmu Dzieci i Młodzieży. I tak na OE pojawił się tekst, zatytułowany „O tym, dlaczego poczułem się zmuszony wziąć w obronę Sejm Dzieci i Młodzieży”.

 

Oto fragment końcowej części tego tekstu:

 

Choć przed tygodniem miałem na ten temat inny pogląd, to po przesłuchaniu całości obrad (a można to uczynić pod adresem http://www.sejm.gov.pl/ ) zmieniłem zdanie. Polecam choć to jedno wystąpienie, które „popełnił”, niejako przy okazji zabierania głosu jako członek komisji sejmowej, zadający pytanie przedstawicielce MEN poseł Mateusz Pogorzelski, uczeń kl. IIa Zespołu Szkół Handlowo-Ekonomicznych im. Mikołaja Kopernika w Białymstoku. Powiedział wtedy, między innymi:: „Większość was, posłów, potraktowało to spotkanie jako początek swojej kariery politycznej.[…] Projekt w którym uczestniczymy jest projektem edukacyjnym, a nie jest dodatkowym organem władzy.”  Pogratulować dojrzałości młodemu człowiekowi!

 

Dość tych wspomnień. Wracam do teraźniejszości. A ta, tak naprawdę, rysuje się dość tajemniczo – jak cała przyszłość polskiej oświaty pod nowym kierownictwem MEN. Obiecuję, że będę śledził proces przygotowawczy, a później przebieg, owego jubileuszowego XXX Sejmu Dzieci i Młodzieży.

 

 

Włodzisław Kuzitowicz