Na portalu „KRONIKA 24.pl” zamieszczona została informacja o wyniku tegorocznego, już czwartego Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+.  Oto jej obszerne fragmenty:

 

Ranking Szkół Przyjaznych LGBTQ+ 2024. Wyniki zaprezentowano w… Ministerstwie Edukacji Narodowej

 

[…]

 

Pierwszy raz w historii wyniki zostały zaprezentowane w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

 

 

O miejscach szkół w Rankingu zadecydowały głosy młodzieży. Z całego kraju spłynęło łącznie ponad 20 tysięcy (12 tysięcy o osób uczniowskich i 8 tysięcy od rodziców i grona pedagogicznego).

 

Wyniki Rankingu 2024

Ogólnopolski Ranking Szkół Przyjaznych LGBTQ+ dotarł do ponad 2000 szkół. W krajowym zestawieniu pierwsze miejsce zajęło 1 Społeczne Liceum Ogólnokształcące „Bednarska” z Warszawy, drugie XXX Liceum Ogólnokształcące im. Jana Śniadeckiego z Warszawy, a trzecieIII Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi w Zabrzu. W pierwszej 25 pojawiają się takie miejscowości jak: Żywiec, Opole, Kielce, Rumia, Chojnice, Człuchów, Kędzierzyn-Koźle. 55% głosów pochodziło spoza 10 największych miast w Polsce.

 

Cała lista znajduje się –  TUTAJ

 

 

Zwycięskie szkoły otrzymują Tarcze Zaufania podpisane przez wiceministra Paulinę Piechnę-Więckiewicz. Szkoła Zaufania to hasło tegorocznej edycji projektu. Ranking odbywa się w tym roku pod patronatem trzech instytucji państwa (Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministra Równości, Rzeczniczka Praw Dziecka) a także z rekordowym wsparciem samorządowym miast i województw. […]

 

Tegoroczny Ranking pokazuje, że niewiele ponad 50% osób uczestniczących w badaniu deklaruje, że atmosfera w szkole jest dobra. To ciągle niewiele, dlatego kluczowe jest wspieranie społeczności uczniowskiej, nauczycielskiej i rodzicielskiej, żeby poprawiać atmosferę w szkołach w całej Polsce.

 

Cały czas jest wiele do zrobienia w kwestii przemocy rówieśniczej, aż 41% uczestników i uczestniczek badania doświadczyło przemocy psychicznej (np. wykluczenie, przezwiska, wyśmiewanie) ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową, a 49% uczestników i uczestniczek badania doświadczyło przemocy psychicznej z innych względów. Alarmujący jest poziom przemocy fizycznej (np. szturchnięcia, przepychanki): 28% osób uczestniczących doświadczyło jej ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową, a 27% z innych względów. Doświadczenie przemocy w przypadku dzieci i młodzieży to nie tylko bycie ofiarą, ale też świadkiem.[…]

 

 

Cały tekst „Ranking Szkół Przyjaznych LGBTQ+ 2024. IV LO w Łodzi uplasował się na 7 miejscu.”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.kronika24.pl

 

 

 

I jeszcze fragmenty informacji, zamieszczonej dzisiaj na stronie Radia Łódź:

 

 

Ogólnopolski ranking szkół przyjaznych LGBTQ+

IV LO w Łodzi uplasował się na 7 miejscu.

 

[…]

 

Ranking Szkół Przyjaznych LGBTQ+ 2024. Wyniki im. Emilii Sczanieckiej. O tym, w jaki sposób szkoła wspiera mniejszości seksualne, mówi jej dyrektorka, Katarzyna Felde.

 

Chyba najistotniejsze jest to, żeby tych młodych ludzi dobrze, przyjaźnie traktować, żeby oni się dobrze czuli i naprawdę nie interesować się, bo uważam, że to nie jest najistotniejsze, jaka jest tożsamość płciowa, jaka jest orientacja seksualna danego człowieka – a cóż to za różnica? Mam nadzieję, że taki ranking za te kilka, może kilkanaście lat przestanie istnieć, bo nie będzie tematu – mówi Katarzyna Felde.

 

Z kolei w taki sposób o swojej szkole wypowiadają się uczniowie IV LO w Łodzi:

 

– Po prostu nie ma żadnej nienawiści – mówi uczeń IV LO.

– Każdy może się czuć jak u siebie, a nauczyciele nie oceniają nikogo za to, jaką jest osobą – podkreśla uczennica IV LO.

– Szkoła przyciąga otwarte osoby, dlatego społeczność tworzy się w atmosferze ogólnej otwartości i nikt nie czuje się wykluczony – dodaje druga licealistka.

– Osoby transpłciowe mogą komfortowo i szybko zmienić imię, którego używają nauczyciele – zaznacza licealista z „czwórki”.

– Cieszę się, że mamy taką reputację, bo to faktycznie prawda – zapewnia licealista.

 

Wśród szkół z województwa łódzkiego, wyróżnionych w rankingu, znalazły się również te z mniejszych miejscowości, w tym Akademickie LO Thomas w Tomaszowie Mazowieckim oraz I LO w Zduńskiej Woli.

 

Źródło: www.radiolodz.pl



Dziś proponujemy lekturę tekstu, który znaleźliśmy na Fb profilu Dariusza MartynowiczaNauczyciela Roku 2021, pracującego jak nauczyciel w dwu szkołach niepublicznych:   krakowskim liceum STO oraz eksperymentalne liceum Artes Libres w Warszawie. Rzecz dotyczy bardzo aktualnego  w ostatnim czasie tematu reformy podstaw programowych, a w szczególności – zestawu lektur obowiązkowych:

 

 

O czym myślisz Dariusz? O tym, jak można spieprzyć szansę, by polskim uczniom i uczennicom ulżyć, szkolną polonistykę przejściowo uzdrowić i dać polonistkom i polonistom przestrzeń, byśmy mogli skupić się na czytaniu i doświadczaniu piękna polskiej i obcej literatury – kilka czy kilkanaście książek „na poważnie”, a nie kilkadziesiąt. Nie posłuchano nas. Nie posłuchano głosu praktyków i praktyczek. Widocznie, mają nas w dupie. Naprawdę wszyscy mają nas w dupie.

 

Myślę, że dr Marcin Smolik i Wioletta Kozak przeżywają właśnie uniesienie egzystencjalne i ekstazę – otóż nie wykreślono z podstaw programowych ani „Odprawy posłów greckich”, których uczniowie nie rozumieją (była wykreślona w wersji prekonsultacyjnej), został „Potop” w całości”, dorzucono „Chłopów”, co by było jeszcze mniej czasu, a poziom rozszerzony dopchano do granic możliwości. Co się zmieni? Nic. Praktycznie nic. Bo zmiany są kosmetyczne i prawie niewyczuwalne. Już wersja prekonsultacyjna listy lektur była dużo sensowniejsza, ale najwidoczniej Ministerstwo Edukacji Narodowej woli udawać, że coś się zmienia, choć w praktyce nie zmienia się prawie nic. Podczas spotkania prekonsultacyjnego w sprawie ograniczenia podstawy programowej właściwie prawie wszyscy jego uczestnicy apelowaliśmy do Katarzyny Lubnauer i Barbary Nowackirjj – ciąć – jeszcze więcej, odważniej, sensowniej. Tylko jedna pani lamentowała, jak to się usuwa tożsamość z listy lektur. To mamy. Odwrót i powrót do narodowej jaskini i do udawania, że się uczymy i coś tam jeszcze czytamy. Nie, nikt nie będzie czytał dwudziestu książek obowiązkowych poznawanych w całości, wśród których NIE MA nawet jednej pozycji z ostatnich kilkunastu lat. Wielki narodowy, k…a, sukces – wykreślono „Konrada Wallenroda”. Wielki narodowy, k…a, sukces – dodano cały stos lektur uzupełniających, wśród których są co prawda pozycje XXI wieku, ale nikt nie będzie miał na nie czasu, bo dochodzą „krótkie utwory” i „lektury poznawane we fragmentach”.

 

Nie mam słów, żeby wyrazić swoją złość na projekt podstawy programowej z języka polskiego, która ma wejść od września do polskich szkół. Zarówno w kwestii wymagań, jak i lektur na poziomie szkoły ponadpodstawowej, to zaprzepaszczenie szansy, o którą apelowaliśmy. To projekt, który nie bierze pod uwagę nie tylko głosu praktyczek i praktyków – nauczycieli języka polskiego, ale także realiów współczesnego świata i sytuacji współczesnego ucznia.

 

Ale tak to jest – pisali o tym i Paweł Lęcki, i Ola Korczak i Belfer na zakręcie – jak „ograniczeniem” zajmują się Ci, którzy uwielbiają narodową polską martyrologię, romantyzm i staropolszczyznę. Ja już walczyć o nic nie zamierzam, ani pisać – bo widać, że nie ma to najmniejszego sensu.

 

Ten projekt to ostateczny cios w szkolną polonistykę, która będzie udawaniem spotkania z literaturą. W rzeczywistości królować będą uproszczenia, półprawdy, podlane narodowymi kłótniami o to, czy Jackowi Soplicy podano czarną polewkę i sprawdzianami pisanymi w oparciu o brykowe opracowania oraz tutoriale youtubowych gwiazd.

 

A poniżej – proponowana lista lektur, którą „czytać” będą polscy uczniowie i uczennice w szkole ponadpodstawowej przez kolejnych kilka lat.

 

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/DarekkM/

 

 

 

 

 



MEN ogłosiło konsultacje publiczne projektów rozporządzeń o nowych podstawach programowych. Zamieszczamy cały ten tekst:

 

 

Uszczuplone podstawy programowe.Konsultacje publiczne rozporządzeń o nowych podstawach programowych

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekty rozporządzeń zmieniających podstawę programową kształcenia ogólnego dla 18 przedmiotów w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Opublikowanie projektów ministerialnych poprzedziły wstępne propozycje powołanych ekspertów oraz szerokie prekonsultacje społeczne. Projekty MEN uwzględniły część postulatów i sugestii zgłaszanych za pomocą specjalnego formularza i w trakcie spotkań online przez obywateli i różnego typu organizacje i instytucje.

 

Jednocześnie z opublikowaniem projektów 23 kwietnia rozpoczynają się konsultacje publiczne i uzgodnienia międzyresortowe.

 

Treści nauczania z przedmiotów zostaną ograniczone o około 20 %. Głównie te, które są niemożliwe lub bardzo trudne do zrealizowania w praktyce szkolnej.

 

Proponowane zmiany dotyczą ograniczenia treści nauczania następujących przedmiotów:

 

Szkoła podstawowa (klasy IV-VIII)

Język polski, język obcy nowożytny, język łaciński, język mniejszości narodowej lub etnicznej, język regionalny – kaszubski, historia, wiedza o społeczeństwie, matematyka, biologia, geografia, chemia, fizyka, informatyka.

 

Liceum ogólnokształcące i technikum

Język polski, język obcy nowożytny, język łaciński, język mniejszości narodowej lub etnicznej, język regionalny – kaszubski, historia, historia i teraźniejszość, wiedza o społeczeństwie, matematyka, biologia, geografia, chemia, fizyka, informatyka, filozofia, język łaciński i kultura antyczna, historia muzyki, historia sztuki.

 

Branżowa szkoła I stopnia

Język polski, język obcy nowożytny, język mniejszości narodowej lub etnicznej, język regionalny – kaszubski, historia, matematyka, biologia, geografia, chemia, fizyka, informatyka.

 

Branżowa szkoła II stopnia

Język polski, język obcy nowożytny, język mniejszości narodowej lub etnicznej, język regionalny – kaszubski, matematyka, informatyka.

 

Jakie są cele zmian w podstawie programowej?

 

>zwiększenie nacisku na rozwijanie umiejętności praktycznych zamiast wiedzy teoretycznej lub encyklopedycznej,

 

>zmniejszenie ilości materiału przeznaczonego do opanowania przez ucznia. Przełoży się to na większą motywację do uczenia się, rozwijanie zdolności i zainteresowań oraz kształtowanie właściwych przekonań i postaw,

 

>zapewnienie adekwatności zakresu treści nauczania – wymagań szczegółowych do wymiaru godzin nauczania przedmiotów,

 

>zastąpienie wymagań egzaminacyjnych obowiązujących w latach 2021–2024;  od 2025 roku treści zawarte w podstawie programowej będą ponownie stanowić jedyną podstawę przeprowadzenia egzaminu ósmoklasisty i egzaminu maturalnego.

 

Podręczniki

 

Proponowane zmiany w podstawie programowej zostały przygotowane tak, by nie było konieczności wymiany podręczników. W roku szkolnym 2024/2025 i w latach kolejnych uczniowie będą mogli korzystać z dotychczasowych podręczników. Wydawcy przekażą nauczycielom korzystającym z ich podręczników informacje o tym,  które fragmenty dotychczas wydanych podręczników wykraczać będą poza zakres uszczuplonej podstawy programowej.

 

Dalsze kroki i nowe przedmioty od września 2025 r.

 

Wdrażanie kompleksowej reformy podstawy programowej wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego jest zaplanowane na 2026 r. dla szkoły podstawowej i na 2028 rok w szkole ponadpodstawowej.

 

Wcześniej, bo od  września 2025 r. planowane jest wdrożenie nowych przedmiotów szkolnych:

 

1.edukacji obywatelskiej, która zastąpi historię i teraźniejszość, likwidowaną sukcesywnie od 1 września 2024 r.

 

2.edukacji zdrowotnej, która zastąpi zajęcia wychowanie do życia w rodzinie. Przedmiot edukacja zdrowotna będzie dla uczniów obowiązkowy.

 

Projekty podstaw programowych nowych przedmiotów  przekażemy do konsultacji publicznych jesienią br.

 

Informacje dot. projektów rozporządzeń

 

Do konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych zostają skierowane projekty rozporządzeń Ministra Edukacji zmieniające rozporządzenia:

 

1.w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, kształcenia ogólnego dla szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz kształcenia ogólnego dla szkoły policealnej wraz z 2 załącznikami.

 

2.w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego dla liceum ogólnokształcącego, technikum oraz branżowej szkoły II stopnia wraz z 3 załącznikami.

 

Do pobrania:

 

Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji zmieniającego rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, kształcenia ogólnego dla szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz kształcenia ogólnego dla szkoły policealnej

 

Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji zmieniającego rozporządzenie w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego dla liceum ogólnokształcącego, technikum oraz branżowej szkoły II stopnia

 

 

Konsultacje rozporządzenia potrwają do 13 maja br.  Uwagi i opinie można przesyłać na adres  sekretariat.dkotc@men.gov.pl.

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/



Mamy na sumieniu „grzech przemilczenia” – nie zaistniała na stronie OE informacja o Daltońskiej Konferencji pt „Więcej lepszej edukacji: Nowe Wychowanie Współcześnie”, która 20 kwietnia odbyła się w Strzyżowicach. Wspomnienie o tej konferencji zamieścił już na swoim fejsbuku prof. Roman Leppert21 kwietnia  i  22 kwietnia, ale my postanowiliśmy oddać dzisiaj głos Marcinowi Michalikowi – nauczycielowi j. polskiego w Zespole Szkół w Podleszanach na Podkarpaciu, terapeucie, logopedzie, trenerowi szybkiego czytania, który także uczestniczył w tej konferencji i zamieścił wczoraj na swoim fb profilu taki tekst:

 

 

Wiele osób pyta, czy są scenariusze lekcji prowadzonych według planu daltońskiego i czy da się wprowadzać jego elementy.

 

Podczas warsztatów w Strzyżowicach, które miałem przyjemność poprowadzić w ramach Daltońska konferencja p.t. „Więcej lepszej edukacji: Nowe Wychowanie Współcześnie”, pokazałem, jak można pracować według filarów stworzonych przez Helen Parkhurst.

 

Samodzielność, odpowiedzialność, współpraca i refleksja – tego nie da się wprowadzić ściśle według konspektu. Każda klasa jest inna, więc musimy tak projektować lekcje, żeby zrealizować cel, podać wymagania i nie ingerować zbytnio w działania uczniów.

 

Warto poszukać tematu, który daje szerokie pole do działań, gdzie może przenikać się wiedza z różnych przedmiotów. A potem pozwolić uczniom pracować, poszukiwać, uczyć się od siebie.

 

-Nie zawsze hałas na lekcji to coś złego.

 

-Zaangażowanie kluczem do sukcesu.

 

-Nauczyciel zaraża energią.

 

-Jakie zadasz pytanie, taką dostaniesz odpowiedź.

 

-Odwrócenie ról po to, by uczeń sam doszedł do wiedzy.

 

 

Takie między innymi hasła uczestnicy podali w informacji zwrotnej. Zapisali je na kubkach, koszulkach czy torebkach, czyli na rzeczach codziennego użytku, tych nam bliskich.

 

Plan daltoński to koncepcja edukacyjna, empatia, zaangażowanie i kawał serducha włożony w pracę z uczniami. Nie da się filarów włożyć w ramki, tabelki czy punkty scenariusza. Tu działają uczniowie, a nauczyciel stara się im pomagać, wskazywać kierunki. I cieszy się, kiedy uczniowie sami sobie pomagają, szczególnie w myśl zasady: zapytaj trzech, zanim zapytasz mnie.

 

Dziękuję za świetną energię, zaangażowanie i informację zwrotną.

 

A pani Karinie – Karina Sitek-Gabzdyl–  za podzielenie się dzisiejszymi pomysłami z lekcji. Skrzydła mi rosną, kiedy dostaję wiadomość, że zasiane przeze mnie ziarenko zakiełkowało.

 

 

Plan daltonski     #filarydaltońskienalekcji    #bezscenariusza

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marcin.em.96155/

 

 



 

Oto obszerne fragmenty tekstu, zamieszczonego dzisiaj (22 kwietnia 202r.) w „Dzienniku Łódzkim”:

 

Ruszyła rekrutacja do szkół ponadpodstawowych w Łodzi

 

Potrwa od poniedziałku 22 kwietnia br. do 21 maja do godz. 12.
Kto się nie zarejestruje i nie wypełni e-wniosku, nie weźmie udziału w głównym naborze, a aplikować do szkoły będzie mógł dopiero po jego zakończeniu i już tylko na pozostałe wolne miejsca.

 

W poniedziałek, 22 kwietnia br. rozpoczął się elektroniczny nabór do szkół ponadpodstawowych w Łodzi. Uczniowie klas ósmych, którzy chcą wziąć w nim udział, powinni zarejestrować się i wypełnić wnioski, dostępne na w witrynie internetowej Urzędu Miasta Łodzi, w zakładce edukacja. Mają na to miesiąc – system zostanie zamknięty 21 maja o godz. 12. […]

 

W prowadzonych przez miasto liceach ogólnokształcących dla kandydatów przygotowano 2200 miejsc,  w technikach – 1500,  w szkołach branżowych – 280. Nabór jest otwarty dla wszystkich chętnych – o przyjęcie mogą ubiegać się zarówno uczniowie z Łodzi, jak i z innych miejscowości.

 

Ósmoklasiści w elektronicznych podaniach mają możliwość wskazania dowolnej liczby szkół i klas, szeregując je według swoich preferencji – czyli na pierwszym miejscu wskazując klasę i szkołę, na której zależy im najbardziej.

 

Przed nimi jeszcze egzaminy (w połowie maja) oraz zdobywanie ocen na świadectwo. Są bardzo ważne – między innymi od wyników egzaminu oraz ocen z przedmiotów, zależy liczba punktów, jakie uczeń uzyska w rekrutacji, a ostatecznie – czy zostanie przyjęty do wymarzonej szkoły i klasy. […]

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 

x           x           x

 

Więcej informacji o rekrutacji do łódzkich szkół ponadpodstawowych na stronie UMŁ    –  TUTAJ

 

 

Link do strony elektronicznego systemu naboru  –  TUTAJ

 

 

 

 

 

 



Nowy tydzień proponujemy rozpocząć od lektury tekstu prof. Bogusława Śliwerskiego, który zamieścił on na wczoraj (21 kwietnia 202 r.) na swoim blogu. Wyróżnienie fragmentów teksty podkreśleniami i pogrubioną czcionką, jak też linki do przywoływanego wydarzenia czy autora – redakcja OE:

 

 

                                                          Mit wychowania bezstresowego

 

 

W czasie tegorocznego Festiwalu Nauki, Techniki i Sztuki Łódzkiego Towarzystwa Naukowego miałem możliwość podzielenia się z jego uczestnikami naukową analizą dyskursu publicznego na temat rzekomego wychowania bezstresowego.

 

Teza wyjściowa brzmiała: Wychowanie bezstresowe jest mitem, który wytwarza się na użytek prowadzonej wojny ideologicznej, politycznej czy dyskursywnej w różnych środowiskach, w tym także z udziałem naukowców i pedagogów. Wprowadza się przy tym w obieg fałszywe dane o  prekursorach tak ujętego wychowania, przypisując je albo filozofowi Janowi Jakubowi Rousseau, albo amerykańskiemu pediatrze Benjaminowi Spockowi. Jedno i drugie nie znajduje potwierdzenia w faktach.

 

Publicyści, przedstawiciele pozapedagogicznych profesji głoszą wszem i wobec, bo przecież na szkole i wychowaniu zna się każdy (tak, jak na medycynie), że wychowanie bezstresowe jest najgroźniejszym stylem wychowania, który bazuje na naiwnej koncepcji człowieka, ideologii liberalnej fikcji i marksistowskiej zasadzie politycznej poprawności.  Protagonistami wychowania bezstresowego są jacyś tajemniczy wrogowie szkoły, społeczeństwa, a nawet ludzkości, w rzeczy samej przestępcy, którzy realizują jakiś toksyczny program demoralizacji młodego pokolenia.

 

Wychowanie bezstresowe jest jednak tym zasobem frazeologicznym współczesnego języka polskiego, który nie powstał w ostatnich latach, chociaż wielu osobom wydaje się, że zaistniał dopiero w okresie III Rzeczpospolitej. Nie ulega wątpliwości, że takie określenie stało się ulubieńcem współczesnej mody językowej. Twórcy tego zwrotu ujmują rzeczywistość w sposób zjawiskowy, a więc taki, gdzie świat rysuje się w naszej wyobraźni, jako scena, na której rozgrywa się zawsze jakaś akcja, coś się dzieje, zachodzą jakieś zjawiska, dokonują się jakieś czyny.

 

Wychowanie bezstresowe to literacki wymysł, który znalazł w języku propagandy politycznej szansę na odnawianie mitu czy pewnego dogmatu, wydedukowanego prawdopodobnie z pedagogiki nowego wychowania, by skazać ją w walce dyskursów na niepowodzenie.  Wystarczy zaobserwować, z jakim akcentem wymawiany bywa zwrot „wychowanie bezstresowe”, jak ta idea jest wplatana, jakie budzi skojarzenia ideowo-emocjonalne, żeby się przekonać, iż chodzi tu o coś znacznie bardziej poważnego.

 

Formułowane w opozycji do wychowania właściwego (przy czym nie odsłania się, jak rozumianego), ma oczernić związki niektórych pedagogów z dającym się w ich pracach odczytać podobieństwem do niej, oczerniając ich jako wrogów i zapisując na ich rachunek wszelkie niepowodzenia społeczno-wychowawcze. Wychowanie bezstresowe jest niczym (flactus vocis) dopóki nie nabierze stosownego znaczenia symbolicznego, zarysowując wobec niego pewne oczekiwania.

 

Ze świata zjawisk, idei dotychczas obojętnych, tak kreowane wychowanie ma przeniknąć do świata osobowości. Mit wychowania bezstresowego trwa poprzez jego przekazywanie i odradzanie się. Żyje dzięki wpisywaniu go w wojnę idei, gdyż świat edukacji i wychowania wciąż jest konstruowany antagonistycznie. Ów mit wpisuje się w nieustanną walkę polityków o władzę, ale także o dominację jednego dyskursu nad drugim zmuszają wychowanie humanistyczne do milczenia.

 

Brak tolerancji wobec odmienności i jad w języku krytyki wychowania humanistycznego mają zapewnić sukces w tej rywalizacji właściwej stronie. Włącza się w ten proces władzę państwową, której zadaniem jest spowodowanie, by społeczeństwo kierowało się tym samym systemem wartości, co ona. Nie ma lepszej czy innej pedagogiki, jest tylko gorsza, zła, niepożądana od tej jedynie słusznej.

 

Przenoszenie do pedagogiki wprost z polityki modelu antagonistycznego podziału istniejących doktryn, prądów i kierunków na „swoje” i „obce”,  na „przyjazne” i „wrogie”, zawsze będzie oznaczało powrót do zimnowojennej, totalitarnej gry na rzecz niszczenia, wyparcia, całkowitej likwidacji wszystkich tych doktryn, które nie mieszczą się w kategorii odpowiadającej władzy, a więc w kategorii: „my”, „nasi”, „swoi”, czyli politycznie, aksjologicznie i ideologicznie „poprawni”.

 

To właśnie w tak antagonistycznie konstytuowanym dyskursie i praktyce edukacyjnej każdy „inny”, „obcy”, „odmienny” jest wrogiem, zagrożeniem, niepożądanym przez władze rodzajem czy typem kierunku myśli, teorii lub doktryn, z którymi nawet nie ma co polemizować, tylko należy je zniszczyć, by to one nie doszły do władzy i nie zakwestionowały dominującej tożsamości.

 

Politycy utrwalają w społeczeństwie stereotypy i uproszczenia, które „zakleszczają” myśl i wtłaczają ją do określonych kategorii ideologicznych czy aksjonormatywnych, naznaczając je piętnem zła czy możliwych zagrożeń. Dyskursem publicznym o wychowaniu rządzi demagogia, przeinaczanie faktów, przypisywanie swoim antagonistom poglądów, których oni nigdy nie wypowiedzieli  tak, by nie można ich było zweryfikować, ale by brzmiały wiarygodnie. 

 

Istotą demagogicznej walki nie jest przecież spór na argumenty, ale dążenie za wszelką cenę do wyeliminowania tych, które mogłyby zagrozić własnym, a jedynie słusznym sądom. Demagodzy szukają powszechnego poparcia, bazując na populistycznych hasłach (jak np. wychowanie bezstresowe, przyzwalające, podmiotowe), dobrze brzmiących kłamstwach, nie wymagających wysiłku ich rozpoznania czy dociekania ich sensu, postrzegając świat w kategorii biało-czarnej.

 

Poszukując odpowiedzi na pytanie: Czy w naukach o wychowaniu występuje wychowanie bezstresowe? wystarczy zajrzeć do współczesnych podręczników akademickich z pedagogiki, encyklopedii, leksykonów czy słowników pedagogicznych, jakie ukazały się Polsce w okresie po 1989 r. żeby przekonać się, że w nauce nie istnieje taka kategoria pojęciowa jak „wychowanie bezstresowe” i jako takie nie jest przedmiotem kształcenia akademickiego.

 

Warto natomiast zajrzeć do rozpraw Hansa Selye’go – jednego z pionierów medycyny, twórcy głośnej teorii stresu – w świetle którego istnieje stres pozytywny i negatywny. Jeśli zatem ktoś mówi o wychowaniu bezstresowym, to znaczy, że odnosi ów fenomen do już martwej osoby. Całkowita bowiem wolność od stresu jest możliwa tylko w takim stanie bytu.

 

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



 

Przeglądając edukacyjne wydarzenia minionego tygodnia nie mogłem nie zarejestrować (pominiętego na stronie OE) spotkania, które odbyło się w MEN 18 kwietnia. To wtedy po raz pierwszy z kierownictwem resortu spotkali się wszyscy nowi kuratorzy oświaty. I czytając tę informację uświadomiłem sobie, że ostatni raz prezentowałem nowych kuratorów 15 marca, kiedy informowałem że 2 marca Minister Barbara Nowacka wręczyła akt powołania na Mazowieckiego Kuratora Oświaty Wioletcie Krzyżanowskiej, a 15 tego miesiąca Katarzyna Lubnauer wręczyła Jolancie Skrzypczyńskiej akt powołania na Warmińsko-Mazurskiego Kuratora Oświaty. Materiał ten zakończyłem informacją, że czekamy jeszcze na powołanie  szefów tych urzędów w województwach: lubuskim, świętokrzyskim oraz zachodniopomorskim. I już d tego tematu na OE nie powróciłem,

 

Aby choć w tej formule ten błąd naprawić, śpieszę dziś donieść, że kolejne nominacje nastąpiły:

 

18 marca – w Województwie Lubuskim stanowisko kuratora objął Mariusz Biniewski

 

19 marca – w Województwie Świętokrzyskim stanowisko kuratora objął Piotr Łoje

 

25 marca – w województwie Zachodniopomorskim stanowisk kuratora objął Paweł Palczyński

 

 

I już mogę, z poczuciem naprawienia „grzechu zaniedbania”, podjąć główny wątek dzisiejszego felietonu. A będzie nim moja bardzo osobista refleksja o treściach nauczania języka polskiego w piątej klasie pewnej łódzkiej szkoły podstawowej. Refleksja ta towarzyszy mi od połowy stycznia, kiedy to – na prośbę mamy ucznia V klasy owej szkoły – zgodziłem się, dwa razy w tygodniu, pomagać mu – wtedy jeszcze w odrabianiu prac domowych, jakie jej syn miał zadawane z kilku przedmiotów: z j. polskiego, historii, geografii i biologii. Na matematykę chodzi do studentki politechniki. Spotykam się z nim nadal, mimo wejścia w życie rozporządzenia, zmieniającego zasady owych prac domowych.

 

Muszę jeszcze wyjaśnić, że  tym moim podopiecznym (bo w tych spotkaniach nie występuję w roli nauczyciela-korepetytora, a raczej w takiej, jaką trenowałem przed laty pracując w domach dziecka – jako konsultant w „odrabiankach”) jest młodzieniec, który wraz ze swoją mamą oraz starszą siostrą, która jest teraz w VIII klasie tej samej szkoły, przyjechał do Polski przed dziewięcioma laty z Ukrainy. W tej rodzinie, jest jeszcze pierwszoklasista – urodzony już w Polsce, zaś mama  jest ich jedyną opiekunka, gdyż jej mąż  i ojciec tych dzieci zarabia na ich utrzymanie w USA.

 

Nie będę tu opowiadał o licznych problemach z jakimi musimy się z owym piątoklasistą mierzyć, w tym przede wszystkim z jego słabą znajomością języka polskiego (w rodzinie tej rozmawiają ze sobą w ich języku ojczystym), jego praktycznie zerowej orientacji w geografii i historii Polski – takiej jaką polscy uczniowie wynoszą z domów rodzinnych podczas wspólnych wyjazdów wakacyjnych, do „rodziny na wsi”, słuchaniu wspomnień wujków, cioć, dziadków i babć na rodzinnych spotkaniach. Powiem tylko o moich doświadczeniach, wyniesionych „tu i teraz” podczas powtarzania wiadomości z ostatnich lekcji oraz przygotowań do sprawdzianów z języka polskiego.

 

A od kilku już tygodni barujemy się z tematem „mity greckie”… I do tego na zmianę z gramatyką: części mowy, odmiana przez przypadki, części zdania – zdania proste i złożone,  związki – główne i poboczne, rządu, zgody….  I to wszystko na przykładzie zdań z . . .  mitologii greckiej. A jedynym źródłem tej wiedzy, którą muszą posiąść uczniowie klas piątych tej szkoły, są dwa podręczniki. „Literatura i kultura. Ewa Horwath, Anita Żegleń”  i „Nauka o języku i ortografia. Ewa Horwath, Anita Żegleń”.

 

Aby nie być gołosłownym – ilustruję to kilkoma wybranymi przykładami – najpierw z podręcznika nauki o języku i ortografii::

 

 

 

 

A poniżej jeszcze fotki z tej ksiązki o literaturze i kulturze:

 

 

 

 

 

 

Zaiste – czy naprawdę dwunastolatkowie, którzy w dorosłe życie wejdę w latach trzydziestych XXI wieku muszą już teraz uczyć się swojego ojczystego języka, wkuwając jednocześnie imiona bohaterów mitologii starożytnych Greków? I czy te wszystkie gramatyczne subtelności o przyimkach, przydawkach i okolicznikach są niezbędne dla przyszłych użytkowników cyfrowych form przekazu, gdzie nad poprawnością wstukanego tekstu czuwać będzie AI ?

 

 

Może lepiej dla wszystkich (uczniów i nauczycieli z podstawówek) byłoby przeniesienie tej pogłębionej wiedzy o języku polskim do programów dla klas licealnych z rozszerzeniem humanistycznym?

 

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

 

 

 



Dziś – 20 kwietnia 202 roku –  proponujemy najnowszy tekst Danuty Sterny z jej  ze strony „OK NAUCZANIE”:

 

 

                                                    3 popularne mity na temat uczenia się

 

Rys. Danuta Sterna

 

Nasze przekonania na temat tego, co pomaga uczniom w nauce mogą być mylne. Nauka o uczeniu się przetestowała wiele z tych przekonań, a dowody wskazują, że niektóre z naszych najczęstszych przekonań na temat uczniów są błędne. Pewien czas temu zamieściłam omówienie 5 mitów związanych z nauczaniem: https://oknauczanie.pl/5-mitow-edukacyjnych. Cieszyło się one poczytnością. W tym wpisie omówienie na podstawie artykułu Jonathana G.Tuliis trzy nowe popularne mity na temat uczenia się.

 

1.Każdy uczeń ma „styl uczenia się”.

 

Jest to mit, który jest bardzo powszechny, powtarzany nawet na uczelniach kształcących nauczycieli i odporny na wszelkie badania go obalające. Polega on na tym, że każdemu człowiekowi można przypisać styl uczenia się – wzrokowy, dotykowy, słuchowy i kinestetyczny. Ten mit wziął się z błędnego odczytania teorii wielorakiej inteligencji Howarda Gardnera. Wskazówka wynikająca z tego mitu mówi, że trzeba styl rozpoznać i zgodnie z nim nauczać ucznia.

 

Prawdą jest, że uczniowie często wyrażają preferencje dotyczące określonego sposobu zdobywania informacji. Na przykład niektórzy uczniowie twierdzą, że uczą się najlepiej z przekazu ustnego, podczas gdy inni twierdzą, że najlepiej uczą się czytając itd.

 

Są też inne podziały i w Internecie można znaleźć testy klasyfikujące ucznia do odpowiedniej grupy. Jednak nie ma dowodów na to, że uczniowie uczą się lepiej, gdy informacje są prezentowane w sposób zgodny z ich rzekomymi stylami uczenia się lub wybranymi przez uczniów preferencjami poznawczymi.

 

Badania wskazują, że uczniowie będą lepiej się uczyć, zapamiętywać i stosować nowe dla nich koncepcje, jeśli będą je poznawać  w różnych kontekstach lub na różne sposoby.

 

Na przykład uczenie się dzielenia na różne sposoby poprzez różne aktywności i zróżnicowane przykłady, to lepiej opanowują materiał, niż gdy uczą się tylko na jeden sposób.

 

2.Sprawdziany mają na celu jedynie ocenę osiągnięć uczniów.

 

Nauczyciele i uczniowie nie lubią sprawdzianów, postrzegają je jako zło konieczne, jako sposób oceny co uczniowie potrafią, a czego nie wiedzą. Oczywiście ten cel często prześwieca sprawdzianom, ale można je stosować też w innych celach.

 

Liczne badania naukowe pokazują, że testy pozwalają na coś więcej niż tylko ocenę posiadanej przez ucznia wiedzy.

 

Podczas wykonywania sprawdzianu uczniowie odzyskują z pamięci wiedzę, która już mieli, przywołują ją. Dzięki temu informacja ma szansę być na trwale pamiętana. Badania pokazują, że jednym z najlepszych sposobów na zapamiętywanie jest wielokrotne ćwiczenie odtwarzania informacji z pamięci długotrwałej.

 

Podczas przywoływania informacji pomaga uczniom w ich uporządkowaniu i zastosowaniu ich w innych kontekstach. Pomaga też w rozpoznawaniu, co zostało już zrozumiane, a co nie. Przygotowuje też grunt do poznawania następnych informacji.

 

Zaletą wykonywania sprawdzianu przez uczniów, jest to, że uczniowie muszą przywołać informacje ze swojej pamięci, a nie przeczytać je powtórnie.

 

Sprawdzian i jego wyniki mogą również służyć nauczycielowi do planowania nauczania, co powinno być powtórzone, a co już jest dobrze opanowane przez uczniów.

 

3.Pojęcia, tak zwane „łatwe”, łatwo się zapamiętuje.

 

Wierzymy, że to czego łatwo nauczyć, jest zapamiętywane na dłużej. Czyli: „Łatwo się nauczyć, to łatwo zapamiętać”. W konsekwencji tego mitu uczniowie wybierają techniki uczenia się, które umożliwiają szybkie zdobywanie nowych informacji, na przykład: ponowne czytanie lub kopiowanie notatek, skupianie się na jednej koncepcji na raz i tylko raz.

 

Badania pokazują , że łatwo się nauczyć, często oznacza szybko zapomnieć. Okazuje się, że trudności przy poznawaniu nowych pomysłów pomagają uczniom zapamiętać informacje na dłuższą metę. Wręcz spowolnienie uczenia się poprzez tworzenie trudności może zapewnić lepsze długoterminowe zapamiętywanie.

 

Na przykład zaleca się więcej ćwiczeń wyszukiwania, w zamian za ponowne czytanie tekstu lub przepisywanie notatek.

 

Jednak tworzenie specjalnych trudności i komplikowanie procesu nie jest przydatne.

 

Często rozwijamy intuicyjne pomysły na temat tego, co działa najlepiej, ale czasami te intuicje mogą nas wprowadzić w błąd. Korygowanie mitów dotyczących uczenia się i dostosowanie praktyk do wyników badań może umożliwić skuteczniejsze i wydajniejsze nauczanie.

 

W  tym  wpisie wykorzystałam  artykuł  profesora Jonathana G. Tullis

 

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl

 

 



Oto obszerne fragmenty z tekstu Karoliny Olejniczak, zamieszczonego dzisiaj (19 kwietnia 202r.) na „Portalu Samorządowym – Portalu dla Edukacji”:

 

 

Sztuczna inteligencja pisze wypracowania? Są wyniki badań wśród uczniów

 

Foto:shutterstock/Miha Creative

 

 

6 na 10 uczniów liceów STO używa narzędzi opartych na sztucznej inteligencji do celów związanych z nauką w szkole. Wsparcie narzędzi AI okazuje się szczególnie pożądane w przypadku języka polskiego i języków obcych, a wśród dostępnych rozwiązań króluje Chat GPT.

[…]

 

Od czasu debiutu narzędzia Chat GPT trwają dyskusje na temat stosowania sztucznej inteligencji w rożnych dziedzinach, w tym w sferze edukacji. Społeczne Towarzystwo Oświatowe zapytało uczniów swoich liceów, czy korzystają z narzędzi AI do celów związanych z nauką w szkole.

 

Twierdząco na tak postawione pytanie odpowiedziało 6 na 10 (60,6 proc.) ankietowanych licealistów. Co czwarty uczeń, będący użytkownikiem narzędzi AI (27,4 proc.) korzysta z nich co najmniej raz w tygodniu, a 43 proc. – co najmniej raz w miesiącu.

 

Zdecydowanie największą popularnością wśród narzędzi opartych na sztucznej inteligencji cieszy się wśród licealistów Chat GPT. W grupie uczniów, którzy deklarują korzystanie z narzędzi AI, niemal każdy (98,5 proc.) przyznał, że używa lub używał tego narzędzia do celów związanych z nauką szkolną. Znacznie mniejszy odsetek zadeklarował korzystanie z innych narzędzi – Character AI (16,3 proc.), Midjourney (8,9 proc.), DALL-E (5,2 proc.) oraz Bard (3  proc.). […]

 

Więcej o wynikach tego badania  –  TUTAJ

 

Z badania wynika też, że licealiści korzystają z narzędzi AI przede wszystkim do zdobywania informacji (75,6 proc.), poszukiwania pomysłów (60 proc.) i generowania prac, które następnie samodzielnie poprawiają (49,6 proc.).

 

W obecnej podstawie programowej brakuje treści poświęconych sztucznej inteligencji. W efekcie, młodzież ma niewielką wiedzę o możliwościach, jakie dają narzędzia AI i nie posługuje się nimi w pełni świadomie. Znalazło to odzwierciedlenie w naszym badaniu – licealiści korzystają głównie z najbardziej znanych narzędzi i zwykle nie wykraczają poza ich podstawowe zastosowania mówi Leszek Janasik, dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego nr 5 STO w Milanówku.

 

Jego zdaniem młodzi ludzie zasługują na więcej informacji, zarówno na temat potencjału narzędzi AI, jak i wątpliwości, które wiążą się z ich stosowaniem. W szkole przeprowadzono dyskusję, w której każdy mógł zaprezentować swój punkt widzenia. Dzięki temu nauczyciele starają się unikać zadawania prac domowych, które mogą zostać wykonane przez narzędzia AI. Uczniowie z kolei mają większą świadomość, że polegając w zbyt dużym stopniu na sztucznej inteligencji, ograniczają własny rozwój w określonych obszarach.

 

Korzystali, ale zrazili się. Uczniowie dostrzegają wady AI

 

Z badania przeprowadzonego przez Społeczne Towarzystwo Oświatowe wynika również, że 4 na 10 ankietowanych licealistów (39,4 proc.) nie wykorzystuje obecnie narzędzi AI do celów związanych z nauką w szkole. Co czwarta osoba w tej grupie (25,6 proc.) używała ich jednak w przeszłości.

 

Rezygnacja ze stosowania narzędzi AI jest przez licealistów motywowana m.in. szkodliwym wpływem sztucznej inteligencji na ich własną wiedzę i kreatywność oraz błędami popełnianymi przez narzędzia AI.

 

Badanie w przeprowadzono na grupie ponad 250 uczniów liceów Społecznego Towarzystwa Oświatowego (STO), które jest największą organizacją oświaty niepublicznej.

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



Nie pierwszy to raz trafiamy na materiał, o którym nie wiedzielibyśmy, gdyby nie doprowadził tam nas ktoś z naszych stałych fejsbukowiczów. Tym razem jest to Mikołaj Marcela, który wczoraj (28 kwietnia 2024r.) zamieścił taki tekst:

 

 

 „Latamy w kosmos, a uczymy XIX-wiecznym systemem, który miał wychować potulnego obywatela. Przecież naszym celem powinno być wychowanie myślącego człowieka, który jest odpowiedzialny za siebie, umie rozwiązywać problemy i być ciekawym świata— mówi Małgorzata Kozak, nauczycielka języka polskiego z programu „Back to School. Prawdziwy egzamin”, która swoje poglądy określa jako RADYKALNE.

 

Cieszę się niezmiernie, że pojawił się taki artykuł, bardzo bliskie są mi też pomysły, które prezentuje w nim Małgorzata Kozak, jeśli chodzi o kierunek zmian (o niektórych z nich piszę w „Zróbmy sobie szkołę!”). Oby jak najwięcej właśnie tego typu głosów w polskiej edukacji!

 

Ciekawostką jest natomiast to, że dziś ten artykuł udostępniała u siebie na Facebooku grupa nauczycielska, która odsądza mnie od czci i wiary… choć piszę dokładnie o tym samym w moich książkach.

 

Nie wiem za bardzo, jakimi drogami wędrują myśli części nauczycieli i nauczycielek, ale może akurat do tej grupy trafią słowa właśnie Małgorzaty Kozak. Nie ważne, czyje słowa do nich trafią – ważne by trafiły!

 

 

Źródło: www.facebook.com/mikolajmarcela.oficjalna.strona/

 

 

I poniżej zamieścił link do materiału o Małgorzacie Kozak i programie „Back to School. Prawdziwy egzamin”. Oto fragmenty tego obszernego tekstu, pochodzącego ze strony Portalu „ONET Plejada”:

 

 

Foto: TTV/TVN

 

Małgorzata Kozak w programie „Back to School. Prawdziwy egzamin”

 

 

Polonistka z 40-letnim stażem: latamy w kosmos, a uczymy XIX-wiecznym systemem

 

[…]

 

Agnieszka Święcicka: Jak trafiła pani do programu „Back to School. Prawdziwy egzamin”?

 

Małgorzata Kozak: Przeglądając Facebooka, zauważyłam ogłoszenie, że produkcja programu telewizyjnego poszukuje polonistów. Pomyślałam, że może chodzić o jakąś misję. Wysłałam zgłoszenie. Tego samego dnia zadzwoniono do mnie, odbyła się rozmowa. Potem pojechałam na casting do Warszawy i zostałam zakwalifikowana do programu. Nie wiem, co o tym zdecydowało: moje zainteresowania, niespożyta energia, pomysły na lekcje, niestandardowe poglądy? Dowiedziałam się, że program to eksperyment, będzie mowa o tym, jak zmienić edukację.

 

[…]

 

Na przestrzeni kilku dekad była pani świadkiem wielu rewolucji w polskim szkolnictwie. Jak je pani ocenia?

 

Sądzę, że nie dokonały tej zmiany, która jest potrzebna polskiemu szkolnictwu. Uważam, że powinno się całkowicie zmienić ten XIX-wieczny system, w którym ciągle pracujemy. Nie można tego jednak robić żadnymi rewolucjami. To musi być przemyślana, mądra zmiana, która – według mnie – powinna się zacząć od zera. Trzeba się zastanowić, jakie kompetencje i umiejętności są potrzebne człowiekowi XXI i ewentualnie kolejnego wieku. Odnoszę wrażenie, że nie mamy szansy uczyć młodych ludzi odpowiedzialności, kreatywności, pracy nad sobą, ciekawości świata, a tylko przygotowujemy ich do egzaminów, co – moim zdaniem – jest fatalne w skutkach.

Mądry zespół ludzi, wśród których będą praktycy i teoretycy, powinien usiąść i przez wiele miesięcy przegadać, co i jak zmienić. Nie można zrobić tego gwałtownie. Nie można też stosować kosmetycznych zmian.

 

Myślę o prawdziwej zmianie, która byłaby zrobiona spokojnie, krok po kroku, od pierwszej klasy szkoły podstawowej, a nie w trakcie edukacji aktualnych roczników. Mam bardzo radykalne poglądy, jeśli chodzi o obecny system szkolnictwa. […]

 

Kwestią, która budzi mieszane uczucia, jest niezadawanie uczniom pracy domowej.

Uważam, że dzieci, które zaczynają edukację i muszą coś przećwiczyć, powinny mieć pracę domową. Ja – na poziomie licealnym – oprócz czytania lektur i obejrzenia jakiegoś filmu – wszystkie zadania pisemne i ustne robię z uczniami na lekcjach. Nie uważam, żeby zadanie domowe z języka polskiego – chodzi mi o wypracowanie – było dobrym rozwiązaniem, bo nie wiem, czy uczeń napisał to wypracowanie samodzielnie. Wolę, by zrobił to sam na lekcji, bo wtedy się więcej nauczy.

 

Niestety, nauczycieli praktyków się raczej nie słucha. Bardzo źle jest, że to politycy mają wpływ na sposób edukowania, na to, jaki ma być system.

 

System edukacji nie powinien być zależny od zmieniającej się polityki państwa, tylko od dobra ucznia, rodzica, nauczyciela.

 

Za zło współczesnego świata uważam poprawność polityczną. Nie można wysokiemu powiedzieć, że jest wysoki, a niskiemu, że jest niski. Uczeń powinien mieć zwrotną informację o swoich postępach, w czym jest mocny, a w czym słaby, nad czym powinien pracować, jak powinien nad tym pracować.[…]

 

 

 

Cały tekst „Polonistka z 40-letnim stażem: latamy w kosmos, a uczymy XIX-wiecznym systemem”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.plejada.pl