
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dzisiaj proponujemy zamieszczony wczoraj (17 kwietnia 2024 r) przez prof. Bogusława Śliwerskiego na jego blogu tekst, w którym zaprezentował swoją diagnozę sytuacji w polskim systemie oświaty, konkludując w końcowym akapicie: „Tak umiera polska szkoła, a wraz z toksyczną polityką oświatową eliminowany jest język nauk o edukacji. Rządzący szkolnictwem mają problem, usiłują bowiem w zastanej od wieków przestrzeni materialnej, fizycznej zobowiązywać nauczycieli do realizowania w niej procesu kształcenia, który nie będzie zgodny z dydaktyką współczesną, ale z oczekiwaniami osób nie mających na ten temat profesjonalnej wiedzy.” Oto ten tekst – bez skrótów. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubieniem czcionki – redakcja OE:
Nigdy więcej… ale od kiedy?
Nigdy więcej takich klatek dla miłości
W tej klatce uwięziono 6 lat życia dziewczynki
Uwięziono nogi, które mogły biegać
Uwięziono ręce, które mogły przytulać
Uwięziono usta, które mogły wypowiadać miłość
Obok tej klatki bardzo bardzo dużo dużych klatek
A w nich uwięzione serca
I mózgi dorosłych ludzi […].
Irena Conti di Mauro, (2002)
Od kilku dekad podejmuję w swoich badaniach i aktywności oświatowej problem alternatywnej edukacji. Wciąż aktualne jest podtrzymywanie przez kolejne rządy rozwiązań, które nie uwzględniają fundamentalnego rozpoznania przez uczonych błędów w procesie kształcenia i centralistycznego zarządzania nim. Edukacja przebiega w częściowo toksycznych dla dzieci, młodzieży i nauczycieli warunkach szkolnych. Rozwój filozofii krytycznej i geografii humanistycznej uwrażliwia nas na zjawiska, które związane są z miejscem i przestrzenią uczenia się młodych pokoleń.
Szkoła, klasy szkolne, ich miejsca i przestrzenie nie są jedynie kategoriami fizycznymi, ale są także doświadczaniem bio-psycho-socjokulturowym zachodzących w nich zdarzeń, klimatu, relacji międzyludzkich i intrapsychicznych, które rzutują na rozwój tożsamości każdej osoby. Z perspektywy czasu odczytujemy z pamięci ich rejestry, starając się je podtrzymać lub usunąć. Michel Foucault swoją rozprawę Narodziny kliniki otwiera zdaniem, które jest kluczowe dla moich badań nad kryzysem edukacji szkolnej, a brzmi ono tak: „W książce tej chodzi o przestrzeń, język i o śmierć. Chodzi o spojrzenie” (1999, s. 5).
Od kilkudziesięciu lat upominam się o zmianę przestrzeni edukacyjnej, która wraz z przełomem XX i XXI w. oraz rewolucją cyfrową domaga się radykalnej zmiany, by utrzymywany w systemie klasowo-lekcyjnym proces nauczania-uczenia się przestał służyć autorytarnemu formatowaniu młodego człowieka, podtrzymując język i nekrofilną politykę oświatową. Od narodzin szkoły modernistycznej kolejne pokolenia uczących się skazane są na wielogodzinne przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach, które są w budynkach o nieadekwatnej do zmieniającego się świata i ludzkości strukturze architektonicznej.
Jeśli architektura jest sztuką, to miliony budynków szkolnych na świecie nie mają z nią nic wspólnego, gdyż straciły artystyczny wymiar pracy architekta z bryłą i jej otoczeniem, by nadać im indywidualny charakter. Przeważyła tu użyteczność kiczu pod pozorem troski o upowszechnienie edukacji, bo przecież nie wykształcenia. Architektura szkolna straciła cechę sztuki, zamykając przestrzeń ludzkiego życia i działania w czysto geometrycznej formie. Została ona przejęta przez korporacyjną ideologię rzekomej odmienności, a w istocie odtwarza w nowej formie starą użyteczność przestrzeni w konstrukcjach budynków oświatowych.
Pozornie nowe konstrukcje szkół nadal mają służyć zamykaniu uczniów w klasach, a studentów w salach dydaktycznych. Szkoły nie stały się prawdziwym domem, w którym żyją ludzie, gdyż mają być nadal przestrzenią nekrofilną, a nie biofilną. Okrzyknięty rewolucjonistą w architekturze szwajcarski pionier modernizmu Le Corbusier projektował budynki bez kontekstu kulturowego i psychospołecznego, najważniejsza dla niego była bowiem maksymalna wydajność i funkcjonalność budynków z betonu. Te miały być proste, pozbawione własnej stylistyki, jak najtańsze w produkcji maszyny do nauczania.
Szkoła w swojej dotychczasowej strukturze architektonicznej wyklucza możliwość stosowania w niej najnowszej wiedzy z zakresu psychologii uczenia się i dydaktyki konstruktywistycznej, gdyż podtrzymuje mit o jej rzekomej reformie, która opiera się na nienaruszalności i niezmienności warunków przestrzennych oprócz wielu innych czynników patogennych w organizacji procesu kształcenia, jego finansowania i normowania pragmatyki nauczycielskiego zawodu.
Nauczyciel i uczniowie są więźniami przestrzeni, w której jedynie nauczyciel może zabezpieczyć sobie minimum swobody i niezależności, o ile jego zajęcia nie podlegają w danym momencie hospitacji szkolnego nadzoru.
Iluzja wolności, twórczości, innowacyjności ma się świetnie dzięki także zamkniętej przestrzeni szkolnej, której zmiany są możliwe bez interwencji centralnych władz oświatowych, ale wymagają rewolucji podmiotów, a więc zmian mentalnych, kulturowych i wolicjonalnych wśród dorosłych odpowiedzialnych za proces kształcenia młodych pokoleń. Konieczne wydaje się otwarcie na wszystkie odcienie barw ludzkiego doświadczenia, które łączy w sobie przestrzeń, język i potencjalną destrukcję.
Tak umiera polska szkoła, a wraz z toksyczną polityką oświatową eliminowany jest język nauk o edukacji. Rządzący szkolnictwem mają problem, usiłują bowiem w zastanej od wieków przestrzeni materialnej, fizycznej zobowiązywać nauczycieli do realizowania w niej procesu kształcenia, który nie będzie zgodny z dydaktyką współczesną, ale z oczekiwaniami osób nie mających na ten temat profesjonalnej wiedzy. W końcu ważny jest elektorat popierający władzę, bo zbliżają się kolejne wybory.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Przeglądając profile internetowe naszych „dostawców” wartościowych tekstów o edukacji, znaleźliśmy zamieszczony wczoraj post Tomasza Tokarza, który doprowadził nas do artykułu Magdaleny Konczał w „Gazecie Wrocławskiej”. Oto jego fragmenty i link do jego pełnej wersji:
Odrobiłam lekcje z prac domowych. Ograniczenie zadań to nowa jakość w edukacji
czy atak na polską szkołę?
Podobno nie wolno opowiadać memów, ale zróbmy wyjątek. Obrazek zatytułowany jest „Kiedy tata pomaga ci z pracą domową”. Pusta kartka zeszytu, a na niej ślady łez. Trochę śmiesznie (bo przecież każdy z nas tego doświadczył), a trochę strasznie (bo praca domowa, która z założenia ma utrwalić naszą wiedzę, staje się narzędziem zbrodni, zabijającym w nas chęć do zgłębiania tematu). A może w rzeczywistości wcale takim narzędziem zbrodni nie jest? […]
Siadaj, piątka
Ten artykuł miał być obowiązkowo odrobioną przeze mnie pracą domową. Miałam sprawdzić wszystkie możliwe wyniki badań dotyczące zadań domowych i przytoczyć je tu z niezwykłą szczegółowością. Miałam porozmawiać ze znawcami tematu, którzy powiedzą mi, dlaczego to źle albo dobrze, że prace domowe zostają ograniczane. Miałam zgłębić temat z perspektywy dwóch różnych grup nauczycieli – tych, którzy uważają, że mądre prace domowe są potrzebne, i tych, którzy twierdzą, że lepiej jest je całkowicie zlikwidować.
Liczyłam, że za tę pracę domową postawię sobie w głowie mentalną piątkę. Wydawało mi się, że to musi być tak jak w szkole. Siadam w domu do lekcji, spinam się, najpierw biologia, potem historia i jeszcze ta nieszczęsna matematyka. „O, już 22.30? No cóż, został przecież jeszcze angielski, trzeba rozwiązać te zadania”. Zmęczona? Tak, ale przynajmniej wszystko zaliczone. Kolejnego dnia posypią się piątki za pracę domową.
Ten artykuł miał być obowiązkowo odrobioną przeze mnie pracą domową. Ale nie będzie.
Zadawać czy nie zadawać? Oto jest pytanie
Resort edukacji odpowiedział na nie: „nie zadawać” i już od 1 kwietnia zadań domowych nie ma w klasach 1-3 szkoły podstawowej, a w klasach 4-8 są nieobowiązkowe i nie na ocenę.
Być może to dobrze – bo jak wynika z opracowania Fundacji Evidence Institute i Związku Nauczycielstwa Polskiego („Zadawać czy nie? Prace domowe w świetle badań” Policy Note 3/2017) w szkole podstawowej prace domowe nie przynoszą spodziewanych korzyści w postaci poprawy wyników w nauce. Inaczej sytuacja wygląda w szkołach średnich i funkcjonujących jeszcze wówczas gimnazjach (choć nie wolno zapominać, że część ówczesnych gimnazjalistów to dziś uczniowie klas 7. i 8.) – tam można już zauważyć poprawę wyników, ale jak podkreślają autorzy opracowania, „ważniejsza jest jakość zadań domowych, niż ich ilość”, a „prace domowe mają sens tylko wówczas, gdy każda z nich zostanie dokładnie sprawdzona”.
Być może źle – bo badania PISA 2022 pokazują, że istnieje pozytywna korelacja między czasem poświęcanym na prace domowe a wynikami w nauce. We wszystkich krajach OECD zaobserwowano ciekawą zależność. Im więcej czasu poświęconego na odrabianie zadań (mowa tu akurat o matematyce), tym wyższe wyniki. Do pewnego momentu. W systemach edukacji, gdzie uczniowie poświęcają powyżej trzech godzin dziennie na zadania domowe, wyniki zaczynają maleć. W Polsce dzieci i młodzież (jak czytamy w opracowaniu IBE) poświęcają ok. 1,7 godzin dziennie na odrabianie zadań. Więc… może wprowadzanie ograniczeń w pracach domowych wcale nie jest tak dobrym pomysłem, jak mogłoby się wydawać?
Polskie społeczeństwo podzielone jest w kwestii ograniczeń w pracach domowych na dwa skrajne obozy. Jedni krzyczą: „To koniec prawdziwej szkoły, wychowamy nieuków, nie nauczymy ich obowiązkowości, zabieramy nauczycielom autonomię”, inni z kolei „wreszcie uwolnienie dzieci i młodzieży, zapewnienie im czasu na odpoczynek i rozwój zainteresowań”. Rozbijmy więc swój własny obóz pośrodku tych dwu i posłuchajmy, co mają do powiedzenia sami zainteresowani. Rozsiądźmy się wygodnie, bo trochę tu posiedzimy. […]
W dalszej części artykułu autorka podjęła takie problemy:
> Wyzwolenie czy ograniczenie? Autonomia nauczyciela a zakaz prac domowych
> Jakie są, a jakie powinny być prace domowe?
> Praca domowa to nadgodziny dla ucznia?
> Prace domowe w dobie sztucznej inteligencji
> Zmiany w pracach domowych pogłębią nierówności społeczne?
> Zaczerpnąć coś dobrego z edukacji alternatywnej
A to ostatni fragment tego tekstu:
Oto tekst, który znaleźliśmy wczoraj (5 kwietnia 202r.) na fejsbukowym profilu Mikołaja Marceli:
Cieszę się, że cały czas mogę rozmawiać z różnymi dziennikarzami i dziennikarkami o tym, że JEDNAK SIĘ DA tworzyć szkoły i alternatywne formy edukacji w Polsce, które są przyjazne młodym ludziom i naprawdę wspierają ich rozwój.
W tych szkołach wcale nie jest „łatwo i przyjemnie”, jak niektórzy chcą to przestawiać. Młodzi ludzie mierzą się w nich z wyzwaniami i trudnymi emocjami – jak wszędzie. Różnica polega na tym, że nie funkcjonują w ciągłym stresie i obawie, zamiast tego mogą liczyć na wsparcie i zrozumienie opiekunów.
Dobrze, że historie o tego typu miejscach idą w świat, to dobrze wróży na przyszłość, bo im więcej osób doświadczy innej edukacji lub usłyszy o niej w radiu bądź telewizji, tym większa szansa na kolejne, szybsze i głębsze, zmiany w szkołach w najbliższym czasie A czy nie o to właśnie powinno nam chodzić?
Źródło: www.facebook.com/mikolajmarcela.oficjalna.strona/
x x x
A to wprowadzenie do nagrania rozmowy z Mikołajem Marcelą, zamieszczone na stronie Radia Gdańsk:
Czy szkoła bez ocen może działać? O tym w rozmowie z dr. Mikołajem Marcelą
„Za moich czasów były zadania domowe/fartuszki/jedynki w pierwszej klasie i jakoś to przeżyłem/przeżyłam” – to argument często pojawiający się w rozmowach o kształcie systemu nauczania. Czy szkoła, która ,,jakoś” działa, powinna nam wystarczać? I czy szkoła bez ocen mogłaby funkcjonować? Tak – i funkcjonuje!
W Polsce działa wiele szkół alternatywnych do tradycyjnych miejsc nauczania. Są to szkoły w chmurze, demokratyczne, daltońskie. Opowieści o tych miejscach oraz ludziach, którzy je tworzą, zebrał w swoim reportażu ,,Zróbmy sobie szkołę. Opowieści o ludziach, którzy rozkręcają edukację po swojemu” Mikołaj Marcela. Autor jest polonistą, wykładowcą, doktorem nauk humanistycznych oraz absolwentem szkoły, która wykraczała poza tradycyjny model nauczania.
O szkołach, w których dzieci ,,umieją i są szczęśliwe”, z Mikołajem Marcelą rozmawiała Tatiana Slowi.
Posłuchaj – TUTAJ
Oto fragmenty informacji o kolejnych zmianach w pracy szkół realizujących edukację włączającą, jaką zamieszczono dzisiaj na „Portalu Samorządowym – Portalu dla Edukacji”:
Nie będzie robienia psychologów z nauczycieli. Szykują się zmiany w edukacji włączającej
Ministerstwo Edukacji Narodowej opracowuje rozwiązania systemowe, które zapewnią lepsze wsparcie psychologiczno-pedagogiczne dzieci. Zmiany są odpowiedzą na wyniki projektu badawczego, który realizowany był przez dwa lata na Uniwersytecie Śląskim.[…]
Placówki szkolne otrzymają niezbędne wsparcie, aby ocenić problemy dziecka.
– Jesteśmy już na ukończeniu dużej koncepcji, jeżeli chodzi o edukację włączającą pomoc psychologiczno-pedagogiczną, którą już na początku maja będziemy przedstawiać – powiedziała podsekretarz stanu w MEN Izabela Ziętka.
– Czekaliśmy między innymi na wyniki pilotażu. Mamy już również rekomendację z konferencji dot. zdrowia psychicznego współorganizowanej z Instytutem Badań Edukacyjnych, mamy współpracę ze związkami zawodowymi m.in., jeśli chodzi o przygotowanie standardów pracy dla psychologów w przedszkolach i szkołach – powiedziała podsekretarz stanu w MEN Paulina Piechna-Więckiewicz.
Program ma na celu umożliwienie natychmiastowej reakcji szkołom i przedszkolom na potrzeby dzieci. Placówki otrzymają niezbędne narzędzia, aby mogły jak najszybciej ocenić problemy dziecka jeszcze przed rozwinięciem się ich lub przekształceniem się w zaburzenie.
Ministerstwo zaplanowało również zmianę w kwalifikacji wsparcia dzieci i młodzieży. W tej chwili wsparcie przydzielane jest na podstawie rodzaju niepełnosprawności, co – jak podkreślają specjaliści – jest nieefektywne i niesprawiedliwe.
– Opracowaliśmy model trzech poziomów wsparcia, w zależności od tego jak bardzo jest potrzebne i kogo dotyczy. Przyznawane będzie dzieciom, uczniom, ale też ich rodzinom – wyjaśnił koordynator projektu prof. dr hab. Zenon Gajdzica, dziekan Wydziału Nauk Społecznych UŚ. […]
Przeniesienie części pracy psychologów na nauczycieli ma odciążyć pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych. Program ma także na celu zachęcenie psychologów do pracy w szkołach.
– Nie chcemy z nauczycieli zrobić psychologów, ani nie chcemy z pedagogów zrobić diagnostów. Chcemy, żeby reagowali oni na potrzeby i wiedzieli, kiedy mają reagować – wyjaśniła Izabela Ziętka. […]
Cały tekst „Nie będzie robienia psychologów z nauczycieli. Szykują się zmiany w edukacji włączającej” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Na fanpage „NIE dla chaosu w szkole” zamieszczono wczoraj tekst, z którego można dowiedzieć się o przemyśleniach Katarzyny Fiolek – byłej nauczycielki jednej ze szkół podstawowych w Sochaczewie, która mając 20/-o letni staż zrezygnowała z pracy w szkole.
Po początkowym zachwycie używaniem technologii w procesie nauczania, okazało się, że nie tylko nie pomaga, ale także przeszkadza. – mówi Katarzyna Fiołek, była nauczycielka z 20-letnim stażem. – Chodzi o funkcje poznawcze dzieci. Jest sporo badań o korelacji używania technologii i szybkości uczenia się. Nie bez powodu niektóre kraje skandynawskie i Francja zakazują używania telefonów komórkowych w szkołach. Ja też uważam, że sama obecność telefonu w plecaku dziecka działa dekoncentrująco.
Przez długi czas uważałam, że tablice interaktywne, programy, nowinki technologiczne, filmy, filmiki, są świetnymi pomocami i bardzo chętnie ich używałam. Ale w pewnym momencie zorientowałam się, że stosowanie tej całej high-tech w edukacji wcale nie poprawia wyników egzaminu szóstoklasisty, czy ósmoklasisty. A wręcz nawet – osłabia.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to pogorszenie się umiejętności pisania. A uruchomienie połączenia oko-ręka-mózg jest bardzo ważne do wykształcenia się szlaku neuronowego w głowie. Jak się tego nie zrobi w odpowiednim czasie, kiedy dziecko jest małe, to jest to bardzo trudno potem nadrobić. To przeszkadza potem np. w napisaniu na czas testu ósmoklasisty, którego nie pisze się na komputerze, tylko odręcznie. I dobrze by było, gdyby nauczycielowi udało się go przeczytać.
Okazało się też, z biegiem czasu, że największym wyzwanie współczesnej szkoły jest przykucie uwagi ucznia. Nauczyciel ma być atrakcyjniejszy niż scrollowanie filmików. Uczniów należy nieustannie zabawiać. Zabawianie grupy dzieci najmłodszych jest wyjątkowo trudne, bo ich koncentracja jest kilkuminutowa. I, oczywiście, wiadomo, że w czasie lekcji angielskiego nie może być 45-minutowego wykładu. Ma być śpiewanie, wierszyki, zabawa w sklep.
I o ile 20 lat temu można było bawić się w sklep i każdy z uczniów był w stanie w ciągu lekcji „kupić”, „sprzedać” i zapamiętać dwie czy trzy frazy – to pod koniec mojego uczenia w szkole – po jednej rundce zabawy w sklep dzieci były rozdygotane, podekscytowane, rozkojarzone do tego stopnia, że nie dało się ich zmusić do tego, żeby usiadły z powrotem na krzesełkach.
Dziś, jak w każdą sobotę, proponujemy lekturę tekstu, który, choć obszerny, to wart jest zapoznania się z nim i poczynienia własnych, zainspirowanych nim, refleksji. Dla rozbudzenia „apetytu” poznawczego zamieszczamy jego obszerne fragmenty, ale zachęcamy do zapoznania się z jego pełną wersją na stronie CEO:
[…]
To naprawdę wyjątkowy czas dla polskiej edukacji. Po ośmiu latach widać polityczną wolę zmian, a także oczekiwanie na nowe otwarcie po stronie wielu szkół i nauczycieli. Wśród znużonych i znudzonych uczennic i uczniów widać też potrzebę ciekawszej edukacji. Widać ją także wśród ich rodziców, często zdezorientowanych i rozdartych między oczekiwaniem, by dzieci były solidnie wykształcone i dobrze zdawały egzaminy, a troską o ich stan psychiczny i poziom stresu. […]
Dlaczego podstawa programowa jest tak ważna?
Nie ma dziś systemu edukacji, który działa dobrze bez podstawy programowej. Powodów jest kilka. […]
Przed stworzeniem podstawy programowej
Podstawa programowa mówi – mniej lub bardziej szczegółowo – czego i po co dzieci i młodzież powinny nauczyć się na różnych etapach edukacji. Czasem podpowiada nauczycielom, jak przekazywać wiedzę. […]
Podstawa programowa to globalny problem
Ekspertki i specjaliści edukacyjni z wielu krajów zastanawiają się, jaka powinna być nowoczesna podstawa programowa. W ostatnich latach w kilkunastu krajach stworzono nowe curricula lub istotnie zmodyfikowanoistniejące. Zmiany wprowadziły: Niemcy, Francja, Finlandia, Estonia, Słowenia, Portugalia, Walia czy Szkocja. Z drugiej strony Atlantyku jest podobnie. Niemal każdy stan unowocześnia swoje standardy, a w ponad 40 z nich przyjęto krajowe core curriculum. Nowe podstawy wprowadzono też w kilku prowincjach Kanady (znakomite są te w Kolumbii Brytyjskiej i Ontario). Nowe curriculum ma Australia i Nowa Zelandia. Podobnie jest w Japonii, Chinach, Hongkongu czy Singapurze.
Właściwie wszystkie systemy edukacyjne mierzą się z tymi samymi dylematami: […]
Jaki model nowej podstawy przyjąć?
Dyskutując o nowej podstawie programowej, nie powinniśmy pomijać tego, jak wyglądały dotychczasowe.[…] Trudno powiedzieć, czy jest dzisiaj czas (i pieniądze) na porządne badanie, ale na pewno potrzebne są:
-prekonsultacje (znacznie dłuższe niż przy zawężaniu podstawy – sześć dni na nadsyłanie uwag i trzy dni na spotkania online z autorami skrótów!),
-dobrze zorganizowane konsultacje (na żywo, online i w formie uwag),
-warto też wykorzystać informacje, które już mamy – w zasobach Instytutu Badań Edukacyjnych oraz innych miejscach.
O powszechną zgodę będzie trudno, ale… trudno
Widać wyraźnie, że w przypadku prac nad podstawą będzie trudno o pełną zgodę nawet w gronie nauczycielskim. Sytuacja może być trudniejsza niż na przykład przy zmianach w prawie dotyczących prac domowych.
Dowodów na to, że oczekiwania i potrzeby są różne, dostarczyły choćby liczne opinie przesyłane w ramach prekonsultacji zawężonych podstaw. Do Ministerstwa Edukacji Narodowej wpłynęło ponad 50 tys. uwag, z tego aż 31 000 do historii, a do polskiego – 11 000. Jak się można domyślać, największy był odzew ze strony nauczycieli poszczególnych przedmiotów oraz ich stowarzyszeń. Większość osób postulowała… przywrócenie właśnie usuniętych zapisów.[…]
Sześć błędów obecnej podstawy programowej. Jak im zapobiec w nowej?
Wczoraj na „Portalu Samorządowym – Portalu dla Edukacji” zamieszczono informację, która zapewne zainteresuje nie tylko nauczycielki i nauczycieli. Oto jej obszerne fragmenty:
Szkolenia strzeleckie w nowej podstawie programowej. Nauczyciele mają wątpliwości
Foto: powiat uski.pl
Posłanka KO Katarzyna Osos zainterpelowała do minister edukacji Barbary Nowackiej w sprawie szkolenia strzeleckiego organizowanego w ramach nowej podstawy programowej przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa. Skłoniły ją do tego obawy przedstawiane przez nauczycieli.[…]
Katarzyna Osos zauważyła w interpelacji, że do jej biura poselskiego zgłosili się lokalni nauczyciele, podnosząc kwestię szkolenia strzeleckiego organizowanego w ramach aktualnej podstawy programowej przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa, zmienionej rozporządzeniem Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka z dnia 1 sierpnia 2022 r.
W podstawie jest mowa, że od września 2024 r. uczniowie wybranych klas szkół podstawowych oraz ponadpodstawowych będą musieli odbyć szkolenie strzeleckie. […]
„Jak wskazują nauczyciele, o ile w obliczu wojny za naszą wschodnią granicą umiejętność strzelania i obsługi broni jest istotna, o tyle zastanawiają się, czy jest ona niezbędna wśród wszystkich uczniów z wyznaczonych roczników, bowiem niektórzy są jeszcze niedojrzali emocjonalnie, by brać udział w takich zajęciach” – napisała Katarzyna Osos. „Nurtuje ich pytanie, kto miałby prowadzić takie szkolenie – wojskowi, fachowcy pracujący na strzelnicach, ale nieprzeszkoleni pedagogicznie czy nauczyciele, którzy najpierw musieliby sami odbyć szkolenie teoretyczne i praktyczne. W każdym razie potrzebna byłaby na tym polu współpraca z jednostkami wojskowymi lub organizacjami proobronnymi”.
Dodała, że nauczyciele zastanawiają się także czy szkoły są odpowiednio wyposażone w niezbędny sprzęt, a jeśli nie, to w jaki sposób rozwiąże się braki w dostępie do broni czy strzelnic na terenie danej gminy.
„Nauczyciele, z którymi rozmawiałam, rozważają, czy nie byłoby zasadniej, gdyby szkolenie strzeleckie było traktowane wyłącznie jako zajęcia fakultatywne dla chętnych, po uzyskaniu zgody rodzica/opiekuna na uczestniczenie dziecka w zajęciach w szkołach posiadających warunki do ich bezpiecznego odbycia” – zauważyła posłanka, pytać(?) jakie działania podejmuje MEN w zakresie wsparcia szkół podstawowych i ponadpodstawowych w organizacji obowiązkowego szkolenia strzeleckiego.[…]
W odpowiedzi wiceminister edukacji narodowej Katarzyna Lubnauer wyjaśniła, że wzrastające zagrożenie bezpieczeństwa państwa wymagało pilnego uzupełniania celów kształcenia i treści nauczania przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa o kwestie związane z obronnością państwa, nabyciem umiejętności strzelectwa oraz przygotowaniem uczniów do radzenia sobie z zagrożeniami wywołanymi działaniami wojennymi oraz podstawami ratownictwa taktycznego. Wdrożone zmiany zostały przygotowane we współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej.
Podkreśliła, że chociaż nowe przepisy weszły w życie z 1 września 2022 r., to w przypadku wymagania dotyczącego wykonywania przez ucznia szkoły ponadpodstawowej strzelania z wykorzystaniem broni kulowej, pneumatycznej, replik broni strzeleckiej (ASG), strzelnic wirtualnych albo laserowych przewidziano trwający 2 lata szkolne okres przejściowy.
Wymóg ten będzie zatem obowiązkowy począwszy od roku szkolnego 2024/2025, z tym że w przypadku szkół ponadpodstawowych, które na terenie danego powiatu:
1) miały dostęp do broni kulowej, pneumatycznej, replik broni strzeleckiej (ASG), strzelnic wirtualnych albo laserowych – wymóg ten był realizowany od roku szkolnego 2022/2023;
2) nie miały dostępu do broni kulowej, pneumatycznej, replik broni strzeleckiej (ASG), strzelnic wirtualnych albo laserowych – wymóg ten mógł być realizowany w roku szkolnym 2022/2023 i 2023/2024 w miarę istniejących możliwości. […]
Jeśli chodzi o nowe treści nauczania w zakresie szkolenia strzeleckiego, w przypadku szkoły podstawowej wymagania obejmują przede wszystkim przygotowanie teoretyczne w zakresie bezpiecznego obchodzenia się z bronią. W szkołach ponadpodstawowych natomiast są podstawy strzelania z częścią praktyczną prowadzoną z wykorzystaniem bezpiecznych narządzi do ćwiczeń strzeleckich takich jak np. broń kulowa, pneumatyczna, repliki broni strzeleckiej (ASG), strzelnice wirtualne albo laserowe.[…]
Wyjaśniła, że podstawa programowa wskazuje na ewentualną współpracę szkół w realizacji edukacji dla bezpieczeństwa, w tym, w zakresie praktycznych zajęć strzeleckich, z podmiotami, które dysponują odpowiednimi strzelnicami np. kluby sportowe, jednostki policji, wojska (na zasadzie porozumień).
„Jednocześnie nauczyciele prowadzący zajęcia z przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa, którzy chcieli zaktualizować swoją wiedzę w związku z wprowadzonymi w 2022 r. zmianami, mieli i mają możliwość uczestnictwa w szkoleniach doskonalących organizowanych przez publiczne placówki doskonalenia nauczycieli” – zapewniła. […]
„Co więcej, to nauczyciel decyduje w jakim czasie w trakcie roku szkolnego zorganizuje uczniom lekcje z tego zakresu i może w tym celu zorganizować wsparcie eksperta spoza szkoły – ale to nie instruktorzy prowadzą z uczniami zajęcia z przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa lecz nauczyciel tego przedmiotu posiadający odpowiednie kwalifikacje” – podsumowała Katarzyna Lubnauer. […]
Cały tekst „Szkolenia strzeleckie w nowej podstawie programowej. Nauczyciele mają wątpliwości” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Nie trzeba było długo czekać na reakcję Prezesa Zarządu Centrum Edukacji 0bywatelskiej – Jędrka Witkowskiego na informację o wprowadzeniu do szkół ponadpodstawowych nowego przedmiotu „Edukacja Obywatelska” Oto tekst, jaki zamieścił on wczoraj (11 kwietnia 202r.) na swoim fejsbukowym profilu:
EDUKACJA OBYWATELSKA – EDUKACJA WYBORCZA – ZORGANIZUJ MŁODZIEŻOWE WYBORY W SZKOLE
Wczoraj Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło początek prac nad nowym przedmiotem, który będzie się nazywał „Edukacja obywatelska” i zastąpi Historię i teraźniejszość.
Ministra Barbara Nowacka i wiceministra Katarzyna Lubnauer zapowiadają, że to będzie przedmiot praktyczny, że będzie uczył demokracji u podstaw i zachęcał młodych ludzi do udziału w wyborach niezależnie od poglądów. Nowy przedmiot pojawi się w szkołach w 2025 roku.
Cieszą nas te zapowiedzi, szczególnie w obliczu spadku frekwencji wśród młodych dorosłych ludzi w ostatnich wyborach samorządowych.
W Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) od 30 lat zajmujemy się praktyczną edukacją obywatelską, budowaniem podmiotowości młodych ludzi i zachęcaniem ich do zaangażowania społecznego.
Mamy też dobrą wiadomość – z praktyczną edukacją obywatelską nie trzeba czekać do września 2025 roku. Już teraz można się zgłosić do ogólnopolskiego projektu Młodzi głosują, który prowadzi CEO.
To szczególny projekt CEO, prowadzimy go przy okazji wyborów powszechnych i referendów już od 1995 roku. W szkolnych wyborach, w których uczniowie głosują na te same partie i komitety, kilka dni przed wyborami powszechnymi, wzięło już udział kilka milionów uczniów.
Najbliższe wybory szkolne odbędą się na przełomie maja i czerwca – na kilka dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Projekt jest oczywiście neutralny politycznie. Pomagamy w nimi zrozumieć, jaki organ wybieramy, za co on odpowiada, z jakimi programami idą do wyborów partie oraz jak zagłosować świadomie. Pomoże im w tym też Latarnik Wyborczy.
Już teraz do udziału zgłosiło się ponad 390 szkół. Zapraszamy kolejne placówki. Link do informacji i zapisów
– TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/jedrek.witkowski.3/
Drugie kwietniowe spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było kwestii pedagogii kobiecości. Do udziału w rozmowie na ten temat prof. Roman Leppert zaprosił dr Colette Szczepaniak – autorkę książki „Pedagogie kobiecości w polskim dyskursie prasy kobiecej”, opublikowanej przez Wydawnictwo Naukowe DSW
Dr Szczepaniak to specjalistka do spraw przedsięwzięć edukacyjnych w Zachodniopomorskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli, zawodowo związana również z Instytutem Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego. Jest sekretarzem czasopisma „Parezja”, będącego organem Forum Młodych Pedagogów przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN”.
Tradycyjnie zapraszamy zainteresowanych tym tematem, którzy wczoraj nie towarzyszyli tej rozmowie „na żywo”, aby uczynili to w dogodnej dla siebie porze:
Mężczyzna z kobietą o pedagogiach kobiecości – TUTAJ
Po długiej nieobecności tekstów dr Marzeny Żylińskiej na OE proponujemy dzisiaj lekturę posta, który zamieściła ona na swoim fejbukowym profilu 8 kwietnia 2024 roku:
Talenty dzieci to nasze największe dobro narodowe. Dlaczego więc tak wiele z nich skazujemy na zmarnowanie?
Każde dziecko ma jakiś talent, w czymś jest dobre, czymś się wyróżnia. Talenty przejawiają się w zainteresowaniach. Dlatego to takie ważne, żebyśmy – jako rodzice i nauczyciele – te zainteresowania dostrzegali i tworzyli przestrzeń do ich rozwijania.
Warto też zadać sobie pytanie, co się dzieje, gdy mówimy dziecku, że najważniejsze są w szkole oceny, średnia ocen. Wtedy dzieci porzucają to, co je interesuje, a więc to, co jest przejawem ich uzdolnień i przenoszą swoją uwagę na to, co przyniesie im „szkolny” sukces, a więc na oceny.
Adama historia w ogóle nie interesuje, pociąga go chemia. Ale właśnie przestał chodzić na dodatkowe zajęcia w MDK z chemii, bo na wszystko nie starcza mu czasu. Z chemii i tak będzie miał 6, więc siedzi nad historią, z której wychodzi mu 3, bo rodzice oczekują, że będzie miał świadectwo z paskiem. Co wieczór skarży się, że ta historia jest tak strasznie nudna, a w MDK robią teraz eksperymenty, na które długo czekał, ale tata powiedział mu, że w życiu trzeba umieć wybierać. Czy tata Adama dobrze robi, zmuszając syna do zajmowania się tym, czego z życiu na pewno nie będzie robił?
Dzieci, których uwagę my dorośli kierujemy na oceny, z czasem przestają słyszeć, co im sercu gra, co je interesuje, tracą z tym kontakt i zaczynają gonić za marchewkami, stają się ludźmi ewnątrz sterownymi.
Neurobiolog Gerald Hüther w książce „Wszystkie dzieci są zdolne” mówi o tym, dlaczego my dorośli powinniśmy z uwagą śledzić, w którą stronę zainteresowania ciągną dziecko, bo tylko wtedy możemy mu pomóc, rozwinąć jego potencjał. Wyjaśnia też, jak uczy się mózg w trybie „robię, bo muszę, bo będzie klasówka”, a jak pracuje wtedy, gdy coś dziecko naprawdę interesuje.
Książki adresowane do rodziców i nauczycieli znajdziecie w księgarni Edukatorium.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/











