Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Wczoraj (9 czerwca 2024 r.) po południu na blogu „Wokół Szkoły” jego autor – Jarosław Pytlak zamieścił obszerny tekst, w którym przedstawił swoje przemyślenia na temat aktywności polityków w obszarze edukacji. Poniżej zamieszczamy jedynie wybrane (subiektywnie) fragmenty tego posta i link do pełnej jego wersji. Wyróżnienie niektórych zdań pogrubioną czcionką lub podkreśleniem – redakcja OE:

 

 

Co politycy oferują nauczycielom, a co powinni

 

W ramach kampanii przed wyborami samorządowymi w marcu br. wiceministra Katarzyna Lubnauer spotkała się w Kielcach z przedstawicielami środowiska oświatowego. W swoim wystąpieniu nawiązała wówczas, między innymi, do sterowanej ze sfer rządowych kampanii nienawiści, jaką rozpętano w 2019 roku wobec strajkujących nauczycieli. Wskazała jej odczuwany do dzisiaj skutek: „Często nauczyciele spotykają się z sytuacją, że rodzice traktują ich gorzej niż kiedyś, ze względu na to co pojawiało się w przestrzeni publicznej”. Zapewniła, że „nie będzie już nigdy więcej – ze strony władzy – hejtu w stosunku do nauczycieli”.

 

Deklaracja prominentnej polityczki, że Najjaśniejsza Rzeczpospolita nie będzie szczuła społeczeństwa przeciwko ludziom w jej imieniu kształcącym młode pokolenie, zrazu wydaje się groteskowa. W istocie jednak można ją potraktować pozytywnie, jako wyraz sprawiedliwości dziejowej, zamykający symbolicznie haniebny rozdział z przeszłości. A właściwie, można by ją tak potraktować, gdyby ten rozdział został rzeczywiście zamknięty. Niestety, pogarda dla nauczycieli nadal kwitnie w szerokich kręgach społeczeństwa, mniej lub bardziej świadomie podsycana przez władze.

 

Kiedy obserwuję, a czasem wręcz odczuwam na własnej skórze symptomy upadku autorytetu pedagogicznego, przychodzą mi do głowy takie oto pytania. Jak to się zaczęło? Co napędza to zjawisko? Jakie są jego skutki? Czy możemy coś naprawić? Poszukując odpowiedzi znalazłem ciekawy trop w artykule Mariusza Janickiego „Zbiorowa hipnoza” („Polityka” nr 23/2024). Autor opisał mechanizm stosowany od lat aż po chwilę obecną przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, w celu narzucenia możliwie dużej grupie ludzi własnej narracji. Z widocznym sukcesem w postaci niemalejącego poziomu sondażowego poparcia.[…]

 

Dokładnie pięć dni po zakończeniu ostatniego okresu zdalnej nauki wybuchła wojna w Ukrainie. W krótkim czasie polski system oświaty wchłonął ponad sto tysięcy młodych imigrantów, zazwyczaj nieznających języka, czasem obciążonych traumą wojenną. I choć sytuacja była szczególna i pomoc uchodźcom dla większości Polaków oczywista, to krytykując polską szkołę warto pamiętać, że odbyło się to kosztem dodatkowego ogromnego obciążenia całej rzeszy nauczycieli, zazwyczaj bez dodatkowego wynagrodzenia.

 

Przy ugruntowanej niechęci opinii społecznej nietrudno było ministrowi Czarnkowi przez długi czas głosić, że kilkuprocentowe podwyżki wynagrodzeń nauczycieli, o wiele niższe niż inflacja, to świadectwo bezprzykładnej hojności władz, skutkującej ogólnym wzrostem dobrostanu całej grupy zawodowej. Aby „rozpoznać elementy tej agit-akcji” wystarczyło spojrzeć do MEN-owskiej tabeli wynagrodzeń nauczycieli, gdzie stawka nauczyciela początkującego przegrywała bój z ustawową płacą minimalną. Niestety, dociekliwość opinii publicznej nie sięgała tak daleko. […]

 

Pół roku po powołaniu nowych władz MEN wśród nauczycieli dominuje poczucie zawodu. Niekoniecznie wynika ono z niespełnienia konkretnych oczekiwań, bo jest oczywiste, że wielu zmian nie da się wprowadzić w krótkim czasie. Źródłem frustracji jest całokształt działań i zaniechań władz, układający się w obraz braku zaufania.

   

Konsekwentnie budowana jest narracja o konieczności obrony uczniów przed niekompetentnymi i pełnymi złej woli nauczycielami. Pisałem już krytycznie w artykule „Kto kreuje politykę edukacyjną?!” o działaniach władz w sprawach zgłaszanych przez małoletnich uczestników wieców wyborczych, więc nie będę tutaj przytaczał szczegółów. Jakoś nie widać podobnej otwartości na postulaty środowiska nauczycielskiego, jak choćby głośną ostatnio kwestię warunków pracy osób prowadzących wycieczki szkolne. Mało kto zdaje sobie sprawę, że nie chodzi wyłącznie o pieniądze, ale także kwestię odpowiedzialności i higieny pracy. Kierowca autobusu wiozącego wycieczkowiczów ma bardzo dokładnie określone limity czasu spędzanego za kierownicą oraz przerw w podróży – nauczyciele opiekują się dziećmi w trybie ciągłym, bo nawet w nocy zdarzają się sytuacje wymagające interwencji. Prędzej jednak spotkają się z aluzją o darmowej wycieczce za pieniądze rodziców, niż ze zrozumieniem, że to poważny problem prawny. Wiceministra Lubnauer ostatnio skwitowała pytanie dziennikarzy w tej sprawie stwierdzeniem, że można przecież rozważyć ją w zespole ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli – co oznacza w istocie odłożenie jej na co najmniej dwa wycieczkowe sezony, albo wręcz na święty nigdy.

 

Jest rzeczą symptomatyczną, że nikt z przedstawicieli władz nie postawił najmniejszego znaku zapytania wobec zawartości niezwykle popularnej wśród uczniów książki „Prawo Marcina”, choć obok twierdzeń słusznych zawiera ona tezy bardzo dyskusyjne, szerzy też wśród odbiorów narrację bardzo nieprzychylną nauczycielom. Aktywne w mediach polityczki z kierownictwa MEN nie zabierają głosu w sprawach, w których obiektem nagonki są działania nauczycieli, często opisywane w sposób niezgodny z prawdą. Tak było na jednym z popularnych portali, gdzie w sensacyjnym tonie opisano, jak to nauczycielka prowadziła występny proceder sprzedając dzieciom w świetlicy słodycze.

 

[…]

 

x          x          x

 

Pośród praktyków mało kto jest w stanie uwierzyć w powtarzane przez ministrę Nowacką zaklęcie, że w 2026 roku ruszy nowa reforma oświatowa. Jeśli ruszy, to będzie bardzo źle przygotowana i pozbawiona autentycznego poparcia społecznego. Ci sami praktycy nie mogą pojąć, dlaczego pół roku to było za mało, by zwolnić wielokrotnie skompromitowanego szefa Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Jego trwanie na stanowisku jest kolejnym wyrazem nieliczenia się z nauczycielami.

 

Lekceważenie przez władze środowiska edukacyjnego dało się zaobserwować przy okazji Wielkiej Debaty o Edukacji, jaka odbyła się na początku czerwca w wypełnionym Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, z udziałem wielu osób zaangażowanych w tej dziedzinie zawodowo i społecznie. Zapowiedziana wcześniej wiceministra Joanna Mucha ostatecznie nie pojawiła się, wymawiając chorobą. Sądząc z jej wpisów w mediach społecznościowych, albo zdecydowała się zrobić unik, albo po prostu nie doceniła rangi wydarzenia. Tymczasem wskazało ono dowodnie, że mnóstwo ludzi jeszcze przed październikiem 2023 roku bardzo zaangażowanych społecznie w tworzenie wizji zmian w edukacji, ma poczucie zawodu.

 

W istocie do krakowskiego zgromadzenia nawet nie musiałoby dojść, gdyby władze skorzystały z całego szeregu opracowań, jakie przed październikiem 2023 roku powstały w kręgach zbliżonych do opozycji. Raport Narad Obywatelskich o Edukacji czy „Mapa Drogowa dla Edukacji” opracowana pod egidą koalicji „SOS dla Edukacji” są wciąż dostępne. Jeśli nawet władze czerpią z nich inspirację, czynią to bezobjawowo. […]

 

Póki co, czekamy na publikację okrojonych podstaw programowych, której opóźnienie samo w sobie jest świadectwem przekonania władz, że nauczyciele nie muszą możliwie wcześnie wiedzieć, co ich czeka. Ten sam tok myślenia zastosowano już wcześniej, publikując rozporządzenie likwidujące przedmiot Historia i teraźniejszość po upływie terminu, w którym musiały powstać arkusze organizacyjne szkół. Dwa wyrazy lekceważenia w jednym: zmiana z opóźnieniem uderzająca w wymiar czasu pracy niektórych nauczycieli oraz zapewnienie dodatkowego zajęcia dyrektorom szkół. Co do podstawy programowej, można podejrzewać, że opóźnienie publikacji było świadome, aby przed wyborami europejskimi nie drażnić pedagogicznego elektoratu. Co jest możliwe, bo dyskusja nad zmianami przebiegła bardzo burzliwie, a ostateczny efekt zapewne nikogo nie zadowoli. Narracja w tej kwestii mogła jednak być prowadzona przez MEN w sposób daleko bardziej przemyślany.

 

Podczas wspomnianej debaty w Krakowie widoczne było ogromne rozczarowanie rozbieżnością oczekiwań środowiska i realnych działań władz w sferze edukacji. Niestety, bez przekonującej wizji, szeroko dyskutowanej, pozostaniemy z bardzo dolegliwymi dzisiaj konfliktami w społecznościach szkolnych, bez motywującej nadziei na przyszłość. Jeśli władza czeka, aż miejsce nauczycieli zajmie sztuczna inteligencja, co w świetle kolejnych osiągnięć nauki wydaje się coraz bardziej prawdopodobne, to może lepiej, by zostało to głośno powiedziane. Niestety, zwykła  ludzka inteligencja nie pozwala uwierzyć, że do 1 września 2026 roku powstanie na wyżynach władzy nowa koncepcja edukacji, którą wszyscy przyjmą z uznaniem i entuzjazmem. To tylko magiczne myślenie polityków, godzące w przyszłość młodego pokolenia.

 

x          x          x

 

Powtórzę w tym miejscu pogląd, którym przez czas jakiś będę kończył swoje artykuły. Otóż gdyby prawdziwe było popularne ostatnio stwierdzenie, że młodzi ludzie są równie mądrzy jak dorośli, oznaczałoby to, że w miarę dorastania nie stają się mądrzejsi. Czy nie bezpieczniej jest przyjąć, że wiek i doświadczenie życiowe uzupełniają jednak zasoby intelektu człowieka, a nie wmawiać młodym ludziom, w różnych niecnych intencjach, że sami najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre? W istocie tę wiedzę zdobywać powinni na długiej, mozolnej drodze do dojrzałości, przy wsparciu mądrych dorosłych.

 

 

Cały tekst „Co politycy oferują nauczycielom, a co powinni”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 



Dzisiaj proponujemy obszerne fragmenty i link do pełnej wersji tekstu Małgorzaty Ostrowskiej z bloga CEO, który dotąd uchodził naszej uwadze, ale który jest bardzo ważnym głosem w debacie o celowości lub szkodliwości stosowania systemy cyfrowych ocen szkolnych, jako głównej formy informowania uczniów o efektach procesu uczenia się:

 

 

Do tej pory polskie prawo oświatowe nie mówiło wprost o zadaniach domowych dla uczniów i uczennic oraz o sposobie ich oceniania. W najbliższym czasie ma się to zmienić.  Projekt rozporządzenia o ocenianiu, klasyfikowaniu i promowaniu uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych wprowadza zapisy dotyczące dobrowolnej pracy domowej dla młodzieży z klas 4-8. W ramach oceniania bieżącego nauczyciele mają udzielać informacji zwrotnej do wykonanej przez młodzież pracy domowej.

 

Przepisy prawne już odnoszą się do informacji zwrotnej

 

W Rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 10 czerwca 2015 r. w sprawie szczegółowych warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych §14 (Dz. U. 2015 poz. 843) czytamy, że jednym z celów oceniania jest przekazywanie uczniowi informacji o jego osiągnięciach edukacyjnych pomagających w uczeniu się, poprzez wskazanie, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć. To sedno informacji zwrotnej – kluczowej strategii oceniania kształtującego, które Centrum Edukacji Obywatelskiej z sukcesem wprowadza do polskich szkół od ponad 20 lat.

 

Informacja zwrotna nabiera coraz większego znaczenia we wspieraniu uczenia się, a jej udzielanie staje się jedną z kluczowych kompetencji zawodowych nauczycieli.

 

Czym jest informacja zwrotna (feedback) i co zawiera?

 

Informacja zwrotna wykorzystywana w szkole to komunikacja z uczniami i uczennicami na temat efektów ich uczenia się. Odnosi się do wykonanego zadania, pracy, aktywności lub zachowania. Najpierw nauczyciele przedstawiają kryteria sukcesu, które wskazują uczącym się, po czym poznają, że dobrze wykonali zadanie. Kryteria sukcesu formułują w sposób zrozumiały dla dzieci i młodzieży i wyjaśniają je. Po wykonaniu zadania przekazują uczniowi lub uczennicy informację:

-co w zadaniu wykonano poprawnie (oznacza się to znakiem +);

-jakie błędy lub braki są w nim widoczne (-);

-w jaki sposób je poprawić (Δ);

-co zrobić, aby rozwinąć umiejętności potrzebne do wykonania zadania ( ).

 

Każdy potrzebuje informacji zwrotnej, która daje siłę – nie jakiejkolwiek

 

Niezależnie od tego, z jakim zadaniem czy aktywnością łączy się informacja zwrotna, uczennice i uczniowie skorzystają tylko z takiej, którą są w stanie przyjąć: życzliwej, zrozumiałej, konkretnej, niezbyt długiej. Dlatego warto sprawdzać z nimi, jak działa nasza informacja zwrotna. Zapytać, co jest w niej dobre dla odbiorcy, co wykorzysta, a czego nie, czego potrzebuje więcej, a co jest zbędne. O takiej informacji zwrotnej i wykorzystaniu jej w praktyce pisałam w tekście „Jak formułować informację zwrotną, która buduje sprawczość i wiarę w siebie”.

 

Związek między zadaniem domowym, informacją zwrotną i uczeniem się

 

Ocenianie zadań domowych za pomocą stopnia nie prowadzi do lepszego uczenia się, ponieważ nie zawiera wskazówek do nauki. Ten warunek może spełnić konstruktywna informacja zwrotna powiązana z takim zadaniem domowym, które wykonane jest samodzielnie i charakteryzuje się pożądanym stopniem trudności dla danego ucznia i uczennicy (nie jest ani za trudne, ani zbyt łatwe). Wskazówki dotyczące tego, jak konstruować takie zadania, ich przykłady i szersze omówienie sensownych prac domowych można znaleźć w artykule „Przede wszystkim nie szkodzić, czyli rzecz o pracy domowej”. […]

 

Jak bez przygniatającego nakładu pracy zapewnić uczniom informację zwrotną?

 

Każda informacja zwrotna, której autorem/autorką jest człowiek (a nie sztuczna inteligencja) wymaga pewnego nakładu czasu i pracy. Można jednak znacznie usprawnić ten proces. Będą temu sprzyjały dobór i konstrukcja zadania, które powiążemy z informacją zwrotną. Łatwiej udzielić jej do zadania, które jest klarowne, ma wyraźną strukturę, posiada jednoznaczne kryteria sukcesu i wymaga praktycznego zastosowania wiedzy niż do zadania, które nie posiada tych cech.

 

Jeśli już mamy takie zadanie, możemy ułatwić sobie sformułowanie i przekazanie informacji zwrotnej dla osoby, która je wykonała poprzez:

-wybieranie lub losowanie prac uczniów, które zamierzamy opatrzyć informacją zwrotną (bez tworzenia jej od razu dla całej klasy),

-posługiwanie się konkretami, aby wskazać jak poszczególne aspekty pracy odpowiadają ustalonym kryteriom sukcesu i oczekiwaniom,

-używanie krótkich zdań o prostej konstrukcji,

-wykorzystanie umownych znaków (+, -, Δ, ) i komentarzy obok kryteriów dobrze wykonanej pracy,

-posługiwanie się prostą formą informacji zwrotnej, np. „Dwie gwiazdy i jedno życzenie”, która polega na docenieniu dwóch rzeczy w pracy ucznia i udzielenia jednej wskazówki rozwojowej,

-wykorzystanie układu informacji zwrotnej w tabelce z kryteriami sukcesu,

-wspomaganie się narzędziami technologii informacyjno-komunikacyjnej w przekazaniu feedbacku,

-stosowanie uczniowskiej koleżeńskiej informacji zwrotnej na podstawie przygotowanego wcześniej modelu rozwiązania czy wzorca prawidłowej odpowiedzi,

-zapraszanie uczennic i uczniów do autorefleksji nad wykonanym zadaniem.

 

Do jakich aktywności warto udzielać informacji zwrotnej, a do jakich nie?

 

Upraszczając, można byłoby stwierdzić, że warto stosować informację zwrotną do aktywności, której celem jest kształcenie umiejętności, a nie ich sprawdzenie, podsumowanie lub ustalenie oceny w postaci stopnia. Prace domowe, które mają na celu zastosowanie nowych koncepcji czy umiejętności lub rozwinięcie ich, w pełni nadają się do oceny bieżącej za pomocą informacji zwrotnej.[…]

 

Co sprawia, że informacja zwrotna wpływa pozytywnie na motywację do nauki?

 

Istnieją dowody naukowe na to, że dobrze skonstruowana informacja zwrotna przekazana w procesie uczenia się pozytywnie wpływa na chęć i gotowość do podejmowania kolejnych działań i zaangażowania się w naukę (Hattie 2015).

 

Jakość motywacji zależy przede wszystkim od zaspokojenia trzech potrzeb psychologicznych: autonomii, przynależności i kompetencji. Więcej o tym można przeczytać w krótkich publikacjach „Motywacji da się nauczyć – część 1” oraz „Motywacji da się nauczyć – część 2”. Nietrudno zauważyć, że wysokiej jakości informacja zwrotna ma wpływ na warunki, w których zaspokajane są wymienione potrzeby:

-buduje atmosferę zaufania i relację wspierającą między nauczycielami i uczniami,

-poprzez element doceniania zaangażowania w uczenie się i uzyskane efekty sprawia, że uczennice i uczniowie dostrzegają swoje kompetencje, zauważają rozwój i wierzą w siebie,

-dzięki życzliwym wskazówkom wpływa na poczucie bezpieczeństwa uczących się i zmniejsza poziom stresu związanego z ocenianiem,

-sprawia, że uczennice i uczniowie silniej doświadczają własnej autonomii i samoregulacji w wyniku wskazywania im możliwości, alternatyw, propozycji i pytań pobudzających do refleksji nad uczeniem się,

-wzmacnia poczucie więzi z grupą rówieśniczą, klasą i szkołą, gdy funkcjonuje w niej życzliwa koleżeńska informacja zwrotna.

 

Warto więc szeroko wykorzystywać informację zwrotną do zadań wykonywanych w klasie i w dobrowolnej pracy domowej w ramach samodzielnej nauki uczennic i uczniów. Racjonalne połączenie polecanej im pracy domowej z ocenianiem bieżącym w formie informacji zwrotnej wydaje się sensownym rozwiązaniem w związku ze zmianami planowanymi w edukacji i nowymi regulacjami prawnymi.

 

 

 

Cały tekst „Jak udzielać informacji zwrotnej?”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl

 

 

 

 

 



Foto: www.facebook.com

 

Karol Pietrzyk – nauczyciel i doradca metodyczny

 

 

Na fejsbukowym profilu Anny Szulc znaleźliśmy, zamieszczony tam wczoraj (6 czerwca 2024 r.) tekst, Karola Pietrzyka – nauczyciela j. angielskiego w  IV Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Prusa w Szczecinie i doradcy metodycznego j. angielskiego w Zachodniopomorskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Poczytajcie, bo warto:

 

 

Zadałem ChatGPT pytanie:

 

Jakie zachowania nauczycieli w klasie mogą świadczyć, że mają oni zrównoważone poczucie własnej wartości?

 

Oto odpowiedź:

 

Zachowania nauczycieli w klasie, które mogą świadczyć o zrównoważonym poczuciu własnej wartości, obejmują:

 

 

Pewność siebie w komunikacji:

 

Nauczyciele ze zrównoważonym poczuciem własnej wartości mówią jasno i stanowczo, ale bez arogancji. Są otwarci na pytania uczniów i potrafią przyznać się do błędów lub braku wiedzy w pewnych obszarach, co buduje zaufanie i respekt.

 

 

Zdolność do zarządzania emocjami:

 

Tacy nauczyciele potrafią zachować spokój i opanowanie w stresujących sytuacjach, takich jak konflikty w klasie lub trudności w realizacji programu nauczania. Nie ulegają łatwo frustracji ani złości, co świadczy o ich umiejętności radzenia sobie z emocjami.

 

Empatia i szacunek dla uczniów:

 

Nauczyciele zrównoważeni emocjonalnie traktują uczniów z szacunkiem i empatią, rozumiejąc ich indywidualne potrzeby i różnice. Są w stanie nawiązać pozytywne relacje, motywować uczniów i inspirować ich do rozwoju, nie deprecjonując przy tym ich starań ani osiągnięć.

 

Takie zachowania są oznaką wewnętrznej stabilności i pewności, które pozwalają nauczycielom efektywnie prowadzić zajęcia i tworzyć wspierające środowisko edukacyjne.

 

 

 

A teraz rewers

 

 

 

Zadałem ChatGPT inne pytanie:

 

Jakie zachowania nauczycieli w klasie mogą świadczyć, że mają oni problem z poczuciem własnej wartości?

 

Oto odpowiedź:

 

Nauczyciele z niskim poczuciem własnej wartości mogą wykazywać różne zachowania w klasie, które mogą być sygnałem ich problemów z samooceną. Oto kilka przykładów takich zachowań:

 

 

Nadmierna kontrola i autorytaryzm:

 

 

Nauczyciele mogą próbować kompensować swoje niskie poczucie własnej wartości poprzez nadmierną kontrolę nad uczniami i surowe egzekwowanie dyscypliny.

 

Mogą być mało elastyczni i niechętni do pozwalania uczniom na samodzielność lub podejmowanie inicjatywy.

 

 

Unikanie ryzyka i innowacji:

 

Nauczyciele z niską samooceną mogą unikać wprowadzania nowych metod nauczania lub eksperymentowania z nowymi technikami, obawiając się niepowodzenia.

Mogą preferować utarte, tradycyjne metody, nawet jeśli są one mniej efektywne.

 

Reagowanie emocjonalne na krytykę:

 

Tacy nauczyciele mogą reagować nadmiernie emocjonalnie na krytykę, zarówno ze strony uczniów, jak i kolegów z pracy.

 

Mogą czuć się zagrożeni i reagować defensywnie, nawet w obliczu konstruktywnej krytyki.

Brak pewności siebie w interakcjach z uczniami:

 

Mogą unikać bezpośrednich interakcji z uczniami, szczególnie w sytuacjach wymagających asertywności lub autorytetu.

 

Mogą mieć trudności z utrzymaniem uwagi klasy lub radzeniem sobie z problematycznym zachowaniem uczniów.

 

 

Nadmierne zależenie od aprobaty innych:

 

Nauczyciele mogą szukać potwierdzenia i aprobaty od uczniów, rodziców lub przełożonych, a brak takiego potwierdzenia może prowadzić do frustracji i zniechęcenia.

 

Mogą starać się być „lubiani” kosztem utrzymania autorytetu i skutecznego zarządzania klasą.

 

 

Perfekcjonizm i samokrytyka:

 

Nauczyciele mogą stawiać sobie i swoim uczniom nierealistycznie wysokie wymagania, co prowadzi do stresu i wypalenia zawodowego.

Mogą być nadmiernie krytyczni wobec własnych błędów i niepowodzeń, co negatywnie wpływa na ich samopoczucie i motywację.

 

 

Unikanie odpowiedzialności:

 

Nauczyciele z niską samooceną mogą unikać brania odpowiedzialności za swoje decyzje i działania, obawiając się, że zostaną ocenieni negatywnie.

 

Mogą obwiniać uczniów, rodziców lub system edukacyjny za problemy, z którymi się borykają.

 

Rozpoznanie tych zachowań może pomóc w identyfikacji nauczycieli potrzebujących wsparcia w zakresie rozwoju poczucia własnej wartości. Wsparcie może obejmować szkolenia z zakresu zarządzania klasą, technik asertywności, radzenia sobie ze stresem oraz rozwijania umiejętności interpersonalnych.

 

Zostawiam to bez komentarza.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/karol.pietrzyk.77/

 



 

Na „Portalu Samorządowym – Portalu dla Edukacji” zamieszczono wczoraj ( czerwca 2024 r.) tekst, który informuje o wynikach badania opinii w sprawie wpływu lęku matematycznego na uczniów i rodziców w Polsce, o postulacie wycofania  matematyki z matury oraz oo odpowiedzi Katarzyny Lubnauer – matematyczki z zawodu. Oto obszerne fragmenty tej publikacji:

 

 

Matura bez obowiązkowej matematyki? „Egzamin za bardzo stresuje uczniów”

 

Krajowa konsultant ds. psychiatrii dzieci i młodzieży zaapelowała do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zniesienie obowiązkowej matury z matematyki. Wiceszefowa tego resortu Katarzyna Lubnauer nie chce jednak takiej zmiany. […]

 

Dla wielu młodych ludzi, którzy nie czują się najlepiej w przedmiotach ścisłych, zwykły sprawdzian z matematyki to duży stres. Tymczasem obowiązkowa matura z matematyki to dla nich wręcz traumatyczne przeżycie.[…]

 

Potwierdzają to wyniki „Wpływ lęku matematycznego na uczniów i rodziców w Polsce„, zrealizowanego w ramach projektu EduNav. Ankiety z pytaniami w ramach tego projektu wypełniło ponad 3 tysiące uczniów oraz ponad tysiąc rodziców z całej Polski.

 

Według zgromadzonych odpowiedzi prawie 44 proc. badanych uczniów szkół podstawowych, którzy mają trudności z rozwiązywaniem zadań matematycznych, nie próbuje samodzielnie poradzić sobie z problemem, a 26 proc. z nich odczuwa takie zaniepokojenie, że mają trudności ze skupieniem się. Tylko 8 proc. uczniów spotykających problem decyduje się poszukać pomocy w jego rozwiązaniu w internecie.

 

Alarmujące jest to, że aż 92,7 proc. uczniów doświadcza lęku matematycznego, a lęk ten ma różne stopnie nasilenia. Skutecznie blokuje motywację do regularnej nauki, a brak systematyczności sprawia, że trudności się pogłębiają i lęk staje się coraz większy. Może skutkować nie tylko niechęcią do matematyki, ale również somatycznymi objawami. Z kolei aż 19,2 proc. uczniów uważa, że matematyka nie będzie przydatna w ich dorosłym życiu. Takie myślenie obniża motywację do edukacji matematycznej.

 

Na ten problem uwagę zwróciła Aleksandra Lewandowska, krajowa konsultant ds. psychiatrii dzieci i młodzieży. Jak poinformował serwis dziennik.pl, Ministerstwo Edukacji Narodowej otrzymało jej apel w sprawie wycofania obowiązku zdawania matematyki na maturze. Krajowa konsultant pisze w nim, że wśród dzieci i młodzieży przybywa uczniów z problemami psychicznymi a matura z matematyki to dla części uczniów nadmierny i niepotrzebny stres. […]

 

O tę sprawę zapytano w Radiu Zet Katarzynę Lubnauer, wiceminister edukacji narodowej. Nie pozostawiła w tej sprawie wątpliwości. – Powinna zostać obowiązkowa – powiedziała Katarzyna Lubnauer i podkreśliła, że MEN nie ma żadnych planów zniesienia obowiązkowej matematyki na maturze. – Uważamy, że ona jest na takim poziomie, że nawet uczeń bez uzdolnień matematycznych jest się w stanie przygotować – powiedziała w Radiu Zet wiceszefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej.

 

Katarzyna Lubnauer przyznała, że dostała wspomniany apel krajowej konsultant ds. psychiatrii dzieci i młodzieży. Jednak według niej „wszystkie egzaminy są jakimś stresem, nie tylko matematyka”.

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/



Foto: www.portalprzedszkolny.pl

 

 

Artykuł, którego obszerne fragmenty zamieszczamy poniżej, ukazał się w „Gazecie Wyborczej. Katowice” w poniedziałek  3 czerwca. Przez ten czas „biliśmy się” z myślami, czy wypada upowszechniać go na naszej stronie. Jednak po głębszym namyśle podjęliśmy decyzję, że nie powinniśmy unikać trudnych tematów. Oto owoc tej decyzji:

 

 

Rozkręcają się wojenki o prezenty dla nauczycieli. Jedni chcą dawać coraz droższe, inni mówią: to łapówka

 

Prezenty dla nauczycieli na zakończenie roku to zwyczaj stary niemal jak sama szkoła. Im droższe się stają, tym więcej mają jednak przeciwników. W tym samych nauczycieli.

Pani Martyna z Katowic wspomina, że dawniej prezenty dla nauczycieli były symboliczne. – Kupowaliśmy kwiatki, czekoladki, czasem kawę i to już była rozpusta, bo w czasach PRL-u kawa była dobrem luksusowym – mówi pani Martyna.

 

W tym tygodniu rodzice z klasy jej syna zaskoczyli ją pomysłem kupienia nauczycielce karty podarunkowej do salonu jubilerskiego.

 

Syn kończy trzecią klasę, żegnamy wychowawczynię i mamy uparły się, by kupić kartę podarunkową za 700 zł. Składka na osobę nie wyszłaby wysoka, jakieś 30 zł, bo mamy chcą jeszcze dokupić po kwiatku dla pani od angielskiego i od religii. Ale nie o pieniądze mi chodzi, tylko o to, że taki prezent jest, moim zdaniem, po prostu niestosowny. Gdyby mój klient przyszedł do mnie na zakończenie współpracy z tej wartości prezentem i szef się dowiedział, że go przyjęłam, wyciągnąłby wobec mnie konsekwencje dyscyplinarne. Nauczyciele są urzędnikami państwowymi. Za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie. Ostatnio dostali nawet podwyżki. To nie uchodzi, żeby rodzice uczniów tak ich obdarowywalimówi pani Martyna.

 

Nie wypada dać mniej niż da klasa równoległa

 

Większość rodziców dzieci z klasy jej syna nie podziela jednak tej opinii. Gdy pani Martyna przedstawiła swoje argumenty na klasowej grupie na WhatsAppie, inni rodzice zaczęli zarzucać jej skąpstwo. Pisali, że nie wypada żegnać nauczycielkę z pustymi rękami, a na propozycję, że prezent może być przecież symboliczny, jak kwiatek doniczkowy czy fotoksiążka ze zdjęciami ze wspólnych wycieczek z uczniami, odpowiedzieli, że to wstyd, by od 25 dzieci wychowawczyni dostała prezent wart zaledwie kilkadziesiąt złotych.

 

Zresztą, w szkole są trzy klasy trzecie i przewodnicząca trójki klasowej dowiedziała się, że rodzice z równoległych klas kupują wychowawczyniom prezenty podobnej wartości. Jeśli jedna z trzech wychowawczyń zostanie potraktowana gorzej, to będzie, zdaniem przewodniczącej, krzywdzące. Rodzice zaczęli też odwoływać się do emocji. Pisali, że wychowawczyni przez trzy lata zajmowała się nie tylko edukacją, ale i troskliwą opieką nad ich dziećmi, była jak druga mama.

 

Bez przesady. Robiła to, co leży w zakresie jej obowiązków. To chyba oczywiste, że ktoś, kto zostaje nauczycielem, powinien mieć w sobie troskę i empatię. Powiedziałam, że nie zapłacę, a mój syn przyniesie pani symboliczną różę i własnoręcznie namalowaną laurkę, bo na Dzień Matki też nie liczyłam na biżuterię od niego tylko na życzenia i laurkę. Rodzice zaczęli się wówczas wzajemnie namawiać, że w takim razie trzeba dołączyć do karty podarunkowej bilecik z podpisami tych, którzy się na nią złożyli, bo inaczej pani sobie pomyśli, że karta jest od wszystkich, a mój syn przyniósł jej jeszcze dodatkowy kwiatek – kręci głową z niedowierzaniem pani Martyna.

 

[…]

 

Weekend w hotelu dla nauczycielki i jej narzeczonego

 

Pani Marta uważa jednak, że nic nie przebije pomysłu mam z przedszkola jej syna, które wymyśliły, aby na zakończenie zerówki sprezentować wychowawczyni weekend w hotelu z narzeczonym

 

Mając świadomość dobrych intencji, czułabym się niekomfortowo, gdyby to mnie rodzice czymś takim obdarowali. To zbyt osobisty prezent, zbyt dwuznaczny. W dodatku mamy postanowiły mieć rozmach: proponowały nie najbliższy hotel w okolicy, ale rozważały, czy wybrać góry, morze czy Mazury. Aby skorzystać z takiego prezentu, nauczycielka musiałaby sama zainwestować w dojazd, a przecież nie wiadomo, czy ma ochotę wydawać pieniądze na podróż przez pół Polski, żeby przenocować w hotelu. Nie wiadomo też, jak zareagowałby na to jej narzeczony. Przecież nie znamy ich planów, upodobań, nie wiemy nawet, czy nie przechodzą kryzysu w związku. I co najistotniejsze, wcale nie powinniśmy tego wiedziećmówi pani Marta.

 

Ostatecznie wraz z jedną z mam, która podzielała jej zdanie, postanowiła nie składać się na prezent. – Mam w piwnicy ładne ramy do Passe-partout, syn zrobi pracę pod tytułem „Ja i pani Kasia”mówi pani Marta. […]

 

Do Aliny Czyżewskiej, aktywistki, monitorującej, czy instytucje publiczne przestrzegają prawa, zgłaszają się rodzice, którzy czują się przymuszani przez innych rodziców do płacenia składek na prezenty dla nauczycieli. Jedna z mam przysłała jej kopię wiadomości, którą na czacie klasowym zamieściła skarbniczka. Wspomniana skarbniczka wymieniła z nazwiska osoby, które jeszcze nie wpłaciły składki na prezent dla wychowawczyni, ponaglając, by zrobiły to, czym prędzej. I to, pomimo że nauczycielka prosiła, by nic jej nie kupować.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.edunews.pl

 

Ilustracja do tekstu „Nauczyciel wspomagający, czyli kto?”

 

 

Oto tekst ze strony „Gazety Wyborczej”, który „wpadł nam w oko” podczas dzisiejszych (5 czerwca 2024 r.) poszukiwań materiału do OE. Poniżej zamieszczamy jego obszerne fragmenty oraz link do pełnej wersji na stronie GW:

 

 

MEN wreszcie sankcjonuje nowy-stary zawód szkolny. Jest radość. Będzie chaos

 

Zawód asystenta/asystentki międzykulturowej istnieje od 13 lat. MEN dopiero wprowadza tę nazwę do Prawa oświatowego. Ale środowisko oczekuje czegoś więcej: mocnego umocowania w systemie szkolnym osób, które pomagają dzieciom niemówiącym po polsku. […]Tymczasem aż dotąd w Prawie oświatowym nawet nie pojawiała się nazwa „asystent międzykulturowy”.

 

Zmiana Prawa oświatowego odbywa się tylnymi drzwiami. A konkretnie przy okazji nowelizacji tzw. specustawy ukraińskiej, czyli dotyczącej pomocy obywatelom Ukrainy w związku z wojną. Nowela przeszła ścieżkę legislacyjną w Sejmie i Senacie, a teraz czeka na podpis prezydenta. Gdy wejdzie w życie, zacznie też obowiązywać zapis o możliwości zatrudnienia w szkole asystenta międzykulturowego (w praktyce to znacznie częściej asystentka), czyli osoby, która pomaga dziecku niemówiącemu po polsku „w kontaktach ze środowiskiem szkolnym”, a także „współdziała z rodzicami oraz ze szkołą”.[…]

 

To nie znaczy, że do tej pory asystentek międzykulturowych nie było w szkołach. Wręcz przeciwnie. Jak wygląda praca w tym zawodzie, który praktycznie w całości wykształcił się oddolnie, opisywaliśmy w tekście pt. „Pomoc nauczyciela” ukrywa zawód, bez którego szkoły już sobie nie radzą”. Skąd ten tytuł? Bo formalną furtką do zatrudnienia osoby wspierającej uczniów i uczennice niemówiących po polsku do tej pory była funkcja właśnie pomocy nauczyciela. […]

 

Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że obecna zmiana Prawa oświatowego ma znaczenie jedynie symboliczne. Już na etapie prac legislacyjnych Koalicja na rzecz wzmacniania roli asystentek i asystentów międzykulturowych i romskich wysłała do Ministerstwa Edukacji Narodowej list z pytaniami. Bardzo konkretnymi, np. o wynagrodzenie asystentów, o wymagane kwalifikacje, o zaszeregowanie nowego stanowiska, o zachowanie umowy z asystentem na czas wakacji (bez tego nie ma bezpiecznej ciągłości pracy), o kształcenie do zawodu pod auspicjami MEN, itd.

 

I najważniejsze: po co zachowano w przepisach dwie ścieżki: pomoc nauczyciela i asystenta międzykulturowego.

 

Różnica nie jest mała. „Istnieją obawy, że takie sformułowanie jest zbyt miękkie i nie będzie stymulować adekwatnego do potrzeb zatrudnienia asystentów międzykulturowych w szkołach, zwłaszcza zważywszy na wieloletnie trudności szkół w egzekwowaniu od organów prowadzących środków na zatrudnienie pomocy nauczyciela” – czytam w liście Koalicji do MEN.

 

Jest i druga różnica: ze wsparcia pomocy nauczyciela dziecko może korzystać nie dłużej niż 12 miesięcy. W przypadku asystenta międzykulturowego – bezterminowo. Jak będzie w praktyce z tymi dwoma stanowiskami? – Dobre pytanie, liczymy, że ministerstwo doprecyzuje czym te dwie funkcje się różnią – mówi Agnieszka Kozakoszczak. […]

 

Tegoroczny raport Polskiego Forum Migracyjnego z badania dotyczącego sytuacji asystentek międzykulturowych ich rolę podsumowuje tak:

 

Asystentka w szkole jest dla dzieci z doświadczeniem migracji jednocześnie tłumaczką, nauczycielką wspomagającą, pedagogiem, psychologiem, powierniczką i… mamą. W kontaktach z rodzicami natomiast występuje zazwyczaj jako pracowniczka szkoły i osoba wspomagająca adaptację dzieci, a niekiedy – szczególnie z biegiem czasu i powstawaniem zażyłości – jako przyjaciółka rodziny„.

 

Koalicja na rzecz wzmacniania roli asystentek i asystentów międzykulturowych opracowała projekt opisu zawodu asystenta międzykulturowego, który mógłby się znaleźć w Klasyfikacji Zawodów i Specjalności (też wysłano go do MEN). W części „sposoby wykonywania pracy” jest aż 20 zadań. A właściwie przykładów zadań, bo katalog nie jest zamknięty.  […]

 

 

 

Cały tekst MEN wreszcie sankcjonuje nowy-stary zawód szkolny. Jest radość. Będzie chaos”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło:www wyborcza.biz

 



To już kolejny raz, kiedy prof. Roman Leppert zaprosił swoją gościnię do „Akademickiego Zacisza” nie jak to  bywało poprzednio w środę, a we wtorek. Jak poinformował on we wcześniejszej zapowiedzi – nieprzypadkowo wybrał 4 czerwca (mimo, że to wtorek) jako datę rozmowy o partycypacji publicznej dzieci i młodzieży z dr Hanną Achremowicz, pedagożką, edukatorską i badaczką, związaną ze Stowarzyszeniem Edukacji Krytycznej oraz Uniwersytetem Wrocławskim.

 

Jak mamy to w zwyczaju – zamieszczamy następnego dnia po premierze tego wydarzenia informację  o nim, oraz link  do jego filmowego zapisu, aby wszyscy, których temat rozmowy zainteresował, a wczoraj nie mogli uczestniczyć „na bieżąco” do uczynienia tego w dogodnym dla siebie czasie:

 

 

Partycypacja publiczna dzieci i młodzieży  –  TUTAJ

 

 



Tym razem wypatrzyliśmy tekst, który na swoim blogu OK. NAUCZANIE zamieściła Danuta Sterna. Zamieszczamy go bez skrótów::

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Pielęgnowanie tolerancji na błędy w klasie

 

Nauczyciele mogą pomóc uczniom pokonać strach przed popełnieniem błędu, pokazując im, że błędy są tylko częścią procesu uczenia się. W tym wpisie sześć propozycji, jak pracować z błędem.

 

Nikt nie lubi popełniać błędów. Unikamy ich. Jeśli je popełniamy, to sami czujemy się niekompetentni i inni też tak nas postrzegają.

 

Dużo się teraz mówi o edukacyjnej roli błędu i wykorzystywania go w uczeniu się. Oskarża się szkołę, że napiętnuje błędy. Jednak zauważmy, że nie tylko szkoła tak czyni. W dzieciństwie, w dorosłym życiu, w pracy nikt nie jest zadowolony z błędów.

 

Problem tkwi w każdym z nas. Za wszelka cenę chcemy uniknąć błędów, aby inni oceniali nas wysoko. Jeśli młody człowiek nie nauczy się wykorzystywać błędów i przekuwać ich w sukces, to obawa przed błędem zostanie mu na całe życie. Dlatego tak ważne jest, aby w szkole błąd był traktowany, jako pomoc w uczeniu się. Uczniowie powinni uznać popełnianie błędów za naturalną część procesu uczenia się i wykorzystywać go do głębokiego uczenia się.

 

Co może zrobić nauczyciel?

 

Czytaj dalej »



I tym razem dr Tomasz Tokarz nas nie zawiódł. Oto tekst, który zamieścił na swoim fejsbukowym profilu w minioną niedzielę wieczorem:

 

 

Dziękuję Gabriela Olszowska za doprecyzowanie, że w polskim prawie odnoszącym się do SP i szkół średnich nie ma w ogóle niczego takiego jak półrocza czy semestry. Jest co najwyżej klasyfikacja śródroczna, która nie dzieli roku ani na semestry ani na półrocza, ale jest tylko czymś w rodzaju stopklatki informującej na jakim poziomie w określonym momencie jest uczeń.

 

To nie studia, gdzie po pół roku jest sesja.

 

W szkole (SP i średniej) rok jest ciągły. Nie oceniamy osobno okresu wrzesień-luty i osobno okresu marzec-czerwiec. Oceniamy całościowo.

 

Ale to też oznacza, że jeśli zrealizuję podstawę w 3 miesiące (a tak robię i nie jest to trudne) to mogę na podstawie pracy ucznia w tym czasie wystawić mu od razu ocenę roczną. Jeśli zrobię tym czasie np. kartkówki sprawdzające osiągnięcia z zakresu całej pp… i uczeń zaliczy je na 3 to oznacza, że opanował podstawę na 3.

 

Uczniów informuje na pierwszej lekcji o takiej możliwości. Daję jasne kryteria i wymagania.

 

Jeśli uczeń weźmie się solidnie do roboty, przystąpi do sprawdzianów i osiągnie pozytywną ocenę zaliczającą – na podstawie wymagań, które przedstawiłem – to świetnie.

 

Jeśli ta ocena mu wystarcza to nie mam powodów go dalej męczyć przedmiotem. Zrobił co należało.  Natomiast jeśli uważa, że umie na więcej może pracować dalej i osiągać lepsze wyniki.

 

Czy to znaczy, że uczeń który opanował podstawę na 3 w ciągu pierwszych trzech miesięcy nie musi już chodzić na przedmiot?

 

Podejdźmy do tego logicznie. Ucznia obowiązuje obowiązek nauki – ale nie obowiązek frekwencyjny.

 

Gdyby nie realizował obowiązku nauki i nie uzyskał podstawy do klasyfikacji z powodu frekwencji to mogę go gdzieś zgłosić, ale skoro zrealizował już podstawę czyli spełnił obowiązek nauki w zakresie danego przedmiotu.. to jaka mam do tego podstawę?

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/



I dzisiaj także zaczynamy nowy tydzień od propozycji lektury tekstu Jarosława Pytlaka, zamieszczonego na jego blogu w sobotę, 1 czerwca 2024 r. Zamieszczamy ten tekst bez skrótów; wyróżnienie jego fragmentów podkreśleniem lub pogrubioną czcionką – redakcja OE:

 

 

Screen z relacji filmowej spotkania Donalda Tuska z wyborcami w Krakowie,

gdzie do premiera zwrócił się uczeń Alex

 

 

Kto kreuje politykę edukacyjną?!

 

Wciąż jeszcze wielu nauczycieli śledzi z nadzieją poczynania ministry Barbary Nowackiej oraz spija zapewnienia i zapowiedzi z ust jej wice-, Katarzyny Lubnauer. Co i raz władze MEN spotykają się z różnymi przedstawicielami środowiska, którzy prezentują swoje oczekiwania i zgłaszają propozycje, niezawodnie słysząc o pełnym zrozumieniu i poparciu. Najbardziej spektakularnym plonem tych wydarzeń są komunikaty ministerstwa oraz wpisy jego gości w mediach społecznościowych, obowiązkowo ilustrowane grupową fotografią radosnych uczestników.

 

Są też inicjatywy oddolne. Powstają kolejne petycje kierowane do MEN. Koalicja organizacji społecznych „SOS dla Edukacji” zorganizowała szczyt edukacyjny poświęcony tworzeniu nowej podstawy programowej, na której ma się opierać reforma zapowiadana na 2026 rok. W środowisku cały czas tli się nadzieja na zwiększenie poszanowania pracy nauczycieli oraz docenienie ich, materialne i moralne. Daje się też odczuć oczekiwanie jakiegoś cudownego posunięcia władz, które poprawiłoby fatalne dzisiaj relacje społeczne w placówkach oświatowych. Wszystko to stanowi materię polityki, jaką w powszechnej opinii prowadzi ministra ze swoimi współpracownikami. Czy jednak rzeczywiście za wszystkie sznurki pociąga się w gmachu MEN?! Otóż chyba jednak nie.

 

Realnymi kreatorami polityki edukacyjnej są w ostatnim czasie Maciej, Aleks, Paweł i Donald. Ten ostatni to premier, a miejscem, w którym wykuwa przyszłość polskiej edukacji, są jego wiece wyborcze. Pozostali, to małoletni uczestnicy takich spotkań. Zgłaszają problem, a premier obiecuje nadać mu bieg. I nadaje. Inicjatywie Macieja polscy uczniowie zawdzięczają wyzwolenie z opresji prac domowych. Częściowe tylko, ale jednak. Dzięki Aleksowi cała Polska dowiedziała się, że źli dyrektorzy szkół zamiatają niezwykle ważne problemy pod dywan, a powołane do kontroli instytucje również pozostają bierne. Donald obiecał, że sprawą zainteresuje Prokuratora Generalnego, Rzecznika Praw Dziecka i ministrę Nowacką, bo krzywda musi być naprawiona. Niestety, dla dobra dziecka nie dowiedzieliśmy się, i pewnie nigdy nie dowiemy, czy rzeczywiście kilka instytucji zlekceważyło wydarzenie, czy może jednak nie. W opinii publicznej pozostanie jedynie świadomość, że w szkołach powszechnie tuszuje się niewygodne problemy. Wreszcie Paweł, licealista z klasy pierwszej, zdołał dotrzeć do Donalda z przesłaniem, że najlepiej zapytać samych uczniów o to, co chcieliby zmienić w szkołach. Inicjatywa została podchwycona, a jej autor doraźnie mianowany „autorem pilotażu”, który w najbliższych dniach ma uruchomić ministra Nowacka. Czekamy więc na okrągły stół dotyczący edukacji, przy którym ze wszystkich stron zasiądą uczniowie.

 

Ani trochę nie wierzę w szczerość zainteresowania premiera Tuska sprawami edukacji. Przyznaję jednak, że niezwykle sprawnie korzysta z pojawiających się okazji. W opisanych tutaj sytuacjach wykorzystał, że opinia publiczna bardzo żywo i pozytywnie reaguje na życzliwość i partnerstwo manifestowane przez polityków wobec młodych ludzi. Wykazał się także świadomością, że na krytyce szkoły w ogóle, a nauczycieli w szczególności, można dzisiaj sporo ugrać w słupkach wyborczego poparcia. Nie sądzę, że opisane wydarzenia były ustawkami. To raczej Maciej podsunął pomysł. Jego sukces w kwestii prac domowych zachęcił następnych. Wywodzące się z zamierzchłych czasów monarchii absolutnej przekonanie, że łaskawy władca może wszystko, w dobie panującego populizmu jest wciąż jak najbardziej aktualne.

 

Uważam, że nie jest w porządku wykorzystywanie młodych ludzi do osiągania politycznych celów. Szczególnie, jeśli dla poklasku opinii publicznej przeciwstawia się ich dorosłym. Skutki tego boleśnie odczuwamy już na co dzień w placówkach oświatowych, gdzie dzieci i młodzież coraz częściej stają się świadkami konfliktów pomiędzy nauczycielami i rodzicami. Zanika solidarność w realizowaniu wspólnej misji wychowawczej, w zamian padają ciężkie słowa i oskarżenia, bez nadziei na porozumienie. Donald Tusk podłączył się do odgórnego ruchu emancypacji młodych ludzi z rzekomo opresyjnego świata organizowanego im przez dorosłych. Uczynił to z zamysłem politycznym. Z kolei „Agora”, wydając i promując książkę „Prawo Marcina”, wykorzystała tę tendencję w zamyśle biznesowym, lekceważąc złe skutki uboczne. Chciałem o tym porozmawiać publicznie z autorem, toczyły się nawet rozmowy w kwestii ustalenia terminu, ale po jego kolejnych unikach przekonałem się, że mu na tym nie zależy. Szkoda tylko, że wydawcy, chlubiącemu się piękną kartą w historii i misją opartą na wierze w wolność, równość i szacunek dla każdej osoby, także nie zależy – tym bardziej, że z szacunkiem wobec nauczycieli z pewnością w tym przedsięwzięciu coś nie wyszło.

 

Rosnąca bezradność rodziców wobec własnych dzieci, połączona z poczuciem obowiązku chronienia ich za wszelką cenę przed jakimkolwiek dyskomfortem, zderza się dzisiaj boleśnie z realiami szkoły, w której nauczyciele zobowiązani są do tego, by stawiać wymagania i je realizować. W nowych realiach wychodzi im to coraz gorzej, a instytucjonalnych źródeł zła wskazuje się bardzo wiele. Prace domowe, oceny, nadmierne przeciążenie nauką, brak należytego wsparcia ze strony nauczycieli, przestarzałe programy nauczania, zaniedbywanie indywidualnych zaleceń, których jest wciąż więcej i więcej. Na tym tle nietrudno o konflikty. Skłóceni dorośli pozostawiają w rezultacie młodych ludzi bez swojego moderującego wpływu. Nauczyciele obrywają bardziej, ale rodzice powinni mieć świadomość, że zanik autorytetu, na który pracują, obróci się także przeciwko nim.

 

Ilekroć zwracam uwagę na niepokojące zjawiska dotyczące wychowania młodego pokolenia, zawsze pojawia się komentarz, że od wieków starzy lamentowali nad zachowaniem młodych. W domyśle – jestem dziadersem, który powinien zrozumieć prawa rozwoju społecznego. Tyle tylko, że ja nie narzekam na zachowanie młodych, ale starych! To my, dorośli, zachłyśnięci nowoczesnością (w tym jakże dogodnymi, acz złudnymi w skutkach środkami kontroli), zalęknieni, zajęci sobą i w ogóle pragnący żyć jak najwygodniej, pozbawiamy dzieci swojego mądrego wpływu. To przez taką postawę Donald Tusk może wciągać młodzież w swoje polityczne działania, a „Agora” zarabiać pieniądze.

 

To prawda, starzy zawsze narzekali na młodych, a świat jakoś toczył się dalej. Nigdy jednak skala dostępnej dla młodych zmiany nie była tak ogromna. A tych wszystkich możliwości dostarczamy im my – dorośli, bez żadnej refleksji, czy są gotowi mentalnie na ich przyjęcie. Czasem myślę, że nawet my nie jesteśmy gotowi, a co dopiero młode pokolenie.

 

Po raz kolejny dzielę się w artykule refleksjami dotyczącymi funkcjonowania świata, w którym jestem zanurzony. Próbuję w ten sposób uporządkować swoje spostrzeżenia i przemyślenia, licząc, że komuś się to przyda. Z powyższego wywodu można jednak wyciągnąć także wniosek praktyczny. Oto Fundacja Wolność od Religii skierowała petycję do MEN. Najkrócej mówiąc chodzi w niej o to, by lekcje religii była organizowane w sposób niezmuszający dzieci, które nie biorą w nich udziału, do bezproduktywnego spędzania czasu w szkole. Niestety, petycje do władz najczęściej trafiają w próżnię. Może jej autorzy powinni rozważyć, by na kolejnym wiecu wyborczym Donalda Tuska jakiś nastoletni Janek, Franciszek albo Ksawery, a może eksperymentalnie Zosia, Marysia albo Łucja, w każdym razie, żeby ktoś małoletni opowiedział premierowi o swoich frustracjach z powodu konieczności czekania godzinę, gdy część klasy jest na religii?! Być może i tym razem uda się tą drogą nadać nowy impuls polityce edukacyjnej. Trzeba się tylko pospieszyć, bo wybory europejskie już niedługo. A jeśli skuteczność tej metody potwierdzi się po raz kolejny, wystarczy przygotować zastępy młodych ludzi, którzy odpowiednio dobranymi pytaniami i prośbami ukierunkują prace nad reformą, korzystając z kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi. Co z wisielczym humorem proponuję, poważnie jednak prosząc, by problemów powszechnej edukacji nie rozwiązywać w trybie wiecowym, oraz – przy całym szacunku dla młodych – zaufać jednak trochę mądrości dorosłych. Jako memento zalecałbym lekturę „Władcy much”; zresztą bliższy polskiemu sercu „Król Maciuś Pierwszy” także niesie odpowiednie przesłanie.

 

x           x            x   

 

Na marginesie tych rozważań chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na popularne ostatnio, podpierane nawet Korczakiem przekonanie, że młodzież jest równie mądra, jak dorośli. To w gruncie rzeczy bardzo pesymistyczny pogląd. Wynika z niego logiczny wniosek, że w miarę dorastania i starzenia się ludzie nie stają się mądrzejsi. Może jednak bezpieczniej byłoby założyć, że wiek i doświadczenie życiowe uzupełniają jednak zasoby intelektu człowieka? I nie wmawiać młodym ludziom, w różnych niecnych intencjach, że sami najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre. W istocie tę wiedzę zdobywać powinni na długiej, mozolnej drodze do dojrzałości. W towarzystwie mądrych dorosłych.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/