
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.facebook.com/oktawia.gorzenska
Oktawia Gorzeńska – dyrektor 17 LO w Gdyni
Dziś polecamy tekst Oktawii Gorzeńskiej – dyrektorki 17 LO w Gdyni, zatytułowany: Interaktywny „Przewodnik po karierze” dla licealistów, który został zamieszczony na stronie Superbelfrzy RP. Oto jego fragment:
Z doświadczenia wiem, że dla młodego człowieka wzięcie odpowiedzialności za swoją edukację, świadome planowanie tego, czego i jak chce się uczyć, wybór rozszerzeń maturalnych oraz kierunku studiów bywa bardzo trudny. Często zmuszony do podjęcia decyzji w trakcie rekrutacji do szkoły średniej, nie ma w ogóle pomysłu na to, co chce robić.
Dzięki temu, że możemy tworzyć nowe 17 LO w Gdyni od podstaw, współpracując z ludźmi nauki i biznesu, oferujemy swoim licealistom wiele możliwości rozwoju – od zdefiniowania swoich mocnych i słabszych stron, a także talentów, poprzez diagnozę stylów uczenia, warsztatów poświęconych efektywnej nauce, spotkania, wykłady, po projekty prowadzone we współpracy ze szkołami wyższymi, firmami i fundacjami.
Nowym pomysłem, który wdrażamy, jest Przewodnik po karierze, czyli interaktywne kompendium wiedzy, a dokładniej różnorodnych materiałów pomocnych w poznaniu siebie, zainspirowaniu się od innych, znalezieniu pomysłów na ciekawy projekt, konkurs, wybór wymarzonej uczelni, a także rozwijanie swej wiedzy i umiejętności poprzez skorzystanie z otwartych zasobów edukacyjnych.
Przewodnik po karierze jest inspirowany fińskim modelem edukacji, gdzie kładzie się nacisk na budowanie świadomości ucznia i kształtowanie odpowiedzialności za swą edukację – TO JA JESTEM ODPOWIEDZIALNA/Y za to, czego się chcę nauczyć przez całe życie.[…]
* Oktawia Gorzeńska jest dyrektorką 17 LO w Gdyni […] Uważa, że szkoła powinna być bliska życiu i doskonalić kompetencje społeczne, dlatego razem z uczniami realizuje projekty zmiany społecznej. Chętnie dzieli się swą wiedzą i doświadczeniem z innymi osobami, także spoza sektora edukacji. W 2015 roku zdobyła tytuł Eduinspiratora w ogólnopolskim konkursie organizowanym przez FRSE. W 2017 roku została uczestniczką Leadership Academy for Poland.
Cały tekst: Interaktywny „Przewodnik po karierze” dla licealistów – TUTAJ
Źródło: www.superbelfrzy.edu.pl
Foto: www.plus.echodnia.eu
Na stronie portalu <LIBRUS wspieramy oświatę> zamieszczono w ubiegłym tygodniu artykuł, zatytułowany „Stan cyfryzacji polskich szkół – ku refleksji. Raport 2017”. Polecamy jego lekturę, a dla zaostrzenia „apetytu” – zapraszamy do przeczytania fragmentów tego artykułu:
Wyzwaniem dla współczesnej szkoły jest przygotowanie młodego człowieka do krytycznego i rozważnego korzystania z dostępnych w sieci informacji, a także rozwijanie kompetencji informatycznych, które wskazuje Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej jako element procesu uczenia się przez całe życie. Te niezwykle ważne w XXI wieku kompetencje obejmują umiejętne i krytyczne wykorzystanie technologii społeczeństwa informacyjnego zarówno do celów zawodowych, edukacyjnych, rozrywkowych, jak i związanych z komunikowaniem się. Na pytania dotyczące cyfryzacji polskich szkół, wykorzystania nowych technologii przez uczniów i nauczycieli, a także nastawienia rodziców do technologii odpowiada raport „Polska szkoła w dobie cyfryzacji. Diagnoza 2017”. Badanie przeprowadzone na grupie ponad 100 000 respondentów – uczniów, rodziców i nauczycieli – to największe badanie polskich szkół diagnozujące poziom wykorzystania technologii w edukacji. […]
W badaniu nauczyciele wysoko oceniają wpływ nowych technologii na atrakcyjność zajęć (ponad 70% ocenia go jako dobry lub bardzo dobry), jednak niewiele, bo tylko ponad połowa, wierzy w ich pozytywny wpływ na efektywność. Mimo iż 90% pedagogów deklaruje wykorzystywanie cyfrowych technologii w nauczaniu, to w praktyce nadal dominują tzw. metody podawcze. Oznacza to, że nauczyciele wykorzystują najczęściej prezentacje multimedialne lub tablice interaktywne, prowadząc zajęcia nastawione na przekaz informacji. Znacznie rzadziej stawiają na metody angażujące, które wspierają wszechstronny rozwój uczniów i aktywne nabywanie nowych kompetencji.
Mimo świadomości, że zastosowanie cyfrowych technologii edukacyjnych na zajęciach zwiększa zaangażowanie uczniów (twierdzi tak 80% badanych), wykorzystuje się je tylko w około połowie polskich szkół. Przeważnie są to prezentacje multimedialne, rzadziej materiały multimedialne (np. filmy, animacje) i materiały graficzne (np. ilustracje, tabele). Następne w kolejności pod względem częstotliwości wykorzystywania są podręczniki cyfrowe, materiały audio i materiały interaktywne takie jak gry czy quizy – ale wynik ten nadal nie jest satysfakcjonujący. Najmniej nauczycieli w swojej pracy wykorzystuje aplikacje mobilne i e-booki.
Wykres 1. Opinia nauczycieli na temat efektywności zajęć z wykorzystaniem TIK.
Cała publikacja „Stan cyfryzacji polskich szkół – ku refleksji. Raport 2017” – TUTAJ
Plik PDF – Raport „Polska szkoła w dobie cyfryzacji. Diagnoza 2017” – TUTAJ
Źródło: www.librus.pl
Na stronie e-korepetycje.net zamieszczono w ubiegłym tygodniu, wartą poznania, publikację, zatytułowaną „Rynek korepetycji – rosnący potencjał”. Mamy przekonanie, że dobrze by było, aby ta prawda dotarła do świadomości możliwie wielu nauczycielek i nauczycieli polskich szkół. Oto pierwszy fragment tego tekstu oraz zamieszczony tam diagram, ilustrujący dynamikę zapotrzebowania na korepetycje z różnych przedmiotów: stan z roku 2015 w porównaniu do roku 2014:
Potwierdzają się prognozy z zeszłego roku mówiące o tym, że rynek korepetycji wciąż nabiera na sile. Świadczą o tym badania przeprowadzone przez największy w Polsce serwis ogłoszeń korepetycji e-korepetycje.net, podczas którego przeanalizowano ponad 120 tysięcy ogłoszeń.
Zachowania na rynku korepetycji
Korepetycje pobierają nie tylko ci uczniowie, którzy mają problemy z nauką – ten schemat nie dominuje już od lat. Górę bierze grupa chcąca posiąść wiedzę ponadprzeciętną, której nie otrzyma w szkole. Dołączają do tego grona również liczne osoby dorosłe, które chcą rozwijać się w różnych dziedzinach.
Anna i Robert Sowińscy – twórcy portalu Plandaltonski.pl
Od pewnego czasu w różnych mediach, które znajdują miejsce na tematy edukacyjne, pojawia się wymiana poglądów wokół problemu: czy podręcznik jest niezbędnym elementem procesu nauczania/uczenia się? W miniony wtorek nasza zaprzyjaźniona strona Plandaltoński.pl zamieściła kolejny podkast – rozmowę z Marią Lorek, znaną głównie jako autorkę jedynego, „rządowego”, darmowego podręcznika dla pierwszoklasistów, powstałego i wprowadzonego do szkół decyzją ówczesnej minister edukacji – Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Oto co napisał Robert Sowiński w notatce promującej ów wywiad:
Dowiemy się z tej rozmowy o wielu sprawach, które nie przebijają się do opinii publicznej przez zwykłe media, dla których najważniejsza jest sensacja i rozgłos związany z kontrowersyjnością podawanych informacji.
Podcasty mają tę przewagę nad zwykłymi mediami, że kierują się misją dzielenia się z ludźmi wartościami cennymi dla ich autorów, dzięki czemu otaczają się ludźmi podobnymi do nich. Daje to ogromne wsparcie dla działań, które zmierzają do szerzenia dobra oraz pokazywania pozytywów.
Rozmowa z Marią Lorek, to kolejna okazja do tego, aby poznać jak zmienia się polska edukacja od wewnątrz, co się dzieje w świecie, który nie jest kreowany przez władze oświatowe czy nadzór pedagogiczny.
Zapraszamy do wysłuchania nagrania „Czy potrzebny nam elementarz? – rozmowa z Marią Lorek” [1:18:12] – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
Foto: http://www.juniorowo.pl
Na portalu „Juniorowo” Elżbieta Manthey zamieściła we wtorek nowy tekst, zatytułowany „Godzina Geniuszu – co się stanie, jeśli przez jedną godzinę w tygodniu pozwolimy uczniom zająć się tym, co ich interesuje?” Oto jego fragmenty i link do całości:
Godzina Geniuszu (Genius Hour) polega na tym, by na jedną godzinę w tygodniu (tylko jedną, przecież to niewiele) pozwolić uczniom, by uczyli się tego, co chcą, by każdy sam sobie wybrał temat, jaki go interesuje i mógł tę jedną godzinę tygodniowo w szkole poświęcić na zgłębianie go.
Godzina Geniuszu w USA stała się już edukacyjnym ruchem społecznym. Coraz więcej nauczycieli stosuje ten pomysł w swojej pracy. Skąd w ogóle wzięła się ta idea? Z Googla! Gigantyczna korporacja, jaką jest Google, pozwala zatrudnionym inżynierom, by 20% czasu pracy poświęcali na coś, co lubią, na swoje ulubione projekty. To proste – stwierdzili szefowie Google – pozwól ludziom robić to, co ich interesuje, a produktywność wzrośnie. Ta prosta zasada okazała się niebywale skuteczna. Mówi się, że nawet połowa wdrożonych projektów Google to efekt właśnie tego swobodnego czasu pracy. […]
Foto: www.gazetaolsztynska.pl [Andrzej Grabowski]
Marek Łajkowski – kandydat do tytułu Superbelfra 2017, nauczyciel matematyki i fizyki w Zespole Szkół Ponadgimnazjanych nr 2 w Bartoszycach
Wczoraj, na portalu EDUNEWS.PL, pod zakładką <Badania i debaty> zamieszczono artykuł „Idealny nauczyciel to lubiany nauczyciel” którego autorką jest Karolina Czaja.Oto jego fragment:
Pasjonat z niestandardowym podejściem do przedmiotu i poczuciem humoru – tak prezentuje się idealny nauczyciel. I co ciekawe, wcale nie musi uczyć „luźnego” przedmiotu. A wręcz przeciwnie. Nowy raport Brainly pokazuje zupełnie inne oblicze nauczycieli w oczach uczniów.
Czy ulubiony nauczyciel to taki, który niewiele wymaga i pozwala na dużo? Okazuje się, że niekoniecznie. Jak pokazuje najnowsze badanie, przeprowadzone wśród uczniów przez Brainly – internetową sieć edukacyjną, liczy się przede wszystkim poczucie humoru (prawie 20% ankietowanych). Na drugim miejscu wśród cech idealnego nauczyciela, znalazła się pasja do nauczanego przedmiotu (17%), a następnie umiejętność przekazywania wiedzy w niestandardowy sposób (16%). Rzeczą drugorzędną okazują się być częste wyjścia poza szkołę, które wydawać by się mogło, że zawsze były świetną okazją do tego, by uniknąć siedzenia na lekcji.
Sympatia do nauczyciela ma ogromny wpływ na to, jakie uczeń ma podejście do danego przedmiotu.
Foto: mamadu.pl (Maciej Stanik)
Wioletta Krzyżanowska – dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 323 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie
Portal mama:Du zamieścił obszerny materiał, z którego można wiele dowiedzieć się o dotychczasowych dokonaniach dyrektorki-reformatorki podstawówki na warszawskim Ursynowie. Oto wybrane fragmenty tej publikacji i link do całego tekstu:
Przemierzam w deszczu całą Warszawę, by dotrzeć do szkoły na Ursynowie. Potem małą chwilę krążę między blokami, gdy w końcu wyłania się zza nich sylwetka budynku. Szkoła Podstawowa nr 323 im. Polskich Olimpijczyków.Od początku września uczniowie pracują w niej według nowatorskiego programu. Bez prac domowych, z wykorzystaniem autorskich metod dyrektorki, z naciskiem na jak najbardziej efektywne wykorzystanie czasu w szkole. Tutaj dziecko odgrywa najważniejszą rolę, a słowo edukacja pisze się przez duże „E”. […]
Bierzemy udział w zajęciach dzieci w klasie trzeciej. Moją uwagę zwraca ustawienie ławek, jest niestandardowe. Uczniowie zwróceni są do siebie, nie do nauczyciela. Dyrektorka tłumaczy, że ustawienie ławek w klasach jest absolutnie swobodne. Jedynym kryterium jest to, by uczniowie widzieli siebie wzajemnie, a nauczyciel był raczej krążącym między nimi doradcą, niż głównym aktorem skupiającym ich uwagę. […]
Kiedy dzieciaki przesypują drożdże do plastikowych butelek, pytam dyrektorkę, skąd pomysł na tak daleko idące zmiany – Potrzeba zmian narastała we mnie od długiego czasu, sama jestem matką i z doświadczenia rodzica widziałam, że obecny system ma braki. Równolegle nikt nie ma pomysłu jak je wypełnić. W oświacie pracuję od ponad 20 lat, więc wiem, jakim zmianom edukacja ulega. Były one dla mnie niesatysfakcjonujące, dlatego postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce – mówi.
Foto: www.odyseja.org
Dziś proponujemy „jeszcze ciepły”, bo dopiero co zamieszczony na stronie edunews.pl, najnowszy tekst Witolda Kołodziejczyka p.t. „Odkryć to, co najważniejsze”. Oto jego, naszym zdaniem, najważniejsze fragmenty:
Odkryć to, co najważniejsze
Odwieczne pytanie. Jak to się dzieje, że to co interesujące dla ucznia, częściej ma miejsce poza szkołą, podczas dodatkowych zajęć i na specjalistycznych warsztatach? Jak sprawić, by nauka stała się równie atrakcyjna, jak praca podczas zajęć pozalekcyjnych? Dlaczego nie wykorzystać w codziennej szkolnej praktyce siły różnorodnych form pracy charakterystycznych dla popołudniowych zajęć? Jak w tej sytuacji zorganizować takie środowisko edukacyjne, aby dostrzec to co najważniejsze – naturalny potencjał uczniów?
Pilne zadanie. Wspierać w szkole indywidualnie każdego ucznia w budowaniu jego osobistej kariery, wykorzystując naturalne talenty. Sportowe, artystyczne, przyrodnicze, matematyczne, humanistyczne, informatyczne, techniczne, językowe i każde inne, przy których czas upływa niepostrzeżenie. To właśnie one są podstawą budowania zawodowego życie i to one staną się źródłem jego przyszłych zarobków. Uświadomienie sobie przez ucznia własnych kompetencji, tworzy przewagę i wyróżnia go, czyniąc tym samym kimś wyjątkowym. Zdefiniowane przez nauczyciela uczniowskie talenty, powinny w oczywisty sposób zostać wykorzystane w codziennej pracy dydaktycznej. Skąd w takim razie przekonanie, że szkoła powinna skupiać się nad słabych stronach ucznia, jego deficytach? Bardziej racjonalnym jest przecież wykorzystanie czasu na dochodzenie do doskonałości w tym, w czym jest się naprawdę dobrym.
Każdy jest zwycięzcą!
Dziś proponujemy rozpocząć lekturę naszej strony od listu Jarosława Pytlaka – dyrektora Zespołu Szkół STO na Bemowie, skierowanego do Rzecznika Praw Dziecka, w sprawie jego wystąpień do MEN, dotyczących nadmiaru prac domowych, zadawanych uczniom przez nauczycieli.
O autorze tego listu tak napisano w notce na stronie „Wokół Szkoły”:
W latach 2009-2015 głęboko zaangażowany krytyk „reformatorskich” działań trójcy pań minister: Hall – Szumilas – Kluzik-Rostkowskiej. Aktywnie zwalczał pomysł posłania sześciolatków do polskiej szkoły, pleniącą się testomanię oraz jedyny-słuszny podręcznik do kształcenia zintegrowanego. Obecnie równie zaangażowany krytyk poronionych pomysłów pani minister Zalewskiej, które utwierdzają go w przekonaniu o palącej potrzebie zamknięcia na cztery spusty pewnego gmachu przy warszawskiej Alei Szucha.
Oto skrót listu Jarosława Pytlaka do RPD:
Pan Marek Michalak
Rzecznik Praw Dziecka
Szanowny Panie!
Z wielkim zainteresowaniem zapoznałem się z wystąpieniem, które skierował Pan 22 marca br. pod adresem Ministra Edukacji Narodowej, w sprawie nadmiaru zadawanych prac domowych. Jako pedagog zaangażowany w działalność publiczną, zarazem wieloletni dyrektor szkoły podstawowej, z satysfakcją zauważyłem, że podjął Pan temat, który stanowi przedmiot mojego szczególnego zainteresowania zawodowego, a mianowicie nadmiernego obciążenia pracą młodego pokolenia Polaków.
Niestety, nadmiar zadań domowych stanowi tylko jeden z wielu aspektów tego problemu. Jakkolwiek budzi on żywy oddźwięk społeczny, szczególnie wśród rodziców, nie jest najważniejszym przejawem niepokojącego mnie zjawiska. Miejsce prac domowych w procesie dydaktycznym stanowi od lat przedmiot rozmaitych badań naukowych, których wyniki wcale nie są jednoznaczne. Wskazane w Pana wystąpieniu przykłady również trudno uznać za przekonywujące. W Szkole Podstawowej nr 323 w Warszawie eksperyment z ograniczeniem prac domowych trwa zbyt krótko, żeby można było już teraz wskazywać jego wynik jako pozytywną rekomendację; również metoda Montessori, bezdyskusyjnie chwalona w odniesieniu do edukacji przedszkolnej, na etapie szkolnym budzi szereg wątpliwości.
W drugim wystąpieniu, skierowanym w tej samej sprawie do MEN 4 października br. zaproponował Pan powołanie zespołu złożonego z ekspertów z zakresu pedagogiki i psychologii dziecięcej, którego zadaniem miałoby być określenie standardów w zakresie zadawania uczniom prac domowych i dopuszczalnym obciążaniu ich tym zadaniem. Obawiam się, że wprowadzenie jeszcze jednej, szczegółowej kodyfikacji w zakresie organizacji nauczania niewiele zmieni. Problem jest daleko bardziej złożony niż się to wydaje i nie leży w osobno dedykowanych przepisach, czy też ich braku.[…]
W swoim pierwszym wystąpieniu powołał się Pan na rodzicielskie skargi na nadmiar prac domowych. Jestem pewny, że skargi na postępowanie rodziców, kierowane do Rzecznika Praw Dziecka przez nauczycieli i dyrektorów szkół, są daleko mniej liczne.
Foto:www.facebook.com/marzena.zylinska/
Marzena Żylińska
Jako, że nie wszyscy mają tę łatwość śledzenia wpisów dr Marzeny Żylińskiej na Facebook’u –zamieszczamy to, co wczoraj napisała w odpowiedzi na otrzymanego maila:
W odpowiedzi na mój wpis o tym, że nie jestem w stanie pomóc wszystkim, którzy szukają u mnie pomocy, napisała do mnie Agnieszka Kozłowska, z poznańskiej WSB. To fragment z maila pani Agnieszki.
„Zafrapował mnie ostatni Pani wpis o tym, że nie ma Pani możliwości nieść pomocy wszystkim, którzy się do Pani zgłaszają. Mam taką smutną refleksję, że od niesienia pomocy nauczycielom w ich codziennej pracy powinny być kuratoria, ośrodki doskonalenia zawodowego czy zespoły metodyków i psychologów na miejscu w szkole. Mam wrażenie, że do granic możliwości rozbudowano strukturę urzędniczą pilnującą szkoły jako instytucji (urzędu), natomiast z oczu stracono człowieka (ucznia i nauczyciela). Czy to właśnie tego typu prośby o przywrócenie podmiotowości ucznia i nauczyciela kierowane są do Pani za pośrednictwem FB?”
Zastanawiam się, czy jest jeszcze jakaś inna instytucja, w której jest tyle kontroli, ile jest w szkołach. A ile jest pomocy? Gdzie mogą szukać pomocy nauczyciele, gdzie uczniowie? Uczniowie mogą zwrócić się o pomoc do Poradni P-P, ale ilu dostaje tam rzeczywistą pomoc, a ilu opinię czy diagnozę, z którą nauczyciele nie potrafią nic zrobić?












