
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Oto obszerne fragmenty tekstu Bogdana Bugdalskiego, zamieszczonego wczoraj na Portalu dla Edukacji, i link do jego pełnej wersji:
Oświata potrzebuje twardych decyzji. Rok 2026 powinien być decydujący
Według Marka Wójcika jest kilka obszarów, których poprawienie pozwoli na zmniejszenie wydatków na oświatę, a jednocześnie na poprawę jakości usług edukacyjnych. Przedstawiciel samorządu twierdzi, że one wszystkie są możliwe do spełnienia, wystarczy chcieć. […]
Zgodnie z porozumieniem, jakie w 2024 roku – przy okazji opiniowania prac, a potem opiniowania nowej ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego – strona samorządowa zawarła z rządem rok 2026 zapowiada się jako czas istotnych korekt w reformie systemu finansowania samorządu, w tym w sposobie finansowania zadań oświatowych.
Stąd Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich i jednocześnie współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, na pytanie Portalu Samorządowego o zmiany, których oczekiwałby w tym roku w obszarze zadań oświatowych, bez większego namysłu odpowiada:
Po pierwsze, podejdźmy poważnie do uzgodnień przyjętych z Ministerstwem Finansów w trakcie dyskusji nad ustawą o dochodach, to znaczy do nowego systemu finansowania zadaniowego. W skrócie to zadanie można opisać jednym zdaniem – każde zadanie zlecone musi mieć zapewnione adekwatne finansowanie.
W przypadku edukacji sprawa nie jest jednak taka oczywista. Zadania oświatowe to zadania własne samorządu, ale jednostki samorządu terytorialnego nie zatrudniają nauczycieli, a więc liczącej ponad 725 tys. osób grupy zawodowej, za własne pieniądze. W zakresie ich wynagrodzeń samorząd jest wyłącznie pośrednikiem, który przelewa pieniądze z budżetu państwa na ich konta.
Na wynagrodzenia przez lata była przeznaczona część oświatowa subwencji ogólnej, a obecnie środki wyliczone przez MF i przekazywane samorządom jako środki na zaspokojenie potrzeb oświatowych. Dopiero pozostałe wydatki związane z funkcjonowaniem oświaty są tak naprawdę zadaniem własnym samorządu, a mówiąc wprost – zadaniem finansowanym ze środków samorządu. […]
Stąd bierze się powtarzany od kilku lat postulat: „niech rząd przejmie wynagrodzenia nauczycieli (na których wysokość samorząd nie ma większego wpływu, żeby nie powiedzieć żadnego), a wtedy z resztą my samorządowcy sobie poradzimy”. Stąd też nadzieja, że po roku funkcjonowania nowego systemu zasilania finansowego jednostek samorządu terytorialnego ta sprawa zostanie rozwiązana.
Jest ku temu znakomita okazja, bo to ten nowy system, zgodnie z zapisami ustawy, ma być ewaluowany w połowie 2026 roku, a w konsekwencji udoskonalany. Istotną częścią tych zmian ma być ustalenie, jak tak naprawdę ta edukacja ma być finansowana, bo właśnie ta kwestia została w trakcie prac nad nową ustawą odłożona na ten rok. […]
Po drugie: poprawmy prawo tam, gdzie jest to niezbędne, a nic nie kosztuje
To jednak zadanie na długie miesiące, jeśli nie lata. Dlatego przedstawiciel strony samorządowej apeluje: „Zmieńmy prawo tam, gdzie można na efektywność edukacji wpłynąć bez pieniędzy. Ot chociażby oddając samorządom możliwość dostosowania sieci szkół do zmian demograficznych.”
Jego zdaniem obawy strony rządowej, że gdy tylko samorządom przywróci się takie kompetencje, to od razu zaczną zamykać szkoły, są przesadzone. Jak twierdzi, tego nikt nie będzie robił, bo to ostania rzecz, jaką wójt, burmistrz, prezydent czy starosta chciałby zrobić, zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów.
Marek Wójcik podkreśla, że w tym obszarze samorządowcy chcieliby mieć możliwość wykorzystywania obiektów szkolnych na świadczenie innych usług dla mieszkańców – od miejsca spotkań dla osób starszych począwszy, przez punkt apteczny, bibliotekę, przedszkole itd. Tak żeby ten obiekt był wykorzystany, żeby nie generował nadmiernych kosztów. […]
Po trzecie: konieczne jest uregulowanie na nowo relacji samorządu z podmiotami niepublicznymi
Zdaniem Marka Wójcika uregulowanie relacji samorządu z niepublicznymi podmiotami prowadzącymi placówki oświatowe to kolejna rzecz, która wymaga pilnej decyzji. Projekt poselski, który w tej chwili jest procedowany, tego nie rozwiązuje, bo jest tylko namiastką tego, czego chcą samorządy. […]
Po czwarte: samorządy muszą się zacząć rozliczać z wydatków na uczniów
Kolejna rzecz do poprawienia to stworzenie norm pozwalających na rozliczanie usług edukacyjnych między samorządami. – My się w tej chwili rozliczamy, jeżeli chodzi o przedszkola, ale nie rozliczamy się, jeżeli chodzi o szkoły. I to też wymaga decyzji, zwłaszcza że w tym zakresie po stronie samorządowej nie ma zgody – wyjaśnia. – Nie można jednak być obojętnym na sytuację, w której mieszkańcy określonych wspólnot samorządowych dopłacają do edukacji mieszkańców innych wspólnot i to czasem bardzo dużo. Wobec tego to trzeba uregulować – przekonuje nasz rozmówca.
Po piąte: edukacja dzieci ze specjalnymi potrzebami powinna odbywać się w klasach integracyjnych
Jest też narastający problem edukacji dzieci ze specjalnymi potrzebami, którego nie da się sprowadzić do problemu nadaktywności poradni psychologiczno-pedagogicznych w zakresie wydawania orzeczeń.
– Dzieci z potrzebami specjalnymi jest coraz więcej i ich liczba będzie rosła. Z powodów obiektywnych, bo mamy inny model rodziny, inne relacje rówieśnicze, inny klimat, zmiany cywilizacyjne, więcej problemów natury psychicznej – twierdzi Marek Wójcik. – Znalezienie sposobu na zapewnienie optymalnych warunków edukacji dla tych dzieci staje się koniecznością. I też trzeba o tym mówić odważnie, bo to wymaga przede wszystkim budowy świadomości u rodziców – stwierdza. […]
Cały tekst „Oświata potrzebuje twardych decyzji. Rok 2026 powinien być decydujący” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Dzisiejszą propozycją – najpierw lektury, a później nagrania na YoyTube – jest zamieszczony na portalu EDUNEWS materiał, w którym Lechoslaw Chojnacki – konsultant w Regionalnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli „WOM” w Bielsku-Białej prezentuje swoje poglądy na temat przyszłości szkolnej edukacji w epoce sztucznej inteligencji:
Nauczyciel w epoce współpracy człowieka i sztucznej inteligencji
Myśląc o przyszłości szkoły coraz rzadziej stawiamy pytanie, czy sztuczna inteligencja wejdzie do edukacji, a coraz częściej – jaką rolę w niej odegra. Zrobię zatem odważne, lecz realistycznego założenie: w najbliższej przyszłości ustawodawca uzna asystentów AI za pełnoprawnych partnerów pracy dyrektora i nauczyciela. Nie jest to jednak wizja futurologiczna, lecz eksperyment myślowy mający sprawdzić, jakie konsekwencje organizacyjne, kompetencyjne i etyczne niesie taki model oraz czy polska szkoła byłaby w stanie go udźwignąć.
W zaproponowanym systemie szkoła funkcjonuje jako struktura hybrydowa, oparta na partnerskiej współpracy człowieka i AI, przy zachowaniu nadrzędnej roli człowieka w sytuacjach konfliktowych oraz w podejmowaniu decyzji ostatecznych. Asystenci AI przejmują znaczną część zadań rutynowych i skalowalnych: analizują dane w czasie rzeczywistym, monitorują postępy uczniów, prognozują zagrożenia, wychwytują wczesne sygnały kryzysów oraz symulują skutki decyzji. Dzięki temu dostarczają danych, które dotąd były poza zasięgiem pojedynczego nauczyciela czy dyrektora.
Analiza takiego modelu prowadzi do kluczowej tezy wystąpienia: AI nie konkuruje z nauczycielem; wraz z wejściem AI do szkoły znaczenie nauczyciela nie maleje; przeciwnie, rośnie, choć zarazem ulega głębokiej transformacji. Kompetencje psychologiczno-emocjonalne, komunikacyjne i etyczne przestają być dodatkiem do pracy dydaktycznej, a stają się jej rdzeniem. Równocześnie nauczyciel musi “rozumieć AI”: umieć ją zadaniować, interpretować jej rekomendacje, oceniać ich wiarygodność, rozpoznawać ewentualne błędy oraz świadomie brać odpowiedzialność za decyzje podejmowane w oparciu o lepsze i pełniejsze dane. Nowy profil zawodowy nauczyciela to zatem nie “przedmiotowiec”, nie technokrata ani „operator systemu”, lecz refleksyjny profesjonalista – człowiek, który łączy kompetencje humanistyczne z umiejętnością współpracy z inteligentnym narzędziem.
Choć model odnosi się do przyszłości prawnej, chciałbym podkreślić: „technicznie – dałoby się już dziś”. Przy obecnych realiach polskiej szkoły oraz możliwościach najnowszych Dużych Modeli Językowych (LLM), każda placówka może już teraz rozpocząć pracę z dobrze zaprojektowanymi asystentami AI.
Moje wystąpienie nie jest zatem manifestem technologicznym, lecz propozycją racjonalnej adaptacji szkoły do świata, który już istnieje. Skoro AI już dziś nieformalnie wpływa na edukację – poprzez uczniów, rodziców i nauczycieli korzystających z niej na własną rękę, to tym bardziej powinna zostać włączona do systemu w sposób jawny, odpowiedzialny i … partnerski. Szkoła przyszłości, jak pokazuje autor, nie polega na zastąpieniu nauczyciela “sztucznym inteligentem”, lecz na stworzeniu warunków, w których nauczyciel wreszcie może w pełni skupić się na tym, co naprawdę ludzkie.
Zapraszam do obejrzenia mojego wystąpienia na INSPIR@CJACH 2025 – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
W minioną sobotę na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst, w którym Bogdan Bugdalski przedstawił wartą odnotowania inicjatywę nauczycielskich związków zawodowych w sprawie rozwiązania kryzysu wokół podstawy prawnej wypłacania nauczycielom za ich opieką nad uczniami podczas szkolnych wycieczek, mimo zwlekania z tą sprawą rzez MEN. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Wycieczki szkolne mogą ruszyć wiosną. Ale nauczyciele stawiają warunek
Związkowcy mają pomysł, jak doraźnie rozwiązać problem nadgodzin nauczycielskich. Na początek wystarczy, by organy prowadzące zaczęły płacić nauczycielom za nadgodziny wypracowywane na wycieczkach szkolnych. W przeciwnym razie trudno się spodziewać, by wiosną dzieci i młodzież szkolna tłumnie ruszyły zwiedzać Polskę i zagranicę.
[…]
Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, proponuje, by nie czekać, aż Ministerstwo Edukacji Narodowej znajdzie kompleksowe rozwiązanie w sprawie rozliczania godzin nadliczbowych, tylko zacząć od uregulowania w drodze rozporządzenia sposobu rozliczania pracy nauczyciela w czasie wycieczek szkolnych, bo obecnie tylko w czasie wszelkich wyjść ze szkoły i wycieczek „nauczyciel rzeczywiście może udowodnić, że pracuje ponad wymiar swojego czasu pracy i jest to ewidentne”. – Można na początku nawet rozporządzeniem uregulować ten obszar – stwierdza. – Oczywiście – jak podkreśla – nie w taki sposób, jak mówił wiceminister Kiepura, czyli że trzy dni wycieczki to 72 godziny pracy, ale za godziny, w których nauczyciel przekracza 40-godzinny tydzień pracy.
[…]
Według przedstawicieli nauczycielskich związków zawodowych nic nie wskazuje na to, żeby w jakiejś nieodległej perspektywie ta sprawa miała znaleźć szybkie rozwiązanie, bo dla powołanych w tym celu grup roboczych w ramach Zespołu ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli nie wyznaczono żadnych terminów spotkań. – W sprawie grupy dotyczącej wynagrodzeń zapadła, że tak powiem, krępująca cisza – stwierdza Sławomir Wittkowicz. – Stąd powyższa propozycja, która – jak zauważa przedstawicielka ZNP – idzie w kierunku rozwiązania tylko wycinka problemu.
To jednak wpłynie na uwolnienie wiosennych wycieczek szkolnych, których – jak wiadomo – obecnie jak na lekarstwo. Nauczyciele po prostu nie chcą na nie jeździć, zwłaszcza teraz, kiedy już mają pełną świadomość, że powinni mieć za dodatkowe godziny pracy zapłacone. Oczywiście pomijamy tu kwestie odpowiedzialności za uczniów. Dodatkowo związki zawodowe ich w tej niechęci wspierają.
W sprawie sposobu rozliczenia problemu samych nadgodzin związkowcy też nie widzą większego problemu. Krzysztof Wojciechowski twierdzi, że te rozwiązania można wypracować w ciągu kilku godzin. Jak?
Nauczyciele rozliczają się w cyklu miesięcznym, tygodniowym z pensum. Nic nie stoi na przeszkodzie – ponieważ wiemy, jakie zadania realizuje zgodnie z kartą, prawem oświatowym i wewnętrznymi zapisami statutowymi – do tej tabelki, która ma wykazać, ile godzin zrealizował nauczyciel, dołożyć kilka punktów ogólnych, dotyczących tego, co w ramach czasu pracy realizuje nauczyciel. To naprawdę jest rzecz, którą można zrobić w ciągu kilku godzin – przekonuje. Jednocześnie wyjaśnia, że nie oznacza to biurokratyzowania pracy nauczyciela. To ewidencjonowanie czasu pracy. Poza tym, jak wskazuje Sławomir Wittkowicz, obowiązek ewidencjonowania czasu pracy pracownika spoczywa na pracodawcy, a więc na dyrektorze szkoły, przedszkola, placówki. Potwierdza to Główny Inspektorat Pracy. Co więcej, dyrektor ma wszelkie do tego narzędzia, bo ma tę ewidencję, ale rozproszoną. […]
Sławomir Wittkowicz wskazuje, że dyrektor nie prowadzi ewidencji czasu pracy nauczycieli z dwóch powodów. – Prowadzenie szczegółowej tego typu ewidencji powoduje, że ja z tych 40 godzin muszę się wyliczyć. Nie mogę tym samym w ciągu tych 40 godzin być na przykład w różnych placówkach. Bo to jest niemożliwe i w tle są duże pieniądze – tłumaczy. – Jak słyszę wypowiedzi ministra Kiepury, który podaje ten sławetny przykład, że wycieczka liczy np. 72 godziny i przecież nie będziemy za wszystkie godziny płacić, to informuję, że może nie za 72 godziny, ale za wszystkie powyżej 40, bo taki jest obowiązek. I ministerstwo, które próbuje wymyślić koncepcję, że nie będzie stosowało się do uchwały Sądu Najwyższego, po prostu prosi się o kłopoty. A przy okazji wprowadza na minę dyrektorów szkół i organy prowadzące – dodaje.
Cały tekst „Wycieczki szkolne mogą ruszyć wiosną. Ale nauczyciele stawiają warunek” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Foto: www.pedagog.uw.edu.pl
Dr hab. Roman Dolata, prof. Uniwersytetu Warszawskiego
Choć ogłosiłem „świąteczną przerwę redakcyjną”, to zapisu tego wywiadu nie mogłem nie udostępnić na OE, abyście mogli zapoznać się z nim – jeszcze przed Sylwestrem. A jest to tekst długi, bo też i Anna Siedlińska zadała podczas tej rozmowy 24 pytania, a dr hab. Roman Dolata często udzielał bardzo wyczerpujących odpowiedzi. Trafiłem na zapis tego wywiadu na stronie Magazynu Teraz Polska.
Uwzględniając te fakty zamieszczam jedynie pięć pytań – dwa pierwsze i dwa ostatnie, oraz jedno wybrane z pozostałych – wraz odpowiedziami prof. Dolaty, ale zachęcam do kliknięcia w załączony link, aby przeczytać zapis całego wywiadu:
Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników.
Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności
W Polsce o przyszłości dziecka wciąż decyduje… jego kod pocztowy. Nastolatek ze wsi ma od 7 do 10 razy mniejsze szanse na prestiżowe liceum niż jego rówieśnik z dużego miasta, a po ośmiu latach nauki języka angielskiego tylko co trzeci absolwent podstawówki potrafi się w nim porozumieć.
Profesor Roman Dolata w rozmowie z Anną Siedlińską tłumaczy, skąd biorą się te różnice, co naprawdę może zrobić szkoła, dlaczego bez silnego zawodu nauczyciela nie ma mowy o równości szans i jakie decyzje polityczne mogłyby w najbliższych latach naprawdę coś zmienić.
Anna Siedlińska: Panie Profesorze, na ile dziś miejsce urodzenia dziecka determinuje jego edukacyjne możliwości?
Prof. Roman Dolata: Jeśli chcemy precyzyjnie opisać nierówności edukacyjne, warto zacząć od uporządkowania pojęć. W edukacji możemy mówić o dwóch wymiarach nierówności: indywidualnym i międzygrupowym. Z jednej strony mamy różnice między poszczególnymi uczniami, a z drugiej różnice między grupami społecznymi, środowiskami czy typami szkół. Oba wymiary są ze sobą powiązane, ale każdy ma swoją własną logikę.
W wymiarze indywidualnym kluczowym czynnikiem wyjaśniającym zróżnicowanie osiągnięć są po prostu różnice jednostkowe, w tym również – co pokazują badania – różnice genetyczne. To oczywiście nie tłumaczy nierówności międzygrupowych, które wynikają z zupełnie innych mechanizmów: społecznych, kulturowych, ekonomicznych i instytucjonalnych.
Skoro mówimy o nierównościach edukacyjnych, warto pamiętać, że nie powstają one same z siebie. W wymiarze indywidualnym wytwarza je system edukacyjny – od przedszkola po szkolnictwo wyższe. To szkoła jest „maszyną produkującą„ zróżnicowanie osiągnięć. Gdybyśmy chcieli całkowicie wyeliminować nierówności edukacyjne, musielibyśmy… zlikwidować szkołę. I rzeczywiście w latach 60. i 70. XX wieku pojawiały się pomysły „descholaryzacji”.
AS: To radykalna koncepcja. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie nowoczesnego państwa bez systemu szkolnego, który pełni wiele ról – nie tylko edukacyjną, ale też społeczną i opiekuńczą. Skoro więc szkoła musi istnieć, to co właściwie generuje tak duże różnice w osiągnięciach uczniów?
RD: Na poziomie indywidualnym interesuje nas przede wszystkim kwestia minimum kompetencji – analfabetyzmu funkcjonalnego, czyli trudności w czytaniu, rozumowaniu matematycznym czy korzystaniu z nowych technologii. Międzynarodowe badania porównawcze, takie jak PISA, PIRLS czy TIMSS, pozwalają określać odsetek uczniów, którzy znajdują się na najniższych poziomach umiejętności. To deficyty szczególnie ważne, bo dotyczą kompetencji niezbędnych do uczestnictwa we współczesnym świecie.
Polska w tych badaniach zazwyczaj wypada nieźle – na tle Europy jesteśmy zwykle w czołówce. Ale są dwa obszary, które powinny budzić nasz niepokój.
Pierwszy to wyniki badania PIAAC (umiejętności dorosłych). Ostatnia edycja przyniosła duży i dość zaskakujący spadek kompetencji populacji dorosłych Polaków w porównaniu z poprzednią edycją badania. Zespół badaczy z IBE bardzo starannie analizował, na ile to rzeczywisty spadek, a na ile efekt niskiej motywacji respondentów czy ogólnego znużenia nauką i badaniami. Ale nawet jeśli część różnicy da się wyjaśnić czynnikami pozamerytorycznymi, to przecież nie całą. To ważny sygnał ostrzegawczy.
Drugi obszar to nauczanie języka angielskiego w szkołach podstawowych. Tu mamy – mówiąc delikatnie – kryzys efektywności. W 8-letniej szkole podstawowej uczeń ma około 900 godzin angielskiego. To ogromny zasób czasu i pieniędzy publicznych. A mimo to tylko co trzeci absolwent szkoły podstawowej osiąga poziom A2.
[…]
AS: W swoich wcześniejszych odpowiedziach wskazał Pan dwa priorytety: poprawę nauczania języka angielskiego oraz zwiększenie dostępności dobrych szkół średnich dla młodzieży spoza dużych miast. A jeśli mielibyśmy pójść głębiej, do fundamentów systemu, to co należałoby zmienić?
RD: Wskazałem te dwa obszary jako priorytety, bo są realne do wdrożenia, nie wymagają rewolucji ani konfrontacji społecznej. Nauczanie języków i dostęp do liceów to cele możliwe do osiągnięcia krok po kroku, przy rozsądnym planowaniu.
Jeśli jednak sięgnąć głębiej, to dotykamy kwestii znacznie trudniejszych, wręcz „political fiction”.
Po pierwsze: selekcja do zawodu nauczyciela i autonomia tego zawodu. Obecnie wchodzenie do zawodu jest stosunkowo łatwe, a wynagrodzenia niekonkurencyjne. Nie da się myśleć o wysokiej jakości edukacji, jeśli zawód nauczyciela nie będzie przyciągał bardzo dobrych absolwentów. Te dwie rzeczy – wysoka selektywność zawodu i godne wynagrodzenia – są ze sobą sprzężone. Ale to wymaga odwagi politycznej.
Po drugie: ramy organizacyjne pracy szkoły. Nie mówię o „przeładowanym programie”, tylko o rozfragmentowaniu etatów i pensum. To jeden z największych problemów polskiej szkoły. Przykład: nauczyciel geografii ma w szkole jedną godzinę tygodniowo w każdym z kilkunastu oddziałów. To oznacza, że uczy po kilkaset dzieci rocznie. Jak ma je poznać? Jak ma budować relacje, diagnozować potrzeby, prowadzić koło zainteresowań?
Do tego dochodzi niemożność zrealizowania pełnego pensum w jednej szkole. Nauczyciel musi pracować w dwóch, trzech placówkach. Czy wyobraża sobie Pani pracownika firmy, który codziennie zmienia lokalizację? Tego nie da się uznać za efektywne rozwiązanie.
To są sprawy organizacyjne, ale o fundamentalnym znaczeniu. Jeżeli nauczyciel nie może pracować w jednym środowisku, w jednej szkole, z grupą uczniów, którą zna i nad którą ma kontrolę, trudno mówić o wysokiej jakości nauczania.
Po trzecie: brak standardów pracy szkoły. Mamy standardy finansowania, ale nie mamy standardów organizacyjnych: ile oddziałów może obsługiwać nauczyciel, jaka powinna być minimalna liczebność zespołu, ile godzin realnej pracy z uczniem jest potrzebne.
W efekcie w niektórych szkołach nauczyciel ma na dziecko… parę minut rocznie. To nie jest metafora. To jest wynik prostego dzielenia godzin nauczyciela przez liczbę uczniów.
I wreszcie: długoterminowość. Edukacja potrzebuje stabilnych ram na 5–10 lat, a nie corocznych korekt. Tymczasem wiele decyzji jest podejmowanych pod presją polityczną albo bez oglądania się na dowody.
To wszystko wymaga przemyślenia i odwagi, ale bez tego trudno będzie mówić o realnym wyrównywaniu szans.
[…]
AS: Jakie działania – na poziomie państwa, samorządu, ale też uczelni i samej szkoły – mogłyby w najbliższych latach przynieść realną poprawę?
RD: Odpowiedź zależy od tego, gdzie mamy jeszcze jakiekolwiek realne narzędzia wpływu. Z perspektywy systemowej wskazałbym kilka obszarów.
Po pierwsze: elitaryzacja kształcenia nauczycieli. Trzeba ograniczyć liczbę uczelni prowadzących kształcenie nauczycielskie. Można to powiązać z kategoriami naukowymi: prawo do kształcenia nauczycieli miałyby tylko jednostki z najwyższą kategorią A. To oznaczałoby bardziej rygorystyczną rekrutację, ale pamiętajmy: populacja uczniów maleje, to jest dobry moment, by postawić na jakość zamiast na masowość. Takie uczelnie należałoby mocno dofinansować, m.in. poprzez granty.
Po drugie: odbudowa dydaktyk szczegółowych. W Polsce kiedyś mieliśmy porządne dydaktyki przedmiotowe (szczególnie matematyki). Dziś są one w dużej mierze wymarłe. Trzeba je odbudować, i to nie tylko jako jednostki naukowe, ale jako „małe ojczyzny” dla absolwentów–nauczycieli, do których mogą oni wracać po poradę, inspirację, wsparcie. To wymaga inwestycji w ludzi, którzy są jednocześnie dobrzy merytorycznie i gotowi zająć się dydaktyką.
Po trzecie: szkoły ćwiczeń i szkoły eksperymentalne. Potrzebujemy prawdziwych szkół ćwiczeń. Nie tylko z nazwy, ale z realnymi warunkami do obserwacji, eksperymentowania, testowania nowych metod. Praca w takiej szkole mogłaby być ważnym szczeblem kariery zawodowej nauczyciela, realnie docenianym i wynagradzanym. To także naturalne miejsce na tytuł „profesora oświaty” – nie jako pustą etykietę, ale uznanie za realne, innowacyjne działanie w klasie.
Po czwarte: Płace i warunki pracy. Bez godnych płac nic nie zrobimy. Zawód nauczyciela musi być atrakcyjny w porównaniu z innymi zawodami dla absolwentów dobrych liceów i studiów. Równolegle trzeba zmienić ramy organizacyjne: tak, by pełne pensum można było zrealizować w jednej szkole, z rozsądną liczbą oddziałów.
Po piąte: Racjonalizacja szkoleń. Obecny system szkoleń to w dużej mierze mechanizm „utylizacji” środków. Szkolenia, które służą głównie „papierkom”, niewiele zmieniają w praktyce. Największy sens mają projekty obejmujące całą szkołę, a nie pojedynczych nauczycieli, tworzące przestrzeń do zmiany kultury organizacyjnej.
Ale nie przeceniałbym tego narzędzia. Bez zmian w selekcji do zawodu i w płacach szkolenia będą tylko „doklejane” do starych struktur.
To wszystko razem składa się na wizję, w której nauczyciel jest traktowany jak profesjonalista, a nie wykonawca odgórnych instrukcji.
AS: Z tego, co Pan mówi, wynika dość jasno, że nauczyciel jest fundamentem – kluczowym czynnikiem wpływającym zarówno na jakość edukacji, jak i na skalę nierówności.
RD: Myślę, że to bardzo trafne podsumowanie. Możemy mówić o programach, podstawach, strukturach, finansowaniu – i to wszystko jest ważne – ale w ostatecznym rozrachunku to nauczyciel jest tym, kto codziennie spotyka się z dziećmi. Od jego kompetencji merytorycznych, warsztatu dydaktycznego, dojrzałości emocjonalnej, przekonań na temat uczniów i ich potencjału, gotowości do refleksji i zmiany zależy niezwykle dużo.
Dlatego polityka, która nie zaczyna od nauczyciela – od kształcenia, płac, warunków pracy, wsparcia – jest polityką, która będzie zawsze rozmijać się z rzeczywistością szkoły. Można powiedzieć wprost: jeżeli chcemy zmniejszać nierówności edukacyjne, musimy zacząć od tego, żeby najlepsi ludzie chcieli być nauczycielami, a system im na to naprawdę pozwalał.
Cały tekst „Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników. Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności” – TUTAJ
Źródło: www.magazynterazpolska.pl.
Aby Polak-nauczyciel był mądry po szkodzie – czytaj: po tragedii w jeleniogórskiej szkole, CEO zamieściło w miniony piątek na swej stronie bardzo wartościowy tekst, w którym znajdziecie propozycję jak rozwiązywać szkolne konflikty (nie tylko wśród uczniów) metodą „kręgów naprawczych”
Nim wydarzy się przemoc rówieśnicza istnieje konflikt, który domaga się rozwiązania. Jeśli młodzi ludzie znajdą w swoim otoczeniu wychowawców, którzy konflikt zauważą i pozwolą go przekształcić i rozwiązać, ryzyko przemocy zostaje znacząco ograniczone.
Dlatego w przypadkach konfliktów, które widzisz w swojej klasie, proponujemy Ci między innymi metodę kręgów naprawczych.
W przeciwieństwie do standardowych strategii reagowania na konflikty, np.
– ignorowania,
-narzucania rozwiązań,
-faworyzowania jednej strony
Kręgi rozwiązują spory i wzmacniają kompetencje społeczno-emocjonalne ich uczestników. Poniżej przedstawiamy etapy kręgów naprawczych i zachęcamy zajrzyj do obszaru działań CEO, który zajmuje się tą częścią działań szkoły i nauczycieli – Ucz otwartości z CEO
Etapy Kręgów Naprawczych
1.Przygotowanie kręgu
-Osoba prowadząca (facylitator) rozmawia wcześniej indywidualnie z uczestnikami konfliktu.
-Sprawdza gotowość do dialogu, wyjaśnia zasady (dobrowolność, szacunek, mówienie z własnej perspektywy).
-Ustalany jest cel kręgu oraz skład uczestników (np. uczniowie, nauczyciel, świadkowie, rodzice).
2.Otwarcie kręgu
-Uczestnicy siadają w kręgu, obowiązuje zasada równości głosu. Przypominane są reguły (słuchanie bez przerywania, brak oceniania).
-Często stosowany jest „przedmiot mówiący”, który porządkuje wypowiedzi.
3.Opowiadanie perspektyw
-Każda osoba mówi, jak widzi sytuację i jak ją przeżyła. Kluczowe są pytania o emocje, potrzeby i skutki konfliktu.
-Celem jest wzajemne zrozumienie, a nie udowodnienie racji.
4.Szukanie rozwiązań
-Uczestnicy wspólnie zastanawiają się, co można zrobić, aby naprawić szkody i zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
-Rozwiązania są proponowane przez samych uczestników, nie narzucane z góry.
5.Ustalenie porozumienia
-Konkretne ustalenia: kto, co i do kiedy zrobi.
-Porozumienie powinno być realne, dobrowolne i zrozumiałe dla wszystkich stron.
6.Zamknięcie i ewaluacja
-Podsumowanie spotkania i refleksja uczestników.
-Czasem planowane jest spotkanie sprawdzające realizację ustaleń. […]
Więcej o metodzie kręgów naprawczych, ich genezie, głównych założeniach, a przede wszystkim o metodzie ich realizacji – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/fundacjaCEO/
Mając do wyboru_ tekst informujący o autoocenie swoich sukcesów ministry Barbary Nowackiej i post z fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej, promujący książkę „Froebel w szkole” – wybrałem upowszechnianie prawdziwej i pożytecznej informacji:
Wiele osób nie wierzy, że stworzone dwieście lat temu koncepcje pedagogiczne mogą dziś być aktualne, ale tak właśnie jest!
Badania mózgu potwierdzają intuicje takich reformatorów edukacji jak Friedrich Froebel, Maria Montessori, Helen Parkhurst (plan daltoński), Celestyn Freinet, Peter Petersen, Alexander Neill i inni.
Wspólnym mianownikiem tego, co nam zostawili jest aktywność uczniów i jakość środowiska, w którym uczą się dzieci.
Friedrich Froebel opracował pomoce dydaktyczne, które nazwał darami. Dzięki nim nauka staje się czymś aktywnym, umożliwia dzieciom działanie, stymuluje rozwój wyobraźni. Można je stosować zarówno w edukacji matematycznej, jak również polonistycznej.
Jeśli jesteście skłonni uwierzyć, że dzieci nie zostały stworzone do uczenia się przez siedzenie i słuchanie, jeśli szukacie inspiracji, pomysłów na ciekawe, inspirujące lekcje, to sięgnijcie po tę pozycję.
Autorki omówiły wszystkie aspekty edukacji wczesnoszkolnej tak konkretnie, jak tylko się da. To pomysły na żywe, budzące dziekawość i ułatwiające naukę lekcje.
Dzięki rozwojowi neurobiologii wiemy już, dlaczego tacy ludzie jak Friedrich Froebel mieli rację! Żeby móc rozwinąć swój potencjał dzieci muszą być aktywne. Zostały stworzone do tego, żeby poznawać świat z pomocą własnych zmysłów, poprzez próby, manipulowanie przedmiotami, eksperymentowanie, popełnianie błędów i uczenie się na nich.
Może będziecie chcieli zrobić sobie lub komuś bliskiemu taki upominek? Dzięki tej książce lekcje w klasach 1-3 mogą wyglądać zupełnie inaczej.
To książka inspirująca do zmiany i podsuwająca konkretne pomysły, jak to zrobić.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
O książce i gdzie ją kupić – TUTAJ
Proponuję na początek nowego tygodnia najnowszy tekst Jarosława Pytlaka z jego bloga „Wokół Szkoły”. To jego kolejny komentarz do aktualnej sytuacji wokół dalszych losów ministerialnego projektu „Kompas Jutra” Jako że nie jest on krótki – zamieszczam jego – co prawda obszerne – fragmenty, Ale także link do pełnej wersji:
Podpisze czy nie podpisze?!
Mowa oczywiście o podpisie Karola Nawrockiego pod ustawą wprowadzającą reformę edukacji „Kompas Jutra”. Sporo osób się tym emocjonuje, choć ja uważam, że niepotrzebnie. Otóż, Drogi Czytelniku, niezależnie od decyzji lokatora Dużego Pałacu, będzie to polityczny sukces Barbary Nowackiej. Jeśli podpisze, ministra uzyska możliwość pełnej realizacji swojego opus magnum, które postawi ją w szeregu osób znanych w historii polskiej edukacji, tuż obok innej sławnej reformatorki, Anny Zalewskiej. Jeżeli zaś nie podpisze – będzie mogła do końca życia opowiadać, jak cudownie byłoby w polskiej szkole, gdyby nie obstrukcja prezydenta, i chodzić w nimbie męczeństwa.
Decyzja Karola Nawrockiego nie ma też specjalnego znaczenia dla rodzimej edukacji, która tak czy inaczej pozostanie na straconej pozycji. Podpis będzie oznaczał zgodę na wprowadzenie w życie źle pomyślanej reformy, pomijającej niemal wszystkie istotne problemy, z jakimi borykają się placówki oświatowe, z magiczną wiarą, że rozwiążą się przy okazji. Brak podpisu – chaos prawny, próby wprowadzenia na siłę przez MEN zaplanowanych rozwiązań, byle tylko wykazać się sprawczością i przeforsować jak najwięcej swoich pomysłów. Bez ponoszenia odpowiedzialności za złe skutki, bowiem tymi zawsze będzie można obciążyć prezydenta. Już padają takie buńczuczne zapowiedzi omijania prawa, co w przypadku Ministerstwa, bądź co bądź, Edukacji brzmi dość żenująco, choć na pewno jest zgodne z obecnymi – wysokimi inaczej – standardami demokracji.
Osoby zainteresowane polityką próbują przewidzieć, co może wpłynąć na ostateczną decyzję, przy czym żadna ze znanych mi analiz nie dotyczy sedna, czyli interesu społecznego. Zawsze jest to po prostu polityka, rozumiana w kategoriach osobistych/partyjnych korzyści poszczególnych jej aktorów. Weto wydaje się bardziej prawdopodobne, bo ani wcześniejsze decyzje Barbary Nowackiej (choćby w sprawie redukcji wymiaru godzin religii w szkole), ani deklarowane cele „Kompasu Jutra” nie zgadzają się z poglądami najbardziej konserwatywnej części polskiego społeczeństwa. Podpis byłby dla wielu zwolenników prezydenta po prostu niezrozumiały. Z drugiej strony jednak w Pałacu może zwyciężyć kalkulacja, że danie zielonego światła na źle przygotowane, wprowadzane naprędce zmiany, w perspektywie wyborów parlamentarnych 2027 okaże się politycznym złotem. Każda reforma budzi bowiem napięcia społeczne, związane zarówno z nieuchronnymi problemami realizacyjnymi, jak i poczuciem zawodu, że piękne obietnice nie przekładają się dostatecznie szybko na radykalną poprawę sytuacji. Przypomnę w tym miejscu, że gimnazja potrzebowały kilkanaście lat, by jako tako okrzepnąć, a i tak do końca miały wielu przeciwników. Teraz, w czasach daleko mniej spokojnych, emocje, żywione zawiedzionymi nadziejami na natychmiastową poprawę, będą buzować w każdym zakątku systemu.
x x x
Czytelnicy bloga „Wokół szkoły” doskonale znają mój krytyczny stosunek do reformy szykowanej pod kierunkiem Barbary Nowackiej. Ma on wiele przyczyn. O jednej wspomniałem już wcześniej – nie dotyka ona najbardziej palących problemów polskiego systemu edukacji. Na przykład, ignoruje fatalne warunki pracy nauczycieli, potworną biurokratyzację i paragrafizację funkcjonowania placówek oświatowych, mnożące się konflikty pomiędzy dorosłymi, w które coraz częściej wciągane są dzieci, czy przygniecenie nauczycieli trudną do ogarnięcia liczbą orzeczeń i opinii, wymagających dostosowania warunków nauki. Przede wszystkim jednak „Kompas Jutra” stanowi ogromną stratę czasu, którego zabraknie na rzetelną debatę o autentycznych potrzebach systemu edukacji i sposobach przeciwdziałania kryzysowi szkoły – instytucji społecznej powołanej w celu kształcenia młodego pokolenia. Pisałem o tym z górą rok temu w artykule „Zamiast lepić absolwenta, zbudujmy szkołę na nowo!”. Niestety, przesyłka trafiła na Berdyczów.
[…]
Aby właściwie ocenić skalę wyzwania trzeba wziąć pod uwagę, że rozważamy przeprowadzenie zmian w systemie edukacji dużego europejskiego państwa. Mają one dotyczyć ponad sześciu milionów młodych ludzi i z górą połowy miliona nauczycieli. To ogromne przedsięwzięcie społeczne i jako takie powinno być przygotowane z największą starannością.
Niestety, podejmując przygotowania do reformy nie przeprowadzono żadnej kompleksowej, naukowej analizy obecnego stanu polskiej edukacji. Nie poddano też analizie zasobów systemu: ani ludzkich, ani materialnych.
Przygotowywana reforma nie opiera się na żadnym fundamencie pedagogicznym; pod jej założeniami nie podpisały się żadne autorytety pedagogiczne. Wszystko zaczyna się i kończy na Instytucie Badań Edukacyjnych, całkowicie zależnym od Ministerstwa Edukacji Narodowej zarówno w zakresie obsady kierownictwa, jak i finansowania działań. Wśród decydentów obu tych instytucji, pojawiających się publicznie w kontekście reformy, nie ma nikogo kompetentnego w zakresie pedagogiki, ani posiadającego doświadczenie zawodowe z placówki oświatowej.
[…]
Rzetelności reformatorskiego dzieła nie sprzyja absurdalnie krótki czas przewidziany na przygotowania – zaledwie nieco ponad półtora roku. Tyle czasu to wymaga przygotowanie dobrego podręcznika. Może gdyby było to godziwe pięć lat, to i współpraca z ekspertami wyglądałaby inaczej?! Przedstawiciele ministerstwa podkreślają, co prawda, że w pierwszym roku zmiany dotyczyć będą tylko dwóch roczników uczniów (klas pierwszych i czwartych SP), jednak – o czym już nie mówią, nawet w tym przypadku musi być gotowa koncepcja programu na pełne osiem lat. Korygowanie błędów w toku realizacji – eufemistycznie określane jako „kroczący” charakter reformy – jest eksperymentem na żywym organizmie. Tym bardziej, że cała koncepcja, w tym jej nowatorskie elementy metodyczne, pozbawiona jest nie tylko niezależnej recenzji, ale także pilotażu.
Formalnie rzecz biorąc, pilotaż się odbył. Przeprowadzono go w ciągu minionego miesiąca (!) placówkach kierowanych przez ambasadorów reformy. Każda z nich mogła wybrać dowolny (!) element reformy. Opierając się na fejsbukowych ogłoszeniach dowiedziałem się, że gdzieś odbył się tydzień projektowy w klasach 1-3, gdzie indziej dzień projektowy w klasach 4-8. Na pewno były to wydarzenia dobre dla lokalnych społeczności szkolnych, wciągające jeszcze bardziej ambasadorów w dzieło reformy, ale powiedzmy sobie wprost – żaden to pilotaż rozwiązań, które już za 10 miesięcy mają obowiązywać wszystkie szkoły w Polsce.
W tym miejscu muszę podkreślić, że obowiązująca obecnie narracja MEN, jakoby wiele szkół już dzisiaj działało tak, jak przewiduje reforma, i chodzi tylko o upowszechnienie tych praktyk, jest z gruntu bałamutna! Niektóre szkoły wyróżniają się zazwyczaj na skutek pewnego splotu okoliczności. Należy do nich, przede wszystkim, posiadanie wyrazistego lidera oraz życzliwego, wspierającego otoczenia społecznego, w tym organu prowadzącego. Dopiero na tej podbudowie powstają szczególnie sprawne zespoły pedagogiczne i udane inicjatywy lokalne, które, uwaga, zazwyczaj są unikalne, specyficzne dla danej placówki. Nie istnieje mechanizm przeniesienia dobrych praktyk z jednej placówki do drugiej, bo nie ma możliwości przeniesienia specyficznych warunków działania, w tym sklonowania lidera. Dlatego celem zmian w edukacji powinno być takie projektowanie prawa oświatowego (w tym podstaw programowych), by ułatwiało tworzenie lokalnych inicjatyw, zwiększając tą drogą liczbę placówek dobrych i bardzo dobrych. Wspieranie autonomii nauczycielskiej. Tymczasem „Kompas Jutra” podąża w kierunku przeciwnym – unifikacji, pod złudnym pretekstem wyrównywania szans edukacyjnych. Pod tym względem jego igła nie wskazuje północy, ze znajdującą się tam wyśnioną w edukacyjnej bańce Finlandią, ale raczej wschód i to niezbyt daleki.
Śledząc wypowiedzi na temat reformy, także jej propagatorów, często słyszę, że nie jest ona idealna, że zawiera błędy, ale też ma wiele mocnych stron. Nie wskazałem tych ostatnich w moim artykule, nie dlatego, że ich nie dostrzegam, ale dlatego, że absolutnie nie równoważą one szkód, których się spodziewam. Nie uważam za wskazane uspokajanie sumienia, że „robimy co jest możliwe, bo jakaś zmiana musi nastąpić” – to cytat z mojej rozmowy z jedną z ekspertek IBE. Polska edukacja potrzebuje starannie przygotowanej reformy, opracowanej przez naprawdę niezależnych ekspertów, poprzedzonej analizą potrzeb i możliwości oraz rzetelnym pilotażem. Na krótką metę – potrzebuje spokoju, możliwości popracowania choć przez dwa-trzy lata bez radykalnych zmian. Niewielkich korekt tam, gdzie są możliwe bez rujnowania dotychczasowego dorobku. Bez obaw, że za dwa lata przyjdzie nowa władza, zmiecie to, co zrobiła obecna i wprowadzi swoje własne porządki.
Przyznaję, że przemawia przeze mnie złe doświadczenie z poprzednimi reformami, ale też nie widzę żadnego punktu zaczepienia, który pozwoliłby mi uwierzyć, że tym razem będzie inaczej. Nigdy nie będzie inaczej, póki o systemie edukacji będą decydować politycy. Niektóre państwa europejskie już to pojęły, my będziemy uczyć się na kolejnych błędach.
Cały tekst „Podpisze czy nie podpisze?!” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Na sobotnią lekturę proponuję najnowszy tekst z bloga Centrum Edukacji Obywatelskiej. Jest to zapis wywiadu, jaki Agnieszka Waśkiel (w CEO zajmuje się komunikacją i promocją programów „Noc Bibliotek” oraz „Szkoła twórczych praktyk”) z Agatą Lipiec, która w Fundacji „Deloitte Polska” odpowiada za strategię działań opartą o wartości Deloitte i spójność z celami fundacji – edukacją, klimatem i dobroczynnością. Poniżej zamieszczam wybrane fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji:
Agnieszka Waśkiel: – Pani Agato, czym zajmuje się Pani w Fundacji Deloitte oraz skąd pomysł na realizację programu Art Thinking, który koncentruje się na kreatywności i sztuce?
Agata Lipiec: – Mam zaszczyt zarządzać działalnością Fundacji i naszymi programami edukacyjnymi. Jestem w Fundacji od początku a w programie Art Thinking, odkąd zrodził się pomysł jego powstania. Wyszliśmy od rozeznania istniejących programów edukacyjnych i zauważyliśmy, że niewiele jest takich, które łączyłyby rozwój kreatywności, krytycznego myślenia i empatii – czyli kompetencji przyszłości – poprzez kontakt ze sztuką. A sztuka powinna być obecna w życiu i jest wspaniałym narzędziem, dzięki któremu wykształcamy w sobie wrażliwość, otwartość i inny punkt widzenia.
To, co było dla nas istotne – nie chcieliśmy uczyć o sztuce w sposób szkolny: teoretyczny i faktograficzny, bo takie podejście sprawia, że sztuka wydaje się trudna i elitarna. A nam zależało, żeby ją oswoić, uczynić czymś przystępnym i bliskim, jak słuchanie muzyki. Chcemy ją zauważać w wymiarze osobistej refleksji: „jak sztuka na mnie działa?”. Mniej rozumowo, bardziej emocjonalnie. Zastanowić się, dlaczego się zatrzymuję przy tym obrazie czy rzeźbie, co ten obiekt we mnie wywołał, czy mi się podoba, a może pojawiają się jakieś inne odczucia…? Skupienie się na procesie własnego doświadczenia związanego ze sztuką w konsekwencji sprawia, że na co dzień stajemy się wrażliwsi, także w kontekście relacji międzyludzkich.
Zatem kiedy zdecydowaliśmy w fundacji, że chcielibyśmy zacząć uczyć myśleć o sztuce w taki sposób, to kolejnym krokiem stało się zderzenie tego pomysłu z osobami, do których założyliśmy, że chcemy trafić z tym programem. Zaprosiliśmy na badania fokusowe edukatorów, nauczycieli, osoby pracujące w domach kultury, w muzeach, ale też młodzież licealną. Podczas badania usłyszeliśmy od nich, że w szkole na lekcjach nikt nie pyta, co myślą, jakie mają odczucia. Był to dla nas bodziec, aby podstawą w programie było stworzenie przestrzeni do swobodnej wypowiedzi, komentarzy, dzielenia się obserwacjami i rozmyślaniami. Stwierdziliśmy, że damy pretekst do dyskusji, a nie gotowe rozwiązania. Dlatego pierwszym etapem Art Thinking było nakręcenie 10 etiud filmowych wokół teorii Hundertwassera, która była osią narracyjną całego programu.
– Dlaczego zdecydowali się Państwo oprzeć program o teorię Friedensreicha Hundertwassera?
– Na poziomie merytorycznym w tworzeniu programu pomagała nam Fundacja Top Modern Art Hermansdorferów. Pani prof. Alina Drapella-Hermansdorfer zwróciła naszą uwagę na teorię Hundertwassera, ze względu na jego nietypowe i zarazem holistyczne podejście do człowieka, sztuki i natury. Hundertwasser wyodrębnił 5 skór – nasze ciało, ubranie, dom, przestrzeń wokół nas i planetę/środowisko. Pierwsza z nich jest dosłowną, naturalną skórą. I to jest dla człowieka najważniejsze miejsce osadzenia na ziemi. Chodzi o to, żeby czuć się dobrze samemu ze sobą, żeby akceptować i doceniać siebie i swoje ciało, bo jesteśmy unikatowi i wyjątkowi. Hundertwasser zachęcał też do zdobienia ciała jako wyrazu wyrażania siebie.
Dlatego jeden z pierwszych filmów, jaki powstał w tym programie, mówi o tatuażach i o tym, dlaczego je robimy oraz jaki proces kreatywny towarzyszy artyście-tatuatorowi. Bohater tego filmu – Mateusz Szarzyński, mówi w nim, że dla niego, jako twórcy najbardziej niesamowitym momentem było uświadomienie sobie, że tatuaż, który wykonał, będzie istniał tylko tak długo, jak długo będzie żył człowiek, który go nosi. Film otwiera też pole do porozmawiania o tym, dlaczego sięgamy po tatuaże, jakie mają znaczenie w wymiarze indywidualnym i kulturowym, bo okazuje się, że motyw zdobienia ciała wciąż się przewija. Wydaje mi się, że to ciekawy temat do podjęcia z młodzieżą. Daje szansę uwrażliwić ich na to, że tatuaż, makijaż czy piercing może być formą ekspresji czy naszym komunikatem dla świata.
-A co z pozostałymi skórami?
–Kolejna skóra to nasz ubiór, a trzecia, to przestrzeń domowa. One nas identyfikują i odróżniają od innych, pokazują nasz charakter, naszą unikatowość. Czwarta skóra, to przestrzeń wokół nas – miejscowość w jakiej mieszkamy, nasze osiedle, ulice, które przemierzamy w drodze do pracy. Często odbieramy je bezrefleksyjnie, nie zastanawiamy się, dlaczego dany obiekt jak pomnik, fontanna, rzeźba akurat w danym miejscu się znalazł, jaką ma historię. Nie myślimy o tym, czego nam brakuje i co być może warto by było ze społecznością lokalną udoskonalić. Ostatnia, piąta skórą, to nasza planeta i środowisko naturalne. Hundertwasser pokazywał w niej refleksję nad tym, jak traktujemy miejsce, w którym żyjemy i czy szanujemy je na tyle, żeby kolejne pokolenia mogły tutaj funkcjonować.
Intryguje też kwestia, że Hundertwasser, który był architektem, w swoich projektach postanowił odejść od linii prostych. Obserwacja natury skłoniła go do wysnucia tezy, że odbieranie otaczającej przyrody w taki sposób nie jest naturalne, jest wymysłem człowieka. Wszystkie obiekty, budynki, które projektował, są odległe od linii prostej. Co więcej – Hundertwasser nie prasował ubrań, uważał, że naturalne są te pogniecione. W tej teorii – po głębszej analizie – znaleźliśmy również bardzo przemyślane podejście do kwestii różnorodność i jej akceptacji. Każdy z nas może wykształcić indywidualny kod estetyczny, w którym się odnajdzie. Oczywiście, mamy to obudowane społecznymi normami, ale otwarcie się na różnorodność, która nie powoduje niczego zagrażającego innym, daje wolność.
– Osią narracyjną programu jest dziesięć filmów. Czy któryś z nich jest szczególnie Pani bliski? Interesuje mnie również, jak włączać film w edukację, aby był istotną częścią lekcji, a nie jedynie czymś do pokazania, kiedy nie ma się konkretnego planu na zajęcia.
– Zależało nam, by filmy można było wykorzystywać w różnych sytuacjach – również w ramach szybkiego pomysłu na zastępstwo. Ważne, żeby osoba, która inicjuje oglądanie któregoś z nich, wprowadziła odpowiedni kontekst i skorzystała ze scenariusza lekcji, którym się dzielimy. To może być zarówno punkt wyjścia do rozmowy, jak i konkluzja dyskusji. Wszystko zależy od przyjętej strategii nauczyciela.
Osobiście najbardziej lubię film z Piotrem Sarzyńskim, który oprowadza nas po miastach szlakiem rzeźb i niesamowicie ciekawie opowiada o tym, dlaczego znalazły się w tych miejscach oraz czym są. Ten film otwiera oczy na rzeczy obok nas, na które w codziennej pogoni często pomijamy, nie zwracamy na nie uwagi.
Lubię też historię florystki, która przez wiele lat pracowała w korporacjach, a w pandemii zaczęła sobie zadawać pytania o sens życia i o to, czego chce i potrzebuje. I postanowiła pójść na kurs florystyczny i założyć kwiaciarnio-kawiarnię. Na marginesie – w tym miejscu Hundertwasser również przemawia. To on propagował, aby w mieszkaniu otaczać się roślinami, bo one nas uspokajają albo – w zależności od bieżących potrzeb – pobudzają.
[…]
– Jak wygląda lub może wyglądać praca z materiałami Art Thinking w grupie, w zwłaszcza na gruncie szkolnym?
– Ferment artystyczny to chyba najlepsze określenie tego, co się dzieje, kiedy scenariusz zaczyna działać. Ustalamy na początku, że nie ma głupich pytań, bo w kreatywności każdy pomysł jest dobry i zależy nam, żeby tych pomysłów wygenerować bardzo dużo i nie blokować się na starcie. Dopiero w kolejnym kroku wybieramy, co chcielibyśmy zrobić. Młodzież rzadko słyszy, że ich pomysły zasługują na docenienie. Tutaj zostają ośmieleni i następuje efekt kuli śnieżnej. Widzę, jak ogromna jest potrzeba usłyszenia tych słów i jak wiele zmienia taki komunikat.
Jeżeli chodzi o techniczne aspekty – scenariusze, które przygotowaliśmy w Art Thinking w dużym stopniu zależą też od tego, kto chce je realizować i jaki ma plan. Jeden nauczyciel może chcieć poświęcić 45-minutową lekcję, w trakcie której oglądamy film, dyskutujemy i kończymy zajęcia. A dla innego staną się inspiracją do działania w ramach półrocznego projektu artystycznego angażującego społeczność szkolną. W każdym scenariuszu są opisane propozycje pracy w wersji minimum, pośredniej i maksimum. Dajemy więc dowolność edukatorom do działań.
Na przykład w toku pracy nad scenariuszami pojawiły się pomysły, żeby klasa wykonała mural na ścianie swojej szkoły, jeżeli nie będą mogli zrobić takiego prawdziwego, to może przygotują projekt i zorganizują pokaz mappingu. Albo okleją korytarz szkolny szarym papierem i każdy będzie mógł domalować swoją część tego „muralu”. Przy tej okazji pracujemy z młodzieżą też nad tym, jak taki projekt przeprowadzić, jakie dostać zgody, jak to zaplanować i zaprojektować, jak podzielić zadania między sobą. To kolejna ważna kompetencja, rozwijamy umiejętności pracy projektowej i pracy w zespole, a to może się przydać w każdej pracy w przyszłości. […]
Cały tekst „Co można zyskać, gdy sztuka staje się istotną częścią lekcji?” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
Foto: www.c-and-a.com/pl/
Kto uważa, że najwięcej o tym co ważnego wydarzyło się w oświacie, a szczególnie w obszarze szkolnictwa zawodowego, dowie się z oficjalnej strony Ministerstwa Edukacji, zapewne już zapewne czytał te informacje, które w okresie minionego miesiąca zostały tam zamieszczone. A kto nie (lub nie wszystkie) – może to uczynić klikając linki do kolejnych tekstów:
21 listopada
Spotkanie wiceministra Henryka Kiepury z przedstawicielami branży gastronomicznej
Ministerstwo Edukacji Narodowej zorganizowało spotkanie branżowe poświęcone aktualnym wyzwaniom i potrzebom sektora gastronomii i kelnerstwa. W wydarzeniu uczestniczył Sekretarz Stanu Henryk Kiepura, który podkreślił znaczenie stałego dialogu z przedstawicielami branży dla unowocześniania systemu kształcenia zawodowego.
WIĘCEJ – TUTAJ
28 listopada
Spotkanie branżowe z przedstawicielami sektora metalurgii i odlewnictwa
W ramach projektu „Porozumienie branżowe na rzecz kształcenia i szkolenia zawodowego. Zwiększanie udziału przedstawicieli i przedstawicielek branż w rozwoju kształcenia zawodowego i uczenia się w miejscu pracy”, realizowanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego.”, współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego, Ministerstwo Edukacji Narodowej zorganizowało spotkanie poświęcone przyszłości kształcenia zawodowego w sektorze metalurgii i odlewnictwa. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele organizacji branżowych, pracodawców, resortu energii oraz instytucji edukacyjnych.
WIĘCEJ – TUTAJ
4 grudnia
Minister Edukacji zainaugurowała SkillsPoland 2025 w Gdańsku
Minister Edukacji Barbara Nowacka wzięła dziś udział w inauguracji krajowych finałów SkillsPoland 2025, które odbywają się w dniach 4-5 grudnia w Gdańsku. Najlepsi młodzi zawodowcy z całej Polski rywalizują w 20 konkurencjach – od robotyki i mechatroniki, przez fryzjerstwo i modę, aż po gotowanie i cukiernictwo – w ogólnopolskim konkursie umiejętności zawodowych, stanowiącym część międzynarodowego ruchu WorldSkills. […]
WIĘCEJ – TUTAJ
Wiceminister Henryk Kiepura wręczył powołania do Krajowego zespołu konsultantów branżowych ds. zawodów i kwalifikacji
Ministerstwo Edukacji Narodowej podsumowało pierwszy cykl spotkań branżowych realizowanych w ramach projektu „Porozumienie branżowe na rzecz kształcenia i szkolenia zawodowego”. To szeroko zakrojony proces współpracy z przedstawicielami wielu sektorów gospodarki, organizacji branżowych oraz ekspertami, którego celem jest modernizacja szkolnictwa zawodowego w Polsce. […]
WIĘCEJ – TUTAJ
9 grudnia
Udział wiceminister Izabeli Ziętki w otwarciu Branżowego Centrum Umiejętności w Zduńskiej Dąbrowie
Izabela Ziętka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, wzięła udział w uroczystym otwarciu Branżowego Centrum Umiejętności w dziedzinie technika weterynaryjna w Zduńskiej Dąbrowie. […]
WIĘCEJ – TUTAJ
11 grudnia
Gala Olimpijczyków Zawodowych 2025. Minister Barbara Nowacka: Kształcenie techniczne i branżowe to przyszłość polskiej gospodarki
Laureaci ogólnopolskich olimpiad zawodowych otrzymali nagrody z rąk Minister Edukacji Barbary Nowackiej i wiceministra Henryka Kiepury podczas Gali Olimpijczyków Zawodowych, która odbyła się w Warszawie. Spotkanie stało się okazją do podkreślenia roli szkolnictwa branżowego i technicznego w rozwoju kraju. […]
WIĘCEJ – TUTAJ
x x x
Ale ja, w miejsce tamtych materiałów, które mają jedną wspólną cechę: są ogólnikowe i przede wszystkim mają główną cechą – autopromocję MEN, zachęcam do lektury tego jednego, zawierającego syntezę wszystkich najważniejszych informacji tekstu, zamieszczonego na stronie „Gazety Wyborczej”. Oto jego obszerny fragment:
MEN wzmacnia szkoły techniczne. 10 nowości, które poprawią współpracę z biznesem
[…]
MEN deklaruje dalsze wspieranie szkół technicznych i współpracę z branżą. W jaki sposób? Wiceminister Kiepura wyliczał dotychczasowe działania resortu w tej kwestii:
1.MEN wprowadza 15 nowych zawodów szkolnictwa branżowego, w których kształcenie już jest prowadzone lub będzie od nowego roku szkolnego. To m.in.: technik cyberbezpieczeństwa, technik kontroli bezpieczeństwa portu lotniczego, optoelektronik i technik optoelektroniki, technik optyki okularowej i technik mobilności drogowej. A także: agroogrodnik i technik agroogrodnictwa, ogrodnik terenów zielonych, technik architektury krajobrazu i arborystyki, technik aranżacji florystycznych oraz asystent ogrodniczy i asystent florystyczny.
2.Wzmocnienie doradztwa zawodowego w szkołach. – To priorytet, dziś tylko 5 proc. uczniów i uczennic korzysta z tego doradztwa. Będziemy je wzmacniać i rozwijać – deklarowała ministra Nowacka.
3.W ramach reformy edukacji „Kompas jutra” w szkołach podstawowych pojawi się przedmiot technika w nowej odsłonie. Będzie bardziej praktyczny, a resort zainwestuje w pracownie techniczne.
4.- Będziemy inwestować w kształcenie nauczycieli – zaznaczała ministra Nowacka. A wiceminister Kiepura przyznał, że brakuje nauczycieli przedmiotów zawodowych. – Firmy mówią, że brakuje im pracowników, a szkoły, że brakuje kadry. Stąd chcemy, by firmy mogły delegować pracowników do uczenia pod opieką nauczyciela – tłumaczyła Nowacka. MEN ma wydać również 50 mln zł na studia podyplomowe dla nowych kadr.
5..Zwiększenie finansowania kształcenia w zawodach deficytowych, chodzi m.in. o automatyków, mechatroników oraz techników elektro mobilności.
6.Nowe podstawy programowe w szkołach branżowych uzgadniane są z przedstawicielami z branży. MEN powołał Krajowy Zespół Konsultantów Branżowych – to 65 ekspertów z 32 branż, wyłonionych w drodze konkursu. W styczniu odbędzie się II etap na powołanie przedstawicieli kolejnych branż.
7.Resort wprowadza nowe zasady finansowania uczniów odbywających praktyki w firmach. Nie tylko zwiększa pulę środków, ale też zapewnia stałą waloryzację. I wprowadza zasadę, że pracodawca otrzyma 100 proc. zwrotu po przystąpieniu ucznia do egzaminu zawodowego, bez konieczności jego zdania.
8.Powstanie 120 Branżowych Centrów Umiejętności ze środków KPO. Chodzi o 1,5 mld zł. Będą to nowoczesne ośrodki, w których zaplanowano dokształcanie uczniowie i pracowników, którzy chcą się przekwalifikować. Program rozpoczął już rząd PiS, ale wiceminister Kiepura mówił, że w 2023 roku – po przejęciu władzy – program był „poważnie zagrożony”. – Dziś możemy ogłosić, że zrealizujemy ten projekt – zaznaczył.
9.Będzie zwiększenie praktycznego wymiaru nauki w technikach. – Pracujemy nad tym, aby w technikach podstawę programową zrealizować do zakończenia IV klasy, a w V klasie koncentrować naukę na kształceniu praktycznym i przygotowaniu do matury – zapowiedział Kiepura.
10.Trwają prace nad stworzeniem stopnia pośredniego między technikiem i inżynierem. Stanie się to dopiero po zakończeniu eksperymentów pedagogicznych.
Aby wzmocnić szkolnictwo techniczne Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji ogłasza I edycję konkursu na Profesjonalną Szkołę Roku z 16 kluczowych branż. Liczyć się będą nie tylko osiągnięcia uczniów, ale też innowacje, współpraca z biznesem, środowiskiem lokalnym i promocja kształcenia zawodowego.
Źródło: www.wyborcza.pl
Wczoraj na fb-profilu Roberta Sowińskiego wypatrzyłem informację, dzięki której mogę dzisiaj zaproponować nie tylko poniższy tekst, ale także warty wysłuchania podcast:
Szkoła wielu możliwości, czyli jubileusz STO na Bemowie i 300. odcinek EduKOSMOSu
Trzechsetny odcinek podcastu EduKOSMOS zabiera słuchaczy w wyjątkowe miejsce, do Zespołu Szkół STO na Bemowie w Warszawie, świętującego 35-lecie istnienia. Zamiast klasycznego jubileuszowego podsumowania własnej działalności, oddajemy głos szkole, która od lat pokazuje, że dobra edukacja nie potrzebuje ministerialnych reform, by realnie zmieniać życie uczniów.
Reportaż ze szkoły, w której „świat lubi ludzi, którzy lubią świat”
Odcinek ma formę reportażu. Razem z prowadzącymi podcast słuchacz wchodzi do szkoły przez dziedziniec parafialny, mija charakterystyczny napis „Świat lubi ludzi, którzy lubią świat” i krok po kroku odkrywa przestrzeń, która została zbudowana wokół relacji, odpowiedzialności i samodzielności uczniów.
Przewodnikami po szkole są piątoklasiści: Zosia i Jerzyk. To oni pokazują tablicę konsultacji, na której nauczyciele wpisują dyżury pomagające uczniom zrozumieć trudniejsze treści. Opowiadają o piątkowych projektach, półrocznych cyklach pracy i zabawie „Sokole Oko”, która uczy uważności, języka i systematyczności, pozostając w pamięci dzieci na wiele lat.
LInk do nagrania o którym mówi Jerzyk – TUTAJ
Biblioteka jako „centrum zarządzania wszechświatem”
Szczególnym punktem na mapie szkoły jest biblioteka, którą z pasją prowadzi Krzysztof Goleń. To tu uczniowie wypożyczają nie tylko książki, ale też laptopy, tablety, materiały do projektów. System indywidualnych odznak, naklejek i certyfikatów za aktywność czytelniczą buduje kulturę czytania bez zewnętrznych nagród, a największym wyróżnieniem jest uścisk dłoni dyrektora na apelu i możliwość zaliczenia dużej pracy z języka polskiego.
Biblioteka przechowuje także niezwykłą kolekcję szkolnych reprodukcji dzieł sztuki, setki prac tworzonych przez uczniów we współpracy z nauczycielami plastyki, katalogowanych i wykorzystywanych jako ruchoma galeria. To przykład, jak łączyć edukację artystyczną, projektowość i budowanie dumy z własnej pracy.
Pokój nauczycielski, przestrzenie wspólne i codzienność relacji
Zaglądamy również do pokoju nauczycielskiego podzielonego na część do pracy i część do odpoczynku oraz do sali gimnastycznej, klubiku muzycznego i przestronnych korytarzy, które stają się miejscem koncertów, wystaw i szkolnych wydarzeń.
Nauczyciele mówią o szkole jako miejscu, w którym otwartość nie jest hasłem z plakatu, lecz codzienną praktyką: dzieci mają odwagę dyskutować, pytać, wyrażać zdanie. To przekłada się na atmosferę, którą goście opisują jako „szkołę, w której uśmiech wisi w powietrzu”.
Jarosław Pytlak o szkole wielu możliwości
Centralną część odcinka stanowi wystąpienie dyrektora Jarosława Pytlaka. Opowiada on o 35 latach ciągłości koncepcji programowej od „szkoły przyjaznej”, przez „szkołę poszukującą”, aż po dzisiejszą „szkołę wielu możliwości”.
Fundamentem tej wizji są wartości:
-odpowiedzialność,
-dzielność,
-uspołecznienie,
-wspierane przez otwartość, życzliwość i aktywność.
Szkoła jest rozumiana jako społeczność i „laboratorium doświadczeń społecznych”, w którym nie chodzi o idealne rozwiązania, lecz o funkcjonalność, o to, by dzieci mogły podejmować realne decyzje, planować swój rozwój, doświadczać współodpowiedzialności za grupę.
Dyrektor Pytlak podkreśla, że przez 35 lat szkoła przetrwała cztery duże reformy i wielu ministrów, nie dlatego, że dopasowywała się do kolejnych „modnych” koncepcji, ale dlatego, że konsekwentnie rozwijała swoją.
Głos uczniów i pytanie o „wady dyrektora”
W debacie jubileuszowej głos zabierają również uczniowie. Zapytany o „największą wadę” dyrektora, jeden z nich żartobliwie odpowiada, że jest… „zbyt pozytywny” – nawet w trudnych sytuacjach pozostaje spokojny, co niektórym utrudnia uświadomienie sobie konsekwencji własnych działań.
Sam Jarosław Pytlak przyznaje, że ma wady jak każdy, ale podkreśla, że szkoła i dyrektor nie muszą być idealni – mają być funkcjonalni: zdolni do refleksji, uczenia się, prowadzenia społeczności.
Ewa Pytlak – o kamieniach milowych rozwoju szkoły
W rozmowie z Anną Sowińską Ewa Pytlak wskazuje pięć kamieni milowych historii szkoły:
1.ogromne zaangażowanie rodziców w pierwszych latach,
2.zbudowanie stabilnego zespołu nauczycielskiego,
3.wolność rozwoju i autonomia nauczycieli w tworzeniu własnych inicjatyw,
4.decyzję o utworzeniu gimnazjum jako naturalnego przedłużenia drogi ucznia,
5.rozwój infrastruktury od dwóch sal do nowoczesnego kompleksu z halą, boiskami i specjalistycznymi pracowniami.
Podkreśla, że jej rolą jest „przekuwanie pomysłów Jarka w rzeczywistość”, umiejętność widzenia procesu z góry, dbania o szczegóły i relacje sprawia, że wizje dyrektora mogą realnie zadziałać.
Co z tego może zabrać dla siebie każda szkoła?
W zakończeniu odcinka Robert Sowiński zaznacza, że STO na Bemowie jest szkołą społeczną, z innymi możliwościami niż typowa szkoła publiczna. Jednocześnie wiele rozwiązań: kultura projektów, system odznak, poważne traktowanie samorządu, czas na rozmowę, biblioteka jako centrum życia szkoły, może być inspiracją dla każdej placówki w Polsce.
Trzechsetny odcinek EduKOSMOSU staje się więc nie tylko jubileuszową opowieścią, ale przede wszystkim zaproszeniem do refleksji: jak budować szkołę wielu możliwości w naszym własnym, lokalnym kontekście z ludźmi, których mamy, i zasobami, którymi dysponujemy.
A teraz proponuję wysłuchanie podcastu – trzechsetnego w serii „EduKosmos”:
„Szkoła, w której uśmiech wisi w powietrzu” [53’22”] – TUTAJ
Źródło: www.edukosmos.pl















