Wczoraj na fejsbuku Krytycznego Egzaminatora przeczytałem ten oto post – zamieszczam bez skrótów:

 

 

To jest właśnie ten rodzaj narracji, który najbardziej mnie irytuje, bo pod pozorem „mówienia prawdy” przemyca bardzo prostą tezę: nauczyciel jest podejrzany z definicji, a całe środowisko trzeba traktować jak problem do naprawienia.

 

Można oczywiście dyskutować o jakości kształcenia nauczycieli. Można krytykować nauczycieli, którzy nie wykonują swojej pracy właściwie. Można wskazywać patologie. Ale wrzucanie całej grupy zawodowej do jednego worka, a następnie sugerowanie, że państwo przez swoich nauczycieli „niszczy intelektualne życie młodych ludzi”, to już nie jest żadna odważna diagnoza. To jest publicystyczna pałka zamiast argumentu.

 

 

A szczególnie kuriozalne jest powoływanie się na rzekome „ściąganie przy zdobywaniu tytułu egzaminatora OKE” jako argument przeciwko jakości nauczycieli. Jeżeli ktoś ma konkretne dowody na oszustwo, niech je przedstawi, zgłosi i nazwie konkretną osobę. Jeżeli ich nie ma, to rzucanie takiego zarzutu wobec środowiska jest zwyczajnie niepoważne.

 

Bo wiecie, co jest najłatwiejsze?

 

Powiedzieć: „nauczyciele są problemem”.

 

Trudniej powiedzieć, że nauczyciel pracuje w systemie, który przez lata dokładano obowiązkami, procedurami, dokumentacją, kolejnymi reformami i oczekiwaniami, a jednocześnie coraz chętniej odbierało mu się możliwość realnego działania.

 

Jeszcze trudniej przyznać, że ogromna część nauczycieli każdego dnia wykonuje swoją pracę naprawdę dobrze, mimo warunków, w jakich przyszło im pracować.

 

I jeszcze jedno. Jeżeli naprawdę ktoś uważa, że problemem polskiej szkoły są przede wszystkim „źli nauczyciele”, to proponuję bardzo prosty eksperyment: sześć miesięcy pracy w szkole.

Nie wykład dla nauczycieli. Nie konferencja. Nie rada ekspercka. Nie komentowanie szkoły z zewnątrz.

 

Sześć miesięcy z klasą, rodzicami, dokumentacją, problemami wychowawczymi, presją wyników, odpowiedzialnością za uczniów i wszystkimi „drobiazgami”, których w podobnych publikacjach oczywiście nie widać.

 

A potem możemy porozmawiać o tym, kto jest problemem.

 

Bo naprawdę mam już dość sytuacji, w której człowieka pracującego w szkole codziennie przedstawia się jako część problemu, a osoby, które szkołę głównie opisują, obsadza się w roli tych, którzy wiedzą, jak ją naprawić.

 

I nie, nie twierdzę, że każdy nauczyciel jest świetny. Oczywiście, że nie. Tylko że z faktu istnienia słabych nauczycieli nie wynika, że całe środowisko jest słabe. Tak samo jak z istnienia słabych ekspertów nie wynika, że wszyscy eksperci są niekompetentni. Tylko jakoś tak się składa, że ci co dużo gadają mają mało do powiedzenia.

 

To naprawdę nie jest skomplikowane.

 

Jeżeli chcecie rozliczać nauczycieli – rozliczajcie konkretnych nauczycieli, z konkretnych działań i na podstawie konkretnych dowodów. A nie budujcie sobie wygodnego obrazu całej grupy zawodowej jako nieudaczników, którzy niszczą dzieciom przyszłość.

 

Bo to nie jest troska o edukację.

 

To jest zwyczajnie pogarda ubrana w język troski o dzieci.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story



Zostaw odpowiedź