
W dniu 29 sierpnia, w dobrej wierze, zamieściłem na OE materiał, zatytułowany „25 %Polaków dobrze ocenia współczesną szkołę, a 36 % ocenia ją negatywnie”. Była to, zaczerpnięta z dwu źródeł informacja, o zaprezentowanym w dniu poprzednim w „Centrum Nauki Kopernik” raporcie „Szkoła do życia”, wydanym przez Centrum Edukacji Obywatelskiej.
Minęły od tego czasu ponad dwa tygodnie i doczekaliśmy się bardzo wnikliwej, i bardzo krytycznej recenzji tej publikacji, w wykonaniu profesora nauk pedagogicznych, dra hab. Bogusława Śliwerskiego. Tekst ten został zamieszczony na jego blogu „Pedagog”. Profesor nie zostawił na tym raporcie „suchej nitki”, choć w pierwszym zdaniu oświadczył, że nie wini CEO o złe intencje: „Nie podejrzewam Fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej o złe intencje w przypadku przeprowadzenia badań, których wyniki ukazały się w raporcie o nośnym tytule, ale nieznośnej, bo częściowo pseudowartościowej treści.”
Oto fragmenty tego obszernego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Komu jest potrzebny raport Centrum Edukacji Obywatelskiej?
Nie podejrzewam Fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej o złe intencje w przypadku przeprowadzenia badań, których wyniki ukazały się w raporcie o nośnym tytule, ale nieznośnej, bo częściowo pseudowartościowej treści. Od wielu lat obserwuję tego typu akcje raportowania czegoś przez różne NGO-sy i pseudonaukowców. Niniejsze badanie jest „ustawione” pod politykę MEN i wydawców podręczników szkolnych.
Badanie metodą CAWI prowadziła pracownia Minds & Roses w marcu 2026 roku, obejmując 1000 osób w wieku 18–65 lat oraz dodatkowo 596 rodziców posiadających dzieci w wieku 7-19 lat (19 ???!). CAWI, czyli ankieta internetowa to metoda preferująca osoby swobodniej posługujące się internetem i nie dająca kontroli nad warunkami wypełniania kwestionariusza.
Próba została dostosowana do struktury populacji pod względem wieku, płci, wykształcenia i wielkości miejscowości, ale reprezentatywność demograficzna nie gwarantuje reprezentatywności ze względu na zainteresowanie edukacją, zaangażowanie obywatelskie, doświadczenia szkolne, poziom zaufania instytucjonalnego czy intensywność korzystania z mediów. Duża, reprezentatywna próba nie zapewnia jeszcze wartości poznawczej opublikowanych wniosków. Gwarantuje co najwyżej, że dobrze oszacowano rozkład odpowiedzi w określonej populacji, ale pod warunkiem, że pytano o coś, co zostało trafnie zdefiniowane a respondenci byli kompetentni, by się na ten temat wypowiadać. W tym przypadku tego nie zapewniono.
Za konstrukcję ankiety i treść raportu z badań odpowiadają jego autorzy z CEO (+ sponsorzy) a nie firma, która je zrealizowała technicznie. CEO zaznacza ograniczenia ankiety internetowej, brak osób starszych niż 65 lat oraz fakt, że interpretacje i hipotezy wykraczają poza sam wynik badania. Co to za raport, którego interpretacja jest częściowo nieadekwatna do uzyskanych danych? To tak można generować artefakty? […]
Błędna diagnoza w „krzykliwym” opakowaniu nie jest możliwa do rozpoznania przez statystycznie przeciętnych a niekompetentnych czytelników, w tym – niestety – też dziennikarzy i pracowników oświaty. Komu chciałoby się czytać coś ze zrozumieniem, sprawdzać, myśleć krytycznie, a przecież tego oczekuje się już od uczniów.
Podstawowym przedmiotem badania było uzyskanie opinii osób dorosłych na temat rzekomo ich oczekiwań wobec szkoły. ale … w istocie tak skonstruowano ankietkę, by badani odnieśli się do fałszywych dychotomii, które od lat organizują debatę edukacyjną:
-wiedza albo kompetencje,
– wymagania albo dobrostan,
– nauczanie albo wychowanie,
-tradycja albo innowacja. […]
Jeszcze ciekawsze są pytania przeciwstawne. Autorzy zestawiają np.:
– „szkoła powinna przede wszystkim wspierać wszechstronny rozwój ucznia” z „dobrze przygotowywać do egzaminów”;
– „rozwijać kompetencje takie jak współpraca, krytyczne myślenie czy kreatywność” z „przekazywać wiedzę przedmiotową”;
– „być przede wszystkim przyjazna” z „być przede wszystkim wymagająca”;
– „rozwijać wewnętrzną motywację i samodyscyplinę” z „uczyć dyscypliny poprzez jasne reguły i ich egzekwowanie”.
I tutaj pojawia się problem nierównoważności semantycznej alternatyw.
„Wszechstronny rozwój” brzmi szeroko i pozytywnie, podczas gdy „przygotowanie do egzaminów” jest węższe i łatwo kojarzy się z instrumentalizacją szkoły. „Wewnętrzna motywacja i samodyscyplina” mają pozytywny ładunek autonomii, natomiast „egzekwowanie reguł” brzmi bardziej zewnętrznie i restrykcyjnie. „Przyjazna” jest słowem aksjologicznie atrakcyjnym; niewielu respondentów chce przecież szkoły „nieprzyjaznej”.
Jednak alternatywą nie jest „nieprzyjazna” szkoła, tylko „wymagająca”. W ten sposób respondent nie wybiera tylko pomiędzy dwiema koncepcjami pedagogicznymi, ale wybiera również pomiędzy słowami o różnej atrakcyjności emocjonalnej.
Podobnie skonstruowana jest opozycja dotycząca nauczyciela. Respondent ma wybrać między nauczycielem, który „wspiera ucznia i towarzyszy mu w nauce”, a nauczycielem, który „głównie przekazuje wiedzę z pozycji autorytetu”. Wynik 58% do 19% wygląda efektownie, ale trudno uznać te dwa opisy za idealnie symetryczne. Sformułowania typu „Towarzyszy” i „wspiera” brzmią relacyjnie i pozytywnie, zaś teza o czymś „z pozycji autorytetu” może uruchamiać hierarchiczne skojarzenia. Gdyby druga wersja brzmiała np. „nauczyciel jako kompetentny ekspert, który systematycznie wprowadza ucznia w uporządkowaną wiedzę”, wynik diagnozy mógłby być inny.
Z metodologicznego punktu widzenia alternatywy nie są czysto opisowe, lecz aksjologiczne. Wyniki badania bardzo gładko prowadzą do dokładnie takiej koncepcji, którą raport później nazywa „szkołą praktyczną i przyjazną”. Autorzy z wyników 51%, 54%, 59%, 55%, 56% i 50% budują dwie osie pożądanej zmiany: praktyczność i przyjazność. Następnie wizję tę rozwijają w siedem filarów, obejmujących m.in. sprawczość, dobrostan, głębokie uczenie się, projekty, głos uczniów, ocenianie wspierające i ograniczenie egzaminocentryzmu.
Problem polega na tym, że respondenci nie wybierali tych siedmiu filarów jako gotowego modelu szkoły. To autorzy skonstruowali model z odpowiedzi na wcześniej zaprojektowane pytania. Następuje więc sekwencja: kategorie badaczy → pytania → odpowiedzi respondentów → interpretacja → model szkoły zgodny z kategoriami wyjściowymi.
Dodatkowo raport nie jest całkowicie neutralnym akademickim studium eksploracyjnym. Powstał w ramach kampanii społecznej „Świadectwo na całe życie”, co nie dyskwalifikuje badania, ale oznacza, że należy odróżniać funkcję poznawczą od funkcji perswazyjno-programowej. Autorzy mają określoną wizję dobrej szkoły i nie ukrywają jej, ale z pedagogicznego punktu widzenia jest ona kompromitująca CEO.
Nie twierdzę, że „respondentów zmanipulowano”.[…]
Odnoszę wrażenie, że sondowanie opinii staje się modą a być może środkiem do autopromocji, ale nad poprawnością prowadzenia diagnoz warto byłoby jeszcze popracować, zanim zostaną przeprowadzone.
Być może zależało autorom diagnozy na przypodobaniu się MEN, skoro badanie miało ujawnić różnicę między sporem symbolicznym a oczekiwaniami dotyczącymi realnego funkcjonowania szkoły. Po co autorzy pytali wprost, czy dzisiejsza szkoła jest przyjazna i czy przygotowuje do dorosłego życia? Co to ma wspólnego z ich oczekiwaniami? […]
Nie można uznać za empirycznie dowiedzionych przez to badanie siedmiu proponowanych przez CEO „filarów szkoły do życia”. Raport przechodzi tutaj od diagnozy do normatywnego projektu oświatowego, pokazując jedynie, że pewne wartości mają społeczną akceptację. Nie dowodzi natomiast, że właśnie projekty edukacyjne, określony model oceniania czy konkretna organizacja szkoły są najskuteczniejszym sposobem ich realizacji.[…]
CEO potraktowało szkoły jako instytucje mające dwa równorzędne zadania czasowe: przygotowywać do życia w przyszłości (?) i być miejscem dobrego życia już teraz. To jest rzecz jasna ważne, bowiem uczeń nie jest wyłącznie „przyszłym dorosłym”, którego należy przygotować do rynku pracy czy kolejnego egzaminu. Kilkanaście lat szkoły stanowi samoistną część jego biografii. Autorzy nazywają to jednocześnie „przygotowaniem do dorosłości” i „jakością codziennego szkolnego doświadczenia”. Nie pytano o to, czy szkoła odzwierciedla życie, jakie toczy się poza nią i jak doświadczają go dzieci w porównaniu z życiem toczącym się w szkole.
Badania dotyczyły podmiotowości i sprawczości, ale nie wiemy czyjej? W zaproponowanych siedmiu filarach „szkoły do życia” wiedza zostaje zestawiona na równych prawach z kompetencjami oraz sprawczością: zdolnością działania, podejmowania decyzji i przyjmowania odpowiedzialności za siebie i wspólnotę. Jeszcze wyraźniej widać to w postulacie silniejszego głosu uczniów, samorządności, wolontariatu i odpowiedzialności za dobro wspólne. Nie jest to więc wyłącznie pedagogika indywidualnego dobrostanu. Pojawia się tu również – co oczywiste – edukacja obywatelskości i współodpowiedzialności. […]
Reprezentatywność próby nie kompensuje nieadekwatności respondentów do przedmiotu opinii. Duża liczba odpowiedzi nie zastępuje trafności konstruktu, a procent społecznej aprobaty nie przekształca opinii w wiedzę o rzekomej szkole do życia. Czymś nonsensownym jest nadanie otrzymanym odpowiedziom rangi „oczekiwań wobec szkoły”, skoro katalog tych oczekiwań został wcześniej skonstruowany przez badaczy.
Badanie wciska Polakom kit, jakoby spontanicznie stworzyli oni wizję „szkoły do życia”. w istocie zaś pokazuje, że respondenci szeroko akceptują wiele wartości, które badacze wcześniej włączyli do przygotowanej przez siebie ramy rzekomo dobrej szkoły.
Gdyby badanie rzeczywiście miało odkrywać społeczną wizję szkoły, należałoby najpierw zastosować etap eksploracyjny: pytania otwarte, wywiady, fokusy, może deliberację obywatelską, a dopiero z uzyskanych kategorii skonstruować kwestionariusz ilościowy. Wtedy można byłoby znacznie mocniej powiedzieć: „to wyłoniło się z głosu respondentów”, a nie tylko: „respondenci zaakceptowali przedstawione im przez badaczy kategorie”. No, ale gdyby babcia miała wąsy, to…
Cały tekst „Komu jest potrzebny raport Centrum Edukacji Obywatelskiej?” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/
P.s,
I tak sobie po przeczytaniu tego tekstu pomyślałem: „Tylu mamy w polskich uczelniach wyższych uczonych pedagogów, dydaktyków, metodyków, ale nie słyszałem, aby ktokolwiek z tego uczonego grona specjalistów od diagnozowania jakości funkcjonowania szkół, i całego systemy oświaty, podjął się przeprowadzenia metodologicznie poprawnego badania, pozwalającego na poznanie słabych i silnych stron naszej edukacji…”
I muszą to robić amatorzy”….
P.s.2
Nie wiem jak Wy, ale ja wypatrzyłem pewną sprzeczność opinii profesora:
„Problem polega na tym, że respondenci nie wybierali tych siedmiu filarów jako gotowego modelu szkoły. To autorzy skonstruowali model z odpowiedzi na wcześniej zaprojektowane pytania.”
…versus:
„Nie twierdzę, że „respondentów zmanipulowano”
[WK]
[WK]
Zostaw odpowiedź

