Gdy dziś rano otworzyłem mój fejsbukowy profil, zobaczyłem, że Marek Ćwiek – prezes Okręgu Łódzkiego ZNP podesłał mi swój post z 1 września, w którym była informacja o artykule Pawła Mrozka*, zamieszczonym na niedawno utworzonym portalu „Zero.pl”, o którego istnieniu nie miałem pojęcia. Oto obszerne fragmenty tej publikacji i link do źródła z jego pełną wersją:

 

 

 

Koalicja 15 października może przegrać wybory w 2027 roku przez Barbarę Nowacką. Brzmi ostro? Powinno. Nie dlatego, że minister edukacji odpowiada za wszystkie problemy polskiej szkoły. Nie odpowiada. Odpowiada jednak za coś znacznie ważniejszego: za wiarygodność obietnicy zmiany, która dla młodego pokolenia była jednym z powodów politycznego przełomu w 2023 roku.

 

Młodzi nie poszli wtedy do urn tylko po to, żeby wymienić tabliczkę na drzwiach ministerstwa. Poszli po państwo, które przestanie urządzać ich życie według jednej politycznej wizji, po szkołę wolną od kolejnej wojny kulturowej i instytucje, które będą ich słuchać, zamiast mówić im, jak mają żyć.

 

Barbara Nowacka dostała więc coś więcej niż ministerialny fotel. Dostała ogromny kredyt zaufania od pokolenia, które wcześniej miało niewiele powodów, żeby ufać politykom. I właśnie dlatego dziś nie wystarczy powiedzieć: „przynajmniej nie ma już Czarnka”. […]

 

Rok szkolny 2026/2027 zaczyna się w szczególnym momencie. Za rok obecna większość będzie musiała wejść w kampanię wyborczą i odpowiedzieć nie tylko za sukcesy, ale także za zaniechania. Młodzi, którzy stali się symbolem politycznej zmiany, będą mogli zadać proste pytanie: „Skoro już mieliście władzę, to co właściwie z nią zrobiliście?”. To pytanie będzie dotyczyło szczególnie edukacji.

 

Barbara Nowacka ma jeszcze czas, by zdecydować, jak zostanie zapamiętana. Wybór należy do niej, ale rachunek wystawią uczniowie – własnym głosem. W 2027 roku nie zapytają już tylko, czy chcą powrotu starego porządku. Zapytają, czy obecna władza wykorzystała swoją szansę. Jeśli odpowiedź będzie brzmiała: „nie”, młodzi nie muszą zagłosować przeciwko komuś. Wystarczy, że zagłosują przeciwko rozczarowaniu. A tego nie da się przykryć zdjęciem z pierwszego dnia roku szkolnego.– prezes. […]

 

Rok szkolny 2026/2027 zaczyna się w szczególnym momencie. Za rok obecna większość będzie musiała wejść w kampanię wyborczą i odpowiedzieć nie tylko za sukcesy, ale także za zaniechania. Młodzi, którzy stali się symbolem politycznej zmiany, będą mogli zadać proste pytanie: „Skoro już mieliście władzę, to co właściwie z nią zrobiliście?”. To pytanie będzie dotyczyło szczególnie edukacji.

 

Problemy, z którymi uczniowie mierzyli się wcześniej, nie zniknęły wraz z odejściem Czarnka. Polska szkoła nadal zbyt często przygotowuje ucznia do zdania egzaminu, a zbyt rzadko do życia po jego zakończeniu. Uczeń może znać dziesiątki definicji, wzorów i dat, a jednocześnie nie wiedzieć, jak czytać umowę, zarządzać budżetem, wypełnić PIT, rozpoznawać dezinformację czy zadbać o własne zdrowie.

 

Nie chodzi o wyrzucenie historii, matematyki czy biologii. Chodzi o zmianę sposobu nauczania. Szkoła powinna dawać wiedzę, ale także uczyć, jak z niej korzystać: argumentować, sprawdzać źródła, rozwiązywać problemy i samodzielnie myśleć. Tymczasem system ma tendencję do dokładania kolejnych treści i wymagań. Potem wszyscy są zdziwieni, że uczniowie są przemęczeni, nauczyciele przeciążeni, a lekcje stają się wyścigiem z podstawą programową. Jeżeli wszystkiego jest za dużo, w praktyce niczego nie uczymy wystarczająco dobrze.

 

Pamiętajmy jednak, że na końcu tego systemu jest nauczyciel – człowiek, od którego oczekujemy, że będzie wychowywał, inspirował i uczył młodych ludzi odpowiedzialności za własne życie. Tymczasem jego zawód od lat jest sprowadzany na dno – coraz więcej obowiązków, coraz mniej szacunku i pensje, które potrafią wyglądać żałośnie przy stawkach, jakie za korepetycje bierze dwudziestolatka. Państwo chce, żeby nauczyciel przygotował młodych do dorosłego życia, samo nie zapewniając mu nawet poczucia zawodowej i finansowej stabilności. Skoro nauczyciel nie ma z czego żyć, to jak ma uczyć swoich uczniów, jak żyć? […]

 

I właśnie tutaj pojawia się największy problem polityczny Barbary Nowackiej: coraz trudniej tłumaczyć wszystkie te problemy poprzednią władzą. Jako inicjatywa „Akcja Uczniowska” od ponad półtora roku zabiegamy o rozmowę z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Nie przychodzimy z pustymi rękami. Mamy ze sobą Raport Edukacyjny, który powstał na bazie ogólnopolskiego objazdu szkół i tysięcy rozmów ze środowiskiem szkolnym

 

Zawiera dokładnie 50 merytorycznych propozycji zmian w systemie edukacji. Nie twierdzimy, że ministerstwo ma obowiązek przyjąć każdy postulat. Część może być zbyt kosztowna, część wymaga zmian ustawowych, część korekty. Ale propozycje wyrastają z realnych problemów, dlatego odpowiedzią powinien być dialog. Jeżeli jakiś postulat jest nierealny – pokażcie dlaczego. Jeżeli jest zbyt drogi – przedstawcie koszt. Jeżeli wymaga ustawy – powiedzcie jakiej. Jeżeli macie lepsze rozwiązanie – przedstawcie je. Najgorszą odpowiedzią jest cisza.

 

Dialog z młodymi nie polega na tym, że minister spotyka się z uczniami, robi zdjęcie i słyszy pytania, na które można wygodnie odpowiedzieć. Dialog zaczyna się wtedy, kiedy uczeń mówi: „Nie zgadzam się z panią”. Jeżeli młodzież jest zapraszana przede wszystkim po to, żeby potwierdzić wcześniej ustaloną narrację, nie jest partnerem, tylko publicznością. Niestety, Barbara Nowacka zwycięża nad większością polityków w uprawianiu youthwashingu, czyli wykorzystywaniu młodych dla własnych celów.

 

Najlepszym przykładem na nieudolność jej rządów jest edukacja zdrowotna. Miała być jednym z symboli zmiany: praktyczna wiedza o zdrowiu fizycznym i psychicznym, profilaktyce, uzależnieniach, bezpieczeństwie, higienie, relacjach, pierwszej pomocy i zdrowiu seksualnym. Tymczasem niemal natychmiast stała się kolejnym frontem wojny politycznej. Prawica zaczęła straszyć rodziców, Kościół rozpoczął kampanię sprzeciwu, a rząd zaczął szukać kompromisu. I właśnie tutaj minister edukacji powinna była postawić granicę.

 

Publiczna szkoła powinna uczyć wiedzy opartej na faktach. Program powinien wynikać z wiedzy naukowej, potrzeb uczniów i odpowiedzialności państwa za ich bezpieczeństwo. Nie powinien być pisany pod dyktando partii, Kościoła, grup nacisku ani sondażu. Episkopat ma prawo krytykować program. Prawica ma prawo protestować. Rodzice mają prawo wyrażać obawy. Ale żadna z tych grup nie powinna mieć prawa weta wobec wiedzy, której potrzebują młodzi. Jeżeli szkoła nie przekaże rzetelnej wiedzy o zdrowiu, młodzi nie przestaną jej szukać. Poszukają jej w internecie, mediach społecznościowych i u influencerów. Tam również znajdą odpowiedzi. Tyle że niekoniecznie prawdziwe. Nie bójmy się jako społeczeństwo wiedzy. Bójmy się jej braku. […]

 

Szkoły nie da się reformować metodą „nie narazimy się nikomu”. Reforma z definicji oznacza konflikt z częścią interesów. Czasami trzeba powiedzieć „nie” opozycji, czasami własnej koalicji, części rodziców czy Kościołowi. Polityk, który chce reformować państwo, musi umieć ponieść polityczny koszt decyzji. Inaczej nie reformuje państwa. Zarządza nastrojami, a na pewno nie polską szkołą, która nie potrzebuje kolejnej kosmetycznej korekty, tylko planu. To wszystko kosztuje. Oczywiście, że kosztuje. Ale państwo zawsze będzie miało na coś pieniądze, a na coś innego nie. Pytanie brzmi: czy edukacja jest dla tego państwa wystarczająco ważna, żeby za nią zapłacić? […]

 

Barbara Nowacka ma więc przed sobą najważniejszy egzamin swojej kadencji. Nie przed opozycją i koalicjantami – przed młodym pokoleniem. Może zostać ministrem, który po prostu zarządza szkołą po Czarnku: zmieni język, uspokoi atmosferę i odwróci kilka decyzji poprzednika. Może też zostać ministrem, który spróbuje rzeczy trudniejszej: przebudować system.

 

Pierwsza droga jest politycznie bezpieczniejsza. Druga wymaga pieniędzy, konfliktów i odwagi. Ale tylko druga może zostawić po tej kadencji coś więcej niż serię konferencji i zmian w dokumentach. Jeżeli Nowacka wybierze polityczny spokój zamiast reformy, nie powinna być zaskoczona, kiedy młodzi wystawią jej rachunek. […]

 

Barbara Nowacka ma jeszcze czas, by zdecydować, jak zostanie zapamiętana. Wybór należy do niej, ale rachunek wystawią uczniowie – własnym głosem. W 2027 roku nie zapytają już tylko, czy chcą powrotu starego porządku. Zapytają, czy obecna władza wykorzystała swoją szansę. Jeśli odpowiedź będzie brzmiała: „nie”, młodzi nie muszą zagłosować przeciwko komuś. Wystarczy, że zagłosują przeciwko rozczarowaniu. A tego nie da się przykryć zdjęciem z pierwszego dnia roku szkolnego.

 

 

Cały tekst „Tak koalicja traci pokolenie, które dało jej zwycięstwo”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.zero.pl

 

 

 

 

* Paweł Mrozek – 18-letni licealista, działacz na rzecz praw uczniów oraz młodzieży.

 

Foto: www.facebook.com/photo/

 

W kwietniu 2026 roku głośno było o jego odejściu z prestiżowego liceum (CXIX Liceum Ogólnokształcącym im. Jacka Kuronia w Warszawie) po II klasie m.in. z powodu kryzysu psychicznego i presji instytucjonalnej. Założyciel „Akcji Uczniowskiej” – organizacji stawiającej na zasadę „nic o nas bez nas”, która walczy o realne zmiany w polskiej oświacie, odpolitycznienie ministerstwa edukacji oraz większą dostępność pomocy psychologicznej dla uczniów. Działa także w Instytucie Praw Dziecka im. Janusza Korczaka.

 

 



Zostaw odpowiedź