Czy licea i technika ze 100% zdawalnością matury są naprawdę najlepsze?

 

Postanowiłem uczynić to właśnie  tematem tego eseju, po tym, jak w mediach przeczytałem informacje, w których wymieniano szkoły średnie, gdzie wszyscy przystępujący do tegorocznej matury ją zdali. Pierwszą była ta, zatytułowanaOto 27 szkół z woj. śląskiego, w których maturę zdali WSZYSCY. Zdawalność była na 100 %! Te licea i technika znakomicie przygotowały uczniów”, zamieszczona na stronie < cieszynnaszemiasto.pl >

 

Ale dopiero zapoznanie się z materiałem „Matura 2026. Te licea w Łodzi osiągnęły 100% zdawalności”, jaki zamieszczono w naszej łódzkiej darmowej gazetce < ŁÓDŹ. Pl > spowodowało, że zasiadłem do pisania.

 

W owym łódzkim, bogato zilustrowanym, materiale wymieniono wszystkie licea, nie tylko publiczne, które ową 100-procentową zdawalność uzyskały:

 

1.XII Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul. Anstadta 7)

2.I Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul. Więckowskiego 41)

3.XXVI Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul. Wileńska 22A),

4.III Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul. Sienkiewicza 46)

5.VIII Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul.Pomorska 105)

6.XXI Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul. Kopernika 2)

7.XXXI Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul. Konspiracyjnego Wojska Polskiego 5B – dawniej Leona Kruczkowskiego)

 

1.Publiczne Liceum Ogólnokształcące Politechniki Łódzkiej (ul. Różyckiego 5)

2.Salezjańskie Liceum Ogólnokształcące w Łodzi (ul. Wodna 34)

 

1.Zespół Szkół Muzycznych w Łodzi (ul. Rojna 20)

2.Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I i II stopnia w Łodzi (ul. Sosnowa 9)

 

Warto w tym miejscu poinformować, że w Łodzi działa: 29 liceów prowadzonych przez Miasto Łódź, 2 prowadzone przez UŁ i PŁ,  4 tzw „artystyczne”,  3 licea zwane „specjalnymi”,  2 katolickie i 1 prowadzone przez Społeczne Towarzystwo Oświatowo-Medyczne. Razem jest ich 41.

 

To tyle z poziomu lokalnego „samochwalstwa”. Teraz pora na pogłębioną refleksję o tym, dlaczego taka statystyka wcale nie musi informować o rzeczywistym poziomie jakości edukacji w tych szkołach.

 

Nie  wszyscy wiedzą, iż można ukończyć liceum lub technikum i otrzymać świadectwo potwierdzające uzyskanie średniego wykształcenia, bez obowiązku przystąpienia do egzaminu maturalnego. Decyzję o zdawaniu tego egzaminu podejmują ci absolwenci, którzy planują kontynuowanie edukacji w szkołach wyższych. Wniosek – do tego egzaminu przystępują tylko ci, którzy już kończąc szkołę podstawową  dlatego poszli do szkoły średniej, bo już wtedy – oni, lub ich rodzice – planowali studia w szkole wyższej, a którzy teraz, w swej samoocenie uznali, że mają szanse na pozytywny wynik tego „ostatniego sprawdzianu”. I są jeszcze tacy, którzy chcieliby iść na studia, ale ich aktualna sytuacja rodzinna, finansowa lub zdrowotna na to nie pozwala. I dltego zrezygnowali z przystąpienia do egzaminu maturalnego.

 

Odrębnym zagadnieniem jest procent uczniów, którzy w wyniku końcoworocznej klasyfikacji nie otrzymali pozytywnych ocen z wszystkich przedmiotów i decyzją rady pedagogicznej będą musieli ową ostatnią klasę (IV w LO lub V w technikum) powtórzyć w kolejnym roku szkolnym.

 

I właśnie brak informacji o skali tego zjawiska (jaki procent uczniów ostatnich klas nie otrzymał świadectwa ukończenia szkoły) jest podstawowym, brakującym elementem, niezbędnym do pełnego obrazu efektów pracy konkretnej szkoły

 

Pozwolę sobie na taką  hipotezę: Może te szkoły ze 100-procentową zdawalnością już wcześniej przeprowadziły własną selekcję poziomu wiedzy ich uczniów i zostawiły tych słabszych „na drugi rok w tej samej klasie”, aby nie popsuli im procentu zdawalności matury.  A nauczyciele i dyrekcje szkół z gorszą statystyką zdawalności mieli bardziej „demokratyczne” podejście do sprawy i dali wszystkim uczniom, także tym słabym, szanse na obiektywne sprawdzenie ich wiedzy na maturze.

 

Nie twierdzę że tak było, ale nie jest wykluczone, że mogło tak być.

 

x            x           x

 

Przy okazji tych rozmyślań o maturze, szkołach ze 100-procentową jej zdawalnością i tak w ogóle – o absolwentach szkół średnich z najwyższymi wskaźnikami ze zdawanych na maturze przedmiotów, przypomniałem sobie  ten fragment mojej drogi zawodowej, kiedy pracowałem na UŁ w Instytucie Pedagogiki i Psychologii, w Zaladzie Pedagogiki Społecznej, i kilkakrotnie byłem sekretarzem Wydziałowej Komisji Rekrutacyjnej. A przypomną, że było to w latach 1975 – 1983, a wtedy podstawą do przyjęcia na studia było zdanie, na wymaganym poziomie, egzaminu wstępnego.

 

Dzięki informacji zdobytych podczas oglądanie ich świadectw ukończenia szkoły, mogłem śledzić jak sobie ci nowi studenci radzą na studiach. I wtedy wysnułem taki wniosek: Najlepszymi studentami nie byli przymusi – ci  w szkołach i na egzaminie wstępnym, ale ci „średniacy”!  I to mnie bardzo zaciekawiło – co jest tego przyczyną…

 

Kilkakrotnie proponowałem kierowniczce mojej Katedry uczynienie z tego problemu tematu pracy badawczej, może doktorskiej. Ale nie spotkało się to z jej zainteresowaniem i aprobatą.

 

I do dzisiaj mam przekonanie, że warto byłoby przeprowadzić rzetelne badanie dalszej drogi edukacyjnej, a także zawodowe, absolwentów szkół średnich. Tylko w ten sposób można wiarygodnie potwierdzić lub zaprzeczyć, że owi szkolni prymusi byli jedynie „kujonami”, doskonale „wpasowanymi” w polski system szkolny, a ci „średniacy” nie uczyli się tylko do sprawdzianów i egzaminów, a dzięki mozolnemu zdobywaniu wiedzy, po prostu ją posiedli. I wyćwiczyli w sobie wytrwałość i umiejętność pokonywania przeszkód w jej zdobywaniu, co pozwoliło im w dorosłym życiu na osiąganie rzeczywistych sukcesów.

 

Tylko kto takie badania mógłby przeprowadzić? Instytut Badań Edukacyjnych?  A jeśli nie on, to który uniwersytet z wydziałem pedagogiki? Jedni i drudzy – za czyje pieniądze? A może po prostu, „społecznie” mogłyby prześledzić losy swoich absolwentów – po roku, po pięciu latach, a może i po dziesięciu – owe ambitne licea? I technika?

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Zostaw odpowiedź