Nie po raz pierwszy nowy tydzień zaczynam od zamieszczenia najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka z Jego bloga „Wokół Szkoły”. I tym razem jest to tekst ważki, w którym Autor, mając za sobą kilkudziesięcioletnie doświadczenie w kierowaniu szkołą, dzieli się  nami swoimi poglądami na temat roli szkoły w  społeczeństwie obywatelskim:

 

 

 „Po co nam szkoła”? Przepraszam…, jakim „nam”?!

 

Za sprawą grupy pasjonatów, napędzanej entuzjazmem Małgorzaty Żuber-Zielicz i nieocenionym wsparciem Fundacji Punkt Wiedzy, z Prezeską Katarzyną Werner na czele, udało się ostatnio wskrzesić  Warszawskie Forum Oświatowe. Powstałe na początku lat 90-tych XX wieku, stanowiło w owym czasie arenę ożywionych debat na temat stołecznej edukacji, przekładających się także na praktyczne działania w lokalnej polityce.

 

Muszę przyznać, że pomysł tej reaktywacji po długim okresie niebytu i w zupełnie innych warunkach politycznych i społecznych, wzbudził zrazu moje wątpliwości. Także dlatego, że zaproszone do działania grono weteranów w dużej części jest już poza głównym nurtem życia publicznego. Zresztą, samemu patrząc w lustro, w nim również widzę zaprzeczenie określenia „młody i obiecujący”. Okazało się jednak, że stara gwardia nie zardzewiała tak bardzo, i choć nadal nie jestem pewny, czy w tym gronie posiada jakąś polityczną sprawczość, to z pewnością potrafi jeszcze pobudzić do refleksji. Jest to o tyle cenne, że średnia wieku uczestników kolejnych spotkań maleje, przez co zwiększa się szansa dotarcia inspiracji do aktywnych działaczy oświatowych, w tym także do kręgów decyzyjnych. A zresztą, jeśli nawet jestem w tej kwestii nadmiernym optymistą, to z ostatniego, trzeciego już spotkania odnowionego Forum sam wyniosłem ciekawe przemyślenia, które stały się inspiracją do tego artykułu. Słowem, na pewno nie żałuję dwóch godzin czwartkowego popołudnia, spędzonych w Stołecznym Centrum Edukacji Kulturalnej przy ulicy Jezuickiej.

 

Jako tło dla prowadzących i dyskutantów przez większość czasu widniała na ekranie skrócona wersja tematu spotkania, która – jak się za chwilę okaże – zainspirowała mnie najbardziej: „Po co nam szkoła?”. Punktem wyjścia do debaty stała się prezentacja wyników pilotażowego badania ankietowego „Po co w Polsce potrzebna jest szkoła?”. Autor, prof. Adam Grzegorczyk, przeanalizował wypowiedzi przedstawicieli ośmiu grup interesariuszy szkoły: uczniów, nauczycieli, rodziców, młodych absolwentów, pracodawców, samorządowców, prawodawców (decydentów) oraz opinii publicznej. Jako swoiste odkrycie wskazał, że głosy niespodziewanie złożyły się w obraz raczej konsensusu niż konfliktu. Respondenci wykazali dużą zgodność co do tego, że celem działania szkoły jest rozwój człowieka, budowanie wspólnoty i przygotowanie do życia. Padły w tym kontekście takie pojęcia jak samodzielność, odpowiedzialność, rozumienie świata, wspólnota, którym odpowiadały stosowne kompetencje indywidualne absolwentów, a wśród nich współpraca. Wszystko pięknie!

 

Światełko alarmowe zapaliło mi się dopiero przy prezentacji listy największych problemów szkoły, ustalonej na podstawie ankiet. Wymieniono ich pięć: praktyczność, przygotowanie do życia, indywidualizacja, dobrostan psychiczny i rozwój talentów. Jak należy rozumieć – w sposób niedostateczny realizowanych w obecnych działaniach tej instytucji. Zauważyłem od razu, że żaden nie odnosi się bezpośrednio do niedostatków środowiska społecznego, w jakim w szkole powinno wykuwać się poczucie wspólnoty, oraz kształtować uczniowska gotowość, chęć i umiejętność współpracy. Tymczasem ja obserwuję na co dzień, że szkoła staje się w coraz większym stopniu areną realizacji partykularnych interesów i zaspokajania indywidualnych potrzeb, a wymiar wspólnotowy trafia na absolutny margines. Jeśli poświęca się refleksję funkcjonowaniu ucznia w grupie, to niemal wyłącznie w kontekście jego sytuacji, jego rozwoju i jego dobrostanu. Jeśli analizuje się funkcjonowanie szkoły, to głównie pod kątem zaspokajania indywidualnych potrzeb, a nie formacyjnych efektów udziału uczniów w życiu całej społeczności.

 

Wynikające z badania problemy szkoły rzeczywiście istnieją, choć śmiem twierdzić, że nauczyciele lepiej lub gorzej  starają się wychodzić im naprzeciw. Niektóre mają znaleźć rozwiązanie wraz z reformą „Kompas Jutra”, co wydaje mi się mocno wątpliwe, ale trudno odmówić reformatorom przynajmniej słusznej intencji. Część problemów ma charakter systemowy – na przykład, trudno rozwijać talenty nie dysponując czasem ani funduszami na ten cel. Natomiast niedostrzeganie kryzysu szkoły jako wspólnoty, to gorzej niż przeoczenie, to po prostu błąd! Tym większy, że można spokojnie założyć, iż w krótkim czasie pielęgnację talentów, indywidualizację nauczania, a nawet dbanie o indywidualny dobrostan przejmą odpowiednio zaprojektowani agenci AI. Natomiast budowanie poczucia wspólnoty, rozbudzanie gotowości do działania na rzecz środowiska społecznego, wymaga dobrego wzorca, o który – pod nieobecność podwórka i wobec niewielkiego zasięgu organizacji młodzieżowych – mimo wszystko najłatwiej w szkole. Samo się to jednak nie zadzieje.

 

Refleksje, jakie wzbudziła we mnie zaprezentowana lista problemów, analizowana przez dyskutantów podczas Forum i w zasadzie zaakceptowana, spowodowały, że w swoim wystąpieniu postawiłem pytanie: Czym jest to „nam”? Czy jest to rzeczywiście suma wskazanych grup interesariuszy, nawet jeśli są oni zaskakująco zgodni w swoich poglądach i oczekiwaniach?

 

Szkoła jest instytucją, która w pewnych okresach swojego rozwoju miała za zadanie, między innymi, integrację społeczeństwa. Modne jest teraz wskazywanie, jak to realizowała w istocie głównie interesy władzy – „produkcji” potrzebnych żołnierzy, urzędników, robotników, ale w poszczególnych kontekstach czasowych najczęściej pełniła rolę bardzo pozytywną. Można wyrzekać na szkołę z czasów PRL, ale to ona doprowadziła do likwidacji analfabetyzmu i awansu społecznego niektórych grup ludności. Nawiasem mówiąc, dyskutując dzisiaj nad paskami na świadectwie wiele osób nie pamięta, że ich biało-czerwony kolor był symbolicznym dowodem uznania dla wyrazu patriotyzmu, za jaki w owym czasie uważano zaangażowanie ucznia w naukę.

 

Mam wrażenie, że obecnie w społeczeństwie myśli się o wspólnocie i współpracy bez pozytywnego ładunku emocjonalnego, traktując je jako jeszcze jedną cechę, kompetencję nabywaną przez jednostkę. Nie ma tego „nam” z tytułowego pytania, czyli powszechnego poczucia współodpowiedzialności za edukację szkolną. Jako społeczeństwo, jako zbiorowość, nie oczekujemy od szkoły, by pełniła funkcję dobrego wzorca wspólnotowego. Nie widać tego w debacie publicznej, ani nie pojawiło się to (z jednym wyjątkiem, o którym na końcu) podczas dyskusji na Forum. Wielka szkoda.

x           x           x

 

Od lat współtworzę szkołę społeczną. Jest ona dorobkiem bardzo wielu ludzi – założycieli, głównie rodziców, nauczycieli, współtworzących i realizujących jej program, blisko trzydziestu roczników uczniów, których ślady pozostały we wspomnieniach, a po części są również wciąż widoczne w przestrzeni szkolnej. Ogromny wkład wniósł długi szereg „dobrych duchów” – rodziców uczniów i życzliwych osób postronnych, którzy nas wspierali w najrozmaitszych działaniach. Wszyscy tutaj wymienieni mamy pełne prawo do dumy nie tylko z indywidualnych sukcesów życiowych absolwentów, ale także z bogatego dorobku całej naszej społeczności.

 

Trwała i wciąż żywa jest tradycja obchodów „Dnia Ziemi” na Bemowie, co roku gromadzących dzieci z innych placówek oświatowych. Od z górą ćwierć wieku organizujemy zawody rowerowe i biegowe w Parkofrajdzie, w których pojawiło się już drugie pokolenie uczestników. Powodem do satysfakcji i dumy jest Szkolna Galeria Sztuki, zawierająca blisko 500 kopii obrazów wielkich mistrzów, namalowanych (pod unikalnym patronatem nauczycielki plastyki, pani Eli Pawlak) przez ponad ćwierć tysiąca młodych kopistów. Szczególną wartością Galerii jest to, że zbiory udostępniamy pro bono wszystkim chętnym, którzy na swoim terenie chcieliby zorganizować wystawę malarstwa. Czyli jej współtwórcy, często absolwenci Szkoły sprzed wielu lat, wciąż pośrednio biorą udział w działalności społecznej i edukacyjnej prowadzonej przez naszą placówkę.

   

Właśnie teraz szykujemy wznowienie albumu „Skarby polskiej przyrody”, wydanego po raz pierwszy w 2019 roku jako epitafium dla gimnazjum, które padło ofiarą działań minister Anny Zalewskiej. Nowe pokolenie współautorów – uczniów, rodziców, nauczycieli – uzupełniło tę pamiątkową pozycję o blisko 50 obiektów z całej Polski, których w sumie w nowej edycji będzie aż 290. Ta książka to żywy, choć papierowy, pomnik aktywności społecznej w STO na Bemowie. W pamięci setek uczniów i wielu nauczycieli pozostają też doświadczenia przedsięwzięć już zamkniętych: wieloletniej współpracy z Domem Pomocy Społecznej „Kombatant” oraz aktywności społecznej wokół Bazy Terenowej w Rudawce, w Puszczy Augustowskiej. Wspólnotowe efekty takich działań pozostają w ludziach dużo dłużej niż trwają one same.

 

Powyższe przykłady przytaczam dla ilustracji, w jaki sposób szkoła może budować poczucie wspólnoty. Akurat u nas tego społecznego działania jest wyjątkowo dużo. Może być nawet dużo mniej, byle jednak znalazła się na nie przestrzeń. Faktyczna współpraca uczniów i nauczycieli, w miarę możliwości z domieszką aktywności rodziców i społeczności lokalnej, to idealne środowisko do budowania poczucia wspólnoty. Istnieje na pewno we wielu placówkach, ale obawiam się, że niestety, zmiany w polskim społeczeństwie i w polskiej edukacji zmierzają w zupełnie innym kierunku… 

 

Na zakończenie obiecany wyjątek, jaki pojawił się w debacie na Forum za jednego z najmłodszych dyskutantów. Opowiedział on o swojej szkole „Bullerbyn”, w której cała pięćdziesiątka uczniów, od siedmioletniego pierwszaka do maturzysty, bierze udział w spotkaniach, podczas których rozważa się i podejmuje decyzje dotyczące całej społeczności. To inny niż przedstawiony wyżej przeze mnie przykład rozwijania poczucia wspólnoty, ale równie piękny i niezwykle cenny, bardzo mi bliski za sprawą harcerskich doświadczeń. Warto było przyjść na Forum by posłuchać ucznia z „Bullerbyn” i obejrzeć ten błysk w jego oczach i docenić jego autentyczne zaangażowanie, jakie czuło się w każdym wypowiedzianym słowie.

 

Respondenci omawianej tutaj wyrywkowo ankiety byli podobno zgodni, że szkoła jest nadal instytucją potrzebną. Też tak uważam. W dobie sztucznej inteligencji sens jej istnienia upatruję nie tyle jednak w nowych programach nauczania, ile w powrocie do zaniedbywanej obecnie funkcji kształcenia kompetencji społecznych i poczucia wspólnoty. Mało się to eksponuje, a jeszcze mniej robi, by nauczyciele mogli i potrafili realizować takie właśnie cele. Udział w Forum ugruntował mnie w przekonaniu, że trzeba o tym mówić.

 

Wszystkich zainteresowanych zachęcam do wizyty na stronie internetowej Warszawskiego Forum Oświatowego. Szczególnie polecam zamieszczone tam biuletyny. Zapraszam też do śledzenia pojawiających się informacji i udziału w kolejnym spotkaniu, które – jak mam nadzieję – odbędzie się jeszcze w 2026 roku.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/



Zostaw odpowiedź