
Na sobotnie lektury postanowiłem zaproponować dwa teksty z bloga prof. Bogusława Śliwerskiego. Jako pierwszy prezentuję fragmenty (subiektywnie, ale świadomie wybrane), zamieszczonego wczoraj obszernego tekstu, będącego relacją z pewnej konferencji naukowej, ale którego treść jest jak najbardziej ważna nie tylko w środowisku uczonych pedagogów. Do drugiego odsyłam, zachęcając jego początkowym fragmentem, ale już jego tytuł powinien Was zainteresować:
Dostrzec, zatroszczyć się, zaprzyjaźnić. O trzech zapomnianych językach pedagogiki
Są takie pojęcia, które w edukacji brzmią pięknie, ale zarazem podejrzanie. Troska. Wrażliwość. Przyjaźń. W ustach urzędnika mogą stać się pustym hasłem. W szkolnym programie wychowawczo-profilaktycznym — dekoracją. W strategii uczelni — miękkim dodatkiem do twardych wskaźników.
A jednak to właśnie one odsłaniają najgłębszy sens pedagogiki: nie jako technologii zarządzania uczniem, lecz jako sztuki widzenia człowieka tam, gdzie system najczęściej widzi przypadek, numer, wynik, kompetencję, procedurę albo problem do obsłużenia. […]
Wydana przez prof. UWM Pawła Piotrowskiego monografia zbiorowa pt. „Kategorie pedagogiczne dla edukacji w XXI wieku” (Toruń, 2026) jest dedykowana Jubilatowi nawiązując do jednej z kilkudziesięciu rozpraw J. Górniewicza, którą opublikował u progu XX wieku. [….]] Autorzy zaprezentowanego w dniu wczorajszym tomu nawiązują w swoich rozprawach do myśli prof. J. Górniewicza. Konferencyjne spotkanie z Jubilatem nie było streszczaniem poszczególnych rozpraw, ale pogłębioną refleksją o kategoriach pedagogicznych dla edukacji w XXI wieku. Wybrałem tylko trzy, bo nie sposób w tym miejscu zreferować przebieg obrad, które objęły ponad dwadzieścia wystąpień.
Pierwsza kategoria, o której mówiła prof. UWM Dorota Zaworska-Nikoniuk, dotyczyła etyki troski za Carol Gilligan i Nel Noddings a zorientowanej ku pedagogice relacyjnego uwrażliwienia dzieci w toku socjalizacji i wychowania.
Druga z przywołanych kategorii, którą przybliżyła nam dr Monika Maciejewska z UWM w Olsztynie okazała się wrażliwość poznawcza kandydatów do zawodu pedagoga. Uczona uświadomiła nam, że przyszły pedagog powinien uczyć się dostrzegać to, co w codzienności szkoły umyka większości, a więc imponderabilia, czyli zdolność uważnego, refleksyjnego i odpowiedzialnego reagowania na sytuacje wychowawcze.
Trzecią kategorią współczesnej edukacji jest – zdaniem prof. Maria Czerepaniak-Walczak przyjaźń — słowo stare, filozoficznie dostojne, a dziś niemal wypchnięte z języka akademickiej powagi.
Można by powiedzieć: troska jest sercem, wrażliwość poznawcza — okiem, a przyjaźń — przestrzenią oddychania pedagogiki. Bez serca edukacja staje się zimną organizacją oddziaływań. Bez oka — nie widzi tego, co naprawdę dzieje się z dzieckiem, uczniem, studentem czy nauczycielem. Bez przestrzeni przyjaźni — zamienia się w miejsce samotnego konkurowania, w którym każdy ma osiągać, raportować, potwierdzać i awansować, ale coraz rzadziej może po prostu być z drugim człowiekiem.[…]
W patriarchalnym, hierarchicznym i konkurencyjnym świecie ten głos troski bywał marginalizowany, choć wcześniej to właśnie ku niemu socjalizowano kobiety: do opiekuńczości, relacyjności, odpowiedzialności za innych. Paradoks polegał na tym, że cechy najpierw wychowawczo wzmacniane, później społecznie deprecjonowano jako mniej racjonalne, mniej obiektywne, mniej „profesjonalne”. […]
Szkoła zorganizowana wyłącznie wokół przedmiotów, programów, pomiaru i rywalizacji traci zdolność do moralnego widzenia ucznia. Wie, ile punktów zdobył, ale nie wie, czego się boi. Wie, czy spełnił wymaganie, ale nie wie, czy został usłyszany. Wie, jak wypada w rankingu, ale nie wie, czy ma jeszcze poczucie sensu.
W tej perspektywie nauczyciel nie jest jedynie wykonawcą podstawy programowej, ale kimś, kto modeluje troskę, prowadzi dialog, tworzy warunki praktykowania odpowiedzialności i potwierdza w uczniu dobro, które czasem istnieje jeszcze tylko w zalążku. Jest to niezwykle ważne, bowiem pedagogiczne „potwierdzanie” nie oznacza pochlebstwa ani pobłażliwości. Oznacza uważne rozpoznanie tego, kim uczeń może się stać, zanim on sam potrafi to w sobie nazwać.
Tu właśnie zaczyna się pedagogika relacyjnego uwrażliwienia. Nie jest ona „dodatkiem wychowawczym” do prawdziwej edukacji. Jest jej warunkiem, bo przecież nauczyciel, który nie słyszy głosu ucznia, nie zna jeszcze sytuacji pedagogicznej. Zna jedynie jej powierzchnię. Wypełnił e-dziennik, przeprowadził lekcję, zrealizował temat, ale niekoniecznie spotkał się z uczniem jako osobą, indywiduum.[…]
Dlatego tak ważne jest uczenie przyszłych pedagogów rozwiązywania realnych problemów, a nie tylko zapoznawanie ich z podręcznikową definicją. Jednym z takich problemów są wnoszone przez uczniów telefony komórkowe. Dobrze to pokazuje różnicę między moralną paniką a pedagogicznym rozpoznaniem zjawiska. Można powiedzieć: zakazać.
Można powiedzieć: dopuścić, ale pedagog musi zapytać głębiej: kiedy telefon jest narzędziem rozproszenia, kiedy przemocy, kiedy kompensacji samotności, kiedy dostępu do wiedzy, a kiedy symptomem braku sensownej relacji szkolnej? Dopiero wtedy pojawia się przestrzeń działania: diagnoza, rozmowa, regulamin, edukacja medialna, profilaktyka, współpraca z rodzicami, ale także refleksja nad tym, dlaczego szkoła tak często przegrywa walkę o uwagę ucznia.
W tym sensie zaprezentowana przez referującą formuła „dostrzec — zrozumieć — działać” jest niemal miniaturową definicją pedagogiki. Dostrzec, czyli nie przejść obojętnie. Zrozumieć, czyli nie pomylić objawu z przyczyną. Działać, czyli nie zatrzymać się na diagnozie, która daje intelektualną satysfakcję, ale nie zmienia losu żadnego człowieka.
Trzecia z prezentacji autorstwa M. Czerepaniak-Walczak dotyczyła pojęcia, które w edukacji formalnej brzmi jeszcze bardziej niepokornie: przyjaźń. Arystoteles pisał o niej jako o cnocie i czymś najkonieczniejszym. Cyceron widział w niej jedną z tych rzeczy ludzkich, co do pożyteczności których panuje powszechna zgoda. Współczesna szkoła i akademia obchodzą się z przyjaźnią ostrożnie, jakby była czymś nieprofesjonalnym, zbyt prywatnym, zbyt miękkim albo potencjalnie podejrzanym.
Tymczasem przyjaźń nie jest przeciwieństwem edukacji. Może być jej środkiem i celem. Wspiera rozwój osoby, buduje dobrostan, uczy zaufania, odpowiedzialności, szczerości, troski i praktycznego działania na rzecz drugiego.
Nie można zadekretować przyjaźni, zapisać ją w rozporządzeniu ani wprowadzić uchwałą rady pedagogicznej. Można jednak tworzyć warunki, w których więź nie jest wypierana przez permanentną rywalizację, indywidualizm i standaryzację.
Tu pojawia się bolesne pytanie: jak mówić o przyjaźni w szkole zorganizowanej wokół „czerwonego paska”, punktów, rankingów, konkursów, rekrutacyjnych progów i nieustannego porównywania? Jak uczyć przyjaźni w instytucji, która od pierwszych lat socjalizuje dzieci do hierarchii sukcesu? Jak rozwijać wspólnotowość tam, gdzie każdy ma być coraz bardziej „najlepszą wersją siebie”, ale coraz rzadziej odpowiedzialnym uczestnikiem czyjegoś świata? […].
Dlatego najbardziej przejmujące było zdanie przywołane na końcu: „Polityka przyszłości będzie polityką przyjaźni”. Można je czytać nie jako naiwną zapowiedź świata bez konfliktów, ale jako przestrogę. Jeżeli przyszłość ma nie zostać oddana algorytmom, rynkom, rankingom i aparatom zarządzania populacją, musi odzyskać język więzi. Edukacja zaś powinna być miejscem, w którym człowiek uczy się nie tylko wiedzieć, produkować, konkurować i adaptować, ale także być z innymi.
Trzy wystąpienia prowadziły zatem do jednej konkluzji: pedagogika nie ocaleje przez dodawanie kolejnych procedur do już przeciążonego systemu. Odzyska swoją moc, jeśli rozbudzi zdolność widzenia, czyli wrażliwość epistemiczną, reagowania na potrzeby innych, czyli wrażliwość troski i kreowania więzi międzyludzkich, czyli przyjaźni, solidarności, wspólnotowości.
Nie chodzi o to, by szkoła stała się domem emocjonalnej czułości, w którym znika wymaganie, odpowiedzialność i wysiłek. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: by wymaganie nie było oddzielone od rozumienia, odpowiedzialność od relacji, a wysiłek od sensu.
Pedagogika troski nie znosi sprawiedliwości. Wrażliwość poznawcza nie znosi wiedzy. Przyjaźń nie znosi profesjonalizmu. One wszystkie chronią edukację przed jej własną perwersją: przed sytuacją, w której szkoła działa sprawnie, ale przestaje wychowywać; uczelnia produkuje wyniki, ale przestaje być wspólnotą; nauczyciel realizuje program, ale przestaje słyszeć głos ucznia.
Być może więc najważniejsze zadanie pedagoga XXI wieku można ująć bardzo prosto: zobaczyć człowieka, zanim system zamieni go w przypadek, obiekt inżynierii społecznej. Usłyszeć głos, zanim zostanie zagłuszony przez procedurę. Potwierdzić dobro, zanim samo w sobie zwątpi. […]
Cały tekst „Dostrzec, zatroszczyć się, zaprzyjaźnić. O trzech zapomnianych językach pedagogiki” – TUTAJ
Źródło: www. sliwerski-pedagog.blogspot.com
x x x
A jeśli znajdziecie jeszcze kilka minut czasy – polecam jeszcze jeden tekst profesora Śliwerskiego, zamieszczony 18 czerwca: „Dobrostan a rezyliencja uczniów”. Oto – dla zachęty – jego początek:
W debacie o szkole coraz częściej pojawia się słowo „dobrostan”. Brzmi dobrze. Ciepło. Bezpiecznie. Jest niemal bezdyskusyjne, bo któż odważyłby się powiedzieć, że nie należy dbać o dobro dziecka? Wszystkie dzieci są nasze, wszystkie zasługują na troskę, wszystkie powinny doświadczać w szkole szacunku, bezpieczeństwa i życzliwości. Politycznie jest to pojęcie wygodne, medialnie nośne, społecznie akceptowalne. Można je wpisać do strategii, podstaw programowych, projektów profilaktycznych i przemówień ministrów edukacji.
Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy „dobrostan” staje się pedagogiczną infantylizacją uczniów, a nie warunkiem ich dojrzewania, gdy zaczyna oznaczać nie tyle troskę o integralny rozwój dziecka, ile obietnicę komfortu. Szkoła, zamiast przygotowywać uczniów do życia w świecie niepewności, napięć, porażek i konfliktów, zaczyna udawać, że najważniejsze jest, aby dzieciom było miło. A przecież życie nie zawsze będzie miłe. Nie zawsze będzie
Właśnie dlatego tak ważna staje się kategoria rezyliencji — odporności psychicznej, zdolności podnoszenia się po porażce, radzenia sobie z napięciem, uczenia się mimo trudności, odbudowywania sprawczości po niepowodzeniu. Czeski pedagog Milan Hausner celnie przeciwstawia ją źle rozumianemu wellbeingowi. Dobrostan jest „poduszką” — pisze — rezyliencja jest kręgosłupem. Dobrostan obiecuje ukojenie, rezyliencja przypomina, że trzeba umieć utrzymać kubek w dłoni także po trzecim kryzysie. Dobrostan jest stanem, rezyliencja procesem. Dobrostan jest wygodą, rezyliencja wewnętrzną mocą .[…]
Cały tekst „Dobrostan a rezyliencja uczniów” – TUTAJ
Zostaw odpowiedź


