
Z kilkudniowym opóźnieniem udostępniam, bez skrótów, tekst Jarosława Pytlaka, zamieszczony na blogu „Wokół Szkoły” 28 kwietnia. Przyznam się, że oczekiwałem na reakcję na to „wyznanie” ze strony innych bywalców Internetu, aktywnych w obszarze oświaty. Ale, jak dotąd, nie udało mi się ni na żaden taki komentarz natrafić. Przeto już dłużej nie zwlekam – tekst powinien zostać szeroko upowszechniony:
Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów…
28 kwietnia ministra Nowacka pochwaliła się w mediach społecznościowych: „Dziś odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy o prawach i obowiązkach ucznia”. Mowa o 45 stronach pełnych prawniczego żargonu, na których zapisano powołanie do życia kolejnej biurokratycznej struktury w systemie edukacji, jaką ma być instytucja Rzecznika Praw Uczniowskich. Obligatoryjna na szczeblu krajowym, wojewódzkim oraz szkolnym. W istocie ustawa ta stanowi kolejny krok w kierunku paragrafizacji systemu edukacji – uczynienia z placówki oświatowej urzędu uwikłanego w dziesiątki procedur, mających w założeniu chronić dzieci i młodzież przed złą wolą i nieudolnością pedagogów. Poszerzy ona tylko pole, na którym ścierać się będą racje rodziców i nauczycieli, już teraz bardzo odległe i często rodzące konflikty.
Napiszę bez ogródek – ta ustawa stanowi gwóźdź do trumny dla jakichkolwiek nadziei na wsparcie szorującego po dnie autorytetu szkoły w społeczeństwie. Zapewne spotka się z uznaniem osób przekonanych o opresyjnym charakterze tej instytucji, braku kompetencji i dobrej woli nauczycieli, ale jej podstawowym skutkiem będzie dalsza ewolucja relacji opartych na (jednak) autorytecie nauczyciela w kierunku szermierki prawnej między dorosłymi, której dzieci będą świadkami lub, co gorsza, uczestnikami. Podaję tu link do projektu ustawy (w wersji, w jakiej trafił do sejmu) – proszę sobie poczytać i przekonać się, że to kolejna sterta biurokratyczno-legislacyjnej mierzwy, którą urzędnicy próbują sformatować funkcjonowanie społeczeństwa. Tyle mojego zdania, które zapisuję bez nadziei, że na cokolwiek wpłynie, jedynie jako kolejny przyczynek do debaty, dlaczego szkoła w obecnej wersji staje się miejscem nie do życia, z coraz większą niechęcią traktowanym przez
x x x
Na marginesie powyższego podejmę tutaj jeszcze jeden wątek. Otóż wprowadzając kolejną biurokratyczną strukturę rzeczników praw uczniowskich, w dokumencie zatytułowanym „Ocena skutków regulacji” (OSR) opisano przewidywany koszt jej utrzymania na poziomie krajowym i wojewódzkim. Trzeba uczciwie przyznać, niewielki – marne kilka milionów złotych rocznie; więcej chyba zarobią w tym czasie prawnicy wynajmowani przez rodziców pokrzywdzonych dzieci oraz nauczyciele broniący się przed oskarżeniami (co symptomatyczne, w drugą stronę to nie będzie działać – prawda?!). Jako że jednak w polskiej oświacie mamy sezon na bezkosztowość, wymyślono, że na poziomie szkoły rzecznikiem praw uczniowskich będzie z urzędu opiekun samorządu szkolnego. W związku z tym w OSR stanęło jak byk: „Z uwagi na połączenie stanowisk szkolnych rzeczników praw uczniowskich z opiekunami samorządu uczniowskiego brak będzie wydatków płynących z projektowanej ustawy na szczeblu szkolnym”. I jest to coś, na co nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić działanie władzy oświatowej.
W tej chwili opiekun samorządu uczniowskiego nie ma ustawowego zakresu obowiązków. Art. 85 Prawa Oświatowego stanowi tylko, że samorząd ma prawo wyboru nauczyciela pełniącego funkcję jego opiekuna. Nie ma też żadnych zasad wynagradzania za tę funkcję. W niektórych placówkach taka osoba może otrzymać dodatek motywacyjny, ale jest to wyłącznie kwestia dobrej woli dyrektora i możliwości finansowych danej placówki.
Nowa ustawa wprowadza konkretne zadania, a mianowicie:
1)monitorowanie stanu przestrzegania praw uczniowskich w szkole lub placówce, w której działa;
2)upowszechnianie wiedzy na temat praw i obowiązków uczniowskich oraz współpraca w tym zakresie z organami szkoły lub placówki, w której działa;
3)wspieranie członków społeczności szkolnej w działaniach, o których mowa w ust. 2;
4)współpraca z Krajowym Rzecznikiem oraz właściwymi terytorialnie wojewódzkim rzecznikiem i właściwym gminnym rzecznikiem albo powiatowym rzecznikiem – jeżeli został powołany, w zakresie, o którym mowa w pkt 2 i 3;
5)przyjmowanie i rozpatrywanie skarg dotyczących naruszenia praw uczniowskich składanych w interesie:
a)publicznym, w szczególności w sprawach związanych z działalnością szkoły lub placówki, w której działa szkolny rzecznik,
b)indywidualnym lub na rzecz osoby trzeciej, za jej zgodą – w przypadku gdy skarga dotyczy naruszenia praw uczniowskich w szkole lub placówce, w której działa szkolny rzecznik, albo gdy skarga została przekazana zgodnie z właściwością przez inny organ ochrony praw uczniowskich na podstawie art. 42f ust. 4 pkt 3;
6)umożliwienie anonimowej formy kontaktu uczniów szkoły lub placówki, w której działa szkolny rzecznik, ze szkolnym rzecznikiem oraz upowszechnienie informacji o tej formie kontaktu przez zamieszczenie jej na stronie internetowej tej szkoły lub placówki lub w inny sposób zwyczajowo przyjęty w tej szkole lub placówce.
Oto więc pracujący co do zasady pro bono opiekun samorządu otrzyma bogaty zestaw zadań, wymagających poświęcenia dużej ilości czasu, a także – co możliwe – wikłających go w sytuacje stresowe, związane z koniecznością przyjmowania i rozpatrywania skarg. I ma to nadal robić pro bono!
Powtórzę raz jeszcze: nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić to, co w tej ustawie chce zrobić ministra Nowacka!
Po raz kolejny czuję się upokorzony przez formację polityczną, którą poparłem w wyborach, bo obiecywała nową jakość w polityce. Jest bowiem dla mnie upokarzające liczenie na to, że weto prezydenta, reprezentującego obcy mi obóz polityczny, wyśle ten bubel prawny w kosmos!
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Zostaw odpowiedź

