Oto zapis wywiadu z dyrektorką Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym Roksaną Szczygieł – finalistką Nagrody im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata” 2025 r., zamieszczony wczoraj na blogu CEO. Zdecydowałem zamieścić ten tekst – mimo jego długości – bez skrótów:

 

 

Wywiad zachęca dyrektorki i dyrektorów oraz nauczycielki i nauczycieli, którzy utożsamiają się z postawą Roksany Szczygieł, finalistki z 2025 roku, aby zgłaszać swoją kandydaturę do Nagrody im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata”.

 

Jako dyrektorka szkoły została pani też finalistką Nagrody „Za naprawianie świata” im. Ireny Sendlerowej. Rodzi się we mnie pytanie, czy pani sama nominowałaby nauczyciela ze swojego środowiska, którego pani podziwia?

 

Zgłosiłabym jednego z moich nauczycieli. Nie chcę jeszcze mówić na forum, kto by to był, ale mam jedną kandydatkę. Ta nauczycielka jest fantastyczna, bardzo się nadaje do tej nagrody za to, co robi dla dzieci, dla szkoły, dla rodziców.

 

A jak pani myśli, czy taka umiejętność doceniania przez dyrektora jest częstą cechą?

 

Chyba nie. Sama mam takie doświadczenie. Tu anegdota, gdy uczestniczyłam w gali w Śląskim Kuratorium Oświaty, w kuluarach przysłuchiwałam się temu, co mówią dyrektorzy. I jeden z nich wypowiedział słowa, które do tej pory siedzą mi w głowie: „Nauczyciele robią, a dyrektor spija śmietankę”. To mną wstrząsnęło, według mnie absolutnie tak nie jest. Ja nie pracuję na takich zasadach. Według mnie sukces nauczyciela jest sukcesem nas wszystkich. A jako dyrektorzy powinniśmy się nauczyć tego, żeby doceniać nauczycieli, bo to oni w głównej mierze wpływają na to, co osiągają uczniowie i szkoła.

 

Czy to jest o manipulacji pochwałami, czy o widzeniu dobra?

 

Ja widzę w tym dobro, zdecydowanie.

 

A jak pani chwali, to od wielkiego dzwonu czy tak na co dzień? Bo Sendlerowa jest wyróżnieniem jednak odświętnym, choć dla zwykłych ludzi.

 

Preferuję na co dzień. Zresztą przecież Sendlerowa podkreśla bardzo wyraźnie znaczenie tego, co ten człowiek – nauczyciel robi każdego dnia, systematycznie.

 

Zatem jak chwalić ludzi, żeby ich nie rozpieścić, a pokazać, że się ich widzi? Jak mieć przy tym poczucie, że samemu się nie jest zakładnikiem tej dobroci?

 

Mnie to wychodzi naturalnie. Dbam oczywiście o to, żeby nie przesadzać i na siłę komuś nie słodzić. Ale jeśli widzę, że konkretna osoba stara się robić coś, co jest niestandardowe, to potrafię to zauważyć i o tym powiedzieć. Grunt, to robić to w sposób wyważony i po prostu być w tym sobą. Taka jest moja rada.

 

To brzmi tak, jak gdyby miała pani klasę nauczycieli – pani jest nauczycielką, a nauczycielami uczniowie.

 

Może też dlatego potrafię chwalić nauczycieli.

 

Czyli to znaczy, że to jest ważne w każdym wieku?

 

Tak, dokładnie. Czy chwalimy, ja jako dyrektor nauczycieli, czy nauczyciel pochwali ucznia, czy uczeń pochwali nauczyciela, czy nauczyciel pochwali dyrektora i tak dalej… To jest naprawdę istotne w naszym zawodzie, zwłaszcza że utarło się, że dyrektorzy i nauczyciele przeważnie krytykują, że wszystko jest źle, wszystko jest na nie. A ja skłaniam się ku temu, żeby szukać pozytywów. W dzisiejszym świecie musimy się tego nauczyć, że nasz zawód to nie tylko same minusy, lecz także wiele, wiele plusów.

 

 

Roksana Szczygieł – dyrektorka w Szkole Podstawowej w Siedlcu Dużym

 

 

Jest pani multiinstrumentalistką, poza dyrektorką jest także nauczycielką…

 

Tak, uczę języka niemieckiego i jestem też pedagożką szkolną, prowadzę zajęcia świetlicowe.

 

Czyli człowiek, który w małej szkole jest w stanie zrobić bardzo dużo. Ale też słyszałem, że szkoła, o którą pani tak walczyła, może zostać zamknięta.

 

Burmistrz na sesjach wielokrotnie mówił, żeby inne placówki brały przykład z Siedlca Dużego, z naszej szkoły. Co znaczy, że cenił naszą pracę. Zresztą ona jest widoczna w Polsce. Ale niestety, sytuacja się odmieniła. Nasi samorządowcy mają dzisiaj naprawdę twardy orzech do zgryzienia, bo z jednej strony zapewnialiśmy im dobry PR, a z drugiej – oni liczą pieniądze. Gdyby usiedli do rozmów wcześniej, może udałoby się dojść do jakichś wspólnych rozwiązań i wypracować strategię…

 

A finalnie chodzi o dzieci i ich rodziców, którzy mogą stracić dobrą szkołę. Pani ma słyszalność i może pani z tego skorzystać, nagłośnić, że w takiej sytuacji jest bardzo wiele osób, a nawet szkół.

 

Dokładnie tak. Też jestem rodzicem dziecka w tej szkole. Nie wyobrażam sobie mojego dziecka w jakiejś wielkiej szkole, gdzie nie będzie miała zapewnionych takich kameralnych warunków do rozwoju jak tutaj. Jako rodzic na pewno będę szukać szkoły, gdzie będą małe klasy i indywidualne podejście do każdego ucznia. Póki co inni rodzice są w szoku i nie wiedzą, co mają zrobić. Walczą do upadłego różnymi metodami. Angażują media, działają w kuratorium i u wojewody. Czy wywalczą? Nie wiem. Rozmawiałam z dyrektorami z innych województw, rozważałam też, że skoro już mamy tę moją małą szkołę, to może jednak w obliczu dwuzmianowości pracy, która przyjdzie do dużych szkół, zostawmy tę naszą małą. Rozumiem też kwestię niżu demograficznego, dzieci w skali ogólnopolskiej rodzi się mniej. Ale statystyki pokazują, że są niże, potem są wyże. Może przeczekajmy i sytuacja za dwa, trzy lata się zmieni.
Zresztą przy tych reorganizacjach sieci szkół nie wszyscy nauczyciele dostaną godziny. I na pewno krąży widmo tego, że nauczyciele stracą pracę albo będą musieli jej szukać poza obszarem gminy.

 

Czy to jest powszechna obawa?

 

Uważam, że tak. To dotyczy większości szkół, które dzisiaj stoją w obliczu likwidacji. Niełatwy temat, wszyscy jesteśmy w zawieszeniu. U nas gmina też nie ma pomysłu, jak to rozwiązać. Mam poczucie, że jestem między młotem a kowadłem. Z jednej strony rodzice, nauczyciele, uczniowie, z drugiej – organ prowadzący, kuratorium.

 

W Nagrodzie Sendlerowej mówimy, że ludzie szukają wielkich wzorów, a te wzory są czasem wokół nas, trzeba je wyłapywać. Pani zapewne może być postrzegana jako wzór. Co by pani powiedziała, że jest ważne w tej postawie, którą chce pani ludziom pokazać?

 

Wychodzę z założenia, że wszystko, co robię, musi się przekładać na jakieś wymierne efekty. Towarzyszy mi motto – bój się i rób. Tego się trzymam, jako człowiek, jako dyrektorka i nauczycielka często ryzykuję, podejmuję wiele działań i nie patrzę, czy się może udać, czy nie. Ważne, żeby spróbować. Już nie rozkładam na czynniki pierwsze, po prostu jest akcja. Mówię tutaj np. o grantach, projektach, których się czasem nie zdobywa, a jednak piszę ich naprawdę sporo. Pogodziłam się z tym, że częściej nie wygrywam, odpuszczam. Piszę dalej. Idę do przodu. Dla mnie kluczowe jest to, żeby moje dzieci w szkole miały wiele dodatkowych działań, dzięki którym mogą rozwijać swoje talenty, umiejętności. To samo odnosi się do nauczycieli. Jeśli inwestujemy w nauczycieli, to z korzyścią i dla nich, i dla szkoły. Mówię tu o szkoleniach, kursach itd.

 

Ale wie pani o tym, że teraz chyba zraziliśmy ludzi do wybierania pracy w charakterze dyrektora?

 

Tak. Tendencja jest spadkowa. W mojej okolicy obserwuję, a po ostatnich rozmowach z kuratorium oświaty widzę, że nie ma osób chętnych do bycia dyrektorem. Co dla mnie nie jest zaskoczeniem, bo to jest bardzo odpowiedzialna praca, a kwestia wynagrodzenia to jest temat na bardzo długą rozmowę…

 

Na początku naszej rozmowy powiedziała pani, że są dyrektorzy, którzy uważają, że można tylko spijać śmietankę. Może ta prawda jest gdzieś po środku?

 

Być może tak właśnie jest. Ja mam odczucie, że dyrektorowanie nie jest łatwą rolą. Fajnie jest, gdy się wygrywa i odnosi sukcesy, ale codzienność pracy i to całe zaplecze, jest drugim dnem tej rzeczywistości.

 

A co pani sprawia satysfakcję, co potencjalnie może ludzi zachęcać do obejmowania tej funkcji?

 

Jedno słowo – dziękuję. Każdorazowe dziękuję rodzica, każdorazowe dziękuję ucznia czy absolwenta szkoły. To jest niesamowitą dawką energii. Nauczyciele, którzy otwarcie stwierdzają, że robimy kawał dobrej roboty – to naprawdę motywuje. A wyróżnienie w Sendlerowej jest dla mnie rzeczą niesamowitą. Mam też inne wyróżnienie w konkursie Super Dyrektor Szkoły, więc takie sprawy naprawdę budują dyrektora i utwierdzają, że to, co robi, ma sens. Poza tym codzienne gesty uczniów i uczennic, słowa, że fajna jest ta szkoła, że dobrze się tu czują I z przyjemnością przychodzą. To wszystko jest wspaniałym potwierdzeniem dobrze wykonywanej pracy.

 

Ale przecież przyjemność można czerpać tylko z administracji, nie trzeba chodzić do uczniów na lekcje.

 

Jasne, są tacy dyrektorzy i ludzie. Ale ja do nich nie należę. Gdy przychodziłam do szkoły jako nauczycielka, wiedziałam, że chcę zrobić coś więcej niż to wynika z podstawy programowej. Realizowałam wiele niestandardowych działań, współpracowałam z fundacjami, starałam się, aby te moje lekcje angażowały dzieci i pozwalały wyjść poza schemat: zeszyt, książka, ćwiczeniówka. Priorytetem było, żeby dzieci uczyły się przez pracę w grupach, doświadczenie, eksperymenty. A kiedy zrodziła się wizja bycia dyrektorem? Po prostu dostałam taką propozycję. No i się zgodziłam. I zaczęła się mozolna orka. Ale wiedziałam, że muszę coś zrobić, żeby tę szkołę odmienić, zmienić jej wizerunek, żeby ludzie zaczęli o tej szkole mówić. Do tego priorytetem była ścisła współpraca z rodzicami. Myślę, że to zbudowało mnie jako dyrektora.

 

Zanim przejdziemy do tej współpracy z rodzicami, chcę zweryfikować dość powszechną opinię, że dyrektor/lider jest samotny… Czy pani tak się czuje?

 

Bywają takie dni, że w tych swoich decyzjach czuję się samotna, ale to raczej rzadkość. Mam wspaniały zespół, z którym zawsze mogę porozmawiać. Mam tu na myśli i nauczycieli, i radę rodziców Ale tak, liderzy są najczęściej samotni. Na moim profilu „Dyrektor Na Topie” często piszę o tej samotności. Tym bardziej teraz, w aktualnych okolicznościach likwidacji szkoło, ta samotność wybrzmiewa dość głośno.

 

Czy przy tej świadomości bagażu, trudów i samotności – czy pani jeszcze raz by wybrała tę samą ścieżkę kierowania zespołem szkolnym?

 

Tak. Daje mi to ogromną satysfakcję i możliwość rozwoju, a na tym najbardziej mi zależy.

 

Jest pani czytana, pani głos jest w internecie szanowany. Gdy rozmawiałem z tegorocznym laureatem panem Adamem Ejnikiem, mówił, że podczytuje „Dyrektora Na Topie”. Wprawdzie absolutnie nie chciałby być dyrektorem, jest spełniony gdzie indziej, ale jednak czyta pani profil. A co pani zauważa, gdzie są teraz ludzie, czego szukają?

 

Gdy w lipcu ubiegłego roku zakładałam profil na FB, bardzo się tego bałam. Ale wówczas trochę mi się nudziło, szukałam świeżych wrażeń, jakiejś adrenaliny. I zaryzykowałam. Ale głównym powodem był ten, że drugiego takiego profilu po prostu nie ma. Brakowało w sieci miejsca prowadzonego przez dyrektora, który mówi wprost, jak jest, nie owija w bawełnę, widać u niego emocje… Myślę, że to mocno wpłynęło na sukces profilu, tego, że ma dużą wyświetlalność i w przeciągu zaledwie pół roku zdobył 35 tysięcy obserwujących. To swoisty fenomen. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam.

 

To mówi, że ma pani świetną intuicję, ale także o tym, że dyrektorzy potrzebują mieć bezpieczne miejsca, gdzie są widziani i dostają wsparcie.

 

Oczywiście. Zresztą, wśród obserwujących, poza dyrektorami, są nauczyciele i rodzice. Na pewno są też ludzie, którzy zajmują się oświatą. Obserwuje mnie sporo fundacji i szkół. I taka wisienka na torcie – Śląski Kurator Oświaty.

 

Mam nadzieję, że ta widzialność pomoże pani w ocaleniu szkoły…

 

No cóż, na decyzje gmin wpływa niż demograficzny. Zresztą widzę w tym niżu jakąś pozytywną stronę. To może mieć dobry wpływ na dzieci. W tym sensie, że grupy przedszkolne i klasy w szkołach będą mniej liczne. Z drugiej strony będzie potrzeba mniej nauczycieli. A przecież obecnie ich brakuje. Co będzie dalej, niedługo się przekonamy, czas to zweryfikuje…

 

W takim razie mocno trzymamy kciuki i będziemy nasłuchiwać, co się zadzieje w Koziegłowach.

 

Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

 

 

 

Roksana Szczygieł została finalistką 19. edycji Nagrody im. Ireny Sendlerowej. Jest dyrektorką w Szkole Podstawowej w Siedlcu Dużym, nauczycielką języka niemieckiego w szóstej klasie oraz pedagożką szkolną. Utworzyła i z powodzeniem prowadzi na Facebooku profil Dyrektor na Topie”.

 

 

Rozmawiał Wojciech Albiński, ekspert ds. komunikacji w zespole Centrum Edukacji Obywatelskiej.

 

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl



Zostaw odpowiedź