
Dziś zamieszczam tekst Jarosława Blocha z jego bloga „Co z tą edukacją” a w nim kolejna ocena edukacji zdrowotnej
Refleksji brak…
Co powinien zrobić polityk, który dostał od społeczeństwa jasny sygnał, że na jego działania nie ma zgody? Chyba spokornieć. Szefostwo Ministerstwa Edukacji nie pokornieje, nie ma nawet refleksji, ani nad kolejnymi porażkami, ani nad negatywnymi ocenami ich pracy przez społeczeństwo. Klapki na oczach. Panie ministry gotowe są utopić swą formację polityczną, byle tylko nie przyznać się do braku racji…
Może ktoś w ministerstwie nie zauważył, ale jesienią odbyło się referendum na temat edukacji zdrowotnej. Ludzie zagłosowali nogami, uciekając od propozycji zajęć w przedstawionym kształcie. Tymczasem pani minister zamierza uszczęśliwić Polaków na siłę, robiąc z edukacji zdrowotnej od września przedmiot obowiązkowy. Po jesiennych doświadczeniach, jest to dziś decyzja pozbawiona sensu, która może jedynie wywołać kolejną awanturę polityczną. To woda na młyn dla prawicy przed przyszłorocznymi wyborami…
Przeanalizujmy plusy i minusy wprowadzenia edukacji zdrowotnej. Plus widzę jeden – potrzebne treści programowe. Reszta to same minusy. Przeładowane plany lekcji zostaną jeszcze bardziej przeładowane o kolejny obowiązkowy przedmiot z którego nie ma matury. Tyle się mówiło jeszcze niedawno o długich godzinach spędzonych w szkole… Jesteśmy więc trochę niekonsekwentni wprowadzając nowy przedmiot, choć można te same treści omówić na przedmiotach już istniejących. Zresztą… Nie wydaje mi się aby ktoś dokonał analizy stopnia korelacji podstawy edukacji zdrowotnej, biologii, edukacji dla bezpieczeństwa i wychowania fizycznego. Przynajmniej ja tego nie widzę. Widzę za to, że elementy podstawy się powtarzają (np pierwsza pomoc na EDB i na EZ). Nadal nie ma też wystarczająco przeszkolonej kadry do prowadzenia tego przedmiotu jako całości, ten rok został w tym względzie zmarnowany w wyniku kiepskiego zainteresowania przedmiotem. W wielu szkołach to „wyjdzie”, szczególnie tam, gdzie nauczycieli edukacji zdrowotnej znaleziono z łapanki. Ten przedmiot obejmuje naprawdę szeroką wiedzę, jeśli chcemy aby był obowiązkowy i sensownie prowadzony (nie tylko na papierze), należałoby wprowadzić z tej specjalności studia licencjackie dla ludzi zaczynających studia (bo podyplomówka może być wystarczająca jedynie dla nauczyciela już uczącego części tych zagadnień). Idąc tym tropem, jeśli uruchomić takie licencjaty od października, to dopiero za trzy lata mielibyśmy przeszkolonych w tej specjalności nauczycieli. Kolejne minusy, to sprawy pozamerytoryczne. Przedmiot już na starcie był ofiarą sporu politycznego i nic się tutaj nie zmieniło. Wprowadzanie przedmiotu wbrew decyzji większości rodziców jest nierozsądne, bo rodzice to wyborcy, w dodatku w dużej części związani z kościołem, a wchodzenie w kolejny spór o podtekście religijnym, czyni przed wyborami temat sprawą ideologiczną (a sprawy ideologiczne stoją często w Polsce przed merytorycznymi). Wszystko to spowoduje dostarczenie paliwa przeciwnikom politycznym (to nieistotne, że nie mają racji, ważne że mają czym atakować)…
Czy należało więc zrezygnować z tych potrzebnych treści programowych? Nic bardziej mylnego. Jak już pisałem wcześniej, należało treści te rozdzielić pomiędzy biologię, edukację dla bezpieczeństwa i wychowanie fizyczne, dodać tym przedmiotom potrzebny czas do realizacji tych treści (np po godzinie na jeden semestr, co daje 1,5 godziny w cyklu nauczania w szkole średniej, EZ to 2 godziny w cyklu nauczania, więc jeszcze młodzież odciążymy czasowo) i żadnej awantury by nie było. Tymczasem do nauczania tego przedmiotu nie dopuszczono nawet nauczycieli edukacji dla bezpieczeństwa, mimo że cały czas uczą pierwszej pomocy, a w latach 2012-2022 (przed wprowadzeniem strzelectwa), mieli w programie EDB dział „Edukacja zdrowotna” (!!!) i uczyli tego przez te lata. Pewnie w ministerstwie nikt tego nie zauważył, bo cały czas mówią, że wprowadzają te treści jako pierwsi… W przypadku treści dodanych do biologii, znalazłyby się one nawet na egzaminie maturalnym, więc szkolna ranga tej wiedzy byłaby większa. Założę się, że większość nawet by nie zauważyła tych zmian, podobnie jak niewielu zarejestrowało zmiany podstaw, które robiła prawica w czasach swych rządów (były zmiany w historii, geografii, biologii, edb i Nowacka nie protestowała, bo pewnie wtedy jeszcze się oświatą nie interesowała…). Treści byłyby w podstawach programowych innych przedmiotów i cel byłby osiągnięty. Bo chyba o to w tym chodzi? A może nie? Może dla pań z ministerstwa ważniejszy jest własny pijar niż osiągnięcie celu edukacyjnego? Nie wiem czy tak jest, ale niestety, tak to wygląda.
We wrześniu może być niezłe zamieszanie, bo oprócz znalezienia nauczycieli trzeba też znaleźć miejsce na te zajęcia. Szkoły średnie w miastach pękają dziś w szwach na skutek przejścia dwóch zwiększonych roczników. Ostatni z nich skończy naukę dopiero w 2027. Przy przedmiocie nieobowiązkowym nie było problemu, bo EZ realizowana była na pierwszych lub ostatnich godzinach w grupie międzyoddziałowej. Teraz każda klasa będzie miała to w planie przez dwa lata. Trzeba znaleźć czas i salę. Pewnie skończy się to ogólnym wydłużeniem dziennych zajęć. Na razie dyrektorzy nie mogą tego nawet zaplanować, bo w arkuszach na przyszły rok nie ma jeszcze obowiązkowej EZ, a wpisać nie można, bo nie ma rozporządzenia, a dyrektorzy jak wiadomo muszą trzymać się przepisów prawa… Minister Nowacka jak widzę ma talent, ale niestety jest to talent do wprowadzania niedopracowanych rozwiązań. A niedopracowane rozwiązania są szkodliwe, budzą niechęć zamiast entuzjazmu. Będzie bardzo niedobrze jeśli chaos związany z EZ wpłynie na wynik wyborów, bo wtedy może się okazać, że będzie to pierwszy i ostatni rok nauczania EZ w szkołach…
Bo gdy przeciwna ekipa wygra wybory, to może z EZ zrobić to samo co obecna koalicja z HiT-em. Dla polityków jest to przerzucanie się złośliwościami, są to tylko decyzje i słowa, które nic ich nie kosztują. Dla szkół to chaos i bezsensowna praca tysięcy ludzi… A na koniec poczucie niesmaku, frajerstwa, straconego czasu. I zniechęcenie do polityki, tak nauczycieli, jaki i uczniów biorących udział w tym chaosie… Wzywam do opamiętania.
Źródło: www.jaroslawbloch.ovh/
Zostaw odpowiedź

