W niedzielę, na portalu ONET zamieszczono tekst, zatytułowany: List do redakcji. „Drodzy nauczyciele, walczcie, strajkujcie!”. Mamy nadzieję, że ONET nie pozwie nas za opublikowanie tego listu w całości, poprzedzonego jedynie krótkim wprowadzeniem redakcji:

 

Foto: www.facebook.com/radamlodziezy/

 

Autor przytoczonego poniżej listu jest jednym z członków RDiM III kadencji, widocznych na tym zdjęciu.

 

 

Wiele naszych tekstów powstaje dzięki Waszym listom. Zwracacie w nich uwagę na problemy, którymi warto się zająć i przedstawić je opinii publicznej. […] Poniżej prezentujemy pełną treść listu do naszej redakcji:

 

„Jestem uczniem drugiej klasy liceum, od siedmiu lat mam już sprecyzowane plany zawodowe – chcę być nauczycielem. Kocham pomagać innym, nie znoszę, gdy innym dzieje się krzywda (dlatego tak bardzo krytykuję reformę edukacji min. Zalewskiej). Od dziecka wychowywano mnie tak, bym był empatyczny, współczujący i niosący pomoc. W gimnazjum przez przypadek odkryłem, że dobrze tłumaczę zagadnienia z chemii, rozniosło się i tak już od pięciu lat uczę swoich rówieśników.

 

Miałem szczęście – fantastyczni nauczyciele, szczególnie nauczycielka chemii oraz równie wspaniała nauczycielka języka polskiego w liceum, sprawili, że poczułem, że chcę uczyć chemii i języka polskiego. Pedagodzy, których spotykałem, to ludzie pełni pasji, radości ze swojej pracy. Przecież to patrząc na nich, zdecydowałem, że sam zostanę nauczycielem. Kiedy słyszałem, co minister edukacji Anna Zalewska mówi o nich i moich rówieśnikach, czułem jakby ktoś mnie spoliczkował.

 

Czy to ja – laureat konkursów, wolontariusz, zapalony korepetytor jestem tą „patologią wychowaną przez gimnazja”? Czy może moi koledzy – olimpijczycy, młodzi sportowcy, naukowcy? A może nauczyciele, którzy nieustannie się doskonalą, rozmawiają o nas, dostosowują przekazywane treści do klasy? Odpowiadam bardzo zdecydowanie – nikt z nich!

 

To w gimnazjum zostałem posłem Sejmu Dzieci i Młodzieży, a nawet przewodniczącym komisji SDiM. Minister Zalewska nie przyjechała, czego bardzo żałuję. Chciałbym usłyszeć prosto w twarz, że jestem tym gimnazjalnym elementem, pomyłką systemu edukacji. Na sali posiedzeń siedzieli sami gimnazjaliści lub absolwenci tych szkół – czy ktokolwiek odważyłby się do tych młodych, ambitnych i aktywnych ludzi powiedzieć, że w zasadzie nie mają racji bytu, niczym gimnazja? Ja nie wstydzę się, że ukończyłem gimnazjum, to tam nauczono mnie odwagi w wyrażaniu myśli, dlatego to dziś piszę, dlatego nie bałem się krzyczeć przed Sądem Okręgowym w Łodzi w czasie strajków w obronie sądownictwa, dlatego nie boję się mówić co myślę publicznie.

 

Na co dzień widzę, jak nauczyciele pracują. Dziś poniekąd sam tego doświadczam, prowadząc zajęcia dodatkowe dla uzdolnionych i potrzebujących pomocy w pobliskiej szkole podstawowej. (Tak, to nieudacznik gimnazjalista został doceniony, zapewne nie do uwierzenia dla autorów reformy). Można rzec, że jestem w centrum, w pokoju nauczycielskim i dostrzegam, że to wcale nie jest 18 godzin i koniec. Lecz 18 godzin przy tablicy, kolejne godziny to przygotowanie do lekcji, zajęcia dodatkowe z uczniami, samodoskonalenie się (nauczyciele mają tego obowiązek), wywiadówki i rady pedagogiczne. Konia z rzędem temu, kto zamknie to w osiemnastu godzinach! Tak samo nagroda specjalna dla twórców podstawy programowej, którzy chcą zrobić z dzieci w klasach 7 i 8 młodych noblistów, każąc przyswoić im materiał w 2 lata (choć w gimnazjaliści mieli na to 3 lata).

 

Ponieważ sam kiedyś będę nauczycielem, a także, jak większość z nas, rodzicem, proszę nauczycieli, by strajkowali. Ludzie, od których zależy przyszłość tego kraju, nie mogą zarabiać kwot rzędu 1750 zł na początek czy 3000 zł po 30 latach pracy! Chcemy, by nasze dzieci uczyli ludzie pełni pasji, zaangażowania i przede wszystkim – specjaliści, ludzie z ogromną wiedzą. Ale czy znajdziemy kogoś, kto zechce pracować za takie pieniądze? Nie liczmy, że znajdziemy drugie „Siłaczki”. Apeluję jako uczeń do moich rówieśników, do rodziców oraz społeczeństwa – ten strajk jest w obronie uczniów. Przecież to właśnie uczniowie będą cierpieć, gdy zabraknie nauczycieli lub gdy kadra nauczycielska będzie składała się z przypadkowych osób, które są w szkole na chwilę lub od wypadku. Chcemy speców, pasjonatów? Zapłaćmy im! Tym bardziej trudno mi zrozumieć Annę Zalewską, ponieważ była nauczycielką i dobrze wie, jak trudno wyżyć za takie pieniądze. Można by powiedzieć ironicznie – chichot zza »nauczycielskiego grobu«.

 

Dziękuję nauczycielom, że w końcu walczą, bo warto, oraz dziękuję swoim nauczycielom ze szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, że wychowują młodych, ambitnych ludzi, niebojących się mówić, co myślą.

 

18-latek z Łodzi

 

 

Komentarz redakcji:

 

Stali i uważni czytelnicy „Obserwatorium Edukacji” nie powinni mieć trudności z identyfikacją autora powyższego listu. Prezentowaliśmy jakiś czas temu informacje o pewnym uczniu łódzkich szkół – pośle na Sejm Dzieci i Młodzieży, a nawet przewodniczącym Komisji ds. opracowania projektu jego uchwały. Opisywaliśmy także jego paranauczycielską aktywność, polegającą na prowadzeniu w szkole podstawowej, której jest absolwentem, zajęć pozalekcyjnych dla uzdolnionych i potrzebujących wsparcia ich zainteresowań uczniów.

 

Rozwiązanie tej „zagadki” kto ów list do ONETU napisał pozostawiamy Wam – Szanowni Czytelnicy. [WK]

 



Zostaw odpowiedź